PDA

Zobacz pełną wersję : Co Ze Mną Jest????



OlciaB
16-06-2007, 13:41
Hej dziewczyny, możecie mi pomóc? Jestem w związku od 5 lat, rok temu wzięliśmy ślub, mamy synka i całkiem dobrze nam się żyje. Mój problem polega na tym, że nie mam ochoty się kochać!!! :(
Wiadomo że mężczyźni to zawsze mają ochotę na seks, ale chyba na kobiety też przychodzi pora i same z siebie zaczepiają swoich facetów...????????
Ja jestem jakaś dziwna :confused: , bo nawet wole unikać takich sytuacji... żeby tylko się nie kochać.
Może za mało szczegółów napisałam, ale jak będą pytania to udzielę dodatkowych informacji.
Dziękuję za jakiekolwiek rady :D
----Zdegustowana----

takaXania
16-06-2007, 16:17
Bierzesz tabletki anty?

natuXka01
16-06-2007, 17:24
Czsem tak bywa, jeśli np. przychodzisz z pracy i jesteś zmęczona, masz ochote wziąc gorącą kąpiel i położyc sie do łóżka, a ostatnią rzeczą która przychodzi Ci na myśl jest seks. Moze być wiele powodów... Ja mam tak ze czasem nie mam ochoty nawet na to zeby mnie drapał po plecach jak lezymy w łóżku, lub nawet na to zeby mnie masował. Własnie wtedy mam tylko ochote odpocząć. Ale przewaznie nie mam dużo takich "chłodnych" dni. Raczej to ja sama go zachęcam pieszczotami zeby sie ze mną kochał. Moze powinniście o tym porozmawiac i wspólnie dojść do jakichś wniosków. Moze są jakieś inne powody tego ze nie masz ochoty. Pozdrawiam i życzę powodzenia!!

OlciaB
18-06-2007, 16:06
Najszczersze podziękowania dziewczyny. Nie stosuje antykoncepcji.
Gdyby "chłodne dni" dopadały mnie sporadycznie, to raczej nie martwiłabym się :-( Właściwie to już nie pamiętam takiej sytuacji, żebym się sama domagała... Wydaje mi się, że nie jest to wina mojego męża, on jest cudowny, delikatny, robi wszystko jak należy, ale jakoś mnie to nie pociąga. Kiedyś może nie było codziennie, ale na pewno częściej i przede wszystkim więcej mnie w tym było, teraz jestem taka oschła, obojętna, nawet nie pomaga wino, czy film...
A może ja nie jestem stworzona do seksu???

nicole10X07
19-06-2007, 10:36
ja też miałam ten problem. Tylko że ja ze swoim facetem jestem 9 lat. Ale problem sam się rozwiązał. Nie wiem co było tego przyczyną. Może to że od roku nie mamy możliwości spotykania się częściej niż tylko w weekendy. Więc bardziej za sobą tęsknimy i jeszcze bardziej się pożądamy. A wracając do spraw antykoncepcji to zgadzam się z tym że biorąc tabletki też nie miałam wogóle ochoty na kochanie się. A teraz stosuję plastry evra i wszystko jest w porządku (aż sama się sobie dziwię)

OlciaB
19-06-2007, 12:14
Witaj Nicole10.07, a jak myślisz co powoduje niechęć do seksu? Może to jest spowodowane brakiem jakiś hormonów, albo witamin w organizmie :confused:
A teraz jak już w twoim związku jest dobrze, to Ty sama prowokujesz takie sytuacje (wiesz, wstajesz rano i planujesz jak tu swojego mężczyznę wieczorkiem zachęcić)??? Sorki za tak szczere pytanie, ale chodzi mi o to czy kobiety tak jak mężczyźni myślą o seksie, czy tak jest jak u mnie, że jak mąż mnie "dopadnie" i długo zachęca to się kochamy...? Pozdrawiam. :)

nicole10X07
19-06-2007, 15:33
teraz jest wszystko super. Mojemu chłopakowi podoba się bardzo to, że ja też potrafię przejąć inicjatywę i zaplanować coś fajnego. A mi coraz bardziej się to podoba. Uwielbiam robić mu niespodzianki

Alireen
19-06-2007, 17:04
ja mam dokladnie ten sam problem co Olcia-nie mam ochoty na sex, nie mam nawet ochoty na to zeby o nim myslec. czy moze byc tego powodem fakt ze 4 miesiace temu urodzilam dzidziusia? Olcia tez pisala ze jest mloda mama-wiec moze tu o to chodzi?

OlciaB
20-06-2007, 13:27
Witaj Alireen, mój synek ma 3ipół roczku. Nie masz co się zamartwiać, chyba jeszcze za wcześnie, ja dopiero po 8 miesiącach od porodu dałam się w ogóle dotknąć (ale ja ogólnie jestem dziwna). Wierze, że nabierzesz ochoty, tylko daj sobie czasu. Pozdrawiam :)

Bigamia
20-06-2007, 16:09
Ja Wam się w ogóle dziwie, że przejmujecie się brakiem ochoty na sex po urodzeniu dziecka, bo to chyba normalnie, a u większość kobiet chyba tak jest. Ja niestety jestem również dziwna, bo wystarcza mi sex raz w miesiącu. Gdy ze swoim facetem mieszkałam osobno, tłumaczyłam to sobie, ze mało czasu mało atmosfery mało okazji, ale skoro od pół roku mieszkamy razem, i nic się nie zmieniło, to z pewnością coś jest nie tak:((
Najgorsze, że wiem że było kiedys zupełnie normalnie. Jak byłam młodsza to mi się chciało i lgnęłam do swoich facetów i do okazji, a teraz lipa.
Mój facet jest wzorem, ostoją dobroci, miłości i zrozumienia, ale wcale nie czuję do niego pociagu:(
Czy możecie mi wytłumaczyć jak to jest? Piszecie, że antykoncepcja ma tu coś do rzeczy? (z dwuletnią przerwą jestem na pigułach od 17 roku życia
pozdrawiam
P.S. Mam prawie 29 i jestetm juz conajmniej kilka lat po szale macicy:)))

OlciaB
20-06-2007, 17:03
Ale mój synek ma 3ipół roku, to chyba już dużo czasu minęło od porodu, więc raczej to nie ma nic wspólnego . Ja mam tak samo, że raz na miesiąc to już baaardzo często ;) Wniosek jest taki, że my kobietki zazwyczaj nie mamy ochoty na seks.... a szkoda!

kamila29
20-06-2007, 17:55
oh swieta prawda!mnie ostatnio tez sie nic nie chce!a moj by mogl to robic bez przerwy!mam mniejszy temperament,kurcze ale chcialabym zeby mi sie chcialo tak jak mi sie nie chce!

nicole10X07
20-06-2007, 18:42
dziewczyny co z wami??? czy to oznacza że to ja jestem dziwna?

agatka28
21-06-2007, 09:44
'Jak byłam młodsza to mi się chciało i lgnęłam do swoich facetów i do okazji, a teraz lipa.
Mój facet jest wzorem, ostoją dobroci, miłości i zrozumienia, ale wcale nie czuję do niego pociagu:( '


Ja mam ten sam problem,tyle ze nie mam nawet jeszcze dizecka... Mój facet jest taki jak opisuje kolezanka....Ale mnie on nie pociąga. POdoba mi sie i go kocham ale mnie nei pociąga..;(

kamila29
22-06-2007, 07:58
a moze czas wybrac sie do seksuologa?martwi mnie to,ze nie mam ochoty,no i meza tez,mowi,ze on mi sie juz znudzil ale tak nie jest!kurde,poradzcie cos?

ank
22-06-2007, 11:35
Jak facet za długo pości to szuka pocieszenia gdzie indziej... Wiem coś o tym bo ja tez nie chciałam sie kochać z moim facetem. Jesteśmy razem juz 7 lat (mam 24 lata). Mamy 3-letniego synka. Jakies 1,5 roku temu również straciłam ochotę na sex i wszelkie igraszki z moim facetem. On robił podchody a ja się irytowałam i czasami szłam spac do innego pokoju. poprostu nie miałam ochoty na sex i już. A dużo wcześniej byliśmy cudowną parą w łóżku. Nie wiem co sie takiego ze mna stało że nie mogłam sie przemóc. Całą uwage i miłośc przelałam na naszego syna. Dziecko też zmiania kobietę. Od jakiegoś czasu ochota mi powraca i teraz jestem wręcz głodna sexu. Jeden dotyk i ciary mi przechodzą.
Ale facet bez sexu długo nie wytrzyma. Zdradził mnie- ja go regularnie odrzucałam to przeleciał jakąś smarkulę na jakimś koncercie. Dowiedziałam się o tym przypadkiem i to był szok.
Teraz świat mi się zawalił i myślę sobie że gdybym ja się chociaż trochę postarała to nie doszłoby do tego...
NIE OSZUKUJMY SIę DZIWCZYNY...FACET BEZ SEXU NIE WYTRZYMA ZA DłUGO!

OlciaB
22-06-2007, 12:25
Kurde, tego właśnie sie obawiam, że mój facet długo nie wytrzyma i zrobi skok w bok :( Powiem wam, że troszeczkę pomaga mi to forum, im więcej o tym piszę i myślę, tym bardziej zauważam większe zainteresowanie moim mężem i seksem z nim... może o to chodzi że trzeba mówić :confused: - mężczyźni wiecznie gadają o seksie i może to ich nakręca :p

Marek107
22-06-2007, 12:57
Cześć dziewczyny, jestem facetem i borykam się z tym problemem, otóż moja zona tez b. rzadko ma ochotę na seks, statystycznie 2 - 3 razy w miesiącu. Jestesmy 4 lata po slubie, mamy 2,5 rocznego synka, no i jest tak jak opisujecie. Żona wieczorem jest senna, nie maochoty się kochac, a potem dwie godz. ogląda film w tv, mówi że woli rano. Rano spi jak padnięta i nie ma mowy o barabara. Najdziwniejsze jest to, że jak była samotna (oboje jestesmy po rozwodach), opwiadała mi, że często spotykała się na seks z facetami z czatów erotycznych... Taki demon seksu, a teraz....Też sobie łamie głowę nad tym problemem, moje wszelkie próby podjęcia współzycia nie zdają egzaminu. Powiem tak, faceta wpedza to w potworną frustrację, po pierwsze: dla żony pewnie juz jestem zero jesli chodzi o atrakcyjnośc. Sperma cały czas się produkuje i dosł. wylewa się uszami, musze się onanizować, co jest dla mnie wentylem bezpieczeństwa, i takie samozaspokajanie jest raczej załatwianiem potrzeby fizjologicznej niż ma jakikolwiek związek z przyjemnością. Sorry za dosadny język. Do czego zmierzam, coraz bardziej myslę o zdradzie, łapię się na mysleniu o innych kobietach pod względem ich przydatności jako kochanki (brzmi okropnie). Nie chcę tego robić, ale frustracja jest tak silna i popęd też, że nie wiem co będzie. Zrteszta poczytajcie sobie, co psychologowie na ten temat pisza. Więc moje panie, jesli mogę wam coś doradzic, jeżeli nie checie, żeby mąż znalazł sobie inną (o ile juz tego nie zrobił), to niestety zmiencie coś, wymyslcie coś dla urozmaicenia współzycia, pójdźcie do seksuologa, nie zostawiajcie sytuacji samej sobie, bo może, a nawet na pewno źle się to skończy. Wina bedzie po obu stronach. Żaden facet nie wytrzyma braku współżycia, kobieta tego nie zrozumnie, bo jest inaczej skonstruowana, dla faceta to potworna męczarnia. Byc może narażam się, ale chcę wam to powiedzieć, żebyście inaczej na ten problem spojrzały. (Tak bym chciał, żeby moja zona to przeczytała, bo rozmawowy znią na ten temat nic nie dały). Jeszcze jedno, kiedyś czytałem w necie ciekawy artykuł: psycholog badał, jak to u kobiet o ustabilizowabej sytuacji zyciowej i duzym poczuciu bezpieczeństwa bardzo spada popęd seksualny. Co o tym myslicie?

justysia5
22-06-2007, 14:14
doskonale Cie rozumiem. Znam męski punkt widzenia i wiem o co wam chodzi. Piszesz jednak żeby coś zmienić... ale widzisz to nie jest takie proste. Ja mam dokładnie ten sam problem o którym piszą dziewczyny. Jestem z chłopakiem ponad 2 lata, nie mamy dzieci, nie jesteśmy małżeństwem. Układa nam się naprawde bardzo dobrze. Wszystko jest ok poza sprawami łóżkowymi. Ja po prostu nie mam ochoty, a każda próba podchodów doprowadza mnie do szału. Wiesz, czuję się, jakby ktoś wmawiał mi, że mam ochotę na czekoladę, której tak naprawdę nie lubię.
Dlaczego tak jest?:( :confused:
Przeraża mnie to, że on zaczyna pewnie myślec o innych dziewczynach...:/

OlciaB
22-06-2007, 16:51
Żona Marka, przejawia typowy brak zainteresowania seksem. Ja robiłam dokładnie tak samo, że zmęczona, że głowa boli, że jutro- każda wymówka była dobra. W końcu i mnie to zaczęło męczyć, dlatego napisałam ten post.

Mam nadzieje, że coś się zmieni...i kiedyś będę tylko wspominać takie chłodne dni.

Powodzenia Marku, może i Twoja żona kiedyś coś napisze i zmieni się wasze pożycie seksualne!!!

lilka1708
22-06-2007, 18:23
a o butelce wina lub wodki myslalas???

sylwiadm
22-06-2007, 19:20
Cześć dziewczyny. Nie tylko wy macie taki problem. ja jestem 6 lat po ślubie, urodziłam 2 dzieci i do niedawna przechodziłam to co Wy. Nie wiem czym to jest spowodowane ale jest to jakieś dziwne zachowanie naszego orgnizmu. Ostatnio zauwżyłam że coś zaczęło się zmieniać z moim zachowaniem. Zaczyna być tak jak kiedyś czyli ok :) Bądźcie cierpliwe, myślę że to samo minie. Powodzenia.

OlciaB
22-06-2007, 20:28
Witaj Lilka1708, tak próbowałam już z winkiem, nawet trochę pomaga, ale popadnę w alkoholizm, jak za każdym razem będę popijać :p

Dziękuję sdm, właśnie mam nadzieję że jednak samo minie i będę szczęśliwą kochanką swojego męża!!!

kamila29
22-06-2007, 21:14
Oh Marku to ostatnie zdanie,chyba cos w tym jest!ale zblizam sie do 30 tki a mowia,ze po niej to dopiero sie ma ochote!wiec na razie poczekam....

agniesz
23-06-2007, 15:32
Marku. Przede wszystkim nie zdradzaj. Ja też byłam podobna pod tym względem do twojej żony i teraz po 5 latach małżeństwa (4 letni syn) dowiedziałam sie o życiu mojego męża. Mam wielki żal, że zamiast porozmawiać, ale tak dobitnie, zamiast wstrząsnąć mną on wolał "rozwiązac" problem po swojemu, podobnie jak ty. Nie wiem jak teraz bedzie, bardzo go kocham, ale on wciąż powtarza że nic już ode mnie nie chce i mówi o rozwodzie. Może wybierzcie sie wspólnie na terapie. To wasz wspólny problem i choc żona nie chce słuchać powiedz jej wszystko, nawet to, że dłużej juz bez seksu nie wytrzymasz i będziesz musiał zrobić to z inną. Ja baardzo żałuje, że mój mąż tego nie zrobił.

agniesz
23-06-2007, 15:44
Olu. przeczytaj co napisałam wyżej Markowi. U mnie może już za późno, ale u Ciebie jeszcze nie wiec weź sobie do serca to co napisałam. Przechodziłam to samo, aż w końcu przestaliśmy sie kochać. Mój mąż nigdy nie starał sie dobitnie powiedziec co czuje, dopiero niedawno wyszło, że spotykał sie z innymi kobietami. A teraz gdy ja po tej przerwie i po "uciszeniu hormonów" (po ciąży i karmieniu) nabrałam zadziwiającej mnie samą ochoty na seks usłuszałam, że juz za późno, że teraz juz nie z nim bo on mnie juz nie kocha. Dziewczyny szanujcie i kochajcie swoich mężów, bo oni niestety nie są z żelaza. Na pewno nie można milczeć o swoich odczuciach. Powiedzcie in o tym braku ochoty, ale koniecznie cos z tym zróbcie. wspólnie pomyślcie dlaczego tak jest, może to zachowanie męża, albo jakieś zaniedbania z jego strony was odpychają. Może dobrym wyjściem będzie wspólna wizyta u psychoterapeuty- polecam. Na pewno nie wolno myśleć - jakos to będzie. Nie będzie. Pozdrawiam.

Marek107
25-06-2007, 08:53
Dzieki, dziewczyny, wasze wypowiedzi rzucają zupełnie inne światło na moja sytuację. Z żona wcale nie tak łatwo jest porozmawiać na ten temat, bo jak ja to drażni, to juz drażni nawet mysl o tym. O terapii tez nie chce rozmawiać, bo odnosze wrażenie, że dla niej problem nie istnieje, przecież robimy to, czasami...Do kaimla29: podobno kobieta ma maksimum potrzeb seksualnych miedzy 35 a 45 r. zycia, a my juz jestesmy w tym wieku....Agniesz - dzięki za mądre słowa! Sęk w tym, że ja w ub. roku starałem sie bardzo dobitnie powiedzieć o moim problemie, i powiedziałem, skutek praktycznie żaden...Jestem dosyc zrezygnowany...

sonia210
25-06-2007, 11:25
czytam ten watek i coraz bardziej mi smutno...
ogolnie moge powiedziec ze mam podobna sytuajce w malzenstwie - tez po ciazy i dzieciach - a moze po prostu po kilku latach zwiazku ? - stracilam prawie ochote na seks w przeciwienstwie do meza. Gdyby nie ten temat uwazalabym nasz zwiazek za bardzo udany - w zasadzie nadal uwazam - ale moj maz mowi ze jest fatalnie miedzy nami itp.
Skoro to jest tak powszechne wsrod ludzi to oznacza ze pewnei jest to naturalne. W koncu biologia kobiety nakazuje jej rodzic dzieci i je wychowywac a mezczyzny - plodzic jak najwiecej potomstwa ( to duze uproszczenie - ale do tego sie sprowadza)
Mowi sie ze fascynacja erotyczna trwa mniej wiecej do trzech lat u stalego zwiazku - tyle akurat by urodzic i odchowac dziecko (tzn odkarmic piersia) - potem kobieta moze juz byc bardziej samodzielna - w pierwszym roku zycia dziecka najbardziej potrzebuje stalego partnera ktory zapewni jej byt... zatem jak te biologiczne priorytety zostana spelnione - para moze sie rozpasc a nawet z punktu widzenia mezczyny powinna (znowu biologia!) zeby mogl zaplodnic jak najwiecej kobiet...
Wiem ze jestesmy czyms wiecej niz tylko stworzeniami poddanymi naszej biologii ale mimo calego postepu cywilizacyjnego - naszej natury jak widac tak latwo nie da sie oszukac...
To smutne bo mimo wszystko chcialabym wierzyc w trwalosc malzenstwa i rodziny (chociaz wydaje sie ze monogamia nie lezy w naturze czlowieka!)
Przeraza mnie to ze musze sie zmierzyc z moja wlasna natura - ze seks ktory dla mnie nie jest najwazniejszy odkad mam dzieci - moze byc przyczyna rozpadu udanej moim zdaniem rodziny...

sonia210
25-06-2007, 11:52
Marku, rozumiem Twoja zone , ja tez unikam jak moge rozmow na ten temat z mezem - bo niby co mam mu powiedziec - kocham cie ale nie mam ochoty na seks? (dla neigo to jest niemozliwe)- i tez denerwuje mnie ze on cialge chce to robic lub o tym rozmawiac - dla mnie zycie sie nie zanczyna i nie konczy na seksie - no ale to sa wlasni ete roznice miedzy kobietami i mezczyznami (oczywiscie uogolniajac - pewnei jest troche kobiet ktore maja ochote kochac sie z mezem codziennie od dzieciu lat..)
dobrze ze przeczytalam Twoje wypowiedzi - to kaze mi pomyslec o moim malzenstwie i potrzebach meza inaczej... choc z drugiej strony chyba nie o to chodzi zeby zmuszac sie do seksu lub na niego godzic w ramach obowiazku...
sprawa jest trudna dla obu stron - ale chyba warto walczyc.. na dluzsza mete nie bedziesz przeciez szczesliwy czerpiac tylko satysfakcje seksualna z przygodnych zwiazkow - nie warto sie ludzic ze z inna kobieta bedziesz w tych sprawach szczesliwy do smierci (jak widzac z watku - to odsc typowa przypadlosc zwiazkow z dluzszym stazem)
zycze Tobie i twojej zonie (a takze sobie) wytrwalosci

aiha
25-06-2007, 13:58
jak tak czytam te wszystkie wypowiedzi to nasuwa mi sie jedno...dziewczyny wy chyba nie trafiłyście na swoją drugą połowę...czy macie wrażenie że w wasze życie wkrada sie rutyna ? Ta sama sytuacja co wieczór ...stały schemat...żadnego bodźca...nic z powiewu świerzości.. na samą myśl o sexie chce wam się spać ?
NO CÓŻ JESLI TAK JEST TO MUSICIE COŚ ZMIENIĆ ! a w tym wypadku wypadało by zmienić facetów heh bo jeśli ciągle im będziecie odmawiały to w końcu znajdą sobie kochankę choćby nie wiem jak byli w was zakochani ..ponieważ faceci bardzo potrzebują sexu..i nawet jeśli bardzo kochają to zdradzają ...a czy to będzie dla was dostatecznym bodźcem by coś zmienić...Ja rozumię zmęczenie...i inne problemy ale tak nie może być codziennie ...bo to oznacza że coś jest nie tak...i prędzej czy później doprowadzi to do rozpadu związku...Mężczyzna nie może spełniać w małżeństwie roli maszynki do robienia pieniędzy i to wszystko...a coś mi sie wydaje że tak właśnie ich traktujecie...jestem pewna że teraz mi się oberwie za te słowa ale każdy ma prawo do własnego zdania ...jestem mężatką od wielu lat i wiem do czego doprowadza brak sexu w małżenstwie...bo zawsze byłam wzorową żoną a sex był na którymś miejscu...i pewnego dnia mój mąż znalazł sobie inną...bo jak powiedział nie potrzebna mu kobieta która tylko sprząta, gotuje i zajmuje sie domem ...był to dla mnie cios bo zawsze starałam sie dbać o niego, o dom i o siebie...ale w tym wszystkim brakowało mi zawsze siły...na sex...a to łaczy ludzi ...sex ma być przyjemnością anie obowiązkiem...więc może warto się zastanowić co jest nie tak i co należało by zmienić...

Marek107
25-06-2007, 15:11
Tak, popieram poprzedniczkę. Kobiety często myślą, że jak posprzątają i zrobią pranie, przyznaję, mogą być zmęczone, ale to nie zadowala faceta.
Do sonia: masz racje, nie zrozumcie mnie źle, ja nie szukam teraz za wszelką cenę seksu poza domem, mam tylko takie ciągoty. Masz rację soniu, że w ten sposób nie osiągnę szczęścia, natomiast sporo kłopotów na pewno...

ank
25-06-2007, 21:16
Jak pisałam wcześniej też nie miałam ochoty na bzykanko z moim facetem i mnie w końcu zdradził. Była kłótnia, zero płaczu(co jak na mnie to bardzo dziwne bo za natury zawsze rycze w takich sytuacjach-pewnie juz mi tak nie zalezy jak kiedyś-coś wygasło), potem była długa poważna rozmowa. Ja chciałam sie rozstać. On stwierdził że warto byłoby się postarać jeszcze raz. Do tanga trzeba dwojga. Nie jesteśmy małżeństwem, ale mamy 3-letniego syna. Może dla niego warto to ciągnąć i nie tylko, skoro przezyliśmy ze soba 7 lat.
Męczy mnie wciąż ta myśl że mnie zdradził. teraz oboje żałujemy że tak zaniedbaliśmy to bycie razem. Ale rozmowa bardzo pomogła i naświetliła kilka ważnych spraw.
czasem chyba musi tak być: ŻE POLAK MĄDRY PO SZKODZIE.
Od kilku dni znowu zachowujemy się jakbyśmy sie dopiero poznali a w łóżku jest nam jak nigdy dotąd : DOBRZE

Agusia35
26-06-2007, 00:20
zgadzam sie, ze my kobiety, matki myslimy , ze jak ugotujemy i sie zajmiemy domem, a sex zostawimy zawsze na pozniej to jestesmy wspaniale... tak myslalam , teraz wiem ze to blad... rozwiodlam sie z mezem mamy dwoch synkow on szybko sie pocieszyl i zlaczyl sie z byla dziewczyna ... a ja poznalam kogos i wtedy stwierdzilam , ze wcale nie jestem taka zla w tym sprawach jak moj maz twierdzil, ze raz na miesiac... ja chcialam i nadal chce codziennie i wszystko da sie pogodzic , a moze to po prostu wiek lata 30te... dojrzalosc i odpowiedni partner ... dziewczyny probujcie wszystko , bielizna , winko, kolacja we dwoje nawet jak dzieci spia za sciana., wyjedzcie na weekend z mezem, trzeba naprawede..... bo mezczyzna czeka... a nie mowi i wtedy powstaje problem na ktory jest juz za pozno , ja czasami zaluje, ze nie bylam tak dojrzala jak teraz... a ponadto intymne zycie to doskonale na stres ... i przedluzenie mlodosci... powodzenia ... pa :)

ank
26-06-2007, 07:48
Mój facet dotychczas myślał że zawsze będzie miał wyprasowaną koszulę, zrobione śniadanie do pracy, wyprane ciuchy i codziennie obiad na stole. Otóż nadszedł moment buntu. Dziewczyny, jeśli nic z tym nie zrobimy to nasza rola taka jedynie pozostanie w jego oczach.
Przecież mamy być MATKAMI, ŻONAMI i przede wszystkim KOCHANKAMI!

Marek107
26-06-2007, 09:13
Tak popieram Ank@!! Dziewczyny gwarantuję wam, że 99% facetów wolałoby po powrocie do domu zobaczyc rozneglizowana żonke w kuchni na stole, niż podany obiad... Nawet brudne gary moga stać w zlewie....

olci
26-06-2007, 10:24
Witam wszystkich! Otoz mnie tez to dopadlo tylko z mala roznica: jestem 6 miesiecy po slubie i nie mam dzieci a seks traktuje jako przykry obowiazek. To juz nawet nie chodzi o to ze nie mam ochoty ja poprostu nie lubie, nie mam z tego przyjemnosci. Rok temu moglismy z moim obecnym mezem kochac sie 3 razy dziennie. Wiec o co codzi??? Dziewczyny mam 21 lat!!! A co do zdrady to jest fakt mezczyzna nie jest w stanie dlugo wytrzymac. Moj maz narazie zartuje ze pojdzie na dziwki ale wiem ze to niedlugo stanie sie rzeczywistoscia. Ech...

mikki
26-06-2007, 11:52
do marek:z tymi garami to nie tak... u mojego partnera: najpierw gary potem seks o ile bede grzeczna... zartuje... w pewnym sensie...
miedzy nami jest 20 lat roznicy... kochamy sie,owszem, ale w weekendy lub na urlopie ale poza tym to zadkosc... Mialam ten sam problem. brak ochoty. wszelkie dyskusje sprowadzaly sie do klotni. trwalo to rok. on znalazl sobie kochanke, potem druga. chcialam odejsc na dobre, powstrzymal mnie, pogodzilismy sie. pojechalismy na urlop... trzy tygodnie lenistwa... slonce, woda, lasy... azyl. jak dla kogos kto mieszka w miescie. potem alkohol,spacery, kolacje we dwoje... co chwile nowa bielizna lub "zabawki". fantazjom nie bylo konca... doszlismy do porozumienia... dzis nie ma czasu na baraszkowanie... pozostaja weekendy i krotkie urlopy... nie mamy dzieci.. za to pracujemy, chyba za duzo. do dzis nie wiem gdzie tkwil problem, ale przelamalismy bariery... z trudem bo najpierw musielismy wykrzyczec co nam na sercu lerzy ale juz jest dobrze.kochamy sie i chyba o to w tym chodzilo.

Brie
26-06-2007, 11:58
Witam wszystkich. Do tego serwisu weszłam przez przypadek, ale jak widzę był to szczęśliwy zbieg okoliczności.
Ja nie mam aż tak długiego związku za sobą. Jestem z moim mężczyzną od 2 lat. Pierwszy rok był cudowny i namiętny. Owszem biorę tabletki, ale w niczym mi one nie przeszkadzały. Jednak w pewnym momencie coś się zmieniło. Tu nawet nie chodzi o to, że je nie mam ochoty, tylko że sama myśl o seksie powoduje u mnie ciarki na plecach. Jakie kolwiek jego gesty, takie bardziej intymne wprowadzaja mnie w zakłopotanie, czuje się zażenowana i najcętniej uciekłabym jak najdalej. Już zastanawiałam się nad tym, że to może taka podswiadoma reakcja na to, że nie pasujemy do siebie, ale nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Mój chłopak mówi, że bardzo mnie kocha i daje temu wyraz, ale wiem, że jest mu źle, jakby nie patrzec to trwa juz prawie rok. Nie chce go krzywdzić, a z drugiej strony nie wiem co robiś, czy zakończyc nasz zwiazek czy nie. Kiedyś nawet próbowałam to wszystko skończyć, ale mój chłopak wciąż powtarza, że bardzo mie kocha i nie może beze mnie żyć i że jakos się to ułoży, ale sie nie układa. Próbowałam szukac pomocy u gnekologa mówiąc mu o moim problemie, ale stwierdził, że to przez tabletki. Przepisał mi inne, ale to nic nie dało. A blsikość staje sie dla mnie coraz większym problemem. Ostatnio mam takie przeczucie, że to coś we mnie, w mojej głowie, zaczynam myśleć, że sama sobie stwarzam problem, którego nie ma tak naprawdę. Żyć w takiej świadomości i w ten sposób- nie wyobrażam tego sobie. Jestem w kropce.

mikki
26-06-2007, 12:25
spokojnie... to nie jest tak ze jeden czynnik powoduje brak checi... puki co ciesz sie ze twoj partner jest tak wyrozumialy... w takich sytuacujach jest to pomocne nawet gdy wydaje ci sie czasami ze on dziala ci na nerwy... cierpliwosci. u mnie trwalo to rok, nie pamietam jak i dlaczego... ale problem byl. sprobuj czegos nowego.. idz na dlugi spacer... swierze powietrze dobrze ci zrobi... wez cieply prysznic. staraj sie pobudzic organizm... nie jednorazowo ale stopniowo i caly czas, pamietam ze mnie tabletki bardzo rozleniwily i nic mi sie nie chcialo, i musze przyznac ze nie bylo to nic dobrego... bo dlugo odczuwalam skutki. bedzie dobrze, w koncu... inaczej byc nie moze!

szyszunia
26-06-2007, 14:26
Hej dziewczyny, możecie mi pomóc? Jestem w związku od 5 lat, rok temu wzięliśmy ślub, mamy synka i całkiem dobrze nam się żyje. Mój problem polega na tym, że nie mam ochoty się kochać!!! :(
Wiadomo że mężczyźni to zawsze mają ochotę na seks, ale chyba na kobiety też przychodzi pora i same z siebie zaczepiają swoich facetów...????????
Ja jestem jakaś dziwna :confused: , bo nawet wole unikać takich sytuacji... żeby tylko się nie kochać.
Może za mało szczegółów napisałam, ale jak będą pytania to udzielę dodatkowych informacji.
Dziękuję za jakiekolwiek rady :D
----Zdegustowana----
moze nie zbrzmi to fajnie ale juz mi ulzyło ze nie jestem sama.Mam taki sam problem jestem rok po slubie znamy sie od 5 lat i mamy 5 miesiecznego syna i tak jak ty nie mam ochoty na seks moze to przez dziecko dalismy mu wiecej miłosci niz myslałysmy i zabrakło jej dla nich.Mam nadziej ze to z czasem przejdzie iznów seks bedzie sprawiał mi przyjemnosc. MUSIMY BYC DZIELNE I JAKOS TO ZNESC.POZDRAWIAM :o

agulkaP
26-06-2007, 14:54
Ja też zawsze miałam problem z seksem. Dla mnie mógłby w ogóle nie istnieć. Nigdy nie odczuwam takiej potrzeby. Mam 32 lata i nic się nie zmieniło. Tabletki nie miały na to żadnego wpływu. Nigdy nie wychodzę z inicjatywą, bo odczuwam pożądania. Jest to problemem, bo mam już drugiego męża i ten i poprzedni mieli do mnie o to pretensje. Sprawia mi to wielką przykrość, bo sama wolałabym byc inna, ale nie potrafię tego zmienić. W moim przypadku duże znaczenie ma więc podejście męża. Jeżeli nie sprawi, że się podniecę, to guzik z tego będzie. Musi więc zawsze zaczynać od głaskania, przytulania, smerania, całowania, bo jeśli zacznie od "końca" to mnie tylko wkurzy i po robocie. Chciałby, żebym to ja czasem przejęła inicjatywę, a ja nie daję rady. Kocham go, ale nie czuję wtedy żadnej przyjemności. Ale kiedy już się kochamy "po mojemu" to jest mi dobrze i mogłabym tak nawet codziennie. Tylko, że bardzo często inne rzeczy są dla mnie ważniejsze (jak pisało wiele z was), bo mój organizm nie domaga się seksu. Borykam się z tym od jakichś 12 lat i jeszcze nie znalazłam sposobu, żeby to zmienić. A uwierzcie mi, bardzo bym chciała...

carla
26-06-2007, 17:06
doskonale Cie rozumiem.Mam dopiero 25 lat ale nie pamietam kiedy mi sie chcialo kochac.Ze swoim facetem jestem trzy lata,mamy synka i mogłby sie ktos spytac skąd on sie wziął.Nie to nie bocian go przyniósł,ja go urodziłam.to pewnie dlatego ze jesli sie kocham to ze względu na swego partnera.Zle sie dobralismy bo on chyba moglby 24 godziny na dobe.Z tego powodu czesciej sie kłócimy i zastanawiam sie kiedy mnie zostawi.Czasem sobie mysle czy tylko ja jestem taka nienormalna,przeciez caly swiat zachwyca sie seksem. Myslalam ze to naprawde cos wspanialego,a teraz modle sie zeby On zmeczony po pracy wczesniej usnął...

OlciaB
26-06-2007, 17:58
Załamujące jest to, że natura tak nas stworzyła!!! Czytając wszystkie posty uświadamiam sobie, że my w ogóle nie pasujemy do mężczyzn, nie zależnie od ilości potomstwa lub ich braku, to po pewnym czasie i tak popęd spada :confused:

************Dziwnie ten świat umeblowali....************

Ale z drugiej strony jaki byłby ten świat bez mężczyzn, więc może lepiej coś z tym zrobić, żebyśmy oboje mieli frajdę z seksu....

Może kiedyś któraś z dziewczyn zacznie nowy post o metodach na udany seks???

Pozdrawiam wszystkie nieszczęśliwe kochanki swoich mężów

Lavanda
26-06-2007, 20:05
Ten sam problem mialam ja. Jestem z moim facetem juz 2.5 roku. na seks wogule ochoty niemialam i zawsze sie obrazal na mnie i mowil ze on mnie juz nie podnieca. Wiec pewnego dnia zaczelismy o tym rozmawiac( bo sie balam ze mnie zdradzi a zniego naprawde jest aniolek) i podielismy decyzje ze bedziemy robic seks oralny i nawet mi sie to spodobalo bo tak naprawde seks mnie juz sie znudzil chcialam cos nowego wyprobowac i sie nam udalo. Kobietki sprobojcie seksu oralnego moze to wam tez pomoze jak i mi pomoglo :) pozdrawiam was wszystkich

JULKA84
26-06-2007, 20:08
Czesc! Ja tez tak mam, niestety :( i niewiem co z tym zrobić?! Jestem z facetem od 5 lat, niby jest dobrze, ale tez mam takie chwile ze sobie mysle,ze seksu by nie musialo byc (oczywiscie nie na zawsze) Mam takie momenty ze jak moj facet chce to mie sie za bardzo nie chce :( i musi sie troche natrudzic zeby mnie podniecic. Mam nadzieje ze w koncu znajdzie sie jakas dobra duszyczka i znajdzie na to złoty srodek- by nam sie chciało :D i podzieli sie z nami :o

JULKA84
26-06-2007, 20:13
niio od czasu do czasu stosujemy seks oralny... dla urozmaicenia:-) ale ja bym chciała ochote na taki pełny szalenstwa SEKS!

ank
26-06-2007, 23:03
Czytam i czytam te wasze wypowiedzi i oczom nie wierzę. Myślałam że tylko ja mam taki problem a tu proszę: zbiorowy bunt naszych ciał...

magig11
27-06-2007, 08:36
Jak to dobrze, że weszłam na te forum. Też tak mam jakiś czas i baaaardzo mnie to męczy. Gdy mówię koleżankom o tym moim "problemie" to patrzą na mnie jak na kogoś z kosmosu, nie z tej ziemi. A ja czuję się jeszcze gorzej.
A najdziwniejsze jest to, że mam super przystojnego męża, ma piękne ciałko (koleżanki mówią na niego Ciasteczko), jest cholernie seksowny, ale... nie dla mnie. Gdy już się kochamy jest cudownie, orgazmom nie ma końca, ale niestety, rzadko mam ochotę. Myślę, że to coś z hormonami, bo po miesiączkowaniu mam zwiększony apetyt na sex, ale to chwilowe, a miesiąc długi... :( Wstydzę się iść do sexuologa, może mój ginekolog jakoś mi pomoże.
Winko pomaga, ale nie mogę pić alkoholu zbyt często. A moze są jakieś tabletki typu Viagra Women??
Nie chce, żeby poszedł do innej, bo wiem, że ja mogę dać mu wiele szczęścia. Jesteśmy ze sobą 10 lat, mamy córeczkę, którą bardzo kochamy i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie sex. Gdy przychodzi wieczór, Niunia śpi, to ja albo w momencie jestem baaaardzo zmęczona i muszę sie położyc, albo źle się czuję, bo ile razy można mówić, że sie nie ma ochoty. Stresuję się każdym nastepnym dniem, bo boję się, że będzie chciał się kochać.
To chore, a ja chcę się z tego wyleczyć, bo obydwoje jesteśmy nieszczęśliwi.

Marek107
27-06-2007, 09:24
Hej, dziewczyny, jak trafiłem na to forum i ten wątek (przez przypadek) to się początkowo ucieszyłem, że ktoś ma podobny problem. Ale w miarę upływu czasu i przybywania postów jestem coraz bardziej zrozpaczony. To jakas ściana płaczu, zbiorowy bunt kobiecych, popieram OlcięB, napiszmy coś u udanym seksie!!!!

olci
27-06-2007, 10:48
A ja myślałam że jestem sama... Naokolo wszystkie kolezanki opowiadaja jak to sie kochaja 3 razy dziennie i po 5 min maja orgazm itd. A ja slucham tego wszystkiego i mam wrazenie ze nie jestem kobieta, mnie to w ogole nie dotyczy. Pocieszajace jest to ze nie jestem z tym problemem sama, coprawda to nic nie rozwiaze ale podnosi na duchu...

Marek107
27-06-2007, 10:54
Oclia, z tym trzy razy dziennie i orgazmy przez 5 min, to bujdy, kobieta w czasie orgazmu nie ma poczucia czasu... Wiesz, nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale 3 razy dziennie to chyba tylko aktorkiz filmów porno... Zresztą nie liczy ilość tylko jakośc, jak kobieta jest zaspokojona, to nie ma znaczenia ile razy... Znalazłem interesujący nas watek: http://www.polki.pl/forum/showthread.php?t=685 , ale niestety tam tez zaczyna się ściana płaczu.

lonely6
27-06-2007, 11:24
To i ja może coś dodam.

Taką swoją...HISTORIĘ

Staż małżeński : 13 lat, dziecko 11 letnie.
Pobraliśmy się "z miłości".
Ja byłem typem romantyka, nie miałem nigdy żadnych dośw.
(no może poza "samo..." - ale to chyba każdy facet musi przejść...)
Wierzyłem, że spotkam ta jedną-jedyną... Nawet pocałunki zostawiałem dla NIEJ...
O seksie rozmawialiśmy, o uczuciach, o przyszłych dotykach, o byciu razem, tak najbliżej... Myśleliśmy jak jedna osoba.
Po półtorarocznej znajomości pobraliśmy się.
Minął jeden dzień (noc poślubna?), drugi, cztery dni. Przeszło to całe zamieszanie, rodzina się porozjeżdżała, mieliśmy spokój...i czas...tak tylko dla siebie.
Nie myślałem o seksie, o tym - jak będzie? Po prostu...- cieszyłem się, że mam tą jedną jedyną ukochaną kobietę - mam ją tylko dla siebie, moją ukochaną żonę., a może bardziej...- to ja mogę i chcę być dla NIEJ.
To była chyba czwarta noc po ślubie (niech ktoś nazwie ją "poślubną" jeśli chce...)
Wieczór, półmrok, ona ubrana w zwiewną, śliczną białą atłasową koszulkę...
Podchodzi do mnie, całujemy się , obejmuję ją i...słyszę
- "tylko bez wsadzania !"
-czego?, -gdzie?
- coś się wali, coś dziwnego czuję w duszy...
Nie wiem co się działo, nie pamiętam - a bardziej...nie chcę pamiętać...
Nigdy nie miałem nocy poślubnej...
Kolejne dni, noce...
- połóżmy się obok siebie i...śpijmy, przytul się...tylko mnie nie dotykaj, śpij już...
- Ale ja chciałbym Cię pieścić, całować, kochać się z Tobą.
- przestań gadać bzdurki, śpij... kocham Cię, przytul sie tylko do mnie...

Mijały dni, noce, tygodnie i miesiące...
Ja rzuciłem sie w wir pracy "dla nas", żeby czegoś się dorobić.
Wstawałem o 7, o 7.30 zaczynałem pracę na budowie przy naszym domu.
Kończyłem o 21, 21.30 - co drugi tydzień odbierałem żonę spod pracy
(pracowała na dwie zmiany) lub odprowadzałem ją rano pod zakład.
Bez przerwy robiłem, od świtu do nocy (teściowie nazywali mnie "pracuś")
Wieczorami (nocami bardziej)...czytałem książki, robiłem coś w warsztacie (
a to półkę dla żony a to ławeczkę do ćwiczeń czy ciężarki)

Mijały miesiące.
- kochaj się ze mną, błagałem, pozwól choć cię pieścić, całować, dotykać.
Pozwól abym choć ja mógł Ci dawać pieszczoty, to mi wystarczy.
-śpij, przestań, daj spokój, wtul się tylko we mnie, śpij...
Leżałem jak kłoda /musiałem leżeć choć "targało mą męskością", czasem cicho płakałem - niemęskie? może... - choc jestem raczej typem "twardziela"- silny, dobrze zbudowany, sprawny (wiele lat zawodniczo judo, karate itp.), chyba przystojny ( 1.74m, długi czas 68 cm w pasie, 110 w klatce, 68 kg wagi)
Powstrzymywałem się przed ...przed tym aby rządził mną penis, żądze.
/ nie, - czasem "kochaliśmy się"- tzn. ja ją pieściłem (zgadzała się na to), długo, czule, z ogromnym "wczuwaniem się", całowaliśmy się, potem ona... -pozwalała mi "wejść na chwilę" ("ale szybko bo nie ma czasu"... - 5 minut?
- tak ona potrafiła z "kochania się" zrobić coś bezdennie idiotycznego...
- co, już? , nie możesz się spuścić? Dobra, dość już, przestań...
A ja...coraz bardziej zszokowany, tracący sens życia, bycia , kochania kogoś...
(tak na marginesie - kiedyś "szczyciłem się" (chyba przed sobą samym - faceci tak mają...) że mam "spory sprzęt" (19cm), w miarę bycia przy ...przy niej (mojej żonie) przestawałem normalnie reagować, odczuwać, myśleć...
Kiedyś podczas badań w szpitalu zdiagnozowano : - ma pan chore serce...
(- nie wie pan dlaczego, co moze byc przyczyna? - jakies stresy? - nie nic ( to moja "żona" kazała mi milczeć...
Czy nie próbowaliśmy leczyć jej "oziębłości" ?
Hmmm.. - po pół roku, na moje usilne namowy zgodziła się pójść ze mną do "poradni katolickiej przy kościele" - jak wizyta?
Uciekła, wyrwała się, gdy juz mieliśmy wejść.
- pan sam? tak, bo żona...chora jest.
Potem byłem tam jeszcze kilkakrotnie, dostawałem książki i kasety "dla żony"
- Przeczytałem i obejrzałem ...sam.
( bo ona "takich głupot czytac nie będzie", to ja jestem chory i ...zboczony,
ona jest ...normalna... tak mówiła - usiłowała mi wmówić...)
Czasem nocami ...uciekałem z domu, biegłem gdzieś przed siebie by...
powrócić nad ranem..
Pamiętam kiedyś pokłóciliśmy sie (kolejna rozmowa o potrzebie dotyku, czułości, o "byciu małżeństwem" , o potrzebie seksu...
- Ty chyba chory jesteś, lecz się...
Nie wytrzymałem. stojącą obok pufę i stolik roztrzaskałem o podłogę
za sobą... Ona się popłakała, ja...nie pamiętam, nie chcę pamiętać.
(nie nic złego - chyba gdzieś poszedłem sobie pobeczeć - nie reagowała na żadne słowa i tłumaczenia - do dziś wypomina mi że "rzucałem w nią stolikem i pufą".
Modliłem się nocami... - by Bóg ...odebrał mi życie ...lub przynajmniej mą męskość - na co mi ona, tylko wszystko psuje...
(i chyba Bóg mnie wysłuchał... mój penis sobie malał i malał... - nie wiem czy ma dziś 14 cm... poza tym...mało co reaguje na podniety...)
- czy nie próbowałem innych sposobów na rozbudzenie żony?
Tysiące... i nastrojowe kolacje, krople na podniecenie (dziwnym trafem je zgubiła...a poza tym - ona nie będzie się truć, a mnie chyba porąbało...itp itd i wyjazdy (nasza "podróż poślubna"
- miesiac nad morzem... tak, "było"... może 2 - 3 razy ( 5-10 minut)
A ja...najczęściej nocami siedziałem nad brzegiem morza i pusto gapiłem się w morskie, odległe horyzonty...
Kiedyś stwierdziła, że może zmieniłaby się gdyby zaszła w ciążę, choć panicznie się jej boi...
No i zaszła w ciążę (dokładnie wiedziałem kiedy "to się stało" itp
- po prostu jej..."gotowość do seksu" - była tak sztuczna, "ustawiana na minuty", że....)
Ale to niczego nie zmieniło (nawet "było gorzej" - nie, nie, przecież wiesz, że możesz dziecku coś zrobić...)
(nasz pobyt na morzem...- wtedy była w 3-4 miesiącu ciąży...
najlepsza okazja aby moc spokojnie i na luzie oddawać się sobie wzajemnie...
- oczywiscie po powrocie z wczasow stwierdzila, ze "chyba ją zaćmiło" i chyba zapomniała, że jest juz w ciąży i drugi raz "zajść nie może"
- i mogłaby się przecież ze mna kochać...)
Potem były jej kolejne słowa, - że może jak urodzi, to sie zmieni...
A mi bez przerwy dźwięczały w głowie i pamięci jej różne słowa:
- weź się, ty chyba chory jesteś, lecz się, daj mi spokój, boli mnie głowa, brzuch, - czy byłeś dziś w kościele?, najpierw posprzątaj, nie, bo ktos może przyjść, nie bo coś mnie szczypie, nie bo swędzi, nie bo... wiecznie i bez końca - nie i nie...
Przestałem ją chyba kochać po 3 latach...
Stałem się takim pustym wypalonym wrakiem faceta.
Kilkarazy ugadaliśmy się, że "to ona będzie sterować naszym związkiem i seksualnością" - jeślibym ja przestał ją zachęcać, mówic w ogóle o seksie, czy choćby ją obejmować to ona...ona się może zmieni i sama "będzie tego chcieć".
Mijały dni i tygodnie, miesiąc, trzy miesiące...
- ... hej, nie zapomniałas o czymś.
- o czym ?
- seks, żeby choćby mnie pocałować...
- aaaa. faktycznie zapomniałam...
- co, to juz trzy miesiące? a tak, jutro, pojutrze będzie...
Nie było... ani "jutro" ani "pojutrze" - ...zapomniała...
/nie chodzi tu o stosunek czy upojną noc ale o zwykłą chwilę
objęć , pocałunków, dotyków pełnych pożądania.../
/ kochanie się.... potrafiła mieć pretensje o to że...
zbyt wrażliwe mam swoje sutki, że zbyt mocno przeżywam, że wczuwam się,
że hałasuję... o wszystko...
Pozwalała się zapieszczać ustaki (to chyba jedyna rzecz którą ...lubi)
- ja bym to robił bez końca, raz za razem a ona... - no dość, juz...
juz mnie poskręcało - idź spać... - No coooo? przecież Ci pozwoliłam się zapieścić, powinieneś być wdzięczny.../
Parodia...seksu, bliskości, czegokolwiek...

Moja żona czasami stwierdzała, że "ona seksu w ogóle nie potrzebuje",
że niestety "ona nie wiedziała", że nie ma on dla niej żadnego znaczenia,
że zrobiła mi wielką krzywdę wiążąc się ze mną itd itp.
/ a cały czas była i jest cholernie zazdrosna, o każdy uśmiech czy gest wzgl. innej kobiety, potrafiła ...przeszukiwać moje torby z pracy, szafki w domu itp. szukając..- chyba listów od kochanek ;-P
No i ciągle powtarza, że mnie kocha.
tak - a jej UCZUCIA sprowadzają się tylko i wyłacznie do ...potrzeby bycia obok mnie...(żebym spał z nią w jednym łózku - spał i tylko spał...
- hmmm.kiedyś sam zrobiłem nasze spore łóżko...2 m x 1.60
Ona cieszyła się....że będzie miała gdzie wygodnie spać...

To wszystko napisałem ...tak po prostu...aby troche wyżalić się,
aby ukazać, że ...nieciekawie może byc jak dwoje ludzi sie nie dobierze
właściwie do siebie, tak jak w naszym przypadku...
/ może w tym roku rozwiedziemy się - rozmawialiśmy o tym kilka razy "tak na sucho, beznamietnie" - ona juz zgodziła się, z orzeczeniem "o jej winie"...

A ja....żałuję tylko, że nie dane mi było trafić na tą jedną jedyną ukochaną kobietę...
faceci tez potrafią być ...wrażliwi

Lonely - samotny...

mikki
27-06-2007, 11:34
hej.
do marek
Z calym szacunkiem Marku.
to nie tak z ta sciana, zaraz placz...? :eek: co do udanego seksu... jak najbardziej. tylko wez pod uwage ze wszystkie kobietki, ktore tu pisza mialy w miare udane zycie seksualne, a pewne czynniki zewnetrzne sprawily ze w tej akurat chwili jest inaczej. wiem ze to przejsciowe, bo NIESTETY cos o tym wiem. troche zrozumienia... domyslam sie ze faceci ktorych zony chwilowo sa... hmm... nieosiagalne, sa po dluzszym czasie troche znudzeni, zirytowani, lub zniecierpliwieni co czasami konczy sie przykrymi uwagami. a tu... jest nasz maly swiat... gdzie wspieramy sie wzajemnie i podnosimy na duchu. to mile wiedziec ze nie jestesmy same ze swoimi problemami... To jedna z tych milych rzeczy,ktora sprawia radosc. A co do udanego seksu...
jakies fantazje...? moze pomoze to tym kobietkom, ktore jeszcze borykaja sie z tym problemem... jako mezczyzna moze zdradzisz nam jak rozpalales kobiece hmm...serca. :D pozdrawiam
P.S.do wszystkich kobietek majacych podobne problemy: trzymajcie sie cieplo, nie ma tego zlego...

mikki
27-06-2007, 11:53
Ooooo! :eek: przepraszam za wyrazenie ale LONELY... TO NIE KOBIETA TYLKO POTWOR! :mad:
nie miec ochty to jedno ale tak traktowac drugiego czlowieka? to jakies chore jest. boi sie? ze niby ty jestes chory? czlowieku, ty powinienes jakis medal dostac, za cierpliwosc i w ogole... pozdrawiam. ;)

Brie
27-06-2007, 12:09
Lonley cóż można powiedzieć, to przykre, że twoja zona tak cię traktuje. Wygląda to tak, jakbyś był środkiem do osiągnięcia jej celu, taką marionetką, kimś na kim można sie wyżyć, wylać na niego swój żal. Być może ma ona jakiś problem, o którym ci nie powiedziała, ale to nie usprawiedliwia jej zachowania. Widzisz, ja też bym chciała, żeby mój partner tylko sie przytulił, ale to raczej o sobie myślę, że coś jest ze mną nie tak i staram sie mu to jakoś wynagrodzić, choć za bardzo nie mam jak. Ciężko jest funkcjonować w takiej sytuacji. Ja również podziwiam twoją cierpliwość i wyrozumiałość względem żony, ale nie mogę pojąć jak mogłeś pozwolić jej tak się do ciebie odnosić, może ta jej ignorancja była spowodowana strachem, może ona się boi i tylko w ten sposób umie sobie z tym poradzić, może trzeba było się kiedyś postawić, zareagować na te jej docinki. Ta jej ucieczka z przed poradni może sugerować, że boi się konfrontacji z czymś co w niej siedzi, z czymś z czym walczy. To byłoby jedyne realne wytłumaczenie dla mnie, jeśli tak nie jest to znaczy, że... chyba nie chcę nawet myśleć że tak może być. Można by było długo gdybać, ale nie o to chodzi. Dałeś wyraz dużej miłości do żony, przykro mi, że tak cię potraktowała. Pozdrawiam i życzę powodzenia w przyszłości i przede wszystkim wytrwałości. Nie rezygnuj z siebie- to rozwiązanie krótkoterminowe.

Marek107
27-06-2007, 13:36
Do mikki: nie jestem az takim znawcą, ale uważam, że najtrudniej sprawic, żeby kobiecie chciało się chcieć, potem to już mozna puścic wodze fantazji...Ale jak drazni każdy dotyk,. cóz same wiecie... Do lonely: chłopie, znam podobny stan z własnego doświadczenia (jestem teraz drugi raz zonaty), mnieksza o szczegóły, powiem tak: uciekaj jak najszybciej, i koniecznie IDŹ DO PSYCHOLOGA, to żadna ujma, a na pweno jest ci on potrzebny, Ja wyszedłem z takiego stanu jako wrak człowieka i zbierałem się kilka lat do kupy, szkoda życia. Jak by ci się jeszcze udało namówic obecną "żonę" na terapię, przypuiszczam, że później byłaby ci wdzięczna. Ona ma poważny problem z psychiką, może była molestowana w dzieciństwie albo inny koszmar, z którym sama sobie nie poradzi i w dodatku krzywdzi najbliszych. Trzymaj się!

lonely6
27-06-2007, 14:32
Tak, wiem - chyba są we mnie jeszcze jakieś pokłady...wrażliwości, może zmysłowości...
Tak, kochałem ją ( w czasie przeszłym) ale...nie pozwoliła poprzez swoje zachowanie, reakcje itp. na...na rozwój uczuć, bliskości związku i poczucia bycia jednym...
Nie, nie jestem aniołem... - jestem ...chyba normalnym facetem /może tylko ze sporym cierniem w sercu.../ - z potrzebą DAWANIA... i uczuć i wrażeń, odczuć "organoleptycznych" (ha, fajne słowo). kochania, również tego fizycznego.
Tak, chciałbym i nadal chcę czuć się facetem, i...brakuje mi bliskości kobiety, miękkości jej skóry, zapachów, dotyków, smaków jej ciała...
Pamiętam kiedyś, z młodości... - miałem może 21 lat. Koleżanka-kumpela, a bardziej przyjaciel. M. (miała może 18 lat) Skończyły się już jej urodziny, porozchodzili się znajomi, wieczór (może 23.00), zostaliśmy tylko my sami.
Marta się wykąpała, przebrała w zwiewną koszulkę... ja przy łóżku - czytałem jej jakąś książkę na dobry sen.
poprosiła czy nie zrobiłbym jej ...masażu, tak by ją rozluźnić, uśpić.
Masowałem jej łagodnie kark, plecy, ramiona... Dłońmi zacząłem zjeżdżać w dół, do piersi... I przestałem, ze sporym trudem ...wyhamowałem, przerwałem ten dotyk. Jej się strasznie podobało, mi... nie mniej... (choć pragnąłem jeszcze i jeszcze dawać dotyk...) Przeprosiłem ją, pocałowałem na dobranoc, cicho zamknąłem drzwi, wyszedłem..
Na następny dzień rozmawialiśmy o tym wieczorze.
Ona...miała żal, że przestałem...ja...nie chciałem sie "rozmieniać na drobne"
- Marta miała chłopaka, ja...nie zastanawiałem się czy kiedyś kogoś spotkam...
- co najbardziej podobało Ci się w tym masażu ?
- to, tam, niżej, na dole, gdy zjechałeś na piersi...
-wiem M. i...dlatego przestałem...potem moglibyśmy siebie winić...
- .... dziękuję - usłyszałem
A na koniec tej rozmowy powiedziała coś czego chyba nigdy nie zapomnę...
- "wiesz, zazdroszczę kobiecie, którą będziesz kiedyś dotykać, której będziesz dawać pieszczoty, naprawdę będzie przy Tobie szczęśliwa..."

wyszło jednak całkiem inaczej... prawda ?
Może wspomnę jeszcze tylko o...swej pierwszej miłości.
Takiej...platonicznej. A., ukochana A.
Kochałem ją całym sercem, tak najpełniej, prawdziwie i szczerze.
Poznaliśmy się w pewne wakacje i...byliśmy jednacy, podobne zainteresowania, myśli, przeżycia...
Pisywaliśmy do siebie potem przez kilka lat (codziennie, po kilka -kilkanaście listów, listy z rysunkami, zdjęciami, a w nich poziomki lub...włosy Alicji...)
Kochaliśmy siebie nawzajem...
A potem ...okazało się to... z jej strony żartem, zabawą.
Cały mój świat się zawalił, myślałem o niebyciu, odejściu...
Miały być studia (architektura lub malarstwo), nie chcialem nic. Od nikogo. Nigdy.
Uciekłem w...wojsko (którego nie cierpiałem - ojciec wojskowa szycha, służbista ect.,
wspomnienia A.... - gdy miała 3 latka została zgwałcona przez żołnierza....)
jak ja nie cierpiałem armii..
Ale...chciałem się ukarać, za...za wszystko, za cokolwiek, za...w ogóle życie.
Potem trochę żale się wyciszyły, rozpacz odeszła w kącik.
Rzuciłem się znów w wir nauki - chciałem sobie coś udowodnić... byłem na szkółce kaprali. Średnia (z 13 przedmiotów) - 5.0 - pochwały, dyplomy (prowadziłem też naukę samoobrony w jednostce, coś na kształt galerii SF, mini-siłownię).
Nie zależało mi. Z ledwością wybroniłem się od przyjęcia kaprala, wybrałem jedynie jednostkę (blisko domu).
Minęła armia, kiedyś, będąc jeszcze w wojsku poznałem obecną żonę.
Była ładna, zadbana, wygadana, polubiliśmy się...
Szkoda, że nie zostało to tylko przyjaźnią...
/ może to moja wina - za bardzo...chciałem kochać...dawać siebie?/

Hmmm... to forum miało być "o braku pociągu kobiet do seksu"
a ja...zrobiłem z tego chyba wylewanie własnych żali...
Nie, to nie tak - piszę właśnie o seksie, o oziębłości...
Tak, wiem, kobiety potrafią być różne - i "drętwe" i "napalone"
- czasem to chyba nie od nas jednak zależy kogo spotkamy na swej drodze...

A nie można też chyba całkowicie winić mojej połowicy...
- po prostu, ...taka już jest... beznamiętna, nieognista, pusta.
To przecież nie jej wina, że ona nawet...mokra się nie potrafi zrobić
od pieszczot czy dotyku... (a ja...marzę o ...o tej wilgoci, tych śluzach pod palcami,
na udach, na moich ustach...
Może jej ..."winą" jest to tylko że..... ona nic nigdy "nie chciała z tym zrobić"...)

"Ktoś powiedział do kamieni - bądźcie ludzkie,
kamienie odpowiedziały : - na to jesteśmy jeszcze za miękkie"...
/ Eric Fride /
No nic, jakoś pozostaje nam żyć, bardziej chyba ...wegetować, trwać w tym
istnieniu, bez podniet, bez namiętności... - cóż warte jest jednak takie życie?...

pozdrawiam...smutasów (sam jestem z wewn. natury - b. pogodnym człowiekiem)

L.

lonely6
27-06-2007, 15:03
psycholog... - rozmawiałem z kilkoma, znam błędy swoje i jej.
(ona zawsze unikała takich rozmów - uważała że...problemy same sie rozwiążą)
(moja żona czasem żartowała, że mógłbym zostać sam psychologiem
lub.. seksualistą, albo ...aktorem filmów porno.. (jako, że b. dużo wiem "na te tematy" - teoretycznie...)
Nie dopasowaliśmy się. Ja... rozważałem wiele za - i przeciw naszego dalszego bycia razem....
Rozejdziemy się, to tylko kwesta czasu...
/ nie mam obecnie "gdzie się podziać"... - ja nie chcę mieć żadnych roszczeń
co do naszego domu, - nie potrzebuję kłótni, sądów itp.
Muszę ...niestety zacząć wszystko od nowa...sam...gdziekolwiek...
Może tylko na razie sam... Nie, żony już mieć nie chcę...
Może tylko "swoją kobietę" - tak by dla niej być, żyć, pracować,
dzielić się radościami i troskami, być razem, ze sobą, koło siebie, również tak najbliżej......
a ...czasem dawać jej pieszczoty... jeśli zechce to również orgazmy :-)
Odejście... - nie jest tak łatwo po prostu odejść.
Zostaje cała masa wątpliwości, problemów do rozwiązania, tych zwykłych, codziennych - pracy, życia, pieniędzy...
Może tylko tyle, że...wiem czego oczekiwać od życia...
Co cenić, na co zwracać uwagę... i...co, jak i... kogo kochać warto...

olci
27-06-2007, 15:16
No dobra male sprostowanko: a wiec chodzilo mi o to ze one moga po 3 razy a ja wysiadam po 5 minutach jezeli w ogole uda sie zaczac. I nie 5 minutowy ale po 5 minutach wiem tez troche dziwne ale wiem ze to prawda:)

olci
27-06-2007, 15:18
Dzieki Mikki:)

JULKA84
27-06-2007, 16:58
Do Lonely- bardzo cie podziwiam i jednoczesnie współczuje:-( Jestes bardzo wrazliwym mezczyzna ktoremu faktycznie brakuje bliskosci! Twoja zona to naprawde beznadziejna kobieta. Szkoda ze tak sie marnujesz w tym zwiazku. Nie zebym postawila na niej "kreske",ale naprawde jest oschła (co Ty wiesz najlepiej) ale moze faktycznie potrzebna jest jej pomoc tylko ona o tym nie wie, (moze niechce wiedziec) nie zdaje sobie sprawy z tego ze Ty jako mezczyzna- potrzebujesz czułosci, delikatnosci ogólnie potzrebujesz JEJ-Kobiety (po to chyba sie z nia zeniles) Naprawde szkoda ze wczesniej nie zdazyles poznac jej potrzeb a własciwie BRAKu jej potrzeb! Pozdrawiam i Trzymaj sie!!! Jestes OK!

Ankaaaa
27-06-2007, 22:33
no wiecie co, pierwszy raz spotykam sie z takim problemem u mezczyzny.szczerze mowiac naprawde wydaje mi sie wyjatkowy,ja bym marzyla o kims tak oddanym.ale mysle, ze lonely ma racje piszac, ze to nie jest w zasadzie niczyja wina,nawet zony.po prostu zle ze nie chce nic z tym zrobic.ale to jest niedopasowanie charakterow.temperamentow.tak mysle, moze ona ma jakies naprawde traumatyczne przezycia w podswiadomosci z dziecintwa, bo taka niechec do seksu,wydaje mi sie byc troche "chorobowa":| moze to glupio brzmi,bo mozna nie miec duzej potrzeby seksualnej,ale jakas chyba zawsze sie ma?a jesli nie seskualna, to samo dotykanie przeciez jest cudowne!oznacza po protstu bliskosc i milosc.wiwc cos tu jest nie tak.brak mi porady.a co do wlasciwego tematu to mam dosc podobnie- kiedy bralam tabletki anty-poped mi zmalal do minimum.kiedy przestalam brac wszystko wrocilo do normy.powiedzmy jakies 4-5 dni w miesiacu naprawde mam ogromna potrzebe,a w pozostale dosc umiarkowanie az do momentu ze cale cialo mnie boli a dotyk drazni i kochac sie po prostu nie moge.mysle, ze to zalezy od cyklu kobiety,niektore chca sie kochac wiecej inne mniej i tyle. wazne zeby sie dobrac pod tym wzgledem no i oczywisie byc wiernym:)duzo zrozumienia zycze wszystkim parom!!

zdesperowana
28-06-2007, 10:14
mam problem i nie wiem gdzie sie z tym zglosic,ja mam 25 l moj facte 23,ja jestem doswiadczona bardziej od niego,jestesmy ze soba rok ale nie wychodzi nam w seksie,tu chodzi o niego,on dobrze zaczyna gre wstepna rozpala mnie jednak jak rozkreca sie akcja to bardzo szybko mu opada czesto nawet jak jest we mnie,my uprawiamy seks w wielu pozycjach nie ma monotonii jednak nie wychodzi,uprawiamy tez sesks oralny ale nic.....jak sie uda to rzadkosc on nie moze poprostu sie spuścić,chcialabym mu pomoc ale nie wiem jak nigdy nie bylam w takiej sytuacji poradzcie mi prosze!!

lonely6
28-06-2007, 12:13
bardzo szybko mu opada czesto nawet jak jest we mnie,(...) on nie moze poprostu sie spuścić,chcialabym mu pomoc ale nie wiem jak nigdy nie bylam w takiej sytuacji poradzcie mi prosze!!

Wiesz, w czym tkwi - Wasz - problem ?
W pogoni - za podnieceniem, za przyjemnością.

(Ty "starasz się", on chce "dobrze wypaść" - "spuścić się"
jak to określasz (tak, wiem, sorrki za cytacik))
Może...całkowicie zapomnijcie /oboje/ o tym, czy "mu staje", czy
jego wzwód będzie trwał jedynie 4 sekundy czy pół godziny...
Spieszycie się gdzieś, bierzecie udział w jakichś zawodach, w wyścigu
gdzie metą nazywa się orgazm/spuszczenie się?

Kochacie się, jesteście ze sobą, pieścicie i dotykacie.Jesteście ze sobą
i DLA SIEBIE. I to jest ważne.
Po prostu...wyłączcie myśli, poddajcie się chwili, NIE MYŚLCIE !
Czujecie radość z dotyku? ok - to najważniejsze, sprawiacie sobie przyjemność pieszczotami - super!
Niech steruje wami...natura, choć facet, Twój men niech trochę przystopuje swojego..."ogiera" - ma przecież i usta i dłonie, dotyk i oddech... I ma słowa, szepty, westchnienia...
/ i coś na marginesie - "udany seks" nie zawsze musi kończyć się orgazmem,
wytryskiem itp. - dotyczy to facetów ! Sex to chyba coś więcej niż proste, niekontrolowane reakcje ciał.../
Popróbujcie...bawić się, cieszyć waszą cielesnością, odkrywając coraz to nowe i nowe ...reakcje, odruchy, kolorystykę całej tej otoczki doznań.
Zaręczam Ci...Wam, że "niemyślenie" o pogoni za rozkoszą
da wam dużo więcej radości niż czyste, racjonalne szukanie własnego zadowolenia.
(pamiętam kiedyś "całowanie się" tak całą noc - tylko pocałunki, ust, twarzy, powiek, włosów, szyi - wiele, wiele godzin (od...23.00 do ...może 4-5 nad ranem ?) I to były TYLKO pocałunki. W zatraceniu, zapomnieniu...
Te godziny minęły nam jak kilka minut...
Innym razem nasze usta złączyły się na ledwo kilka minut - a nam zdawało się
że to było kilka godzin, może dni nawet...)

Sama zdziwisz się, że...wszystko wróci do normy a Twój facet będzie miał
normalne, prawidłowe reakcje...
Nie goń za rozkoszą za wszelka cenę i na siłę... Po prostu...poddaj się
przyjemności, radości, podnieceniu. Ciesz się partnerem, pozwól by on cieszył się Tobą.
Zapomnij się dla niego, przy nim, w jego ramionach... gdy on jest w Tobie...

magig11
28-06-2007, 12:58
Hmmm???
Nie mogę wyjść z podziwu jaki Ty jesteś oddany swojej żonie. To jest dla mnie coś fantastycznego, to, jak piszesz nie o swoich zadowoleniach (chociaż to głównie o nich tu mówimy), ale o tym, jak bardzo chcesz robić dobrze swojej kobiecie, o tym, jak bardzo zależy Ci na DAWANIU jej szczęscia, rozkoszy. To niesamowite i fascynujace, że tyle z siebie chcesz jej dać i takie samo, ze ona nie chce tego przyjąć.
Moze się wymądrzam, ale zastanów się, może Ty jako człowiek, jako facet, w ogóle jej nie pociągasz, może lubi "na szybko" i wkurzają ją Twoje pieszczoty. Ja bardzo lubię i na pewno gdybyśmy się poznali dawałbys mi dużo fascynacji i frajdy z sexu, bo na samą myśl o tym co czytam, wodze fantazji dają o sobie znać i mam gęsią skórkę na plecach.
A przecież kilka dni temu pisałam, że nie chcę sexu, ze nie sprawia mi to przyjemności. Ale może tylko z moim mężem, może on robi coś takiego, co mnie denerwuje, co mnie odpycha, a nie podnieca? Boże, czy ten świat musi byc taki trudny? Czy ludzie naprawdę muszą przechodzić takie katorgi? Czy nie mogłoby być prościej - dopasować sie i życ długo i szczęsliwie?
Chwilami brak mi oddechu i jestem bardzo nieszczęśliwa, ze nie mogę dac mojemu mężowi tego, co by chciał, że nie mogę po prostu się kochać nie myśląc o tym kiedy skończy. To jest okropne. A "po" jest jeszcze gorzej, bo zastanawiam się dlaczego sie na to godzę, skoro nie chcę. Może się boję, że znajdzie "pocieszenie"...piękne, młode, dziko rozpalone? A ja zostanę sama. Boję sie samotności najbardziej w swiecie, bo stworzona jestem do "dawania" innym siebie.

jaania
28-06-2007, 13:25
Gdy zaczelam czytac ten watek, zastanawialam sie jak to ze mna i moim zwiazkiem jest...
Jestesmy razem 5 i pol roku i w pierwszych latach bylo tak ze moj mezczyzna mowil : "z czym jak z czym ale ze sprawami lozkowymi to chyba nigdy nie bedziemy mieli problemow" :p
Bylismy nienasyceni, szaleni na swoim punkcie... Kiedy chialam aby mi nasmarowal balsamem plecki to nigdy sie na tym nie konczylo jakos dzialalism na siebie tak ostro jak tylko mozna...
Po pewnym czasie pojawily sie nowe problemy, wspolne mieszkanie non-stop noi to ze ja zostalam nagle "sama", bo wyprowadzilam sie do innego kraju. Musialam rzucic prace ktora lubialam i ktora dawala mi wiele satysfakcji, nagle spotkania z przyjaciolmi nie byly takie proste, rodzina zostala daleko, wszystko zaczelo sie walic...
Ale chyba nawet w tamtym okresie nasze zycie seksualne bylo calkiem udane, nie takie swietne jak kiedys ale nie bylo zle.
Rok temu zaczelam pracowac dla firmy w ktorej pracuja polacy i bardzo mnie to cieszylo...
Pracowalam od rana do wieczora czasem nawet 70h na tydzien co oczywiscie w domu sie odbijalo. Wszystko co powiedzialam w domu o mojej pracy wszystko czym sie cieszylam bylo zle odbierane, moj partner zaczol byc okropnie zazdrosny bo bylam jedna z 2-ch kobiet w firmie i dnie spedzalam w meskim gronie...
Caly ten stres i odbil sie na naszym zyciu takze w sypialni. Nie potrafilam sie na niego otworzyc i jesli juz to byl to sex z "obowiazku". Nie chcialam aby czul sie odrzucony wiec czesto sama "zaczynalam"...
Jesienia zakochalam sie w innym...
To byl dla mnie szok bo uwazam sie za osobe stala i nigdy nie podejrzewalabym siebie o to abym mogla zyc "drugim zyciem". A jednak, mam tego "drugiego"...
Przy jego pocalunkach wiruje mi caly swiat i czuje sie demonem sexu jak kiedys a nawet bardziej... Czuje sie z tym bardzo zle i probowalam to juz niejednokrotnie skonczyc ale nie potrafie, mimo iz widujemy sie bardzo zadko (z mojej winy), jest kims dla mnie bardzo waznym i nie chodzi tu o sprawy lozkowe...

Teraz moj partner jest bardzo chory i miesiac temu kiedy po operacji jaka przeszedl wyjechalismy na troszke za miasto to nie potrafilismy od siebie oderwac rak, bylo tak jak dawniej...
A jak odwiedzili nas rodzice to nagle wszystko wrocilo moj partner zachowywal sie tak jak nie lubie, robil wszystko to co mie w nim irytuje i jestem pewna ze robil to specjalnie... Jak dziecko...

W tym roku zaczelam zaznaczac kazdy dzien w ktorym dzialo sie cos w naszym pozyciu i jestem w szoku ze taka b. niska srednia nam wychodzi...
Ale to nie tylko ja, to takze stres jaki on ma zwiazany z praca...

A nawiazujac jeszcze do antykoncepcji to w styczniu przestalam brac pigulki, a taka antykoncepcje stosowalam przez 11 lat z polroczna przerwa i kilka razy z miesieczna bo tak zalecal lekarz. I dziwna sprawa, ale mysle ze moj apetyt na seks jest troszke wiekszy... Ale i w ciagu tych 6 miesiecy przybylo mi w ciagu pierwszych 3-ch 8kg (nic innego sie nei zmienilo w moim zyciu: aktywnosc ani dieta) ktore ciezko mi teraz zrzucic :(
Wiec radze mocno pilnowac wagi jesli ktos ma zamiar przestac stosowac tabletki.


lonely
Jestem zaskoczona ze wytrwales w takim zwiazku az tak dlugo. Mam nadzieje ze uda ci sie zaczac zycie na nowo.
Pozdrawiam

zoja
29-06-2007, 08:38
jaania, podwójne życie nie jest rozwiązaniem. U mnie też z początku było cudownie, a później coraz gorzej. I wtedy zaczęłam spotykać się z innym. Ale nie można tak długo żyć, chyba że ktoś jest bardzo wyrafinowany. Mnie męczyło oszukiwanie, kłamanie, zdrada.
Ja myślę, że w moim przypadku odpowiedzialne jest podłoże psychologiczne. Przecież ten człowiek obok, to mój mąż, nie obcy, który mógłby mi zrobić krzywdę. A jednak czasami mam odrazę, tak straszną niechęć do sexu, która mnie przeraża.
Czy to jest mój obowiązek kochać się z mężem?

kasia19853
29-06-2007, 11:15
Hej dziewczyny, możecie mi pomóc? Jestem w związku od 5 lat, rok temu wzięliśmy ślub, mamy synka i całkiem dobrze nam się żyje. Mój problem polega na tym, że nie mam ochoty się kochać!!! :(
Wiadomo że mężczyźni to zawsze mają ochotę na seks, ale chyba na kobiety też przychodzi pora i same z siebie zaczepiają swoich facetów...????????
Ja jestem jakaś dziwna :confused: , bo nawet wole unikać takich sytuacji... żeby tylko się nie kochać.
Może za mało szczegółów napisałam, ale jak będą pytania to udzielę dodatkowych informacji.
Dziękuję za jakiekolwiek rady :D
----Zdegustowana----
Czesc
Mam 22 lata jestem w zwiazku od 2 miesiecy i prawde mowiac tez nie mam ochoty na sex co wydaje mi sie ze jest dziwne na poczatku zwiazku powinno sie miec ochote tym bardziej ze chlopak mnie pociaga jest bardzo kochany bylam juz w kilku zwiazkach i sytuacja byla ta sama przez co sie rozpadly:((
Probowalam juz prawie wszystkiego wymyslalam rozne momentu na sex miejsca ale to nic nie daje nawet ogladanie filmow co jest ze mna nie tak chyba potrzebuje pomocy
Pozdrawiam

lonely6
29-06-2007, 11:19
Hmmm???
Nie mogę wyjść z podziwu jaki Ty jesteś oddany swojej żonie.

Magig - to chyba nie oddanie, bardziej... zwykła ludzka uczciwość, może dobroć względem innych./znajoma - mająca podobne problemy jak ja - ona z kolei ma męża prymitywa, potrafiącego ją uderzyć czy poniżać (nie chcę teraz się o tym więcej rozpisywać - to temat na długą długą opowieść...) ta znajoma dziwiła się (wiedząc jak między mną a żoną sie nie układa) - pytała nieraz : - jak to możliwe, że jestem tak miły, dobry i uczynny wzgl. swojej żony na codzień? Dziwiły ją moje miłe słowa, gesty, uprzejmość i to, że jednak o nią dbam...
Wg. mnie to...normalne. Dbałość o bliskich. To, że nam się nie układa, że w ogóle do siebie nie pasujemy nie znaczy wcale, że mam być niemiły i wredny względem niej.
Owszem, czasem i mnie ponoszą nerwy (jak chyba każdemu sie zdarzy), brzydko się do niej odniosę ale... jak już tak całkiem się zapomnę...
(nie jestem ideałem - nawet być nim być nie chcę, mam swoje wady i zalety...jak każdy z nas)

Owszem, uwielbiam sex..Ale co z tego?
Nie mam "obiektu" na który mógłbym przelewać swe seksualne pomysły, fantazje, gesty i słowa..
Jakie to ma znaczenie, że UWIELBIAM (chciałbym móc robić to bez końca...) pieścić, ssać i lizać kobiecą łechtaczkę?
/zresztą...to jedyna rzecz, "radość" z cielesności jaka sprawia jej jakąś-tam przyjemność...
(dlaczego piszę "jakąś-tam"? Bo...może to śmieszne, żałosne, dziwne - nawet nie wiem jak to nazwać...Moja żona nazywa to "poskręcaniem".
- "no dobra, poskręcało mnie, możesz iść spać...
- no co, przecież ci pozwoliłam się zapieścić (bo wiem jak to uwielbiasz...)"
Ona nie czuje , nie odczuwa nic NIC ze swojego ciała, obojętne są jej pieszczoty i dotyki bioder, ud, szyi, piersi (nawet sutków), pośladków czy łona...
/jedynie "czuje coś z łechtaczki"...więc jak ma ją radować sex?
I nie jest to chyba "moja wina" - bo... tak, próbowałem i łagodności i mocniejszych dotyków, i nastrojowo i ostrzej,i szybko i powoli, i tysięcy miejsc i pór dnia i nocy...

Niech powie mi jakiś facet jakby się poczuł którykolwiek z was gdybyście pieścili waszą kobietę pół nocy, kilka godzin, dawali jej wszelkie możliwe dotyki, muśnięcia, pieszczoty dłońmi, ustami, pieszczoty talii , pleców i bioder... Gdybyście wczuwali się w to wszystko najbardziej jak potraficie, dawali jej całego siebie, bez pytań bez zawstydzenia, odkrywali
całego siebie, wszelką wrażliwość w sobie...dla niej, dla jej ciała, dla jej zmysłów, dla niej tylko... A ona to wszystko przyjmowała w rozmarzeniu (takie były wasze odczucia, nawet mruczała z zadowolenia)
I gdybyście po tych kilku godzinach...usłyszeli nagle wypowiedziane bardzo zwyczajnie i na trzeźwo : -"no dobra, przestań już bo mnie to drażni. A właściwie drażniło już prawie od początku... Zgodziłam sie tylko dlatego, że tobie to chyba sprawiało przyjemność.
I chyba nie byłeś zły że udawałam jęczenie?"
....
Tak, można przeżyć takie... słowa, takie reakcje, widocznie można.
Ja to przeżyłem. Choć wszystko wołało NIEEE ! to ci się śniło, nie było tych słów, tamtej nocy...

jestem wciąż, jakoś...

Chcecie jeszcze coś usłyszeć?

Noc. Jedna, druga, kolejne noce.
- Chciałbym sie z tobą kochać, kochaj się ze mną (bo wcześniejsze dotyki, próby przysuwania się w łóżku itp. odrzucała - ciągłe słowa :- weź się, -daj spokój, -chyba ci bije" itp. albo -jesteś zboczony, - lecz się ...)
- daj mi spokój, idź lepiej spać. Ty ciągle tylko o jednym...
To idę pooglądać telewizję.
- to idź, tylko jak wrócisz to mnie nie dotykaj, aby mnie nie budź
(i to nie jej "przekora" - bo przy próbie np. objęcia, pieszczot itp. albo w nerwach wstawała i szła spać do drugiego pokoju, albo mnie odpychała albo kopnęła mówiąc "o moich odchyłach")
No i wychodziłem. (-czy nie próbowałem trochę na siłę ją zdobyć? Tak, może kilka razy. - z jakim skutkiem? - kończyło się na jej płaczu, że jestem zboczony, że próbowałem ją zgwałcić, zrobić krzywdę, że jej nie kocham itp.)
Ok.
Kolejna noc.
Ona przykryta w łóżku.
Znów retorycznie pytam, ot tak, "z nawyku"...
- nie chciałabyś się kochać, może bym cię popieścił?
Znów słyszę :.
- Weź się, pozwól mi spać.
Siedziałem bezmyślnie do rana w drugim pokoju,
grając w jakieś gry, oglądając coś w tv.
Tak bez myśli, bez żadnych odczuć... - byleby sen mnie zmorzył,
bym zapomniał, zasnął...
Kolejne noce i ona znów z kołdrą pod brodą,
pusto, głupio pytam o to samo i po raz kolejny wychodzę bez słów...
I tak mijają tydzień, dwa tygodnie...
Mechanicznie (ha, czyżbym zmienił się w robota?)
pytam i widzę ją z kołdrą pod sama szyją.

Wychodzę.
Oglądam jakiś film, mija godzina, dwie...
słyszę jakiś ruch i...wchodzi moja żona.
Staje w drzwiach, ubrana w ładną erotyczną bieliznę
a ja słyszę : - jak nie chcesz to nie.
Ja na ciebie czekałam a ty mnie nie chciałeś.

-Ale...ja nie wiedziałem, że ty...że...bo tyle razy do ciebie przychodziłem
a ty mnie odpychałaś...
- to trzeba było skorzystać dziś. Specjalnie dla ciebie się tak ubrałam
a ty mną wzgardziłeś...
To chodź, będziemy się kochać.
O nie, już za późno, miałeś okazję i jej nie wykorzystałeś...
- ale skąd ja miałem wiedzieć?, przecież mnie przez tyle dni odrzucałaś?
-Gdy już wszedłeś wcześniej do pokoju to ja już byłam w bieliźnie.
Ale myślałam, że się domyślisz...
- ale ty wyglądałaś tak samo, z kołdrą pod brodą, milczałaś...
- no i sam jesteś sobie winny...
Próbuję dojść do niej, przytulić, objąć, odpycha mnie,
ściąga (bardziej zrywa) w złości bieliznę.
- śpij sobie dzisiaj sam, w dużym pokoju słyszę.

nie wiem, nie pamiętam...
- może wtedy całkiem we mnie wszystko umarło, wszystko straciło sens, nie wiedziałem czy to świat zwariował czy tylko ja...

/dziś wiem, że to tylko...ona/

Być stworzonym do dawania.
czasem nie warto...choć chyba to właśnie byłoby najlepsze.
Chcieć tylko dawać siebie, przyjemność i rozkosz tej drugiej osobie zapominając o sobie.
I aby ta druga strona chciała i postępowała tak samo...

Co do seksu.
Śmieszą mnie te wszystkie wypowiedzi gdzie ludzie piszą :znudził mi sie sex - co robić?
poradźcie...
To zależy tylko od nas. Znudził się ...bo widocznie to my sami jesteśmy nudni i nieciekawi.
Cielesność tyle ma barw i uroków, tyle smaczków i zaowalowań, że...to tylko od nas (od obojga partnerów) zależy jaki ten sex będzie. Czy nieskończenie piękny czy pusty, rutynowy, nudny.

pozdrawiam wszystkich którzy potrafią odkrywać w cielesności wciąż nowe i nowe pokłady jego nieskończonych uroków...


- lonely zostań moim kochankiem
bardzo to miłe (, rozkoszne, słodkie) ale... jestem naprawdę zwyczajnym
facetem, (może tylko odrobinę wrażliwszym od innych), - skąd wiesz czy nie rozczarowałbym Cię ... już po pierwszej nocy? ;-))

jaania
29-06-2007, 11:38
lonely

Z opisu jaki przedstawiles o akcji z bielizna wydaje mi sie ze to byla jakas tam wypracowana i ulozona przez Twoja zone proba ponizenia Cie...

Przykro mi sie zrobilo jak czytalam co napisales...
Wydawalo mi sie ze nie ma takich kobiet...
A jednak...

JULKA84
29-06-2007, 16:49
Jestem tego samego zdania co jaania. Ona sobie to wszystko zaplanowała, zebys zobaczył co tracisz, co probowałes "zdobyc" przez tyle nocy, zebys poczuł sie winny zeby Ci było zle... Niestety niektóre kobiety takie sa... :-(

lonely6
29-06-2007, 21:06
(...)moze są jakieś tabletki typu Viagra Women??

(...) wszystko byłoby cudownie, gdyby nie sex. Gdy przychodzi wieczór, Niunia śpi, to ja albo w momencie jestem baaaardzo zmęczona i muszę sie położyc, albo źle się czuję, bo ile razy można mówić, że sie nie ma ochoty. Stresuję się każdym nastepnym dniem, bo boję się, że będzie chciał się kochać.
To chore, a ja chcę się z tego wyleczyć, bo obydwoje jesteśmy nieszczęśliwi.
Tak, jest coś takiego (podobnie jak ...prezerwatywa dla kobiet - bodajże...femidom?)

VAMEA (lub pisane czasem błędnie Wamea) "(...) - stosowany regularnie podnosi poziom tlenku azotu we krwi, co umożliwia odczuwanie pełnej satysfakcji ze współżycia seksualnego, wzmaga libido
i zainteresowanie kontaktami intymnymi (w aptekach od stycznia 2005 r)" Poszukaj w necie - znajdziesz sporo informacji.
(kosztuje ok. 50 gr za 1 kaps. - opak. 180 kaps)

Ale Tobie chyba nie potrzeba leków. Jedynie... więcej, luzu, swobody...
Piszesz, ze "stresujesz się - bo będzie się chciał kochać"...
To nie myśl o tym, powiedz otwarcie partnerowi o tym, że ...obawiasz się, że on może chcieć a ty nie...Że boisz się niezrozumienia, wyrzutów, jego złości.
(nie musisz mu tego mówić wprost - może daj mu do zrozumienia zachowaniem, gestami, może w formie humorystycznej opowieści..."o kimś znajomym", że gdzieś słyszałaś, że przeczytałaś? Albo spróbuj coś wymyślić,
tak poddać mu tylko myśl, tylko zasugerować?
Albo zaproponuj mu...zabawę, grę w ...aseksualność. Twoją lub jego.
- żeby sprawdzić jak to jest "kilka dni bez seksu", albo, żeby to on wyczekiwał na Twój pierwszy ruch (ha, sprawdzi się - czy faktycznie sex nie jest dla niego najważniejszy - że nie wytrzyma, nie da rady, że pierwszy pęknie
- będzie Cię błagał o sex. Można mieć tysiące pomysłów. Uruchomcie wyobraźnię)
Sex...przecież sex to nie tylko sam stosunek.
A "kochanie się" nie zawsze musi kończyć się twoim orgazmem/jego wytryskiem.

magig... jesteś przecież wrażliwą, zmysłową kobietą...
Wierzę w Ciebie... ;-)

jaga_baga
30-06-2007, 00:10
To i ja może coś dodam.

Taką swoją...HISTORIĘ

Staż małżeński : 13 lat, dziecko 11 letnie.
Pobraliśmy się "z miłości".
Ja byłem typem romantyka, nie miałem nigdy żadnych dośw.
(no może poza "samo..." - ale to chyba każdy facet musi przejść...)
Wierzyłem, że spotkam ta jedną-jedyną... Nawet pocałunki zostawiałem dla NIEJ...
O seksie rozmawialiśmy, o uczuciach, o przyszłych dotykach, o byciu razem, tak najbliżej... Myśleliśmy jak jedna osoba.
Po półtorarocznej znajomości pobraliśmy się.
Minął jeden dzień (noc poślubna?), drugi, cztery dni. Przeszło to całe zamieszanie, rodzina się porozjeżdżała, mieliśmy spokój...i czas...tak tylko dla siebie.
Nie myślałem o seksie, o tym - jak będzie? Po prostu...- cieszyłem się, że mam tą jedną jedyną ukochaną kobietę - mam ją tylko dla siebie, moją ukochaną żonę., a może bardziej...- to ja mogę i chcę być dla NIEJ.
To była chyba czwarta noc po ślubie (niech ktoś nazwie ją "poślubną" jeśli chce...)
Wieczór, półmrok, ona ubrana w zwiewną, śliczną białą atłasową koszulkę...
Podchodzi do mnie, całujemy się , obejmuję ją i...słyszę
- "tylko bez wsadzania !"
-czego?, -gdzie?
- coś się wali, coś dziwnego czuję w duszy...
Nie wiem co się działo, nie pamiętam - a bardziej...nie chcę pamiętać...
Nigdy nie miałem nocy poślubnej...
Kolejne dni, noce...
- połóżmy się obok siebie i...śpijmy, przytul się...tylko mnie nie dotykaj, śpij już...
- Ale ja chciałbym Cię pieścić, całować, kochać się z Tobą.
- przestań gadać bzdurki, śpij... kocham Cię, przytul sie tylko do mnie...

Mijały dni, noce, tygodnie i miesiące...
Ja rzuciłem sie w wir pracy "dla nas", żeby czegoś się dorobić.
Wstawałem o 7, o 7.30 zaczynałem pracę na budowie przy naszym domu.
Kończyłem o 21, 21.30 - co drugi tydzień odbierałem żonę spod pracy
(pracowała na dwie zmiany) lub odprowadzałem ją rano pod zakład.
Bez przerwy robiłem, od świtu do nocy (teściowie nazywali mnie "pracuś")
Wieczorami (nocami bardziej)...czytałem książki, robiłem coś w warsztacie (
a to półkę dla żony a to ławeczkę do ćwiczeń czy ciężarki)

Mijały miesiące.
- kochaj się ze mną, błagałem, pozwól choć cię pieścić, całować, dotykać.
Pozwól abym choć ja mógł Ci dawać pieszczoty, to mi wystarczy.
-śpij, przestań, daj spokój, wtul się tylko we mnie, śpij...
Leżałem jak kłoda /musiałem leżeć choć "targało mą męskością", czasem cicho płakałem - niemęskie? może... - choc jestem raczej typem "twardziela"- silny, dobrze zbudowany, sprawny (wiele lat zawodniczo judo, karate itp.), chyba przystojny ( 1.74m, długi czas 68 cm w pasie, 110 w klatce, 68 kg wagi)
Powstrzymywałem się przed ...przed tym aby rządził mną penis, żądze.
/ nie, - czasem "kochaliśmy się"- tzn. ja ją pieściłem (zgadzała się na to), długo, czule, z ogromnym "wczuwaniem się", całowaliśmy się, potem ona... -pozwalała mi "wejść na chwilę" ("ale szybko bo nie ma czasu"... - 5 minut?
- tak ona potrafiła z "kochania się" zrobić coś bezdennie idiotycznego...
- co, już? , nie możesz się spuścić? Dobra, dość już, przestań...
A ja...coraz bardziej zszokowany, tracący sens życia, bycia , kochania kogoś...
(tak na marginesie - kiedyś "szczyciłem się" (chyba przed sobą samym - faceci tak mają...) że mam "spory sprzęt" (19cm), w miarę bycia przy ...przy niej (mojej żonie) przestawałem normalnie reagować, odczuwać, myśleć...
Kiedyś podczas badań w szpitalu zdiagnozowano : - ma pan chore serce...
(- nie wie pan dlaczego, co moze byc przyczyna? - jakies stresy? - nie nic ( to moja "żona" kazała mi milczeć...
Czy nie próbowaliśmy leczyć jej "oziębłości" ?
Hmmm.. - po pół roku, na moje usilne namowy zgodziła się pójść ze mną do "poradni katolickiej przy kościele" - jak wizyta?
Uciekła, wyrwała się, gdy juz mieliśmy wejść.
- pan sam? tak, bo żona...chora jest.
Potem byłem tam jeszcze kilkakrotnie, dostawałem książki i kasety "dla żony"
- Przeczytałem i obejrzałem ...sam.
( bo ona "takich głupot czytac nie będzie", to ja jestem chory i ...zboczony,
ona jest ...normalna... tak mówiła - usiłowała mi wmówić...)
Czasem nocami ...uciekałem z domu, biegłem gdzieś przed siebie by...
powrócić nad ranem..
Pamiętam kiedyś pokłóciliśmy sie (kolejna rozmowa o potrzebie dotyku, czułości, o "byciu małżeństwem" , o potrzebie seksu...
- Ty chyba chory jesteś, lecz się...
Nie wytrzymałem. stojącą obok pufę i stolik roztrzaskałem o podłogę
za sobą... Ona się popłakała, ja...nie pamiętam, nie chcę pamiętać.
(nie nic złego - chyba gdzieś poszedłem sobie pobeczeć - nie reagowała na żadne słowa i tłumaczenia - do dziś wypomina mi że "rzucałem w nią stolikem i pufą".
Modliłem się nocami... - by Bóg ...odebrał mi życie ...lub przynajmniej mą męskość - na co mi ona, tylko wszystko psuje...
(i chyba Bóg mnie wysłuchał... mój penis sobie malał i malał... - nie wiem czy ma dziś 14 cm... poza tym...mało co reaguje na podniety...)
- czy nie próbowałem innych sposobów na rozbudzenie żony?
Tysiące... i nastrojowe kolacje, krople na podniecenie (dziwnym trafem je zgubiła...a poza tym - ona nie będzie się truć, a mnie chyba porąbało...itp itd i wyjazdy (nasza "podróż poślubna"
- miesiac nad morzem... tak, "było"... może 2 - 3 razy ( 5-10 minut)
A ja...najczęściej nocami siedziałem nad brzegiem morza i pusto gapiłem się w morskie, odległe horyzonty...
Kiedyś stwierdziła, że może zmieniłaby się gdyby zaszła w ciążę, choć panicznie się jej boi...
No i zaszła w ciążę (dokładnie wiedziałem kiedy "to się stało" itp
- po prostu jej..."gotowość do seksu" - była tak sztuczna, "ustawiana na minuty", że....)
Ale to niczego nie zmieniło (nawet "było gorzej" - nie, nie, przecież wiesz, że możesz dziecku coś zrobić...)
(nasz pobyt na morzem...- wtedy była w 3-4 miesiącu ciąży...
najlepsza okazja aby moc spokojnie i na luzie oddawać się sobie wzajemnie...
- oczywiscie po powrocie z wczasow stwierdzila, ze "chyba ją zaćmiło" i chyba zapomniała, że jest juz w ciąży i drugi raz "zajść nie może"
- i mogłaby się przecież ze mna kochać...)
Potem były jej kolejne słowa, - że może jak urodzi, to sie zmieni...
A mi bez przerwy dźwięczały w głowie i pamięci jej różne słowa:
- weź się, ty chyba chory jesteś, lecz się, daj mi spokój, boli mnie głowa, brzuch, - czy byłeś dziś w kościele?, najpierw posprzątaj, nie, bo ktos może przyjść, nie bo coś mnie szczypie, nie bo swędzi, nie bo... wiecznie i bez końca - nie i nie...
Przestałem ją chyba kochać po 3 latach...
Stałem się takim pustym wypalonym wrakiem faceta.
Kilkarazy ugadaliśmy się, że "to ona będzie sterować naszym związkiem i seksualnością" - jeślibym ja przestał ją zachęcać, mówic w ogóle o seksie, czy choćby ją obejmować to ona...ona się może zmieni i sama "będzie tego chcieć".
Mijały dni i tygodnie, miesiąc, trzy miesiące...
- ... hej, nie zapomniałas o czymś.
- o czym ?
- seks, żeby choćby mnie pocałować...
- aaaa. faktycznie zapomniałam...
- co, to juz trzy miesiące? a tak, jutro, pojutrze będzie...
Nie było... ani "jutro" ani "pojutrze" - ...zapomniała...
/nie chodzi tu o stosunek czy upojną noc ale o zwykłą chwilę
objęć , pocałunków, dotyków pełnych pożądania.../
/ kochanie się.... potrafiła mieć pretensje o to że...
zbyt wrażliwe mam swoje sutki, że zbyt mocno przeżywam, że wczuwam się,
że hałasuję... o wszystko...
Pozwalała się zapieszczać ustaki (to chyba jedyna rzecz którą ...lubi)
- ja bym to robił bez końca, raz za razem a ona... - no dość, juz...
juz mnie poskręcało - idź spać... - No coooo? przecież Ci pozwoliłam się zapieścić, powinieneś być wdzięczny.../
Parodia...seksu, bliskości, czegokolwiek...

Moja żona czasami stwierdzała, że "ona seksu w ogóle nie potrzebuje",
że niestety "ona nie wiedziała", że nie ma on dla niej żadnego znaczenia,
że zrobiła mi wielką krzywdę wiążąc się ze mną itd itp.
/ a cały czas była i jest cholernie zazdrosna, o każdy uśmiech czy gest wzgl. innej kobiety, potrafiła ...przeszukiwać moje torby z pracy, szafki w domu itp. szukając..- chyba listów od kochanek ;-P
No i ciągle powtarza, że mnie kocha.
tak - a jej UCZUCIA sprowadzają się tylko i wyłacznie do ...potrzeby bycia obok mnie...(żebym spał z nią w jednym łózku - spał i tylko spał...
- hmmm.kiedyś sam zrobiłem nasze spore łóżko...2 m x 1.60
Ona cieszyła się....że będzie miała gdzie wygodnie spać...

To wszystko napisałem ...tak po prostu...aby troche wyżalić się,
aby ukazać, że ...nieciekawie może byc jak dwoje ludzi sie nie dobierze
właściwie do siebie, tak jak w naszym przypadku...
/ może w tym roku rozwiedziemy się - rozmawialiśmy o tym kilka razy "tak na sucho, beznamietnie" - ona juz zgodziła się, z orzeczeniem "o jej winie"...

A ja....żałuję tylko, że nie dane mi było trafić na tą jedną jedyną ukochaną kobietę...
faceci tez potrafią być ...wrażliwi

Lonely - samotny...



czytam i nie wierzę w to co czytam, że gdzieś tam są tacy mężczyźni, którzy chcą i potrafią tak dbać o swoje żony.
Chciałbym mieć obok siebie takiego człowieka.
"Bo większym szczęściem jest dawać niż brać"
Całkiem przypadkowo tu weszłam.... Poruszyło mnie twoje życie i twoje problemy. Twojej żonie można tylko pozazdrościć tak wyrozumiałego męża, pełnego ciepła, pragnącego bliskości, dotyku, pocałunków i potrafiącego to wszystko jednocześnie odwzajemnić.
Powtórze się, chciałabym mieć obok siebie takiego człowieka.

Pozdrawiam

ank
30-06-2007, 17:24
twoja żona jes poprostu nienormalna i tylko w niej tkwi problem. Można nie mieć ochoty na sex ale bez przesady. tak juz jesteśmy, my ludzie skonstruowani że musimy odczuwać podniecenie i rozkosz, czasem na sama myśl o pieszczotach. Jeśli ktoś ma z tym problem, to poprostu jest chory (takie zachowanie jak twojej żony jest nienormalne...)

Czasem gdy fantazjuję o czymś związanym ze sferą intymną to już na samą myśl robi mi się mokro... Ale tak nie musi przecież być zawsze. Bo przychodzą w życiu czasem takie momenty że czegoś tam brakuje i akurat w danej chwili nie podnieca nas coś co pół roku temu było wręcz podniecające.

Jak już pisałam wcześniej odrzucałam przez jakiś czas mojego faceta. Na początku ze względu chyba na dziecko bo całą uwagę przelałam na naszego synka. Nawet spał w łóżku między nami. Za każdym razem jak się do mnie dobierał to czułam że to już mnie nie podnieca, nie robiło mi się mokro między nogami i chyba przez to odrzucałam go. Z czasem przywykliśmy do tego i nawet już zadne z nas nie domagało sie nawet pieszczoty. Minęło przawie 2,5 roku i coś mnie olśniło. Zaczęłam sobie uświadamiać ze brakuje mi seksu...ale było już za późno bo okazało sie że mnie zdradził. Niby nic nieznaczący skok w bok ale siedzi to we mnie do dziś. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Próbujemy wszystko naprawić i oboje się staramy. Bo i ja i on zawiniliśmy...

Od jakiegoś czasu aż kipię na nowo chęcią dawania mu rozkoszy...a on. Chyba próbuje mi wynagrodzić te prawie 2 lata bez regularnego seksu, cudownych orgazmów, niezapomnianych pieszczot językiem i doprowadzania mnie do rozkoszy.

Naprawde, czasem można jeszcze wszystko naprawić...ALE do tanga trzeba dwojga...

A twoj żona LONLEY to ... Brak mi słów!

Partnerstwo nie opiera się tylko na seksie ale jest jakimś czynnikiem który wpływa na nasze relacje. Ja po udanej nocy jestem naładowana energią i mam ochote krzyczeć z radości. Znajomi np. widzą moją zmianę. Nie chodze już tak naburmuszona jak kiedyś, nie szczelam fochów. Potrafię podejść do mojego faceta i przytulić się ot tak poprostu, pocałować go nagle na spacerku i vice versa. Gdyby nie te upojne noce to nie zachowywalibyśmy się tak. Wiem to bo gdy brakowało seksu w naszym życiu to tego też brakowało. Mijaliśmy się gdzieś tak po drodze i żyliśmy jakby obok siebie. Dlatego udane życie seksualne to podwójna dawka energii - szczególnie w moim przypadku.

LONLEY - ja chyba nie wytrzymałabym tyle czasu co ty. W końcu człowiek musi to kiedyś z siebie wyrzucić bo inaczej sfiksuje.
Myślę, że nie ma co udawać tylko zwiewać od tego TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU i tej TOKSYCZNEJ KOBIETY.

Z tego co pisałeś wcześniej macie córeczkę...Uchroń ją przed podobną przyszłością bo historia lubi się powtarzać. Byle nie wdała się w matkę. I mam tu na myśli jedynie podejście do tych spraw sercowych i związanych z seksem. Bo przypuszczam że jest dobrą matką i dobrym człowiekiem. Wydaje mi się też ze twojej żonie ktoś musiał w dzieciństwie bardzo obrzydzić te sprawy-może jej własna matka???

Marcia1979
02-07-2007, 08:34
Weszłam na to forum zupełnie przypadkiem, od tak przeglądałam sobie stronki na necie i nagle zobaczyłam " Nie mam ochoty na sex. Pomocy". Do dzisiejszego dnia myślałam, ze jestem patologia, odchyłka od normalności, że przecież to nie jest normalne, ze nie ma się ochoty na sex skoro kocha się swojego faceta, ale niestety i w moim przypadku tak jest, jesteśmy ze sobą prawie 8 lat, w małżeństwie, mamy 5 letniego syna i od około 2-3 lat jest tak samo to znaczy mój mąz mnie kompletnie nie pociąga seksualnie, byc moze nie chdozi tu o pociagania, bo może czasami w myślach bym chciała się z nim kochac, ale jak przychodzi co do czego to tak mnie jego podchody denerwuja, wkurzaja irytuja sama nie wiem dlaczego, nie znam przyczyny takiego stanu rzeczy, niby wszytsko jest ok, niby dobrze się układa, ale nasze życie seksulane to porażka:( Na nic się zdają rozmowy, mąż często robi mi awantury, kłotnie, ze ja go już nie kocham, ze pewnie mam kogoś na boku, że on dłużej tak nie wytrzyma i że pójdzie na dziwki, ( kto wie może już był). To jest strasznie męczące, czlowek boi się nadchodzącego wieczora, udaje sennośc, ból głowu, brzuch, wykręca się koniecznością wczesnego wstania rano, tłumaczę się, ze wole rano podczas gdy rano nic się nie zmienia i jest jeszcze gorze. Nie mam już sił walczyc, czasami sobie myślę, że to pierwsze zauroczenie, te pierwsze lata małżeństwa minęły i teraz jest już tylko rutyna, przyzwyczajenie, nie pogama nic, to że jest dla mnie super kochany, ze robi wszystko co sobie zażycze, że wypijemy razem winko do kolacji, nic, nic , nic ............... Jeszcze do niedawna myślałam, ze tylko ja mam ten problem, ale widzę, ze niestety jest nas więcej, ale jak to wyleczyć, jak sprawić, żeby wszytsko było ok? przecież ja jestem młoda kobieta skoro teraz nie potrafię cieszyć się seksem to kiedy zacznę???po 50? Być może to macierzyństwo wszystko zmienia, może kobieta przelewa swoje uczucia na dziecko, może robi to podświadomie a może w jakims momencie życia twój facet cię zawodzi, póżniej niby się dogadujecie, wszytsko wraca do normy a jednak cos pozostaje nie tak???? może tu jest problem?

xyz
02-07-2007, 23:56
Czy to naprawdę ma takie wielkie znaczenie czy jest seks czy go nie ma? Czy tych kilka / kilkanaście minut jest naprawde tak bardzo ważnych, żeby się przez to kłócić, zdradzać, rozwodzić, obrażać, zadręczać ?!

ank
03-07-2007, 07:34
Drogi lub Droga XYZ...bez seksu nie ma tego poweru w związku. Udany seks i to co się dzieje w łóżku zawsze odzwierciedla nasze relacje w związku. Jak jest sek, a do tego jest udany i czerpiemy z niego przyjemnośc to widać patrząc na taką pare-są szczęśliwi. Gdy go brakuje lub wkrada się monotonia i znudzenie to (przepraszam za wyrażenie) o dupę roztrzaść taki związek...ja to przeżyłam i teraz na nowo budujemy nasz związek...jak narazie z rewelacyjnym skutkiem.
Nie dopuśćmy do stagnacji w łóżku, bo to zabija wszelką radość z bycia razem. Nic na siłę i za wszelką cene ale czasem warto się postarać.
A zresztą nie trzeba od razu się bzykać z partnerem...wystarczą miłe, czułe słówka, przytulenie się. Poprostu okazanie tej miłości-a nie złości i niezadowolenia.
Teraz widzę jak ważna jest rozmowa w związku zwykłe miłe słowo, komplement, które często prowadzą dużo, dużo dalej...w miłą i ekscytującą podróż!

lonely6
03-07-2007, 08:38
Czy to naprawdę ma takie wielkie znaczenie czy jest seks czy go nie ma? Czy tych kilka / kilkanaście minut jest naprawde tak bardzo ważnych, żeby się przez to kłócić, zdradzać, rozwodzić, obrażać, zadręczać ?!

Seks, seksualność, zmysłowość...
Istniejemy również poprzez ciało, to ono pozwala nam istnieć, żyć,
pracować, po prostu być tu i teraz.
Jesteśmy ISTOTAMI CIELESNYMI, czy tego chcemy czy nie.
Sex to cielesność, to zmysły - a więc wzrok, słuch, smak i węch...i dotyk.
Człowiek bez uczuć, bez dotyku, bez pieszczot, pocałunków nie ma racji bytu.
(lub...byt jego jest bezgranicznie ubogi i żałosny...)
Zaręczam ci, że dziecko bez bliskości matczynego ciepła jest...biedne, opuszczone, samotne. Mężczyzna czy kobieta bez czułości, bliskości ciała swego partnera, swego drugiego "ja" tylko wegetuje, nie żyje pełnią życia.

Otóż xyz jeśli dla ciebie "obojętne jest czy jest seks czy go nie ma" to... współczuję ci...
Nigdy nie będziesz czuć "jak to jest" zakochać się, wyczekiwać, tęsknić, wprost umierać z tęsknoty, pragnąć i pożądać...kochać...
Nie wiem czy masz kompleksy, czy jesteś zbyt zdominowany przez "poglądy religijne" czy twojego środowiska, czy masz może złe przeżycia z dzieciństwa. Twoje słowa jednak świadczą tylko o jednym - jak płytkie są twoje odczucia i uczucia.
Czy jest sex czy go nie ma... Czy kochasz czy nie, czy potrafisz darzyć przyjaźnią... Chyba pojęcia te nie są ci znane...


Czy tych kilka / kilkanaście minut jest naprawde tak bardzo ważnych, żeby się przez to kłócić, zdradzać, rozwodzić, obrażać, zadręczać ?!
Tak, są ważne, są CHOLERNIE ważne, i nie minuty, dziesiątki minut czy godziny ale CHWILE, chwile spędzone ze sobą, tak najbliżej jak można,
tak najbardziej ze sobą, obok siebie , w sobie wzajem...
Kochasz się ze swoja ukochaną, ukochanym, oddajecie się sobie całkowicie, bez pytań, bez wątpliwości, szczerze, bezgranicznie.
Sex... to nie tylko "akt płciowy", stosunek, kopulacja - to coś więcej, to...
rodzaj absolutu który tylko dwoje naprawdę kochających się osób, on i ona, mężczyzna i kobieta mogą przeżyć. Stają się sobie tak bardzo bliscy, tak zjednoczeni, ciałami, odczuciami, że...stają się JEDNO.
(pokaż mi w świecie inny sposób najwyższego ofiarowania, oddania
drugiej osobie, tak fizyczny sposób a zarazem tak duchowy ,transcendentny nawet... (może tylko jeszcze poród albo ...śmierć są "z podobnych kręgów ludzkich doświadczeń"...)

Jest coś takiego jak jak wrażliwość, empatia, czułość, dobroć.
Przyjaźń i miłość. To właśnie dzięki cielesności mogą się one rozwijać,
rosnąć w nas i czynić choć trochę lepszymi nas i.... ten świat.
Czy to w zwykłym przyjacielskim uścisku, objęciu na pocieszenie,
łzach smutku, zwykłym uśmiechu czy bliskości ciał dwojga kochanków...

ps. nie , nie jestem idealistą - po prostu, staram się patrzeć na świat
nie tylko przez pryzmat codzienności, jedzenia, pracy, obowiązków czy snu.
Staram się patrzeć i dostrzegać... i odczuwać , odbierać świat wszystkimi swoimi zmysłami, tak najbardziej jak tylko można...

xyz
03-07-2007, 13:21
Ofiarowanie, bliskość, czułość, miłość - brakuje tylko jeszcze słowa misterium. Misterium miłości spełniającej swój obrządek w sypialni. Dobrze Was rozumiem? A wszystko to na określenie kilku minut zwykłej czynności fizjologicznej, bardziej czy mniej udanej, na około której urosła cała nasza tzw. kultura. Nie wydaje się Wam to po prostu oszustwem natury, która swój cel widzi po prostu w prokreacji. Bulwersuje, bo zostaje tylko śmieszna prawda?

aniasztam
03-07-2007, 14:41
hej moge wam opowiedzieć jak to było u nas:)gdy poznałam mojego krzysia od razu wiedziałam że będę tylko jego a on tylko mój dość szybko zaczęlismy współżyć bo po około miesiacu znajomości był moim pierwszym facetem z czego do dzis jest bardzo dumny ale nie do tego zmierzam,nasze pierwsze stosunki kojarzyły mi sie z bólem i napięciem nie miałam ochoty na sex czasem udawałam że śpie żeby tylko sie a nim niekochać,widziałam jak cierpi,wyjechał na kilka tygodni do pracy za granice dzwonił prawie codziennie z czasem zaczęliśmy rozmawiać o sexie opowiadał co by mi zrobił gdyby teraz był przy mnie jak dotknął gdzie pocałował od jego głosu dostawałam dreszczy czułam wszystko na swoim ciele każdy dotyk,to było niesamowite zaczęłam myśleć o tym co chciałabym zrobić jemu i wiecie co okazało sie że zupełnie nie znam jego ciała!on wiedział gdzie mam najmniejszy piepszyk a ja co,kretynka:)naszczęście wrócił po siedmiu tygodniach kochaliśmy sie jak opętani (już nic mnie nie bolało,byłam zbyt szczęśliwa żeby czuć coś innego niż rozkosz)nie spałam całe noce oglądaliśmy filmy tylko dla dorosłych,bez przerwy sie kochalismy nawzajem myliśmy swoje ciała nawet zakładaliśmy sobie skarpetki,byliśmy razem jak nigdy przedtem teraz znam każdy mm jego cudownego ciałka uwielbiam patrzeć na jego goły tyłeczek pieścić go całego ustami łapać za krocze gdy ktoś może zobaczyć i wkładać raczke za majteczki jak idziemy na spacerek w jakieś ustronne miejsce:)JEST BOSKI!!!dziewczyny problem w tym że dla was sex kojarzy się ze złem koniecznym zapomniałyście jaki jest cudowny jak zbliża ludzi co powodują słowa i jak kochacie swoich mężów i chłopaków,spójrzcie na nich inaczej to działa oni są naprawde sexy i bardzo nas kochają nie warto tracic czasu na sen gdy tyle może się wydarzyć:)

lonely6
03-07-2007, 15:29
Ofiarowanie, bliskość, czułość, miłość - brakuje tylko jeszcze słowa misterium. Misterium miłości spełniającej swój obrządek w sypialni. Dobrze Was rozumiem? A wszystko to na określenie kilku minut zwykłej czynności fizjologicznej, bardziej czy mniej udanej, na około której urosła cała nasza tzw. kultura. Nie wydaje się Wam to po prostu oszustwem natury, która swój cel widzi po prostu w prokreacji. Bulwersuje, bo zostaje tylko śmieszna prawda?

Możesz określać to jak chcesz, wyśmiewać czy traktować innych niepoważnie...
( twoja sprawa, wcale nie zamierzam zmieniać twojego sposobu myślenia i odbierania cielesności...)
ale....
- kilka minut "czynności fizjologicznej"? (niestety, załamię cię, kochając się
doświadczam "trochę wyższych uczuć" niż przy opróżnianiu pęcherza czy jedzeniu... / poza tym te ostatnie czynności jakoś...nie rozwijają mnie ani uczuciowo ani "empatycznie" ect. /

Seksualność człowieka oszustwem natury... :confused:
Człowiek tym choćby odróżnia sie od innych ssaków, istot itp. (nazwij sobie to jak chcesz...- chyba że uważasz nas ludzi, w tym również siebie jedynie...za bardziej mądrą małpę...)
że jako jedyny nie ma ustalonej porami roku, okresami w swym życiu
- seksualności.
Potrafi czerpać z aktu płciowego przyjemność (choć to akurat potrafią niektóre zwierzęta...), być zazdrosnym, potrafi cieszyć się, tęsknic i płakać z miłości, również tej cielesnej...

Prokreacja jedynym celem miłości, jedynym, ostatecznym dążeniem?
Co ty wiesz o miłości, o bólu utraty ukochanej (bo przypuszczam, że jesteś facetem), o rozpaczy i tęsknocie?
Tak, kochałem bezgranicznie, bez żadnych pytań i wątpliwości, za samo to że ona jest. I nie myślałem, nie kalkulowałem (nigdy...), że wszystko cokolwiek robię aby z nią być, przy niej, koło niej, obok...robię po to by ją tylko zdobyć, by posiąść jej ciało, jej kobiecość...

Patrząc tak jak ty na świat.... wszelkie stany emocjonalne, wszelkie nasze
uczucia, relacje z innymi ludźmi...przestają mieć sens, okażą sie puste i głupie...

Ja...i wiele, wiele osób poza mną chcą wierzyć że to coś więcej
niż zwykła chemia ciał, niż zwykła fizjologia organizmów...

Chcemy wierzyć...wierzymy...i wiemy, że jest inaczej...
Na pewno nie dzięki ludziom podobnym tobie...

olgaXjoanna
03-07-2007, 21:59
Hej Olciu. Przeżywam to samo co TY, ale to nie wszystko. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że po prostu chcę spróbować seksu z innym facetem. Ciągle jakieś obsesyjne myśli mnie nachodzą. Mam stałego faceta od 5 lat. Właściwie z nim stworzyłam pierwszy poważny związek, ale to chyba tylko wygląda tak pięknie z jego strony. Zdradzam go... psychicznie i myślę, żę niedługo zdradzę fizycznie. Sama przed sobą się wstydzę. Dostałam - mówiąc tak wprost propozycję seksu bez zobowiązań. Rozważam to.

Ten facet mnie pociąga, a mój nie :(
Nie wiem co będzie dalej...

olgaXjoanna
03-07-2007, 22:02
Hej Olciu. Przeżywam to samo co TY, ale to nie wszystko. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że po prostu chcę spróbować seksu z innym facetem. Ciągle jakieś obsesyjne myśli mnie nachodzą. Mam stałego faceta od 5 lat. Właściwie z nim stworzyłam pierwszy poważny związek, ale to chyba tylko wygląda tak pięknie z jego strony. Zdradzam go... psychicznie i myślę, żę niedługo zdradzę fizycznie. Sama przed sobą się wstydzę. Dostałam - mówiąc tak wprost propozycję seksu bez zobowiązań. Rozważam to.

Ten facet mnie pociąga, a mój nie :(
Nie wiem co będzie dalej... :(

ank
03-07-2007, 22:20
Ja też kiedyś dostałam propozycję seksu bez zobowiązań i ... skorzystałam z niej. Fakt zdradziłam mojego faceta, ale to było długo przed naszymi problemami łóżkowymi i przed narodzinami naszego dziecka. Tak poprostu chciałam zobaczyć jak to jest z innym facetem. I wiecie co? Nie wniosło to nic nadzwyczajnego do mojego życia. Zdrada zawsze pozostanie zdradą. Mój facet do dzisiaj o tym nie wie, umiałam to ukryć...i nie zrobiłam tego , bo nie miałam ochoty kochać się z moim facetem, poprostu tak jakoś wyszło-nie żąłuję tego kroku (może to głupie i żałosne pomyślicie) i nawet utwierdziło mnie na tamten w przekonaniu czas, że z moim facetem lepiej się czuję i w łóżku i podczas wszelkich chwil intymnych.
Oczywiście nie chciałabym być zdradzona ponownie ani żeby mój skok w bok nigdy nie wyszedł na jaw ale stało się i przyznam że trochę mnie to czegoś nauczyło. Mianowicie tego że warto doceniać to co mamy teraz właśnie w tej chwili, bo może się czasem okazać że właśnie to tracimy albo już straciliśmy...

Pozdrawiam wszystkie dziewczyny które nie maja ochoty na sex ze swoimi kochanymi mężczyznami i życzę poprawy STOSUNKÓW!

xyz
03-07-2007, 22:27
lonely!

I chwała Bogu, że tak myślisz. Napisałeś: "Patrząc tak jak ty na świat.... wszelkie stany emocjonalne, wszelkie nasze uczucia, relacje z innymi ludźmi...przestają mieć sens, okażą sie puste i głupie...". I masz zupełną rację. Trafiłeś w sedno. Jedno zakłada drugie. Mylisz się jednak tutaj: z nikogo nie chcę się wyśmiewać i nikogo nie chcę traktować niepoważnie. Przeciwnie. Zadaję tylko jedno pytanie: "czy?". Chciałabym wierzyć w to co napisałeś, i podziwiam Cię, że sam w to wierzysz. Jesteś idealistą. Romantykiem. Skąd u Ciebie ta pewność, że seks to jest coś więcej. Ja nie pytam o miłość. Nie pisz o miłości. Łączysz w swoich wypowiedziach różne rzeczy, które nie mają z seksem czasem nic wspólnego. Wyżej wypowiadały się osoby, którym rozpadają się związki z powodu nieudanego seksu. Kobiety, które nie czują przyjemności ani ochoty na seks i czują się winne, etc. Ja tylko zapytałam czy to jest aż takie ważne. Czy zerwałbyś z kobietą, którą byś kochał (w tak malowniczy sposób w jaki opisujesz swoje uczucia) - tylko dlatego, że nie miałaby ochoty się z Tobą kochać? Pozdrawiam. I nie obrażaj mnie więcej, proszę.

Mari
04-07-2007, 00:33
Lonely błagam podaj mi tytuł tej książki,autora,a może Ty ją napisałeś.
Jak Ty ją napisałeś ,czy możesz przesłać w jakiś sposób?.Wspaniale się to czyta.Pozdrawiam

jaXmin
04-07-2007, 00:54
dziewczyny mam podobnie maz synek brak ochoty na seks, moja sytuacja rozni sie tym, ze ja widze powody : nie moge znalezc czasu na pomalowanie paznokci, pojscie do fryzjera, moj maz zapomina wziac prysznic umyc zeby, od kiedy mieszkamy razem slysze jak robi kupe za sciana, po porodzie zbyt nachalnie sie do mnie dobieral a mnie jeszcze bolalo, nie potrafie go nauczyc dlugiej gry wstepnej, za szybko chce przejsc do rzeczy i mnie zraza, jego nieporadnosc w roznych zyciowych sytuacjach sprawia, ze coraz mniej mi imponuje i mnie podnieca - jedne powody mniej drugie bardziej wazne, nie zmuszajmy sie do seksu ze strachu ze on odejdzie, jezeli kazda z was przezyla choc jedna prawdziwie upojna noc, to wiecie, ze jest o co walczyc - dla siebie samych! moze zaczac od glebszego przemyslenia, szczerej rozmowy i moze wizyta u seksuologa czy terapeuty - tylko jak na nia namowic meza

lonely6
04-07-2007, 08:38
Sorry xyz jeśli Cię uraziłem swoimi słowami...
Nie taki był mój zamiar. Chciałem jedynie ukazać Ci (i innym osobom tak...piszącym / myślącym aby potrafili patrzeć również inaczej, pełniej, głębiej... To miał być taki ...kubełek zimnej wody... ;) / na szczęście okazało się, że nie jesteś tak do końca spaczony pustym realizmem i kalkulacjami - ufff.... odetchnąłem ;) /
Czy wierzę w to co piszę? Wszyscy musimy wierzyć...w piękno uczuć, dobroci, ludzi... Nie możemy, nie powinniśmy uogólniać, że mężczyźni to tacy a kobiety takie a takie... Każdy z nas jest inny, odmienny, jedyny - i szczęściem jest (byłoby) gdyby DOBRZE DOBRALI SIĘ, on i ona, na jedną chwilę, na kolejne dni, na całe życie...
Skąd u mnie ta pewność że sex to coś więcej ?
Z doświadczeń, z obserwacji (nie, nie z książek bo w tych potrafimy mieszać pojęcia, prawdę nazywać niewiedzą a kłamstwo ubierać w ładne słówka...)
(- nie mówię również że "moja prawda" jest dobra, jedyna i właściwa), z życia (swojego i bliskich). Może stąd również że... chcę aby tak było. I to od nas, od Ciebie, ode mnie, od nas wszystkich, od każdego z osobna zależy jak będziemy kształtować nasze relacje z innymi ludźmi, z naszymi przyjaciółmi, z bliskimi, z tymi których kochamy i...którzy chcielibyśmy aby kochali nas...choć odrobinę.
(jedzenie, posiłek - to samo "danie" można podać w przeróżny sposób
- można "byle jak", szybko włożyć do ust (gęby), połknąć, beknąć i...tyle.
Ale można też jeść z namaszczeniem, delektować każdym kęsem (tym bardziej gdy wspaniale było udekorowane i podane), zachwycać się nie tylko samym faktem jedzenia, ale smakiem, zapachem, a z chwili "degustacji" uczynić coś co na długo pozostanie w pamięci...)

Tak, to co piszę ubieram w piękne słówka, bawię się słowem, znaczeniem słów i ubarwiam je w kolory...
Czyż taki odbiór świata nie jest ciekawszy, pełniejszy?
Jeśli odrzucimy takie postrzeganie świata co nam zostanie?
-zwykła szara codzienność, jedzenie, sen i praca?, mijane nic nie znaczące twarze, obcy ludzie, proste, powtarzane mechanicznie czynności?

Nie pisz o miłości. Łączysz w swoich wypowiedziach różne rzeczy, które nie mają z seksem czasem nic wspólnego.
- może za mało mówimy właśnie o uczuciach. Piszesz, że łączę ze sobą różne rzeczy, które nie mają nic wspólnego z naszą cielesnością...
To nie do końca tak... Każda, najdrobniejsza czynność, każdy przejaw naszego istnienia (gesty, słowa, zachowanie itp.) mają miejsce dzięki naszej CIELESNOŚCI. Dobre czy złe rzeczy robimy (czasem nieświadomie) dzięki cielesności. Postrzegamy zmysłami, odbieramy świat zmysłami...
- może warto więc zdać sobie sprawę jak one są ważne, zmysły, nasza cielesność?
Zapytaj sam siebie co dłużej pozostanie w twej pamięci, co będzie milsze sercu, co pozostanie w twych ostatnich wspomnieniach z życia - pierwszy pocałunek, JEJ widok w lecie gdy biegła w rozwianej kwiecistej sukience by rzucić ci się w objęcia, jej rozmarzone oczy wpatrzone w ciebie... - czy ...
nowy komputer z którego tak byłeś dumny, dwudzieste któreś auto, czy może to, że zostałeś kierownikiem ?
Ja wybieram te pierwsze wspomnienia, a one... zaistniały dzięki zmysłom,
naszej cielesności, seksualności.


Ja tylko zapytałam czy to jest aż takie ważne. Czy zerwałbyś z kobietą, którą byś kochał (w tak malowniczy sposób w jaki opisujesz swoje uczucia) - tylko dlatego, że nie miałaby ochoty się z Tobą kochać?
Ważne, najważniejsze... Nie, nie sex, bardziej bliskość, potrzeba, umiejętność
wyrażania się poprzez swą seksualność. /znów połączę to co Cię tak razi/
Kocham, jestem z mą ukochaną a więc dbam o nią, szanuję....itd
ale i MAM TĄ WSPANIAŁĄ MOŻLIWOŚĆ bycia dla niej mężczyzną, uzupełnieniem jej odbioru świata, mogę dać jej i dotyk (jakże odmiennego ciała
- ona to łagodność i miękkość ja...mężczyzna - to siła (ale ...kontrolowana ;) ) i bezpieczeństwo i odmienne ciało i inna wrażliwość...
(chodzi mi o dwa różne pierwiastki płci - tak jak "in-jang", puste i pełne, wklęsłość i wypełnienie, czerń i biel... Oboje - mężczyzna i kobieta wzajemnie się uzupełniają, choć tak różni (ciałami, odczuwaniem, sposobem postrzegania świata itp.) potrafią się uzupełniać.)

- czy zerwałbym z kobietą dlatego tylko, że nie chciała się ze mną kochać?
NIE, nigdy.... - bo "to nie jest najważniejsze"... Sex nie jest jedyną rzeczą jaka powinna łączyć dwoje ludzi.
Ale... przerwałbym związek gdzie nie ma czułości, bliskości, gdzie NIGDY nie ma czasu i miejsca na dotyk, na wrażliwość, na pieszczotę i okazywanie uczuć...

lonely6
04-07-2007, 09:49
do Mari

Bawię się słowami.
Uwielbiam słowa, lubię mówić, pisać i rozmawiać.
/choć kiedyś byłem b. wstydliwy - dziwne, prawda?/

Trochę przeraża mnie obecnie to jak szczeg. młodzież zapomina o MÓWIENIU a jedynie - paple, bełkocze.
Nie, nie uważam się za "profesora Miodka" ;) , nie chcę wymądrzać się
czy wylewać tu, na forum potoków pięknych słów bez sensu i znaczenia.
(choć zapewne niektórzy tak będą to postrzegać - "nie wpadam w samozachwyty nad swoimi słowami" - to tak na marginesie :rolleyes: )
Myślę i czuję - pozwalam swojej wyobraźni i rzeczywistym odczuciom
na /może i trochę przebarwione/ wyrażanie pewnych stanów, odczuć i prawd (moich prawd, ale chyba nie tylko moich).

Książki, teksty.
Tak, kiedyś pisałem erotyczne opowiadania ,
wiersze, opowieści pełne uczuć i tkliwości.
O pięknie cielesności, o szaleństwach zmysłów i żądz.
Co to było? - nic nie znaczące kartki, dziesiątki kartek, zapisywane - z wielkiego pragnienia uczuć właśnie. Pisane dla przyjaciela, dziewczyny, kobiety (nie, M nie była "moją miłością" - jedynie i AŻ przyjacielem)
(to były takie "bajki" na dobranoc dla M, ona miał dzięki temu milsze sny
a ja... mogłem zagłębiać się w te opisy, pragnąc, marząc o wielkich uczuciach
i cielesności gdzieś, kiedyś może )

To co tutaj piszę
uważasz, że dobrze się to czyta.
- może... miło mi jeśli tak odbierasz moje słowa.
/ kiedyś kochałem miłością wielką i ...czystą.
Byliśmy nawet razem przez chwilę jak mi się zdawało. Ona odeszła, wyśmiewając wszystkie moje uczucia, pokazując że ...bawiła się mną tylko.
/
ale... to już całkiem inna opowieść... :rolleyes:

lonely6
04-07-2007, 09:59
ps. Mari, nie bierz tak znów na serio wszystkich moich opisów - całego tego "cudownego i pięknego postrzegania świata".
Przecież i ja... żyję codziennością, nie tak barwną jak ta z moich słów,
owszem opisuję prawdziwe zdarzenia i sytuacje może tylko nie piszę tak prosto i zwyczajnie jak inni.
Jestem zwyczajny, staram się jednak ;) może tutaj /na tym forum/
ukazać pewne sprawy w innym, piękniejszym świetle niż są w rzeczywistości.

Pamiętasz "Desideratę" ? - "bądź sobą nie zwalczaj uczuć".

I może tylko jeszcze jedno.
Moim zdaniem to nie wstyd dla faceta - być silnym i mocnym
a zarazem delikatnym i wrażliwym.
- ja staram się takim być - czasem nawet mi się to udaje ;)


ps. zauważ jak bardzo te moje opinie i słowa oraz sposób pisania...
jednych poruszyły, innych ...znudziły
jednym się spodobały, innym wprost przeciwnie
Na pewno jednak...moje słowa rozruszały to forum, skłoniły ludzi
do...może bardziej szczerej wymiany poglądów, bardziej szczerego,
otwartego mówienia
o sobie , o swoich problemach i...uczuciach?
Czy to naprawdę aż tak złe?

pozdrawiam,

L.

jaania
04-07-2007, 10:02
Biegam po forum i po watkach ktore mnie interesowaly i....
No nie moge sie powstrzymac aby sie zapytac czy sledzacy ten watek od poczatku ze wzgledu na pierwszy post pamietaja jeszcze o tym o co w nim chodzilo??

Najwidoczniej forum brakuje jakiegos modelatora, kogos kto sledzil by co sie tu pisze i panowal nad rozgardiaszem...

Wiec ja przypominam ze w pierwszym poscie chodzilo o to ze kobieta nie jest zainteresowana wspolzyciem ze swoim mezem... wroccie do pierwszego postu i przeczytajcie choc kilka pierwszych stron jesli chcecie cos na ten temat powiedziec. Jesli zas temat jest zgola inny i nie mozecie pomoc kobieta z problemem o jakim mowi watek to zacznijcie sobie swoj wlasny o tym o czy wy chcecie pisac.

Bez urazy.
Pozdrawiam

Jaga
04-07-2007, 10:26
brak ochoty na zbliżenia, nie jest wcale hory, może po prostu masz mniejsze potrzeby w tej materii? a moze Twój mąż nie potrafi odpowieniednio cię rozbudzic?
... a tak a propo , kto powieeział, ze mężczyzna ma zawsze ochote na seks??

Jaga
04-07-2007, 10:29
wiecie, co kazy maj inne potrzeby seksualne.. skąd u Was dzieczyny mówienie o sobie , że jesteście "nienormalne"... nie dajmy sie zwariowac .... tylko w mediach lansuje sie typ gdzie facet zawsze chce a kobitka jest zadna seksu na kazdym kroku. Spokojnie kazdy ma swoj rytm w tej materii.

aniasztam
04-07-2007, 10:50
wiecie co mam te same problemy mieszkamy razem często słysze mojego faceta w kuchni jak załatwia swoje sprawy w łazience czasem zdarzy mu sie pójść do łóżka bez kapieli(zwłaszcza jak jest wstawiony) nie prowadzimy już prawie gry wstępnej ale jesteśmy razem na dobre i na złe troszczy sie o mnie jak mam ochote na inną pozycje niz on proponuje zawsze zgadza sie bez wachania.Kocham go lubie jak jest blisko ciągle coś wymyśla nigdy sie nie nudzimy jest poprostu dla mnie wszystkim nie mogłabym sie z nim nie kochać jak widze jaki jest słodki albo czasem jak sie złości cała płone.Jak tak czytam wasze wypowiedzi boje sie mieć dzieci bo to chyba przez to zgubiłyście chęć do miłości a co z waszymi partnerami oni was potrzebują a wy ciagle coś wymyślacie,szkoda mi waszych mężów oni są jacy byli takimi ich brałyście teraz pewnie czują sie jak nie potrzebne przechodzone buty nie maci dla nich czasu pewnie nawet nie zajmują sie dziećmi bo jak wy ciagle przy nich jesteście,to przykre

lonely6
04-07-2007, 11:28
do jaania
- fakt, trochę odbiegliśmy od tematu...
Przepraszam /mea culpa :rolleyes:/

Chęć...do codzienności, na rozmowę, na seks.
Na bycie razem. To chyba również kwestia warunków życia,
naszych aspiracji, tych zawodowych czy związanych z zainteresowaniami.
Moja dawna miłość... Wyszła za mąż, nie mają dzieci, choć razem, to są
sobie całkiem dalecy. Ona pokończyła wszelkie możliwe fakultety, dziś jest lekarką, znanym kardiologiem leczącym dzieci. Nie ma czasu ...dla męża,
na dom, na życie razem. Kariera i ambicje zasłoniły jej dom, rodzinę, wspólne
życie z mężczyzną którego to ona wybrała...

Mówią, że często przeszkodą na "dobrym pożyciu" dwojga małżonków
(czy pary - bo nie mówię, że "luźny związek" ma być, może być gorszy od
małżeństwa) stoją pieniądze, brak środków i dóbr materialnych...
Wg. mnie to nieprawda - wystarczy tyle tylko by normalnie, zwyczajnie żyć,
bez specjalnych luksusów a jeśli są uczucia, wrażliwość, dobroć i zrozumienie (ha, przyprawione nutką seksualności i pożądania) to taki związek ma sens i
ma szansę przetrwać niejedną złą chwilę.

Może radą na "niechęć i unikanie" - "tych tematów"
(seksu, współżycia, pieszczot itp.) jest NIENUDA ?
Nie mówię od razu szaleństwa w łóżku, ciągłe zmiany pozycji, eksperymenty
ale po prostu...szczersze rozmowy o potrzebach tej drugiej strony, o oczekiwaniach, o marzeniach?
Dlaczego nie próbujemy (lub tak rzadko to czynimy) rozmawiać?
A potem "ustalenia" popierać czynami ?
Może też wyszukajmy w sobie pewne winy i przywary, te które mogą drażnić partnera /może nie od razu się ich pozbędziemy ale...popróbujmy/,
zróbmy sobie czasem taki rachunek sumienia /pomijając wszelkie religijne porównania/ - wykaz, spis tych rzeczy które wg. nas są w nas dobre a które złe /z ukierunkowaniem na te gorsze cechy i przywary/

Niechęć do seksu częściej dotyka kobiet, to fakt a my faceci
może zróbmy wszystko nie żeby "jej się chciało" ale żeby...
było to nieodrzucane, wyczekiwane może nawet, jako wyraz naszej próby zmian. Siebie, naszych przywar i złych naleciałości...
Tak by wspólnie spędzane chwile umacniały naszą więź
i choćby tylko...dawały ochotę do dalszego życia i bycia razem...

jaania
04-07-2007, 13:24
wiecie co mam te same problemy mieszkamy razem często słysze mojego faceta w kuchni jak załatwia swoje sprawy w łazience czasem zdarzy mu sie pójść do łóżka bez kapieli(...)


Sprawy fizjologiczne sa najzupelniej normalne. Mieszkajac z kims odkrywamy nagle ze on tez chodzi na "posiedzenia" z ksiazka/gazetka i jesli macie z tym problem to ciezka sprawa aby to jakos rozwiazac.

Co do higieny osobistej to nie bardzo rozumiem dlaczego wiekszosc polakow wrecz boi sie wody, czy tez "oszczedza" na kapieli. O tym naprawde warto porozmawiac. Prysznic powinien byc wpisany w codziennosc tak jak jedzenie.
Jesli tylko taki problem wystepuje to mysle ze mozna go szybko "zmyc" ;)
Gorzej jesli ochote na pieszczoty i nocne igraszki sa przesloniete zmeczeniem i zapracowaniem...
Ja sama do niedawno bylam bardzo pochlonieta praca i wstawalam o 5.20 wracalam do domu przy dobrych pradach o 20.00 czesto i tak jeszcze myslami bylam w pracy a kladac sie spac myslalam "nie dzis nie moge, bo jak teraz zaczniemy to potrwa to tyle i tyle, a to oznacza ze pospie przy dobrych wiatrach 5h, a potrzebuje napewno 7h bo taka wykonczona jestem, wiec ide spac a o baraszkach pomysle jak bede miala wolne".
Czasem jednak "szalalam" i poswiecalam swoj sen na to aby zatopic sie we wspolnych uniesieniach...
Grunt to rownowaga...

olgaXjoanna
04-07-2007, 13:55
Mam te świadomość, że ten facet może sie okazać po prostu taki "zwykły", ale ciekawość jest silniejsza. Poza tym mój 5 - letni związek mnie męczy, zamirzam go skończyć. Być może nie potrafię docenić tego co mam, ale ta sprawa jest bardziej skomplikowana. :(

olgaXjoanna
04-07-2007, 18:06
Widze, ze OLciaB wogole nie bierze udzialu w dyskusji

ank
04-07-2007, 19:12
no właśnie!!! gdzie Olcia?

Czyżby nabrała ochoty na sex???...

zaciekawionyX75
05-07-2007, 20:23
Witajcie!
Tak czytam te posty i zastanawia mnie jedna prawidłowość. Kobiety, które piszą o spadku popędu określają swoich partnerów mniej więcej tak: "on jest taki dobry, czuły i naprawdę świetnie mnie traktuje, w życiu układa nam się bardzo dobrze". I stąd moje pytanie: czy nie jest tak, że taki własnie facet jest mało pociągający? MOże jest za mało męski? Często się przecież spotyka kobiety, które zakochane są na zabój w facetach, którzy są prymitywnymi chamami i traktują je z buta. Może właśnie taki facet, nad którego "wychowaniem" trzeba pracować jest bardziej pociągający, bo trzeba się ciągle starać, żeby chciał się zmienić? Bo seks traktuje się wówczas jako jedną z dróg do jego serca i głęboko oasdzonych pokładów dobroci, a nie jako kolejny wysiłek po męczącym dniu? Czy facet, który bywa czasami agresywny, dominujący, potrafi czasami sam wziąć "to co mu się należy" bez pytania kobiety, czy ma na to ochotę i zabiegania o jej względy nie jest bardziej pociągający? Domyślam się, że żadna z Was nie chciałaby mieć takiego partnera w życiu, ale w sypialni? Czy nie macie marzeń seksualnych, w których facet własnie w taki sposób traktuje kobietę, który jest conajmniej troszkę bardziej zwierzęcy, instyktowny?
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi.

Do Lonely: Gratuluję Ci cierpliwości. Jeśli chodzi o wyjście z Twojej sytuacji to może dobrym rozwiązaniem byłoby ultimatum? Postawić jasno sprawę, że żona jest chora i albo się zacznie leczyć, albo rozwód. Tak jak ktoś słusznie zauważył mogła mieć traumatyczne przeżycia w przeszłości, o których z jakichś powodów nie chce Ci powiedzieć. Chyba tylko dobry psychoterapeuta może ją z tego wyciągnąć. Z drugiej strony jeśli terapia się powiedzie i Twoja żona się "odblokuje" może to stanowić moment zwrotny w jej życiu, może zacżąć stopniowo odczuwać przyjemność z bliskości i odczuwać pociąg do Ciebie a wówczas będzie Ci wdzięczna do końca życia. Trzeba mieć jednak świadomość, że to droga kręta, wyboista i bez gwarancji dotarcia do celu. Powodzenia!

jaania
05-07-2007, 23:46
Zaciekawiony 75


Ciekawe to bardzo co piszesz...
Az sie musialam nad tym zastanowic ;)
Moze i jest w tym jakies ziarnko prawdy....
W koncu ile razy kobieta daje sobie spokoj z tymi sprawami wieczorami ze wzgledu na wczesne wstawanie czy inne takie *************y....
Moze i milo byloby czasem aby facet byl bardziej nachalny, ale co jesli on mysli o tym samym tzn. ze rano trzeba tak wczesnie wstac a i taki dlugi i ciezki dzien przed nim.....

Mari
06-07-2007, 07:17
Zaciekawiony i Jaania wg mnie nie macie racji co do Lonelyiego .Fakt w pierwszej chwili też odebrałam Go ze zdziwieniem,niedowierzaniem , a następnie czekałam i czytałam...i
po jego lekturze widziałam świat piękniejszy...
Przekaz,słowa Jego dają mi coś czego w obecnej chwili mi brak od mojego ukochanego męża.Czy jestem obiektywna?,na pewno wg niektórych nie,ale gdyby populacja mężczyzn
miała trochę jak i mój ukochany w główkach "mydlanych oper",babskiego romantyzmu itp o ile piękniejsza wydawałaby się ta druga ,bliska nam osoba.
Lonely pisz........

Mari
06-07-2007, 07:29
Zaciekawiony 75 do Twojej wiadomości ,sorki będę troszkę niegrzeczna , ale ja nigdy nie narzekałam na to,że mąż mnie nie jest męski w"twardym" słowa znaczeniu.
Wręcz odwrotnie,za to Go kocham do dziś 20lat miłością tak wielką jak można sobie tylko wyobrazić.
Co do seksu... było z obu stron dobrze...i będzie jeszcze lepiej bo......jestem i chcę,
marzę o mim ciągle....

monika19765
06-07-2007, 11:37
A ja myślałam,że tylko ja tak mam. Czasami myślę, że ze mną cos nie tak. Ja się zmuszam do kochania z moim mężem. Kocham go i nie potrafię mu odmówić ale nie sprawia mi to przyjemności. Mam wrażenie,że on myśli tylko o sobie, żeby jemu było dobrze...

connie
06-07-2007, 12:18
mam dokładnie tak jak monika1976....też odnoszę wrażenie że mój mąż myśli tylko o sobie... a po takim wymuszonym sexie zawsze płakać mi się chce....czasem idę do łazienki i ryczę ...

lonely6
06-07-2007, 12:33
ok, jestem facetem ale i ja...mam podobnie.
Moja żona ... dla niej sex to...
"Sprowadzenie seksu i cielesności do roli instrumentalnej, prymitywne, durne "5 minut", odwrócenie się na bok i...zaśnięcie...)"
A ja tak nie chcę !
Nie chcę pięciu minut (i nie chodzi tu wcale o czas - od-do), nie chcę braku pieszczot i dotyków...i braku pocałunków...
Nie chcę tak...

- L - Dziwny facet.

jaania
06-07-2007, 14:16
moje drogie a czy mialo na to wszysto wplyw jakis czasowy? tzn. w jak dlugich zwiazkach jestescie, czy to trwa nieprzerwanie od poczatku czy tez jest wynikiem jakis niezapomnianych zalow?
A moze to jest kwestia braku zaufania do partnera?
Ja kiedy mam cos za zle swojemu mezczyznie i pamietam o tym dlugo, moze nawet za dlugo to nasze pieszczoty nie sa az takie zmyslowe jak zawsze po prostu nie moge sie na niego otworzyc tak jak bym chciala, bo mam do niego jakis zal...
Wtedy jest to jakies takie zwyczajne podstawowe pozadanie, nic nie zwiazane z nasza miloscia ktora czuje kiedy wszystko jest dobrze kiedy jestem na niego otworzona calusienka....

monika19765
06-07-2007, 15:46
jestem 9 lat po ślubie, znamy się 12. Kawał czasu...Mamy 2 dzieci (8 i 3 l). Oprocz nieudanego sexu wszystko jest ok. Mi wystarczy jak mnie mąż przytuli, pocałuje, powie że mnie kocha. Nie miałam żadnych traumatycznych przeżyć. PO prostu taka jestem. W tej chwili zajmuję się domem i dziećmi -jestem na urlopie wychowawczym. Czasami mam wszystkiego dość. Pranie, sprzątanie, gotowanie, odrabianie lekcji z synem wszystko jest na mojej głowie i jeszce wieczorem łóżko. Nawet robot by tego nie wytrzymał! Zastanawiam się czy byłabym zdolna do zdrady. Chyba nie... za dużo mam do stracenia. Decydując się na małżeństwo zobowiązłam się do przestrzegania pewnych zasad. Tak naprawdę mój mąż jest dobrym człowiekiem. mądrym tylko ten sex mu nie wychodzi. Jak zbliża się wieczór to ciarki mnie przechodzą. Naprawdę chciałabym żeby wszystko było dobrze ale jak ma być jak wieczorem padam na pysk zasypiam na stojąco a jeszcze obowiązki małżeńskie wzywają. Mój mąż tego nie rozumie. Tęsknię za nim jak go nie ma, kocham go. Czasami myślę że: jak jest dobre małżeństwo to kiepski sex i dowrotnie: jak dobry sex to małżeństo do kitu. Wolę spokój w małżeństwie i ten mierny sex... może to się kiedyś zmieni

dzisamotna
06-07-2007, 23:54
Właśnie...większość z Was pisze, że Wasi mężowie czy faceci to kochający i czuli mężczyźni. I wiem po sobie, że tacy niestety nas nie podniecają. Po prostu. Mój jest krzykliwy, często rubaszny i wkurza mnie jak nikt ale w łóżku jest niezastąpiony. Bywa, że i ja nie mam ochoty (u mnie jest to wynikiem jakiegoś niepokoju- zawodowego czy prywatnego) ale ochota na seks wraca jak bumerang. I dobrze, bo udany seks rozjaśnia podejście do życia. Jeszcze jedno...miałam kiedyś problem, nie potrafiłam się "otworzyć" na partnera i samą siebie w sytuacjach intymnych. Było to wynikiem kompleksów i wychowania. Skończyło się dzięki spojrzeniom mojego faceta: zwierzęco wręcz porządliwych. Pozdrawiam.

Magdalenka8
07-07-2007, 12:03
Hej dziewczyny,
Ja na razie nie mam zadnych problemow z sexem. Moze dlatego, ze z moim facetem widujemy sie tylko pare azy w tygodniu. Wydaje mi sie ze najlepszym rozwiazaniem jest po prostu pojsc na jakis kompromis. Kochac sie od czasu do czasu,ale tez potrafic powiedziec NIE, przeciez nie jestesmy jakimis sex-machines. Wydaje mie sie, ze faceci nie lubia odmowy bo naruszamy wtedy ich EGO i jak mowimy ze nam sie nie chce biora to za bardzo do siebie i mysla ze juz nie sa atrakcyjni itp. pewnie dlatego tez szukaja aprobaty w obieciach innej...i wlasnie dlatego wydaje mi sie ze najlepiej dawac caly czas facetowi do zrozumnienia, ze dalej nas pociaga ale po prostu nie mamy ochoty na sex. Jak facet jest w porzadku to na pewno zrozumie.
Glowa do gory to przeciez tylko sex.

zaciekawionyX75
07-07-2007, 12:33
Ja w żadnym razie nie atakuje Lonely. Ja jestem podobnie wrazliwym, czulym facetem. Tyle, że nie mialem okazji doświadczyć takiej męczarni. Moja partnerka lubi seks i staram się moją delikatność i czułość przełamywać jakimiś akcentami bardziej męskimi (z punktu widzenia odwiecznej natury). Wiadomo, że swiat sie cywilizuje, ze mezczyzni sa coraz bardziej partnerscy, ze obowiazki domowe przestaly byc wylacznie domena kobiet, ze kobiety robia kariery, ze roznica osobowosciowa miedzy kobieta a mezczyzna sie stopniowo zaciera (co moze za 100 lat zaowocuje tym, ze lepiej bedziemy sie dogadywac, kto wie) i ze generalnie rzecz biorac kobiety sa teraz o wiele lepiej traktowane przez mezczyzn niz kiedys. Niemniej jednak zauwazam u mojej (i nie tylko) kobiety, ze od czasu do czasu lubi byc potraktowana przedmiotowo, jak zwykly obiekt pozadania, a nie jak krolewna, nad ktora trzeba sie rozczulac i podkladac podusie pod plecki. To ja najwyrazniej podnieca i przypomina jej role w zwiazku, bo jednak zdecydowana wiekszosc kobiet lubi byc conajmniej lekko zdominowana przez mezczyzn. Byc moze daje im to wieksze poczucie bezpieczenstwa. Pamietajmy, ze to co pisze to uogolnienia, wiec zawsze zdarzy sie kobieta, ktorej odpowiada to, ze jej mezczyzna jest zawszy czuly i delikatny, zdarzy sie tez taka, ktora lubi czuc wladze i odpowiada jej, ze mezczyzna jest wzgledem niej ulegly.
Tak czy inaczej seks wydaje sie swietna plaszczyzna do zaakcentowania tej dominacji. Byc moze wowczas kobieta wieksza ochote ma na seks, niz gdy sprowadza sie to wylacznie do pieszczot i stosunku, a nie towarzysza mu zadne poboczne emocje.
Bo pomyslmy ile frajdy daje seks w przypadku romansu, jak ekscytujacy jest gdy się zdradza (z autopsji tego nie znam, ale kazdy kto zdradzal moze to potwierdzi). Dlaczego wowczas tak bardzo nas to ciagnie i nie potrafimy czesto sie przed tym powstrzymac. Wowczas dziala nasz instynkt. Caly kluczyk do sukcesu wiec byc moze tkwi w tym, by seks przestal byc zwyklym, meczacym zaspokajaniem potrzeb, a stal sie elementem jakiejs wiekszej ukladanki. Pytanie tylko jak to zrobic? Sposobow jest mnostwo i kazdego tak naprawde cos innego pociagnie. Tak na poczatek mysle, ze absolutna podstawa jest rozmowa o marzeniach erotycznych (szczegolnie tych niespelnionych), o sytuacjach, jakie chcielibysmy przezyc. Tu oczywiscie czesto pojawia sie wstyd i lek przed tym co powie ta druga osoba, gdy dowie sie o moich (z mojego punktu widzenia) perwersyjnych pragnieniach, marzeniach. Prawda jest taka jednak, ze wzajemna otwartość i tolerancja na roznego rodzaju dziwacta w kwestiach lozkowych moze wprowadzic totalna rewolucje. Moze sie okazac, ze otworzy sie nowy potencjal eksperymentowania i szukania nowych drog zaspokojenia partnera. To wszystko moze sprawic, ze seks stanie sie wyzwaniem, ze bedziemy wymyslali nowe sceny, nowe role, nowe scenariusze po to, by partnera czyms zaskoczyc. Proponuje, bysmy obrali inny kurs, niz narzekanie i sprobowali sie podzielic naszymi doswiadczeniami, co moze urozmaicic nasze zycie erotyczne (niekoniecznie mam tu na mysli cytowanie fragmentow czasompisma Cosmopolitan itp), co Wam pomoglo dodac do niego iskry, co sprawilo, ze pojawily sie nieznane wczesniej emocje, ekscytacja itd.
Tak na koniec zartobiliwe powiem, ze moja kobieta czasami specjalnie wywoluje ze mna klotnie, po to, by potem moc sie pogodzic. Wiadomo bowiem, ze jak kochajacy sie ludzie sie godza, to seks wowczas jest o niebo lepszy. Dlaczego? bo towarzysza mu dodatkowe emocje.
Nie polecam i nie pochwalam oczywiscie pomyslu z kloceniem sie, ale probuje Was zainspirowac do opisywania sposobow na wzbudzenie namietnosci nawet w dlugoletnim zwiazku.
Aha, to co jeszcze potrafi przynajmniej na krotko rozpalic zwiazek to rozlaka. Szczegolnie jesli pod koniec tej rozlaki zaczniecie rozmawiac o tym, co moglibyscie robic, gdy bylibyscie teraz razem. Sprobujcie!

Mari
07-07-2007, 15:48
Zaciekawiony 75 odpowiem Ci tak:zgadzam się z wieloma Twoimi słowami,ale właśnie moim związku kłótnie oddaliły nas od siebie.Jak chcesz się dowiedzieć więcej to wejdź na mój wątek.Nie czytaj początku w/w tylko przedostatni mój post.Tam dopiero troszeczkę się otworzyłam...Teraz oboje,podkreślam bardzo mocno! oboje chcemy wrócić..ale ze strony męża jest to w tym momencie bardzo trudne.Objawia się to brakiem chęci...na seks.Ma psychiczną blokadę.Przerabiamy ten temat i nie potrafimy sobie z tym dać radę!.Co zrobić,żeby wrócił...ten stan z przed dwóch lat?,z przed naszego oddalenia..a wiemy ,że warto,bo miłość którą się obdarzamy jest wielka tylko,że zaszkodziła nam wtedy proza życia,która nas pokonała. Jest to dla nas bardzo trudne.To co zrozumieliśmy,że potrzebny nam czas,który zaleczy tzw ranki.ale czy na pewno???,mamy nadzieję..bo wiadome jest dla wszystkich,że w małżeństwie nie może być dysharmonii,niedomówień,słów przemilczanych.Zaciekawiony75 cytat" Aha, to co jeszcze potrafi przynajmniej na krotko rozpalic zwiazek to rozlaka"- to w naszym przypadku właśnie mało nie skończyło
się rozwodem.Powiedziałeś na krótko...żadnych półśrodków..Dla nas słowo krótko oznaczałoby drogę przez "mękę"..bo co to oznacza:np.dziś zaskakuję męża w sypialni tym,że wskoczę w seksowne bikini..,albo zamknę na chwilkę drzwi do firmy i będę się z mim chciała kochać na biurku?,to było...i było fantastycznie.My akurat zgraliśmy się pod tym względem.To co mogę wytknąć mojemu mężowi i to robię:)to to ,że za żadko
włącza swój organ mowy,żeby pleść mi do uszka tak uwielbiane przez kobiety farmazonki typu mydlane opery.Ale wybaczam mu to i mam na niego sposób..podchodzę "melduję" kochanie! włącza mi się Skarlet Ohara i jest śmiech,czułość.Czuję ,że wtedy przychyliłby mi cały świat,widzę w jego oczach taki błysk jaki towarzyszył mi (z wyjątkiem tych dwóch lat)wcześniej.
Co do ochoty na seks.Pomijając nasz aktualny,chwilowy czas.Ja po sobie widzę ,że im dłuższy "staż" tym większa ochota.Wcześniej,na początku małżeństwa, w okolicach 3lat, byłam "oporna"na różne wtedy mi się wydawało "eksperymenty".Mąż jednak był cierpliwy,delikatny i "dopiął" swego:) i "dźwięczna:jestem mu za to,bo było warto.To jest "rynek dla opornych"i jak się w to zainwestuje owoce zbiera się do końca.
Zaciekawiony 75 ciekawa jestem co powiesz?,czego ja nie widzę ,czuję,gdzie tkwi błąd?.
Zapraszam Was wszystkich kochani!,może jak mi wtłoczycie swoje przemyślenia złapię
co jest grane!? Pozdrowionka i buziaczki.....

Mari
07-07-2007, 16:08
moje drogie a czy mialo na to wszysto wplyw jakis czasowy? tzn. w jak dlugich zwiazkach jestescie, czy to trwa nieprzerwanie od poczatku czy tez jest wynikiem jakis niezapomnianych zalow?
A moze to jest kwestia braku zaufania do partnera?
Ja kiedy mam cos za zle swojemu mezczyznie i pamietam o tym dlugo, moze nawet za dlugo to nasze pieszczoty nie sa az takie zmyslowe jak zawsze po prostu nie moge sie na niego otworzyc tak jak bym chciala, bo mam do niego jakis zal...
Wtedy jest to jakies takie zwyczajne podstawowe pozadanie, nic nie zwiazane z nasza miloscia ktora czuje kiedy wszystko jest dobrze kiedy jestem na niego otworzona calusienka....
Jaania jesteś na dobrej drodze poznawania siebie...Rada?.Kochaj się ze swym lubym bez przemilczeń.Urazy wyjaśniaj na 'żywca",choćby bolało.Zawsze podchodź do męża tak jakbyś to ty chciała być traktowana.Czas nie ma wpływu wg mnie na związek,ale wpływ mają narastające frustracje,nie spełnione oczekiwana względem partnera.To jest zabójca nr 1.

zaciekawionyX75
07-07-2007, 17:41
Wspomniałem o klotniach, bo jest coś takiego, że czujemy radość, że wszystko znowu jest w porządku, mimo, że jeszcze niedawno było źle. Zresztą myślę, że jest to kwestia tego jak się podchodzi do kłótni. Czym ona dla Was jest? Spróbujmy przyjąć, że kłótnia jest bardziej ekspresyjna forma komunikowania się, ale w dobrym celu. W celu takim, by lepiej się nawzajem rozumieć. Wiesz, nie zawsze człowiek jest w stanie spokojnym głosem mówić o rzeczach, które go bolą, lub bulwersują. Brzmialoby to sztucznie, a czasami taka forma komunikatu wrecz przeszlaby niezauwazona i nie osiagnelaby skutku, czyli zmiany.
Jeśli nastawiasz się, że skoro Twój partner rozpoczyna z Tobą kłótnię dlatego, by Ci sprawić przykrość to na pewno nic dobrego z tego nie będzie i każda kolejna kłótnia będzie Was oddalała. Natomiast kłótnia konstruktywna jest jak najbardziej potrzebna. I najczesciej trwa krotko, bo nie nastepuje po niej tzw faza obrazania się (i czesto nie odzywania wrecz). Wiem, ze to wszystko latwo sie pisze, trudniej to wprowadzic w zycie, ale mysle, ze trzeba probowac.
Tak mi jewszcze przyszlo do glowy, ze najgorzej to jak para najpierw przezyla wielkie zakochanie, zauroczenie. Wowczas wydaje sie czlowiekowi, ze tak juz bedzie zawsze, ze jestescie wybrancami losu i bedziecie sie dzielic soba w pokoju i milosci do konca zycia. I nagle przychodzi szok, bo komus przeszkadzaja skarpetki lezace na podlodze. Wtedy sa dwie mozliwosci: albo partnerzy uzmyslowia sobie, ze faza rozowych okularow sie skonczyla i czas zaczac nad soba troszke pracowac, by zmienic przyzwyczajenia, ktore partnera irytuja, albo obrazic sie i stwierdzic, ze chyba ta druga strona juz przestala kochac. to jest moment wielkiej proby i jesli uda sie przez niego przejsc bez wyciagania blednych wnioskow to potem teoretycznie powinno byc juz z gorki.
Natomiast co teraz zrobic w Waszym przypadku? Nie wiem, trudna sprawa, nie znam Was, wiec ciezko cokolwiek sie wypowiedziec. przede wszystkim warto byloby sobie powiedziec, ze te wszystkie klotnie nie poszly na marne, ze czegos sie o sobie dowiedzieliscie i teraz zalezy juz od Waszej dobrej woli, czy wykorzystacie to we wlasciwy sposob.
A co do rozstan, to mam na mysli takie dziesieciodniowe. Wlasnie mija dziewiec dni jak wyjechala moja kobieta i piszemy do siebie takie sprosne smsy, ze az iskrzy :)

Mru
08-07-2007, 00:38
Z przyjemnoscia przeczytalam uwagi Zaciekawionego 75. Rozumiem, ze ten przyklad ze skarpetkami to tylko skrot myslowy.:)

Mysle ze ani OlciaB, ani Mari nie znajda tu na forum prostej recepty na problem braku pozadania [u siebie, czy u swojego partnera]. Taki stan wynika w kazdym przypadku z tak wielu indywidualnych przyczyn... Doradzic moze kazdej z nich dobry terapeuta od zwiazkow [tylko gdzie tacy sa???].

Kazdy zwiazek ma przeciez swoja dynamike, my i nasz partner podlegamy stalym zmianom, bo zmienia sie swiat wokol nas, mozemy [i powinnismy] zmieniac sie tez my i nasze oczekiwania wobec partnera.

W 1 nrze Style i Charaktery byl dobry artykul na ten temat. Autorka powolujac sie na Bogdana Wojciszke mowi o fazach zwiazku partnerskiego. 1sza to faza zakochania zdominowana silna namietnoscia i pragnieniem jak najczestszych bliskich kontaktow. 2ga to romantyczne poczatki, kiedy oprocz namietnosci pojawia sie intymnosc. Obie trwaja dosc krotko. 3cia to dojrzaly, kompletny zwiazek w ktorym silnie przezywana jest namietnosc, intymnosc oraz zaangazowanie. Wg badan im dluzej trwa malzenstwo, tym slabsza milosc romantyczna, namietnosc tez slabnie. Podobno wiele zwiazkow wielokrotnie powraca do fazy 3ciej, o ile uda sie zachowac wysoki poziom intymnosci. 4ta faza to zwiazek przyjacielski oparty na intymnosci i zaangazowaniu, wtedy wyzwaniem jest zachowanie przywiazania, lubienia sie, zaufania, checi pomagania i otrzymywania pomocy. Zagrozenia to egoizm, nietolerancja, agresja, brak wsparcia, zdrada. Niestety w wiekszosci dlugotrwalych zwiazkach pojawia sie spadek intymnosci, az pojawia sie faza 5ta - zwiazek pusty podtrzymywany tylko przez zaangazowanie.

Wystarczy tej teorii. I Olcia i Mari maja wciaz wiele szans.
Trzymam za Was obie kciuki.
M.
PS. Do Zaciekawionego; gorace smsy mozna wysylac nie czekajac na kilkudniowy wyjazd, czyz nie? ;)

Mari
08-07-2007, 02:29
Mru :p Kochana Ty jesteś dobrą terapeutką! pozdrawiam Cię gorąco!

zaciekawionyX75
08-07-2007, 09:42
PS. Do Zaciekawionego; gorace smsy mozna wysylac nie czekajac na kilkudniowy wyjazd, czyz nie? ;)[/QUOTE]

Oczywiscie. Tyle, ze tesknota wzmaga potrzebe pisania takich smsow.

Mru
08-07-2007, 13:06
Mari,

dzieki za dobre slowo. Wyczulam, ze Ty naprawde szukasz odpowiedzi, konkretnej rady, jak ugryzc, rozgryzc, znalezc rozwiazanie. Tylko ze czasem to jest uklad rownan, ktory nie ma rozwiazania. A to jest bardzo trudno zaakceptowac.

Jednak ciagle niezachwianie wierze, ze Twoja sytuacja znajdzie dobry final.

Lubie bardzo Twoje posty, bo sa swietna mieszanka madrosci zyciowej i poczucia humoru... wiec pisz prosze jak najczesciej :).

Do Zaciekawionego,

nie mialam watpliwosci, ze Ty nie ograniczasz sie z goracymi smsami do wyjazdow Twojej Milej... a swoja droga, zastanawiales sie, dlaczego sa takie podniecajace? Mysle, ze to dzieki naszej wyobrazni uruchamianej przez pare smsowych slow. Wszak nasz mozg jest najwazniejszym seksualnym organem, czyz nie? ;).

Poruszyles tez wczesniej bardzo ciekawy temat. Chodzi mi o meska dominacje i czy jest to sexy. Albo odwracajac pytanie, czy ci wszyscy wspolczesni metroseksualni, czuli, wrazliwi, dzielacy domowe obowiazki faceci sa pociagajacy dla kobiet? Albo jeszcze inaczej, co nas kobiety [hetero], tak naprawde pociaga w mezczyznie?

Moge odpowiedziec za siebie. Jesli pominac osobowosc [bardzo wazne!] i fizycznosc [wazne, zeby byla zadbana], to jest to meska niezaleznosc i umiejetnosc stanowienia o sobie. Zupelnie nie kreci mnie facet podporzadkowany. I zeby nie bylo watpliwosci zaznaczam, ze mowie o zwiazku, czyli sytuacji gdzie mieszaja sie namietnosc, intymnosc i zaangazowanie. I gdzie jest jeszcze ciagle miejsce na te meska niezaleznosc.
M.

ja31
09-07-2007, 05:29
witajcie kobietki.Wiekszosc z was weszla tu przypadkowo,ja szukalam forum w internecie,badz stron,porad seksuologow.Mam podobny problem jak wiele z was i wiem ze jest potrzebna mi pomoc bo zalezy mi na moim zwiazku.Jestem z chlopakiem 7 lat,nie mamy dzieci(wiec nie jest to przyczyna mojej ozieblosci),ja jestem sexowna ladna mloda kobieta on przystojnym chlopakiem.Nasz zwiazek rozpoczal sie od wielkiej namietnosci,na poczatku bylo tak ze nie moglismy obok siebie obojetnie przejsc-od razu na jego bliskosc reagowalam niesamowitym podnieceniem.Pozniej wraz z uplywem czau ta wielka namietnosc zaczela opadac.Zaczelismy poznawac siebie, doszlo do potwornego kryzysu miedzy nami, wrecz do momentu w ktorym zaczelismy sie nienawidziec.Ale kryzys zaczal ustepowac...moze zaczelismy sie "dogryzac" i zaczelismy znow sie do siebie zblizac.Problem w tym,ze w pewnym momencie zaczelam unikac zblizen sexualnych.Moj facet-jak to facet jest wiecznie podniecony i gotowy na sex.Ja-moze 2 razy w miesiacu.Nie chce tego.Widze jaka rozkosz on przezywa,jak wiele przyjemnosci dostarcza jemu sex i zastanawiam sie co ze mna nie tak?jestem mloda,atrakcyjna,lubie zwracac na siebie uwage,flirtowac ale sex sam w sobie moglby dla mnie nie istniec.Zastanawiam sie nad tym coraz czesciej i naprawde chce zmiany.Moj chlopak twierdzi ze problem tkwi w psychice...a ja zastanawiajac sie nad tym stwierdzam,ze nie o to chodzi...ja porpostu nie potrafie odczuc fizycznej przyjemnosci z uprawiania sexu.Penetracja jest dla mnie przykrym obowiazkiem,nie robie sie mokra przez co stosunek jest nieprzyjemny-bo czuje jedynie pieczenie w pochwie lub nie czuje niczego.I nie moge powiedziec ze (jak tu ktos sugerowal)moj facet jest zbyt dobry-dlatego mnie nie podnieca.Jest czesto wrecz niedobry-ale i to nie ma znaczenia bo ja chcialabym przezyc po prostu ta zwykla zwierzecosc,przyjemnosc czysto fizyczna,kiedy kobieta staje sie mokra na skutek zblizenia.Kiedys tak bylo...ale od jakish 3 lat tak nie jest.Dlaczego?czy to znudzenie 7letnim partnerstwem?czy potrzebuje "swierzej krwi"?a moze kobiety sa juz tak skonstruowane ze kiedy znajda potencjalnego dawce nasienia to zamykaja sie a facet jako rozplodowiec czuje ciagle potzrebe zapladniania?
naprawde zalezy mi na odnalezieniu odp ...bo wiem ze moze to doprowadzic do rozwalenia zwiazku..a ptrzeszlismy juz tak wiele z soba i zlego i dobrego,ze mysle ze warto walczyc o poprawe.Czuje sie winna i popsuta-bo tak jak zauwazyla chyba olcia caly swiat wokolo krzyczy ze sex jest czyms najwspanialszym a w rzeczywistosci czuje ze wiekszosc kobiet ma z tym problem -czego dowodza te posty.Moze jestesmy nieuswiadomione?dopiero przeciez wkraczamy w czasy kiedy kobiety przestaja byc meczennicami i staja sie swiadome swej wartosci i siebie...
ogladam wieczorami program z sue johanson na club zone...starsza pani odpowiada na pytania dotyczace sexu,dzis uslyszalam ze byc moze jest to problem hormonow,ze warto pojsc do lekarza i przebadac sie,zrobic tzw profil hormonalny...
druga sprawa to orgazm...ja nie wiem co to znaczy....chce tak jak moj chlopak odleciec....marze o tym...jak to zrobic????mam 31 lat i nie wiem co to znaczy orgazm!!!pomocy!!!!

i troszke na podsumowanie tego co wczesniej tu przeczytalam: nasowa mi sie taki wniosek...kobiety co zlego nie dzialoby sie w zwiazku obwiniaja siebie....faceci sa czuli,kochajacy i dobrzy a one czuja sie winne bo nie maja ochoty na sex.Nie wierze w tych wyidealizowanych mezow....brak ochoty na sex jest nie tylko problemem kobiety jest problemem obojga i z pewnoscia i ci ukochani mezowie sa winni...choc kobiety na tym cierpia bo odbija sie to na nich brakiem ochoty na sex.
jesli zas chodzi o pana lonley-przyklad kolejny jak to "kochajacy czuly romantyczny" mezczyzna zostal skrzywdzony przez gruboskorna oziebla kobiete...i dziwi mnie to ze wszystkie kobiety daly sie na to nabrac...az uwierzyc nie moge ze taki wspanialy facet zakochal sie w takim potworze....cos tu nie tak....nie atakuje tylko sceptycznie podchodze do ladnych opisow aczkolwiek nie wykluczam mozliwosci ze z zona pana lonley jest gorzej niz z niejedna z nas;)
pozdrawiam wszystkie uspione wulkany sexu,wierze ze sie obudzimy a wtedy wybuchniemy:)

connie
09-07-2007, 09:47
witam dziewczyny. jestem pół roku po ślubie i od roku nie mam ochoty na sex. ze swoim facetem jestem od 3 lat. na początku myślałam że to przez stres związany z przygotowaniami ślubnymi....ale teraz??... mój mąż jest bardzo dobry i delikatny, ale niestety uważa że brak ochoty na sex to wyłącznie mój problem...tak naprawdę nie bardzo nawet możemy o tym porozmawiać, ponieważ on tylko milczy i słucha, a potem mówi że problem sam się rozwiąże...ale się nie rozwiąże!!!!!! próbuję namówić go do czegoś nowego, czegoś co przegoni nudę, ale on zrobił się bardzo pruderyjny i jak kochać się to w domu i najlepiej w łóżku... a ja pamiętam czasy kiedy kochaliśmy się wszędzie nawet w pracy na biurku...myślę że po prostu dopadła nas nuda ale nie mam już nawet siły z nią walczyć...bo to trochę jak walka z wiatrakami...chociaż może warto powalczyć....pozdrawiam

Agnieszka814
09-07-2007, 20:18
Witam Cie,
Nie dziwi mnie fakt że tak szeroko rozpisujecie sie na temat tabletek antykoncepcyjnych. Ja wspolzycie rozpoczelam w wieku 18lat , wszystko bylo dobrze z moim przyszlym mezem kochalismy sie bardzo czesto. Potem zaczelam brac pigulki antykoncepcyjne i chec na seks odleciala jak reka odjal. Nie wpadlam na to od razu, mnostwo awantur,cichych dni z mezem az poszlam do ginekologa. Lekarz potwierdzil mi ze tabletki moga spowodowac brak checi na seks. Teraz staramy sie o dziecko wiec tabletki sa niepotrzebne a moglabym sie kochac i kochac i kochac:)
Głowa do góry!

siostry2
09-07-2007, 22:40
Jetesmy mlode 18 i 21. mamy stalych super facetow, ktorzy sa od nas starsi. oboje o dokladnie 13 lat (-przypadek). i mimo zdobytego przez nich doswiadczenia, a maja podobno spore :mad: niestety ani ja ani ona tego nigdy z nimi nie przezylysmy!!! mysle ze niejedna dziewczyna na tym forum mialaby cos do powiedzenia na temat np. udawania orgazmow i tym podobnych malych klamstewek.i jak to powiedziec naszym kochanym mezczyznom zeby nie urazic ich dumy i nie zrobic przykrosci? czy myslicie ze to po prostu u nas jest rodzinne? w ogole nie mamy ochoty na seks czy jestesmy ozieble seksualnie czy nasi faceci to po prostu cioty? siostra onanizuje sie opakowaniem od maskary bo duzy wibrator nie daje przyjemnosci a ja mam tylko Oo uprawiajac seks analny bo pochwowy mnie nie podnieca czy ktos ma cos do powiedzenia na ten temat?co to körwa znaczy? podkreslamy ze to zaden zart i bedziemy wdzieczne za komentarze

olci
09-07-2007, 23:14
Do ja31: Jak czytalam Twoj post to czulam jakby ktos pisal o mnie, wszystko idealnie tak samo. Moze to z naszymi facetami jest cos nie tak a my poprostu jestesmy wszystkie normalne:) Pozdrawiam serdecznie

ja31
10-07-2007, 05:43
ja juz przestalam wnikac z kim jest cos nie tak...dawno doszlam do wniosku ze plec meska i zenska to kompletnie odmienne bieguny,mars,venus itd:)w pierwszym roku kiedy przestalam czerpac przyjemnosc z sexu obwinialam mojego faceta twierdxzac ze nie potrafi mnie rozbudzic,on z koleji obwinial mnie ze jestem oziebla i asexualna...takie zrzucanie winy nie ma sensu...to nasz wspolny problem i powoli zaczynamy to oboje rozumiec,ze jesli nam zalezy na zwiazku to oboje musimy zrozumiec problem zaczac nad nim pracowac...taki wniosek to juz duzy krok:)przynajmniej dla mnie bo poczatkowo nie dostrzegalam istoty i wagi problemu...teraz to widze i przez pryzmat niespelnionych meskich ambicji mojego faceta,tylko przez pryzmat wlasnej utraty czegos bardzo przyjemnego.Rodzi sie we mnie bunt-dlaczego ja?nie pozwole na to,chce miec satysfakcje i czerpac przyjemnosc bo zycie bedzie fajniejsze...chce tego przede wszystkim dla siebie!!!!
a tak zartobliwie-czytajac to i jeszcze inne podobne tematycznie forum gdzie o pomoc wolaja kobiety o libido zmniejszonym do zera zastanawiam sie czy faktycznie kobiety nie powinny tworzyc zwiazkow z kobietami?:)raz na rok dalyby sobie upust i zyly spokojnie bez tego calego bicia piany na temat sexu:)
LIGA RZADZI LIGA RADZI LIGA NIGDY WAS NIE ZDRADZI:)

ja31
10-07-2007, 05:50
kurcze przepraszam za byki,ale podobnie jak z sexem jest u mnie z ortografia:)zapomnialam co to znaczy:)
wyczytalam na innym forum ze warto pojsc do ginekologa i zrobic badania na poziom prolaktyny,ktora obniza p[oped sexualny,jesli prolaktyna jest zbyt wysoka nalezy to leczyc...

EwaMaria8
10-07-2007, 12:48
Ja też po urodzeniu dziecka nie miałam zbyt wielkiej ochoty na seks. Najgorzej było, gdy nie dosypiałam. Mam cierpliwego i dobrego męża, ale od urodzenia dziecka niewiele mi on w domu pomaga, toteż nocne wstawanie do dziecka i ogólne zmęczenie zmieniły moje nastawienie do seksu i trochę uczucia do męża. Luki w pamięci z powodu zmęczenia i kłopoty w pracy z tego samego powodu sprawiły, że zaczęłam myśleć o rozwodzie, bo po prostu chciałam zmienić tę sytuację i rozwód wydawał mi się jedyną możliwością. Na wszelki wypadek postanowiłam trochę odczekać. Z czasem mój synek zaczął rzadziej jadać w nocy, a ja po prostu zaczęłam spać zaraz po wykąpaniu dziecka i zjedzeniu kolacji. Wypoczęłam trochę bardziej i ochota na seks sama się pojawiła. Na początku nie za często. Zaczęłam robić sobie półgodzinne seanse relaksacyjne, coś w rodzaju medytacji i teraz muszę przyznać, że ochota na seks wróciła. Słyszałam nawet ostatnio, że skutkiem ubocznym medytacji jest właśnie wzmożony popęd seksualny. W moim wypadku to się sprawdziło. Mam nadzieję, że Wam też to pomoże.

EwaMaria8
10-07-2007, 13:17
Chciałam jeszcze dodać, że, moim zdaniem, mężczyźni mają większą ochotę na seks, bo mają więcej czasu, żeby o nim myśleć. Ja planuję, co zrobię dziś na obiad, co ugotuję mojemu dziecku, które ma dopiero kilka ząbków i nie wszystko lubi i może jeść, staram przygotować się do egzaminów i pisać prace zaliczeniowe, no i pracować na pełnym etacie, bo mąż się nie zgodził na to, żebym wzięła urlop. Oczywiście radzę sobie ze wszystkimi obowiązkami, ale te małżeńskie zostawiałam zawsze jako najmniej ważne. Myślę, że mój mąż podświadomie się z tym zgodził, bo twierdził, że poradzimy sobie (a raczej, że ja sobie poradzę, bo sam pomaga mi niewiele). Oczywiście, że sobie poradziliśmy, ale coś kosztem czegoś, więc mu odmawiam prawa do narzekania lub robienia z siebie ofiary i jeśli dowiem się, że mnie zdradził, to mu tego nie wybaczę.

ja31
10-07-2007, 22:02
nie sadze by mezczyni mysleli wiecej o sexsie bo maja wiecej na to czasu,mysle o sekxsie nieustannie bo tak sa skonstruowani...gdyby to na twojego meza spadla odpowiedzialnosc za obowiazki to i tak pierwszym do spelnienia bylby sex-przy calym nawale reszty.Im jest po prostu latwiej,reaguja odruchowo,nie maja problemow z orgazmami...same zreszta wiemy....wydaje mi sie ze kobieta musi sie uczyc sexu bardziej od mezczyzn...gdzies czytalam ze orgazm pochwowy jest doznaniem jedynie dla nielicznych kobiet,ze reszta musi sie go uczyc nawet latami..

lucynap1
11-07-2007, 00:52
czesc dziewczyny ja mam 31 lat przechodzilam to co wy mam dwoje dzieci i tez nie mialam ochoty na sex myslalam ze tak juz musi byc ze sex to obowiazek a nie przyjemnosc ale troche sie zmienilo na lepsze od kiedy skonczylam trzydziestkie wiem co to orgazm :o z ta ochota jest roznie bo nie zawsze jest czas i miejsce ale jak nadejdzie to efekt koncowy wreszcie i mnie zadowala

EwaMaria8
11-07-2007, 11:48
Ja31, jak miałam czas wolny to w zasadzie tylko o seksie myślałam. Dziwią mnie zawsze te opinie o tym, jak bardzo różnią się kobiety od mężczyzn pod tym względem, bo na swoim przykładzie muszę powiedzieć, że tych różnic nie widzę. Mój mąż, jak ma dużo pracy, to nie zauważyłam, żeby był seksem specjalnie zainteresowany. Może tacy, jak my to wyjątki wśród naszych płci.

Dorotaaaa
13-07-2007, 18:34
Hej wam wszystkim...:)Calkiem przez przypadek weszlam na ta strone i przeczytalam o waszych problemach min. z partnerami.Moj problem polega praktycznie na tym samym lecz to nie ja nie mam ochoty na seks tylko moj partner...nie wiem co sie tak naprawde stalo ale przez ostatnie 2 moze 3 tyg.on nie ma ochoty na wspolzycie ze mna...jestemy razem od 1.5 roku,bardzo go Kocham,nie potrafie zyc bez niego i bardzo mi przykro kiedy przytulam go,robie tzw.podchody a on mowi mi ze jest zmeczony,ze moze rano i ze bardzo mnie za to przeprasza...nachodza mnie mysli ze juz na niego nie dzialam ze cos sie wypalilo...Rozmawialam z nim o tym,o tym czemu nie chce,o tym ze kiedys to on zabiegal o moje wzgledy,zabiegal o seks...tlumaczyl mi to tym ze czasem jest zmeczony,albo mial zly dzien i po prsostu nie chcial i ze nie chcial robic tego z przymusu ze dla niego nie jest w zwiazku najwazniejszy seks,ze nie na tym opiera sie tylko zwiazek...ze bardzo mnie Kocha i chce byc ze mna do konca swoich dni...ze podniecam go nadal tak bardzo jak kiedys ale uwaza ze nie mozemy tylko na tym opierac swojego zwiazku...ehh...naprawde nie wiem co mam robic...jest mi po prostu bardzo przykro...




Jesli ktos bedzie w stanie mi doradzic,prosze o odzew:)

Mru
13-07-2007, 22:28
Dorotaaaa, wydaje mi sie ze mam dla Ciebie prosta rade. Wg mnie faceci lubia, kiedy kobieta z ktora sa zwiazani, sama umie wziac sprawy wlasnej przyjemnosci w swoje rece. Jesli on nie chce, to powiedz mu, ok [zadbaj by nie bylo absolutnie najmniejszej nutki pretensji w Twoim glosie], w takim razie ja ide do sypialni [pod prysznic etc] popiescic sie i zrobic sobie dobrze, bo bardzo tego potrzebuje, a ty kochanie, jak chcesz to sie do mnie przylacz.
Powodzenia!
M.

zaciekawionyX75
13-07-2007, 22:48
potwierdzam, to bardzo dobry pomysl! najlepiej jak bedzie temu towarzyszylo mruczenie i jeki :)

Dorotaaaa
14-07-2007, 10:52
Mru dziekuje za wskazowki:)Na pewno je wykorzystam,choc mam pewne watpliwosci co do zmiany nastawienia mojego chlopaka...mimo to skorzystam z Twojej rady i dam znac jaki dalo to rezultat:)Tak w ogole zastanawiam sie czy jesli stane sie bardziej oschla dla swojego partnera w sensie takim ze nie bede go naklaniac,ze wieczorami bede kladla sie spac bez zadnych podchodow,to wkoncu on zateskni za seksem i sam bedzie sie staral???Jak myslicie czy to moze byc dobra zagrywka,czy moze lepiej jej nie stosowac??

p.s Zaciekawiony75 Tobie rowniez dziekuje za podpowiedz:)

Mru
14-07-2007, 12:13
To nie jest dobry pomysl. Taka gra doprowadzi tylko do tego, ze on sie bedzie rozgladal za innymi. Po prostu zajmuj sie soba, kiedy masz chec na sex i daj mu do zrozumienia, ze on moze sie przylaczyc [ale jak nie chce, to nie musi ;-)].

mrowka81
14-07-2007, 13:20
tez spotkalam podobnego faceta, on nie lubil sexu,nie potrzebowal go, co gorsza mial problemy z orgazmem, kochal sie ale nie potrzebowal "skonczyc", nie konczyl! i mowil ze nie wie dlaczego, ze nie potrzebuje! Bylam tak zdziwiona i zaszokowana ze nie moglam uwierzyc! Jak juz mial intence do sexu, sam chcial to nie potrzebowal na koniec orgazmu... rozumiecie cos z tego???

Dorotaaaa
14-07-2007, 17:04
Ja bynajmniej mam ogromna nadzieje ze moj partner zmieni sie w sprawach lozkowych...gleboko w to wierze bo seks w zwiazku mimo wszystko jest potrzebny,laczy ludzi...w ogole sami wiecie jaki jest:)

Dorotaaaa
14-07-2007, 17:15
Moniczko nie moge sie zbyt wiele wypowiadac w zwiazku z Twoim problemem poniewaz nigdy nie mialam z takim stycznosci,a takze nigdy nie slyszalam zeby wsrod moich znajomych taki prolem istnial...mimo to wydaje mi sie troszke ze moze nie trafilas jeszcze na tego odpowiedniego i dlatego ma miesce twoj problem,...byc moze kiedy naprawde sie zakochasz zmieni sie to...Moje przypuszczenie moga byc oczywiscie bledne:)Moze bedzie tak jak przeczytalas ,ze po 40roku zycia kobiety nabieraja wiekszej ochoty na seks,moze wlasnie nalezysz do tego typu kobiet,nie mozna tego wykluczyc:)Czekaj cierpliwie...:)

OLCIABB
14-07-2007, 17:19
CZESC OLA ZBIEG OKOLICZNOSCI x2 TEZ MAM NA IMIE OLA I NAZWISKO NA B, ALE I MAM TEN SAM PROBLEM JESTEM MAMA MAM CORECZKE I NIESTETY SEX MOZE DLA MNIE NIE ISTNIEC, NIE ODCZOWAM ZADNEJ POTRZEBY WIEM ROZUMIEM CIE !!!!! A MAM PYTANIE CZY PRZED CIAZA TEZ NIE MIALAS OCHOTY BO JA TAK, WSZYSTKO DOPUSZCZALAM OPROCZ SEXU,

Dorotaaaa
14-07-2007, 20:30
Dziewczyny poza moim problemem z partnerem ktory ostatnio nie ma ochoty uprawiac ze mna seksu,mam takze inny...mial on miejsce pierwszy raz jakies 6 moze 7mies.temu...otoz podczas stosunku z moim chlopakiem,moze tak podczas mocniejszego stosunku z nim w pewnych momentach bardzo bolalao mnie w lewej dolnej czesci brzucha...bolalo mnie tak tylko przy mocniejszych ruchach mojego partnera...bol nie trwal dlugo,jakies 30/40sek.ale bardzo mnie to niepkoilo wiec udalam sie do ginekologa ktory wyczul mala kuleczke i powiedzial tylko ze jest to naciagniete sciegno...bardzo sie zdziwilam a zarazem ucieszylam ze nic powazniejszego...od wizyty u lekarza minelo juz sporo czasu a mimo to przy rzadkich(niestety) stosunkach z moim chlopakiem czasem odczuwam lekki bol...jak myslicie powinnam udac sie do innego lekarza??

Czekam na wasz odzew...:)

dumna_mama
14-07-2007, 21:14
Myślę, że powinnaś dla własnego spokoju i zdrowia udać się do innego lekarza. Być może ten u którego byłaś ma rację, że to tylko naciągnięte ścięgno, ale skoro nadal cię boli, to lepiej skonsultować to z innym specjalistą.

Powodzenia :)



--------------------------------------
www.napowaznie.pl - wszystko o seksie...

dominiquue
15-07-2007, 21:54
Nie martw sie tym za bardzo.. ja tez mialam taki okres ze wogole nie mialam ochoty na sex mimo iz mam stalego partnera od 8 lat i jest cudownym facetem.. czasem poprostu tak jest moze masz duzo obowiazkow na glowie i nie maz czasu skupic sie na tej akutar dziedzinie.. a po za tym nie dawno urodzilas dzidzie i twoja uwaga napewno skupia sie na niej.. wiele kobiet musi troszke odsapnac zanim znow zacznie miec ochote na te rzeczy.. :))
mam nadzieje ze wkrotce staniesz sie "nimfomanka" :)) pozdrawiam

malenka_61
15-07-2007, 22:21
bylam w podobnej sytuacji jak ty. praca dom dzieci problemy.seks byl ostatnia rzecza ktora bym chciala robic.ale za to teraz chyba nadrabiam zaleglosci:))) bedzie dobrze .daj sobie troszke czasu i nie stresuj sie tym.ochota wroci sama. pozdrawiam

OlciaB
16-07-2007, 11:11
Hej :) Faktycznie zbieg okoliczności z imieniem i literą od nazwiska :)
Chyba przed ciąża nie miałam takiego problemu, ale dlaczego....???
Po głębokim zastanowieniu dochodzę do wniosku, czy przypadkiem nie było to spowodowane chęcią posiadania dziecka....????
Co o tym myślisz :confused:

martaa9
16-07-2007, 11:54
[
4-miesiące po porodzie to zazwyczaj dużo za wczesnie na przyjemny sex. Ja bym poczekała przynajmniej jeszcze miesiąc.
Po pierwsze małe dziecko wymaga wiele troski matczynej i często jesteśmy tak zmęczone wieczorem ze nie mamy na nic siły.
Po drugie dziecko dla nas jest teraz najważniejsze, ale tu uwaga pomimo wszystko nie zapominajmy o naszych mężczyznach, bo oni też to przeżywają.
Po trzecie po 4 miesiącach u niektórych kobiet utrzymują się jeszcze niewielkie dolegliwości bólowe okolicy krocza.
Po czwarte jeśli karmisz piersią możesz mieć suchość pochwy, wtedy mozna odczuwać ból pdczas stosunku- stosuj żele.
Myslę że zqa miesiąc , dwa a może trzy znów zatęsknisz za sexem. Nic na siłę.

martaa9
16-07-2007, 11:57
Jeśli Ginekolog Coś Wyczuł To Powqinien Zrobić Usg Miednicy Mniejszej (narządów Płciowych I Sasiednich Narzadów). Na Wszelki Wypadek Idz Do Innego Lekarza. Pozdrawiam

martaa9
16-07-2007, 12:06
SZCZERZE MÓWIĄC DZIWNE TE WYTŁUMACZENIA TWOJEGO MĘŻA. JEŚLI TO STAŁO SIĘ NAGLE, JAK PISZESZ 2-3 TYGODNIE TEMU TO MOZE COS SIE ZA TYM KRYJE, COŚ GO GNĘBI. MOZE MA JAKIES POWAZNE PROBLEMY W PRACY, MOZE ZŁAPAŁ JAKĄS INFEKCJE N.R., ALBO.... MYSLE ZE NAJWAZNIEJSZA JEST SZCZERA ROZMOWA- CHOC TAKIE ROZMOWY NIE SĄ ŁATWE, A JESLI NIE MA KONKRETNEJ PRZYCZYNY JEGO ZACHOWANIA, TO SPRÓBUJCIE COS ZMIENIC W WASZYM SEXIE, TROCHE GO UROZMAICIC. ALBO ZRÓCIE SOBIE PRZERWĘ- ZUPEŁNĄ ABSYNENCJĘ PRZEZ NP. MIESIĄC WTEDY PEWNIE I ON ZATĘSNKI....




Jesli ktos bedzie w stanie mi doradzic,prosze o odzew:)[/QUOTE]

martaa9
16-07-2007, 12:11
Troche Dziwne To Zachowanie Twego Partnera. Jesli To Sie Stało Tak Nagle 2-3 Tygodnie Temu. To Moze Cos Sie Za Tym Kryje, Cos Go Gnębi. Moze Ma Problemy W Pracy, Infekcje N.r., Oby Nie Była To Inna Kobieta.mysle Ze Powinnas Z Nim Powaznie Porozmawiac. A Jesli Nie Ma Konkretnej Przyczyny To Spróbujcie Cos Zmienic W Sexie, Urozmiacic, Wyjechac Gdzies, Odpocząc, Lub Po Prostu Zróbcie Sobie Przerwę, Prwnie Za Miesiąc Sam Zatęskni

schumach
17-07-2007, 00:46
Tak sobie pozwolę wrócić do tego wątku braku ochoty na seks. Moze to i normalne, ze kobieta po urodzeniu dziecka ma zmniejszone zapotrzebowanie na te sprawy (hormony i te rzeczy), ale moja babcia mi mówiła, że jak to trwa osiem lat, to już święty Boże nie pomoże i tak będzie już całe życie. A w ogóle to jaki normalny facet jest w stanie wytrzymać tak długi post?!!! To utwierdzanie się w przekonaniu, że jest to normalne, to popychanie tej nieszczęsnej dziewczyny do rozwalenia własnego związku, a tego robic nie należy. Wiem coś na ten temat, bo sama miałam taki sam problem, ale jakoś sobie z nim poradziłam.

Kasiunia94
17-07-2007, 00:52
No cóż uważam, że to zmęczenie wychowaniem i praca Ci odbiera apetyt na seks. Wyjedź z rodziną na wakacje, zrelaksuj się. Też to przechodziłam porozmawiałam o tym z moim narzeczonym i zaproponował mi wyjazd a byłam naprawdę zmęczona pracą. I ochota mi wróciła.. Porozmawiaj z nim i zaproponuj wyjazd czy coś bylebyś odpoczęła. Wiesz mi.. Pozdrawiam:)

schumach
17-07-2007, 00:58
Z tym się Kasiuniu zgadzam - wyjazd jest wskazany, ale to nie wszystko. Kochanie się na łonie natury to jest to co w kobiecie obudzić może dzikość i szleńcze pragnienie na powtórkę. Uważaj tylko z kochaniem sie na plaży; wiadomo - widzowie i piasek...

Moniczka3
17-07-2007, 02:24
Tak sobie pozwolę wrócić do tego wątku braku ochoty na seks. Moze to i normalne, ze kobieta po urodzeniu dziecka ma zmniejszone zapotrzebowanie na te sprawy (hormony i te rzeczy), ale moja babcia mi mówiła, że jak to trwa osiem lat, to już święty Boże nie pomoże i tak będzie już całe życie. A w ogóle to jaki normalny facet jest w stanie wytrzymać tak długi post?!!! To utwierdzanie się w przekonaniu, że jest to normalne, to popychanie tej nieszczęsnej dziewczyny do rozwalenia własnego związku, a tego robic nie należy. Wiem coś na ten temat, bo sama miałam taki sam problem, ale jakoś sobie z nim poradziłam.
No i jak to wyleczyłas?Mozesz coś bliżej opowiedzieć o swoim braku ochoty, np. ile to trwało, czym było spowodowane, jak z tego wyszłaś?

lonely6
20-07-2007, 08:52
Właśnie trochę sobie powspominałem kilka dawnych lektur.
(ha, podkradanych w młodości ojcu z "tajnej szafki"...)
Młode małżeństwo. On ciągle napalony i chętny, ona...
znudzona, zmęczona, bez tej szczeg. iskry.
Oboje po wizytach w przeróżnych poradniach, lekturach wielu książek itp.
Kiedyś przypadkowo on dotknął jej uda gdy akurat sprzątała w niedużym pokoiku (bardziej komórce) na narzędzia. (a mieli ogromne, piękne mieszkanie ze wspaniałymi sypialniami, kominkiem, ogrodem ) Ona bezwiednie poddała się jego dotykom, zapragnęła go, zrywali z siebie ubrania, kochali się instynktownie, namiętnie jak nigdy.
Okazało się, że jej ciało /a może to tylko psychika/ potrzebowało takiego właśnie bodźca /małe, ciasne pomieszczenie/ aby się otworzyć przed partnerem i go zapragnąć...
/Ta ciasna, mała niepozorna klitka - w tak wspaniałym domu - stała się na długi czas ich "gniazdkiem rozkoszy", to tam oboje przeżywali największe uniesienia.../
Tu chodzi chyba bardziej o IMPULS, o miejsce, rzecz, zdarzenie które coś w nas otworzą, coś odblokują, coś zmienią...
Starsze małżeństwo, w młodości potrafiące nie wychodzić całymi dniami z łóżka,
obecnie ona niechętna, znudzona, przygaszona...
Przeprowadzili się dawno temu, w poprzednim mieszkaniu jakoś i miała ochotę
i podobny temperament do męża...
On pewnego dnia włącza gramofon i ...puszcza marsz, taki z bębnami i trąbkami... W niej odżywają dawne wspomnienia, sama proponuje łóżko, nagle zaczyna go pragnąć, chce czuć go w sobie...
/kiedyś mieszkali we Francji przy przystani i często organizowano tam parady
i pokazy orkiestr wojskowych - nawet nie zdawali sobie sprawy, że głośna muzyka, rytmy i bębny wyrobiły w nich pewne uwarunkowania, rodzaj nawyków i zmiana środowiska je wyhamowała.
Ona podświadomie /nawet nie zdając sobie z tego sprawy/ bała się, że ktoś usłyszy jak będą się kochać "w takiej ciszy", że brakuje jej właśnie "nastroju" a ten tak jakoś wyrobiły w niej ...parady i marsze.../

Ochota na sex. Obopólna. To właśnie zlepek takich różnych pozornie drobnych zdarzeń, to odpowiednia chwila, czas, miejsce, jakiś bodziec. Szczęśliwy seks to również spontaniczność, rozluźnienie, marzenia, swoboda i beztroska. I przyjemność i rozkosz...

lonely6
20-07-2007, 09:40
Faceci potrafią dziwić sie, że ich kobiety nie mają ochoty
"na spontaniczny sex". I często nie potrafią zrozumieć, że przecież "byli mili, wszystko zrobili,
pomagali w porządkach, nawet wyprowadzili psa na spacer i zamiast meczu pojechali z nią do JEJ koleżanki itp."
A ona wciąż "nie ma ochoty" i dalej jest jakaś obca i dziwna...
- co zrobiłem nie tak? myśli facet.
I dopiero wiele, wiele dni później przypadkiem dowiadują się, że...
jej chodziło o "jakieś-tam" ....zakupy.
Byli razem na zakupach /chyba jakiś hipermarket ze sklepami i galeriami wokół/
i ona pokazywała mu różne sukienki pytając go o opinie
i prosząc o radę czy ma sobie uszyć podobną do tej niebieskiej...
A on wtedy totalnie ją zignorował i nie wykazał choć za grosz zainteresowania
bo akurat zachwycał się prezentacją jakiejś terenówki...
Dla niego tamto "olanie" jej pytań nie było niczym istotnym, dla niej...
urosło do rangi problemu z "dogadywaniem się" ich obojga i w ogóle do
tematu o którym wciąż nie mogła zapomnieć, wciąż miała /może tylko podświadome/
pretensje ale skutecznie ją blokujące...
Albo ona... Kiedyś przy gościach wyśmiała (wg. niej tylko mu wytknęła) jego "niewątpliwie ważne" zdolności pisania programów na komputerze (jakiś bejzik czy ce-plus - a może minus? ;) ) i ciągłe przesiadywanie nocami przed komputerem.
(A to przecież jego praca - komputery a obecnie napisał wg. niego genialny
program do wyszukiwania numerów telefonów i wszelkich danych osób z poczty mejlowej, GG i Skajpa.
Dostał w pracy nawet za to sporą premię i programu tego używają już wszyscy a i ona sama uporządkowała sobie dane adresowe swoich znajomych... I nie dość, że go nie pochwaliła to jeszcze wyśmiała i wydrwiła...)
/To dlatego na jej chęć "łóżkowych amorów" najczęściej... ucieka ...w internet... /

Myślę, że musimy więcej zwracać uwagę na jego/jej potrzeby i pytania.
Bardziej otwierać się na tą druga osobę, może nawet niekiedy
poświęcać swoje "ważne rzeczy i sprawy" dla niej, dla niego...
Podstawą dobrego związku jest zawsze stawianie na pierwszym miejscu
jej czy też jego a nie siebie. To ona / on jest ze mną a nie ja z nim / z nią.
Warto też przełamać wstyd może zażenowanie i...porozmawiać, może przeprosić za to czy tamto (choćby to była sprawa sprzed lat...- może jednak nie tak do końca wybaczona - zwykłe słówko przepraszam potrafi sprawić że ona/on spojrzy na nas inaczej, zapomni dawne winy, pozwoli "rozgrzeszyć nas" z błędów.../
I niekoniecznie musi to być rozmowa poważna, przygotowywana od tygodni, taka przy stole i "sztywna" - może warto przeprosić spontanicznie, w przypływie chwili, zaczynając od przytulenia czy pocałunku i zwykłymi, najprostszymi słowami .... - "wiesz, pamiętasz wtedy, wygłupiłem się, nie chciałem, przepraszam..." albo kilka słów w łóżkowych zabawach...
Naprawdę warto spróbować, zobaczycie ile dobrego również w Waszych "chęciach i ochotach" mogą sprawić słowa przeprosin i wybaczanie...
No tak...tylko żeby jeszcze móc wiedzieć że są takie "niewybaczone chwile"...
a nie każdy potrafi czytać w myślach jak Parkman w "Herosach" :rolleyes:
Ale wciąż pozostają nam słowa i szczera rozmowa....

markus6
20-07-2007, 17:02
Po tylu latach wiem na czym stoje -
To znaczy "moje Drogie panie", ze my jestemy przez was cale zycie oszukiwani. :eek:
Jak czytalem opis "zycia" P. Ionely to mi sie wadawalo, ze moje 25-lat zycia malozenskiego przezywam jeszcze raz od nowa! :mad:
Do dzisiaj czekam, ze moze sie cos poprawi. Teraz wiem, zo to jest niemozliwe!

Mimo ze my dla was wszysko robimy, ze nosimy was prawie na rekach -> zdegradowalyscie nas do roli
- maszynek do robienia pieniedzy
- opiekuna waszych dziec (czasami tez naszych)
- kukly do pokazywania przed kolezankami
- darmowego robotnika do wszyskiego - przynies, wynies, pozamiataj - (byle szybko)

Pierwsze - Dalczego to robicie?

A jezeli on troche przyjemnoscie oczekuje to klamiecie nas codziennie, ze
- was cos boli (my sie marwimy)*!
- jestescie zmeczone - po czym? (my sie martwimy)*

Prawdopodobie od myslenia, co powiedziec temu durniowi jak sie znow do mnie dobieral bedzie

Drugie - Dlaczego to robicie?

Tak naprawde to "wasz orgaz" przezywacie tylo przy zakupach.

Dlaczego nie powiecie tym swoim naiwnym durniom, ze
- poprostu nie macie na nich ochoty!
- wam sie nie dobze robi jak was dotykaja!
I to tak dlugo, ze nawet oni to zrozumieja!

Trzecie - Dlaczego tego nie robicie.

Pozdrowienia M
PS. Wiecie co znaczy pieklo na ziemi?

To jest dostac jako zone piekna kobiete, ktora cale swoje zycie, swojego w niej zakochanego partnera, oklamuje. I to nadodatek tak dlugo az on zacznie ja nienawidzic!

Prosze róbcie tak dalej, tylko sie nie dziwcie, ze on od was odejdzie!

* Ostatnie dlaczego - Jak mozecie byc tak oktutnymi!

krystynaXm
20-07-2007, 23:24
Markus! czujesz sie oszukiwany współczuje ale nie uogólniaj bo to samo mogę powiedzieć o mężczyżnie który postawił mnie w podobnej sytuacji i też z tego powodu jestem rozgoryczona czuje się nie ptrzebna straciłam chęć do wszystkiego jednym słowem zawalił mi się mój świat i nie dwudziestoparoletni a czterdziestoparoletni i co o tym sądzisz?

maXgodXer
21-07-2007, 18:45
No cóż... to chyba bedzie dluzsza wypowiedz.. szczerrze mowiac trudno mi sobie wyobrazic taka sytuacje, w ktorej nie mam ochoty na seks z moim facetem.. biore tabletki, nie zmniejszyly chyba wogole mojej ochoty na seks, wrecz przeciwnie, chętniej sie kocham majac swiadomosc ze jestem bezpieczna. Z M. jestem od roku, zareczylismy sie w lutym. w ciagu roku akademickiego rzadko sie widywalismy, kilka dni,czasem tygodni w miesiacu,moze to tlumaczy moje ciągłe "pożądanie";) ale teraz juz spedzamy razem drugie wakacje, mieszkamy ze soba, śpimy w jednym łóżku, i tak przez 3 miesiące, i nie zmienia to faktu że ciągle mam na niego ochote, często sama inicjuję seks lub wprost mu to proponuję, on robi tak samo. Tak jakbysmy byli ciągle sobą nienasyceni - to naprawdę wspaniałe uczucie:) seks raz w miesiącu będąc blisko siebie? nie wyobrażam sobie tego... chyba bym zwariowala.. Facet nie powinien być tylko delikatny, albo być uosobieniem dobra. Powinien Cię pociągac, rozgrzewać samym widokiem, nie oznacza to ze musi byc niewiarygodnie przystojny.. (chociaż mój dla mnie jest;)))) musi Cie po prostu przyciągać, elektryzowac.. Kiedy widzą mojego M. bez koszulki od razu mi sie robi cieplutko...
a tak wogóle pomysł zeby powiedzieć facetowi o tym ze nie ma sie ochoty na seks z nim....hmmm, niby jak - "Kochanie, nie obraź się, ale zupełnie mnie nie pociągasz i nie mam ochoty już na seks z Tobą.... ale poza tym to naprawde jestes kochany..." no nie wiem. ja chyba bym nie zaryzykowala gdybym miala taki problem.. trzymajcie sie

Gos
23-07-2007, 11:44
A ja jestem ze swoim facetem 3 lata. Z moją ochotą jest wszystko okej- jest dokładnie zgodna z moim cyklem. Raz jestem nagrzana jak piecyk, a raz totalna lodówa. Jeżeli dochodzi stres to trochę się to zmienia, bo albo go rozładowuje w łóżku, albo mam ochote być sama. Jak czuje, że jestem znudzona to się sama dopieszczam- kupuje ładną bielizne, fajne pończochy, kulki do kąpieli, zapalam świece, czasem dla funu jakis gadżet- lubrykant, nakładke wibracyjną. W pełni rozumiem dziewczyny, które mówią, że kochają swoich facetów, ale nie mają na ich ochoty. Ja tak miałam po tabletkach antykoncepcyjnych, które są zabójcze dla związku. I nie dziwota, kobieta ma ochote na sex tylko wtedy kiedy ma dni płodne, jak bierze tabletki nie ma dni płodnych wcale. <Oczywiście są wyjątki:)> Po za tym faceci duzo mówią, tyle, że obcym, a nie mają odwagi wprost wyłożyć swoim partnerkom oczekiwań. Skoro kobieta nie chce rozmawaić i ucieka to znaczy, że facet jej na to pozwala i nie ma dość woli walki...

schumach
23-07-2007, 14:00
No i jak to wyleczyłas?Mozesz coś bliżej opowiedzieć o swoim braku ochoty, np. ile to trwało, czym było spowodowane, jak z tego wyszłaś?

Powiem ci jedno, sprawa nie jest ani łatwa (jeśli chodzi o doradzanie), ani prosta, bo - to oczywiste - każda z nas jest inna. Każda z nas ma inny temperament, inną mentalność wynikającą z wykształcenia i z wychowania; potrzeby są rzeczą indywidualną, i to, co za chwile powiem wcale nie musi ci pasować. Jednak spróbuję ci odpowiedzieć na swoim przykładzie.

1. Powinnaś zrezygnować z antykoncepcji hormonalnej. Jeśli ją stosujesz, wiedz, że ona w znaczącym stopniu czyni cię kobietą bez temperamentu. Jest wiele sposobów zapobiegania ciąży i rozważ inne możliwości w tej kwestii.
2. Zastanów się nad urozmaiceniem własnego życia seksualnego; nie każdy sposób kochania się musi prowadzić do ciąży (nawet w dni płodne).
3. Zwiększ ilość afrodyzjaków, jeśli je w swoim życiu wykorzystujesz lub zmień ich charakter. Słowa afrodyzjaki używam naprawdę umownie. Niektórzy wzięci seksuolodzy doradzają zrobić wieczorkiem nastrój, kolacja, świece i te rzeczy - ale oni doradzają takie rozwiązania MĘŻCZYZNOM! Może słusznie, bo przecież jesteśmy podobno bardziej romantyczne od mężczyzn. Ale ty nie daj się zwieść temu, że to do mężczyzny należy inicjatywa. Jeśli tak zaczniesz myśleć, popełnisz poważny błąd. Przecież on cię chce, prawda? - a to ty go odpychasz. Nie oczekuj, że będzie robił coś wiecej w tym kierunku - jego wysilki w tym kierunku na pewno będą maleć; myślę, że rozumiesz znaczenie pojęcia "zmęczenie materiału"? To właśnie ono będzie mieć tu miejsce.
4. Nie bądź egoistką, nie myśl, że jak ty nie możesz, to facet musi to zaakceptować. W każdym razie nie może to trwać zbyt długo. Jeśli myślisz w ten sposób - kopiesz grób własnemu związkowi.
5. Może to głupie, ale pooglądaj z nim pornosy, jeśli on to lubi (nie myśl w sposób, w jaki myślą o oglądaniu pornosów niektóre z nas na tym forum) i popieść go trochę, jeśli nawet nie oczekujesz rewanżu. Facet, który ogląda pornosy jest człowiekiem, któremu czegoś w tym życiu seksualnym z tobą właśnie brakuje i traktuje to oglądanie zastępczo (kiedy żona nie ma ochoty). Przypadkiem nie powiedz mu, że jest zboczeńcem, tylko dlatego, że ty tego nie lubisz. Będziesz stracona.
6. Ja uwielbiam się kochać w sposób nieskrępowany w naturze. Nie chce cię (ani nikogo czytającego te słowa) zawstydzić, ale czy kochałaś się już ze swoim ukochanym w lesie podczas zbierania jagód, na malinach, jeżynach, grzybach, rybach, czy podczas spaceru wskoczyłaś nagle w ustronne miejsce, by pokochać się nagle i gwałtownie? Czy kochałaś się już ciepłą nocą na plaży w Gdyni? Czy kochałaś się już na gorącej plaży, nad rzeką niemal na oczach innych ludzi (ale tak żeby oczywiście nie widzieli)? Nawet jeśli twoje libido z jakichś powodów jest osłabione, kochanie się na ustronnej, ale rozpalonej słońcem łączce może sprawić dużo przyjemności, wierz mi.

Sprawa polega na tym, że my kobiety często myślimy bardzo po kobiecemu,
ale, niestety, nie w pozytywnym sensie. Uważamy, że to, że nie mamy ochoty sie kochać i nic nas do ukochanego (czy w tej sytuacji naprawdę "ukochanego"?) nie ciągnie jest normalne, tak jak to, że w tej chwili w Gdańsku jest 21 stopni, a nie zdają sobie sprawy z tego, że w większym lub mniejszym stopniu tracą męża, kochanka, czy kogo tam mają i są zdziwione, że w jakimś momencie facet znajduje sobie inną i mowi, że ma dość czekania na jej (może twoją) ochotę.

I co ty na to?

ulamisiula
23-07-2007, 20:31
Witam! Ja mam bardzo podobny problem i to trwa juz dość długo.Znamy sie 11 lat , jesteśmy ze soba 7 , mieszkamy razem 5 a po ślubie jesteśmy 3.Zaczęło się po roku mieszkania.Nie miałam kompletnie ochoty na sex.A każde zbliże nie nie dawało mi żadnej satysfakcjii ale wręcz ból.Rozmawialiśmy o tym z męzem.Zaczęliśmy wtedy od małych kroczków.Czyli nie dochodziło do pełnego zbliżenia tylko do pieszczot.Po jakimś czasie zaczęlismy uprawiać sex.Zawsze były wspomagacze czyli filmiki czy winko.I po jakimś czasie to przeszło.Dodam że w tym czasi e brałam tabletki.Po ok.roku znowu powróciło i tym razem ta sama metoda podziałała.W listopadzie odstawiłam z przyczyn zdrowotnych tabletki i miałam ochotę wszędzie , o każdej porze , kilka razy.Normalnie mąż przy mnie wysiadał.Aż do czasu kiedy okazało sie że jestem w ciaży.Może to strach że zrobie dziecku krzywde chociaż wiem że jest to niemożliwe, a może to świadomość swojej nieatrakcyjności.Poprostu jak widzę swój brzuch wydaję sie sobie wogóle nieatrakcyjna i nie mam na sex ochoty.Mój mąż mówi mi że pieknie wyglądam i okazuje mi to alenie mogę sie przełamać.Nawet filmiki nie pomagają.Czekam tylko aż synek sie urodzi i może wróci mi znowu ochota.Wiem że to nie będzie z dnia na dzień i nie oczekuję że będzie miało taka siłe jak przed ciążą ale będę sie cieszyć jak bedzie mi to przynajniej sprawiać przyjemnoć.

kotka
24-07-2007, 14:30
ja jestem w wieku nieco starszym niż na forum panie,ale z mezem jesteśmy po ślubie juz 30 lat i satysfakcje z sexsu taką mamy jak za młodszych lat.Kochamy sie teraz może bardziej dojrzale,ale z duza satysfakcją i zawsze jest nam dobrze bez względu na porę dnia czy pogody,a jesteśmy czynni zawodowo.Pozdrawiam

buba
24-07-2007, 19:23
Hej dziewczyny, możecie mi pomóc? Jestem w związku od 5 lat, rok temu wzięliśmy ślub, mamy synka i całkiem dobrze nam się żyje. Mój problem polega na tym, że nie mam ochoty się kochać!!! :(
Wiadomo że mężczyźni to zawsze mają ochotę na seks, ale chyba na kobiety też przychodzi pora i same z siebie zaczepiają swoich facetów...????????
Ja jestem jakaś dziwna :confused: , bo nawet wole unikać takich sytuacji... żeby tylko się nie kochać.
Może za mało szczegółów napisałam, ale jak będą pytania to udzielę dodatkowych informacji.
Dziękuję za jakiekolwiek rady :D
----Zdegustowana----

Kobieta zawsze moze a facet zawsze chce ale najczesciej i jedno i drugie w tym samym czasie niestety 5 lat to juz długo jak na jedna kobiete. Czasy inne

lucynap1
24-07-2007, 21:46
do ulamisiula
nie martw sie o dzidziusia tylko sie kochaj puki mozesz,dzidzius jest bezpieczny a nawet wskazany do samego konca .Ja jak bylam w ciazy to ciagle mialam ochote,a moja polozna kazala sie kochac do samego porodu bo sex dobrze robi szyjce macicy ,porud jest szybszy .Ostatni raz przed porodem kochalismy sie 4h przed odejsciem wod pierwsze dziecko rodzilam 14h, a drugie 4h roznica jest wyrazna TAK WIEC DO DZIELA

Ania2110
25-07-2007, 00:51
Pierwszy raz przeczytałam dzisiaj to wszystko, strasznie żal mi jest mojego męża, mam 21 lat jestem w 6-tym miesiącu ciąży i kompletnie od samego początku nie mam ochoty na seks. Bardzo sie boję, że po porodzie to wszystko nie wróci do normy, z resztą mój ukochany nie wierzy juz w to że może być tak jak kiedyś. Gdyby nie problemy z seksem nasze życie byłoby idealne, Wspólnie zdecydowalismy, że więcej dzieci nie chcemy mieć, naprawdę taki długotrwały brak seksu nie jest niczym dobrym dla związku. :(

olci
25-07-2007, 13:45
Witaj w klubie Aniu! Mam 21 lat i jestem juz prawie w 6 miesiacu:) A sex? Po co nam sex:) Moze to kiedys przejdzie chociaz na pewno nie predko. Teraz bedzie juz tylko gorzej a po porodzie tez potrzeba czasu. Seks jest niesamowicie wazny. Tak jak piszesz gdyby nie to nasz zwiazek bylby idealny. Ale przynajmniej niedlugo bedziemy mialy cudowne malenstwa:)
Pozdrawiam

Ania2110
26-07-2007, 14:25
Dobrze wiedzieć że to nie tylko ja mam taki problem, cały czas mam jednak nadzieję na to że po urodzeniu się dzidziusia nasze życie wróci do normy. Przecież taka sytuacja jest nie tylko męcząca dla mojego mężą, ja również bardzo to przeżywam nie chcę żeby mój stres odbijałsię w jakimkolwiek stopniu na dziecku. A nie potrafię byc na to obojętna. :(


P.S. Lonely napisz jak tam Twoje sprawy się toczą. ;)

merienda
27-07-2007, 02:46
Hej kobietki.

W zasadzie nie wiem po co to piszę, oryginalna nie będę :)
Nie mam ochoty na seks. Plaga jakaś?
Z facetem jestem 3 lata, dzieci niet, tabletki biorę. Najfajniejszy facet na świecie i nie wymienię go na innego.
Niejeden nazwał mnie "Demonem seksu", dawno temu. Każdą wolną chwilę spędzałam na myśleniu o seksie. Robiłam różne ekstremalne rzeczy w łóżku, podniecało mnie byle co, faceci wymiękali ...
Teraz seks mógłby dla mnie nie istnieć. Od nieużywania chyba niedługo mi zarośnie!
I jak widzę, że inni piszą tu "strasznie rzadko się kochamy, tylko dwa razy w tygodniu, toż to ekstremum", nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Ja kocham się z facetem raz na kilka miesięcy (biedny ten mój facet). I to nie dlatego, że mi się chce, raczej na zasadzie "no doooooobra", gdy a trudem wydobędę z siebie jakieś marne resztki pożądania. Rany, przecież raz na kilka miesięcy to znaczy kilka razy w roku!!! Paranoja!

Jak mój facet coś próbuje, myślę tylko "no nie, znowu" i zastanawiam się jak z tego dyplomatycznie wyjść, bo przecież to już 61523 raz z rzędu jak go spławiam. Na szczęście nie dochodzi do absurdu ściemniania, znamy się na wylot (poza seksem), wie bardzo dobrze co i jak i nie jest zbyt natrętny. Raczej "bada teren", żeby zobaczyć, czy aby przypadkiem mi się tym razem nie chce.

Nie mam ochoty na seks ani z nim, ani z nikim innym, nawet jakby do mnie zapukał Brad Pitt z różą w zębach i CinCin w dłoni, zero, null.

Zawsze działały na mnie filmy erotyczne, próbowałam się więc nimi podkręcić, żeby może się przebudzić (choć na oglądanie nie mam ochoty), ale równie podniecające jest dla mnie gotowanie z Makłowiczem czy prognoza pogody. Owszem, fizycznie doprowadzę się do orgazmu, ale myśli są zupełnie gdzie indziej, a trzy sekundy po orgazmie myślę już co jutro na śniadanie zrobić. Kobiety, wiemy przecież jak to z nami jest, że najważniejszym organem erogennym jest nasz mózg. Facet może być brzydki, gruby i mieć małego, ale dla nas być najbardziej podniecającym młodym bogiem na świecie, bo podnieca nasz mózg.

Mój mózg jest totalnie zahibernowany, nie odbiera żadnych sygnałów. I panie które tu na forum radzą "zmień faceta", "to nie ten", "miłość to seks więc się już nie kochacie" - nie możecie tak uogólniać. To nie takie proste. A co, jak nie kręci cię nie tylko twój facet, ale nikt ani nic?

Nie wiem po co to piszę. Nikt z Was mi tego problemu nie rozwiąże. Szlag mnie trafia, mam dość. Faceta - najbardziej cierpliwej istoty na Ziemi - mi żal, bo wiem, że się morduje i nie wiem komu jest bardziej głupio, jemu czy mnie, że musi się onanizować.

Ale jakoś mi, cholera, lżej jak się wygadałam.
Dzięki.

Ania2110
27-07-2007, 22:14
Droga Merienda, mi też jest lzej jak się tu wygadam. To trochę pocieszające że nie tylko ja mam taki problem.
Ale nigdy nikomu nie uwierzę, jak będzie mi mówil ze seks nie ma znaczenia, bo może nie ma przez kilka dni, może tygodni a nie jak tygodnie zamieniają się w długie miesiące oczekiwania. Ja cały czas mam nadzieje że po ciąży będzie okey, ale mój mąż mówi że stara się nie patrzeć już na mnie jak na obiekt seksualny, bo poprostu to jest zbyt trudne dla niego jak leży obok mnie i nic nie może bo ja jestem jak patyk. Dużo o tym rozmawialismy i narazie nie chcemy mieć drugiego dziecka, nie wiem jakbysmy to znieśli, co raz częściej myślę że ON marnuje sobie zycie przy mnie. jest przecież młody, a ma żone która nie nadaje się nawet do seksu, jest mi naprawdę co raz gorzej z tym ztym. Nie radzę sobie już. Rośnie między nami jakaś bariera, dzisiaj próbowaliśmy popieścić się, i niby wszystko było dobrze na początku, ale po kilku minutach oON stracil zapał, powiedział że nie zastępuje mu to seksu, że przez pierwsze kilka razy było okey, ale to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę dla niego. Boję się, nie wiem co będzie....
Uffff..... już troszkę lżej na serduszku, ale tylko troszkę....

Sylwunia26
30-07-2007, 13:33
Pisze do Was bo ja miałam dokładnie ten sam problem co Wy wszystkie.Znamy się z mężem od ponad 4 lat,małżeństwem jesteśmy od nie całego roku.Mamy 2-letnie bliżniaki i tu pojawił się problem.Ja też na początku gdy poznałam obecnego męża kochaliśmy się bez przerwy,zaczeliśmy na drugim spotkaniu(choć już na pierwszym miałam ogromną ochotę na niego) i trwało to do momentu urodzenia dzieci.To po porodzie(na szczęście-cesarka) straciłam zupełnie ochotę na seks.Mój mąż mnie namawiał a ja wkurzałam się.Zaczęły się ukradkiem, jakieś filmiki porno,oglądanie filmów w internecie co jeszcze bardziej denerwowało i odpychało mnie(te piękne,zgrabne kobitki,a ja wiecznie zmęczona i za gruba).Kłótnie i krzyki to już była norma.Dość,pomyślałam że dłużej już tak nie wytrzymam.Przecież ten człowiek jest najważniejszą osobą w moim sercu to dlaczego tak bardzo się oddalamy.Potanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce,schudłam ponad 7 kilogramów(co znów dało mi pewność siebie)zaczęłam kusić męża,mówić do niego sprośnym językiem(jak dawniej).Teraz wszystko się zmieniło,już zapomniałam że mój mąż jest takim zaj......kochankiem.Czasem śmiejemy się że już nie długo kiwnie małym palcem a ja będe miała orgazm.Dziś jest w trasie, od wczoraj wieczora,a ja już tęsknie za nim,jego dłońmi,pocałunkami i seksem.Mam nadzieję że etap pod hasłem"nie chce seksu, minął bezpowrotnie" i teraz pozostaje mi cieszyć się faktem że mój mąż jest zadowolony że odzyskał tę dawną kobietę i wspaniały sex.Życze Wam wszystkim tego,powodzonka.

Iwonka20
30-07-2007, 18:08
Witam Was! Jestem tu pierwszy raz i tak sobie to wszystko cztyam i chyba dojde do wniosku ze to chyba ze mna jest cos nie tak bo ja mam caly czas ochote na sex ale mój partner jest niestety w anglii a ja tu usycham

AmericanLife
30-07-2007, 18:31
Moze po prostu znudzilo Ci sie.. :)

anna294
30-07-2007, 23:27
A ja chcialabym miec ochote na sex i nie mam, to chyba ze mna cos jest nie tak a nie z toba Iwonko20. Jak mam odzyskac sprawnosc seksualna? Mam dopiero 28 lat, a to trwa od momentu kiedy urodzilam pierwsze dziecko. W dodatku nigdy nie mialam orgazmu pochwowego. JAKOS Z TYM ZYJE, ale chce mi sie ryczec.Zazdroszcze wam.

Sylwunia26
31-07-2007, 11:04
Ja do anny29,czytałaś to co napisałam powyżej o sobie(sylwunia26).Miałam dokładnie ten sam problem co Ty a jak zauważyłaś jestem ciut młodsza.Na początku kochaliśmy się po 3-4 razy dziennie,potem dzieci(bliżniaki) i ochota prysła jak bańka mydlana.Doszło do tego że kochaliśmy się raz w miesiącu bez specjalnego entuzjazmu z mojej strony.Wiesz i to nas trochę oddaliło od siebie,mąż już nie całował mnie jak wracał z pracy,nie przytulał w nocy bo twierdził że mu ciepło a ja miałam wrażenie że jestem starą,grubą i wiecznie zmęczoną życiem kurą domową.Wiesz my jesteśmy wyjątkowo dobrani w seksie(od początku tak było)gdy spotkaliśmy się po raz trzeci i spojrzeliśmy na siebie to od razu wiedzieliśmy czego i jak chcemy w łóżku.Nasz sex był cudowny,dlatego nie potrafiłam zrozumieć co się dzieje.Powiedziałam sobie dość,schudłam,zaczęłam bardziej dbać o siebie i na nowo odkryłam w sobie kobiete.A mój mąż,cóż woli zjeść wieczorem szybkie tosty i kochać się zemną a nie jak wcześniej uroczystą kolacje i nie zadowoloną żonę.Jeżeli będe mogła Ci jakoś pomóc pisz,nie jestem ekspertrm w tych sprawach(mój mąż jestem trzecim i jak myśle otatnim kochankiem)ale nie zamieniłabym Go na kogoś innego bo jest najlepszym kochankiem na świecie.Sylwunia26.

merienda
31-07-2007, 19:47
Sylwunia26

Czy w nieerotycznym okresie czułaś raczej totalny brak zainteresowania seksem (leci w TV scena erotyczna, a ty nic; podrywa cię kolega z pracy, a tobie to zwisa), czy raczej brak zainteresowania seksem z mężem?

Sylwunia26
31-07-2007, 20:50
Merienda
Totalny brak zainteresowania,któregoś razu gdy poszliśmy na basen to mój mąż wylukał gdzieś w rogu basenu pare bzykającą się, i uwierz że nawet to mnie nie ruszyło.To było tak że seks i wszystko z nim związane wkurzało mnie.

iw76
18-08-2007, 22:12
czesc, a ja mialam wrecz odwrotna sytuacje moj maz przez 5 lat nie chcial mnie dotykac, a jak do czegokolwiek dochodzilo on nie mogl temu sprostac, nie mial erekcji albo mial ja tylko 5 min. i pozniej znowu to byla tragedia, martwilam sie , przezywalam, obwinialam ze moze to moja wina ( na codzien byl dobrym mezem i ojcem). i co wy na to?

aaa
19-08-2007, 12:42
Ja kiedyś miałam ten sam problem.Jestem mężatką 12 lat,urodziłam 3 dzieci.Moje najmłodsze szczęście ma teraz1,5roku.Były momenty,że się brzydziłam seksem.Ale teraz od jakiegoś czasu czuje się jakby biabeł wemnie wlazł.Mogłabym się kochać 3 razy dziennie.Wręcz jestem zła jeśli mój kochany mąż niespełni swojego obowiązku wieczorem.Niemam pojęcia jaka może być przyczyna tak dużej zmiany.Ale jestem szczęśliwa,że takie zmiany zaszły.Czuję się jak na początku naszego związku.Może minoł ten moment kiedy czabyło wiecznie niańczyć dzieci.Jeśli macie jakieś sugestie to piszcie.

wiolka47
24-08-2007, 14:43
Dziewczyny ...ja jestem ze swoim chlopakiem ponad 4 lata i kręci mnie nawet,czasen nawet mam ochote sie z nim kochac ale jak zaczynamy to wtedy koniec...odchodza mi checi i wszystko:( Ale ja chyba wiem dlaczego tak jest...biore tabletki hormonalne i musze je brac...bo mam zespol policystycznych jajnikow.I niema mocy zebym kochala sie z nim chodz raz z przyjemnoscia:( ale nic na to nieporadze bo zdrowie jest wazniejsze ,prawda??:(

Sylwunia26
24-08-2007, 14:47
Do Wiolki
A na czym polega ten Twój problem,cóż to takiego zespół policystycznych jajników?Czy ta choroba przeszkadza Ci w współżyciu z chłopakiem?

wiolka47
24-08-2007, 15:28
Jajniki policystyczne to takie na których jest duzo małych pęchezyków z których wytwarzaja sie cysty,torbiele itp.Dlatego MUSZE brac te tabletki chormonalne zeby nic niewyrosło na jajnikach.To sa tabletki hormonalne czyli tez antykoncepcyjne.A tutaj wyczytałam z opisów dziewczyn ze te tabletki zmniejszaja ochote na sex.

Sylwunia26
24-08-2007, 15:42
A nie możesz za zgodą lekarza ginekologa zmienić tabletek?Bo z tego wynika że te poprostu negatywnie wpływają na Twój popęd seksualny.Jak na to reaguje Twój chłopak,rozumiem że wie o Twojej chorobie ale jak odbiera niechęć lub brak przyjemności z Twojej strony -myśle oczywiście o seksie?

Bronka
25-08-2007, 16:01
Skoro sama nie wiesz czemu i wciąż powtarzasz że jesteś dziwna może idź do psychologa albo seksuologa >> może podświadomie coś ci nie pasuje lub masz jakiś problem i trzeba to z ciebie wyciągnąć :)) Nie zaszkodzi spróbować .. a może mężczyźni przestali cię pociągać ? aLBO akórat ten ..

Znam sytuacje w której facet zostawił żonę i dzieci .. dla faceta i to po 10 latach małżeństwa

Madzia31
26-08-2007, 22:35
Może powiem coś o sobie, jestem z facetem od 15 lat mamy 14 letnią córkę, ochota na sex przeszła mi po 5 miesiącach kochania się 3 razy dziennie, może się już wypaliłam. Próbowaliśmy już wszystkiego, jestem w kropce bo mój związek się rozpada. Ja spełniam się w inny sposób; praca, gotowanie, sprzątanie, pranie , itp. Mam 31 lat a mnie nic nie podnieca. :(

andre4
27-08-2007, 07:48
Witam panie! byłem wesołym chłopakiem. poznałem dziewczyne i po kilku latach wzięlismy ślub. byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami.seks był jaki był i myślałem że tak to wlaśnie wygląda.Kochaliśmy sie coraz rzadziej. z biegiem czasu było coraz żadziej ... kupowalem kwiaty zabieralem do teatru, kawiarni... mamy dwójke dzieci. pomimo starań z mojej strony szybkie DOBRANOC było coraz częściej. byłem załamany... co jest ze mną nie tak?-pytam... dlaczego tak jest-wszystkie pary mają takie problemy Andrzejku. kocham cie ale jestem zmęczona. czółem sie jak zero... zero faceta...powiedzialem DOŚĆ!-wybacz skarbie ale już nie będę zabiegał o sex. Jeśli to dla Ciebie przykre doznanie nie musisz sie zmuszać. i tak sie stało... samozadowalanie w łazience i pogarda wobec siebie...az znajomej żony zepsuło sie auto ... prowadze własny warsztat samochodowy i poprosiła mnie o pomoc.miała 126p. to był drobiazg ale była zadowolona. znaliśmy sie od bardzo dawna. śmialiśmy sie że zapłaci w naturze a ja że przepłaci itd... była atrakcyjna,wesoła, inteligentna...miała mały butik z odzierzą... podziwiałem ją ale Jej mąż był moim kolega i nawet nie myślalem ze jakaś kobieta może widzieć we mnie Mężczyzne! przacież byłem seksualnym zerem... jakis czas trwały te żarty i kiedyś mnie pocałowała. pocałunek który był jak odrodzenie po wielu latach hibernacji.ale przaraziłem sie! Rozczaruje Ją! niech przestanie! Nic z tego nie będzie! bądżmy przyjaciółmi.. bliskimi... rozmawiajmy i smiejmy sie...-Ale Ja Cie kocham! broniłem sie ale jednocześnie było mi miło. pocałunki...rozmowy.... ale chciała być MOJA KOCHANKA.OBOJE MAMY RODZINY I DZIECI ALE DAJMY SOBIE CHOC ODROBINĘ ROZKOSZY.

andre4
27-08-2007, 07:52
Witam panie! byłem wesołym chłopakiem. poznałem dziewczyne i po kilku latach wzięlismy ślub. byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami.seks był jaki był i myślałem że tak to wlaśnie wygląda.Kochaliśmy sie coraz rzadziej. z biegiem czasu było coraz żadziej ... kupowalem kwiaty zabieralem do teatru, kawiarni... mamy dwójke dzieci. pomimo starań z mojej strony szybkie DOBRANOC było coraz częściej. byłem załamany... co jest ze mną nie tak?-pytam... dlaczego tak jest-wszystkie pary mają takie problemy Andrzejku. kocham cie ale jestem zmęczona. czółem sie jak zero... zero faceta...powiedzialem DOŚĆ!-wybacz skarbie ale już nie będę zabiegał o sex. Jeśli to dla Ciebie przykre doznanie nie musisz sie zmuszać. i tak sie stało... samozadowalanie w łazience i pogarda wobec siebie...az znajomej żony zepsuło sie auto ... prowadze własny warsztat samochodowy i poprosiła mnie o pomoc.miała 126p. to był drobiazg ale była zadowolona. znaliśmy sie od bardzo dawna. śmialiśmy sie że zapłaci w naturze a ja że przepłaci itd... była atrakcyjna,wesoła, inteligentna...miała mały butik z odzierzą... podziwiałem ją ale Jej mąż był moim kolega i nawet nie myślalem ze jakaś kobieta może widzieć we mnie Mężczyzne! przacież byłem seksualnym zerem... jakis czas trwały te żarty i kiedyś mnie pocałowała. pocałunek który był jak odrodzenie po wielu latach hibernacji.ale przaraziłem sie! Rozczaruje Ją! niech przestanie! Nic z tego nie będzie! bądżmy przyjaciółmi.. bliskimi... rozmawiajmy i smiejmy sie...-Ale Ja Cie kocham! broniłem sie ale jednocześnie było mi miło. pocałunki...rozmowy.... ale chciała być MOJA KOCHANKA.OBOJE MAMY RODZINY I DZIECI ALE DAJMY SOBIE CHOC ODROBINĘ ROZKOSZY. dzieki niej odkryłem co to jest cudowny seks a i ona O DZIWO ODRYŁA SWOJĄ KOBIECOŚĆ! CUDOWNE PIESZCZOTY,

andre4
27-08-2007, 08:10
Witam panie! byłem wesołym chłopakiem. poznałem dziewczyne i po kilku latach wzięlismy ślub. byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami.seks był jaki był i myślałem że tak to wlaśnie wygląda.Kochaliśmy sie coraz rzadziej. z biegiem czasu było coraz żadziej ... kupowalem kwiaty zabieralem do teatru, kawiarni... mamy dwójke dzieci. pomimo starań z mojej strony szybkie DOBRANOC było coraz częściej. byłem załamany... co jest ze mną nie tak?-pytam... dlaczego tak jest-wszystkie pary mają takie problemy Andrzejku. kocham cie ale jestem zmęczona. czółem sie jak zero... zero faceta...powiedzialem DOŚĆ!-wybacz skarbie ale już nie będę zabiegał o sex. Jeśli to dla Ciebie przykre doznanie nie musisz sie zmuszać. i tak sie stało... samozadowalanie w łazience i pogarda wobec siebie...az znajomej żony zepsuło sie auto ... prowadze własny warsztat samochodowy i poprosiła mnie o pomoc.miała 126p. to był drobiazg ale była zadowolona. znaliśmy sie od bardzo dawna. śmialiśmy sie że zapłaci w naturze a ja że przepłaci itd... była atrakcyjna,wesoła, inteligentna...miała mały butik z odzierzą... podziwiałem ją ale Jej mąż był moim kolega i nawet nie myślalem ze jakaś kobieta może widzieć we mnie Mężczyzne! przacież byłem seksualnym zerem... jakis czas trwały te żarty i kiedyś mnie pocałowała. pocałunek który był jak odrodzenie po wielu latach hibernacji.ale przaraziłem sie! Rozczaruje Ją! niech przestanie! Nic z tego nie będzie! bądżmy przyjaciółmi.. bliskimi... rozmawiajmy i smiejmy sie...-Ale Ja Cie kocham! broniłem sie ale jednocześnie było mi miło. pocałunki...rozmowy.... ale chciała być MOJA KOCHANKA.OBOJE MAMY RODZINY I DZIECI ALE DAJMY SOBIE CHOC ODROBINĘ ROZKOSZY. dzieki niej odkryłem co to jest cudowny seks a i ona O DZIWO ODRYŁA SWOJĄ KOBIECOŚĆ! CUDOWNE PIESZCZOTY seks oralny i tradycyjny ... każde spoykanie pełne wielokrotnych orgazmów moich i jej...zastanawiałem sie czy żona miała kiedykolwiek orgazm...dodatki które umilały seks typu kwiaty, balsamy, likiery na jej Ciele które z rozkosza zlizywałem... jesteśmy w tajnym związku trzy lata. a Zona dopiero sie zorientowala że cos jest nie tak.dostała ochote na seks ale ja już jej nie mam. Nie z nią... zniszczyła nasz związek przez brak ochoty na swojego męza.Wie co zrobiła ale już za póżno na ratunek... gdyby nie dzieci odszedł bym. dziś czuje sie atrakcyjnym facetem który potrai byc swietnym kochankiem! seks bez tabu jest cudowny. powiedzieć czego sie pragnie i dawać czego oczekuje kochanka...dziś wiem ze kobieta musi kochać by mieć ochote na seks... a szał macicy i możliwosc przezywania ccudownego seksu przyjdzie po 30! jesli któraś z pań nie chce zniszczyć małżenstwa musi sie poświecić... jeśli nie pociąga was już mąż to pewnie uczucie wygaślo...

andre4
27-08-2007, 08:13
rozeszła mi sie wypowiedz ale to nic... pozdrawiam wszystkich... warto upomnieć sie lo swoje szczęście od losu...

Angel132
27-08-2007, 18:43
do Olci B.:) moim zdaniem brak w twoim organizmie cynku:* brak cynku w organizmie powoduje ze nei chce sie kochac ale nie tylko...powoduje tez miedzy innymi wypadanie włosow , łamliwosc paznokci, robia sie rozstępy itd. mozna by tego wymieniac i wymieniac:* zacznij jesc takie produkty jak:Znaczącym źródłem cynku są mięso zwierząt, ryby, ostrygi, jaja, drożdże piwne, warzywa, ziarna zbóż, pestki dyni, jajka, chude mleko, musztarda ziarnista. Lub poprostu kup sobei cynk w tabletkach:* zaraz przyjdzie ci chęc na małe conieco:* wiem bo tez miałam taki problem:* pozdrawaiam

noemi8
05-09-2007, 10:13
Hej wszystkim jestem tu nowa. Watek zaintersowal mnie bo sama mam podobny problem - czuje ze stracilam albo trace ochote na sex. Mam 27 lat jestem ze swoim mezem od 4 lat, nie mamy dzieci, (w zasadzie to od ponad roku staramy sie o dziecko jak na razie bezskutecznie). Nie wiem dlaczego stracilam ochote na seks - czy to awersja spowodowana tym ze winie sie o to ze nie moge zajsc w ciaze, nie wiem. Ostatnio wyczytalam gdzies ze wina za brak ochoty na sex a przy tym pogorszenie samopoczucia, ciagle zmeczenie i tym podobne cechy moga oznaczac niski poziom testosteronu. Zaciekawila mnie ta teoria, sprawdzilam swoje wyniki ja mam poziom 31 podczas kiedy norma w okresie rozrodczym jest do 80. Zastanawiam sie czy moj wynik nie jest zbyt niski - nie znalazlam nigdzie okreslenia jakie sa dolne granice normy. Mysle ze warto zrobic sobie badanie tego hormonu i ewentualnie podjac leczenie - jesli okaze sie to konieczne. Ja chce sie kochac mimo ze nie mam na to ochoty!

dudek2
05-09-2007, 10:17
Winę za brak ochoty na seks ponoszą hormony (nie tylko testosteron) i to, "jak żyjesz" (pośpiech, stres, ciągła nerwówka, nawał obowiązków, monotonia codzienności, brak kontaktów z ludźmi, sposób odżywiania, aktywność fizyczna, relacjew z partnerem, poczucie własnej wartości, typ osobowości, wcześniejsze relacje z rodzicami, z mężczyznami... - dużo by tu wymieniać). Moze warto przyjrzeć się sobie, zastanowić się nad swm stylem życie, wykonać badania hormonalne (lekarz powie jakie), a nawet wybrać się do terapeuty czy seksuologa. Warto spróbować wszystkiego.
A w ogóle moze nie warto robić z "tego" afery. Po prostu kochaj się tyle, ile tego potrzebujesz. A wszystkie stereotypy związane z tym, ile razy w miesiącu czy tygodniu partnerzy powinni się ze sobą kochać, żeby nie uchodzili za "seksualnych ascetów" odrzuć na bok! Żyj swoim rytmem. Chyba że partnerowi bardzo to przeszkadza i chciałby częściej się kochać... Wtedy naprawdę warto coś z tym zrobić. Moze zacząć od szczerych rozmów z partnerem? Może razem będzie łatwiej? A może wspólna (choć nie koniecznie) terapia?

noemi8
05-09-2007, 10:24
Znalazlam norme 25-nawet do 100! a ja mam 31 - to chyba za malo :-(

noemi8
05-09-2007, 10:48
dudek, wiem ze takie a nie inne stezenie hormonow we krwi to nie jedyna z mozliwych przyczyn - jestem tego swiadoma, ale raczej wykluczam pozostale czynniki. Naleze do osob bardzo atrakcyjnych, maz rowniez, nie mamy problemu z poczuciem wartosci, nasze relacje w zwiazku sa bardzo dobre, oczywiscie jak w kazdym zwiazku bywaja lepsze i gorsze chwile ale to w granicach "normy". Problem w tym ze wiem ze mojej drugiej polowie brakuje sexu ze mna. Do tej pory nie mielismy z tym zadnych problemow, nie jestesmy pruderyjni, eksperymentujemy tylko ze teraz o wiele rzadziej niz kiedys. Oczywiscie jesli czuje jego presje - kiedy on zaczyna o tym mowic, idziemy do lozka, ale potem znowu mi przechodzi ochota. Nie wychodze jak kiedys z inicjatywa - no chyba ze w dniu w ktorym powinnismy to robic ze wzgledu na prawdopodobienstwo poczecia :-(. Martwi mnie to, bo bardzo kocham meza i nie chce zeby moj brak apetytu na sex zgasil to co miedzy nami jest.
poza tym nie sadze ze szukajac powodu takiego a nie innego stanu rzeczy robie "afere" jak napisales/as - po prostu wiem ze cos jest nie tak i szukam logicznego wytlumaczenia i pomocy.

dudek2
05-09-2007, 15:16
Nie twierdzę, że szukanie przyczyny takiego, a nie innego stanu rzeczy, czy w ogóle zastanawianie się nad tym jest równoznaczne z robieniem "afery". Po prostu niektóre osoby mają w głowie jakiś utarty stereotyp na temat seksu; częstotliwości zbliżeń i jeśli w jakimś sensie "odbiegają od normy" zaczynają myśleć, że jest z nimi coś nie tak; że to nie jest "normalne".
Ale jeśli ktoś rzeczywiście traktuje swój problem poważnie i źle się z nim czuje, to jak najbardziej właściwą; naturalną reakcją jest dociekanie do jego źródła.
Pozdrawiam Cię, Noemi :)

Moniczka3
08-09-2007, 19:03
Hej, proponuję poczytać artykuł : http://zdrowie.onet.pl/1372278,2042,0,3,,bez_seksu_bez_sensu,seks.html :)

Moniczka3
08-09-2007, 19:20
Moim zdaniem to albo trzeba się dobrać do siebie seksualnie albo przejść się we dwójkę do seksuologa, on da wskazówki, jak się nawzajem dopasować do siebie :) Pocieszającym jest to, że nie ma oziębłych kobiet, a więc czas Panowie wybić to sobie z głowy i nie wmawiać tego swoim partnerkom.

witchX55
11-09-2007, 14:26
Witam Was.Bardzo sie ciesze ze nie jestem sama z tym problemem ze wiele kobiet ma ten problem co ja mianowicie brak ochoty na sex. co jest nie tak mam wspanialego meza kochajaceo czulego cudownego w lozku a pomimo to nie mam ochoty na sex.ciagle wymyslam cos boli mnie glowa zle sie czuje nie mam ochoty co ja mam zrobic zeby go nie ranic.Mam 28 lat wiec co jest nie tak ze mna.Prosze pomozcie rozwiazac mi ten problem. :(

noemi8
14-09-2007, 11:55
poczytaj posty powyzej swojej wypowiedzi - u kazdego sytuacja jest inna i powod "ozieblosci seksualnej" jest inny

Moniczka3
14-09-2007, 18:34
Czytanie nic tu nie pomoże, najlepiej pomocnym bedzie lekarz i odpowiednia terapia :)Szkoda czasu na czekanie az samo sie rozwiąże :)

ptysio
15-09-2007, 10:00
psycholog... - rozmawiałem z kilkoma, znam błędy swoje i jej.
(ona zawsze unikała takich rozmów - uważała że...problemy same sie rozwiążą)
(moja żona czasem żartowała, że mógłbym zostać sam psychologiem
lub.. seksualistą, albo ...aktorem filmów porno.. (jako, że b. dużo wiem "na te tematy" - teoretycznie...)
Nie dopasowaliśmy się. Ja... rozważałem wiele za - i przeciw naszego dalszego bycia razem....
Rozejdziemy się, to tylko kwesta czasu...
/ nie mam obecnie "gdzie się podziać"... - ja nie chcę mieć żadnych roszczeń
co do naszego domu, - nie potrzebuję kłótni, sądów itp.
Muszę ...niestety zacząć wszystko od nowa...sam...gdziekolwiek...
Może tylko na razie sam... Nie, żony już mieć nie chcę...
Może tylko "swoją kobietę" - tak by dla niej być, żyć, pracować,
dzielić się radościami i troskami, być razem, ze sobą, koło siebie, również tak najbliżej......
a ...czasem dawać jej pieszczoty... jeśli zechce to również orgazmy :-)
Odejście... - nie jest tak łatwo po prostu odejść.
Zostaje cała masa wątpliwości, problemów do rozwiązania, tych zwykłych, codziennych - pracy, życia, pieniędzy...
Może tylko tyle, że...wiem czego oczekiwać od życia...
Co cenić, na co zwracać uwagę... i...co, jak i... kogo kochać warto...
Jestem pod wrażeniem Twojej histori - trzymam kciuki za Ciebie -

Arina
16-09-2007, 00:01
Mam podobny problem tylko, że na odwrót ._.
To Mąż nie ma ochoty na sex, kiedy zaczynam go zachęcac często mówi żebym przestała- woli siedziec na kompie lub grac na komórce. Ma dopiero 23 lata, czy jest szansa że wróci mu chęć do sexu?

Adam36
24-09-2007, 08:58
Witam sredecznie wszystkie użytkowniczki i użytkowników portalu,
Mam problem, i widzę, że nie tylko ja. Moja żona i ja jesteśmy już razem 7 lat, z tego 5 po ślubie. Mamy śliczną półtoraroczną córeczkę. Ale to tyle ze szczęścia. Kochamy się bardzo, ale w naszym życiu nie ma już sexu. Przed ślubem, i po, do czasu zajścia w ciążę, było cudownie, rozumieliśmy się świetnie, kochaliśmy się po kilka razy w tygodniu, codziennie. A terza od ponad dwóch lat moja żona nie próbowała niczego, raz jak byliśmy na wolności bez dziecka próbowaliśmy się kochać, ale ona w trakcie przerwała i już, teraz jak ją pytam co się dzieje, to mówi, że sama nie wie, nie ma wogóle ochoty na sex, mógłby dla niej wogóle nieistnieć. Pomału oddala nas to od siebie, kochamy naszącóreczkę, a stsunki w domu są tylko poprawne. Ona udaje, że nic się nie zmieniło, a ja czekam na lepsze może dni, skończyły mi się już pomysły i sposoby na zachęcenie żony do chociażby pieszczot. Nie wiem już co robić, może mi ktoś pomoże, poradzi? Moja żona ma 30 lat, ja 36. Pozdrawiam wszystkich,
Adam

PS. Jakby ktoś chciał napisać prywatnie to proszę na maila: sobolas@poczta.onet.pl

wisienka76
24-09-2007, 20:15
dziewczyny ja was zaskocze.ja kochałam sie jakies dwa tygodnie po porodzie,nie zebym była jakas nimfomanka.Po prostu przez 4 miesiace ciazy musielismy unikac sexu ,gdyz ciaza była zagrozona.Bałam sie przyznac mojej pani doktor do tak wczesnego współzycia,wiec tego nie zrobiłam.potem mi to minęło do tego stopnia,że mąz znalazł sobie kochankę i juz nie jest moim męzem:)
Poznałam kogos,spotykamy sie tylko w weekendy i jest bomba.Sama sie dziwie skad we mnie taki zapał do sexu.

Polka80
28-09-2007, 10:22
A czy przeżywasz orgazm podczas kochania się? może nie i dlatego przestało Ci się to podobać...
Ja na Twoim miejscu poszperałabym trochę w jakiejś erotyce, czy może nawet czymś ostrzejszym...
Na mnie np. wino działa w odwrotnym kierunku, jestem śpiąca...
Ja obejżałabym coś, żeby sprawdzić, czy z podnieceniem wszystko ok, a potem dalej bym się zastanawiała...ew. co robić... bo jeśli nie byłoby u Ciebie prawidłowej reakcji, to wtedy może pomyślałabym o jakimś psychincznym zachamowaniu...
Bo raczej nie możliwe, żeby zdrowa młoda kobieta nie miała libido...coś ciebie musi blokować...myślę, że poobserwowałabym siebie trochę i poszła do sexuologa.Pozdrawiam


Najszczersze podziękowania dziewczyny. Nie stosuje antykoncepcji.
Gdyby "chłodne dni" dopadały mnie sporadycznie, to raczej nie martwiłabym się :-( Właściwie to już nie pamiętam takiej sytuacji, żebym się sama domagała... Wydaje mi się, że nie jest to wina mojego męża, on jest cudowny, delikatny, robi wszystko jak należy, ale jakoś mnie to nie pociąga. Kiedyś może nie było codziennie, ale na pewno częściej i przede wszystkim więcej mnie w tym było, teraz jestem taka oschła, obojętna, nawet nie pomaga wino, czy film...
A może ja nie jestem stworzona do seksu???

aksa
01-10-2007, 14:44
A tak szczerze sie zastanawialyscie, czy nie macie ochoty na sex ogolnie, czy tylko z waszym partnerem? Bylam z chlopakiem b.dlugo, w lozku bylo idealnie, do momentu kiedy przestalismy sie dogdywac.Duzo klotni, nieporozumien i stresu.To trwalo okolo roku, mimo to kochajac sie z nim wszystko bylo ok.Nawet poczulam ,ze robimy to za rzadko i sama inicjowalam sytuacje. Wyjechalam na 2miesiace. On mnie odwiedzil raz, na kilka dni, majac nadziejemze beda to blogie dni...a ja? nie pozwalalam sie nawet prztulac.Czulam ,ze robie zle, ze go ranie,,,Bylam zimna, a kiedy on cos probowal robic marudzilam i bylam wredna.Nie wiedzialam co jest nie tak.Chcialam byc blisko niego ale nie umialam tegoprzelamac.Slowami zapewnialam o milosci, ale nie dawalam nic wiecej.Proby rozmowy konczyly sie klotnia i placzem- obustronnym. Mimo to nie zerwalismy...oN wrocil do domu i czekal tu na mnie....
a co ja zrobilam?? Nie jestem z tego dumna..po prostu i zwyczajnie przespalam sie z innym chlopakiem.Zaluje.Moj nigdy sie o tym nie dowiedzial i nie dowie. Ale co sie stalo potem?? Wrocilam do domku i po prostu nie moglam oderwac sie od mojego chlopaka.Poczucie winy?? nie ,to raczej walka we mnie samej spowodowala ,ze chcialam z nim byc.
Nie radze nikomu na takie excesy jak moje.To strasznie trudne i zle, ale mam nadzieje, ze wam sie ulozy.Nie zostawiajcie tego...Bo ktores z was popelni niewybaczalny blad

alka800
20-11-2007, 16:31
Witaj
Nie myśl, że z Tobą jest coś nie tak skoro nie masz ochoty na seks, tylko pamiętaj, że jeśli masz męża to już nie żyjesz sama dla siebie tylko też dla drugiej osoby. Jesteście jak jedność... Twój mąż ma potrzeby a Twoim obowiązkiem jako żony jest je spełniać. Pięlęgnuj swoje małżeństwo jak tylko się da. Chociażby ze względu na dziecko.
pozdrawiam

Agnes2606
30-11-2007, 14:09
Witajcie

Ja też trafiłam tutaj przez przypadek i prawdę mówiąć przeżyłam szok, do tej pory myślałam, ze to tylko ja mam taki problem, zresztą mój mąż tylko mnie utwierdzał w tym przekonaniu, bo jego zdaniem wszystkie kobiety mają ochotę na seks tylko nie ja :(
Przeczytałam cały wątek od deski do deski i postanowiłam, ze ja się nie poddam, będę walczyć o moje małżeńtwo i nie pozwolę zeby brak ochoty na seks zniszczył nasz związek
Może troszeczkę o mnie, mam 23 lata, jesteśmy prawie 2 lata po ślubie, razem jesteśmy ponad 6, mamy 14 miesięczną córeczkę
Mój problem pojawił się nawet nie pamiętam kiedy, chyba jak pojawiło się dziecko, ale prędzej też nie było kolorowo :) . Z mężem kochamy się około 8-10 razy w miesiącu, ale dla niego to cały czas za mało :(
Narazie jestem w trakcie walczenia z moim brakiem ochoty i jako tako mi to wychodzi, w końcu te 8-10razy to nie tak źle no nie :cool:
pozdrawiam

Agnes2606
30-11-2007, 14:17
Chciałam jeszcze dodać, że bardzo przekonujący dla mnie jest jeden post pewnego pana, który w końcu znalazł sobie kochankę, doskonale go rozumiem. Faceci bardzo biorą sobie do siebie ten brak ochoty na seks, uważają, że są nieatrakcyjni itp.
W końcu kobiecie przychodzi ta ochota, ale wtedy może być juz za późno, nie chce zeby tak u mnie było, nie chcę za jakiś czas zmienić wątek na ten pt. mój mąż nie chce się ze mną kochać
Dlatego właśnie postanowiłam z tym walczyć i jeszcze jedno stosuję hormonalną antykoncepcję i to w niczym mi nie przeszkodzi, nie mam zamiaru mieć takiej wymówki, ze to przez to nie mam ochoty. Stosowałam tabletki przez 4 lata, potem miałam przerwę 2-letnią i teraz znowu i nie zauważyłam , zeby jakoś to wpływało na libido
No to narazie tyle :)

Adam36
03-04-2008, 15:42
Jaguśka, czy to znaczy, że mam sobie kogoś znaleźć! Moja żona nie chce słyszeć o wizycie u specjalisty, i nic się nie zmieniło, nadal nie chce się ze mną kochać, to już trwa ponad dwa lata, kocham ją, ale nie wiem jak jej, nam pomóc. Pozdrawiam wszystkich.
Adam

zuzkus
04-04-2008, 17:52
W kazdym zwiazku jest chyba tak, ze po pewnym czasie ochota na seks maleje. Na poczatku "robi sie to" trzy razy na dzien a potem trzy razy w miesiacu i jest ok. Dzieci, stresujaca praca, wiek itd. Gorzej jesli od poczatku sie do tego zmuszamy, ale to akurat nie moj problem. Moj maz pracuje poza domem i widujemy sie rzadko ( dwa, trzy razy w miesiacu) Jak przyjezdza jestem tak steskniona ze...Zreszta On zawsze wiedzial jak mi zrobic dobrze, nie zaniedbuje mnie i nie mysli tylko o sobie a to wazne