PDA

Zobacz pełną wersję : Jestem Kochanką



Strony : [1] 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105

kropelka
15-04-2007, 12:06
3 lata temu poznałam faceta.... nie ukrywał, że jest żonaty, a ja że nie zakocham się w nim. Niestety (a może stety) stało się inaczej.... Zakochałam się bardzo, do końca, beznadziejnie.... Nie walczyłam o jego uczucia, ale on odwzajemnił moje.... # lata pełne ulonych chwil, słów, pieszczot, kłamstw, ukrywania się i starań o to by wyjechać by móc być razem....
Udało się!!! Znalazł się odpowiedni wyjazd i już, już... i będziemy razem... Nie będziemy, bo 2 dni temu okazało się, że jego żona ma raka... a on jest porządnym facetem, a porządni faceci nie zastawiają żon w potrzebie....
A ja się pytam co w takiej sytuacji mają robić Kochanki????? Te zawsze drugie, choć często tak bardzo kochane jak ja.... co?
Żony przejdą zabiegi (wiem, że czesto bardzo bolesne) i w większości przypadków wyzdrowieją, zapiszą się do Amazonek i będą podziwiane przez rodzinę i znajomych, że takie silne. Mąż zbierze laury, za to był i wspierał, że wytrwał.... choć (to wie tylko on) przez cały czas myślał o Kochance (kobiecie, którą kocha), która.... no właśnie co??? Ma zapaść się pod ziemie???? Żyć normalnie???? Tylko jak???? Co robić do cholery???? Jak żyć????

hira
19-04-2007, 17:13
nic nie zrobiz - wygra listość
zapomnij o nim - bo inaczej zadreczysz się

grarzyna
19-04-2007, 20:07
Zapomnieć? chyba nigdy nie kochałaś!!! też jestem tą drugą-i ja kocham i On- ja jestem mężatką On jest żonaty. To KTOŚ, COŚ- na co czekałam całe życie nie wiedząc o tym - że TAK może być!!! Jestem osobą w wieku średnim? wiem już trochę na temat życia, wiem też, że z różnych powodów zostaniemy w swoich związkach- ale warto dla miłości BYĆ!!Dzieli nas ogromna odległość- 600 km- ale jakimś cudem zdarza nam się BYĆ z sobą!! rzadko, nawet bardzo ale...dla tej jednej nocy... pozdrawiam wszystkie- te drugie!

mysza53
22-04-2007, 09:30
Też kochanka ale przynajmniej w jasnej sytuacji bo mój facet od pierwszego spotkania postawił sprawę jasno: od żony nie odejdzie. I jest ok. Bez względu na uczucia wiem, że jest to sprawa na chwilę, która co prawda trwa już prawie dwa lata ale przynajmniej nie mam złudzeń i wiem na czym stoję. A miłość, no cóż piękna sprawa ale jednak po to nam bozia rozum dała żeby czasem z niego korzystać.

emeralds
23-04-2007, 00:16
Hmmm... ciężka sprawa, szkoda że w Polsce nie jest możliwa poligamia:) głowa do góry, czas wszystko wyjaśni...

kaja10
23-04-2007, 14:52
pomyśl też o tej, której zabierasz męża!!! Jak Ty, będąc na jej miejscu, czułabyś się, wiedząc, że jakaś suka omotała jej męża????????????
3 lata temu poznałam faceta.... nie ukrywał, że jest żonaty, a ja że nie zakocham się w nim. Niestety (a może stety) stało się inaczej.... Zakochałam się bardzo, do końca, beznadziejnie.... Nie walczyłam o jego uczucia, ale on odwzajemnił moje.... # lata pełne ulonych chwil, słów, pieszczot, kłamstw, ukrywania się i starań o to by wyjechać by móc być razem....
Udało się!!! Znalazł się odpowiedni wyjazd i już, już... i będziemy razem... Nie będziemy, bo 2 dni temu okazało się, że jego żona ma raka... a on jest porządnym facetem, a porządni faceci nie zastawiają żon w potrzebie....
A ja się pytam co w takiej sytuacji mają robić Kochanki????? Te zawsze drugie, choć często tak bardzo kochane jak ja.... co?
Żony przejdą zabiegi (wiem, że czesto bardzo bolesne) i w większości przypadków wyzdrowieją, zapiszą się do Amazonek i będą podziwiane przez rodzinę i znajomych, że takie silne. Mąż zbierze laury, za to był i wspierał, że wytrwał.... choć (to wie tylko on) przez cały czas myślał o Kochance (kobiecie, którą kocha), która.... no właśnie co??? Ma zapaść się pod ziemie???? Żyć normalnie???? Tylko jak???? Co robić do cholery???? Jak żyć????

malaczarna20
23-04-2007, 18:01
pomyśl też o tej, której zabierasz męża!!! Jak Ty, będąc na jej miejscu, czułabyś się, wiedząc, że jakaś suka omotała jej męża????????????

Takie zycie!!!! Dlaczego ona nie moze myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby??
To ona zle trafiła ze ma faceta ktory ja zdradza, a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!
Taka jest prawda - gdyby mezczyna z ktorym masz romans był zaspokojony i zadowolony ze swojego zwiazku z zona w 100% nie pchał by sie w jakies inne!

Ja co prawda nie rozbilam malzenstwa ale 6 letni zwiazek mojego obecanego chclopaka - nie zaluje :)

Alice3
23-04-2007, 22:09
Na szczescie nie zakochalam sie w moim amancie, przynajmniej na razie. Rozumiem Kropelke i zal mi jej niezmiernie. Sytuacja jest dramatyczna. Sprobuj poszukac oparcia w przyjaciolach, to pomaga.

serduszko2
24-04-2007, 11:26
kropelko-nie bedzie Ci latwo,bo zadnej z nas nie jest. zawsze sie znajdzie ktos lub cos,co zesle Cie na na drugi tor.zawsze znajda sie wartosci dla ktorych,Twoje miejsce w jego zyciu,bedzie tym na koncu.zawsze znajdzie sie zyczliwy,kto nie da sie cieszyc ta miloscia.zawsze beda chwile zwatpienia.pamietaj jednak,ze "nigdy nie jest tak zle,aby nie moglo byc gorzej".nie trac nadziei,bo nie warto.czy bycie "ta druga" nie jest lepsze niz bycie zona zakochanego w innej faceta? ja wybralam "ta druga".

kropelka
24-04-2007, 11:35
Serduszko, dziękuje ci bardzo :)

kaja10
24-04-2007, 13:47
:D
Takie zycie!!!! Dlaczego ona nie moze myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby??
To ona zle trafiła ze ma faceta ktory ja zdradza, a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!
Taka jest prawda - gdyby mezczyna z ktorym masz romans był zaspokojony i zadowolony ze swojego zwiazku z zona w 100% nie pchał by sie w jakies inne!

Ja co prawda nie rozbilam malzenstwa ale 6 letni zwiazek mojego obecanego chclopaka - nie zaluje :)


co innego luźny związek, a co innego rozbic małżeństwo. Nikt mnie nie przekona, że to tylko żona jest winna!!! Zresztą jest takie powiedzenie-jak suka nie da, to pies nie weźmie... Niech to da Wam, drogie panie do myślenia!

kaja10
24-04-2007, 14:13
3 lata temu poznałam faceta.... nie ukrywał, że jest żonaty, a ja że nie zakocham się w nim. Niestety (a może stety) stało się inaczej.... Zakochałam się bardzo, do końca, beznadziejnie.... Nie walczyłam o jego uczucia, ale on odwzajemnił moje.... # lata pełne ulonych chwil, słów, pieszczot, kłamstw, ukrywania się i starań o to by wyjechać by móc być razem....
Udało się!!! Znalazł się odpowiedni wyjazd i już, już... i będziemy razem... Nie będziemy, bo 2 dni temu okazało się, że jego żona ma raka... a on jest porządnym facetem, a porządni faceci nie zastawiają żon w potrzebie....
A ja się pytam co w takiej sytuacji mają robić Kochanki????? Te zawsze drugie, choć często tak bardzo kochane jak ja.... co?
Żony przejdą zabiegi (wiem, że czesto bardzo bolesne) i w większości przypadków wyzdrowieją, zapiszą się do Amazonek i będą podziwiane przez rodzinę i znajomych, że takie silne. Mąż zbierze laury, za to był i wspierał, że wytrwał.... choć (to wie tylko on) przez cały czas myślał o Kochance (kobiecie, którą kocha), która.... no właśnie co??? Ma zapaść się pod ziemie???? Żyć normalnie???? Tylko jak???? Co robić do cholery???? Jak żyć????

Denerwujesz mnie!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie rób z siebie takiej cierpiętnicy! Chyba nie wiesz co to znaczy byc zdradzaną!!!!

malaczarna20
24-04-2007, 16:52
Serduszko, chcesz przez to powiedziec ze jestes zona mezczynzy ktory kocha inna?? :(
Bardzo mi przykro :/
Potrafisz z nim zyc, wiedzac ze w sercu trzyma inna kobiete?? Ja bym nie potrafiła :/

domi
24-04-2007, 21:56
Droga Kropelko!

Co prawda nie mamy stażu 3 lat, tylko równy roczek, ale zastanawiam się, czy nie spotykamy się z tym samym facetem :-) (żart). Od początku wiedziałam że jest żonaty i że jej nigdy nie zostawi. Ona jest chora na raka (co za analogia). Miał to być mały romans, romans z facetem o wieeeeele starszym ode mnie... ale życie weryfikuje i takie plany! Staliśmy się nierozłączni. Zakochałam się i .... choć myślałam, że jest to niemożliwe - nie tylko ja. Dopóki życie w kłamstwie dotyczyło tylko nas, sprawa była prosta - wystarczyła jedna decyzja i sprawy by nie było.

Ale .... jestem w 6-tym miesiącu ciąży! Będziemy mieli mała Amelkę! A podobno z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe - cuda się jednak zdarzają! i na całe szczeście :-) Zmieniło to jednak cała sytuację. Wiedziałąm, że jeżeli to dotrze do jego żony, może to zrujnować jego życie przede wszystkim zawodowe. Znam ją, kiedyś nawet piłyśmy razem kawę :-) On pracuje tutaj, ona mieszka 300 km stąd. On nidgy z nią nie rozmawia przy mnie choć obecnie razem mieszkamy. On jeździ "na północ" a nie do domu (bo twierdzi że jego dom jest tutaj)2-3 razy w miesiącu na 1-2 dni.

Kiedy dowiedziałam się o dziecku, chciałam odejść, bo tak byłoby najprościej... dla niego i wydawało mi się że dla nas też. My jesteśmy dorośli i możemy żyć w kłamstwie- bo to nasza decyzja, ale nie może to dotyczyc małej. Nie pozwolił mi odejść i to wcale nie chodzi o odpowiedzialność i obowiązek. Zapytał się wtedy, czy gdyby nie mała "fasolka" w moim brzuchu nadal bylibyśmy razem. Teraz zastanawiam się czyja go bardziej kocham, czy on mnie. Zdecydował się prowadzić podwójne życie, mieszkamy razem, zaczynamy tworzyć rodzinę. Kiedyś bomba wybuchnie i wtedy będę walczyć o niego. Ani jednej chwili spędzonej z nim nie zamieniłabym na żadne skarby świata!!!! Walczyłam już chyba z połową kuli ziemskiej - z rodziną (a teraz, kiedy będzie dziecko, to już w ogóle nie bylo mi łatwo),z przyjaciółmi, którzy sie pytają, że skoro tak mnie kocha, to dlaczego jej nie zostawi? Zycie nie jest czarne albo białe - czasami są inne powody, nie uczucia, które na cos nam nie pozwalają i dyktują w ten sposób nasze życie. Czasami mam nadzieję, czasami on wspomina że to się zmieni, ale za jakiś czas, czasami wiem, że zawsze będę tą drugą...

Jestem najszcześliwsza na świecie, bo mam to, na co każdy zasługuje: mężczyznę, którego kocham ponad wszystko na świecie i który wiem, że nie potrafi beze mnie tak samo żyć i ... bedziemy mieli nasze wspólne maleństwo, którego już się nie możemy doczekać.

Przepłakane noce, zapuchnięte wielokrotnie oczy, snucie się po domu - to wszystko nic, jeżeli mogę czuć jego zapach przy sobie i zasypiać słysząc jego oddech. I nawet nauczyłam się prasować :-)

Kropelko!!! Życzę Tobie abyś nie zwątpiła w Wasze uczucie - kochaj i walcz o to. Bądź tak szczęśliwa jak my i znajdź sposób na siebie w tej całej sytuacji. Bo może nigdy więcej się Tobie coś takiego nie przytrafić.

Trzymaj też, proszę, kciuki, aby nieżyczliwi ludzie,których niestety nie brakuje, nie popsuli tego, co udało się nam (i mam nadzieję Wam) zbudować. Aby nikt w ten sposób nie skrzywdził mojego dziecka, bo ono jest teraz najważniejsze i zawsze już tak będzie.

MY - TE DRUGIE, jeśli będzie trzeba będziemy walczyć i jakoś damy sobie radę - ale Mała na to nie zasługuje i mam nadzieję,że on nigdy nie będzie musiał wybierać pomiędzy Małą a resztą świata!

Głowa do góry! Uwierz mi że warto! Znajdź w sobie tylko siłę, bo wierzę że ją masz, skoro trwa to 3 lata...

kaja10
25-04-2007, 12:30
kropelko, znajdz sobie innego faceta. Nie rozbijaj rodziny!!! Ja naprawdę wiem co mówię...

malaczarna20
25-04-2007, 15:41
:D


co innego luźny związek, a co innego rozbic małżeństwo. Nikt mnie nie przekona, że to tylko żona jest winna!!! Zresztą jest takie powiedzenie-jak suka nie da, to pies nie weźmie... Niech to da Wam, drogie panie do myślenia!

Mam 20 lat tylko nie rozumiem pytania?
Rozmawiamy tu o uczuciach, a jak dobrze wiem dojrzalosc emocionalna nie wynika z ilosci ukonczonych lat, jesli ty teraz bedziesz mnie oceniac przez pryzmat mojego "młodego" wieku to wlasnie pokazujesz jaka ty jestes niedojrzala.

Grba
25-04-2007, 15:46
Takie zycie!!!! Dlaczego ona nie moze myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby??
To ona zle trafiła ze ma faceta ktory ja zdradza, a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!
Taka jest prawda - gdyby mezczyna z ktorym masz romans był zaspokojony i zadowolony ze swojego zwiazku z zona w 100% nie pchał by sie w jakies inne!

Ja co prawda nie rozbilam malzenstwa ale 6 letni zwiazek mojego obecanego chclopaka - nie zaluje :)


Drażni mnie gadanie "trafiła na faceta"... Nie chciałaby - nie byłaby z takim od początku... Zadawanie się z żonatym (albo pozostającym w związku) facetem - choćby i na zasadzie tylko na chwilę - to k*****stwo i głupota. O ile pierwszego nie trzeba tłumaczyć, to drugie: głupotą jest programować sobie cierpienie.
Pobędziesz trochę w jakimś związku, to dowiesz się co to partnerstwo - pojęcie widać obce tobie - kobiecie o pretensjach nastolatki: "a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!". Od kiedy życie jest konkursem pt.: "kto facetowi da więcej szcześcia i radości"? Życie z drugą osobą nie jest pasmem nieprzerwanej radości i szczęscia. A jeżeli ktoś tylko tego oczekuje od życia, to życzę mu powodzenia, bo będzie mu niezmiernie potrzebne.
Rodzina, to coś więcej niż realizacja potrzeb mężczyzny (albo kobiety), nawet mężczyzny i kobiety. Rodzina to przede wszystkim bezpieczeństwo (również dla dzieci), zaufanie, gwarancja, że jeżeli zacznie dziać się coś złego lub choćby czegoś w związku brakować, to przede wszystkim dowie się o tym mąż/żona, a nie osoba z zewnątrz obcy facet albo obca kobieta (potencjalna zdobycz). Kobieta/mężczyzna, który swoje problemy rozwiązuje przez nawiązanie romansu - to raczej sposób na życie, a nie konkretne problemy.
Mężczyzna, który okłamał i zdradził kobietę (również w drugą stronę - kłamiąca i zdradzająca kobieta), może zrobić to ponownie - dla mnie taki człowiek nie istnieje i lepiej trzymać się od takiego z daleka, chyba że lubi się niespodzianki... Za parę miesięcy/lat dowiesz się, że ma inną kobietę, stworzy inną rodzinę, bo nie "dawałaś mu szczęścia i radości", bo chore, albo ząbkujące dziecko płakało całą noc i dzień, bo miałaś na głowie pracę, dom, tysiąc innych spraw i zero udziału w codziennym życiu faceta, bo chciał być szczęśliwy, a obowiązki domowe i odpowiedzialność za dzieci i rodzinę nie była wystarczającą radością. A jego nowa kobieta powie jak ty dzisiaj: "Dlaczego mam nie myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby???" A ja powiem przewrotnie - dziewczyna, która myśli o swoim szczęściu właśnie dlatego myśli o tej innej, żeby za dłuższą lub krótszą chwilę nie być w sytuacji tej innej, albo nie zmienić się w stróża pilnującego faceta (i tak go nie upilnuje!).
Wątpię, by człowiek niedojrzały mimo 20, 30, 40, 50 - tki na karku był w stanie być "wystarczająco radosny i szczęśliwy" w zwyczajnym, codziennym życiu. Dużo napatrzyłam się na takie związki, gdzie jedno lub obywdoje byli poszukiwaczami szczęścia... i dalej szukają w kolejnym związku... Znajdą???

malaczarna20
25-04-2007, 15:54
kropelko, znajdz sobie innego faceta. Nie rozbijaj rodziny!!! Ja naprawdę wiem co mówię...

Rodziny?? Haha brzmi smiesznie, co rozumiesz przez slowo rodzina??
Bo dla mnie rodzina to: miłość, szczerość, wspolne rozmowy, zaufanie, mozliwosc bezgranicznego oddania sie drugiej osobie, to wspolnie spedzony czas, i bycie z ta osoba na dobre i na złe!!!

Czy mezczynza który zdradza swoja zone, mysli o innej, w sercu trzyma "tą drugą" ktory myslac o wolnym czasie, planuje spedzenie dnia z kochanką, czy tak naprawde nalezy do swojej zony? czy on uwaza siebie i swoja zone za rodzine?? Mysle ze zdecydowanie NIE!!!

A to ze przed oltarzem kiedys przysiegli sie kochac, to moge odpowiedziec na to tylko tym ze nic nie trwa wiecznie a slub był zwykla pomylką.

malaczarna20
25-04-2007, 16:01
Do Grba:

Jestem bardzo długo w zwiazku i wiem co to znaczy!!! I nie mam myslenia nastolatki, jednak po Tobie widze ze spogladzasz na ludzi i ich zwiazki bardzo pesymistycznie. Ty naogladałas sie zwiazków dosc nieszczesliwych a w moim otoczeniu wiekszosc zwiazków jest wspaniala gdzie ludzie potrafia sie kochac, bo walcza o swoje uczucia!!
I mylisz sie moja droga piszac ze zycie nie jest konkursem, JEST bo zyjemu w dzisiejszych czasach własnie w swicie gdzie o wszytsko trzeba rywalizowac, zdobywac, wygrywac. Niestety taka machina bytu!!!

malpo
25-04-2007, 16:15
:) jak świat-światem , kobieta-kobietą, itd. itp....nie się nie zmienia, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

malaczarna20
25-04-2007, 16:28
Exactly ;)

Kobiety zdradzane - beda tepic tutaj wszytskie kochanki.
A kochanki bedą bronic swoich racji... I koniec.

malpo
25-04-2007, 16:28
Zapomnieć? chyba nigdy nie kochałaś!!! też jestem tą drugą-i ja kocham i On- ja jestem mężatką On jest żonaty. To KTOŚ, COŚ- na co czekałam całe życie nie wiedząc o tym - że TAK może być!!! Jestem osobą w wieku średnim? wiem już trochę na temat życia, wiem też, że z różnych powodów zostaniemy w swoich związkach- ale warto dla miłości BYĆ!!Dzieli nas ogromna odległość- 600 km- ale jakimś cudem zdarza nam się BYĆ z sobą!! rzadko, nawet bardzo ale...dla tej jednej nocy... pozdrawiam wszystkie- te drugie!
Przesadzacie jestem 1 byłam 2....i z każdego można się wyleczyć nawet po 5 letnim związku na odległość ....."partyzantka" wcześniej czy później znudzi się :) czasem rozum i rozsądek mają więcej do powiedzenia ........miłość za każdą i za wszelką cenę ??? nie wiem .....jak przetestuje :) to się z Wami podzielę ;)
Nie chcę osądzać....nikogo jednak każdy najlepiej uczy się na własnych błędach, tylko należy pamietać, że kryzysy w każdym związku zdarzają się....

Grba
25-04-2007, 19:04
Mam 20 lat tylko nie rozumiem pytania?
Rozmawiamy tu o uczuciach, a jak dobrze wiem dojrzalosc emocionalna nie wynika z ilosci ukonczonych lat, jesli ty teraz bedziesz mnie oceniac przez pryzmat mojego "młodego" wieku to wlasnie pokazujesz jaka ty jestes niedojrzala.

Jestem w jednym zwiazku 3/4 Twojego życia, więc się nie licytujmy. Możemy pogadać kiedy będziesz miała podobny staż. Żyć w miarę zgodnie i szczęśliwie przez tyle lat to niezłe osiągnięcie, ale nie jest to konkurs, ale partnerstwo i przyjaźń i miłość i bezpieczeństwo i zaufanie. Wystarczy, że trzeba konkurować, jak zauważyłaś, w pozostałych dziedzinach życia. Myślę, że celowo wypaczyłaś sens mojej wypowiedzi.
Mam koleżanki, które w wieku lat 20, czy niewiele później (studia) miały różne pomysły na życie - także z żonatymi facetami. Po kilkunastu latach żadna z pięciu dziewczyn nie jest już ze swoją wielką miłością, bo albo wrócił do żony, albo zmienił na nowszy model. Jedna przypłaciła to poronieniem i blisko dziesięcioma latami bezowocnych starań o dziecko. Z persektywy czasu żadna z nich nie uważa, że było warto, bo straciły po parę lat, bo sprawiały ból swoim bliskim, bo...
Nie da się trwale zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu. Należałoby mieć zupełnie zwichnięty system wartości, żeby nie odczuwać niesmaku i kaca moralnego. Jeżeli ktoś czuje inaczej, to serdeczne gratulacje dla jego rodziców, za "dobre" wychowanie. Czułabym ogromną porażkę, gdyby za kilkanaście lat moje dziecko (wszystko jedno czy córka czy syn) rozbiłoby rodzinę, albo w inny sposób bezwzględnie krzywdziło drugiego człowieka. Własne szczęście okupione czyimś bólem jest niewiele warte.
A kiedy miałam 20 lat słuchałam co mówią ludzie, którzy żyli na świecie znacznie dłużej ode mnie. Dzięki temu mogłam uczyć się na cudzych doświadczeniach nie odkrywając na nowo Ameryki. Nie tracąc czasu zdobywać pozytywne własne doświadczenia, idąc krok dalej. Pewnie mam dużo szczęścia - z pewnością. Dziękuję Bogu i dbam o nie - i niech tak pozostanie.

domi
25-04-2007, 19:50
A ja mam dosyć wyrzekania się miłości, bo jest ktoś inny w jego życiu. Kiedyś,nawet nie wiem kiedy pokochałam mojego przyjaciela, ale uświadomiła sobie to dopiero, gdy wszyscy nasi znajomi pytali się co tak naprawde nas łączy - bo to nie było jednostronne! Spędzaliśmy więcej czasu razem niż on ze swoją dziewczyną, z którą był 4 lata. Nie odważyliśmy się - bo wydawało nam się to nieprzyzwoite i nie fair. Nie było nam wolno! Przestaliśmy się kontaktować - na jakieś 2 lata. Oni się rozstali, on zadzwonił, ale moje życie już nie należy do niego...Teraz jestem szczęśliwa, bo w końcu zdecydowałam się na bycie egoistką i walczyłam. Wtedy się poddałam i żałowałam tego przez długi czas. I nie jest to wyjątek - tak było do tej pory zawsze. Teraz jestem kochanką, jak to mówicie - ale jak się jest kochanką - nie ma się wspólnego domu, wspólnych marzeń, nie spędza się całego czasu razem, nie patrzy się godzinami sobie w oczy, nie kocha się całym sercem.... nie tworzy rodziny. Od związku małżeńskiego różni nas tylko to, że nie mamy tzw. papierka. A jego małżeństwo? Co to za związek jeżeli jego żona czasami nie widuje go miesiącami i nigdy nie przyjeżdża do miasta w którym on pracuje. Nie tęskni? Może nie kocha? No tak - ale są małżeństwem, więc według Was nie wolno mi go już kochać.... Głupota!!!

ka84
26-04-2007, 09:37
do malaczarna20 nie pokładaj winy w żonach bo sama nie wiesz jak ułoży się w twoim związku,może za kilka lat ty będziesz zdradzona bo twój facet natknie się na taką co mu nogi rozłoży.Nie ważne jak bardzo się starasz,ile poświęcasz dla niego jak będzie chciał to i tak zdradzi jeśli taki już jest a wtedy tobie napiszą że zle trafiłaś.A te co nazywają się tymi drugimi niech nazwą się sukami bo nimi są jest wielu wolnych facetów niech sobie takich poszukają a nie same dają się traktować jak worki do dmuchania dla tych którzy i tak nie zostawią swoich żon dla nich.

kaja10
26-04-2007, 09:57
Zyczę Ci, żebyś przeżyła to samo, co ta dziewczyna, której odbiłaś chłopaka...



Takie zycie!!!! Dlaczego ona nie moze myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby??
To ona zle trafiła ze ma faceta ktory ja zdradza, a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!
Taka jest prawda - gdyby mezczyna z ktorym masz romans był zaspokojony i zadowolony ze swojego zwiazku z zona w 100% nie pchał by sie w jakies inne!

Ja co prawda nie rozbilam malzenstwa ale 6 letni zwiazek mojego obecanego chclopaka - nie zaluje :)

kaja10
26-04-2007, 10:01
nie jestem niczyją żoną. Ja też nie mogłabym życ z mężczyzną, który raz zdradził. Może następna będziesz Ty...


Serduszko, chcesz przez to powiedziec ze jestes zona mezczynzy ktory kocha inna?? :(
Bardzo mi przykro :/
Potrafisz z nim zyc, wiedzac ze w sercu trzyma inna kobiete?? Ja bym nie potrafiła :/

kaja10
26-04-2007, 10:07
do malaczarna
Twój wiek wszystko wyjasnia...Zycze Ci takich emocji, które Ty zafundowałaś zdradzonej kobiecie. A tak na marginesie: masz pewnośc, że Twój mężczyzna nie zdradzi Cię, przecież jest do tego zdolny!!!

kaja10
26-04-2007, 10:10
do Grba

Masz rację-wpiepszanie się w czyjeś małżeństwo to zwykłe kurestwo!!! Musiałam to nazwac po imieniu.

kaja10
26-04-2007, 10:13
Aha, jeszcze jedno, malaczarna jak byś sięczuła gdyby Twój tata opuścił Ciebie i Twoją mamę, bo już mu się znudziła, nie rozumie go, biednego?

ka84
26-04-2007, 10:23
mimo że nie jestem zdradzana to i tak jestem zdania że tzw.kochanki ... są winne tego że facet zdradza ,wyjątkiem są tylko te związki w których on miał żonę tylko na papierku jeśli jego żona nie dbała o ich związek to jej strata,wtedy on ma prawo mieć inną która da mu to czego nie dała mu żona ,ale te które pchają się z dupskiem w związek udany albo który przechodzi mały kryzys bo to się zdarza w najleprzych związkach są godne pogardy ,szczują faceta same się rozkładają a póżniej płaczą bo on nie chce żony zostawić-żonę on kocha a ty jesteś dla niego tylko dmuchawcem do rozładowania napięcia i to się tyczy każdej która rozbija udany związek który przechodzi niewielki kryzys

adi
26-04-2007, 12:14
jak czytam to wszystko to sie troche przeraziłem...;/;/;/
i stwierdzam ze sie nie ozenie bo nie mam zamiaru sie potem martwic czy mnie zona nie zdradza. bo z tego co piszecie to po kazdej mozna sie tego spodziewac...;/ jak pisze małaczarna20 to ja moge zle trafic i mnie bedzie panienka zdradzała...
kur....a mać...;/

ka84
26-04-2007, 13:01
adi ale ty jesteś tępy tak samo kobieta cię może zdradzić jak i wy zdradzacie nas.Ty jesteś pewien że żonie rogów nie doprawisz???

malaczarna20
26-04-2007, 14:30
No to zaczne od poczatku;)

Nie odbiłam mojego obecnego chłopaka jego dziewczynie bo po pierwsze znam go 6 lat i przez te 6 lat bylismy przyjacólmi widziałam ich zwiazek to jak ona go traktowała jaki mieli ze soba kontakt, nagle uswiadomiłam sobie ze go kocham on tez bo dawalam mu wiecej szczescia niz ona! On ją kochał ale w inny sposob niz mnie, dla niego nagle zaczeło to byc przywiazaniem do niej, miloscia ale bardziej z koniecznosci. A mnie pokochał jako przyjacolkę jako osobe z ktora mozna porozmawiac na kazdy temat, z ktora mozna byc na zawsze!!!
I powiedz mi teraz dlaczego on mial tkwic w zwiazku z osoba ktorej nie kocha? Czy nie uwazasz ze bardziej by ją ranił bedac z nia z przymusu, z przyzwyczajenia??

I przykro mi ze zyczysz mi złego piszac zeby spotkało mnie cos takiego- otuz spotkało,zdradził mnie i oszukał ktos kto wydawal mi sie całym moim zyciem, ale czy dlatego mam nienawidzic cały swiat i wszytskie suki ktore odbiły mi wtedy chlopaka??
Daj spokoj :/

malaczarna20
26-04-2007, 16:17
do malaczarna
Twój wiek wszystko wyjasnia...Zycze Ci takich emocji, które Ty zafundowałaś zdradzonej kobiecie. A tak na marginesie: masz pewnośc, że Twój mężczyzna nie zdradzi Cię, przecież jest do tego zdolny!!!

Moj wiek wszytsko wyjasnia ha ha ha dziewczyno ja znam 30 latki ktore nie potrafia sobie poradzic ze swoim zyciem bardziej niz ja!!! Bo o dojrzalosci nie pokazuje wiek tylko to co sie przezyło no ale jak ty myslisz ze jestes dorosła i pozjadalas wszytskie rozumy bo osiagnełas jakas tam pozycje naukowa i spoleczna to pogratulowac głupoty!!!

pragmatyka
26-04-2007, 21:30
Czytam sobie te wypowiedzi i zaskakuje mnie, jak jednoznacznie ocenia się kobiety, ale jakoś nie mogę doszukać się głosu-osądu tych chętnych do zdrad panów. W ferowaniu odważnych ocen przodują tu panie doświadczone, z długim stażem związku. Chętnie z ich strony pada określenie, że facet dał się uwieść, omotać...współczuję w tej sytuacji partnerom, którzy doczekali się opinii bezmyślnych istotek, którym wystarczy jakaś ładna buzia i coś jeszcze, aby zapomnieć o żonie i rodzinie... Myślę, że błędne założenie wystąpiło już na samym początku...Kobiety, które są kochankami spotykają się ze swoimi partnerami- tymi biednymi omotanymi chłopcami około 40- ale Ci panowie są ich kochankami. Może, żeby uprościć ten wywód powiem, że tu potrzeba chęci z obu stron i jeśli jakaś kobieta piętnuje upadek moralny kochanek, to niech nie zapomni o nazywaniu rzeczy po imieniu i wobec tego faceta...Chciałam jeszcze dodać, że wcale nie jest tak, że jedynie samotne kobiety "dybią" na szczęście wspaniałych rodzin i polują na żonatych....Są kobiety, które mają partnerów i zdradzają ich z mężczyznami, którzy mają partnerki....właśnie po to, aby przetrwać jakiś kryzys...Obawiam się, chociaż nie wiem sama, czy to dobrze, czy źle, ale obecne dwudziestoparolatki ulegają feminizmowi w moralności i do zdrady zaczynają podchodzić z męskiego punktu widzenia...Zabrzmi to może okrutnie, ale takie rozwiązanie traktują, jak psychoterapię (dokładnie tak faceci traktują przelotne związki), a facet żonaty jest tu o tyle lepszym materiałem, że nie przyjdzie mu do głowy wiązać się z kochanką...Gdy przyglądam się temu, to myślę, ze to ironia losu ;) Ten osąd nie jest już taki prosty...już nie ma, że facet zdradzający, to dobry przykład dla kolegów, a kobieta z którą zdradzał, to ....hmmm....już tu ktoś wcześniej nazwała...tylko jak to przerobić na rodzaj męski :)
Pozdrawiam wszystkie pierwsze i drugie i nawet trzecie, najważniejsze, żebyście żyły zgodnie z samą sobą i miały dystans do wszystkiego

edka
26-04-2007, 22:18
Jestem w zwiazku 10lat(bedzidzie w pazdzierniku).Moj maz zdradzil mnie 3lata temu,nie powiedzial mi o tym dowiedzialam sie przypadkiem,powiedzial ze to byl tylko seks,gdy mu o tym powiedzialam wyparl sie wszystkiego,dopiero kiedy pokazalam mu dowody przyznal sie(ale nie do wszystkiego).Nigdy mu tego nie wybacze,ale po woli zapominam... Tacy sa faceci(moze nie wszyscy?):eek:

malpo
27-04-2007, 02:24
Jestem w zwiazku 10lat(bedzidzie w pazdzierniku).Moj maz zdradzil mnie 3lata temu,nie powiedzial mi o tym dowiedzialam sie przypadkiem,powiedzial ze to byl tylko seks,gdy mu o tym powiedzialam wyparl sie wszystkiego,dopiero kiedy pokazalam mu dowody przyznal sie(ale nie do wszystkiego).Nigdy mu tego nie wybacze,ale po woli zapominam... Tacy sa faceci(moze nie wszyscy?):eek:
wiesz chyba jest tak 50/50 - jesteście razem, z zapominaniem bedzie b.powoli......szkoda, że nasza konstrukcja nie jest tak prosta jak u faceta......a może lepiej :)))

malpo
27-04-2007, 02:32
jak czytam to wszystko to sie troche przeraziłem...;/;/;/
i stwierdzam ze sie nie ozenie bo nie mam zamiaru sie potem martwic czy mnie zona nie zdradza. bo z tego co piszecie to po kazdej mozna sie tego spodziewac...;/ jak pisze małaczarna20 to ja moge zle trafic i mnie bedzie panienka zdradzała...
kur....a mać...;/
adi....to zażyj cos na uspokojenie, albo nie czytaj....takie życie, kiedy miałam 16 wiosen (kiedy to było 16 lat? ) w każdym razie, też wydawało mi się, wiele rzeczy nie do pomyslenia.....wszystko przydarzało się komuś nie mnie.....a tu bęc....1, 2 bęc.....i zyć trzeba..... ;)

pragmatyka
28-04-2007, 09:17
Tu się zgodzę z przedmówczynią;) Im Więcej lat tym więcej tego "bęc"... Z czarnych i białych ideałów pozostają jedynie szarości, ale nie jest to pesymistyczny wniosek, bo te czarne w końcu jaśnieją;) Zdradę ciężko jest wybaczyć, co nie oznacza, że zapomnieć, bo się nie da...A co do prostej konstrukcji mężczyzn, to może warto podpatrzeć i zacząć próbować stosować, zamienić ją na kobiece frustracje, których mamy i tak w nadmiarze...łatwe to nie jest, ale próbować warto, nie mamy za wiele do stracenia;)

malaczarna20
29-04-2007, 00:19
Moja siostra zdradziła swojego meza. Tylko dlatego ze wyjechała na pol roku za granice i została całkiem sama, zdradziła go i naet nic nie pamieta bo była pijana i sam fakt ze zdradzila meza dowiedziała sie od ludzi ktorzy to "niby" zobaczyli. Nie zaprzeczała bo sterdzila ze mogło tak byc. Plakali razem i Ona i On najpierw przez telefon kiedy ona jeszcze nie wrociła pozniej kiedy juz przyjechala do Polski mial byc rozwod, dzielenie majatku itp!!! Ale najpier porozmawiali powiedzieli sobie jka sie bardzo kochaja On ją na tyle ze potrafi jej wybaczyc zdrade dodam Głupią zdrade bo niesiwadomą. Ona kocha na tyle jego zeby przepraszac go za wszystkie krzydy jakie mu wyrzadziła!
W tej chwili moja siostra jest w 5 miesiacu ciązy ze swoim mezem. Kochaja sie i nie pamietaja złego, noo moze i pamietaja bo zawsze cos pozostaje ale napewno staraja sie zyc tak jak by to sie nigdy nie wydarzyło!

Dlatego wydaje mi sie ze zdarda dokonca nie jest przykladem tego ze ktos ptrzestał kochac, pamietajcie ze kazdy przypadek ma wslasna historie i nie powinnismy tutaj brac wszystkiego jako ogół, są przypadki zdrady swiadomej kiedy mezczyzna czy kobieta maja na celu zdrade, a z drugiej strony chwile słabosci, nietrzeźwosci kiedy budzimy sie z kacem morlanym i uswiadamiamy sobie jaka głupia rzecz wyrzadzilismy sobie i ukachanej/ukochanemu..

jesli kiedykolwiek kiedys miała bym zaznac zdrady ze strony swojego partnera wolała bym aby była to zdrana czysto seksualna bez wiekszej znajomosci, nizeli by miał utrzymywac kontakt z jakas kobieta i choc by nie uprawial z nia seku to rozmawiali by, spedzali ze soba czas, i przebywali ze soba czesto nie myslac o mnie i o tym ze ja w tej chwili moge go potrzebowac!!! Zdrada psychiczna to nawieksze skurysynstwo!!!
Pozdrawiam;)

magdak6
29-04-2007, 02:08
Nie jestem święta ale....
siedzę dziś cały dzień w domu i dłubie w necie. Taki mały dołek, będący skutkiem żalu do partnera. Przejżałam chyba wszystkie "babskie" strony, fora i posty. I choć żal mi trochę Kropelki, jestem PRZERAŻONA ile kobiet występuje w roli kochanki. Rozumiem- singielki, które nie chcą się wiązać, kobiety, które (tak jak ja) mają w nosie pranie cudzych skarpet i czekanie z obiadem (dlatego mam partnera, nie męża i mieszkamy z powodzeniem osobno). Ale....te które szukają stałości....szukają jej w niestałości innych związków. Dlaczego nie włącza się Wam STOP przy pierwszym spotkaniu? Może wówczas oszczędziłybyście drogie Panie bólu sobie i tym, najczęściej nieznanym przez Was żonom? Wiem o czym piszę...miałam kiedyś dwóch takich jegomości....i STOP zadziałał, przed pierwszą rozbieraną randką.
I jeszcze jedno- wzajemne pocieszanie nie pomoże, a jeszcze utrudni słuszne cięcie.

pragmatyka
29-04-2007, 19:01
Słusznie prawi magdak. Nie ma co się oszukiwać, że za każdym taki związkiem z żonatym facetem musi iść wielka miłość i dozgonne szczęście...Wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Fakt, że nie ma co uogólniać...zdrada, jak wszelkie inne sytuacje w życiu, ma tyle oblicz co ludzi biorących w nich udział... Jednak jakoś ciągle nie mogę przetrawić tego demonizowania uwodzenia...Nie można zostać uwiedzionym wbrew swojej woli, trzeba byłoby być niemyślącą rośliną, aby dać się tak wodzić za nos, no a kobieta, która tego tu z reguły ma dokonywać powinna zostać okrzyknięta mistrzynią dyplomacji...zawsze odpowiedzialność rozkłada się na pół, zważywszy, że głównie mówimy tu o ludziach dorosłych...

castella
30-04-2007, 11:56
Witaj Kropelko,
Piszę do Ciebie, ale mam nadzieję, że przeczytają to wszystkie zakochane dziewczyny, które naiwnie wierzą, że kiedyś On odejdzie od Niej czyli żony.
Ja czekałam półtora roku, były zapewnienia o dozgonnej miłości, czekanie, tęsknota, piękne słowa, zaklęcia, wiersze, telefony w każdej minucie kiedy nie było w pobliżu żony. Był wzorem kochanka, zawsze na zawołanie, zawsze pomocny, Ja byłam "najpiękniejsza, najlepsza, najukochańsza, najmądrzejsza itp, zaś żona " zła, niewrażliwa, pusta, nieczuła i w ogóle okropna".
Wierzyłam, że to Ona tak uprzykrzyła mu życie, że nie miał wyboru biedaczek i spotykając taką fajną dziewczynę jak ja po prostu się zakochał...hmm
Tylko ja nie chciałam być ta trzecią. Męczyłam go więc, żeby się zdecydował, albo ja albo Ona. Nigdy nie mówiłam zostaw Ją, tylko: zdecyduj się. Nie umiał odejść ani od niej ani ode mnie. Mówił, że z nią jest dla dobra dziecka. Więc to ja odeszłam. Było mi bardzo, bardzo ciężko, ale dziękuję za to Bogu, bo dziś mam prawdziwie szczęśliwa rodzinę.
On zdecydował się zostać z tą "okropną złą żoną". Potem wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego. Nie tworzyli dobrego związku, a ich syn myślę doskonale wie, że jego rodzice się nie kochają. Ostatnio go spotkałam, i wiecie co? On ma nową tajemniczą kochankę. OD PARU LAT! A żona znowu nic nie wie! I tak sobie myślę Kropelko, że pewnie trafiłaś na podobnego Pana. Oni wszyscy są podobni. Ci którzy są przyzwoitymi facetami, (a takim też się zdarza zakochać po ślubie) wybierają rozwiązania dające szansę ich związkowi, czyli upewniwszy się co do swoich uczuć albo zostają z żoną albo odchodzą. Czy nigdy nie pomyślałaś, ze On jest po prostu zwykłym egoistą ?albo tchórzem, który nie umie spojrzeć prawdzie w oczy?? Czy naprawdę celem Twojego życia jest uczestniczyć w tej maskaradzie??? A czy On zaakceptowałby gdybyś miała faceta na boku? Przemyśl to sobie i nie daj sobie wmówić, że "jesteś lekiem na całe zło". No chyba, że chcesz być żywicielem dla jego miernoty i słabości. Acha i na koniec. Wynik jest taki: TY jesteś nieszczęśliwa i jego żona jest nieszczęśliwa. Co do niego śmiem podejrzewać, że ma to w nosie, bo najważniejsze że jemu jest dobrze.
Serdecznie Cię pozdrawiam
Szczęśliwa żona.

myszka3
30-04-2007, 21:17
czytajac wasze posty nie rozumiem tylko jednego: dlaczego winne sa kobiety? generalnie nie popieram odbijania zajetych juz gosci, nie jest to za fajne, ale z drugiej storny, to nie kochanki obiecywaly milosc, lojalnosc, wspolna przyszlosc...tylko facet. faceta sie nie zabiera, bo to nie siatka z zakupami czy pamiatka, on sie decyduje na zdrade. moze to byc urok nowosci, czegos innego (bo to jakas glupota o ciaglym uszczesliwianiu. jak sie z kims mieszka i zyje to nie mozna byc non-stop szczesliwym. tak samo jak nie mozna byc zawsze w pierwszej fazie zwiazku z kwiatami, czulymi slowkami i seksem 3 razy dziennie albo czesciej).mze to byc takze to, ze tamten zwiazek sie wypalil. ale para jestesmy z facetem, na ogol, i to on zawala zdradzajac nas.nie napadalabym zatem na kochanki, choc to co robia jest na pewno w czesci okrutne, bo moim zdaniem, glowny problem to jest z panem, ktory sobie zdradza.

magdak6
30-04-2007, 22:41
MYSZKO, jakos nie mogę się powstrzymać i odpowiem Ci w imieniu tych "atakujących" krótko, acz dosadnie. To, że faceci zdradzają z łatwością (w zdecydowanej swej większości) nie jest zjawiskiem paranormalnym a jak napisała ładnie któraś z dziewczyn w jednym z poprzednich postów...." JAK SUKA NIE DA, PIES NIE WEŹMIE". Ot i wszystko.

Ps. A ładniej....za nich myśli testosteron, my mamy mózgi...

malpo
30-04-2007, 23:40
MYSZKO, jakos nie mogę się powstrzymać i odpowiem Ci w imieniu tych "atakujących" krótko, acz dosadnie. To, że faceci zdradzają z łatwością (w zdecydowanej swej większości) nie jest zjawiskiem paranormalnym a jak napisała ładnie któraś z dziewczyn w jednym z poprzednich postów...." JAK SUKA NIE DA, PIES NIE WEŹMIE". Ot i wszystko.

Ps. A ładniej....za nich myśli testosteron, my mamy mózgi...

I tak oto rozwiązała nam się zagadka dlaczego jest tak jak jest, mamy mózgi :) dlatego zakochujemy się (jak opętane;)), a oni....hehehe mają tylko wytryski :D

berta5551
01-05-2007, 10:17
Zdarzylo mi sie dwukrotnie byc zwodzona przez zonatych, wyczulam to na drugim spotkaniu i dowidzenia. Nie wyobrazam sobie jak to jest pojsc do lozka z zonatym facetem, gdy tylko pomyslalam ze jego zona jest teraz w pracy, z dzieckiem on ma 2 telefony to pomyslalam ze jest CHAMEM i prostakiem i co mialam sie ludzic ze dla mnie tym chamem nie bedzie? będzie, przestancie myslec ze jestescie raptem te jedyne, gosc ktory wzial z babka slub musial byc z nia troche czasu, musiala byc jakakolwiek wiez a teraz raptem pozna malotae i juz od razu hop siup to zaprzepasci? NIE WIERZE zobaczcie jak byloby pieknie gdyby byla taka babska lojalnosc, zadna z nas by nie cierpiala albo przynajmniej wiedzialaby bo facet musialby sie z nia najpierw rozwiesc.
Szkoda tylko ze ja bedac lojalna wobec Żon dostalam cios od swojego faceta, probowal umowic sie z inna, nie wyszlo bo jego kolega mi doniosl. Teraz jest pieknie on zapewnia ze to byly wakacje, luz uderzyl mu do glowy, ja jakos mam w sobie rezerwe nie wiem czy ten zwiazek ma sens bo choc do niczego nie doszlo to dla mnie jest to zdrada - zdrada lojalnosci! i chyba ten zwiazek jest juz bez sensu. Nie wyobrazam jak mozna z takim czlowiekiem cos zbudowac, z drugiej strony piszecie ze facet to facet to tylko testosteron ze wiekszosc taka jest, wiec co?? my mamy to znosic bo kazdy taki jest? ja juz nie rozumiem

izojojo
01-05-2007, 15:08
Jeszcze nie tak dawno nie mogłam pojąć jak można zdradzić oszukać kogoś komu się ślubowało miłość, wierność.... Jesteśmy małżeństwem 22 lata wierną żoną byłam 20 lat. Jakś okres temu spotkalismy sie ja i on - kiedyś bylismy parą szalenie w sobie zakochanych nastolatków, wspólne rajdy, spotkania, studniówka i pierwszy sex... Życie nas jednak rozdzieliło. Spotkaliśmy się po 20 latach ot tak pogadać co słychać, jednak stara miłość nie rdzewieje wróciły wspomnienia, opowieści o wspólnych znajomych. Spotkania od czasu do czasu i znowu pierwsze pocałunki pieszczoty i stało sie po ponad dwóch latach od naszego spotkania -zdradziłam meża... On też ma żonę dzieci, jesteśmy tego świadomi że nie zostawimy tego co mamy i spotykamy się w konspiracji. Ja wiem że czynię źle ale tak tęskno mi do tych spotkań w ukryciu, nie zaniedbuję rodziny ale nie mogę z nich zrezygnować, chyba dobrze mi i jemu tak a nasi małzonkowie o niczym nie wiedzą i bedziemy wszystko robic aby tak zostało .....

somebody
01-05-2007, 22:13
Życie naprawdę układa się bardzo ciekawie, rzadko tak jakbyśmy chcieli, choć bardzo często dzieję się to i z a naszym przyzwoleniem, i z naszą pomocą...Jeszcze rok temu dałabym sobie uciąć ręce po łokcie, że ja to nigdy z żonatym facetem, i sama śmiałam się z tych, które były w takich "związkach" i liczyły na to, że facet odejdzie od żony. A tu proszę...w końcu i trafiło na mnie, i pomimo tego, że wiem, iż tak się nie robi, pomimo tego, że innym potrafię dawać doskonałe rady, sama nie potrafię z nich skorzystać...
Ich małżeństwo umarło 3 lata temu, przynajmniej taka jest jego wersja, teraz żyją obok siebie. Nie mają dzieci, nawet nie wiedzą czy mogą, bo jakoś rozmowa na ten temat nigdy między nimi nie doszła do końca. Podobno starał się naprawić, zmienić pewne rzeczy, ale bezowocnie. Czy to właśnie miała na myśli jedna z Was pisząc o małym kryzysie??? Dla mnie nie jest to już mały kryzys...Wiem, że nie buduje się własnego szczęścia na czyimś nieszczęściu, ale jak naprawdę szczęśliwa jest jego żona?? Jaka jest pewność że też nie ma kogoś???
Nie wiem, i pewnie nigdy sie nie dowiem...Bo właśnie powiedziałam że ja nie umiem tak żyć, i nawet dłużej nie chcę...Ale wiem, że nic, wychowanie, wiara, rodzina, przyjaciele, nie są w stanie przekonać nas do słuszności wyboru do momentu, kiedy sami nie stwierdzimy że tak trzeba

janisj
02-05-2007, 15:13
ech, czytam Wasze wypowiedzi.... i każda strona ma swoje rację, i ta atakująca kochanki, i ta którą nią była czy jest.... bardzo podobała mi się wypowiedź dziewczyny (kobiety), która się wycofała, i zrozumiała, że jego "nawyk" łowcy trwa nadal, mimo zakończenia romansu z nią. Jak patrzę na moich znajomych , na dziś koło 40stki, to mnie trafia...Jak tylko widzą okazję, cień nadziei, to próbują..... Przyznaję, że był czas kiedy też byłam tą drugą. Ale pewne sytuacje zdrowotne spowodowały, że wrócił do domu. Mimo, że byliśmy ze sobą, i to już prawie formalnie. Papiery były już u adwokata, bo jak mówił : chce być w porządku, płacić alimenty etc etc. Wydawał mi się naprawdę szczery w tym wszystkim. I najlepsze jest to, że wydaje mi się, że naprawdę w to uwierzył. Wiele jego ruchów wskazywało na to, że naprawdę bedziemy razem. To nie było tak jak zawsze, że czułe słówka, a potem : "daj mi mała spokój, to koniec". Ale cóż, jak to bywa, co by w miarę krótko opisać, jego żona zachowała sie tak jak zwykle w takiej sytuacji (przynajmniej mi znane przypadki). Wylądowała w szpitalu. Generalnie nic się na szczęście nie stało. Ale ten fakt spowodował nagłą zmianę jego decyzji o 180 stopni. Ślęczał w szpitalu po 24 godziny. Wiedziałam, że to koniec.... choć miałam cień nadziei, bo przecież znam go i wiem, że nie jest bez serca, w końcu to matka jego dziecka (już prawie pełnoletniego),więc nic nie mówiłam na to. Jednak pierwsze wrażenie było trafne... Wszystko przebiegło bardzo spokojnie, jego powrót do domu itd. Ale dla mnie to był naprawdę ciężki czas. Teraz minęło już trochę czasu, mam za sobą już jeden nieudany związek. Z mojej winy, ale po prostu może za szybko chciałam uciec od tego co było. Mówi się "klin klinem", ale w moim przypadku to nie zadziałało. Musi upłynąć trochę czasu, zanim zacznę kogoś poważnie traktować. Poza tym, zauważyłam, że stałam się bardzo zazdrosna, czasem aż za bardzo. W wielu sytuacjach doszukuję się potencjalnych prób zdrady. Jestem przeczulona. Teraz to ja czułam się zdradzona, przez kogoś kto był dla mnie bardzo ważny. I czuję jak to boli, kiedy wszystkie plany się sypią. Przez to wszystko , wiem, że ja nigdy nie wejdę już w taki związek, i paradoksalnie, nie wiem czy ja kiedyś zaufam. A może po prostu będę sama..... ja naprawdę nie robiłam tego dla zabawy, nie jestem typem luźnej kobiety, która co rusz pakuje się w inny związek. Ale może to właśnie cena jaką muszę zapłacić.

themarpis
02-05-2007, 22:35
Gdyby Cię Kochał To By Z Toba Byl!!!!! On Cię Wykorzystuje.bawi Się Twoim Kosztem! Nieb Tlumacz Samej Sobie Jegp Zachowania Aby Się Usprawiedliwić.nic Nie Jest W Staniepowstrzymac Miłosci. On Cie Nie Szanuje. Nie Daj Sie!

szczXliwaXona
03-05-2007, 10:59
witam! żony i kochanki! nie mogę uwierzyć w to co czytam!! w takie usprawiedliwianie zdradzających mężów i Kochanek!! z czego tu się cieszyć? z rozbicia małżeństwa czy związku!! przecież wy też chcecie być w przyszłości żonami i będziecie żyć w przekonaniu że ciągle musicie zadowalać swoich mężów bo inaczej znajdzie sobie kochankę! bo przecież on był kiedyś szczęśliwy z kobietą z którą się ożenił i złożył przysięgę: w zdrowiu i w chorobie, w szczęściu i nieszczęściu... jeśli on był nieszczęśliwy z żoną to mógł się rozstać albo szukać innego rozwiązania (np. w poradni małżeńskiej) a jeśli i to by zawiodło to wtedy szukać pocieszenia w ramionach innej! a ta druga może i będzie żoną ale czy na pewno szczęśliwą? czy nie będzie się zastanawiać czy w jej związku też nie pojawi się inna?... a gdy przyjdzie dziecko to niestety nie będziecie mogly poświęcić mężowi 100% uwagi prawda? życzę powodzenia w prawdziwym życiu! pamiętajcie o jednym: "co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela" a to ode mnie: bo wówczas nigdy nie będzie szczęśliwy

szczXliwaXona
03-05-2007, 11:14
Jestem w jednym zwiazku 3/4 Twojego życia, więc się nie licytujmy. Możemy pogadać kiedy będziesz miała podobny staż. Żyć w miarę zgodnie i szczęśliwie przez tyle lat to niezłe osiągnięcie, ale nie jest to konkurs, ale partnerstwo i przyjaźń i miłość i bezpieczeństwo i zaufanie. Wystarczy, że trzeba konkurować, jak zauważyłaś, w pozostałych dziedzinach życia. Myślę, że celowo wypaczyłaś sens mojej wypowiedzi.
Mam koleżanki, które w wieku lat 20, czy niewiele później (studia) miały różne pomysły na życie - także z żonatymi facetami. Po kilkunastu latach żadna z pięciu dziewczyn nie jest już ze swoją wielką miłością, bo albo wrócił do żony, albo zmienił na nowszy model. Jedna przypłaciła to poronieniem i blisko dziesięcioma latami bezowocnych starań o dziecko. Z persektywy czasu żadna z nich nie uważa, że było warto, bo straciły po parę lat, bo sprawiały ból swoim bliskim, bo...
Nie da się trwale zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu. Należałoby mieć zupełnie zwichnięty system wartości, żeby nie odczuwać niesmaku i kaca moralnego. Jeżeli ktoś czuje inaczej, to serdeczne gratulacje dla jego rodziców, za "dobre" wychowanie. Czułabym ogromną porażkę, gdyby za kilkanaście lat moje dziecko (wszystko jedno czy córka czy syn) rozbiłoby rodzinę, albo w inny sposób bezwzględnie krzywdziło drugiego człowieka. Własne szczęście okupione czyimś bólem jest niewiele warte.
A kiedy miałam 20 lat słuchałam co mówią ludzie, którzy żyli na świecie znacznie dłużej ode mnie. Dzięki temu mogłam uczyć się na cudzych doświadczeniach nie odkrywając na nowo Ameryki. Nie tracąc czasu zdobywać pozytywne własne doświadczenia, idąc krok dalej. Pewnie mam dużo szczęścia - z pewnością. Dziękuję Bogu i dbam o nie - i niech tak pozostanie.
to właśnie miłość! podziwiam i biorę przykład z ciebie! jestem szczęśliwą żoną już 6 lat i staram się aby tak było! mamy małe dziecko (1,5 roku) i wiem że niestety często zamiast myśleć o sobie musimy myśleć tylko o dziecku! ale razem staramy się o siebie! nie tylko ja! nie tylko mój mąż! przecież jesteśmy razem! jesteśmy MAŁŻEŃSTWEM! i nie tylko jedna strona musi się starać bo przecież każdy medal ma dwie strony!

Portugalka
03-05-2007, 18:34
Mysle ze wszystkie zapomnialyscie o jednym wazenym aspekcie tej calej sprawy. Faceci nie sa bezwolni i wbrew pozorom nie sa jak muchy wpadajace w misternie utkana i mordercza siec bezdusznej kochanki. Calkowita wine za rozbite malzestwo ponosza oboje malzonkowie a nie osoby postronne. Bylam wiele razy kochanka i nie zaluje ani jednego razu. Byla nawet taka zona, ktora mi za to podziekowala, choc to dziwnie brzmi. Sa do dzis szczesliwym malzenstwem. A teraz jestem zona. I wciaz mam takie wlasnie zdanie. Poza tym, jesli sadzic po kilku poprzednich postach, to raczej zony zastawiaja sieci i pulapki (przedawkowania, lamenty, czasem szantaz "bo nie pozwole widywac dzieci" i tak dalej). Nie jestem po zadnej ze stron, a raczej po stronie rozsadku. Moi rodzice rozeszli sie o 10 piekielnych lat za pozno, wiem o czym mowie. Nie warto kontynuowac malzenstwa dla dzieci albo bo tak wypada. gratuluje szczesliwym zonom i szczesliwym kochankom.
Rada dla Kropelki: zastanow sie dlaczego tak naprawde z nim jestes? Moze wcale nie chcesz powaznych zobowiazan? a moze z przyzwyczajenia? Jesli on rzeczywiscie odejdzie od zony, ona przez to nie przestanie istniec, jestes na to gotowa? Zycie jest za krotkie zeby sie zadreczac. Walcz albo zrezygnuj, ale nie mecz sie tak posrodku. powodzenia-A

domi
03-05-2007, 19:22
W końcu przeczytałam pierwszą mądrą i sensowną wypowiedź na tym forum!!!! Gratuluje z całego serca! Tej walki na czarne i białe argumenty nie dało się już powoli czytać. Gratuluję dystansu i do pozycji żony i do pozycji kochanki! I dzięki za dobrą radę, bo obojętnie co się zdarzy,żona zawsze bedzie żoną... choćby i tą byłą... ale zawsze :-)

zielonooka79
03-05-2007, 19:52
Kropelko, też jestem tą trzecią i zarówno ja jak i on staramy się, aby nasze spotkania były urozmaiceniem rzeczywistości, którą oboje mamy na co dzień. kiedyś byłam po tej drugiej stronie i wiem też, że facet nie odejdzie od żony, swojej kobiety dla kochanki, to ewentualnie ona może odejść od niego, gdy dowie się o zdradzie. więc bądź po prostu z nim i sprawiaj by świat przy Tobie wydawał mu się bardziej kolorowy:)

szczXliwaXona
03-05-2007, 20:29
nie chcę usprawiedliwiać mężów ani żon! po prostu: KAŻDY MA TO NA CO ZASŁUGUJE

janisj
04-05-2007, 10:11
No wiec właśnie. To nigdy nie jest wina jednej strony-jak już wspomniał ktoś wyżej.

ksiezniczka312
06-05-2007, 16:16
od 4 lat jestem kochanką faceta, który też od początku postawil sprawę jasno, że najpierw są dzieci.. na początku bardzo mi to odpowiadalo, wlaściwie bez większych zobowiązań mialam super spotkania i wspanialego Przyjaciela, tym bardziej, że sama odeszlam od mojego partnera, a do tego mam najcudowniejszego Synka pod slońcem.. chyba po roku zdalam sobie sprawę, że nie wiedzieć kiedy zakochalam się, po dwóch latach chcialam odejść, a wlaściwie wyjechać i wtedy on stwierdzil, że odejdzie od swojej rodziny, że będzie tylko ze ,mną.. nie wyjechalam, zostalam, ale poprosilam, żeby nie odchodzil od żony i córek.. pod koniec kwietnia minęly 4 lata naszej znajomości, oboje twierdzimy, że to milość, choć spędzamy razem tylko kilka godzin tygodniowo.. są dni, że chce mi się plakać, bo potrzebuję go obok a nie kilkadziesiąt kilometrów dalej, chcę rozmawiać wtulona twarzą w jego twarz, a nie przez telefon, chcę zasypiać przy nim co dzień, a nie wykradać godziny innej.. kocham Go i wiem, że żle postępuję ale nie potrafię bez niego żyć i dlatego tkwię obok, a nie przy nim..

de_alpha
06-05-2007, 20:21
Piszesz, ze to pozadny facet, ze nie zostawi jej w potrzebie..
pozadni faceci nie zdardzaja zon. obys miala kiedys meza, ktory bedzie zdradzal ciebie.
I obejrzyj film "Paris in Love", wsrid 12 filmow o milosci jest wlasnie jeden taki, taki jak Twoj przypadek. Zobacz jak sie konczy.
na pewno nie jestes fajna kobieta.

czarna9
06-05-2007, 23:39
Współczuję wam. Ja nie zdecydowałam się na rolę kochanki bo NIE można obudować szczęścia NA cudzym nieszczęściu. Nie jestem święta ale dobrowolnie nie zdecydowała bym się na taką rolę... Rolę bez przyszłości powiedzmy sobie szczerze. Zresztą jeśli mężczyzna raz zdradził to jaką masz gwarancję że to się nie powtórzy? Już raz przekroczył granicę... I tobie i żonie opowiada taką samą bajkę... Kocham Cię... I zawsze taki sam tekst - jestem nieszczęśliwy w małżeństwie- znam to na pamięć bo wielokrotnie słyszę ten tekst... Dla mężczyzn, powiedzmy sonie szczerze, jest to komfortowa sytuacja. Tu żona, obiadki, dzieci i wspólny dom...Taka szara rzeczywistość a tam kochanka. Odświętna, od czasu do czasu. Nawet jeśli on by się rozwiódł to jaką masz pewność, że by się nie znudził tobą. Już nie była byś odświętna tylko taka codzienna, zwyczajna, bez makijażu rano... Dla mnie rola kochanki jest rolą tragiczną... Zawsze jesteście te drugie, ukrywane, na chwilę...
Jeśli jest to miłość to należy sprawę postawić jasno i rozwieść się... Bo zawsze należy słuchać serca. A jeśli on nie chce i wymyśla coraz to nowe powody dlaczego nie to po prostu mataczy , kłamie. I może warto poszukać takiej miłości która nie rani? Naprawdę trudna sytuacja. Choć z drugiej strony uważam że nie należy rozmieniać się na drobne... Albo wszystko albo nic. A jak się kocha to chce się mieć tą osobę tylko dla siebie...

pityna
07-05-2007, 16:20
Tak źle i tak niedobrze ! Nie zawsze jest tak jak od oblubieńca słyszycie , czyli żona zła, brak kontaktu, całkowity rozpad małżeństwa. Nie wiem na czym to polega, ale panowie uwielbiają tworzyć swoją historię, w której zawsze są osamotnieni i biednić. Dlatego dziewczyny podchodźcie do takich związków jak do jeża. Pamiętajcie też, że często się zdarza stara prawda " Na cudzym nieszczęściu własnego szczęścia się nie stworzy". Życzę wytrwałości w szukaniu odpowiedniego kandydata.

viva
07-05-2007, 20:51
jestem ciekawa jak Ty bys sie poczula bedac nie tylko ta jedyna???kazdy ma prawo do uczuc owszem ale moja droga nie wolno niszczyc niczyjego zwiazku sama napewno byc tego nie chciala...dla mnie kobiety ktore niszcza cudze zwiazki to desperatki nic wiecej...a mezczyzni ktorzy do tego dopuszczaja to chuje ktorzy tak naprawde nie sa nic warci, niech pomysla 10 razy zanim podejma jakiekolwiek korki...

gosia19751XgazetaXpl
07-05-2007, 23:43
Jeśli ktoś decyduje się na to,żeby mieć kochanka( bo np. już z kimś jest) to wydaje mi się że w jego /jej związku coś jest nie tak.

gosia19751XgazetaXpl
07-05-2007, 23:46
I niestet albo staty u mnie tak jest że wpadłam jak śliwka w kąpot. Nie mogę żyć bez mojego kochanka jeśli nie widdę się z nim dłużej niż tydzień usycham z tęsknąty- kocham jego i kocham męża czy to jest możliwe chyba tak

gosia19751XgazetaXpl
07-05-2007, 23:56
Jestem mężatką prawie od 6-lat. Prawie od roku mam kochanka. Na początku znajomości z kochankiem przez kilka miesięcu czułam się jak na haju, bujałam w obłokach. Późnie był ogromny wyrzut sumienia. Teraz minął prawie rok od naszej znajomości i jest wspaniale i za każdym razem lepiej i lepiej. Nie potrafiłabym teraz zakończyć tej wspaniałej znajomości nie wie czy to tylko pożądanie.Podobno kobiety nie porafią angażować się w związek bez uczuć a ja kocham męża i kochanka

Joa
08-05-2007, 14:15
Posikać się można ze śmiechu...

anette5
08-05-2007, 19:57
Ja nie wiem, czy jest mozliwe kochac dwoch mezczyzn.... Wydaje mi sie, ze nie.Czesto mylimy przyzwyczajenie z miloscia.
Po swoim przezyciu i chyba kilka znajomych kobiet moge jedynie powiedziec, ze nie wierze w to ze mezowie odchodza od swoich zon dla kochanek. To co mowia kochankom, to jest czyste mydlenie oczu. Niby jest im tak strasznie zle w malzenstwie a w gruncie rzeczy graja w domku opiekunczych i kochajacych mezczyzn. Sa strasznie obludni i zaklamani. Powiedza wszystko co chce uslyszec kochanka....i to samo kilka godzin pozniej szeptaja do uszka wlasnej zony. Wiec prosze Was.....NIE POZWOLCIE SIE TAK TRAKTOWAC! Zaslogujecie na uczciwosc, prawdziwa i czysta milosc a nie ciagle klamstwa i zwodzenia!

AnIa
08-05-2007, 21:12
I niestet albo staty u mnie tak jest że wpadłam jak śliwka w kąpot. Nie mogę żyć bez mojego kochanka jeśli nie widdę się z nim dłużej niż tydzień usycham z tęsknąty- kocham jego i kocham męża czy to jest możliwe chyba tak
Kocham tylko swojego męża, ale wierzę ci. Można kochać dwie osoby, czasami tak bywa. Serce nie sługa i trudni nim manipulować.

nawojka
09-05-2007, 01:04
Ja kochanką nie byłam, ale związałam się z facetem w trakcie jego rozwodu. Nie byłam przyczyną rozpadu małżeństwa, gdy się poznaliśmy - sprawa była już w toku. Żona go zdradziła i związała się z innym facetem.
Nie był to łatwy związek.
Teoretycznie nie było przeszkód, bo... już nie miał obrączki na ręce. Teoretycznie był wolny. Ale... miał byłą żonę i dwójkę dzieci (4, 5 lat) z ich wspólnego małżeństwa. Dzieciaki były kochane, lubiłam spędzać z nimi czas. Weekendy spędzały z ojcem, więc miałąm okazję je dobrze poznać. I nie przerażało mi "weekendowe matkowanie" nie moich dzieci, wręcz czekałam na nie.
Było tylko jedno ale... była żona. Pojawiała się jak zmora, nocna mara. Potrafiła zadzwonić w środku nocy, bo właśnie po raz n-ty rozstała się ze swoim nowym partnerem. Potrafiła wpaść do naszego mieszkania (w którym oni wcześniej mieszklai jako małżeństwo), bo miała ochotę pogadać, etc.
Po roku powiedziałam "koniec": albo się to zmieni, albo odchodzę. Powiedział, że postara się coś z tym zrobić, ale była żona jest w stanie depresji i on boi się o dzieci. Takie gadanie.
Po pewnym czasie nasz związek się skończył.

Moja historia to tak gwoli wypełnienia luki pomiędzy kochanką i żoną. Generalnie jeśli nawet kochance uda się i mąż odejdzie od żony - nie oznacza to sielanki. Poza tym facet, który raz odszedł , może zrobić to ponownie. Już nic nie jest pewne.

Dzięki temu związkowi dowiedziałam sie, że życie nie jest ani czarne, ani białe - a szczerze w to wierzyłam i tej zasadzie hołdowałam. I nadal chciałabym jej hołdować, ale nie miałabym czystego sumienia.

maniulka2
09-05-2007, 14:36
Oj nie bedzie Ci łatwo i albo bedziesz z tym walczyc i wygrasz albo pozostaje Ci czekac.Prawda jest taka że wiedziałaś w co się pakujesz. Sama jestem tą drugą tyle że mam męża!

maniulka2
09-05-2007, 14:49
Powiem tak...nigdy nie powiedziałam że go kocham ani on nie powiedział tego mi chociaż oboje wiemy że coś w nas siedzi.Ale zwrot ten jest obietnicą i wzbudza nadzieje a ja nie chce zeby ktos cierpiał!Jest nam ze sobą dobrze i nie chodzi tu tylko o sex ale o wspolne chwile...spacery....kolacje....rozmowy....wyjazdy!

maniulka2
09-05-2007, 14:50
Piszesz, ze to pozadny facet, ze nie zostawi jej w potrzebie..
pozadni faceci nie zdardzaja zon. obys miala kiedys meza, ktory bedzie zdradzal ciebie.
I obejrzyj film "Paris in Love", wsrid 12 filmow o milosci jest wlasnie jeden taki, taki jak Twoj przypadek. Zobacz jak sie konczy.
na pewno nie jestes fajna kobieta.


Nie możesz oceniać innych ludzic.Nie wolno nam oceniać może jedynie wyrażać własne zdanie

claudine18
10-05-2007, 08:57
Wiesz ja cię doskonale rozumiem.Tez jestem kochanką zonatego faceta,ktory odwzajemnia moje uczucie.Wiem,ze kocham go,ale mysle,ze gdybym naprawde musiala z niego zrezygnowac to zrobilabym to z ciezkim trudem.Wydaje mi sie,ze facet ktory zdradza zone nie jest z nia szczesliwy i to jest jego problem,wiec ja nie jestem niczemu winna..

kaja10
10-05-2007, 10:30
tak tylko sobie wmawiaj, że nie jesteś niczemu winna.

bibi
10-05-2007, 10:46
zostaw go pomysl o jego zonie jak ona sie czuje .Czy ty chciala bys byc na jej miejscu?Rozbijasz im rodzine

myszka__77
10-05-2007, 16:39
Kropelko. Jestem w podobnej sytuacji, lecz ON nigdy nie kochał swoje żony, wrobiła GO, został z nią ze względu na dzieci. Ale to przeszłość wtedy GO nie znałam. Jestem tą drugą (JEGO DZIEWCZYNĄ - tak twierdzi). Na początku nie wiedziałam, że ma żonę. Powiedział mi później, bo nie chciał mnie stracić. Jakoś przełknęłam tą gorzką pigułkę, bo GO za bardzo już pokochałam. Dzieli NAS 300 km, ale w każdy weekend jest ze mną. Obojętnie czy pada grad, jest wichura, czy ma gorączkę. Zawsze po pracy przyjeżdża by być ze mną choć przez chwilę, nic JEGO nie powstrzyma. Oczywiście panujemy wspólną przyszłość, a po wakacjach "BABY". Ale...? Właśnie jest to ale. Nie będzie łatwo. Zobaczymy. Czas pokaże.

anette5
11-05-2007, 18:42
zostaw go pomysl o jego zonie jak ona sie czuje .Czy ty chciala bys byc na jej miejscu?Rozbijasz im rodzine

Nie zgodze sie z tym zdaniem. Jesli nie ona, to znajdzie sie inna. To jest myslenie zony, ktora zdradza maz....a moze by tak poszukac winy w malzenstwie...w mezu...w zonie. Zdrada w glowach mezczyzn pojawia sie duzo wczesniej, niz w momencie pojawienia sie kochanki. Kochanka to tylko w pewnym sensie "Gwozdz do trumny" a smierc uczucia malzonkow pojawia sie duzo wczesniej.
Nie mam tu zamiaru, nikogo bronic ani oskarzac. Tylko denerwuje mnie czasem przypisywanie winy, traktowanie ludzi z gory... :mad:

melni
11-05-2007, 22:40
witajcie :) jestem tu nowa, własnie się zarejestrowałam gdy tylko zobaczyłam ten wątek. jestem osobą która była po obu stronach barykady. bylam zdradzoną żoną , którą mąż zostawił z malutkim dzieckiem i odszedł do kochanki ( oczywiście jak to zwykle bywa odkochal sie w niej po 3 miesiącach i chciał wrócić . niestety za póżno. dla mnie był skończony ). po ponad 6 latach życia w samotności ( pomimo tego że często słyszę iż jestem osobą atrakcyjną ) poznałam pewnego męzczyznę pzrez przypadek , od początku bylo mi wiadome ze ma żonę. dla mnie było oczywiste że zostaniemy jedynie na stopie koleżenskiej gdyż sama do tej pory nie rozumialam kochanek , choć nigdy nie wienilam ich za to że rozbijają małżeństwa. bo to nie one je rozbijają tylko sami małżonkowie. kochanka jest tylko skutkiem a nie przyczyną.niestety ów pan nie przyjmowal tego do wiadomości. niemal dzień w dzień przyjezdzal mi do pracy, dzwonil , pisal sms-y, wymyślał różne sposoby na to aby mnie do siebie przekonać. stwierdził że po prostu chce ze mną być.szlam jednak dalej w zaparte , ale niestety nie na dlugo zdaly się moje zabiegi. po kilku miesiącach stalo się , sama nioe wiem jak ale coś we mnie pękło. zaczeliśmy się spotykać. w przeciągu pół roku rozstawalam się z nim 3 razy , ciągle coś mnie dręczylo, coś bolało, choć nawet nie wiem jak wygląda jego żona- to jej obraz mialam wciąż przed oczami. tydzień temu nie wytrzymałam. zakończyłam to, mam nadzieję ze definitywnie. obawiam się jednak że on jak zwykle po jakimś czasie znów zacznie mnie nacjhodzić. boję się tego , bo nie wiem czy wytrzymam. bardzo się zaangażowałam i podejmując tę decyzję płakalam , wylam jak bóbr, ale wiedzialam że tak trzeba.
chcialabym wam powiedzieć że nigdy , ale to nigdy nie można osądzać kobiet które stają się tymi " drugimi ". nie wszystko jest biale i czarne, nigdy nie wiemy co nas w zyciu spotka. a najczesciej bywa tak że to za tą " kochanką " jakis mąż lata, i nie daje jej spokoju a nie na odwrót. a sam fakt iż jakiś małżonek dostaje szalu na czyimś punkcie jest oznaką tego że w małżenstwie juz coś sie konczy. czegoś brakuje. a kochanka jak juz wspomnialam to tylko i włącznie skutek tego wszystkiego. nie mozna uogólniać i pisać że to " kochanka ukradła mi męża, albo że to ona rozbiła mi małżeństwo"" to sami małżonkowie je rozbijają. wiem co piszę przeszlam przez jedno i drugie. teraz jestem sama i wiem że nie predko uda mi się do kogokolwiek zbliżyć. pozdrawiam was wszystkie cieplutko i te zdradzane i te które są tymi " drugimi " gdyż i jedne i drugie często bardzo cierpią.

KUKULKA5
12-05-2007, 13:03
To Co Zrobilas Naprawde Jest Straszne,nie Uwazasz,ze Spotkala Cie Kara To Czekanie Na Niego To Jest Wlasnie Kara Za To Co Zrobilas .powinniscie Wczesniej Pomyslec Nad Wasza Przyszloscia I Odwazyc Sie Na Jakis Radykalny Krok.obawiam Sie, Ze Teraz To Juz :( Jest Za Pozno

dominika248
12-05-2007, 17:52
też jestem kochanką...ale jak czytam niektóre wypowiedzi to sie zastanawiam skąd w kobietach i to inteligentnych taka naiwność i głupota. Same zadajemy sobie ból, same pakujemy sie w coś co nie ma żadnej przyszłości. Zawsze jesteśmy te 2, te które muszą czekać w kolejce... nigdy nie bedzie normalnie, nie bedzie świąt, wspólnego sylwestra ani długich wakacji...beda telefony żony, chore dzieci, sprawy służbowe...bedzie wszystko ważne...mimo ze to to nas kochają i to my mamy być na pierwszym miejscu....z jednej strony chcemy mu wierzyć,,,bo przecież po co miałby kłamać,,,a z drugiej jesteśmy na siebie złe...zastanawiamy sie co robi w niedzielne popołudnie, zastanawiamy sie w jaki sposób do niej mowi, gdzie zasypia... trzeba zrozumiec i zaakceptować jesli chcemy być te 2...to żone widzi gdy rano wstaje, to żona na niego krzyczy za brudne skarpetki na dywanie, to żona poda mu lekarstwo gdy bedzie chory. to jest przykre i bolące,ale przecież wiedziałyśmy co brałyśmy...naiwność... moze odejdzie a moze nie,,,ciągłe czekanie...złość, łzy, kolejne rozstania i obietnice... a potem bedzie płakał nam na rękach i błągał by z nim być, tłumaczył istnienie 2 połówek, miłości ponad wszystko...i ze zawsze bedzie ...a potem znow czekanie,,,bo mały jest chory i bo znow coś sie zesrało... trzeba być silnym i wiać jak najszybciej... powodzenia dziewczyny i nie badzcie nawine.... kazdy facet zdradza ,,,

patrycja83
12-05-2007, 20:38
.... kazdy facet zdradza ,,,

.. a jednak nie każdy.. ja bym dała sobie rękę uciąć że mój przez 7 lat mnie nie zdradził i że jeśli w przyszłości będzie między nami taki kontakt jak teraz to mnie niegdy nie zdradzi.. :p Jestem w stanie powiedzieć że bardziej ufam jemu niż sobie.. no ale cóż każdy związek to indywidualny przypadek.. może to ja mam takie szczęście że mogę mu ufać :p

claudine18
12-05-2007, 21:33
Dominika 24

zgodze sie z tym co napisalas,przeciez same wiemy w co oznacza zwiazek z zonatym facetem i musimy sie z tym pogodzic.nie zawsze bedzie tak jak my chcemy,czasem musimy zrozumiec,ze on ma rodzine,a przynajmniej jej czesc a majac kazda wolna chwile dzowni do nas i szepce o swoim uczuciu..duzo nas dzieli,ale i duzo nas łączy.

dominika248
12-05-2007, 22:19
to jest forum o byciu kochanką...każda z nas sie zakochała, lecz wiemy ze to chora miłość...która daje ból, cierpienie, mekę,,,a jednak chcemy wirzyć ze z czasem wszystko sie zmieni,,,ze to z nami bedzie spedzał swięta,,,czekamy i czekamy...ale jak to wszystko zmienić? jaką wybrać dorgę? serce mowi jedno rozum drugie. " rozum nie pojmie racji serca" . czesto chcemy już przestać kochać...powiedzieć dość,,,nie mam już wiecej siły,,,odejdz..zostaw...ale on nie odchodzi, a i my nadal twkimy w tym samym miejscu,,,ile razy mowiłam sobie ze to koniec ze już dośc...ale kobieta może znieść wiele gdy kocha,,, tylko po co taka miłość? milosc która od początku jest okaleczana z każdej strony,,,chcemy walczyć o swoje pielęgnować to co mamy,,,ale jak znależć na to siłe...jak miec pewność ze dobrze robimy i ze nasz trud sie opłaca...ja już brnę w to ponad 2 lata,,,i nie wiem co dalej,,, ma być kolorowo...a jak bedzie nie wie tego nikt,,,czaaem chce uciec...ale gdy sie kocha tak mocno i jest sie kochanym nie jest tak łatwo się rozstać...czemu sie na to godzimy? w imie czego? to jest miłoSC? czy to jest prawdziwa miłość? i czy taki start moze dac nam normalne życie i normalny związek? moze szkoda naszych łez...

dominika248
13-05-2007, 14:31
To nie jest takie proste. Jeżeli żonaty mężczyzna wchodzi w inny związek, to daje sygnał, że jego pierwszy związek być może nie jest trwały, że być może jest tylko formalny, a emocjonalnie ułomny
i rozważa, czy z niego nie zrezygnować. Statystyka mówi, że jeżeli w pierwszych dwóch latach romansu partner nie wyjdzie ze stałego związku, to szanse, że wyjdzie z niego kiedykolwiek, są bliskie zera. Jeżeli romans trwa dłużej niż dwa lata, pewnie tak już zostanie. Ale scenariusz, że żonaty mężczyzna rozwiódł się i wszedł w nowy związek, też się zdarza.

moniadr
13-05-2007, 16:01
ludzie co ja tutaj czytam...glowa do gory??? nie martw sie?? Pocieszacie kobiety ktore bez skrupulow wkradaja sie w czyjes zycie i niszcza je doszczetnie?? cierpia nie tylko zony ale przede wszystkim dzieci!!! malzenstwo to swietosc ale to juz dawno przestalo sie liczyc w tych czasach, zawsze znajdzie sie taka "kropelka" dla ktorej slowo "swietosc", "malzenstwo" i dzieci nie sa zadna przeszkoda w uzyskaniu swoich celow. W jej chorobie oni teraz beda jeszcze blizej niz ci sie wydaje i wiesz co... to IM zycze jak najlepiej, bo takie suki jak ty powinny konczyc jak najgorzej, z reszta wiek juz leciwy, nic dziwnego ze w desperacji polecialas na zonatego.

melni
14-05-2007, 09:15
moniadr.... małe sprostowanie--to nie ona poleciała na żonatego- to on poleciał na nią :) skoro jesteś już daka szczegółowa w ocenianiu ludzi to bądż konsekwentna w tym co piszesz. oj coś mi się zdaje że sama jesteś taką wlłaśnie sflustrowaną i zdesperowaną żoną której małżeństwo się rozpada , tylko pamiętaj że takie sytuacje są przede wszystkim winą żon i mężów a nie kochanek. to szanowny małżonek nachodzi i dręczy i zapewnia o uczuciu , nie potencjalna kochanka. zastanów się tak na przyszlość nad tym co piszesz i nad sobą , bo nie wróżę ci nic dobrego z takim podejsciem.

Angie43
14-05-2007, 15:27
Nie kumam, jak można wpieprzać się w małżeństwo...

dominika248
14-05-2007, 15:41
nikt sie nigdzie nie wpieprza i nikt nikogo do niczego nie zmusza... nie mozna nikogo zmusić do kochania zony ktylko dlatego ze 10 lat temu w wieku 22 lat wziął ślub...to nie ma już prawa kochac kogoś innego...i musi płacić za swoj blad do konca zycia

serduszko2
15-05-2007, 09:20
Dominika24-zgadzam sie z Toba w 100%.jak mozna kogos posadzic,ze wpieprza sie w czyjes malzenstwo-jakie malrzenstwo? to zazwyczaj szkielety zwiazkow doprowadzaja ludzi do podjecia decyzji o zmianie.przeciez jesli ludzie sa szczesliwi ,to nie szukaja u innych ciepla,zrozumienia,milosci... a jesli szczescie ulotnilo sie jak kamfora,to czy nie ma sie juz prawa go szukac? ludzie,przeciez kazdy ma tylko jedno zycie. ktory mezczyzna,czy ktory kobieta nie chce byc szczesliwa? czesto ci wszyscy kochankowie i kochanki,to zagubione w zyciu jednostki,z petla nieudanego malzenstwa na szyji.nie mam na mysli tych,co zdradzaja malzonkow za pare zlotych w pobliskim lesie-chociaz im pewnie tez czegos w zyciu brakuje.
czy nalezy potepiac i mierzyc wszystkich jedna miara? zawsze mozna sie zakochac,bo serce nie sluga.myslalam,ze minely juz czasy,ze za zdrade kamieniowano.niestety nie,dzis potepia sie nadal tych,co chca byc szczesliwi,bo szczescia nie zaznaja w domu.moze to nie moralne ale prawdziwe.moze lepiej spojrzec na to z drugiej strony-po co troje ludzi ma bys nieszczesliwyc,skoro dwoje z nich ma szanse znalesc swoje szczescie na nowo.

Angie43
15-05-2007, 11:46
nikt sie nigdzie nie wpieprza i nikt nikogo do niczego nie zmusza... nie mozna nikogo zmusić do kochania zony ktylko dlatego ze 10 lat temu w wieku 22 lat wziął ślub...to nie ma już prawa kochac kogoś innego...i musi płacić za swoj blad do konca zycia

Do jasnej ch...- włażenie w cudze małżeństwo nigdy się dobrze nie kończ, jakbyśmy nie kombinowali i tak będzie ktoś cierpiał, a po co? A tekst typu " 10 lat temu....do końca życia" jest wyjątkowo miałki- nikt nie zmuszał siłą, ponadto najpierw niech się rozwiedzie, potem niech szuka spełnienia. Takie romansiki w trakcie małżeństwa, jak twierdzisz "nieudanego" bezbłędnie wskazują na poziom faceta. Źle? Odejdź! Ale nie nie...lepiej mieć bezpieczną przystań, prawda?! A zakochać się to nie problem, wystarczy coś nowego, świeżego, atrakcyjnego inaczej niż żona i no problem- zauroczenie gotowe! A kolejne małżeństwo prawdopodobnie znowu obnaży ciągoty cwanika do świeżego....Naiwne! Głupie i naiwne! Skoro miłość to taki dar to niech pieprzy raka żony i spada na szczaw! Ale wiesz co? To nie kwestia jego szlachetności, to cykor- bo co ludzie powiedzą, a po drugie może być opcja, że w obliczu takiej choroby uświadomił sobie, kogo kocha, beznadziejna panno!

oczko1
15-05-2007, 14:34
Mimo, że od napisania przez Ciebie tej historii minęło dużo czasu nie mogłam się oprzeć aby coś dopisać.
Czytam twojego posta i mam wrażenie, że w takich przypadkach niestety rozum nie idzie w parze z wiekiem. Nie wiem ile masz lat ale:
Ten facet nie jest wart twojego poświęcenia, szkoda ciebie i Twojego życia dla takiego prymitywa.
Ten człowiek nie potrzebuje ciebie na stałe, wasz "związek" traktuje jako odskocznię od problemów.
Mężczyzna jest z natury poligamistą i potrzebuje udowadniać sobie, że jest męski.
Niestety taka jest już ich natura. Przykre jest tylko to, że nie widzą w tym nic złego i z pełną premedytacją niszczą życie nie tylko swojej żonie i swojej kochance ale i niejednokrotnie bogu ducha winnym dzieciom.
Jestem żoną, mamy z mężem dzieci w wieku 5 i 9 lat, kochamy je ponad wszystko. Przeżyliśmy już nie jedno, również krótki romans, którego mimo upływu czasu nie można zapomnieć, gdzieś ta zadra tkwi.
Mimo tego próbuję zrozumieć kochanki, dlaczego? Dlatego, że sama miałam romans gdy była jeszcze panną i powiem ci wtedy też mi się wydawało, że to ja jestem pokrzywdzona.
Minął jakiś czas, urwałam się z tego chorego związku w którym byłam opatrunkiem na każdą ranę. Nasłuchałam się mnóstwa opowieści o złej, wrednej żonie i dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego że on blefował, on potrzebował młodego ciała.
Przykre jest to w jaki sposób piszesz o żonach, jesteś kobietą i powinnaś rozumieć ból jakim jest utrata jak najbardziej kobiecej części ciała, ale to jest tak zwana solidarność. Myślę, że za jakiś czas to wszystko zrozumiesz mam nadzieje, że kiedy już znajdziesz taką prawdziwą miłość nigdy nie odczujesz jak to jest być zdradzoną, to boli, cholernie.

moniadr
15-05-2007, 15:31
do melni

Nie jestem jeszcze niczyja zona ale niedlugo bede jezeli o to chodzi... Ja nie twierdze ze winna jest tylko kochanka ale wkurza mnie jak pociesza sie "biedna" dziewczyne ktora z premedytacja pakuje sie w czyjes MALZENSTWO i w dodatku robi facetowi dzieciaka. Jeszcze pisze ze to "najcudowniejsza rzecz jaka mogla ja spotkac", a pewnie teraz facet BEDZIE MUSIAL sie nimi "zaopiekowac". Wszystko sprowadza sie do tego czy jeszcze ktos ma na tyle godnosci, honoru i przede wszystkim sumienia zeby szanowac zwiazek malzenski. "CO BOG ZLACZYL NIECH CZLOWIEK NIE ROZLACZA..." Ja nie mialabym odwagi tego zrobic...

moniadr
15-05-2007, 15:40
do dominiki 24

Oj jaka ty jestes pewna swego... KAZDY FACET ci powie ze popelnil blad zeniac sie ze swoja zona, pewnie tacy jeszcze zapewniaja ze to juz koniec ze niedlugo sie rozwioda i mysle ze prawie nigdy tak sie nie dzieje, bo istnieje jeszcze cos takiego jak przyzwyczajenie i wspolne obowiazki, ale co wy na ten temat mozecie wiedziec ;-)...tacy faceci to zazwyczaj leciwi panowie w srednim wieku znudzeni zyciem i poszukujacy wrazen... wiesz co, w sumie to mi Cie szkoda ale w sumie kazdy ma jakis sposob na zycie, jedne kobiety znajduja kochajacych mezow ktorzy sa potem TYLKO ICH mezami a inne wola uwodzic cudzych.

pewien_facet
16-05-2007, 13:19
Witam Was serdecznie.

Przygnała mnie tutaj pewna historia z której nie potrafię się otrząsnąć.
Należę do męskiej społeczności tego świata, więc myślenie i doznania są z goła odmienne, jednak. Poznałem cudowną kobietę. Dla niej wyprowadziłem się z rodzinnego miasta. Zostawiłem tam przyjaciół, dobrą pracę i dobrze prosperujący zespół muzyczny. Zdradziłem. Wyrafinowanie. Technicznie, bez miłości. Chciałem o tym wszystkim zapomnieć po wyjeździe, jednak wróciło to przez moją nieuwagę. Pozostawiłem ślady, które odkryła moja ukochana.
Mam pytanie. Jak żyć po wyżądzeniu takiej krzywdy i jak pozwolić żyć ukochanej? Daliśmy sobie sznasę, ale łzy są teraz nieodłączna częścią naszego każdego dnia i nocy. Nie całujemy się a seks to odległość większa niż miejsce do którego sięga wzrok. Jak nie oszaleć?

dominika248
16-05-2007, 14:01
nie kazdy facet jest tym którego kocham i który mnie kocha...stereotypy...żyjcie nimi nadej kochane żony...żyjcie i udawajcie ze jestescie lepsze i szczesliwsze

ewelinka19
16-05-2007, 14:44
co za Banaluki!!!!!!!!!! tyle jest wolnych facetów NA TYM ŚWIECIE A wy MUSICIE ZABIERAĆ SIE ZA ŻONATYCH!!! Jednym słowem tak jak to napisała moniadr Suki !!!! nie raz miałam propozycje od żonatych i potrafiłam odmówić.Zal naprawdę mi tych żon które są zdradzane i szkoda ich cennego czasu, marnują sie przy takich męzach!!!

dominika248
16-05-2007, 15:43
zal mi ludzi ograniczonych umyslowo których perceprcja ogranicza sie do tego co widza... troche empatii nigdy nie wiadomo w kim sie zakochaja te ktore tak glosno mowią SUKI...od pewnych uczuć nie da sie uciec...zebyś nie wiem ile łez wylała i ile modlitw zmówiła ze nie chcesz tej miłości,,,a te panie które są tylko kochankami i spotykają sie z zonatymi dla sexu i pieniędzy to tez ich sprawa i ich życie...Bóg nas oceni i rozgrzeszy a nie WY nazywające nas sukami... czy jeszcze gorzej...czy ktoś kto z miłości jest z kim może być suką? a czy jak byśmy były z przestępcami i kryminalistami to też bysmy nie miały prawa ich kochać i z nimi byc bo są już jakoś nazwani?

Hejho
16-05-2007, 18:14
Witam

Tak sobie czytam i czytam... i kurczę, coraz bardziej głową kręcę...
Dziewczyny, jeśli facet na wstępie się żali, jak to mu straszliwie źle z "żoną czarownicą"... to, naprawdę, najzdrowsza reakcja jest jedna- unikać gościa jak się da. Dla mnie taki facet za grosz klasy nie posiada. Jest również wysoce prawdopodobne, że - zakładając taki "cud" - nawet jeśli opuści żonę i na stałe zwiąże się z "wybawicielką- kochanką" wkrótce podzieli ona los poprzedniej... i będzie kolejną "jędzą, czarownicą"
Nie jest prawdą też, że jeśli gość zdradza, to nie kocha żony i jest wysoce nieszczęśliwy w swoim związku ( i odwrotnie!)

moniadr
16-05-2007, 20:09
Nie rozumiem jak mozna byc takim naiwnym i wmawiac sobie ze facet ktory zdradza swoja zone nie zrobi tego samego z nastepna, bo dominiko24 teraz jestes jeszcze mloda i masz nad zona swojego faceta przewage, ale co z tego, kazdy sie starzeje i predzej czy pozniej on nie bedzie pamietal dlaczego sie z toba zwiazal!!!! To jest choroba, wrecz obsesja a nie zadna milosc, to tak jak byc z kims kto cie bije, ciagle powtarzasz sobie ze to pewnie ostatni raz a jednak nie... Nie wazne czy facet cie bije czy zdradza z toba swoja zone, w kazdym przypadku to jest patologia, z miloscia to nie ma NIC wspolnego!!!!!!!!!!!

ice
16-05-2007, 21:00
Witam!mam ta sama sytuacje-spotykam sie z zonatym facetem,tak do konca nie wiem na czym stoje-niby jest tak pieknie,ale nie jest.Za*****iscie jest jak jest przy mnie,ale jak go nie widze to katastrofa-wiem ze jest z zona a ja sama!!!!!!!!!!czemu musimy spotykac facetow ktorzy sa juz zajeci?????????????

kotek23teXkocham
16-05-2007, 21:56
czytam te wszystkie teksty i łzy mi płyną.ja niestety też jestem w takiej sytuacji-kocham a wiem, że nie moge. przykro mi ze niektórzy mówią o nas tak źle-a przeciez nie znaja naszej sytuacji.gdy go poznałam nie wiedziałam o żonie,dowiedziałam sie jak juz go pokochałam,nigdy nie miał obrączki i jest ode mnie tylko rok starszy,wiec nawet przez chwile nie myślałam, że w jego życiu jest juz...a on robił wszystko zeby mnie w sobie rozkochać. kocham juz prawie rok-mało sie widujemy,ale mamy ze sobą czesty kontakt i on nie traktuje mnie jak laski do...jak to ktoś określił-bo miedzy nami do niczego nie doszło-pewnie trudno wam w to uwierzyć ale tak jest.myłsicie pewnie to po co tkwic w takim związku?ale jeżeli ktoś naprawde kocha to wie,jak trudno zrezygnować z miłości...przyznaje ze bardzo mecze sie w tym związku i chociaż juz raz powiedziała mu nie to jednak on nie zrezygnował ze mnie.nasz kontakt sie nie zmienił a ja zrozumiałam ze nie umiem bez niego żyć-i nie wiem czy potrafi bez niego żyć,bo teraz wiem że miłość.

kotek23teXkocham
16-05-2007, 22:10
hej. doskonale Cie rozumiem ice i to co czujesz. ja też kiedy jestem z nim-a tego czasu jest niewiele czuje sie cudownie i chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie,ale kiedy tylko zbliza sie chwila że musimy sie rozstać, bo jest coś silniejszego od nas to zawsze płacze.a kiedy juz jestem w domu czuje wielki żal i złośc dlaczego to ona jest ta wielką szczęściarą a nie ja.

moniadr
17-05-2007, 00:18
do kotek23


Zadna z was nie jest zadna szczesciara....ty jestes nieszczesliwa, marnujesz sobie zycie, zatracasz sie dla nic nie wartego tchorza....ona zyje w niewiedzy mysli ze jest cudownie a tak nie jest, kiedys bolesnie sie o tym przekona....nie znam cie wiec powiem krotko, ten twoj "wymarzony ksiaze" to kawal skur... nie wart ZADNEJ dziewczyny na tym swiecie.

kotek23teXkocham
17-05-2007, 00:39
moniadr

ja to wszystko wiem-tylko tak trudno zrezygnować,z przeciez jakby nie było zwykłej znajomości,chociaż dla mnie to coś więcej niż zwykła znajomość,bo ja nie jestem jego kochanka. przyznaje ze mam problem,bo czasmi cos sie psuje i wtedy myśle może czas skończyć,ale wystarczy jedno jego słowo-kocham cie-ktore nie wiem sama czy jest prawdziwe i znowu zapominam że moge byc szcześliwa z kimś kto będzie miał dla mnie czas,wtedy kiedy będę chciała a nie kiedy on może. ale co zrobic skoro SERCE NIE SŁUGA :( i dalej brne w tym chorym układzie

moniadr
17-05-2007, 00:46
Dobrze ze przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawe...to juz jakis sukces... Ale jeszcze nic straconego, piszesz ze nie poszlas z nim do lozka, jezeli tak jest to jestes na prawde wyjatkowa wsrod tych "zlych" ;-), nie no zartuje, ale powinnas sie go zapytac po co wlasciwie twoj facet sie ozenil, skoro nie chodzi o seks to chyba na prawde nie jest szczesliwy ze swoja zona, a moze...w sumie to na prawde dziwna i niezdrowa sytuacja przede wszystkim dla Ciebie.

kotek23teXkocham
17-05-2007, 01:00
ożenił sie bo mają dziecko-to pewnie była...,a że ona jest bardzo religijna więc pewnie będzie tkwił w tym związku.wiem ze trudno w to uwierzyć ale nie kochaliśmy sie i nigdy o to nie nalegał, bo zawsze mi mówił ze nie chodzi mu o seks,a znamy sie juz prawie rok,dlatego mam mętlik w głowie czy to ze mnie kocha jest prawda-a to mnie jeszcze bardziej przy nim trzyma.sama nie wiem co robic,najchetniej to bym wszystko zostawiła bez słowa i znikneła-ale nie potrafie zerwać z nim kontaktu.naprawde ciężko mi z tym żyć,a nic nie potrafie zrobić-poprostu jestem tchurzem,który boi sie zadać sobie jeszcze większy ból zrywając z nim

moniadr
17-05-2007, 01:10
Wziela go na dzieciaka..takie numery tez sa... jezeli on juz raz sie na to zdecydowal...znaczy ozenil sie z nia dla dziecka, to badz pewna ze od niej nie odejdzie... no i bawi mnie pojecie "bardzo religijna", zapytalabym co masz na mysli ale to nie jest istotne. Denerwuje mnie dlaczego ludzie zenia sie bez milosci, przeciez to katorga. W tym przypadku winni sa oboje, twoj facet i jego zona. Z toba nie sypia bo pewnie boi sie kolejnej wpadki. To jest ich sprawa i ich krzyz ty nie musisz go z nimi dzielic, jestes mloda i masz szanse na normanle zycie, nie zmarnuj tego bo bedziesz gorzko zalowac...

kotek23teXkocham
17-05-2007, 09:38
Cieszę się,że weszłam na to forum i DZIĘKI MONIADR za to, że nie potępiasz mnie, a starasz się mi wytłumaczyć, że to nie ma sensu. pewnie masz racje-nie sypia ze mną, bo boi sie wpadki, ale miłość jest ślepa i niczego nie wiedzi. mi się wydaje, że pokazuje jak mu na mnie zależy itd. ale to tylko złudzenia. ja nigdy nie starałam się i nadal nie dąże do tego, żeby od niej odszedł, bo szoda mi małego. ale siebie też już mi szkoda, bo przez niego mam rok w plecy-ciągłe czekanie na niego, tęskonota, płacz.... ja już żałuje że go wogóle spotkałam, bo nie umiem z nim skończyć a gdy pojawia sie obok mnie jakiś chłopak, jest mi zupełnie obojętny, bo ja kocham....mam nadzieje, że wkońcu przyjdzie taki dzień, w którym spotkam chłopaka i zapomne o...dla niego, mam taka nadziej i tylko ona daje mi siłe...

natasza24
17-05-2007, 11:57
2 lata temu poznałam faceta, który rozkochał Mnie w sobie!! Minusem jest to, ze jest żonaty i ma dwójke dzieci! Nie wiem co robić! Kocham go nad zycie i wiem ze on mnie też, dłuzej tak nie moge. Moim nocom towarzyszą tylko łzy, jestem nieszczesliwa z tego powodu. Kazda wolna chwile spedzamy razem, on wiecej czasu poswieca mnie niz rodzinie. Problemem jest to ze nie zostawi on rodzinie na lodzie i nie odejdzie od nich. A ja cierpie!!

niezapominajka
17-05-2007, 13:47
3 lata temu poznałam faceta.... nie ukrywał, że jest żonaty, a ja że nie zakocham się w nim. Niestety (a może stety) stało się inaczej.... Zakochałam się bardzo, do końca, beznadziejnie.... Nie walczyłam o jego uczucia, ale on odwzajemnił moje.... # lata pełne ulonych chwil, słów, pieszczot, kłamstw, ukrywania się i starań o to by wyjechać by móc być razem....
Udało się!!! Znalazł się odpowiedni wyjazd i już, już... i będziemy razem... Nie będziemy, bo 2 dni temu okazało się, że jego żona ma raka... a on jest porządnym facetem, a porządni faceci nie zastawiają żon w potrzebie....
A ja się pytam co w takiej sytuacji mają robić Kochanki????? Te zawsze drugie, choć często tak bardzo kochane jak ja.... co?
Żony przejdą zabiegi (wiem, że czesto bardzo bolesne) i w większości przypadków wyzdrowieją, zapiszą się do Amazonek i będą podziwiane przez rodzinę i znajomych, że takie silne. Mąż zbierze laury, za to był i wspierał, że wytrwał.... choć (to wie tylko on) przez cały czas myślał o Kochance (kobiecie, którą kocha), która.... no właśnie co??? Ma zapaść się pod ziemie???? Żyć normalnie???? Tylko jak???? Co robić do cholery???? Jak żyć????


Przeczytałam 7 z iluś tam stron tego moim zdaniem żenującego wątku. Może to będzie brutalne co teraz powiem ale Jesteś kochanicą i nią pozostaniesz. dla mnie ludzie którzy zdradzają to najzwyklejsze odrażające szmaty. to brak poszanowania dla osoby 3 którą w tym momęcie jest jego żona. Co ona ci takiego złego zrobiła że tak na prawde to jej wyrządzasz największą na świecie krzywdę. Dlaczego sprawiasz ze ta bogu ducha winna kobieta będzie prędzej czy później musiała przechodzić przez piekło bo i tak wszystko się wyda. Dla mnie osoby takie jak ty są nikim, są godnymi pożałowania marnymi istotami które na nieszczęściu innych próbują zbudować własne szczęście. Ta kobieta pewnie kochała może i kocha całym secem, może im się nie układa ale tobie nic do tego. a ten facet to zwyczajny frajer bo nie ma odwagi się przyznać że "pokochał" kogoś innego. zyjemy w cywilizowanym świecie i wszystko można jakoś z większym czy mniejszym trudem załatwić. nie jestem mściwa ale jak czytam takie pożal się boże wypociny to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Mam nadzieje że ty kiedyś będziesz w prawdziwym związku że tobie się będzie wydawać że jest ok że kochasz całym sercem i jesteś kochana i mam nadzieje że tobie ktoś również przyprawi rogi. bo dopuki tak nie jest to nie wiesz tak na prawdę z czym to się jje.
Ps. tak byłam zdradzana. nie życze tego najgorszemu wrogowi.

moniadr
17-05-2007, 13:52
do kotka23

Mysle ze to wszystko sie jakos ulozy, mysl teraz o sobie, o swoim szczesciu, on mial szanse byc szczesliwy ale wszystko zaprzepascil... nie musial sie z nia zenic bez milosci ale chcial byc "szlachetny" i teraz gorzko za to placi, ale to nie jest twoja sprawa...nie pozwol zeby ten czlowiek zniszczyl i tobie zycie!!

Dalam juz kilka postow na ten temat i zawsze bede potepiac puste i naiwne panny ktore beda przekonane ze nic zlego nie robia niszczac malzenstwa, bo to nigdy nie bedzie mialo usprawiedliwienia, NIGDY!!

Ale tobie Kotek zycze powodzenia i mam nadzieje ze w koncu znajdziesz spokoj i szczescie u boku faceta ktorym nie bedziesz musiala sie z NIKIM dzielic.

ice
17-05-2007, 14:08
3 lata temu poznałam faceta.... nie ukrywał, że jest żonaty, a ja że nie zakocham się w nim. Niestety (a może stety) stało się inaczej.... Zakochałam się bardzo, do końca, beznadziejnie.... Nie walczyłam o jego uczucia, ale on odwzajemnił moje.... # lata pełne ulonych chwil, słów, pieszczot, kłamstw, ukrywania się i starań o to by wyjechać by móc być razem....
Udało się!!! Znalazł się odpowiedni wyjazd i już, już... i będziemy razem... Nie będziemy, bo 2 dni temu okazało się, że jego żona ma raka... a on jest porządnym facetem, a porządni faceci nie zastawiają żon w potrzebie....
A ja się pytam co w takiej sytuacji mają robić Kochanki????? Te zawsze drugie, choć często tak bardzo kochane jak ja.... co?
Żony przejdą zabiegi (wiem, że czesto bardzo bolesne) i w większości przypadków wyzdrowieją, zapiszą się do Amazonek i będą podziwiane przez rodzinę i znajomych, że takie silne. Mąż zbierze laury, za to był i wspierał, że wytrwał.... choć (to wie tylko on) przez cały czas myślał o Kochance (kobiecie, którą kocha), która.... no właśnie co??? Ma zapaść się pod ziemie???? Żyć normalnie???? Tylko jak???? Co robić do cholery???? Jak żyć????
Hej!faktycznie masz problem,wszystkie doskonale wiemy ze takie zwiazki nie koncza sie dobrze zwlaszcza dla nas-tych drugich.Ja poznalam swojego ''faceta''ponap pol roku temu-od tamtego czasu bywa roznie.Wkurza mnie to ze nie moge miec go kiedy ja chce.Obiecalam sobie ze sie w nim nie zakocham,ale chyba mi to nie wyszlo i co teraz?????jak go nie ma to jestem jakas taka bez zycia a jak jest przy mnie to jest bosko-czy ty tez masz takie problemy?????

dominika248
17-05-2007, 17:16
po pierwsze to forum nie służy do obrażania ludzi... opinie są rózne,,,żadna z kochanek nie staje się nią z premedytacją. nie zakładamy ze chcemy wyrządzić komuś krzywdę, nie pragniemy nieszczęscia żony. Mój mężczyzna nigdy nie powiedział złego słowa na swoją żonę, często mówi, że jest z niej dumny jak opiekuje się synem. żyją obok siebie nie razem...nie mają wspólnych marzeń, planów, zainteresowań, nie opowiadają sobie o pracy o ksiązkach które czytali...małżeństwo w młodym wieku zaaranżowane przez rodziców...i życie bo tak wygodnie,,, życie ze świadomościa ze tak na prawdę się nie kochają... kiedyś żona powiedziała mu że traktuje go jak brata a on jej odpowiedział tak samo... kiedy spotkal mnie wiedział ze trafiła kosa na kamień,,,wiedział ze to nie jego żona jest jego drugą połową... zarówno on jak i ja długo myśleliśmy o naszym związku i żadne z nas jego nie chciało...nie bylo dla nas przyszłości...może i teraz nie ma...nie wiem...każde z nas chce wierzyć ze bedzie dobrze i że idziemy razem tą samą scieżką która prowadzi do naszego wymarzonego celu. nie potępiajcie nas. Przecież to nie jest tak że my się łapiemy za żonatych i nie chcemy się od nich odczepić! która kobieta chciałaby byc tylko kochanką? to nie jest nasz wybór, czy plan,.. przecież nam też może się to przytrafić...moze odejsc od nas mąż,.,, nawet ten który nigdy nie zdradzał... nie można oceniać kogoś za to że kocha żonatego. co innego gdy ktoś szuka wrażeń i seksu z żonatymi... to co innego...a co innego gdy ktoś kocha,...każda miłość jest inna, nie mozna jej nazywac patologią. DALETEGO DAJMY JUZ SPOKÓJ Z PRZCIĄGANIEM LINY I LICYTOWANIEM SIĘ.

Julcia5
17-05-2007, 17:18
Nie rozumiem jak można winę w zdradzie męża szukać u żony!!!! Bo nie potrafi go zaspokoić w 100%. Co to za bzdury !!! Niestety kochanki mają przewagę nad żonami bo nie muszą sie martwić o wspólny dom,dzieci, byt, często kłopoty finansowe, pracę, choroby dzieci itd,itp. Żony i matki nie są zawsze gotowe na sex,pięknie ubrane, wypachnione bo po prostu maja masę innych obowiązków które nikt inny za nie nie zrobi. A kochanka przytuli, pogłaszcze po główce, pocieszy biednego mężusia któremu tak źle w domu, którego nikt nie docenia.
Tylko odpowiedzcie mi na jedno pytanie, skoro tym mężom tak źle w domu, skoro tak bardzo kochają te drugie, to po co tkwią w tych dwóch związkach, dlaczego nie odejdą od żon.
Odpowiedz jest prosta, kochanka to odskocznia od codziennych problemów, monotonii życia i gdyby "ta kochanka" zastąpiła żonę to cały czar, miłość, zafascynowanie pękło by jak mydlana bańka a wróciła by monotonia i nuda.
Osobiście potępiam kochanki które z premedytacją niszczą małżeństwa. W małżeństwie jak w małżeństwie są dni gorsze i lepsze, ale jeżeli podczas tych gorszych dni pojawi sie ta trzecia to może nieźle namieszać. Pocieszający jest jednak fakt ,że w większości przypadkach gdy żona dowiaduje się o romansie męża, kochanka dostaje kopa w tyłek. I tak powinno być.

kasia81
17-05-2007, 17:53
[QUOTE=gosia19751@gazeta.pl]Jestem mężatką prawie od 6-lat. Prawie od roku mam kochanka. Na początku znajomości z kochankiem przez kilka miesięcu czułam się jak na haju, bujałam w obłokach. Późnie był ogromny wyrzut sumienia. Teraz minął prawie rok od naszej znajomości i jest wspaniale i za każdym razem lepiej i lepiej. Nie potrafiłabym teraz zakończyć tej wspaniałej znajomości nie wie czy to tylko pożądanie.Podobno kobiety nie porafią angażować się w związek bez uczuć a ja kocham męża i kochanka[/QUO

moj romans trwal 1,5 roku, nie byl to romans fizyczny, do niczego wielkiego miedzy nami nie doszlo, le jednak uwazam ze byla to zdrada-psychiczna, bo dogdywalismy sie jak nikt, rozumielismy sie bez slow, przy sobie czulismy ie cudooownie. a jednak.. ja nie umialam byc kochanka, balam sie co bedzie w przyszlosci, on zonaty i dziecko, ja w stalym zwiazku od 8 lat:( choc od tych chwil minelo 1,5roku, a ja mam dziecko , nadal zdaza mi sie myslec o nim i tesknie za rozmowami z nim:( troszke zaluje ze nie zdecydowalam sie na dalsze losy..

kasia81
17-05-2007, 18:08
wierze ze kochasz dwie osoby. ze mna tez tak bylo, ale ja nie chcialam rozbijac rodziny, balam sie konsekwencji i zrezygnowla, dzi mam rocznego ynk i niby jestem szczeliwa, ale czsem zdaza mi sie zalowac niektorych decyzji i nie przezytych chwil.........

kasia81
17-05-2007, 18:10
wierze ze kochasz dwie osoby. ze mna tez tak bylo, ale ja nie chcialam rozbijac rodziny, balam sie konsekwencji i zrezygnowla, dzi mam rocznego ynk i niby jestem szczeliwa, ale czsem zdaza mi sie zalowac niektorych decyzji i nie przezytych chwil.........gosia19751@gazeta,pl

kasia81
17-05-2007, 18:11
Jestem mężatką prawie od 6-lat. Prawie od roku mam kochanka. Na początku znajomości z kochankiem przez kilka miesięcu czułam się jak na haju, bujałam w obłokach. Późnie był ogromny wyrzut sumienia. Teraz minął prawie rok od naszej znajomości i jest wspaniale i za każdym razem lepiej i lepiej. Nie potrafiłabym teraz zakończyć tej wspaniałej znajomości nie wie czy to tylko pożądanie.Podobno kobiety nie porafią angażować się w związek bez uczuć a ja kocham męża i kochanka
wierze ze kochasz dwie osoby. ze mna tez tak bylo, ale ja nie chcialam rozbijac rodziny, balam sie konsekwencji i zrezygnowla, dzi mam rocznego ynk i niby jestem szczeliwa, ale czsem zdaza mi sie zalowac niektorych decyzji i nie przezytych chwil.........gosia19751@gazeta,pl

kasia81
17-05-2007, 18:11
Jestem mężatką prawie od 6-lat. Prawie od roku mam kochanka. Na początku znajomości z kochankiem przez kilka miesięcu czułam się jak na haju, bujałam w obłokach. Późnie był ogromny wyrzut sumienia. Teraz minął prawie rok od naszej znajomości i jest wspaniale i za każdym razem lepiej i lepiej. Nie potrafiłabym teraz zakończyć tej wspaniałej znajomości nie wie czy to tylko pożądanie.Podobno kobiety nie porafią angażować się w związek bez uczuć a ja kocham męża i kochanka
wierze ze kochasz dwie osoby. ze mna tez tak bylo, ale ja nie chcialam rozbijac rodziny, balam sie konsekwencji i zrezygnowla, dzis mam rocznego synka i niby jestem szczeliwa, ale czsem zdaza mi sie zalowac niektorych decyzji i nie przezytych chwil.........gosia19751@gazeta,pl

kasia81
17-05-2007, 18:12
sorki za powtrzania ale cos z kompem mialam:(

moniadr
17-05-2007, 18:28
do dominiki24

Nie no jakie to slodkie, on jest dumny z tego jak ona wychowuje ICH dzieci, kurcze a moze tak zamieszkacie wszyscy razem co?? To by bylo jakies rozwiazanie, w srody i piatki ty z nim spisz a w soboty i poniedzialki jego zona, na pewno wasz ukochany nie bedzie mial NIC przeciwko temu, przeciez nic w tym zlego, prawda?? Nie badz niedobra kochanka, niech zonka tez sobie pouzywa:-) Skoro to takie "cudowne uczucie" i oboje jestescie tacy szczesliwi ze soba to czemu nie powiecie o tym swoim "szczesciu" jego zonie hęęę??

W jednym jednak musze sie z toba zgodzic, nie pisz wiecej takich bzdur i nie kompromituj sie dziewczyno..............

kasia81
17-05-2007, 18:40
dominika24 , mim zdaniem moniadr ma w jednym na pewno racje, skoro jest tak jak piszesz dlaczego zonka nic nie wie?

milka9
17-05-2007, 19:11
Nie ma co się łudzić,faceci rzadko odchodzą od swych żon,częściej za to zwodzą,obiecują...i wymyślają kolejne choroby swych '' okropnych'' żon.Z litości?-nie sądze raczej z wygody. Żal mi tylko tych, które ślepo im wierzą i czekają same nie wiedząc na co?

kotek23teXkocham
17-05-2007, 20:19
hej.dziewczyny nie ma sensu wylewać łez przez nic nie wartego faceta-bo przecież są przypadki że ludzie sie rostają bo poznali swoją prawdziwą miłość, a czy by nie było tak gdyby Ci nasi żonaci faceci nas naprwade kochali???? myśle że gdyby tak było odeszli by o nich. ja pomimo, że bardzo kocham mojego... i chociaz on mówi to samo to jednak zawsze mam wątpliowści czy mówi prawdę.jednak pomyślcie czy dzwoni do nas przy żonie, czy spotyka sie z nami oficjalnie-nie bo boi sie że ją straci, gdy ona sie o nas dowie. ja również mam problem bo go bardzo kocham, ale co ja mogę-nic, bo nie mam prawa niszczyć im związku, bo nigdy do konca nie wiemy jak jest między nimi naprawde i TO NAJBARDZIEJ BOLI,że wraca do niej po spotkaniu z nami i udaje znowu kochanego męża...

kotek23teXkocham
17-05-2007, 20:25
moniadr- dzieki bardzo,ja także mam nadzieje że wkońcu będę szczęśliwa i że jakos to sie ułoży i MAM NADZIEJE ZE KIEDYS NAPISZE NA TYM FORUM - KOCHAM I JESTEM KOCHANA PRZEZ MOJEGO I TYLKO MOJEGO CHLOPAKA

dominika248
17-05-2007, 20:50
oczywiście że wie. oczywiście że ma tysiąc dowodów nie tylko z jego strony ale także ze strony całego otoczenia. tylko ona podobnie jak i on jest świadoma że trzeba pozałatwiać wiele spraw by się rozwieść a takich spraw nie załatwia się w miesiąc. ona wie od samego początku. Ale wie także że nie da sobie rady z chorym dzieckiem w obcym mieście.

marta7910
17-05-2007, 21:51
mialam okazje byc ta druga , ale zrezygnowalam ,nie zaluje ...

kotek23teXkocham
17-05-2007, 22:01
marta79-BRAWO
Ja niestety nie umiem zrezygnować, a ciężko mi tak żyć-razem a jednak osobno...wsumie to ja już mu raz powiedziałam nie-ale jednak znowu sie złamałam i chociaż zdaję sobie sprawę, że powinnam zerwać kontakt bo krzywdzimy sie nawzajem to jednak nie umiem-zwykły tchórz ze mnie-czekam az los za mnie wszystko sam rozwiąże,ale ile można czekać....

marta7910
17-05-2007, 22:09
hm, wiem ze to trudne ale jak sobie pomyslalam ze to ja bede siedziec sama w domu , nie bede miala z kim isc na impreze i takie rozne banalne moze rzeczy ale wlasnie przez to uswiadomilam sobie ze przeciez moge miec kogos na wylacznosc , stac mnie na to , no i mam :)

kotek23teXkocham
17-05-2007, 22:36
to nie są banalne rzeczny-tak jest w rzeczywistości. "mój facet" jak sie dowie że byłam sama na imprezie (a przecież z nim nie moge) to ma do mnie żal i jest zazdrosny i zły na mnie, że ktoś inny mnie dotykał. mam nadzieję, że kiedys też spotkam kogoś tylko dla siebie, ale czy zapomne...chyba nie

dominika10
17-05-2007, 22:39
witam
wiem co czujesz bo sama bylam a w zasadzie jeszcze jestem w takiej bardzo podobnej sytuacji.3 lata temu tez spotkałam zonatego faceta na swojej drodze i tak jak ty myslałam ze sie nie zakocham ale stało sie inaczej on we mnie tez ale na drodze do szczescia stała zona.Im dłużej bylismy ze soba tym bardziej ona mnie drazniła az zaczełam myslec o tym ze musze mu to powiedziec i niech wybiera bo w gr wchodziło moje szczescie choc przerazliwie sie alam tej rozmowy bo wiedziałam ze moge przegrac jednak zona to jednak zona.I zaczełam po mału mu sugerowac i mowic dosadnie co czuje,jak juz wszystko było na dobrej drodze ona okazała sie chora miała depresje i mysli samoojcze a on jako wspaniało myslny maz chcial jej pomoc z tego wyjsc i w takim momecie musisz zadac sobie pytanie czy chcesz i czy warto na niego czekac i byc nad wyraz wyrozumiała czy lepiej zakonczyc te znajomosc,ja postanowiłam zaczekac i opłacało mi sie teraz on sie rozwodzi a my mieczkamy ok 2 lat razem i spodziewamy sie dziecka i wiem ze było warto choc jest juz inaczej bo te skradzione chwile jak musielismy sie ukrywac były czyms wyjatkowy. Pamietaj masz wiele pytan bez odpowiedzi i wiele drog ktore musisz wybrac i postaraj sie w tym wszystkim nie pogubic bo mozna oszalec . Z pozdrowieniami Dominika

moniadr
17-05-2007, 23:38
Wredna krowa mogla z tych mysli zrobic uzytek i mialabys swiety spokoj nie?? Boze czy ty dziewczyno w ogole wiesz co to znaczy sumienie?? Nie pytam czy je masz, bo nie ulega watpliwosci ze nie.......................

kotek23teXkocham
17-05-2007, 23:48
nie rozbic czyjeś malżeństwo i zadać taki sam ból innej osobie,który przecież tak doskonale znamy, to jest nie....właśne ten wykradany czas,zakazany czas jest najpiekniejszy-ale czy takim tez jest, gdy juz sie dopnie swego i on odejdzie od niej???własnie....tego nikt nie wiem...

niezapominajka
18-05-2007, 08:55
ja wiem że do tanga trzeba dwojga że to nigdy się nie dzieje tak że to tylko jedna strona jest winna ale to nas różni od zwierząt że mamy świadomość własnych czynów i rozwinięty w miarę mózg więc może zanim ktoś będzie chciał wkopać się w taką sytuacje i być kochanką lub kochankiem niech najpierw pomyśli. dla mnie taka sytuacja nigy nie ma wytłumaczenia. szkoda mi tylko tych żon i mężów którzy są zdradzani bo odbiera się im prawo do szczęści.
Nie wiem też kropelko czy w tamtym małżeństwie są dzieci bo jeśli są i się dowiedzą to będziesz miała po prostu wielki problem. nikt na pewno cie nie zaakceptuje a akceptacja jest przeciez podstawą w udanym związku

dominika248
18-05-2007, 13:26
to nie brak wyrzutów sumienia czy złamany kręgosłup moralny to czysta naiwność...zakochane kobiety są naiwne, ale najbardziej są naiwne te które są zakochane nieszczęsliwie w żonatym facecie. ja jestem jedną z tych naiwnych, choć nie czekających na zmianę...

dominika10
18-05-2007, 13:41
kazdy ma wybor i sam podejmuje decyzje ci mezowie co zdradzaja czy tez zony to nie oni sa ofiarami tylko te dwie strony obok nich!!!! bo to własnie oni podejmuja decyzje odejsc czy zostac i nikt im noza do gardła nie przykłada

kotek23teXkocham
18-05-2007, 13:44
Dlaczego tak jest, że kochamy tych, których nie mozemy miec...Dlaczego miłość tak bardzo rani...

dominika10
18-05-2007, 14:15
musi ranic abysmy mogli dowiedziec sie jaka jest piekna ale ja tez bym wolała by było zawsze dobrze i miło

moniadr
18-05-2007, 14:17
Do dominiki

Bzdura....tyle ci powiem, gdybys sie nie zgodzila na bycie ta "druga" nie byloby zadnej zdrady... Jak tu ktos napisal "do tanga trzeba dwojga"... Decydujesz sie na to wiec tak samo odpowiadasz za zranienie zony jak maz ktory zdradza, wiec prosze cie nie rob z siebie ofiary bo to jest zenujace...

dominika248
18-05-2007, 16:18
mam wrażenie że niektórzy wchodzą na to forum by podogryzać trochę innym, głównie tym które niestety nie stworzyły normalnego związku i z tego powodu są nieszczęśliwe. Z tego co wiem to tytuł tego wątku brzmi: "jestem kochanką", a nie dogryź i oceń kobiety które zdecydowały się na życie w trójkącie.

niezapominajka
18-05-2007, 16:23
może i jestem złośliwa ale muszę to powiedzieć. ŻYCZĘ WSZYSTKIM KOCHANKOM ŻEBY KIEDYŚ ZNALAZŁY SIĘ PO TEJ 2 STRONIE

kasia81
18-05-2007, 17:33
A Ja Wam Powiem , Ze Moim Zdaniem Milosc Nie Wybiera, Oraz Ze Nie Zawsze Mamy Na Nia Wplyw, A Raczej Wpływ Na To W Kim Się Zakochujemy. Bo Przeciez Nie Jest Tak, Ze Powiem Sobie W Kim Mam Sie Zkochac I Tak Ma Sie Stac!
Drugą Sprawą Jest Fakt, Ze Mamy Wybor I O Tym Z Kim Sie Wiazemy Decydujemy Sami.
Więc Nie Można Jednostronnie Oceniać Aani Kochanek, Ani Zdradzających, Ani Ich Małżonków. Pozatym Każda Sprawa Wymaga Indywidualnego Podejścia Bo Jest Różna.
Jak świat Istnieje, Zawsze Byly Tego Typu Zdarzenia.stety Albo Niestety

kotek23teXkocham
18-05-2007, 20:24
NIEZAPOMINAJKA-ale to nie jest tak, ze my chcemy i specjalnie wkradamy sie w czyjeś juz ułożone życie-często bywa tak, że o żonie dowiadujemy się po fakcie-kiedy już mocno kochamy i jesteśmy przez niego kochane i nie umiemy skończyc tego. dlatego takie życzenia są nie na miejscu. I NIE ZAWSZE JESTEŚMY KOCHANKAMI!!!

marta7910
19-05-2007, 01:48
to prawda, ze o zonie dowiadujemy sie czesto pozniej, ale czasem na tyle szybko jak to bylo w moim przypadku by miec sile to jeszcze zakonczyc , tylko nie zawsze chcemy i sie oszukujemy ze bedzie dobrze , a moze jednak ze mna zostanie , tez takie mysli mialam , odmawilam ale ciagle sie spotykalismy , tak bardzo lubilam jego towarzystwo ze nie moglam sobie tych spotkan odmowic , ale nic miedzy nami sie nie wydarzylo ( mysle o seksie ) nie dopuscilam do tego , i ciesze sie z tego , bo potem poznalam jego zone i synka ...

Anukis
19-05-2007, 16:53
Wszyscy jacys tacy zlosliwi! Zony atakuja kochanki i odwrotnie.Tylko co jakis czas wlacza sie ktos rozsadny i probuje zalagodzic sytuacje. Troche wiecej empatii po obu stronach prosze.Mam jedno jeszcze do dodania: moze przestalybysmy traktowac mezow, jak rujne psy i zaczely wymagac od nich troche wiecej? Nie wszystko da sie wytlumaczyc nadcisnieniem w pewnym organie

kotek23teXkocham
19-05-2007, 19:03
No niby prawda, że mamy siłe to zakończyć-ale przecież jak trudno jest zrezygnować z miłości-powiedziec komuś kogo kochamy NIE. No ,między mną a nim...tez do nieczego nie doszło a znamy sie juz prawie rok, dlatego mi tym bardziej trudno skończyć, bo nie czuje sie zwykłą kochanką, którą on potrzebuje dla odmiany ale kimś więcej. I tym bardziej ciężko mi zerwać z nim kontakt-chociaż powinnam-tak by było prościej- ale on do tego ciągle mi powtarza, że mnie kocha....

zenia_mi
19-05-2007, 19:51
czy żadna z tu wypowiadających sie kochanek nie zdaje sobie sprawy że prędzej czy później stanie się tą zdradzaną?? jeśli facet zdradza jedną, i nawet tą jedną zostawi dla drugiej, to prędzej czy później zacznie zdradzac tą drugą.. tak działa samczy mózg, podnieca ich to co zakazane ;] potem was też zacznie zdradzać.. boi wy też staniecie sie tą nudną żoną czy konkubiną. Niestety taka prawda więc nie wiem czy warto zabijać sie o cudzego męża.. bedzięcie sobie pluć w brodę.. zapewniam was

kotek23teXkocham
19-05-2007, 19:57
Nie każda z nas jest kochanką-ale nie musisz wierzyć i żadna z nas nie zabija sie o cudzego męża. Widocznie Tobie łatwo przychodzi rezygnować z miłości-bo nam nie wszystkim to wychodzi...

kotek23teXkocham
19-05-2007, 20:27
swoją droga jak ktoś, kto radzi mężatce spotkać się z facetem z czatu (prawda zenia mi), bo coś sie psuje w małżeństwie, mówi nam jakie to my jesteśmy naiwne, że wierzymy w jego miłość. widze, że wystawiasz wiele postów, ale bądź konsekwentna w sowich wypowiedziach-czy tamta kobieta nie robi tego samego????

Anukis
19-05-2007, 23:23
kotek23... Daj sobie spokuj z facetem-jesli moge ci doradzic.Nie znam goscia, ale z tego co pisalas nie podejmuje samodzielnie decyzji. Wyglada na to, ze daje sie niesc z pradem. Uprawia seks z kims kogo nie kocha (jak twierdzi), potem zeni sie, bo wpadla (dlaczego sie nie zabezpieczyl?) i na koniec nie uprawia sksu z kims kogo kocha (jak twierdzi).Cos z nim nie tak.

kotek23teXkocham
19-05-2007, 23:38
Anukis-pewnie masz racje-raczej napewno. a to czy mnie kocha nie wiem naprawde,(to tylko słowa) i nie bede zapewniała ze tak jest, bo nie wiem... tego tak do konca zadna z nas nie wiem, bo gdyby kochali to czy nie chcieliby być z nami... Tylko Anukis mi jest naprawde trudno z nim skończyć, trzyma mnie to wielkie uczucie i przyznaje sie do tego ze nie potrafie powiedzieć KONIEC. bo wiem ze strace coś wielkiego...
Dziekuje wszystkim za to ze nie jestem potepiana ale zrozumiana

kotek23teXkocham
20-05-2007, 00:24
Wielu ludziom radzi się - odejdz jeśli nie kochasz, marnujesz sobie życie w tym związku, jeszcze możesz byc szczęśliwy- a co mają zrobić osoby takie jak ja, które muszą odejść bo kochają, kogoś kto jest juz w związku.

Sobota-znowu sama, on pewnie gdzieś na imprezie z nią świetnie sie bawi :((( i pewnie nawet nie pomyśli przez chwile o mnie, a jednak dalej w tym brnę, chociaż to tak bardzo boli.

Czasami to chciałabym, żeby ktoś za mnie podjął decyzje a najlepiej mnie stąd zabrał-ale czy ucieczka to dobre wyjście? Może na pewien czas, ale kiedys trzeba wrócić...

Anukis
20-05-2007, 00:33
Daleka jestem od stwierdzenia, ze mam racje-to tylko moje przypuszczenia. Z twojej potrzeby akceptacji i zrozumienia wnioskuje, ze brak ci poczucia wlasnej wartosci. To jest z kolei przyczyna tego, ze wpadasz na takich facetow. Nie mowie tego zlosliwie-raczej z wlasnego doswiadczenia.Mysle, ze zaslugujesz na kogos, kto bedzie cie kochal otwarcie i szczerze.Nie musisz zadowalac sie namiastka uczucia. Jak kochac to dusza i cialem. Zycze wszystkiego naj...naj...Mi sie udalo

marta7910
20-05-2007, 00:39
no widzisz ,sama sobie odpowiadasz na niektore watpliwosci , on teraz sie bawi a ty siedzisz sama w domu , on jest z inna kobieta z ktora bedzie zawsze w soboty, w rozne inne uroczystosci a ty w tych momentach bedziesz sama , ja wiem uczucia sa silniejsze od nas i nie mamy sily z nimi walczyc , ale czasem warto bo moze czeka ktos na ciebie , ktos warty twoich uczuc i twojego czasu ... powodzenia

kotek23teXkocham
20-05-2007, 00:43
Naprawde masz rację, bo ja coraz bardziej odczuwam, że mam niskie poczucie własnej wartości, do tego zaczynam sie czuć nieatrakcyjna. I powiem szczerze, że tez miałam wcześniej nawet 2 propozycje "bycia kochanką" od żonatego (21 lat starszego) i kilka lat starszego ale potrafiłam odmówić. A co sie stało teraz nie wiem, być może gdyby mi powiedział od razu, że ma żone to... a być może przegrałam z miłością.
Dzieki bardzo i ja również życze szcześcia.

kotek23teXkocham
20-05-2007, 00:56
marte79-Tylko najgorsze jest to, że sama sobie odpowiadam, ale nic w tym kierunku nie robię. Ale dużo mi daje to że pisze na tym forum, a moje posty nie są obojętne-DZIEKI za wsparcie i za to, że nie jestem sama.

marta7910
20-05-2007, 01:05
nic nie robisz , ale zdajesz sobie sprawe i to jest polowa sukcesu ... zaczyna sie od przemyslen moze w koncu przejdziesz do czynow ... na to zawsze potrzeba czasu ...

Anukis
20-05-2007, 01:26
Kotek nie bardzo chcialam o sobie pisac ,ale mysle, ze moze ci to pomoc.Po nieudanym zwiazku, z ktorego wyszlam z nadszarpnietym poczuciem wlasnej wartosci poznalam ,,ideal". Moglam z nim o wszystkim pogadac, bylo dla niego wazne co mysle, co czuje. Godzinami moglismy rozmawiac. Wiedzial o moim poprzednim chlopaku.Byl wyrozumialy i cierpliwy.Wydawalo sie ,ze to ten jedyny. Nie rozumialam tylko: dlaczego jego koledzy patrza na mnie z taka pogarda.Dowiedzialam sie po jakims czasie, ze byl zonaty.Nie bylam z nim w luzku-jak ty.Przepraszal i blagal, ze kocha, ze zona nie rozumie itp.Zerwalam, ale bylo mi ciezko. Ktos kto od poczatku klamie nagle nie przestanie, ale ja bylam zakochana i tlumaczylam kolesia jak moglam. Gdzies uslyszalam, ze jak chcesz poznac faceta to idz z nim do luzka. To glupie, ale wtedy czepilam sie tej mysli jak tonacy brzytwy. Pomyslalam, ze zrobie to i skoncze z nim, bo nie chce rozbijac rodziny.Naiwna bylam.Nie doszlo do skonsumowania naszego zwiazku, bo wyrzucilam go w trakcie - nie bylam w stanie.Ciagle myslalam o jego dzieciach i zonie, ale on poczul sie pewnie i wyszedl straszny cham i prostak z niego. Nie bede opisywac do czego sie posunal, ale mialam ochote zapasc sie pod ziemie. I chociz nic zlego nie zrobilam-to ja bylam to najgorsza.Dlatego daj spokuj, bo moze byc jeszcze gorzej.Facet nie gra czysto. Ja drogo zaplacilam za moja naiwnosc

bezradna
20-05-2007, 10:10
ja ma podobnie tylko ze moj ma dziewczyne w ciazy .tak naprawde to nie wiem co masz zrobic bo ja i sama tez nie wiem co mam zrobic z mim przypadkiem ,ale wydaje mi sie ze powinnas z nim powaznie porozmawiac co bedzie dale .. jesl cie naprawde kocha to... racje ma tez kaja wiem ze tez zle robimy ale co mozemy zrobic jak kochamy

dominika248
20-05-2007, 13:10
boze jak to czytam to sama się dziwie! jeden ma kobietę w ciązy, jeden spedza soboty na imprezie z żoną! mi by chyba serce pękło. łatwo jest radzić innym, ale trudniej samemu wziąć się za zmiany w swoim życiu. Skoro facet ma dziewczynę w ciązy to jasne że jej nie zostawi! a jak by ją zostawił to byłby strasznym draniem. Ja już nic z tego nie rozumiem. Zaplątanie w sieć uplecioną przez złośliwy los! zawsze można się odkochac, zawsze, tylko trzeba mieć do tego siłę! skąd ją wziąć? nie wiem...ja na początku swojego związku byłam prawie na dnie...ze złamanym sercem po nieudanym 5 letnim związku starałam się żyć tak by nie myśleć o tym co było...wpadłam w wir imprez alkoholu...studia były jakby obok mnie,,,aż tu nagle pojawił się on... obrączka lśniła na odległość. Widywałam go z dzieckiem, z żoną. Rozmawialiśmy non stop, godzinami, potem zaczęły się sms-y. Dokładnie nie pamiętam kiedy się w sobie zakochaliśmy, ale to on był chyba pierwszy. Płakał, że tego nie chce, że kocha syna nad życie i nie może się ze mną wiązać. ..cały świat przestał istnieć. Mieliśmy te same marzenia, podobnie skrzywiony charakter, te same zainteresowania, nawet okazało się ze chodzimy do tej samej szkoły... nie było odwrotu..tak wtedy myślałam. zachowywaliśmy się jak dzieci z podstawówki...ślepo wierzący że się uda...i udaje się już 3 rok. Ile łez, ile cierpień, ile szczęscia i magicznych chwil.Czasem mam wrażenie że jakby cały wszechświat działał tak byśmy byli razem. Czasem jakby magiczna siła pchała nas... niektóre obrazy żywcem wzięte z ksiązek. ale to nie wyobraźnia,to miłość. dla jednych chora, patologiczna i urojona...dla nas jedyna i prawdziwa. Nie można żyć bez miłości, nie można niekochać dlatego że potępia nas całe społeczeństwo. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Może to ma być nauczka, może to ma zmienić nas w innych ludzi. A może związek który juz tyle przeszedł, a my włożyliśmy w niego całe swoje serce i całą swoją siłę okaże się na tyle trwały by przetrwać wszystko,,,a może pryśnie jak sen gdy budzimy się rano. Każdy przypadek jest inny. Odpowiedzcie sobie czy jest nadzieja i czy mamy więcej szczęscia czy łez. Może czasem nie warto....

moniadr
20-05-2007, 13:23
Z zona tez ma dzieci....zona zawsze bedzie wazniejsza, a wy jestescie...no coz, wy jestescie tylko dziewczynami w ciazy....biedne naiwne panny....

dominika248
20-05-2007, 13:25
a ty się ciągle czepiasz... przecież to ich życie i ich naiwność. ja na szczęście nie jestem w ciązy i nie zamierzam być;) chwała bogu. ludzie tu szukają wsparcia i pocieszenia a nie ciągłego obrażania

moniadr
20-05-2007, 13:38
Jak sa wsparcia to niech sobie poszukaja normalnego faceta, ktory normalnie sie z nimi ozeni a nie wsadzaja nos w nieswoje sprawy......

dominika248
20-05-2007, 13:48
to nie kochanki wsadzaja nos w nieswoje sprawy tylko faceci wsadzają coś innego w nieswoje....cos innego;)

moniadr
20-05-2007, 13:54
Gdyby kochanki jawnie nie wystawialy tego "czegos" to facet nie mialby gdzie wsadzic...jak juz takich plytkich porownan uzywasz........

moniadr
20-05-2007, 14:02
Jak ten dran moze sie bawic spokojnie ze swoja ZONA na imprezie, kiedy jego biedna kochanka siedzi sama w domu, brzuch jej puchnie a ten ma czelnosc byc z zona, buahahahaaaaaaa.... nie no dobre to bylo;] Ale najlepsze jest dla mnie to ze wy wszystkie wierzycie w to co piszecie, na serio wy jestescie o tym przekonane i to jest w tym najbardziej zabawne;];]

nasteczka
20-05-2007, 19:00
Jesteście okropni !!!
Jak możecie w ogóle takie rzeczy pisać! Gdzie wasza moralność! Zachowujecie sie jak jakieś 13-latki, albo gorzej:zwierzęta, którymi kieruje jakiś chory instynkt! To ma być CZŁOWIECZEŃSTWO! NIE MA CIE PRAWA TŁUMACZYĆ SIĘ MIŁOŚCIĄ! To tak jakbyście porównywali ją do tanich pornoli, mieszali z g...!

Powiedz mi KROPELECZKO, czego Ty oczekujesz: pogłaskania po głowie, i pogratulowania ?. Jakie masz prawo UŻALAĆ SIĘ NAD SOBĄ! Nie bede pisać żadnych osdądów i ubarwiać ten tekst różnymi epitetami. To jest moje zdanie. MOJE ZDANIE! NACECHOWANE emocjami, ale zaczynam wątpić w ludzkość.. ;(

i musze wam drogie 30-stki zakomunikować, że nie jestem, ani zdradzoną, ani kochanką! (mam dopiero 18 lat, czyli zwykła nastolatka która jest DOROSLEJSZA od wielu z Was). Moi rodzice to małżeństwo z 22 letnim stażem, bardzo sie kochające. Czemu ruszył mnie Twój post? Po pierwsze mam wiele przyjaciół, których rodzice się rozwiedli. Widziałam ich ból i cierpienie. Widziałam to. Narkotyki, problemy w szkole, ucieczki z domu. I NIKT Z WAS NIE MA PRAWA MI MÓWIĆ, ŻE TO BYŁO DOBRE. Możecie powiedzieć: TO NIE WINA KOCHANKI. Owszem, nie tylko kochanki, ale i faceta-świni, który własne dzieci zabija, w tym momencie. Wiecie co to jest DDRR ? Może sobie troche uzupełnijcie wiedzę!

Pewnie zaraz ktoś mi napisze: NIE OSĄDZAJ, BO NIE WIESZ CO CIĘ W ŻYCIU SPOTKA!
Otóż wiem, mam swoje zasady i nigdy przenigdy, nie zakocham się w żonatym/zajętym facecie, jak jakaś napalona 13-stka w gwiazdorze filmowym. Nie rozumiem tych wszystkich kobiet które stosując swoje hedonistyczne poglądy, niszczą innym życie.

"Co Cie obchodzi ta baba w szpitalu ?" Udowodnij swoje człowieczeństwo. Nawet ludzie pierwotni mieli zasady.

Wstyd mi za Was ;(

P.S. A propo, nie trzeba mieć wielkiego doświadczenia życiowego żeby znać tak podstawowe prawo jak: nie krzywdzić innych ludzi. Żadnego, bo już 3-latki potrafia odróżnić dobro od zła. A TO JEST ZŁE. Tylko szubrawcy tłumaczą to MIŁOŚCIĄ.

żałosne. Niestety, zdaje się tylko moje zdanie :<

kotek23teXkocham
20-05-2007, 19:43
marta 79, Anukis-nie było mnie cały dzień w domu-ale za to miałam dużo czasu żeby przemyśleć to co mi napisałyście. I chociaż nie powiem, że zerwie z nim kontakt całokwicie, bo jeszcze nie jestem w stanie, to jednak myślałam o tym wszystki i postanowiłam, że nie spotkam sie z nim już. Mam nadzieje, że to na początek wielkiego końca wystarczy i mam nadzieje ze znajdę wkońcu w sobie tyle siły, żeby wszystko wogóle zakończyć. Naprawdę dużo mi dały wasze posty-powoli nabieram sił, żeby jakoś to skończyć, pewnie to troche potrwa, ale już zaczynam myśleć o tym. Bo ile można tak życ, a małżeństwa nie chce im rozbić-bo napewno nie czułambym sie z tym dobrze.

DZIEKUJE WAM!!!

kotek23teXkocham
20-05-2007, 19:49
przykre jest to ze tak młoda osoba jak NASTECZKA ma już o nas takie zdanie. To nie jest forum, które ma potepiąć czyjeś czyny-źle trafiłaś. Aha i nigdy nie mów nigdy-bo nie wiem jak można mówić: ja nigdy sie nie zakocham w żonatym, czy żonaty facet różni sie od innych-nie jest takim samym człowiekiem jak inni. więć pomyśl zanim coś powiesz, bo nigdy nie wiadomo co Cie w życiu spotka-możeś sie zakochać i nie wiedzieć w kim, a on sie okaże żonaty.... i zobaczysz co to znaczy, jak to boli, bo najłatwiej jest osądzać kogoś.A i ja tez tak zawsze mówiłam, że nigdy w sie nie zakocham w żonatym...a jednak KOCHAM.

kotek23teXkocham
20-05-2007, 19:58
bezradna-nie wiem co ci poradzic, bo wsumie on ma z nia dziecko a jednoczesnie jest z Tobą, nie chce go osądzać, ale facet trochę jest...skoro spotyka sie z Tobą a tu dziecko w drodze. Myśle, że to on powinien zdecydować i jeżeli cię kocha to będzie z Tobą, a jezeli bedzie szlachetny "jak mój" to ożeni sie z nią i będzie trwał w tym związku. Dlatego myśle, że powinnaś sobie wszystko przemyśleć-skoro to tylko jego dziewczyna, to mógł z nią zerwać, jak spotkał Ciebie. a teraz będzie miał dziecko i ożeni sie z nią a Ty będziesz zawsze na drugim planie-tak jak każda z nas, niestety...

Anukis
20-05-2007, 20:29
witam kotku. Nie przejmuj sie nastka- to taki wiek, ze wszystko albo biale, albo czarne.Zeby to bylo wszystko takie proste!

Anukis
20-05-2007, 20:35
Ja nie bylam kochanka, bo do tego nie doszlo, chociaz za taka pare miesiecy uchodzilam.Jestem zona i nie potepiam cie.To takie proste pozbawic kogos kregoslupa moralnego, bo postapil tak, a nie inaczej.

kotek23teXkocham
20-05-2007, 20:37
Aukis-no wsumie masz racje, ale nie rozumiem jak ktos moze nas tak oceniac i dlatego musze wtracic swoje. mam nadzieje ze przeczytałas moje dzisiejsze posty,nie tylko z tej strony, bo jest w tym, co powoli zamierzam też i Twoja zasługa...naprawde dużo mi pomaga, ze moge sie przed wami wygadac i do tego nie jestem potępiana, bo to dowieczny problem, ze jesteśmy kimś gorszym bo kochamy zonatego...

kotek23teXkocham
20-05-2007, 20:41
No ja jeszcze jestem w takiej sytuacji, że nikt nie mówi,narazie-ale wszystko do czasu, alebo nie wiem ze mowia, bo wsumie mało sie z nim ostatnio widuję, ale jednak gdy widze go z nia, to chyba najgorszy ból jaki kiedykolwiek doznałam.

Anukis
20-05-2007, 20:47
Czytalam z tego forum, bo dopiero weszlam.Dzieki z mile slowa.Troche sie przestraszylam, czy aby napewno dobrze zrobilam,ze radzilam. To co napisalam bazuje na moich doswiadczeniach, ale wydaje mi sie, ze tak bedzie lepiej dla ciebie. Jestem zdradzona zona, w momencie kryzysu malzenskiego. Wiem tez z tej drugiej strony, jak to jest.Jestesmy dalej razem i nie zaluje, ze wybaczylam- takze i jej, bo wiedziala,ze zonaty i dzieciaty

kotek23teXkocham
20-05-2007, 21:01
Przykro mi i mam nadzieje, że jakoś sie ułoży.Teraz az mi głupio, bo sie użalałam nad sobą, jaka to jestem nieszczęśliwa, a przecież jestem taka sama kobietą, jak ta która pozwoliła na to żebyś cierpiała. A to, że radziłaś to jest ok i naprawde mi to pomoga, czuje coś takiego jakbym powoli nabierała sieły-wkońcu musi do mnie dotrzeć że to nie ma sensu, takie związki to tylko krzywdzenie siebie nawzajem, a najgorzej dzieci. Ja tez kiedys wybaczyłam zdrade i walcz o swoje małżeństwo i rodzine.

marta7910
20-05-2007, 21:12
ciesze sie ze pomalu dochodzisz do takich wnioskow i podejmujesz pierwsze kroki , nie bedzie latwo , ale czy ktos mowil ze bedzie ? jak piszesz nie chcesz rozbijac rodziny , zle bys sie z tym czula tak wiec to wszystko przemawia za tym zeby to skonczyc ...
dziwia mnie niektore posty , kochanką nie zostaje sie samemu do tego potrzeba drugiej osoby i to on zdradza a nie ty , ale taki los kochanek ... no coz moze warta nia nie byc ? powodzenia w postanowieniach :)

Anukis
20-05-2007, 21:12
Dzieki. Nie musi ci byc glupio.Pamietasz, sama o malo nie wpakowalam sie w taka sytuacje. Nie zamierzam cie oceniac, czy potepiac. U nas jest juz dobrz, nawet bardzo. Uczucie, ktore nas laczy bylo na tyle silne, ze przetrwalo. Byl i jest moja najwieksza miloscia i minelo juz sporo lat (7) od tamtego czasu. Poza tym tamta kobieta tez cierpiala, bo sie zakochala, a tego nie miala w planie.

Anukis
20-05-2007, 21:20
marta79. Naprawde ciezko jest powiedziec, kto mniej winny, a kto bardziej. Wiele tych kobiet nie wie od poczatku, ze ma do czynienia z zonatym facetem. Masa zonkosi rusza na podboj bez obraczki. Wielu jest mistrzami w oszukiwaniu i stwarzaniu pozorow. Trudno kazdego nowo poznanego faceta legitymowac. Zloszcza mnie tylko baby, ktore z premedytacja podrywaja zonatych, bo bawi ich rywalizacja i chodzi o zdobycz.

kotek23teXkocham
20-05-2007, 21:26
Pamiętam jak pisałaś. Wiesz co teraz mnie jeszcze bardziej to buduje, żeby skończyć, bo przecież i tak miłość zawsze wygra-a jego słowo kocham, to tylko słowo, a ja sie tylko męcze czekając na jego chwilke dla mnie. Tylko żeby ta siła u mnie była, kiedy on do mnie napisze, albo zadzwoni...

Naprawde super z Ciebie babka, bo pomimo tego nie potępiasz jej ani zadnej z nas i do tego jej wybaczyłaś-Twój mąż to wielki szczęściarz

Anukis
20-05-2007, 21:30
Zreszta, co my mozemy na to poradzic.Mozemy tylko liczyc na lojalnosc partnera i jego milosc. Z kazdym rokiem beda sie pojawialy mlodsze, ladniejsze itp. Oczu mezowi nie wydlubiesz. Zwalanie winy na inne kobiety to duze uproszczenie. Poza tym nie chcialabym chyba byc z kims, kto mnie juz nie kocha i permanentnie zdradza.

Anukis
20-05-2007, 21:33
Dzieki kotek, ale to nie bylo takie proste i troche trwalo. Gdybym ja wtedy spotkala...

kotek23teXkocham
20-05-2007, 21:39
hmm to...domyślam sie heheh no tak, jednak z czasem czlowiek zawsze inaczej patrzy na wszystko-ja zeby wkoncu coś zrozumieć (to dopiero niewiele, ale już coś) potrzebowałam roku. przyznam sie, że jak ją spotykam czuję lęk, że ona już wie i zrobi mi afere, nawet jak on do mnie dzwoni, zanim odbiore czuje strach, czy to czsem nie ona, bo wiem co może zrobic kobieta w takiej sytuacji.

Anukis
20-05-2007, 21:48
nie jestem aniolem, ale nienawisc zniszczylaby mnie i moj zwiazek. Dlatego postanowilam,ze nie pozwole na to. Szczerze powiem, ze i dzis nie chcialaby jej poznac, chociaz nie zycze jej zle. Jestem wolna. To moze przytrafic sie kazdemu i kiedy czytam pelne nienawisci slowa pod adresem tych 2-gich, to mysle, ze nie potrzebujemy do tego mezczyzn same wykanczamy sie najlepiej nawzajem.

marta7910
20-05-2007, 21:57
anukis , ja wiem ze czesto nie wiemy ze ma zone , hm ja tez nie wiedzialam , i nie oceniam winy kto bardziej a kto mniej , stalo sie...

kotek23teXkocham
20-05-2007, 22:02
prawda, bo niektóre posty tu są takie, że szkoda mówić-jesteśmy zmieszane z błotem a nawet i gorzej, to tak jakbysmy niewiadomo w kim sie zakochały. To prawda, że nienawiść niszczy, ale trzeba pamiętać, że prawdziwa miłość zwycięży ponad wszystko...

Anukis
20-05-2007, 22:08
Sorki Martus, chyba mi sie cos pop...Wydawalo mi sie, ze jestes z frakcji zon zdradzonych;)

kotek23teXkocham
20-05-2007, 22:09
marta79-chyba nie warto byc kochanką, bo co to za uczucie, jak bedzie nam dobrze chwile, a potem on wraca do niej znowu. własnie jestem na dobrej drodze, zeby to urwać, pomalutku zaczynam myśleć, rozumieć, ale czy straczy mi sił...tego nie wiem, mam nadziej ze tak bedzie i wytrwam...

Anukis
20-05-2007, 22:11
Niektorym sie wydaje, ze po slubie (zwlaszcza koscielnym) maja wylacznosc na chlopa do grobowej deski- daj im panie boze, ale chlop to tz czlowiek i czuje, albo juz nie.:)

marta7910
20-05-2007, 22:19
czasem to chyba tak niestey jest , ze jak slub to juz nic nie moze sie zlego zdarzyc , zaobraczkowany i tyle i moj , a to chyba nie jest tak , hm ? ja jeszcze nie wiem ...

kotek23teXkocham
20-05-2007, 22:25
a ja gdzieś słyszałam-jakiś psycholog chyba mówił, że to właśnie zaobrączkowani mają największe "wzięci" u kobiet szukających przygód, ale czy tak jest, hmm trudno powidzieć

eenia
21-05-2007, 11:21
Kropelko ja byłam ta druga przez 14 lat!!!Było cudownie, czekałam tylko na niego tracąc kontakty z przyjaciółmi, rodziną bo nie wszyscy wiedzieli lub nie aklceptowali takiego związku. On był czuły, porzadny i było wspaniale....az ktoregos dnia okazało sie ze od zony odejsc nie moze a nawet zająć sie nią musi bo tak bardzo jest chora.Czekałam,płakałam i wspólczułam...umarła...i sie zaczął nasz koszmar...poczucie winy jego ze tak mało czasu jej poswięcił, ze mało powiedział az ja zaczęłam wierzyc ze moja wina tez jest....nie mogłam,nie umiałam albo nie chciałam sie wyplątac z tego juz chorego związku.Wreszcie kolezanka zaprosiła mnie do N.Jorku i tam zostałam rok a po roku wrociłam odmieniona a on juz z inną....minęlo od tamtej pory 10 lat i dopiero o tym zwiazku mysle spokojnie bez bólu w sercu.Mam tez u boku wolnego mężczyznę ktory spedza ze mna święta, sylwestra, weekendy i wakacje.Tak jest od 3 lat. Zycze Ci z całego serca duzo siły,miłosci i szczescia

dominika248
21-05-2007, 15:03
idą wakacje...która z nas spędzi je ze swoim ukochanym? jak poradzić sobie z myślą ze on może być z nią, gdzieś daleko...i my możemy tylko zastanawiać się co robią i czemu nie dzwoni... ja bym chyba tego nie zniosła... życze wam byście podobnie jak ja mogły spędzić gorące lato ze swoją 2 połówką.

niezapominajka
21-05-2007, 15:17
zgadzam się z dominiką w 100 % :-)

dominika248
21-05-2007, 15:23
wakacje, święta, sylwester.... boże ile to trzeba mieć nerwów i cierpliwości...ale dziewczyny nie dajcie się,,,albo rybki albo cipki;) albo jadą z nami na wakację , albo z żonką...albo idziemy na kompromis raz jedna raz druga...a może pojedziemy we trójkę;)) żart

dominika10
21-05-2007, 15:52
tak to jest sraszne jak go nie ma przy tobie w swieta,sylwestra w nocy jak cos sie dzieje wiecie ja to przezyłam i to jest tak ze my sie na siłe nie nazucamy a oni i tak przychodza a my to z bulem i zarazem radoscia w sercu przyjmujemy ANKUS masz racje ze to my na wzajem sie wykonczymy czy tez niektorzy tu niz ci faceci pamietajcie ze w tych ich małzenstwach nie moze byc cukierkowo skoro on szuka pocieszenia i zazwyczaj nie przedstawiaja sie "czesc jestem adam i mam zone" tylko udaja kogos kim naprawde nie sa!!!! I zycze aby te drugie nie czuły sie winne i czerpały z tego zwiazku tyle szczescia ile zdołaja ale nie zamykajcie sie w domach jak ich nie ma w sobotni wieczor spotkajcie sie z przyjaciołmi.A zonom moge doradzic by bacznie ich obserwowały bo tak naprawde to na nich trzeba uwazac tylko wielka szkoda jak w to wszystko sa zamieszane dzieci na moje szczescie w jego zwiazku ich nie było

dominika10
21-05-2007, 15:57
a nastolatka naprawde musi troszke przezyc by moc cos na ten temat powiedziec bo zycie ma wiele barw a nie tylko dwie
PS.ale kobiety w ciazy ktora dowiaduje sie o kochance to mi szkoda i tu jeszcze bardziej pogłebia mi sie złosc na tego faceta a nie na kochanke bo kazdy pragnie szczescia i gdy je ma to ciezko z niego zrezygnowac

lara
21-05-2007, 16:30
Takie zycie!!!! Dlaczego ona nie moze myslec o sobie i swoim szczesciu tylko o szczesciu jakiejs baby??
To ona zle trafiła ze ma faceta ktory ja zdradza, a moze to jest jej wina bo nie potrafi mu dac szczescia i radosci w zwiazku!!!
Taka jest prawda - gdyby mezczyna z ktorym masz romans był zaspokojony i zadowolony ze swojego zwiazku z zona w 100% nie pchał by sie w jakies inne!

Ja co prawda nie rozbilam malzenstwa ale 6 letni zwiazek mojego obecanego chclopaka - nie zaluje :)

Kobieto niezłe lanie od innych żon by ci się przydało. Ty jesteś zwykłą szmatą! Nie można spać z żonatym mężczyzną. Jesteś za mała i za głupia żeby zrozumieć co to święty sakrament małżeństwa, ale dla niektórych to świętość. Człowiek czyni grzech przeciwko sobie i tej parze, do której życia wkracza. A argumenty pt. "Takie życie" są cyniczne i nic niewarte. Daj spokój temu facetowi i jego żonie. Jesli ich zwiazek nie jest w najlepszym stanie i on cie tak wielbi, to znaczy, że brakuje mu tego w jego małżeństwie i nie potrafi do tego uzyskać od żony. Ale będąc z żoną, wie, że to od niej chciałby poczuć to ciepło i miłość. I idę o zakład, że mądra żona, która kocha męża i traktuje go dobrze, ma ogromną przewagę nad nic niewartą kochanicą. A jeśli masz ochotę spełniać rolę próbówki na spermę i grać w tanim teatrzyku emocjonalnym to proszę bardzo. Ale pamiętaj - zawsze będziesz gorsza, zawsze będziesz ta druga, w cieniu, nic nie warta, rozbijaczka małżeństw. Ciekawe który facet by cie zechciał wiedząc o tobie takie rzeczy... Jesteś niczym prostytutka, tylko że bez kasy...

lara
21-05-2007, 16:36
Kobieto niezłe lanie od innych żon by ci się przydało. Ty jesteś zwykłą szmatą! Nie można spać z żonatym mężczyzną. Jesteś za mała i za głupia żeby zrozumieć co to święty sakrament małżeństwa, ale dla niektórych to świętość. Człowiek czyni grzech przeciwko sobie i tej parze, do której życia wkracza. A argumenty pt. "Takie życie" są cyniczne i nic niewarte. Daj spokój temu facetowi i jego żonie. Jesli ich zwiazek nie jest w najlepszym stanie i on cie tak wielbi, to znaczy, że brakuje mu tego w jego małżeństwie i nie potrafi do tego uzyskać od żony. Ale będąc z żoną, wie, że to od niej chciałby poczuć to ciepło i miłość. I idę o zakład, że mądra żona, która kocha męża i traktuje go dobrze, ma ogromną przewagę nad nic niewartą kochanicą. A jeśli masz ochotę spełniać rolę próbówki na spermę i grać w tanim teatrzyku emocjonalnym to proszę bardzo. Ale pamiętaj - zawsze będziesz gorsza, zawsze będziesz ta druga, w cieniu, nic nie warta, rozbijaczka małżeństw. Ciekawe który facet by cie zechciał wiedząc o tobie takie rzeczy... Jesteś niczym prostytutka, tylko że bez kasy...

To się odnosiło do "kropelki"

dominika248
21-05-2007, 17:06
ładnie ładnie...normalnie kółko różańcowe... tylko to Bóg ją osądzi nie ty. Skoro ktoś rozbija ten święty sakrament to napewno nie jest to kochanica. Czy to że ktoś brał ślub daje mu klatkę na całe życie?? Boże!! średniowiecze conajwyżej renesans... może niektórzy oświecenie... nie wszystkie małżeństwa są udane i nie we wszystkich trzeba trwać. To nie jest wina ani faceta ani kobiety,,,wina zawsze leży po obu stronach i to obie strony mogą podjąć decyzję o małżęństwie.Małżeństwo nie może być karą dla tych ludzi. Ma dawać spełnienie i poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli ludzie oddalają się do siebie i wybierają życie z kimś innym z miłości do tej 2 osoby to czemu mamy ich potępiać? Albo czemu potępiać dziewczynę która się zakochała?Nie mowie tu o spotkaniach raz w tyg na sex- bo to nie jest związek tylko układ. Mój ojciec pozanał moją mamę będą w małżeństwie, lub na jego końcu. Miał syna i żonę,,,na papierze. Nie rozwiódł się bo pojawiła się moja mama, tylko rozwiódł się bo tak chciał on i jego żona. Zostawił syna,,,którego stracił przez ogarniczenie kontaktu ze strony matki. Cała rodzina mojej matki była bardzo przeciwna temu związkowi...facet z gitarą, bez pracy i z żoną i dzieckiem w tle...ale moja mama sie nie poddała i mimo trudów trwała przy moim ojcu...i trwa już 30 rok...chodzą za ręke po parku jak zakochani a zjami zawsze się smieją ze znów widzieli młodą parę w objęciach. Czy miał tkwić w małżenstwie gdzie nie było mu dobrze, czy może miał wybrać swoje szczęcie. A brat utrzymuje kontakty z tatą i wszyscy są happy...

dominika10
21-05-2007, 17:58
ja tez uwazam ze nalezy konczyc zwiazki w ktorych czujemy sie nie szczesliwi kazdy ma prawo do szczescia i nie mozna oceniac tu zadnej kobiety bo pisza tutaj by otrzymac wsparcie wygadac sie mozemy tylko wyrazac swoja opinie ale uwazajmy na słowa by nikogo nie obrazic

kotek23teXkocham
21-05-2007, 17:58
miałam wielkie wiare w to, że teraz z nim skącze, poczułam w sobie siłe, że nie chce już dłużej czekac na ten moment kiedy on będzie miał czas-zrozumiałam, że musze wszystko zmienić i co-dziś poległam, jak go przypadkiem zobaczyłam. znowu zabrakło mi siły żeby to zrobić, a on jak na złośc dziś sie duzo do mnie odzywa i jest milutki, tak jakby czuł, że coś sie niedługo z naszym "związkiem" się stanie. pewnie znowu minie troche czasu, aż sie zbiore do tego żeby chociaż postanowić sobie, że czas skończyć.
ZNOWU UCZUCIE WZIĘŁO GÓRĘ NAD ROSĄDKIEM...

moniadr
21-05-2007, 18:22
Was juz nie mozna obrazic bardziej niz sie same obrazacie wlazac z butami w czyjes zycie............................................ no coz w tych czasach rzeczywiscie pojecie "swiety sakrament malzenstwa" jest warte tyle co nic.... ale na szczescie nie dla wszystkich, a to ze zona mu nie daje szczescia widocznie wiec zdradza jest tak absurdalnym argumentem ze sama sie sobie dziwie poziomem waszej elokwencji...... jestescie wszystkie mlode, macie wiec czym "dziure zapchac" i w sumie chyba tylko tego trzeba facetom, swierzych jedrnych cial ale i to sie kiedys skonczy, a wtedy staniecie przed tym samym zagrozeniem co te biedne zony.......... jak juz facet raz decyduje sie bez skrupulow na cos takiego to bardzo prawdop ze zrobi to po raz kolejny.........

Ale to wasz wybor............................................. ......... i nie obrazaj moja droga kolek rozancowych, jak nie masz poszanowania do malzenstwa to chociaz zostaw te biedne staruszki w spokoju......................

dominika10
21-05-2007, 18:24
czesto tak bywa i nie tylko w tych "naszych trudnych" zwiazkach ale i w tych "zwyczajnych" jak bedziesz gotowa i dojrzejesz do tej decyzji to dasz rade

dominika248
21-05-2007, 18:54
nie mam poszanowania do ograniczenia ludzkiego wynikającego z chęci poniżenia kogoś za jego wybór. Widzę, że niektórzy wchodzą tu tylko by oceniać innych. A jeżeli już idziemy w strone wiary i kościoła to z tego co mi wiadomo należy kochać ... jedyne co jest w życiu warte to miłość...i to my oceniamy czy kochamy a nie ktoś obok nas,,, skoro miłość jest najważniejsza to chyba nieudany związek małżeński nie jest ...każda miłość wygasa, zmienia się, przekształca... ale jeżeli wygasa to po co tkwić w takim małżeństwie? i czy o to chodzi by trwać w czymś pozbawionym uczucia?KAŻDY MA PRAWO DO SZCZESCIA

dominika10
21-05-2007, 19:12
osadzacie te zwiazki i mowicie o nich ze sa odrazajace ale te niby normalne potrafja byc czasem gorsze od tych stworzonych w nieco inny sposob niz do tego przywyklismy łatwo mowic ze tak czy inaczej by sie nie zrobiło jesli nie jestesmy w danej sytuacji teraz mozecie tylko spekulowac ale czesto nie trafnie!!
i dajcie spokuj skoro nie macie nic pozytecznego do powiedzenia to po co piszecie my tu dyskutujemy a nie obrazamy!!!

Anukis
21-05-2007, 19:15
Nie wiesz po co tkwic w takim zwiazku dominika :D , bo tak ksiadz kazal. Bezpiecznie jest robic co czarna mafia powie, bo samemu ruszyc kregoslupem ciezko. Tylko te wszystkie dewoty po za nierozerwalnoscia malzenstwa(ktora ustalil kler nie bog) nic innego z kosciola najwyrazniej nie wyniosly. Gdzie milosc blizniego? Masz kochac nie tych, co postepuja tak jak ty, ale i wrogow. Gdzie tolerancja i nie osadzanie, by nie zostac osadzonym i wiele, wiele innych pieknych zasad, ktorymi powinny sie kierowac nasze obraczynie malzenstwa - lara i moniadr. Zamiast tego ziejecie jadem.Pfuj... i jakie przy tym ordynarne
:rolleyes:

dominika10
21-05-2007, 19:28
ciekawa jestem czy ich sumienia sa takie krystaliczne ze sie odwazaja tak paskudnie wytykac je innym moze to zakonnice ja osobiscie nie lubie oceniac innych i dlatego tego nie robie ale dyskutowac bardzo prosze ale nie obrazac bo tak jak piekna mamy biblie i jej teksty tak tez piekne mamy słownictwo nie mowie by wyrazac sie kwieciscie ale choc uzywac zamiennikow pewnych słow
ps.Ankus masz racje

moniadr
21-05-2007, 19:39
Masz racje, kazdy ma prawo do szczescia, ale nie KOSZTEM INNYCH!!!!!!!!!!!!!

moniadr
21-05-2007, 19:47
Do Anukis

Powiedz o kochaniu blizniego tym wszystkim zdradzonym kobietom ktorym swiat sie na glowe zawalil........Nie no pewnie, wy tak bardzo chcecie pomoc komus w potrzebie ze leziecie z nim do lozka, niezaleznie od konsekwencji, nie ladnie jest myslec tylko o sobie, ale bycie egoista w dzisiejszych czasach jest na porzadku dziennym....chcesz obrazac kosciol i (kler) za ustanowienie podstawowych zasad moralnych prosze cie bardzo, w sumie latwiej za swoje beszczelne zachowanie obwiniac innych, bravo!! Robcie tak dalej, ale to juz oceni sam Bog (nie kosciol, bo kosciol tylko daje rade jak zyc). Mozesz sobie mowic ze jestem dewota, jak ci bedzie lzej, ale dla mnie to plytkie i zalosne.......................

Anukis
21-05-2007, 20:01
Moniadir. Gdybys sobie zadala troche trudu i przeczytala to co napisalam to bys wiedziala, ze nie bylam kochanka, a zostalam zdradzona i wiem doskonale o czym mowie, bo sama to przezylam.Kazda istota w kosmosie ma zapisane w sercu i duszy podstawowe zasady moralne. A kosciol i kler niczego nowego nie wymyslil. A ty chyba traktujesz te doktryny troche wybiorczo. Mieszkasz z chlopakiem bez slubu i nie szanujesz jego matki i nie sluchasz jej rad, pewnie seks tez juz uprawiacie?? Nie zebym to potepiala i nic mnie to nie obchodzi, ale innych pouczac to potrafisz. Chcialam ci jeszcze pokazac, ze do kazdego mozna sie przyczepic. Bat sie zawsze znajdzie. Powodzenia z przyszla tesciowa;)

Anukis
21-05-2007, 20:15
Aha! I zeby bylo jasne: nikogo nie namawiam do zdrady, czy pakowania sie w takie zwiazki, ale nie potepiam ich. Po za tym, nie uzurpuje sobie prawa do bycia autorytetem moralnym.

dominika10
21-05-2007, 20:18
no prosze jak ładnie mozna moralnosc i i doktryny koscielne przeobrazic na niekozysc innych podczas gdy samemu sie do nich nie stosujesz Moniadir
Nie istotne tak naprawde co robisz w swoim zyciu ale po co zucasz kamieniami w innych skoro sama jak widzisz nie jestes tak przykładna
poza tym nie rozmawiamy tu o kosciele tylko o czyms innym i nasz temat nie koncentruje sie na tym na czym powinien czyli na wysłuchaniu osob ktore chca cos powiedziec i nie byc ocenione

moniadr
21-05-2007, 20:22
Z tesciowa mieszkac nie musze i w sumie sobie z nia poradze bo moj facet mnie w tym wesprze....

Na kazdego znajdzie sie bat, masz racje i kazdy kiedys za wszystko odpowie.....nie jestem zagorzala obronczynia kosciola, ale pewne rzeczy mnie wrecz brzydza, bo ja sie przed slubem wyspowiadam z mieszkania z facetem, nawet z seksu i moja "wina" bedzie zmazana, nikomu tym z reszta krzywdy nie wyrzadzam.... ale wlazenie do lozka obcemu facetowi i ranienie przy tym wielu osob to jest pietno, ktore bedzie tym kobietom (kochankom) towarzyszylo do konca zycia, bo jezeli maja sumienie to predzej czy pozniej sie ono odezwie..........

Jeszcze jedno, dziwi mnie ze mimo iz zostalas zdradzona traktujesz te panny z takim poblazaniem,no chyba ze sama szykujesz sie na cos podobnego:-]

moniadr
21-05-2007, 20:25
Piszecie tutaj takie rzeczy to badzcie gotowe tez na krytyke, no chyba ze sumienie juz teraz nie daje wam spokoju:-] w takim razie bardzo was przepraszam:-]

Anukis
21-05-2007, 20:39
Ja nie traktuje ich z poblazaniem, ale niektore kobiety nie "rozbijaja" malzenstw z premedytacja. Trudno je potepiac, bo kazda jest inna i sytuacja, w ktorej sie znalazla tez. Wiele zostalo oszukanych tak samo, jak te zony. Nie sadze, ze ktorakolwiek z nich zmusila sila meza innej do seksu. Mysle, ze to grube uproszczenie obwiniac tylko te kobiety, zwlaszcza, ze cene jaka placa za to czesto jest proporcjonalna do tej, ktora placa zony. Ja osobiscie nie szykuje sie do niczego!!!! Ale nie dziwi mnie, ze to podejrzewasz... :rolleyes:

dominika248
21-05-2007, 20:55
wreszcie ktoś mądrze odpisał i wytłumaczył o co w tym wszystkim chodzi,,a skoro dla niektórych jest to takie obrzydliwe i okrutne to po co tu na tę strone wchodzi i co chwila wypisuje takie bzdury... ŚREDNIOWIECZE ... chyba wezmą nas na stos i nasze piękne młode ciałka będą sie palić i palić i palić...a taka moniadr bedzie się cieszyć że spotkała nas kara za nasze okrutne i złe czyny- tzn za to że chciałyśmy kochać i być kochane...

Anukis
21-05-2007, 20:56
"...bo ja sie przed slubem wyspowiadam z mieszkania z facetem, nawet z seksu i moja "wina" bedzie zmazana"-napisala moniadr :confused: :eek: A tak na marginesie! Bo nie o tym mowa. Te wszystkie kochanki tez moga sie wyspowiedac i ich wina tez zostanie zmazana.

moniadr
21-05-2007, 21:38
Do Anukis

Wiesz co.... jezeli wyrzadzanie krzywdy drugiemu czlowiekowi dla zaspokojenia swoich potrzeb zostanie "zmazane" nawet jezeli ta osoba nie ma w ogole poczucia ze robi zle to chyba nie masz pojecia co to jest moralnosc i "zal za grzechy"....................... CUDZOLOZENIA nie wymyslil kosciol tylko sam Bog, jak masz jakies watpliwosci co do tego to poczytaj sobie Biblie (wiesz co to w ogole jest?)

Do dominiki24

Twoje piekne zgrabne cialko juz niedlugo bedzie wygladalo jak stare prochno, mozecie sobie mnie obrazac ile chcecie, mnie to nawet bawi, bo tak na prawde nie macie nic na swoje usprawiedliwienie a zaslanianie sie "miloscia" jest po prostu bezczelne, bo z miloscia to nie ma nic wspolnego.......................

dominika10
21-05-2007, 22:19
jesli dalej ciagniemy watek 10 przykazan to po pierwsze codzołozy małzonek my ewentualnie mozemy spowiadac sie z przykazania 9 a nie wydaje mi sie bys miała pełen zal za sex przed małzenski
i przypominam ze nie ten watek nas interesuje a poza tym sumienie zostaw nam ty patrz na swoje

serduszko2
21-05-2007, 23:05
Dziewczyny-gdyby Was postawil obok siebie,to wydrapalybyscie sobie oczy a przeciez nie o to chodzi.
Kropelka,jak wiele z nas miala problem a on sie stal sporem pomiedzy tymi za i tymi przeciw.Tak szczerze mowiac,to jeszcze na poczatku ,to forum moglo zaciekawic a teraz, to juz tylko wieje nuda. Ani argumentow za,ani przeciw. Wiadome jest,ze kazdy ma swoja racje, i te zdradzane zony i te kochanki.Wazne jest tylko jedno- kazda chce byc szczesliwa.Wiec nie rzucajcie sie sobie do gardla,bo to nie ma sensu i przykro sie to czyta.

kotek23teXkocham
21-05-2007, 23:07
czytam te dzisiejsze posty i aż się boje napisać. dziś to każda z nas poczuła się kimś naprawdę...aż trudno mi określić kim, ale na szczęście są osoby, które nie zgadzaja sie z tym. bo naprawde tylko osoba, która kocha prawdziwie jest w stanie zrozumiec dlaczego to takie trudne dla nas i moniadr-to jest naprawde miłość i często bywa odwzajemniana, dlatego to nie takie proste

dominika10
21-05-2007, 23:22
lepiej zamiast uswiadamiac moniadr to skupmy sie na problemie o ktorym miałysmy tu dyskuowac jak pomuc a nie oceniac DLATEGO KROPELKO NAPISZ CO SIE DZIEJE DALEJ ??

dominika10
21-05-2007, 23:25
;) Pomyslimy I Moze Jakos Sobie Wszystkie Pomozemy

nasteczka
22-05-2007, 16:39
Do drogiej Dominiczki24


mniahahahahahhahaha, wiesz nie rozumiem cie kobieto! Masz rozum 13-latki!
pier*lisz farmazony rodem z tanich HARLEKINÓW. Nie dla mnie takie wyprute gadki o miłości!
Nie wierze w Tego waszego Boga, czy w inne cuda nie widy więc ataki
że jestem jakąś niepokalaną dziewicą, świętą etc. możecie sobie odpuścić. Zreszta dajcie spokój katolikom i się od nich w końcu odpier*dzielcie bo to jest już nudne.

nawiązując do Twojego CiAłKa <jak przechwalająca się szalona 13-stka) niestety muszę Cię zmartwić, od 21 zaczynaja działać wolne rodniki. Więc sie dziecinko nie przechwalaj i nie pisz "piękne". Jak chcesz zobaczyć boginie to daj maila, wyśle ci zdjęcia pięknego ciałka i twarzy) Oczywiście swojego, 18 lat 175,85-60-90 ;) A więc widzisz dziewczynko zawsze znajdzie się ktoś o bardziej ponętnym tułowiu (i młodszym) niż ty, więc ten Twój ruchaś, logicznie rzecz biorąc zawsze może zostawić takiego podstarzałego paszteta jak ty, np. dla takiej 18.


A propo stosu, to oczywiście jestem za karą śmierci. Np. jak jakaś ********, taka <za przeproszeniem> zaraża AIDSEM czy innym syfem. Mówię twardo: FOTEL! FOTEL! FOTEL!

P.S. Wydaje mi sie mimo wszystko Kochanki, że póki co obowiązuje w tym kraju <jeszcze> wolność słowa. A więc ogłaszam wam wszystkim, panie lekkich obyczajów, że BRZYDZĘ SIĘ WAMI! No i rzecz jasna potepiam takie zachowanie. POTĘPIAM, OSĄDZAM, GANIE! I mam do tego PEŁNE prawo jako obywatel 4RP, ateista, racjonalista. NIE MAM LITOŚCI. Przykro mi, ale nie oczekujcie od ludzi takich jak ja, dodatkowo współczucia za swoje czyny. Jedyne czym mogę Was uraczyć to POGARDĄ, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Po co weszłam na to forum: żeby wyrazić swoje zdanie
Po co Kochanki weszły na to forum: żeby zyskać publiczne rozgrzeszenie?

Niestety, ode mnie go nie dostaniecie.

i nie traćcie czasu moje miłe (w zasadzie powinnam do was mówić moje Mamusie;) i nie piszcie, jak to mnie życie nie zaskoczy. W odróżnieniu od was zagubione kochanki, osiemnastoletnia gówniara wie czego chce, i wie że to osiągnie. W głębi duszy każdej takiej kobiecie z "facetem z odzysku"życzę, aby wzięło swoje życie za mordę i coś z nim zrobiła (a nie się potem dziwi, tak jak kropeleczka-czy jak jej tam ;p, że pływa po szyję w gównie). Życzę wam większego poczucia własnej wartości, bo widzę że tego przede wszystkim Polkom brakuje.

Wierze w sprawiedliwość. Jak do tej pory przez 18 lat zawsze istniała. Więc co tu dużo mówić: współczucia.

pluskajcie sie dalej w swoim gównie, tylko sie nim nie zachłyśnijcie. To może być bardzo niebezpieczne.

p.s. przepraszam za wulgaryzmy, ale MY, młodzież tak mamy. PROSZĘ SIĘ NIE OBRUSZAĆ. Z waszymi dziećmi będzie jeszcze gorzej.

nasteczka
22-05-2007, 16:43
P.S. Moniadr, nie przejmuj się.
Przeciez to są zwykłeeee ..... kobiety bez zasad :D

3maj się cieplutko i życzę powodzenia.

nasteczka
22-05-2007, 17:05
" P.S. A propo, nie trzeba mieć wielkiego doświadczenia życiowego żeby znać tak podstawowe prawo jak: nie krzywdzić innych ludzi. Żadnego, bo już 3-latki potrafia odróżnić dobro od zła. A TO JEST ZŁE. Tylko szubrawcy tłumaczą to MIŁOŚCIĄ."


i niech białe na zawsze pozostanie białym, a czarne czarnym ;)

nasteczka
22-05-2007, 17:12
Mam prawo was potępiać, a wy macie prawo potępiać takie wartości jak szczęście innych ludzi, miłość.

Jednym słowem, proponuje zamknąć to forum. I tak każdy ma swoje racje, więc po co zaśmiecać polki.pl?

Adios ;)

moniadr
22-05-2007, 17:48
Do nasteczki

Laska, lubie cie, trzym sie tez....ciesze sie ze sa jeszcze na tym swiecie osoby dla ktorych pewne rzeczy nie podlegaja dyskusji.

dominika248
22-05-2007, 18:22
o fuck... własnym oczom nie wierze!! skąd się tacy ludzie biorą na tym świecie... przecież to wy mylićie pojęcie miłości,..ja byłam ta zdradzoną i ta co zdradzała a teraz jestem szcześliwą kochanką i nikt mi tego nie zabierze... nikt jemu nie może powiedzieć przestań ją kochać,... nikt i wiecie co, mamy czelność chodzić razem do kościoła i trzymać się za rękę dziękując bogu za to że dał nam takie niesamowite uczucie jakim jest miłość. To że tak się zachowujecie w stosunku do nas świadczy o was bo mądre kobiety z klasą nie zniżają się do waszego poziomu. Jeżeli jeszcze nie poznałyście znaczenia słowa ********a to was uświadamiam że jest to prostytutka która czerpie korzyści materialne za usługi seksualne. Wiele kobiet wypowiadających się na forum to osoby mające stałego partnera w którym są zakochane i bardzo często ze wzajemnością. Więc uświadomcie sobie drogie panie, że to nie one krzywdzą żony to po 1, po 2 to meżczyżni chcą być z tymi drugimi, to icg świadomy wybór. Następna sprawa to to , że nie wszyscy faceci są ze swoimi kochankami tylko dla seksu. Niektóre związki < układy> niczym nie róznią się od związku partnerskiego który jest formalny. To nie chodzi o seks!!! pojmijcie to wreszcie

adriana109
22-05-2007, 18:31
Hej
tez mnie to spotkało bylam kochanka i bylo cudownie wrecz niesamowicie, ale sie skonczylo bo wszystko sie wydalo. Ale nadal mamy ze soba kontakt telefoniczny i na gg i moze dlatego nie mozemy o tym zapomniec. Wiem ze on nadal o mnie mysli i nawet chcialby do tego wrocic ale obiecal zonie i nie chce sie ze mna spotkac.Wiem ze boi sie mojego widoku ze mi ulegnie. Jak mam go odzyskac pomozcie???

Anukis
22-05-2007, 18:56
moniadr nie wiem, w ktorym momencie cie obrazilam? Cytowalam tylko twoje wypowiedzi i zrobilam uzytek z mojej wolnosci slowa komentujac je. Moja moralnoscia sie nie przejmuj, to moja sprawa. Ja nie potepiam twojego sposobu zycia , nic mi do tego. To ty obrazasz tu innych uzywajac niewybrednych slow. I wyobraz sobie, ze wiele ksiazek mialam juz w reku (jestem bibliotekarka) i mase tez przeczytalam. Radze ci tez od czasu do czasu to zrobic, moze rozszerzy sie twoj swiatopoglad.

Anukis
22-05-2007, 19:05
Dominika24 i Adriana napiszcie, jak sobie radzicie z faktem, ze sa zonaci? Chodzi mi o to, czy macie wyrzuty sumienia? Jak to znosicie, ze nie opowiadaja sie za jedna z was? Jak dlugo bedziecie w stanie to znosic? Napiszcie cos wiecej o waszych przezyciach-b. mnie to interesuje

kotek23teXkocham
22-05-2007, 20:13
czy pmiętacie jak NASTECZKA pisała,że nigdy sie nie zakocha w żonatym facecie i że ona ma zasady i wogóle a my jesteśmy... a teraz co pisze, że jest tak piękna, że każdy facet poleciałby na nią-CZYŻBY JAKIEŚ DOŚWIADCZENIE W TEJ DZIEDZINIE, A DLA MNIE KAŻDY WIĄŻE SIE TAKŻE Z ŻONATYM

oj nasteczko zastanów sie dziecko co ty wogole piszesz...

Anukis
22-05-2007, 20:43
Kotek jak tam, spotkalas sie ze swiom ukochanym?

dominika10
22-05-2007, 20:50
Asriana jesli mu zalezy na tobie to sie spotkacie i to on wyjdzie z inicjatywa bo jesli nie to zostaje ci niby"przypadkowe " spotkanie

kotek23teXkocham
22-05-2007, 21:15
Anukis niestety, albo stety heheh nie. ale widzieliśmy się pzypadkiem wczoraj, tzn on sie postarał żebym go zauważyła, bo tak bym nwet nie wiedziała no i dziś się go chwilke widziałam. ale nie spotkaliśmy się. no ale moje wielkie chęci zerwania kontaktu poległy, znowu jakoś nie mam sił, albo ochoty żeby to zakończ

kotek23teXkocham
22-05-2007, 21:24
adriana-powiem Ci na swoim przykładzie. ja jak juz sie dowiedziałam, że ma żone nie chciałm sie spotykać, ale jednak sie złamałam. chociaż po miesiącu powiedziałam mu, że nie umiem dłużej byc w takim układzie. on odpuścił, ale mieliśmy kontakt tak jak wy-komóra, gg. niby czysto koleżeśki układ ale jednak on odczekał i to sporo, bo chyba 2 miesiące albo trzy i zaczął pomału zagadywać o spotkanie-niby tylko pogadać, a tak naprawdę chciał sie ze mna znowu spotykać. ja jednak sie znowu złamałam i nie żałuje, bo jest tak jak kiedys między nami.

chociaż w moim przypadku to ja zerwałam, a nie dlatego że sie sypnęło, ale mysle ze on odczeka troche aż sie sytuacja uspokoi i pomału zacznie znowu sie z toba spotykać

dominika10
22-05-2007, 21:40
zgadzam sie z kotkiem to musi ucichnac a zona musi stac sie mniej czujna

Anasigne
22-05-2007, 21:52
bitwa na argumenty obu stron chyba jednak jest nie do rozstrzygnięcia. Po obu stronach batalii stoją silne emocje od milosci począwszy na nienawiści skonczywszy. Kochanka krzyczy: "mam prawo do miłości, nie chce rezygnować ze szczęscia!" Zona krzyczy: "Mamy dom i rodzine i nie pozwole mu odejśc do tej zdziry". Obie strony mają swoje racje - czesto poparte mocnymi argumentami. Bo przeciez ile kobiet decyduje sie na romans z żonatym (zajętym) facetem z czystego wyrachowania? Tam gdzie sa uczucia tam nic proste nie jest.
Jestem więc daleka od potępiania kobiet kochanek, ale jestem tez pełna zrozumienia dla żon, dziewczyn, ktore muszą się zmierzyć z konkurencją. w tej wymianie argumentów brakuje jeszcze jednego głosu - męzczyzny. bez niego, dyskusja sensu nie ma, gdyz trudno wymagać od kochanki i zony wzajemnego zrozumienia. jest to typowa sytuacja gdy "punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia"

kotek23teXkocham
22-05-2007, 21:59
Anasinge masz racje, bo zarówno jak i my tak i żony kochają GO pomijam tu oczywiście, te które szukają tylko przygody z żonatym, tak dla odmiany.
przecież gdyby nie MIŁOSC to czy już na samym początku nie zrezygnowały byśmy z "niego" a jednak każda z nas chce sie cieszyć tą namiastką miłości jaką dostajemy od niego i tymi małymy chwilami szczęścia, któreymi nikt, ani nic nam nie odbierze, bo jednak- ŻYCIE JEST KRÓTKIE, A CZASAMI SIE PRZEKONUJEMY JAK KRÓTKIE I JAK NIEWIELE POTRZEBA ŻEBY JE STRACIC

dominika248
22-05-2007, 22:09
może niektóre z nas udają przed samym sobą że są szczęsliwe...może boimy się odejść i być samotne. trudno jest tkwic w takim związku ale jeszce trudniej odejść. czasem sama nie wiem czy jestem szczęśliwa. taki związek to przeciąganie liny "rozumu" i "serca". raz wygrywa jedno raz drugie ale nikt nie przeciąga liny do końca. Ile z nas chce kochać bez ograniczeń i być kochaną bez ograniczeń. Ile z nas ma to co chce usłyszeć, bo przeciez nie wiemy jak jest po 2 stronie, wiemy tylko tyle ile on nam powie. Ile razy jest tak że wychodzi to na jaw bo kochanka informuje żone? chyba mało... woli siedziec cicho jak mysz pod miotłą, czekac i cieszyć sie z namiastki miłości,. Cieszyć się z tego co on nam daje, bo przeciez to od niego wszystko zależy,,,Jakiś totalny koszmar... czasem myśle że można zwariowac żyjąć w dwóch światach,,, a co mają powiedzieć ci faceci w koło kombinujący jak tu się wyrwać z domu i co znów sciemnić... koszmar.. na szczęcie u mnie nie było tak żle.. na szczęscie lub nie..

dominika10
22-05-2007, 22:12
z tymi facetami w dyskusji to nie wiem bo oni by sie tylko wybielali ze nie czuli sie kochani a kochanka dala im to cos a zone i tak kochaja wiecie oni sa tacy....
aby owca była cala a oi wilk najezony
i rozumiem zony i kochanki bo byłam po obu stronach i wiem ze facet jest w tym wszystkim najgorszy
przepraszam ale wole wyładowywac złasc na nich niz na nas

Anasigne
22-05-2007, 22:17
ta zasada strachu przed byciem samotną obowiazuje kobiety w kazdym przypadku: czy to jest kochanką, żoną, czy mąz ją bije, czy zaniedbuje, czy upokarza, czy oszukuje. Kobiety już tak mają, ze nie wiele z nas jest w stanie mysleć racjonalnie, bo uczucia sa silniejsze. to troche taki kobiecy masochizm, ktory nic ze zdrowym rozsadkiem nie ma wspolnego. ktora z nas, po rozstaniu z partnerem, nie liczyla na to, ze on jeszcze kiedys sie do nas odezwie. Ktora z nas nie doszukiwala się w frazesie "zostańmy przyjaciółmi", rzucanym zwykle na do widzenia, nadziei na lepsze jutro z tym samym czlowiekiem. taka juz nasza natura.
trudno oczekiwać empatii dwoch stron wobec siebie, zrozumienia co czuje "przeciwniczka". trudno jest dyskutować co jest wazniejsze "rodzina" czy "milosc".

kotek23teXkocham
22-05-2007, 22:22
wsumie to racja, my tylko udajemy, że jest ok. a przecież ile nas kosztuje to że zobaczymy ich razem,niby to normalne i wiemy o niej, a jednka to zawsze tak bardzo boli, chociaż nie wiadomo ile razy już ją widziałyśmy. a ile bólu zadają jego słowa, gdy mówi o niej czy zabrania nam coś zrobic, bo ona się dowie.ALE DLAZCEGO NIE POTRAFIMY SKONCZYĆ,żyjemy tylko dla małej chwili szczęscia którą on nam daje....a szczęście to znika z chwilą rozstania....

dominika10
22-05-2007, 22:30
powtorze sie ale jak w gre wchodza dzieci do tego małe to w moim przekonaniu rodzina ale jesli miała bym byc z facetem bo on sie czuje w obowiazku i kładac sie ze mna do łuzka mysli o innej to wolała bym by mnie zostawił bo było by to dla mnie zbyt upokazajace nie twierdze ze przyszło by mi to łatwo ale zawsze jest nadzieja ze jeszce kiedys bede kochana
ciezko mowic na ten temat bo wzbudza wielkie emocje i to te skrajne jak miłosc połaczona z nienawiscia samotnosc wspołczucie flustracja i mozna by było wymieniac i wymieniac
ale prawda jest taka ze nikt nie chce byc samotny i pozucony to po prostu bardzo boli

Anukis
22-05-2007, 22:46
kotek pisalas wczesniej, ze nie jestes z nim tak do konca. Dlaczego nie probujesz tego skonczyc zanim wyladujecie w luzku? Bo, jak sama tak twierdzisz bedzie ciezko im dluzej to potrwa. A co on mowi o swoim malzenstwie?

kotek23teXkocham
22-05-2007, 23:09
nie próbuje z nim skończyć, bo...bardzo go kocham i tak jak pisałam wcześniej brak mi odwagi żeby to zrobić. wtedy jak z nim skończyłam, a on odpuścił poczułam, że straciłam coś wielkiego, całe moje szczęście, może dlatego teraz się boje znowu powiedzieć nie bo znowu boję sie tego bólu.
no własnie nasz "związek", bez seksu trwa już prawie rok, a z każdym dniem czuję jakbym stawała mu sie coraz bliższa, coraz częstsze kontakty, czulsze...

jeżeli chodzi o jego małżeństwo, to teraz nic nie mówi. na początku mówił, że jest z nią tylko ze wzgledu na dziecko, no i oczywiście mówił o niej straszne rzeczy, jaka to ona nie jest, jak stale go krytykuje. ale od chwili, gdy odażyłam sie powiedzieć nie (czyli już dawno temu) i od czasu kiedy między nami jest jak dawniej nie usłyszałam o niej nic. a wręcz przeciwnie, gdy czasmi coś wspomniałam, ze ona ma szczęscie ze mozę tam z tobą być itd. to miał do mnie pretensje, że sie czepiam i zawsze dostałam burę jak małe dziecko. sama sobie przedstawiam argumenty mowiące skącz już a nie potrafie a może nie chce, bo sie boję...już czasami sama siebie nie rozumiem