PDA

Zobacz pełną wersję : Wygraj „Muzyczny telefon”



Strony : [1] 2 3 4 5 6

Redakcja
13-06-2007, 09:54
Marzy Ci się telefon, który reklamuje Beyonce?

Weź udział w zabawie, i wygraj najnowsze muzyczne telefony SAMSUNG F300 oraz 15 zestawów nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.

Opisz najciekawszą historię, jaka Ci się przytrafiła z telefonem.

Na propozycje czekamy od 13 czerwca do 20 sierpnia 2007

Nagrodzimy najciekawsze pomysły.
Regulamin dostępny na stronie www.f300.polki.pl (http://www.f300.polki.pl/) w zakładce konkursy, przeczytaj: Regulamin konkursu (http://www.f300.polki.pl/)

Zasady konkursu:
1. Konkurs zostanie przeprowadzony na forum polki.pl.
2. Najciekawsze propozycje zostaną wybrane przez Konkursowe Jury.
3. Nagrody główne w postaci 3 telefonów Samsung F300 trafią do trzech osób, których propozycje będą najlepsze, kolejnych 15 osób otrzyma zestawy nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.
4. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Podczas rejestracji na forum należy podać prawdziwy adres mailowy, w celu uzyskania potwierdzenia wygranej.
5. Jury podejmie decyzję 23 sierpnia i prześle informacje do osób nagrodzonych z prośbą o podanie adresu wysyłki nagród. Nagrody wyślemy pocztą po uzyskaniu danych adresowych zwycięzców.

Konkurs "Muzyczny telefon" rozwiązany!!!

Nagrody główne w postaci 3 telefonów komórkowych otrzymują:
1. slodziutkaa444
Pewnego dnia wybrałam sie wraz ze swoimi rodzicami oraz dwuipółletnią siostrzyczką Julią do Ciechocinka. Zaczęliśmy od zwiedzania tężni, potem poszliśmy zobaczyć 'Grzybka', a na koniec 'Jasia i Małgosie' , gdzie wrzucaliśmy grosze na szczęście. Przez ten cały czas Julia bawiła sie moim telefonem komórkowym i kluczykami od samochodu.;D Wiedziała,że nie można do nikogo dzwonić, bo miałam wtedy tylko parę groszy na koncie, więc połaczenie i tak nie mogłoby być zrealizowane. I w pewnym momencie uslyszelismy głośne 'chlup'!. Odwróciałam się w strone fontanny i ujrzałam mój telefon pośród kilkuset monet.
Zapytalam sie jej: Dlaczego to zrobiłaś?. Odpowiedziała: Chciałam wzucić(wrzucic) na scęście(szczęscie) te glose(grosze), któle(które) mas(masz) na koncie..
Teraz juz wiemy, że nie zawsze można dać dziecku telefon do ręki, bo nigdy niewiadomo co się z nim stanie..

2. rachell
Moja przygoda z telefonem była niestety tragiczna w skutkach i do dziś przechodzą mnie ciarki na samą myśl. Ale od poczatku. Jestem osobą, która bardzo dużo podróżuje pociągami pospiesznymi. Zwykle spędzam w nich od 3 do 4 godzin co pozwala mi poznawać ciekawych ludzi i doznawać wielu śmiesznych sytuacji. Pewnego dnia jechałam do Warszawy. Ponieważ w pociągu zawsze muszę miec wszystko pod ręką mój telefon spoczywał sobie wygodnie w tylniej kieszeni moich spodni. Tuż przed Warszawą pomyslałam, że warto byłoby poprawić makijaż. Wyszłam wtedy do toalety, zamknęłam za sobą drzwi i nachyliłam się by z torby podróżnej wyjąć kosmetyczkę. Wtedy też usłyszałam że coś upadło. Wyprostowałam się, rozejrzałam wokół. Mój telefon wylądował w toalecie. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ulga bo w pociągach w toaletach nie ma wody, z drugiej strach i obrzydzenie ze będę musiała go wyjąć. Ciarki mi przeszły po ciele. Wyjęłam z torebki paczkę chusteczek higienicznych i zaczęlam je zwijać tak aby okręcić całą dłoń. Kiedy juz mi się to udało zamknęłam oczy i wyciągnęłam dłoń....Wtedy pociąg zahamował, poleciałam na ścianę wciskając nogą pedał od kibelka, który spowodował wyrzucenie mojego telefonu na tory. Zostałam tam w szoku i chusteczkami w ręce i znów mieszanymi odczuciami. Bo z jednej strony nie musiałam go wyciągać ale z drugiej ciężko się podróżuje bez telefonu.....na to ostatnie niestety jestem nadal skazana!

3. lalka1983
Pomyłkowy tatuś
Hmmmm.Moja historia z telefonem była troszkę śmieszna. Rok temu dowiedziałam się, że zostanę mamusią .Byłam tak szczęśliwa i podekscytowana, że nie zastanawiając się zadzwoniłam do swojego narzeczonego. A to że znam jego numer na pamięć,nie wybiegałam go z książki telefonicznej tylko wykręciłam. To był błąd. Z radości pomyliłam jedną cyferkę i zaczęło się Dodzwoniłam się do jakiegoś obcego mężczyzny. Zdziwienie było tym większe jak powiedział mi że to niemożliwe, że to on jest ojcem, bo przecież on już nie możemy mieć dzieci Pomyślałam sobie: przecież on nie ma jeszcze dziecka, a mówi, że już nie może??Zaczęłam mu wyjaśniać, że zrobiłam test no i jednak może. Po około 10 minutach doszło do mnie, że to nie jego głos. Sprawdziłam numer i co???Pomyłka. Ten Pan miał ponad 60 lat i był równie zaskoczony jak ja. Wytłumaczyłam mu grzecznie, że pomyliłam numer. Oboje zaczeliśmy się śmiać. W sumie to dobrze się stało. Teraz jak do kogoś dzwonię to już nie wykręcam numeru tylko szukam w książce telefonicznej. Nadal utrzymujemy kontakt z przybranym tatusiem .A mój narzeczony bardzo ucieszył się na wieść o dziecku. I tak właśnie wyglądała moja przygoda z telefonem....


Zestawy nagród otrzymują:
1. ona301
2. hekatesk
3. ajla
4. ellanka
5. bojan21
6. Andi63
7. scr
8. weronita13
9. szalonakisia_1
10. chloe
11. satin24
12. atenas28
13. ana2340
14. Doka1986
15. thunder333

Serdecznie gratulujemy.
Redakcja w najbliższym czasie wyśle informacje o wygranej do laureatów konkursu.

dzo83
13-06-2007, 11:22
Dostałam od zajączka telefon motorolkę V3 - bardzo byłam zadowolona i szczęśliwa bo mój stary telefon nie nadawał się do użytku. Mam dwójkę małych dzieci i pamiętałam, zeby kłaść go wysoko na półkę - zeby ani jedno ani drugie nie dosięgnęli go. Mój telefon tak przypadł Oli do gustu, ze też chciała mieć telefon z klapką - kupiłam jej zabawkowy telefon z klapką. Niecały miesiąc wytrzymał mój telefon, gdyż Olcia bardzo lubi rozmiac przez telefon - oczywiście gada po swojemu, wiec nikt jej nie rozumie a tylko przytakuje. Któregoś dnia po skończonej rozmowie położyłam na biurku telefon i poleciałam do Macieja bo zaczął płakac i ten moment wykorzystała moja córcia. Po kilku minutach przychodzi do mnie ze swoim telefonem i mowi "Mama ibka do Ciebie" (Mam rybka do Ciebie) wziełam jej telefon i gadam i gadam z ta rybką w końcu oddałam jej telefon, ide do pokoju i patrze ze na biurku nie ma mojego telefonu. Pytam się jej: Olu- gdzie jest mamusi telefon?? Ona odpowiada " Ibka ma" (Rybka ma) zastanawiam się jaka znowu rybka??? Mówię "Olciu pokaż mi tą rybkę", Olcia - "Oć" (chodź)
zaprowadziła mnie do akwarium i mowi " ta ibka ma alo" ( ta rybka ma halo, telefon).
Tam mój telefon który miał niecały miesiąc wymarzona długo proszona Motorolka pływała sobie z rybkami ...

rachell5
13-06-2007, 15:49
Moja przygoda z telefonem była niestety tragiczna w skutkach i do dziś przechodza mnie ciarki na samą myśl. Ale od poczatku. Jestem osoba która bardzo dużo podróżuje pociągami pośpsznymi. Zwykle spędzam w nich od 3 do 4 godzin co pozwala mi ponanwac ciekawych ludzi i doznawac wielu śmiesznych sytuacji. Pewnego dnia jechałam do Warszawy. Ponieważ w pociągu zawsze musze miec wszytsko pod ręka mój telefon spoczywał sobie wygodnie w tylniej kieszeni moich spodni. Tuz przed Warszawą pomyslałam że warto byłoby poprawic makijaż. Wyszłam wtedy do toalety, zamknełam za soba drzwi i nachyliłam sie by z torby podróznej wyjąć kosmetyczke. Wtedy tez uslyszłam ze cos upadło. Wyprostowałam sie, rozejrzałam wokół. Mój telefon wylądował w toalecie:( Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ulga bo w pociągach w toaletach nie ma wody, z drugiej strach i obrzydzenie ze bede musiała go wyjąc. Ciarki mi przeszły po ciele. Wyjełam z torebki paczke chusteczek higienicznych i zaczelam je zwijac tak aby okręcic całą dłoń. Kiedy juz mi sie to udało zamknęłam oczy i wyciągnełam dłoń....Wtedy pociąg zahamował, poleciałam na ścianę wciskając noga pedał od kibelka, który spowodował wyrzucenie mojego telefonu na tory. Zostałam tam w szoku i chusteczkami w rece i znów mieszanymi odczuciami. Bo z jednej strony nie musiałam go wyciągac ale z drugiej ciężko sie podrózuje bez telefonu.....na to ostatnie niestety jestem nadal skazana!

Karolina1410
13-06-2007, 17:31
z moim telefonem było bardzo śmiesznie.Wieczorem podłączyłam moją komórkę (Nokie3100) do ładowarki,bo mi się rozładowała.Rano wstałam,aby ją odłączyć,ale ani komórki ani ładowarki nie było.Szukałam ją po całym domu prawie cały dzień.Nawet szukałam na polu,ale nigdzie jej nie było.Mało co sie nie popłakałam,bo tak nagle stracić komórkę to trochę szokujące.Zapytałam się mamy czy wiem gdzie ona jest,ale mama niestety nie wiedziała i powiedziała,żebym zadzwoniła do mojego taty do pracy może on ją wziął(tylko nie wiedziałam po co mu moja komórka),ale zadzwoniłam.No ale tato jej nie wziął.No więc powiedziałam sobie,że trudno kupie najwyżej nową,ale nawet wtedy nie byłam przy kasie i to mnie jeszcze bardziej zdołowało,no ale mówi sie trudno :mad: Potem szłam na miasto z koleżankami i poszłam po bluzę do mojej szafy.........patrze,a tam leży moja komórka razem z ładowarką,zaczęłam się śmiać i powiedziałam to mamie:)byłam szczęśliwa,że ją znalazłam:)okazało się,że musiałam w nocy lunatykować(co mi się to już bardzo rzadko zdarza)i położyłam ją do szafy:)śmiechu było strasznie dużo :) jak następnym razem będzie podobnie to wiem gdzie sprawdzę najpierw :) hehe

ona301
13-06-2007, 17:50
Kiedyś, jeszcze za dawnych czasów, kiedy byłam szczęśliwym posiadaczem SE T610, pewien "dres" chciał mnie okraść. Niestety nie wiedział, że mój SE T610 ma aluminiową obudowę. Dlatego, gdy wyskoczył z tekstem: "Dawaj komórę!", ja po prostu rzuciłam mu ją w twarz - facet tak się zdziwił, że odechciało mu się mojego telefonu. Długo nie zapomnę tamtego dnia.

cutemarta
13-06-2007, 18:23
Swoją opowieść zacznę od tego, że mam siostrę bliźniaczkę wraz z którą mamy takie same telefony jeśli chodzi o kolor i markę.
Pewnego słonecznego dnia w natloku pracy i notorycznym braku czasu wybieglam w pośpiechu z domu omylkowo zabierając telefon siostry.
Tego też dnia miałam się spotkać z "nieznajomym z czata":). Gdy byłam już w pracy zadzwonił Rafał (ów nieznajiomy). Nie moglam zbyt dlugo rozmawiać, więc w rezultacie ja mówiłam nie dając dojść do słowa drugiej stronie.
Reasumując umówiliśmu się na 18.
Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast "nieznajomego" przyszedl kolega siostry, którego i ja troszeczkę znałam i który również ma na imię Rafał (okienko telefonu wyświetliło to samo imię).
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i umowiliśmy się na kolejne spotkanie. Trwa to do dzisiaj...
Jak widać prawdą stal się fakt, że telefony łączą ludzi:).

hekatesk
13-06-2007, 18:53
Moja historia jest żywym dowodem na to, że człowiek w sytuacjach kryzysowych często w stesie tworzy sytuacje komiczne. Ale do rzeczy... Był to pewien zimowy dzień, od początku zapowiadał się podły, gdyż z rana obudził mnie telefon od mojej przerażonej mamy, która dzwoniła z wiadomością, że babcie zabrało pogotowie i jest w szpitalu. Ona niestety była w pracy, nie mogła się zwolnić, a i lekarze nie chcieli jej udzielić żadnych konkretniejszych informacji. Kazała mi najpierw pobiec do domu babci i spakować jej rzeczy i koniecznie wziąć telefon komórkowy (starej generacji, tzw cegłe, która hojnie obdarzyli babcię jak skończyła się im umowa). Byłam tak zdenerwowana, że drogę do babcinnego domu pamiętam jak przez mgłę, po prostu wpadłam tam jak burza byle jak wrzuciłam wszytsko do siatki i zgarnęłam tego kloca (czyt.komórkę) do torebki. Wybiegłam na ulicę i złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Wówczas mama do mnie zadzowniła po raz drugi, mówiąc że koniecznie muszę skoczyć jeszcze do kiosku po doładowanie na komórkę babci, ale nie pamiętała z jakiej jest firmy, wieć długo nie myśląc wpadłam do szpitalnego kiosku, za ladą stał taki młody chłopak i ja zziajana po prostu wywaliłam mu telefon na ladę i powiedziałam że chce kartę zdrapkę doładowującą. Trzymając się lady próbowałam złapać oddech gdy ten chłopak wybuchnął śmiechem, na co ja wściekła zaczęłam się na niego drzeć żeby się pośpieszył a nie sobie bekę toczył, bo mi tam babcia umiera. Na co on wyraźnie się speszył i tylko wymruczał przepraszającym głosem "Pani, ale to jest pilot". Z przerażeniem spojrzałam na tą cegłę,która spoczywała w jego dłoni rozpoznając w niej starego pilota do telewizora. Spłoniłam się ze wstydu, wyrwałam mu tego nieszczęsnego pilota z ręki i bez słowa zwiałam na oddział. Z babcią dzięki Bogu wszystko było w porządku, jednak zostawili ją na kilka dni na obserwacji. Podczas moich odwiedzin w tym czasie, omijałam ten kiosk szerokim łukiem. Moja historia stała się rodzinną anegdotą wypominaną mi przy każdej okazji na rodzinnych uroczystościach. Jedynym plusem było to, że rodzice w końcu kupili babci nowy telefon, przypisuje sobie w tym trochę mojej zasługi, bo to się zdarzyło w krótkim czasie po tym incydencie. Tak czy siak jestem pewna, że już nigdy nie będę miała problemu z rozróżnianiem pilota od komórki.

monaaa7
13-06-2007, 18:54
przez ta sytuacje musialam sie pozegnac ze swoim telefonem,ktory sluzyl mi dluzszy czas.coz,widocznie byla pora na zmiany...:)siedzialam przed monitorem komputera,zaczytana,zapatrzona z kubkiem goracej kawy.nagle sygnal sms,biore telefon w reke,czytam.ok.sms od kumpeli.odkladam komorke.obok stoi kubek z kawa,telefon laduje w samym srodku wrzatku.niestety,mimo szybkiej interwencji nie udalo sie go odratowac:)

monaaa7
13-06-2007, 18:56
z tym moim telefonem mialam kilka smiesznych,dziwnych historii.ta jest jedna z wielu,mam nadzieje,ze przyniesie szczescie.:)kiedys cudneg odnia wzielam sie za porzadki,sprzatalam ubikacje,czekalam przy tym na wazny telefon,wiec komorke mialam w kieszeni kamizelki.mocno operujac szczotka do wc chyba za baerdzo sie wczulam w role i moj biedny telefon musial przezyc kapiel w sedesie.caly przmoczony trafil na recznik,na szczescie cudem dzialal:)

moniic
13-06-2007, 19:22
a więc, jeśli chodzi o moją historię.

To był naprawdę okropny dzień.
to była sobota, nie dosyć, że dzień wcześniej byłam na imprezie, to raniutko w sobote jechałam z babcia posprzątać takie jedno mieszkanie. uff to był koszmar.
ale zanim dojechalismy to jeszcze pojechaliśmy do supermarketu na zaqpy. aż źle mi sie robi jak to sobie przypominam... wrr-grr-hrr.
wychodząc z samochodu, przytrzasłam sobie palec, kciuk drzwiami samochodu, bolało okropnie. zaś w sklepie, oczywiście się bawiłam moim telefonem siemensem c75 i na moje nei szczęście on mi spadł, kolory stracił poprostu, coś mi ekran szwankował. to był naprawde pechowy dzien.
Ale telefon oddałam do serwisu i został naprawiony, później w lato znów ten sam telefon, wybrałam się z przyjaciółką na kąpielisko.
ona nie miała telefonu a ja oczywiscie wziełam i to był błąd! gdy poszłyśmy popływać ktos mi wziął, ukradł telefon.pytałam się dookoła czy ktoś coś widział. a telefon przepadł jak kamień w wodę. No i rzeczywiście .. w wodę. miałam w stroju kąpielowym kieszonkę i jak szłam się przejść to wsadziłam tam otóż ten telefon. No i dopiero przyjaciółka zajarzyła że coś mi odstaje gdzie mam kieszeń, no i wyciągłam cały mokry cieknący telefon. |; już widziałam co się bedzie działo w domu. pewnie kara.. i brak nowego telefonu. i taka zdenerwowana zaczełam sie zbierac. a zebrałam sie tak ze do autobusu szłam w samym bikini dopiero w busie zarzuciłam an siebie sukienke.
to byl naprawde pechowy telefon.
w sumei to byla moja wina. ale juz jestem madrzejsza i uwazam na telefony. chociaz teraz mam lekkiego grata.

Adusiek
13-06-2007, 19:30
Za górami,za lasami żyła sobie dziewczyna,która zgubiła swoją komóreczkę w Galerii
Handlowej ,,Dobry Duszek'' nazwa zmieniona ze względu na niemożność użycia oryginalnej nazwy. Dziewczyna myślał że na świecie są tylko złe potwory kieszonkowcy którzy nie oddadzą jej ukochanego telefoniku ,ale myliła się bo znalazł
go dobroduszny człowiek o imieniu Adam i wręczył dziewczynie zgubę.
Przygoda ta zaowocowała głęboką przyjaźnią .
I czy komóreczki nie łączą ludzi??

tintonka
13-06-2007, 20:27
Chodź telefon stary mam przygód dużo z nim mam. Raz się włączy, raz nie włączy no i czasem się rozłączy.I tak nowy mi się marzy co bajerów moc juz ma, bo na moim nawet gierki nie chcą chodzić i denerwuje się tym strasznie JA.

agn
13-06-2007, 23:59
moja historia jest krótka, otóż ubrana pewnego dnia w koszule męską poszłam do ubikacji, w kieszeni na przodzie koszuli miałam telefon, . Telefon wpadł mi prosto do muszli klozetowej kiedy sie nad nią schyliłam. Musze powiedzieć że nawet się zaświecił. Po wyłowieniu go, poszłam do sąsiadów po suszarkę, zeby go osuszyć! Telefon działa do dziś, a było to 2 lata temu;]
Marzy Ci się telefon, który reklamuje Beyonce?

Weź udział w zabawie, i wygraj najnowsze muzyczne telefony SAMSUNG F300 oraz 15 zestawów nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.

Opisz najciekawszą historię, jaka Ci się przytrafiła z telefonem.

Na propozycje czekamy od 13 czerwca do 20 sierpnia 2007

Nagrodzimy najciekawsze pomysły.
Regulamin dostępny na stronie www.f300.polki.pl (http://www.f300.polki.pl/) w zakładce konkursy, przeczytaj: Regulamin konkursu (http://www.f300.polki.pl/)

Zasady konkursu:
1. Konkurs zostanie przeprowadzony na forum polki.pl.
2. Najciekawsze propozycje zostaną wybrane przez Konkursowe Jury.
3. Nagrody główne w postaci 3 telefonów Samsung F300 trafią do trzech osób, których propozycje będą najlepsze, kolejnych 15 osób otrzyma zestawy nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.
4. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Podczas rejestracji na forum należy podać prawdziwy adres mailowy, w celu uzyskania potwierdzenia wygranej.
5. Jury podejmie decyzję 23 sierpnia i prześle informacje do osób nagrodzonych z prośbą o podanie adresu wysyłki nagród. Nagrody wyślemy pocztą po uzyskaniu danych adresowych zwycięzców.

maslak2003
14-06-2007, 08:01
moja koleżanka wygrała dawno temu w konkursie zaproszenia na koncert dj Bobo dla 4 osób i zadzwoniła do mnie czy nie chciałabym jechać tylko że to jest dziś, powiedziała. Oczywiście że chciałam, kto by nie chciał??? powiedziałam że przyjade samochodem do Warszawy i spotkamy sie na miejscu w Restauracji X na Świetokrzyskiej o 19tej. Wyjechałam z Żyrardowa na koncert dj Bobo ze swoim Samsungiem w ręce. W trasie Monika zadzwoniła do mnie 3 razy gdzie jestem i za ostatnim "padła" mi bateria a ja juz byłam lekko spóźniona :mad: dojechałam do Dworca Centralnego i zaparkowałam sie w jego pobliżu, próbowałam jeszcze raz włączyć telefon żeby zadzwonic do Moniki, bo miałam odebrac ją w Centrum i mieliśmy jechać na Torwar na koncert, ale zdążyłam tylko go włączyć i odrazu sie wyłączał. Pewien mężczyzna podszedł zapytał mnie czy może mi pomóc, zapytałam czy ma telefon ale powiedział że nie ma ale on tu mieszka i może przynieśc mi długopis, żebym spisała z telefonu numer do Moniki i z budki do niej zadzwoniła, pobiegł i zmachany przyniósł mi długopis i kawałaek kartki z zeszytu swojej córki, podziekowałam, włączyłam telefon i spisałam numer. No i teraz akcja wspomagania biednej Agusi , ciekawe czy ktoś pozwoli skorzystać ze swojego telefonu nawet odpłatnie, żebym zadzwniła do Moniki gdzie jestem... no i co okazało sie że 5 osób dało mi zadzwonić i co z tego skoro Monika siedziała w Restauracji X gdzie nie było zasięgu :mad: , załamana zaczęłam sie kierować na pieszo w tamtą strone, wsiadłam w autobus i znowu dał mi ktoś zadzwonić ale "abonent jest poza zasięgiem", wysiadłam na przystanku i była obok kwiaciarnia weszłam do niej pytając o sławetną reatauracje, Pan widział moje przejęcie i zapytał czy może pomóc, ja powiedziałam co mi sie stalo z telefonem i co mam do stracenia a on wyjął telefon stacjonarny i mówi "prosze dzwonić conajwyżej szefowa mnie zabije" , zadzwoniłam i dodzwoniłam sie cudem !!! :) okazało się że Monika pomyślała i wyszła już z restauracji i stała już pod Pałacem Kultury, więc ładnie podziekowalam, Pan pieniędzy nie chciał jak pozostali i pobiegłam w stronę Moniki. W końcu! W koncu ją znalazłam i zabrałam ją , jej chłopaka i koleżanke do siebie do samochodu i pojechaliśmy na Torwar. Zabawa była przednia, koncert niesamowity, wspaniałe efekty, ale i tak nic nie pobije efektu tego że dotarłam na ten cudowny koncert dzięki życzliwości Warszawiaków, którzy nie przyjeli nawet złotówki i dali obcej osobie skorzystać ze swojego telefonu ratując ją przed opresją i stratą niedoopisania! taka jest moja historia z telefonem komórkowym, oczywiście po tym zdarzeniu zawsze pilnowałam żeby bateria była naładowana a ostatnio juz wymieniłam ją na nową :D

ajla
14-06-2007, 08:16
Jakieś 5 lat temu, gdy byłam jeszcze początkującą studentką zagubioną nieco w miejskiej dżunglii, zetknęłam się z dziwnym przypadkiem złodziejaszka telefonów. Otóż jechałam akurat w zatłoczonym autobusie, a z pośpiechu telefon włożyłam do kieszeni kurtki. Ścisk był przeokropny, a ludzi wokół multum. Nagle poczułam brak telefonu w kieszeni. Oblały mnie zimne poty. Musiałam go odzyskać! Autobus zbliżał się do przystanku. A ja niewiele myśląc, odwróiłam głowę do podejrzanie wyglądającego pana i skruszoną miną zapytałam grzecznie: "Przepraszam, czy nie widział pan mojego telefonu????" Pan odburknął, zrobił groźną minęi na przystanku szybko wyskoczył z autobusu. Nagle ktoś z tyłu krzyczy: "Proszę pana!!! Zostawił Pan swój telefon!!!" Patrzę... a to moja Nokia!!! Żal się złodziejowi zrobiło i podrzucił komuś, wysiadając? Przecież mógł zabrać go, nie przyznając się. Może uwiodła go ma smutna minka? Być może.. Do dziś mnie ten złodziej zastanawia...

kathrines
14-06-2007, 08:35
To był dzień pełen pomyłek... Zaczęłam pracę w nowej firmie, stres był moim ciągłym towarzyszem. Biuro dopiero było w formie organizacji, nie było faksu, telefonów a spraw do załatwienia było mnóstwo. W erze komputerów niestety nie wszyscy jeszcze przywykli do sprawdzania swoich skrzynek mailowych, więc trzeba było kontaktować się ze współpracownikami telefonicznie. Szef był na tyle miły, że udostępnił mi swoją komórkę do przeprowadzania tych rozmów. Po skończonych negocjacjach poszedł do swojego gabinetu zabierając telefon.
Nawał obowiązków dawał się wszystkim we znaki i dopiero podczas przerwy postanowiłam odpowiedzieć na nieodebrane połączenia z mojej komórki, które musiałam zignorować ze względu na powierzone mi zadania. Tak sobie rozmawiam w najlepsze, gdy do mojego gabinetu wszedł szef z jakąś dokumentacją i po chwili, gdy skończyłam rozmowę dostałam reprymendę, że nadużywam jego telefonu do załatwiania osobistych spraw, że dopiero, co dostałam prace i popełniam taką gafę już na początku swojej kariery w tej firmie. Złość buchała z niego niczym dym z lokomotywy. Nie mogłam się nawet usprawiedliwić, nie dał mi dojść do słowa. Zdenerwowany wyszedł zabierając ze sobą mój telefon i trzaskając drzwiami.
I jak wytłumaczyć szefowi, że to fatalna pomyłka. Po prostu zbiegiem okoliczności byliśmy posiadaczami jednakowych telefonów komórkowych i niesłusznie mnie oskarżył o nadużywanie jego zaufania. Wiem, że spowodowane było to rozkojarzeniem wynikającym z morderczego dnia pracy. Ale mógł chociaż wysłuchać, co mam do powiedzenia wobec jego zarzutów. Podczas gdy zastanawiałam się jak zwrócić mu uwagę na tą pomyłkę nagle w drzwiach pojawił się właśnie on. Z wypiekami na twarzy i zawstydzoną miną przeprosił za odebranie połączenia skierowanego do mnie. Po czym położył telefon na biurku i wyszedł. Biedak musiał nabawić się nieźle wstydu. Domyśliłam się, że w bałaganie, jaki panował w biurze zawieruszył gdzieś swoją komórkę pod stertą papierów. Nie zauważył, że posiadamy jednakowe aparaty i gdy zobaczył go u mnie w ręku postanowił odebrać swoja własność. Zorientował się dopiero wtedy, gdy ktoś usilnie próbowano się do mnie dodzwonić. Odruchowo odbierał połączenia i ze złością odpowiadał rozmówcom, że to pomyłka, bo zawsze chcieli rozmawiać z nijaką Kasią. Jego złość tylko się potęgowała. Bo co mógł sobie pomyśleć? Że udostępniam jego numer telefonu swoim znajomym. Dopiero jak usłyszał kolejny dzwonek, który nie pochodził z tego telefonu, domyślił się, co się stało. Odnalazł wśród bałaganu na jego biurku swój telefon i teraz miał przed oczami dwa jednakowe aparaty. Musiał się czuć bardzo zakłopotany, co zresztą było widać po jego minie, gdy przyszedł przeprosić za swoje roztrzepanie i niesłuszne oskarżenia skierowane na moją osobę.
Jeszcze przez tydzień wstyd nie znikał z jego twarzy i unikał mnie jak ognia. Po czym wszystko wróciło do normy. Założono nam stacjonarne telefony i kłopot z telefonowaniem zniknął. A relacje z szefem od tej pory układają się wyśmienicie.

Zyszczak
14-06-2007, 10:04
Mój mąż to wielki żartowniś. Często nie daję się już nabierać na jego wygłupy, ale czasami potrafi mnie jeszcze nabrać :-).
Pewnego dnia podjechaliśmy pod sklep, mąż został w aucie, a ja pobiegłam po szybkie zakupy. Gdy wychodziłam, mąż trzymał telefon przy uchu i wołał mnie, podał mi telefon i mówi, że to do mnie. Mówię: Słucham. Słyszę: Cześć. Odpowiedziałam: Cześć, zupełnie nie wiedząc z kim rozmawiam. Na migi próbowałam się od męża dowiedzieć kto dzwoni. Słyszę w słuchawce: Co słychać? Kompletnie zgłupiałam kto to dzwoni, a mąż prawie ze śmiechu tarzał się po parkingu. Okazało się, że podczas mojej nieobecności nagrał tę rozmowę na dyktafonie, który posiada jego komórka, a ja wzorowa żona nie poznałam głosu własnego męża.... do dziś mi to wypomina ;-)

alicjazg
14-06-2007, 10:14
Jak byłam mała moj tata kupił telefon cegłę.
Dawał mi telefon z zalokowana klawiaturą.
Ale mi się udało odblokawać klawiaturke i doszło do tego że telefon sie wylaczyl ja ponownie go wlaczylam i wpisalam 3 razy zle pin i 8 razy kod puk po znudzonej zabawie grzecznie odlozylam telefon tata jak chial zadzwonic czy co tom nie mogl nic zrobic po pisalo karta zablokowana czy jakos tak. :D
O co sie dzialo telefonu do reki nie dostalam do 13 roku życia. Zanioslam moj telefonik do szkoly i dyr szkoly zarekwirował i oddał rodzicom i wtedy telefon oddany był mamie.....
Na 18 urodziny telefon kupiłam sobie sama ale długo nie wytrzyma bo mam go już lat trzy.
Ale ten telefon jest bez zatrzeżeń. :D :cool:

maaddzziiaa90
14-06-2007, 10:17
Moja przygoda z telefonem miała miejsce kilka dni przed Pierwszą Komunią Świętą mojego brata. Jak wiadomo- dużo ludzi w domu, zamęt, przygotowania..
Kupiłam bratu ma komunię prezent- super zegarek.
Miałam bardzo dużo roboty w domu, związanej z komunią.
Dzień przed, mój prezent nie był jeszcze zapakowany. Z braku czasu, poprosiłam o to moją młodszą kuzynkę- Anię (za którą z resztą nie przepadam i ze wzajemnością).
Tak jak prosiłam- Ania ładnie zapakowała prezent. Najgorsze było jednak to,że w ten sam dzień zapodziałam gdzieś moją komórkę (Siemensa C65), ale pomyślałam sobie,że po komunii, jak ogarnie się dom- komórka się znajdzie..
W końcu przyszedł oczekiwany dzień komunii i rozpakowywania prezentów.. niestety- okazało się,że przede mną 2 inne osoby dały Maćkowi zegarek... było mi głupio, kiedy brat rozpakowywał mój prezent.. ale o dziwo- ten się strasznie ucieszył ! Przybiegł do mnie, z telefonem w ręce i powiedział : "Madziu, dziękuję Ci bardzo. Wiesz,że zawsze marzyłem o komórce, a mama mi nigdy na nią nie pozwalała. Dałaś mi najlepszy prezent. Mam teraz taką samą komórke jak Ty masz!". Nagle zorientowałam się, że brat trzyma mój telefon ! Ten sam model, ta sama szara obudowa ! To nie mógł być przypadek... Nie myliłam się... Mama spojrzała na mnie wrogo, bo oznajmiła każdemu z gości przed komunią, że mają nie kupować bratu telefonu, bo jest na to za mały. Jednak po krótkim czasie mama i jeszcze kilka osób zorientowało się,że telefon jest mój. Ja wiedziałam czyja to sprawka... Byłam zła na Anię... Zastanawialiśmy się co zrobić.. Przecież nie każę dziecku oddać telefonu, o którym tak bardzo marzył ! Tym bardziej,że po otrzymaniu mojego prezentu, od razu rozłożył się na kanapie i zaczął "grzebać" w "nowym" telefonie. No cóż... postanowiłam nic nie mówić i zostawić Maćkowi telefon. Za to rodzice obiecali, że kupią mi nowy. Teraz mam nokię 6100 i jestem zadowolona. Od Maćka wzięłam moją kartę, a jemu kupiłam nową.. i wszyscy są szczęśliwi :) No.. może oprócz rodziców, którzy muszą Maćkowi dawać co miesiąc 25 zł na kartę.

madziarybnik@o2.pl

ellanka
14-06-2007, 10:18
Ta historia zdarzyła mi się gdy dostałam swój pierwszy telefon w życiu, dobrych kilka lat temu. Nie należałam wtedy do osób, które pasjonują się nowinkami telefonicznymi, więc moja wiedza na temat komórek skupiała się na obsłudze aparatu, wysyłaniu i odbieraniu SMS-ów czyli podstawowych funkcji, a zaznaczam wszystko to było dla mnie nowe!!! O mozliwości wysyłania SMS-ów z kompa nie wspomnę.
Pewnego razu zaczęłam dostawać SMS-y, o treści " obserwuję cię, podobasz mi się od dawna", kolejny "ładnie dziś wygladasz" i jeszcze kilka w podobnym podrywowym nastroju. Normalnie zdębiałam. W biurze siedziało nas w jednym olbrzymim pokoju ze 30 osób, kto mógł sobie robić takie numery?...
Zaczęłam obserwować dyskretkie wszystkie osoby płci przeciwnej i nic. Z jednej strony takie SMS-y były miłe, z drugiej ...irytujace.
Jakos wtedy zachowałam się jak prawdziwa blondynka, bo skoro telefon był nowy to i niewiele osób miało do mnie numer telefonu.
Okazało się, że to mój mąż miał ze mnie taki ubaw i wkręcał mnie tak niecnie.
Oczywiście dostał za swoje jak sie przyznał, ze to on.
A ja, ja wykorzystałam ten numer dalej i w ten sam sposób wkreciłam swoje kolezanke :)

julias
14-06-2007, 10:37
Kiedy byłam studentką mieliśmy wykładowcę, który na dźwięk dzwonka telefonu komórkowego dostawał białej gorączki. Pan magister nosił zawsze ze sobą dużą planszę przedstawiającą przekreślony telefon komórkowy, z którą na początku zajęć chodzi po całej sali i pokazywał każdemu z bliska. Miało to oczywiście oznaczać, że w czasie jego zajęć nie wolno korzystać z telefonów komórkowych, a zdaniem pana magistra stosowanie tego piktogramu jest zapewne skuteczniejsze niż zwykłe środki werbalne. No i faktycznie ta forma przekazu bardzo przemawiała do nas. Kiedyś w trakcie zajęć pana magistra zapomniałam o zakazie (nie wyłączyłam komórki) i oto w pewnym momencie komórka zamknięta w mojej leżącej na podłodze torebce delikatnym sygnałem dała znać o otrzymanej wiadomości tekstowej. Pan magister wpadł w furię. Stracił wątek i oskarżył mnie o to, że całkiem mu zepsułam wykład i że mnie dobrze sobie zapamieta . Ale co ciekawe, pod koniec zajęć pana magistra przydarzyła się jeszcze jedna przygoda z telefonem komórkowym. Oto nagle głośno i stanowczo, agresywnym polifonicznym dzwonkiem rozdzwoniła się komórka ... pana magistra. Przeprowadziwszy krótką rozmowę przez telefon pan magister bez wielkiego zażenowania wyjaśnił nam, że jego komórka ma prawo do niego dzwonić, ponieważ na drugim końcu linii jest jego własna i prywatna małżonka. :D

Doka1986
14-06-2007, 10:58
Witam. Moja historia z telefonem z pewnością była najciekawszym zdarzeniem mojego życia ale i najokrótniejszym doświadczeniem jakie zdobyłam. Jestem studentką i uczę się zaocznie 130 km od mojego miejsca zamieszkania. Na jednym z wyjazdów do szkoły wracałam z zajęć na dworzec busów i przechodziłam przez dzielnicę starych kamienic. Dzielnica ta słynna jest z różnego rodzaju kradzieży i rozbojów ale jak ktoś musi to się na niej pojawia. Oczywiście nie znałam wtedy jeszcze dobrze miasta studiów. Jest to duża miejscowość i młody człowiek czuje się niestety samotny wśród obcych miejsc. Wracałam z uczelni tą właśnie drogą przy kamienicach. Śpieszyłam się więc postanowiłam sprawdzić, która godzina. Uchyliłam torebkę aby sprawdzić w telefonie która jest godzina i w tym momencie zobaczyłam 2 osoby. Niby zwykli chłopcy ale dziwnie mnie „oglądali” po chwili zorientowałam się czego mogą chcieć ale było już za późno na jakąkolwiek reakcje z mojej strony. Wyrwali z wielką precyzją mój telefon i przy okazji trochę mnie poszarpali. Następnie uciekli. Wiedziałam jak wyglądali dobrze zapamiętuję twarze ludzi. Spotkałam później koleżankę która użyczyła mi swojego telefonu więc zablokowałam od razu kartę SIM. Biuro obsługi abonenta poleciło zgłosić kradzież na policji w celu uzyskania zaświadczenia. Zrobiłam więc tak. W obcym mieście poszłam na komisariat. Na miejscu zebrano zeznania i zostałam skierowana do innego wydziału ponieważ ten nie mógł się zająć sprawą. Później dostawałam jeszcze ok. 20 wezwań na policję: Potwierdzania zeznań, okazanie, lustro weneckie itd. Zwiedziłam wszystkie komendy i prosiłam o to żebym nie dostała wezwania do sądu albo chociaż żebym pozostała anonimowa. Niestety po roku od zdarzenia przyszło wezwanie. Do SĄDU : - ( Pojechałam tam bo niepojawienie się jest karane. Zostałam umieszczona w jednej sali z oskarżonymi i zmuszona do zeznawania. Oni zdążyli się na mnie napatrzeć więc mnie na pewno dobrze pamietają teraz. Od sprawy sądowej muszę unikać tej drogi prowadzącej przez kamienice do mojej uczelni. Niestety to jest jedyna droga a ja teraz muszę jeździć podmiejskim naokoło. Telefonu nie odzyskałam do dnia dzisiejszego. Na szczeście mialam jeszcze stary model który mialam sprzedac ale tego nie zrobiłam. Co prawda gubi po kolei przyciski i nie ma wspaniałych funkcji ale dzwoni. Najsmutniejsze jednak było wracanie do domu w dzien napasci. Sama, bez telefonu, bez kontaktu z bliskimi. Kontakt jest dla mnie najwazniejszy, zostało mi to odebrane.

bojan213
14-06-2007, 11:07
To było piękne, zaczełam chodzić właśnie ze swoją wymarzoną szkolną sympatią. Na pierwszej randce było cudownie, kwiaty ,spacer w ogóle cudownie choć trochę byliśmy spięci, ale tak to bywa, gdy obu stronom bardzo zależy. Drugie nasze spotkanie miało być w sobotę i mieliśmy iść do klubu potańczyć. I kiedy przyszła ta wymarzona sobota obudziłam sie ze straszną wysypką na ustach - była paskudna. Byłam wściekła łapie za telefon i piszę sms-a do Piotrka - PIOTRUś DZIś SIę NIE SPOTKAMY I NIE PóJDZIEMY POTAńCZYć BO WYSKOCZYłA MI PASKUDNA WYSYPKA NA SUTACH za chwilę dostaję sms-a od niego i czytam GDZIE I CO CI WYSKOCZYłO ? czytam więc w moim telefonie co napisałam myślałam że się ze wstydu pod ziemię zapadnę, nie spojrzę mu nigdy w oczy i zjem telefon ze złości ! Zamiast napisać USTACH napisałam SUTACH !!! przestawiłam literki U z S tragedia komedia i dramat w jednym. Ta moja telefoniczna wpadka skończyła się jednak szczęśliwie tylko Piotrek do dziś się śmieje i mówi że uwielbia całować moje SUTA !!!

aguska1616
14-06-2007, 11:10
To było dwa lata temu w czerwcu. Razem ze znajomymi postanowiliśmy wybrac się do Zakopanego by odpocząc od stresującej pracy. Szybko wpadliśmy do pokoju, rzuciliśmy swoje bagaże w wynajętym pokoju i biegiem wyruszyliśmy na podbój gór. Szliśmy szliśmy i szliśmy zachwyceni widokiem przepięknych polskich gór gdy nagle usłyszeliśmy czyjś krzyk: "Poooomocy", "Ratuuunku". Byliśmy przerażeni ale bez chwili zawachania zaczeliśmy biec w stronę z której dochodził krzyk. Krzyk dochodził z coraz bliżej aż w pewnym momencie na polanie ujrzeliśmy parę starszych osób. Jedna leżała a druga klęczała nad nią pochylona. Podbiegliśmy bliżej. Okazało sie że było to małżeństwo, które wybrało sie samotnie na wycieczkę i w czasie tej wycieczki mąż przewrócił się i nie dał rady sie podnieśc. Na szczęście miałam ze sobą telefon komórkowy i zadzwoniłam po TOPR. Zjawili się bardzo szybko i zabrali małżeństwo do szpitala. Z tym państwem do tej pory utrzymuję kontakt bo cały czas uważają naszą grupkę za bohaterów:)
Od tamtej pory wiem że takie małe cacko jak telefon niekiedy może uratowac komus życie.

szalonakisia_1
14-06-2007, 11:18
Moja przygoda rozpoczęła się przy budowie domu u mojej kuzynki.Pewnego razu szłam sobie na tą budowę z kuzynką by podrywać budowlańców, bo byli młodzi przystojni i fajni.Była tam betoniarka przy której byliśmy oparte z kuzynką i rozmawialiśmy z tymi młodymi chłopcami.Nie uważając na telefon, który był w górnej kieszonce mojej katany, spadł mi do betoniarki, to było okropne.Betoniarkę mogli dopiero wyłączyć jak się beton skończył, a ta biedna komórka musiała przez jakiś czas pływać w betonie.Już myślałam że mam po komórce.Została udzielona pierwsza pomoc komórce, został wyczyszczony, wysuszony, kilka dni go nie włączałam .Któregoś, pięknego dnia go wreszcie włączyłam, a tu chodzi i do dziś chodzi cały i zdrowy, trochę porysowany i czasem z przycisków leci beton, ale tak to wszystko ok.

chloe
14-06-2007, 11:25
Całkiem niedawno wydarzyła mi się dosyć śmieszna ( stwierdzam to z perspektywy czasu) sytuacja. Wieczorem, będąc z dala od mojego ukochanego, stęskniona, napisałam mu smsa o treści : " Kochanie, kiedy się spotkamy...może przyjade do Ciebie jutro, to się pobawimy =) mam nadzieję, że twoich rodziców nie będzie w domu... " cud miód i fistaszki- taka była moja wizja wspólnie spędzonego czasu. Niestety niefortunnie zamiast Paweł kom. wysłałam na nr Pawel dom. i treść mojego spragnionego smsa, za pomocą automatycznej sekretarki, została z całą jej ekstrawagancją wyrecytowana prosto w ucho mojej przyszłej teściowej. Ja - nie wiedząc o tym ( nie zauważyłam swojej pomyłki i przekonana byłam, ze wiadomosc trafiła tam gdzie powinna) pojechałam na następny dzień do mojego chłopaka, a tam jego mama na mój widok mówi do męża : "kochanie, chodź idziemy na działkę ". Po ich wyjściu, mój chlopak z ubawem opowiedział mi całą historię. Było mi okropnie głupio =)

trzpiot
14-06-2007, 11:55
Pracuje w przedszkolu juz od bardzo dawna i wiem ze moje pociechy coraz bardziej mnie zaskakuja. To byl naprawde ciezki dzien, dzieci nie chcialy jesc obiadu, rozrabialy wiec postanowilamwymyslec jakas zabawe aby te godzinki nam milo uplynely. Pomyslalam sobie dobra zabawa bedzie szukanie par , gdzie dzieci moga sie wykazac szybkoscia. zabawa nazywa sie "Komorki do wynajecia" Dla tych ktorzy nie wiedza. Polowa dzieci laczy sie dwojkami za rece a reszta o jedno dziecko wiecej szuka na raz , dwa trzy, schornienia w tym domku... Spiewamy: Czy Pani ma, czy Pani ma komorki do wynajecia. Od wielu lat dzieci uwielbialy ta zabawe, wiec oglaszam ze dzis bawimy sie w " Komorki do wynajecia" a jedno dziecko, taki Piotrus podchodzi do mnie i mowi: " A kto pani dzis tak latwo pożyczy komorke???????? " Myslalam ze padne ze smiechu.... nigdy bym tak nie zinterpretowala tej zabawy....czas i technika :)

Bloodi
14-06-2007, 12:01
Ja i moja koleżanka byłyśmy do siebie podobne. Otóż chodziłyśmy często razem na zakupy wybierając podobne ubrania (ale nie takie same), lubiłyśmy jeść to samo i miałyśmy identyczne gusta. Jako że jesteśmy trochę jak bliźniaczki, kupiłyśmy sobie te same telefony (znowu te gusta...). Znajomi wiedzieli o tym, więc postanowili nam zrobić małego psikusa. Pewnego razu na małej imprezce wśród przyjaciół ja z moją koleżanką poszłyśmy popływać na basenie w ogrodzie. Telefony zostawiłyśmy w mieszkaniu kolegi w kuchni. Ufałyśmy naszym przyjaciołom i wiedziałyśmy w 100%, że telefony są bezpieczne. Wracając z pływania poszłyśmy po swoje telefony komórkowe. Znajomi sprawiali wrażenie lekko rozbawionych, jednak gdy my pytałyśmy się o co chodzi, odpowiadano nam, że uśmiali się z żartów kolegi. Nagle dostałam sms-a. Sprawdziłam go i otrzymałam wiadomość o treści "cześć moja tygrysico...". Co najśmieszniejsze okazało się, że to wiadomość od... starszego brata! Sądziłam, że to jakiś wygłup z jego strony albo po prostu pomylił numery i przypadkowo wysłał to do mnie. Tymczasem moja koleżanka również poczęła otrzymywać sms-y od nielubianego kolegi. Miała zapisany jego numer ale była z nim skłócona i nie rozmawiała przez jakiś czas. Treści jakie otrzymywała to "mam na Ciebie chrapkę" lub "wybacz mi moje głupie zachowania, zakochałem się w Tobie i nie potrafię bez Ciebie żyć." te sms-y nas zamurowały. To było wprost niemożliwe żeby po zażartych sprzeczkach kolega nagle wysyłał takie wiadomości... Nie odpisywałyśmy do adresatów. Koleżanka nie rozumiała o co jegomościowi chodzi i nieźle to komentowała na imprezie. Jak się potem okazało, w naszych telefonach edytowano nazwy osób z listy kontaktów. W czasie gdy ja z koleżanką pływałam, nasze telefoniki trafiły w ręce kumpli. Ci natomiast zamienili nam tylko imiona w komórkach. Zrobili to całkiem szybko, bo miałyśmy jeszcze mało osób w książkach adresowych. Tak więc dostałam wiadomość nie od brata a od znajomego podczas imprezy. Ten sam przypadek był u koleżanki. Kumple mieli z nas niezły ubaw, ponieważ widzieli nasze zaskoczenie na twarzach. Odegrałyśmy się, wrzucając co niektórych do basenu.

ana818
14-06-2007, 12:08
Moja przerażająca historia :)

Wybrałam sie na weekend do rodziny, która mieszka 400 km odemnie nocnym autobusem. Jadąc autobusem ubrałam słuchawki i słychałam radia przez mój ukochny telefonik. Oczywiście przysnęłam i w pewnym momencie słysze głęboki głos męski który mówi do mnie "to ty jesteś wszytkiemu wina i zaraz za to zapłacisz...." przestraszyłam się nie wiedząc co się dzieje (tyle co wybudzona ze snu) i co ten facet chce odemnie a ten głos mówił do mnie cały czas. Gdy doszłąm do siebie zrozumiałam ze to w radiu spkier czytał frament jakiedoś trillera. Od tego czasu nie zazypiam z słuchawkami na uszach. :)

anisia
14-06-2007, 12:16
Wszystko zaczęło się w moje urodziny. Po skończonej imprezie odwiozłam moją najlepszą przyjaciólkę do domu, bo było już dość późno. W trakcie jazdy dostała SMS-a, po czym odpisała i położyła telefon na półce w aucie. Następnego dnia rano wyjeżdżaliśmy nad morze (również samochodem). Podróż trwała bardzo długo (jestem z Małopolski), w pewnym momencie coś zaczęło dziwnie zgrzytać. Długo nie rpzestawało, po czym chwila przerwy i znowu. Przerażeni zatrzymaliśmy się w środku lasu próbując znaleźć przyczynę dziwnych dźwięków. Oczywiście po długiej diagnostyce okazało się, że przyczyna jest bardzo prosta-moja przyjaciółka miała zwyczajnie nowy dzwonek w telefonie, a ja o tym nie wiedziałam. Oczywiście następnego dnia po południu zadzwoniłam do koleżanki i powiedziałam jej, co się stało. Dobrze, że zrobiłam to wtedy, bo podobno była w trakcie wybierania nowej komórki-myślała, że zgubiła telefon po drodze do domu i już kogoś ucieszył.

samantha22
14-06-2007, 12:18
Moja historia z telefonem? Hmmm.... było ich troszke, ale jedna zmieniła moje życie na lepsze.
Wydarzyło sie to ponad 5 lat temu. Czemu tak dobrze wiem kiedy to było? ponieważ tego nie da sie zapomniec. A mianowicie,poszlam z koleżanka na dyskotekę, jak zwykle bawiłyśmy sie do upadłego, tanczyłysmy do białego rana i flirtowałyśmy z facetami. Ale jeden szczególnie przykuł moja uwage. Były ukradkowe spojrzenia na siebie, usmiechy, ale zadne z nas nie odważyło sie podejśc i zagadac. Zanim zdecydował sie na pierwszy krok spostrzegłam, że jego juz nie ma. Zrobiło mi sie troszkę przykro, że nie zdążyliśmy sie poznac, ale miałam nadzieję, że jeszcze tej nocy wróci. Lecz niestety nie wrócił. Mineło kilka dni i zapomniałam o nim. Któregoś dnia zadzwonił telefon, nie znałam numeru, ale odebrałam. Rozmówcą był jakiś męzczyzna, pytał o kwiaciarnie. Oczywiście powiedziałam, że to pomyłka i już chciałam sie rozłączyc, kiedy to anonimowy Pan spytał czy jestem zajęta, czy czasem nie przeszkadza mi tym oto telefonem . Troche zdziwiło mnie o pytanie, ale odpowiedziałam, że nie przeszkadza, bo faktycznie tak było. Zaczeliśmy rozmawiac, czułam sie jakbym znała go od dawna - a przeciez tak nie było. Nasza rozmowa trwała chyba z 30min. Przez ten czas dowiedzieliśmy sie paru rzeczy o sobie.Najbardziej zaskoczyło mnie to, ze wie jak wyglądam - czyli nie była to pomyłka. Wieczorem otrzymałam sms-a na dobranoc od mojego nieznaomego. Z biegiem czasu rozmawialismy i pisaliśmy do siebie codziennie. Zaczeło mi sie to bardzo podobac,a mój rozmówaca byt taki inteligentny, zawsze mieliśmy o czy rozmawiac, zawsze wiedział w jakim jestem humorze, a co najważiejsze potrafił mnie zozśmieszyc. Z nikim nie rozmawiała mi sie tak dobrze jak z nim. Po jakimś czasie miałam już dośc rozmów przez telefon i sms-ów i chciałam sie z nim spotkac, ale nie wiedziałam jak on zareaguje. Ale spytałam - nie chciałam stracic szansy - takiej jak wtedy w klubie. Jego odpowiedz była taka jak przypuszczałam -"bardzo chetnie". Umówiliśmy sie w dyskotece. Poszłam z koleżanką w wrazie gdyby on jesnak nie przyszedł - nie chciałam zostac sama. Czekałyśmy na niego z niecierpliwościa, byłyśmy bardzo ciekawe jak wygląda i wtedy w drzwiach stanął "on".... chłopak, który tak mnie zainteresował zeszłym razem. Nie wiedziałam co robic, nie chciałam aby znów wyszedł nie poznawszy mnie, ale z drugiej strony czekałam na mojego anonimowego rozmówce. Byłam w kropce. Wtedy "on" podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, byłam w szoku - pomyślałam, co on sobie wyobraza, ale z drugiej strony byłam szczesliwa, że zrobił pierwszy krok. Jednak zastanawiałam sie co zrobie jesli przyjdzie mój rozmówca - przecież wiedział jak wyglądam. "On" przysiadł sie do nas i gdy tylko sie przedstawił wiedziałam, że "on" i mój anonimowy rozmówca to jedna i ta sama osoba. Chyba domyślił tego. Wtedy powiedział mi całą prawde. Wtedy gdy zobaczyliśmy sie po raz piewszy chciał do mnie podejśc, porozmawiac, poznac mnie, lecz niestety musiał jechac i nie zdązył. Okazało sie że był na tej dyskotece z osobą którą oboje dobrze znamy i od niej wziął numer mojego telefonu. Postanowił na początek poznac mnie przez telefon, byc troszke tajemniczym, rozbudzic moją wyobraźnie na jego temat( i bardzo dobrze mu sie to udało), a po czasie zaproponowac spotkanie - jednak okazałam sie szybsza od niego. Gdy mi o wszystkim powiedział, nie wiedziałam co powiedziac - po prostu mnie zatkało. Ale cieszyłam sie, że "on" to właśnie on.
Od naszgo oficjalnego spotkania w dyskotece minęło już ponad 5 lat i od tamtej pory jesteśmy razem. Nie sądziałam, ze przez telefon spotkam mężczyzne z którym bede chciała byc do konca życia. Czasami dzwoni do mnie i pyta czy dodzwonił sie do kwiaciarni. Kocham te jego żarciki i oczywiście jego.

grzybin
14-06-2007, 12:25
Siedziałam sobie wieczorem na łóżku, opierając się plecami o poduszkę. Czytałam najnowszą książkę Jerzego Pilcha, która w połączeniu z piwkiem w dużej szklanie tak mnie wciągnęła, że zupełnie straciłam rachubę czasu. Chcąc sprawdzić która jest godzina, sięgnęłam po moją Nokie 6280 (ta z wysuwanym panelem) i odblokowałam ją umiejętnym ruchem nadgarsta, tym samym wysuwając panel. Gdy komórka ukazała mi swoje "otwarte" oblicze zaświeciła dla mnie po raz ostatni...z dużą siłą wyskoczyła mi z ręki i wpadła centralnie do piwa, nie obijając się przy tym o żadną ze ścianek szklanki. To był prawdziwy majstersztyk w jej wykonaniu, niestety nigdy już nie weźmie udziału w konkursie skoków do ...piwa.

marzencia2007
14-06-2007, 12:25
W styczniu wzięłam sobie komórkę w mix plus ponieważ stara była już w bardzo złym staie. Była to motorola V235 zwykły telefon ale byłam zadowolona z niego. Po niecałym tygodniu szłam na imprezę pożegnalną była godzina około 22 chciałam zadzwonić do domu bo mam chora była zapytać jak z nią. Wyszłam na dwór aby wykonać telefon i okazało się że mamę zabrali do szpitala zakręciło mi się w głowie i telefon wypadł mi z rąk roztrzaskał się o asfalt. Na przeciwko mnie stał chłopka (Mariusz) podbiegł zapytać co się dzieje. Powiedziałam mu posiedział ze mna na ławce podniósł mój telefon lecz w którym pękła szybka i zaczął się zawieszać. Wymieniłam się z Mariuszem numerami i teraz jesteśmy szczęśliwą parą z mama wszystko w dobrze tylko telefon ucierpiał.

cosmo
14-06-2007, 12:31
Moja najfajniejsza przygoda z telefonem? :)
Pracowałam w jednej firmie ze swoim chłopakiem. To był czas gdy telefony komórkowe dopiero zaczynały być w modzie. Jak to facet on musiał mieć telefon, no i go sobie kupił. Był przeszczęśliwy a ja z politowaniem (jak to kobieta i nowinki jej nie brały) kiwałam głową, kiedy mi tłumaczył jak pisać sms-y, jak ustawić budzik i inne takie. Jednym uchem słuchałam, drugim wypuszczałam. W pracy zostawiał swój telefon w różnych miejscach a że pracowaliśmy w tym samym pomieszczeniu to pozwalał mi go odbierać.
Któregoś dnia a było to pod koniec września, przyszedł do pracy troszkę spóźniony. Położył telefon i pobiegł do toalety. Telefon zaczął dzwonić a ja? Cóż miałam zrobić? Odebrałam go. Jakież było moje zdziwienie gdy usłyszałam w telefonie głos mojego chłopaka i jego słowa, że trzymam w rękach swój telefon! Nie wiedziałam o co chodzi, nie mogłam uwierzyć i dopiero gdy on wrócił z toalety i pokazał mi, że on ma w rękach swój telefon, dopiero mnie ścięło z nóg :) Stwierdził, że to prezent na urodziny (które miały być dopiero 30 listopada), ale on chce już być w ciągłym kontakcie ze mną i dlatego tak szybko prezent ten otrzymuję, czyż to nie było słodkie? :)
Wtedy dopiero zrozumiałam dlaczego tak namiętnie mi tłumaczył jak pisać te sms-y i resztę obsługi komórki :)

justys221
14-06-2007, 12:34
Witam moja przygoda z telefonem zaczeła sie gdy moj chlopak poszedl do wojska i aby sie z nim skontaktowac od czasu do czasu kupilam sobie pierwszy moj telefon motorola. Nawet bylo ok ale telefonu stawaly sie coraz modniejsze a moj telefon wygladal jak cegła wiec kupilam sobie drugi telefon nokia 3410 super telefonik troche mi słuzył. Kiedys w szkole koleznaka ktory miala identyczny telefon nawet taka sama obudowe wziela przez przypadek moj telefon a ja jej i kazda z nas pojechala do swojego domu a dzielilo nas troche kilometrow. Zaczol dzwonic telefon odbieram a tam niespodziewane słowa czesc Kamila a ja na to jaka kamila i po czasie doszlam do tego ze mam nieswoj telefon straszny ubaw był jak odbieralam telefon przez caly dzien robilysmy z koleznaka zarty naszym znajomym. Od tego zdarzenia zawsze nosze telefon przy sobie albo na smyczy albo w kieszeni chodz juz niemam noki ale telefonik zawsze mam przy sobie aby przypadkiem znowu nieznikl mi z oczu.

ajfla
14-06-2007, 12:59
Byłam z siostrą w Irlandii, poszłyśmy na imprezkę,na której siostra zgubiła telefon. Wzięłam swój telefon, żeby zadzwonić i dowiedzieć się czy ktoś odbierze. Ja miałam nowy telefon, w którym nie miałam wpisanych jeszcze rzadnych numerów. Dzwoniłam wcześniej do niej i pamiętałam, że jej numer kończy się trzema 4. Przeglądając ostatnio wybierane numery wybrałam numer kończący sie na 4. Zadzwoniłam, ale usłyszałam samo pikanie... Zadzwoniłam drugi raz, znowu pikanie... Dałam swój telefon siostrze, zadzwoniła i słyszę rozmowę: "Halo, Kto ma mój telefon? TATA???" Dodam, że tata został w Polsce, i że w Polsce była godzina 3 w nocy... Okazało się, że w ostatnich połączeniach był również numer taty, kończący sie na dwie 4. Zadzwoniłam do taty, by mu wytłumacz?ć pomyłkę, a on na to: "I tak musiałem wstać, bo telefon dzwonił..." Telefon siostry znalazł się u znajomego (wziął go przez pomyłkę) i do dziś ma się dobrze. Ja natomiast od razu uzupełniłam książkę adresową :)

apoccalipsa
14-06-2007, 13:01
Ktoś zadzwonił do drzwi. To był kurier z przesyłką. Otworzyłam paczkę. W środku był prześliczny samsung...
- Od kogo? - pomyślałam zdziwiona i gorączkowo szukałam danych nadawcy na opakowaniu.
Znalazłam, jednak nic mi te dane nie mówiły...
Ledwo wzięłam go do ręki, zadzwonił jego dzwonek.
- Jeju, jak w ,,Matrixie"! - wykrzyknęłam. - Ktoś musi wiedzieć, że kocham ten film...
Dostałam wiadomość... Byłam bardzo zaskoczona. Wyglądało na to, że ktoś podarował mi telefon, żeby móc się ze mną skontaktować. To było ekscytujące i fascynujące. Tak, jak i wiadomość od tajemniczego nieznajomego...
- Potrzebuję twojej pomocy - przeczytałam przejęta.
Zadzwoniłam do nadawcy SMS - a. Głos w słuchawce wydał mi się jakby znajomy, ale nie mogłam skojarzyć z kim rozmawiam, a nie chciał zdradzić, kim jest???
- Idź do parku. Pod ławką koło fontanny jest koperta z dalszymi instrukcjami - usłyszałam tylko.
- Głupie żarty - pomyślałam.
Jednak ciekawość zwyciężyła... Poszłam do parku.
W kopercie ukrytej pod ławką była kartka z insynuacją, że coś temu komuś ukradłam! Miałam szukać symbolu tego czegoś przy sklepie spożywczym...
Obeszłam sklep dookoła i znalazłam serce...
- A, więc ukradłam mu serce?! Zakochał się?!
Serce otwierało się. W środku była napisana data i godzina, oraz nazwa restauracji...
Byłam bardzo ciekawa, kim jest tajemniczy nieznajomy i dowiedziałam się tego w restauracji. Znaliśmy się od jakiegoś czasu, lecz nie przepadalam za nim. Po przygodzie z telefonem uznałam, że jednak jest wart uwagi. I nie myliłam sie... ;)

tomarek
14-06-2007, 13:27
Poszukiwania

Żona mi już wypić broni
- Ciągle słyszę, że coś dzwoni!
Szukam w spodniach, w toaletce,
Szukam w kurtce i w saszetce...
A tu coraz głośniej dzwoni,
To... komórka w mojej dłoni!

chalabala
14-06-2007, 13:46
Na lekcji języka polskiego w liceum mieliśmy zorganizowaa "ucztę bogów". temat nawiązywał oczywiście do kultury antycznej. Jako przykladna ucznnica i ja przebralam się za grecką boginię, więc można się domyślać, że miałam na sobie kilka prześcieradeł i jakieś inne, bliżej nieokreślone materiały. Tuż przed rozpoczęciem zajęć niestety poczułam potrzebę pójścia do toalety. Na odcinku pomiędzy salą lekcyjną a toaletą biegłam ile sił w nogach, żeby tylko zdążyć przed dzwonkiem. Weszłam do kabiny, zajęłam odpowiednią pozycję ;), szybko uniosłam te wszystkie zwały materiału ktore mialam na sobie i nagle uslyszalam...."plum"...bynajmniej ten dźwięk nie odpowiadał temu, co akurat robilam...wiec nie szczególnie się przejęłam. Dopiero gdy nadszedł czas spłukiwania wody z przerażeniem w oczach na dnie muszli ujrzalam mój telefon komórkowy, ktory wysunął się z kieszeni spodni. Na podjęcie decyzji nie było duzo czasu...oczywiście go wyciągnęłam i ku mojemu zaskoczeniu stwierdziłam że niepozorne alcatele są całkiem wodoodporne, a w innych sytuacjach na pewno i smrodoodporne.
Ps. pamietajcie ! chwila uwagi zanim naciśniecie spłuczkę :)

beata175
14-06-2007, 14:20
Pewnego pięknego dnia po skończonej wizycie w toalecie, gdy skończyłam już to co miałam tam robić-podnosząc się telefon wypadł z mojej kieszeni i wylądował w WC(!) Miałam problem (malutki-bo kto tam by nie chciał wyciągać telefonu z pełnego WC) Po chwili namysłu wsadziłam rękę(!) i wyciągnęłam go...
Rozebrałam telefon... Gdy przesechł ekran jego stracił kolory, i nie było zbyt wiele widać. Po kilku dniach postanowiłam spróbować naprawić go a że był jeszcze na gwarancji... pomyślałam, że może się uda zrobić go za darmo...-nie udało się... a w uzasadnieniu odmowy napisano: "odmowa naprawy: ponieważ telefon został uszkodzony w wyniku działania cieczy o WYSOKIEJ KWASOWOŚCI(!)" :) :p :D :rolleyes:

peti710
14-06-2007, 14:33
Telefon rodzicielki plywal z rybkami :]
Oczywiście z tym telefonem to się nie skończyło na tym, że on wpadł do tej wody. O nie, nie, nie.
On się miał czelność zepsuć!
Bilans wygląda w ten sposób, że Rodzicielka na okres jednego tygodnia zabrała mi mój własny telefon, pozbawiając mnie tym samym pisania sms-ów, zegarka, kalendarza, zeszytu numerów, aparatu, kamery...
Bo mój telefon to jest jak scyzoryk Mc Gyvera.
(Jeszcze piszę, że JEST, ale przy użytkowaniu go przez Rodzicielkę obawiam się, że będę mogła niedługo pisać BYŁ)
Nie no umwómy się, że każdemu może się zdarzyć, że mu wpadnie telefon do miski z rybami, nie?
Ja się jednak obawiam, że u mojej Rodzicielki to już jest rytuał gdyż...
Kiedyś..., a telefon komórkowy kosztował nie 1 zł ale 649837659365 $ moja rodzicielka miała telefon z rodzaju pierwsza cegła RP... I ona oczywiście z niego korzystała UMIEJĘTNIE (Ile razy ja jej pokazywałam jak sie sms-y pisze... Nie zlicze...). Pewnego dnia tak z niego umiejętnie skorzystała, że wleciał głową (?) do studni i się utopił, podobnie jak ten teraz.

renata311
14-06-2007, 14:43
Byl sobie pewnego razu telefonik. Piekny, z kolorowym wyswietlaczem, super
polifonia i masa innych bajerow. W niezbadanych okolicznosiach przechodzil
z rak do rak, az w koncu kupil go okazyjnie pewien nastolatek, zaz trudem
odlozone i wyproszone od rodzicow pieniadze - bo w pieknym kraju, gdzie zyl
ludziom sie raczej nie przelewalo. Telefon kupil bardzo tanio, w cenie
starego szkuta ze zwyklym lcd i bez polifonii, humor mu wiec dopisywal. Zla
wrozka jednak kilka dni pozniej sprawila, ze telefon naszego mlodzienca
przestal sie logowac do kazdej z sieci - a dokladnie logowal sie, po to
jednak by po chwili zostac odrzuconym. Zaloba zakryla lica mlodzienca,
jednak nie poddal sie - trzeba zmienic IMEI, to na pewno uleczy telefonik.
Niestety, szybko sie okazalo ze czarownicy dysponujacy magia potrzebna ku
temu slono cenia swe uslugi. I tak oto nasz mlodzieniec pozostal bez
gotowki, z niesprawnym telefonem, poznal jednak smak doroslosci, bo ojciec
pokazal mu, co znacza "meskie rozmowy".

Hurra! :) Jednak jest jakas sprawiedliwosc na tym swiecie :)
Tego samego zycze kazdemu, kto zapomnial przy zakupie telefonu zapytac o
pudelko i papiery (mlodzieniec oczywiscie zapomnial, prawda?) :)

borkowska2
14-06-2007, 14:54
Moja przygoda z telefonem zaczela sie 3 lata temu. Wtedz wlasnie dostalam smsa od nieznajomego mezczyzny abz mu kupic kapelusz. Odpisalam ze to pomzlka i tak zacelismz ze soba pisac. Po okolo miesiacu sie spotkalismy i wtedy cos zaiskrzylo miedy nami. Zaczelismy sie spotykac a nasze uczucie rozkwitalo i wkoncu podjelismz decyzje o malzenstwie i tak w maju tego roku pobralismz sie. Tak wiec jak widac zwzkla telefoniczna pomzlka moze zmienic nasze zzcie tak bardzo. Oczywiscie naplus+ gdzz jestesmz ze soba bardzo szczesliwi nadal piszemz do siebie codziennie duzo smow. :)

satin24
14-06-2007, 15:14
Moja historia zdarzyło się nie tak dawno...
Była bardzo piękna pogoda, więc poszłam do ogródku popracować - oczywiście zabrałam ze sobą telefon, który jest ze mną niemalże 24h na dobę.
Zaczęłam przekopywać działkę, a że telefon w kieszeni troszkę krępował moje ruchy położyłam go na skalniaczku.
Dodam tylko, że w pracach ogrodowych dopingowal mnie mój pies bacznie śledząc każdy mój ruch.
Po paru minutach pracy zadzwonił telefon...
Pies automatycznie zaareagował na jego dźwięk, połykając go w paszczy... Zadowolony merdając ogonem ganiał po całej działce nie chcąć zwrócić mojej zguby...
Z telefonu niestety nic nie zostało... był kompletnie zgnieciony i obślinoiony... Nawet natychmiastowa reanimacja mu nie pomogła...
Rodzina się śmieje, że mamy automatyczną sekretarkę na czterech łapach.
Teraz wróciłam do starej zepsutej komórki, która wyłacza się za każdym razem gdy chcę napisac sms-a:(

simon2005
14-06-2007, 15:31
Kilka dni przed narodzinami swojego dziecka(płci nie znaliśmy,bo nie chcieliśmy znać-stąd określenie DZIECKA)trafiłam do szpitala na oddzial patologii ciazy . Patologia znajdowała się między OIOMem noworodkowym,a Salami Porodowymi. Z jednej strony słyszałam płaczące dzieci,z drugiej krzyczące matki.Nie mogłam spać,jeść,a nawet płakać. Tak strasznie chciałam tulić swe maleństwo do piersi,ale jemu się nie spieszyło. Gdy było mi naprawdę źle,sięgałam po komóreczkę,słałam smsy i godzinami rozmawiałam z bliskimi przez telefon. Ci,którzy mogli odwiedzali mnie(mama,brat,mąż,teściowa),inni czekali na info o porodzie "pod komórką".Nadszedł dzień,w którym Papież Jan Paweł II odchodził z tego świata-żarliwie modliłam sie do Boga o potrzebne łaski dla Ojca Świętego.Żałowałam,że nie mogę modlić się przy pomniku Papieża(znajdował sie obok szpitala),płakałam,czułam się tak potwornie samotna.Gdyby nie komórkowe wsparcie rodziny i przyajciół,pewnie bym czuła się jeszcze gorzej.Modliłam się o łatwy poród i zdrowe dziecko. Na drugi dzień pojawiły się zwiastuny porodu,pisalam do mamy,że jadę na salę-odpisała,ze jest ze mną,ze kocha mnie i prosiła bym była silna i nie bała się; o 23 na świat przyszedł Szymon Franciszek(dzielny tatuś przecinał pępowinkę). Chwilę po porodzie wzięłąm komórkę w dłoń zadzwoniłam do rodziców i teściów,by im objawić tę wspaniała wiadomość. Tak oto komórka była zwiastunem dobrych wiadomości i łączyła bliskich,dawała wsparcie i siłę.Dziękuję bliskim za wsparcie,a szczególnie mojej kochanej Mamie,która po krótkiej chorobie ,nagle całkiem niedawno opuściła nas na zawsze...

iffonka_92
14-06-2007, 16:33
Ja miałam bardzo zabawną przygodę z telefonem. Można powiedzieć, że dzięki niej życie układa się po mojej myśli ;). No więc pewnego razu poszłam sobie do dużego centrum. No i w tym centrum wchodziłam do każdego napotkanego sklepu z kosmetykami, ubraniami i biżuterią. I tak idą zobaczyłam suuper przystojnego faceta w sklepie z telefonami :D No to ja niby tu niby tam i myk do tego sklepu. Tak przeglądam te telefony i kątem oka obczajam gostka. No ale stoję w tym sklepie z pół godziny i gostek zaczyna z dziwna na mnie patrzeć.To ja postanowiłam że kupie sobie nową obudowę do komóry, żeby nie było.I szukam jakiejś fajnej, a facet już nieźle wkurzony pyta co podać. Spaliłam buraka capnęłam którąkolwiek obudowę i czmych do kasy. No i to chyba musiało się stać przy wyciąganiu portfela. Wypadł mi telefonik. Nie zauważyłam, dałam kasę, złapałam obudowę i zwiałam stamtąd jak najszybciej. Dopiero w domu się ocknęłam, że nie mam telefonu. Biedna wyruszyłam na poszukiwania. Jednak patrząc na centrum , obeszłam kilka sklepów i zrezygnowałam, komóra mogła być wszędzie ! Zła na samą siebie wróciłam do domku. Kaski nie miałam na nowy telefonik. Jedyne co mi zostało to ta nędzna obudowa :( . No ale trzeba żyć dalej. Nie minął tydzień a zadzwonił telefonik stacjonarny. Odbieram i... Gostek pyta mnie czy nie zgubiłam telefonu komórkowego, Sony Ericssona K300i. No a ja, że tak. Powiedział, że mogę go odebrać w komisie w moim nowym centrum. Jechałam na złamanie karku po niego, tak mi go brakowało. Okazało się, że gostek (mój przystojniak) znalazł go zaraz po moim wyjściu, ale tak szybko popędziłam, że nie mógł mnie złapać. Zadzwonił po tygodniu bo początkowo nie chciał go przeszukiwać. Jednak sie przemógł na moje szczęście i znalazł tam mój numer stacjonarny. No a z Wojtkiem (facet z komisu) poszliśmy na kawę i tak się potoczyło, że za rok się pobieramy :)

zlytygrysek
14-06-2007, 16:47
Zestaw tradycyjnie babski, czyli: trzy laski wieczorową porą + paka przyjemnie kalorycznych chipsów + japoński horror. Zwał się ów film "the one miss call" i jak na całkiem prostą fabułę był nieeeźle straszny, czego zresztą domyślili się chyba wszyscy sąsiedzi słysząc nasze wrzaski podczas sceny kiedy To Brzydkie Straszne Coś łapie inteligentną panią za rękę. Motyw przewodni: dzwoni do bohatera/bohaterki jego własny telefon - na ekranie wyświetla się jego numer. Przekazuje wiadomość, w której tajemniczy głos podaje dzień i godzinę strasznej śmierci delikwenta..
Koniec filmu.
Wyłaczamy komputer, odkładamy miskę po chipsach, biorę do ręki mój telefon..
Dzwonek. Ktoś do mnie telefonuje. Patrzę na wyświetlacz: 6933..... Mój numer. Z rozdziawionymi ustami pokazuję komórkę przerażonym koleżankom, a potem odbieram...
MASZ JEDNĄ WIADOMOSĆ TEKSTOWĄ
Stan przedzawałowy, przerażenie i ogólna panika...
...i się okazało, że to tylko mama nagrała mi się na mojej nowej skrzynce pocztowej:D

teresa7
14-06-2007, 17:00
Dokładnie jakieś 3 tygodnie temu czekałam na telefon od swojego pracodawcy,który miał mi podać termin wizyty ważnego spotkania delegacyjnego...(jestem sekretarką uczniowska)
Pan dyrektor zadzwonił bardzo wcześnie rano kiedy to akurat załatwiałam swoje fizjologiczne potrzeby w toalecie,
odebrałam telefon, właczylam na funkcje glosnomowiaca siedząc na tzw."tronie"...
..kończąc swoją potrzebę,
w trakcie rozmowy kiedy nacisnęlam spłuczkę
.............................nokia wyslizgnela mi sie niefortunnie z reki i... zanurkowała tam gdzie nie powinna:)
wyłowiłam ją i szybko zaczełam suszyc suszarka do wlosów,niestety wyswietlacz sie spalil,telefon działał tylko kilka dni przy zepsutym wyswietlaczu..corka jak dzwonila do mnie smiała sie ze mnie:
"czesc mamo jak tam kibelek odbiera,działa?"
co najlepsze w tej realnej historii:po powrocie do pracy dyrektor w drzwiach powiedział do mnie:
"jeszcze jeden raz zaczniesz bezczelnie bekać do słuchawki i wylaczysz sie w trakcie rozmowy......:))))-nokia kiedy wpadla do sedesu(do wody...i..) zgrzytała i odglos,w sluchawce mojego pracodawcy wydał sie podobny do odgłosu bekania,a ona sie poprostu spalila...

teraz mam juz nauczke na cale zycie, juz nie chodze z zadnym telefonem zalatwiac sprawy toaletowe:)

iwek28
14-06-2007, 17:38
Pracowałam wtedy w szpitalu w Banku Krwi,na "nocke"-dużo zleceń,cała noc na nogach.
Wrócilam do domku po 12 godzinach pracy przysypiając w autobusie PKS-u.
Od razu po powrocie do domu poszłam spać.
Budzi mnie dzwonek telefonu,zaspana odbieram,myśląc ze jeszcze jestem w pracy:
-Słucham,Bank Krwi?
A z tamtej strony dzwoniła własnie moja koleżanka zmienniczka z pracy:
-Halo ,z tej strony tez Bank Krwi!!!

anetajulia4
14-06-2007, 17:53
Był ciepły, letni dzień. Szłam ulicą. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam. Jego. Chłopaka, którego bardzo kochałam. Prawie nic się nie zmienił. Był taki, jakim go zapamiętałam. Przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział: „Byłem tu i tam, jutro wyruszam w kolejną podróż, ale wiesz co, nie jestem szczęśliwy. Chciałbym Ci coś tak naprawdę powiedzieć, z głębi serca, ale nie potrafię. Masz może telefon komórkowy? Napiszę Ci jedno zdanie. Zgodziłam się. Wieczorem odebrałam wiadomość: „Nie jestem jednak szczęśliwy - bez Ciebie”. Na te słowa czekałam długo. Bardzo długo. Nie uslyszałam ich, ale Je zobaczyłam. Odpisałam: „wiem”.

rubia
14-06-2007, 18:08
Dla mnie telefon służy przede wszystkim do telefonowania i dlatego też historia, którą Wam opowiem przytrafiła się pod czas rozmowy telefonicznej. Rozmawiałam z przyjaciółką kiedy nagle usłyszałam w telefonie inny głos. To była kobieta wołająca o pomoc. Zaczeła rodzić i próbowala dodzwonic się na pogotowie. Zachowalam zimną krew i dowiedziałam się od niej gdzi mieszka. Okazało się, że to moja sąsiadka. Szybko więc poszlam do niej i zawiozłam do szpitala. Nie wiem jakim cudem połączyla się z moim numerem ale widocznie tak chcial los. Cuda się zdarzają. Na początku, zwykle, ważą 3,5 kg i mierzą 56 cm.
ula

szelka
14-06-2007, 18:27
Było to dobrych klika lat temu kiedy jeszcze nie było w polsce telefonów z aparatami i odtwarzaczami mp3.Zakupiłam sobie wraz z abonamentem super świetny jak na tamte czasy Siemens c25.Malutki,zgrabniutki można pisać esemesy,dzwonić i odbierać rozmowy.Cóż więcej człowiek wtedy potrzebował.Po zakupie nie rozstawałam się z nim na krok,praktycznie cały dzień miałam go w ręce.Miałam zaplanowany tygodniowy wyjazd do mojej koleżanki na wieś i gdy właśnie wsiadałam do mojego porshe (fiat 126p) koloru czerwonego zadzwonił mój szef.W słuchawce usłyszałam tylko ze mam przesunięty urlop i natychmiast mam przyjechać do pracy.Po krótkiej kłótni stwierdziłam ze nasza dalsza współpraca nie ma sensu i się wyłączyłam.Z nerwów zapaliłam jeszcze papierosa i wsiadłam do mojego porszaka.Po 10 minutach jazdy kierowca mijający mnie odwrócił się do mnie i coś tam zaczął pokazywać,a że byłam zdenerwowana to dostał niezłą wiązanke.Po jakimś czasie znowu taka sama sytuacja,pokazałam Panu środkowy palec (znak pokoju) i pomknęłąm moim bolidem.Pech chciał,a może moje szczęście że na najbliższym skrzyżowaniu było czerwone i znowu stanęlam koło "znajomego" kierowcy.Pan po raz kolejny zaczął coś pokazywać i wtedy nie wytrzymałam.Wysiadłam z mojego maluszka,podeszłam do jego auta i na dzień dobry puściłam mu taką wiązankę że aż go zamurowało.Po chwili usłyszałam "ja chciałem Pani tylko powiedzieć że zostawiła Pani telefon na dachu"(siemens c25 miał pamiętam jak dziś gumową kalwiaturę,a ja go położyłam klawiaturą na dach dlatego chyba nie spadł).Zrobiłam się bordowa jak burak i zaczełam go przepraszać,zapaliło się zielone,kierowcy zaczęli trąbić,a on powiedział ze przyjmie przeprosiny jak ja dam się namówić na kawę w pobliskim mcdonaldzie.Dałam się namówić.Dzisiaj mam wspaniałą pracę którą lubię i w której bardzo dużo zarabiam,najnowszy telefon z wszystkimi bajerami,czerwone porshe o którym zawsze marzyłam,a Pan kierowca ma na imię Michał i jest moim mężem.Mamy dwójkę wspaniałych dzieci,wielki dom i bardzo się kochamy,a to wszystko dzięki malutkiemu telefonikowi. :)

angelika05
14-06-2007, 19:13
no więc ja normalnie nie moge żyć bez telefonu, tak jak w prawdzie cała dzisiajesza młodzież. Gdybym zapomniałą telefonu z domu wziaść jakbym gdzieś szłą , to cofłabym się po niego nawet jakbym była na końcu świata :) .
Pewnej nocy, w sumie zdażło mi się to dosyć często... gdy jestem juz bardzo zmęczona wieczorem, i gdy juz mi sie oczka zamykaja, wtedy jeszcze pisze sms-y. Efekt końcowy jest taki, że zasypiam z tym telefonem, i często było tak, że budziłąm się w nocy i ja patrze a tu nie ma nigdzie mojego telefonu! oczywiście już wybuchłam paniką, wszedzie szukałam mojej komóreczki, ale niestety nigdzie jej nie było. w końcu poddałąm się i poszłąm dalej spać. Rano szukałam znowu, po kilkunastu minutach znalazłam go - był za tapczanem :)

Daniela1
14-06-2007, 19:15
Był to poniedzialek. Budzik z rana nie zadzwonił choć "obiecał", że to zrobi...
W pośpiechu i złości źle rozpoczętego dnia wybieglam jak najszybciej z domu. Gdyby tego było mało spóźniłam się na autobus! By nie tracić więcej czasu żwawym krokiem udałam się na inny przystanek... to nic, że padał deszcz i jakiś rzyczliwy kierowca zafundował mi maseczkę błotną.
Mialam już dość! Nie mogłam się doczekać kiedy ten koszmarny dzień się skończy.
Gdy szczęśliwie dotarłam do domu zdjęłam ciuszki z siebie i szybko włożyłam je do pralki, za to sama usiadlam w fotelu z kubkiem pysznej kawki i paczką ciasteczek.
W pewnej chwili przypomniałam sobie, że mialam zadzwonić do męża... Zaczęłam szukać telefonu, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć... Zaczęłam się modlić do patrona zgubionych rzeczy i nagle doznalam olśnienia!!! telefon przecież jest w spodniach a spodnie są w pralce...!!!!
Szybko wyłączyłam pranie, jednak telefon nie reagowal na żadną wystukana na klawiaturze komędę...
Z tej bezsilności, złości i glupoty zaczęłam ryczeć... Nie mogłam się opanować..
Kobiece serce silne jest jednak nie wszystko umie znieść:)

drpepper1
14-06-2007, 19:49
Był piękny upalny dzień, kiedy to mój mąż szykował się do egzaminu, a mnie sytuacja (wynajem) zmusiła do szybkiego odmalowania mieszkania... Otóż, kiedy to tak na drabinie wałkowałam sufit, strąciłam na siebie wiaderko z farbą... Kobieta ma specyficzny instynkt zachowawczy, który kazał mi pomyśleć: "Boże... Moje piękne ubranie...", a następnie: "Szybko do pralki". Słuchając zatem mojego niebanalnego, wewnętrznego głosu, czym prędzej zrzuciłam z siebie spodnie i koszulkę i wpakowałam je do pralkowego bębna... Proszek, płyn do zmiękczania tkanin, trochę kropel odplamiacza, wszystko musi być tak jak należy... Ustawiam odpowiedni program i włączam pralkę. "Jaka jestem zmęczona, myślę sobie" słysząc jak pralka zaczyna wirować... Powrót do kuchni, kubek gorącej herbaty... Nagle słyszę jak z pralki dobiegają jakieś nieznane mi odgłosy.. stuk , puk, cyk, cyk... Myślę sobie "wynajmujący pewnie coś nabroili i zepsuli pralkę... zadzwonię i powiem mężowi". I wtedy mnie olśniło: stuk, puk, cyk, cyk to nie było nic innego, jak telefon zostawiony w kieszeni pranych spodni... Niestety nie udało się go odratować... Ciekawa jestem co byłoby, gdybym nie dodała odplamiacza... :)

mejdejos
14-06-2007, 19:56
Opowiem historie dotyczaca mojego telefonu. Mialem stara nokie 3510i, ktora nosilem na szyji. Jednego dnia wracajac ze szkoly komorka zerwala mi sie ze smyczy i jakos nie fartownie upadla mi na stope, kiedy robilem krok. Zostala poniesiona ogromna sila odbila sie od chodnika jakies 30m (!) ode mnie i wpadla gdzies w krzaki. Nie moglem jej znalezc i dalem sobie spokoj. Jakies 2 miesiace pozniej wycieli te krzaki a moj telefonik nadal tam lezal:) choc nie nadawal sie kompletnie do niczego to i tak niebywale ze tyle tam przelezal
pozdrawiam

kolastynka
14-06-2007, 20:20
Siedzieliśmy wieczorem przy kolacji: ja, mąż i nasz czteroletni urwis. Rozmawialiśmy o tym, co nas czeka następnego dnia. Zapytałam moich chłopaków co chcą jutro na obiad zjeść, bo nie mam nic w domu i pomysłu też nie mam żadnego. Mąż zażartował, ze Cygan to na gwoździu zupę ugotował, więc ja sobie też poradzę. Wstałam rano wcześniej i nastawiłam wywar na pomidorówkę, którą miałam dokończyć jak wrócę z pracy. W porannym pośpiechu wyłączyłam wywar, szybko zrobiłam dziecku sniadanie i w biegu zdążyłam chwycić torebkę. Brak komórki zauważyłam dopiero w pracy, kiedy chciałam zadzwonić do przedszkola i powiedziec, że dzisiaj przyjadę później po synka. Jedyne co mi przyszło do głowy to to, że znowu mnie okradli i trzeciego telefonu w tym miesiącu mąż mi nie wybaczy. Dzień jakoś minął, odebrałam dziecko z przedszkola i powlokłam się do domu. Wykombinowałam, że najpierw zrobię dobrą zupę, a potem powiem mężowi. Nastawiłam wywar, dodałam koncentrat, przyprawy i wzięłam łyżkę żeby zamieszać. Nagle coś brzdęknęło w garnku i wyłowiłam.... mój ukradziony telefon. Stałam osłupiała z tą komórką na łyżce i pomyślałam, że z głodu to omamy mam chyba. Nagle do kuchni wkroczyli moi mężczyźni. Mąż zbaraniał, a syn zapytał, czy zupa dobra będzie, bo jak nie to on wie gdzie tato trzyma swoją komórkę. Spojrzeliśmy z mężem na niego pytająco, a on dokończył: "Cygan gotował na gwoździu, mama chciała na samych kościach ugotować, bo sprawdzałem rano co jest w garnku, więc żeby zupa była lepsza dorzuciłem komórkę. Ale nie jestem pewien czy jedna wystarczy, więc mogę jeszcze od taty pożyczyć. Ciężko pracuję w tym przedszkolu więc chyba mi się pożywny posiłek w domu należy, no nie?"

linka8
14-06-2007, 20:49
W bloku, w którym wynajmuję mieszkanie, był remont elewacji. Wiadomo, robotnicy rozłożyli rusztowania, tłukli się od samego rana, wszystko po to, by blok wyglądał lepiej. Mieszkam z chłopakiem. Paweł, pracuje często na nocne zmiany. Kiedyś musiałam pojechać do domu do rodziców, Paweł właśnie miał wtedy nocną zmianę. Wiedziałam, że wrócę wcześnie rano, kiedy Paweł będzie odsypiał noc. Postanowiłam zrobić mu psikus i wejść do domu przez okno. Weszłam więc z samego rana na rusztowanie i wchodziłam po kolejnych kondygnacjach na drugie piętro. Nagle z kieszeni wysunął mi się telefon. Upadł na blat rusztowania, odbił się i następnie spadł na niższe piętro/kondygnację i tak na sam dół. "Zaliczył" każdą kondygnację, ławkę i na koniec upadł na płytę chodnikową obok klatki. Całemu zdarzeniu towarzyszył mój okropny wrzask, który obudził sąsiadki, Pawła i zwrócił uwagę przechodniów. Było mi okropnie wstyd. Wyszłam na wariatkę. Pomijając fakt, że godzinę szukałam jednej części panelu i baterii, to nic złego się z nim nie stało. Trochę zniszczony panel i głośnik do wymiany. Do teraz sąsiadki się ze mnie śmieją, a robotnicy na noc usuwają drabinki, żeby nie przybywało amatorów nocnych eskapad po konstrukcjach rusztowań.

ajona
14-06-2007, 21:27
Od tamtego czasu minęły już 4 lata , ale pamiętam to jak dziś właśnie miał sie urodzić mój mały miś. Po wizycie mojego męża w szpitalu , poszłam z koleżankami do kaplicy na mszę. Kiedy ksiądż po mszy rozdawał obraski poczułam ,że właśnie odeszły mi wody i prawdopodobniez zaczynam rodzić. Wszczęto alarm, położna zabrała mnie na salę porodową. Moim największym zmartwieniem był brak osobistych rzeczy a najbardziej telefonu. Przeraziłam się ,że będę musiał rodzić sam , a tego obawiałam sie najbardziej. Wcześni z mężem ustaliliśmy, że będzie to poród rodzinny. Zawsze powtarzałam,że moge chodzic z brzuchem 2 lata byle by nie rodzić. Po paru mninutach położna przyniosła mi telefon, więc uradowana próbuje zadzwonić do męża z wiadomości aby wracał do mnie( 30 mninut wcześniej właśnie wyszedł), a tu katastrofa - bateria wyczerpana, rozpacz w oczach co robić , zaczynają sie skurcze, boli jak nie wiem co a mojego Zimutaka nie ma. Wołam siostrę pytam czy ma ładowarkę do Nokii 3310, bo muszę zadzwonić po męża, a ona na to "Kochaniutka nie wiadomo czy ty dziś urodzisz, pocierp 3 godzinki to wtedy zadzwonisz po męża, a ładowarkę mam daj telefon to go włączę".Mijały minuty , godzina , dwie, skurcze coraz silniejsze , a ja między nimi myślę o telefonie. Po 2 godzinach wołam "Siostro telefon", dostałam go , wiedz wybieram numer do Zimutka między jednym skurczem a drugim i mówię " przyjeżdżaj ja rodzę". Po 30m minutach był przy mnie, zawieźli mnie do pokoju rodzinnego i tak z mężem , telefonem rodziliśmy do 5.35, kiedy to pojawił sie nasz malec. Telefon oczywiście sie przydał do poinformowania najbliższych o narodzinach syna

sekkmet
14-06-2007, 21:41
Małgosia siedzi w pracy. Wpadła na genialny pomysł, że po południu ugotuje obiad (nie często jej się to zdarza) i tymże pomysłem postanowiła się natychmiast podzielić z Jasiem. Małgosia dzwoni do Jasia.

Małgosia: Rybusiu, czy ty masz ochotę na makaron?

Jaś: Z czym?

Małgosia: Z sosem, jak zwykle!

Jaś: Oczywiście kochanie, będę w domu po 19.

Coś Małgosi nie spasowało, bo Jaś nigdy nie zwraca się do niej per ,,kochanie" poza tym Jaś wydał się Małgosi jakiś taki zakatarzony.

Małgosia: Yyy, przepraszam z kim mam przyjemność?

Jaś: Z Rybusią!

Małgosia: Przepraszam, chyba pomyłka. Czy to numer 123 456 789?

Jaś: 123 tak, 789 tak, tylko się w środku pomieszało... ale kolacja aktualna?

Małgosia: Przepraszam najmocniej! Chciałam się połączyć z kimś innym.

Osobnik chcący się załapać na makaron: Nic nie szkodzi, może innym razem.

Małgosia: Innym razem na pewno, zadzwonię i uprzedzę :)

Osobnik chcący się załapać na makaron: Jak pani nie zadzwoni to się upomnę, wyświetlił mi się pani numer :)

Małgosia: Zadzwonię, zadzwonię...

Osobnik chcący się załapać na makaron: Dziękuję, miłego popołudnia życzę.

Małgosia: Dziękuję, wzajemnie :)



Chwilę potem Małgosia dzwoni do Jasia (wyjątkowo dokładnie wybiera numer).

Małgosia: Cześć, możliwe, że na kolacji będziemy mięli gościa...

madzia263
14-06-2007, 22:09
To było rok temu w lutym....Zawsze chciałam mieć czerwony telefon.W końcu znalazłam idealny maleńki i kobiecy samsung :) Byłam nim wręcz oczarowana. Potem nadeszły wakacje, wyjechałam na dwa miesiące nad morze do pracy....Pewnego dnia wybraliśmy się ze znajomymi na dłuższy spacer, telefon miałam w torebce. Lecz po pewnym czasie wymieniałam się sms-ami ze znajomym i włożyłam go do kieszeni spódniczki....Brzydzę się glonów, a koledzy wykorzystali to i obrzucali mnie nimi, a więc ja panikowałam.W pewnym momencie w akcie desperacji weszłam dowody, zapominając przy tym, iż telefon mam w kieszeni. Zorientowałam się dopiero jak już cały się zalał.Potem nawet suszenie suszarką nie poskutkowało ot taki był żywot krótki mojego telefonu...Choć nadal istnieje, gdyż służy jako zabawka dla mojego bratanka :)

Scols
14-06-2007, 22:51
Moj historia dotycząca pierwszego telefonu jest dość pechowa.
Historia wydarzyła sie prawie rok temu. Poszedłem do ERY wybrać sobie telefon na abonament. Wybierałem go prawie godzinę rozpatrując wszystkie za i przeciw. Wkońcu zdecydowałem sie na pięknego SONY ERICSONA. Oczywiscię podpisałem umowę na abonament za 40zł miesiecznie, zapłaciłem 99zł za telefon (cena promocyjna). No i wyszedłem z bananem na ustach. Poszedłem na przystanek autobusowy. A ze z reguły na przystankach jest nudno to wyciągnełem swoj nowy piękny telefonik i zaczełem klikac. Aktywacji numeru jeszcze nie było, nie mogłem wiec za duzo zrobic. Podjechał autobus, no to telefonik do kieszonki, reklamówka ery z kartonikiem wypełnionym ładowarką w rękę i heja prędko do autobusu. W autobusie ścisk , ludzie jeden na drugim. Dojechałem ! Prędko do domku. Już w samych drzwiach zostałem zaatakowany przez siostre. "pokaz pokaz co wybrałeś, pewnie jakiś szajs" No i co teraz? Ja do kieszonki a telefoniku niema. Zgupiałem. Siostra dalej głupie teksty " no pokaż wkoncu a nie se jaja robisz" a mi ciśnienie rośnie i łzy rozsadzaja oczy. Sprawdzam pudełko z reklamówki , a tam sama ładowarka.
No i tak sie nacieszyłem tym sonym ericsonem. Pewnie jakis kieszonkowiec autobusowy cieszy sie do dzisiaj z tego polowania. Polska to jednak dziki kraj, z wieloma dzikimi osobnikami :)
Na pocieszenie siostra dała mi swoja starą "cegłe" której nie moge nawet do kieszeni schowac bo ma antenke na 3cale :) No ale dobre i to abonament i tak musze jeszcze rok płacic i tak .

Pozdrawiam
SCOLS

serfeuszka
14-06-2007, 23:40
Mając niecałe 18lat,a było to 9 lat temu.. usłyszałam w lokalnym radiu pytanie konkursowe,nagroda-telefon.Nie zastanawiając się ani chwili złapałam za słuchawkę i tyrkam do radiostacji..Linia wolna!Po chwili byłam już na antenie i musiałam odpowiedzieć na 3 pytania.Gładko poszło i ....wygrałam!Poza anteną usłyszalam głos prowadzącego,iż mam się zgłosić po odbiór tu i tu,o tej i o tej;) Długo nie mogłam wytrzymać i już następnego dnia "poprułam" po nagrodę.Ku mojemu zdziwieniu-na miejscu otrzymałam plakietkę,z którą trzeba się zgłosić do sponsora(sklep firmowy).Pojechałam pod wskazany adres,a tam "oświecono mnie",iż telefon jest na abonament,ja go nie dostanę,bo zaświadczenie o zatrudnieniu potrzebne(człowiek się uczył jeszcze).Wkurzona wparowałam do domu i powiedziałam mamie,co jest grane.Po długich błaganiach wzięła papierzyska,dokumenty i pojechała po telefon ze mną.Podpisała umowę,zapłaciła symboliczne 1 zł i mogłam się cieszyć w końcu moją pierwszą w zyciu komórką-o ile pamiętam był to Panasonic GD20(czy jakoś tak :) ).A,że abonament i kosztów zbytnio nie pilnowałam,trochę się do zapłaty uzbierało.Obiecałam mamie,że zmieszczę się miesięcznie w 50zł..Słowa nie dotrzymałam i mamuś mi fona skonfiskowała :mad: dodając,że nie będzie co miesiąc z zamkniętymi oczami po rachunek za tel do skrzynki chodzić. Pozdrawiam!

assam
15-06-2007, 00:10
hej:) , moja historia miła miejsce gdy chodziłam do liceum. Główny wątek historii miał miejsce w ubikacji :) , hihi, poszłam do ubikacji "za potrzebą", ale na śmierć zapomniałam, że w tylnej kieszeni moich spodni MAM TELEFON!! Gdy zaczęłam sciągać spodnie telefon wypadł mi z kieszeni prostu do sedesuuuuu :p , a ja z ściągniętymi "gaciami", (spodniami) stałam jak wryta i parzyłam jak pływa w otchłani ubikacji. Po chwili zastanowienia włożyłam rękę do sedesu i uratowałam mój telefonik przed "falą" :p !!!!! hehe. Na szczęście tego dnia jechaliśmy na basen i właśnie tam wysuszyłam telefon suszarką, (działa do dzisiaj, ale niestety to już grat!!!)

Adoom
15-06-2007, 01:34
Moja historia z telefonem miała miejsce w Poznanskim ZOO.
Wtedy gdy,podszedłem z bratanicą(ma 2 latka) do hipopotama żeby pokazać Jej jaką ma duzą paszczę (telefon miałem w kieszonce górnej koszulce) na chylając sie wypadła mi nokia 6020 w prosto w paszczę hipcia i na dodatek jeszcze ktos dzwonił ,ale ubaw miała moja bratanica gorzej było ze mna wsciekły troszkę byłem. Dziwne że zwierze sie nie przestraszyło tylko ze złosci jak by atakował mój biedny telefon pożarł go. To cała moja historia telefonu nowego!

kaja240
15-06-2007, 08:16
Prawdę powiedziawszy to ta historia przytrafiłą się mojemu tacie. Jak co tydzień pojechał nad jezioro odpocząć i połowić ryby. Telefon zawsze ma przy sobie....więc umieścił go w górnej kieszeni swojej kurtki, gdy nachylał się telefon wpadł do wody i całkowicie się zamoczył. Po powrocie do domu, tato powiedział, iż telefon wpadł do wody i chyba już nie da rady go uratować. Postanowiliśmy użyć suszarki. Pomysł okazał się trafny, gdyż telefon zaczął działać. Telefon mojego taty jest chyba niezniszczalny:) Ma go już ponad 5 lat i wciąż chodzi bez zarzutu. Co nie oznacza, iż przydałby się nowy Samsung F300 :) :D

bartosinka
15-06-2007, 09:20
Wszystko zaczęło się w grudniu 2002 roku..
Dostałam wiadomość na czacie w telefonie komórkowym..
Napisał On.. zaczęliśmy rozmawiać skąd jesteśmy.. okazało się, że mieszkamy w dwóch różnych częściach Polski.. i dzieli nas 360km.. ale bardzo dobrze się rozumieliśmy.. z założenia ustaliliśmy.. że będziemy przyjaciółmi.. nawet bez słów się rozumieliśmy.. wszystko toczyło się bardzo szybko.. pisaliśmy ciągle do siebie.. non stop z telefonem w ręku.. po pierwszym miesiącu wysłaliśmy do siebie ponad 1000 wiadomości; całe noce przegadaliśmy całe dnie.. spaliśmy z telefonami przy poduszkach..Wiecie jak to jest jak chcesz pochłaniać wiadomości o drugiej osobie.. nas poprostu ciągnęło do siebie..każdą sekunde chcieliśmy poświęcić na poznanie siebie..było to ważniejsze niż obolałe opuchnięte opuszki od pisania smsków.. a 14 lutego jak wiadomo w dzień Walentego powiedzieliśmy sobie KOCHAM.. oczywiście na początku w ogóle się nie zastanawialiśmy jak to będzie.. przecież nawet nie wiedzieliśmy jak wyglądamy.. ale wiedzieliśmy, że spotkało nas coś wyjątkowego.. byliśmy od siebie tak daleko.. a byliśmy siebie w zupełności pewni.. nie było zazdrości.. nie było podejrzeń.. była miłość.. i motyle w brzuchu.. przy każdej otrzymywanej wiadomości.. wiedzieliśmy jedno.. MUSIMY BYĆ RAZEM..
On przyjechał do mnie w kwietniu.. było nasze pierwsze spotkanie; od razu rzuciliśmy się w swoje ramiona.. nikt nie wierzył, że nam się uda.. nikt nie dawał nam szans.. a my wiedzieliśmy, że i tak będziemy razem.. spotykaliśmy się mniej więcej co dwa trzy tygodnie.. a nawet co miesiąc.. postanowiłam się wyprowadzić z mojego miasta.. i przenieść do niego.. gdzie zaczęłam studiować.. zamieszkaliśmy od października razem.. i jesteśmy już prawie 4,5 roku razem.. w dzień Św. Walentego będzie nasza 5 rocznica.. a 3 pazdziernika 4 lata jak mieszkamy razem..; Jesteśmy szczęśliwi.. i ciągle zakochani.. i każdego dnia nie możemy się sobą nacieszyć ! I dzięki temu co nas spotkało.. wiemy, że prawdziwa miłość istnieje.. i że druga połówka na każdego gdzieś czeka.. nawet na drugim końcu Polski.. a nawet świata.. trzeba być cierpliwym.. i nawet nie wiadomo kiedy.. a sama zapuka do twoich drzwi.. telefonu.. bądź komputera… Ja moge tylko dziękować, że technika poszła tak do przodu, że mamy dostęp do internetu, do telefonów komórkowych, komputerów... bo dzięki temu postępowi mogłam znaleść swoją drugą połówkę.. kocham i jestem kochana i najszczęśliwsza na świecie.. kiedy każdego dnia są mi okazywane uczucia.. kiedy każdego dnia czuje i wiem, że jestem najważniejszą osobą na świecie.. najważniejszą dla niego... on dla mnie.. :)

MLena16
15-06-2007, 09:32
To była dosyć śmieszna historia.
Zawsze noszę przy sobie torebki: nie ważne czy duża czy mała. Po prostu je mam. No i któregoś pięknego dnia zadzwonił do mnie pewien chłopak i zapytał się czy pójdę z nim na spacer... Ja się zgodziłam i cała szczęśliwa zaczęłam się szykować. Ubrałam się po prostu świetnie ale był jeden problem... żadna torebka mi nie pasowała. No to telefon schowałam .. do stanika na środku, ponieważ byłam pewna że nikt nie zadzwoni.
On przyszedł po mnie i poszliśmy na na prawdę ruchliwe miejsce.. i kiedy on miał mnie pocałować to.. no cóż. Zaczał dzwonić telefon. Jednym słowem to wyglądało mniej więcej tak:
Zaczęły dochodzić dosyć głośne wibracje i piosenka Beyonce a co najgorsze... widać było skąd tp wszystko dochodzi, ponieważ miała wtedy jeszcze telefon Nokie 3220, czyli że po bokach świeciło mi się wszystko.. To był wielki wstyd.. ale do dziś się z tego śmieję.

guga
15-06-2007, 09:54
Moja historia jest nietypowa, ponieważ dotyczy braku telefonu i życzliwości innych ludzi. Wraz z przyjaciółmi wybraliśmy się na wakacje na kilkudniowy wypoczynek do domku wczasowego polozonego nad Tanwią w przepięknym Roztoczu. Domek stał w środku lasu. Wokół nas była woda, las i świeże powietrze. Po okolicy rozchodziła się muzyka puszczana przez biwakowiczów, do najbliższego miasteczka było kilka kilometrów a najbiższy sklep położony na skarpie zaledwie kilkaset metrów. Pod skarpę chodziliśmy prawie codziennie, spotykaliśmy się z bardzo ciekawymi ludźmi, leżeliśmy na trawie, piliśmy piwko i moczyliśmy nogi w lodowatej wodzie Tanwi. Gdy został nam tylko jeden dzień pobytu zrobiło nam się jakoś smutno, że musimy już opuścic ten piękny zakątek. Postanowiliśmy skontaktować się z rodzicami by przedłużyli nam pobyt jeszcze o kilka dni, bo oczywiście administrator tego domku był oddalony od nas o jakies 20 kilometrow a my zostaliśmy bez auta no i oczywiście żadne z nas nie wzieło telefonu, bo po co wakcje psuć sobie ciągłym dzwonieniem telefonu a zresztą w domku i tak nie było zasięgu. To był wielki błąd. Razem z koleżanką postanowiłyśmy, że pojdziemy do miasteczka do budki bo nie widzialysmy innego wyjscia. Podczas drogi pytałysmy się przechodzących tamtędy ludzi, czy mają komórkę i czy pozwolą nam z niej skorzystac. Wszyscy chetnie się zgadzali no ale oczywiscie nie bylo zasiegu, wiec szlysmy dalej. Spotkalysmy pare na rowerach, ktora z checia nam pomogla, szlismy tak razem az zlapalismy zasieg. Zadzwonilysmy do domu no i udało się!!! Wakacje przedłużone o kilka dni !!!! Para była tak miła że nie chciała od nas pieniedzy za polaczenie. Bylismy im bardzo wdzieczni za uzyczenie telefonu. Od tamtej pory zawsze telefony mamy ze soba zeby nie musiec prosic kogos o jego użyczenie. Ten dzień wspominam bardzo mile a najbardziej w tym wszystkim zaskoczyla mnie chec pomocy innych ludzi, widac nie wszyscy są bezduszni :)

szczesciara10
15-06-2007, 11:22
Hmm…. Przygoda z telefonem? Najzabawniejsza przytrafiła mi się jakiś czas temu. Właśnie pokłóciłam się z moim chłopakiem. Zawsze był zazdrosny, ale tym razem przekroczył wszelkie granice. Postanowiłam dać mu nauczkę. Okazja trafiła się przypadkiem i to wcześniej niż myślałam. Wybrałam się z koleżanką do naszej ulubionej knajpki. Zamówiłyśmy sok i zaczęłyśmy takie babskie pogaduchy. Kątem oka zauważyłam, że do lokalu wchodzi mój ex z kolegami. Nagle wpadł mi do głowy diabelski pomysł. Powiedziałam Beacie, żeby wyszła do toalety i puściła mi dłuższą strzałkę, tak, że niby ktoś dzwoni. I tak się stało. Udałam, że odbieram przystojniakiem rozmawiam z przystojniakiem równoległej klasy. Oczywiście głośno, żeby Łukasz nie miał wątpliwości. Pomyślałam: „a masz za swoje”. I nagle wprost do mojego ucha rozległ się dźwięk telefonu. Wystraszyłam się tak, że aparat wypadł mi z ręki i wylądował prosto w szklance z sokiem. Ogłuszona dźwiękiem odwróciłam głowę, a za mną rozbawiony stał mój ex. To była jego sprawka. Tak o to straciłam swój telefon, ale odzyskałam chłopaka. Ale na brak telefonu skazana jestem do dziś…

MARJANKA1
15-06-2007, 12:28
Na początku chciałabym zaznaczyć , że mój telefon jest ulubiona zabawką mojego młodszego brata, gra sobie na nim w różne gierki , ściąga mi dzwonki i tapetki. Po jego zabawie jest w nim wszystko poprzestawiane. A teraz do rzeczy :Moja przygoda z telefonem przytrafiła mi się niestety w kościele. Zawsze staram się mieć wyłączony telefon w miejscach , gdzie korzystanie z telefonu jest niegrzeczne, niekulturalne i niedozwolone. Jednak raz ! Sama nie wiem jak to się stało, że tego nie zrobiłam. Niedzielna msza, moment w którym idę do komunii świętej , cisza idę skupiona z rączkami złożonymi jak aniołek jestem już może druga lub trzecia. Aż tu nagle!!! Z mojej torebki przerażające MU ! MU ! MU ! MU ! tak okropnego wycia krowy chyba nigdy jeszcze nie słyszałam i reszta kościoła chyba też! Ja z tą torebką zwiewam prawie od ołtarza, ludzie i ksiądz się patrzą a to dalej MU ! MU! MU! przestał na szczęście zanim wybiegłam z kościoła. Było mi tak głupio, że ze wstydu już nie weszłam do z powrotem do kościoła. Czułam się jak ta krowa ! Dostałam taką nauczkę chyba na całe życie – teraz nie daję telefonu nikomu i pamiętam o wyłączeniu. Po tym incydencie za tydzień na drzwiach wejściowych do kościoła zawisła kartka z przekreślonym telefonem - narozrabiałam na całą parafię , czerwienię się ze wstydu nawet teraz, gdy to piszę!!!

keity
15-06-2007, 13:47
Moją najciekawszą historię z telefonem wspominam do dzisiaj. Był piękny jesienny dzień, słoneczko świeciło i podkreślało kolory liści które pospadały z drzew. Wracałam ze szkoły troszkę smutna, nie zbyt dobrze poszło mi w szkole. Kiedy tak wracałam przez park niechcący coś kopnęłam... podniosłam owy przedmiot. Był to telefon komórkowy, w niezłym stanie lecz bateria rozładowała się najwidoczniej z zimna. Miałam identyczny telefon więc podładowałam go w domu i włączyłam bo dowiedziec się czegoś więcej o osobie która go zgubiła. Wyszukałam numeru telefon w ksiązce i znalazlam kontakt "DOM". Bez chwili zastanowienia zadzowniłam i usłyszałam po drugiej stronie bardzo miły glos mężczyzny. Wytłumaczyłam gdzie znalazłam telefon i umówiliśmy się na kawe w celu oddania zguby. I Jaki był dalszy ciąg wydarzen? Spotkałam się jeszcze tego samego dnia z właścicielem telefonu i zamarłam z wrażenia. Wysoki, przystojny, brunet o niebieskich oczach, umięśniony... ideał faceta. Jemu chyba tez przypadłam go gustu :) Spędzilismy 6 godzin na rozmowie , było bardzo miło i sympatycznie. Poszliśmy na długi spacer do parku w którym znalazłam telefon i Paweł ( tak ma na imię mój narzyczony) spytał mnie czy zechciałabym zostac jego dziewczyną... Byłam szczęsliwa!! W sumie nie znałam Pawła długo bo jakies 6 godzin a rozmawialiśmy tak jakbyśmy się znali od małego. Jestesmy do dzisiaj szczęsliwą parą. Gdyby nie Telefon nigdyby byśmy się zapewne nie spotkali. I własnie temu małemu urządzeniu zawdzięczam wszystko co teraz mam. Pawła, którego kocham i fakt że za pół roku odbędzie się nasz, od długa wyczekiwany ślub.

myszaaa4
15-06-2007, 14:03
Dobrze pamiętam te upalne lato. Tamtego dnia długo się opalałam. Gdy mój chłopak Mateusz poszedł cos zjesc, strasznie zachciało mi się pic. Pomyślałam, że wysle mu SMS-a żeby przyniósł mi sok. Sięgnęłam po komórkę, wklepałam wiadomośc, wyślij do... No własnie. Mój facet zmienił numer na nowy, który musiałam wpisac z pamięci bo nie miałam zapisanego numeru w telefonie. Wysłałam. Po chwili dostaję odpowiedz:
" Jakiego soku? Pomarańczowego, bananowego czy może Malinowego? " Odpisałam:
" Bananowego, ale szybko bo zaraz się spalę!" I dostałam kolejną odpowiedz:
" A może chcesz gaśnicę?". Po chwili zdenerwowałam się już na maksa, bo mój facet przyszedł bez picia. Ja do niego, gdzie sok, a on, że nie ma pojęcia o co mi chodzi. Pomyślałam. że się zgrywa i obraziłam się. Po chwili przyszedł kolejny SMS: " To gdzie mam ci przyniesc ten Sok?". Zdębiałam... Do kogo wysłalam tamte wiadomości? Zaczęłam przepraszam Mateusza, wytłumaczyłam że pomyliłam numery. Ale on milczał. Wrescie naburmuszony powiedział że jestem niemożliwa że ciągle się obrażam na niego i... że może przez jakiś czas od siebie odpoczniemy... Wieczorem spacerowałam zapłakana po plaży. I wtedy zadzwonił telefon. " Co jest? Czekam z tym sokiem bananowym dla Ciebie- usłyszałam głos faceta". Chciałam rozlączyc się... ale ten głos był taki miły i ciepły... Opisałam co się stało i że przez to pokłóciłam się z chłopakiem. Wtedy zapytał: " A może spotkasz się jutro ze mną? ". Zaśmiałam się smutno ale zgodziłam się... Następnego dnia Paweł (bo tak miał na imię chłopak którego poznałam przez pomyłkę) przyjechał do mnie 300km z Warszawy z kartonem soku bananowego! Okazał się super facetem i od tej pory jestesmy razem. Dojazdy nie są łatwe, ale dajemy radę. Zawsze przyjezdza do mnie z kartonem soku bananowego :)

MJane
15-06-2007, 14:34
Mojemu lubemu zepsuł się telefon. Konkretnie to ekranik działał mu jedynie wtedy, gdy przyciskał kciukiem górną część obudowy. Kiedyś przy okazji jakiejś imprezki i sporej ilości alkoholu poruszony został temat tego właśnie telefonu. A mojemu lubemu wzięło się na żarty i zaczął opowiadać, że wmontował sobie czujnik linii papilarnych i telefon działa jedynie wtedy kiedy on go obsługuje, że jest to najlepsze zabezpieczenie obecnie na rynku i że w 100% pewne.. bla bla bla, gadka się kręci :) Ton wypowiedzi był ewidentnie żartobliwy. Oczywiście wszyscy znajomi wybuchnęli śmiechem i temat był zakończony...
...aż tu kilka dni później, podeszła do nas nasza koleżanka (nie do końca kumata) i rzecze w te oto słowa:
Wiesz co? Jesteś dupek! Ja tu kurde poszłam do salonu z telefonami i pytam się kolesiowi o ten czytnik linii papilarnych, a on do mnie, że czegoś takiego nie ma. Więc mu mówię, że kolega ma i powiedziałam mu jak to działa, a ten mnie wyśmiał i jeszcze kolegów zawołał żeby się z nim pośmiali.. nie mogłeś od razu powiedzieć że to ściema?

:) :) :)

Justa9
15-06-2007, 14:50
z moim telefonem było dośc smutno. Działo to sie akurat kiedy mój najdroższy miał przyjechać do Polski na urlop (przebywał od roku za granicą na misji) Bylismy za sobą ogromnie stesknieni. Przez tyle czasu nie moglismy do siebie dzwonic ani esemesowac, jedynie pisalismy maile i ogladalismy swoje zdjecia, kazde z osobna. Byłam taka szczesliwa ze go zobacze. Niestety pech chcial ze w dniu kiedy mial przyleciec do kraju musialam byc w pracy i nie moglam wyjechac po niego na lotnisko. I tu już moj najdroższy mial pewne podejrzenia ze coś krece i czy przypadkiem go nie zdradzam. Ale nic, mial zadzwonic jak tylko wyladuje. Z upragnienie mczekalam na telefon, nawet poszłam z nim do wc. I to bylo glupota z mojej strony. Telefon wpadł do zlewu z wodą. Byłam tak przerazona ze nie wiedzialam co mam zrobic. Złapalam telefon i wylecialam z biura w poszukiwaniu jakiegos fachowca telefonicznego. No i w tymn czasie akurat moj najdrozszy wyladowal i szczesliwy ze w koncu mnie uslyszy i niedlugo zobaczy dzwonil. Strasznie byl zły ze telefon byl wylaczony i ze nawet słuzbowego nie odbierałam. Wynikla wielka kłótnia, ze go oszukuje i takie tam. Ale tesknota nie pozwolila mu długo sie gniewac i teraz jestesmy razem szczesliwy a on obiecał ze juz nigdy tak daleko na tak długo nie pojedzie bezemnie.

fajna
15-06-2007, 15:07
kilka lat temu gdy wchodziła na rynek sieć IDEA zakupiłam telefon i kartę od nich! ceny były konkurencyjne wiec nie interesował mnie jaki maja zasieg! umówiłam sie z chłopakiem który nie był z mojego miasta. Nie w każdym miejscu miałam zasięg w telefonie dogadywałam sie z nim przez SMS-y jak ma do mnie dojechać! miał skręcić na pierwszym rondzie w lewo przejechać około 300 metrów koło szkoły skręcić w uliczke i jechać prosto. przypomninam ze pisałam to SMS-ami . następnym manewrem jaki miał wykonać to skręcić na światłach w prawo i jechać do pierwszego sklepu co bedzie przy drodzie i ja mniałam tam stać!!! :) czekałam zaim około 1 godziny bo nie mógł do mnie dojechać twierdził że nie może trafić z wielkimi nerwami poszłam tą drogą co mu tłumaczyłam, zeby go poszukać!! okazało się że dzień wcześniej pijany kierowca jadąc samochodem rozwalił światła i zostały one całkowicie zdemontowane bo zagrażały bezpieczeństwu na drodze!! a właśnie na tych światłach mój wymażony chłopak miał do mnie skręcić! któż to wie gdzie ten biedak pojechał i na których następnych światłach skręcił.!!!!??? :confused:
teraz już zasieg IDE(orange) juz jest dobry wiec mam nadzieje ze kolejne spotkania odbęda się !!

sweetXcassy
15-06-2007, 15:42
Do wymiany komórki miałam jeszcze 5 miesięcy . To właśnie wtedy miała mi się skończyć umowa z pewną siecią . A to, że zawsze lubię wiedzieć "co jest halo", wiedział każdy, więc ja nigdy nie rozstawałam się ze swoim mobile phone. Pewnego dnia, gdy byłam w wannie, jak zwykle dostałam kilka smsów. Komóra leżała na pralce, toteż musiałam się troche nagimnastykować, by po nią sięgnąć . Gdy już miałam fonika w dłoniach, zdałam sobie sprawę, że są one (dłonie) całe w mydle, i ani się obejrzałam, a komórka wylądowała w wannie :D Of course, była już zdechła :eek: I to właśnie przydażyło się mi, komórkomaniaczce, która przez CAŁE 5 MIESIĘCY była zmuszona cierpieć z powodu utraty swojej komórki.

asikXdzy
15-06-2007, 16:02
Pamiętam jak nie mogłam sie doczekać pierwszej wypłaty, takiej wlasniej cieżko wypracowane, naturalnie nie siłowo bo jestem krucha raczeja,ale nie mniej jednak cieżko zarobionej....
od 3 miesięcy chodziłam "badałam grunt" rynków telefonicznych " tak żeby wiedziec co mi esie podoba i co bym chciala jak juz bede miala za co... no poniekad zeby miec telefon sliczniusi piekniusi poszlam do pracy.. ale bodzieć<hahaha> i znalazłam po jakims miesiacu... to bylo cudo stał na połeczce niczym królewna na polanie... kształty idealne... wymiary wrecz boskie... w ręku leżał doskonale...no poprostu sie zakochałam znalazlam swoi ideal po czym dosc szybko wrocilam do realiow gdzy zdzwonila moja osobista przenosna bódka telefoniczna... wracałam do domu już marząc o tym pieknym samsungu D500... hmm jakie to byly chwile jak sobie wyobrazalam jak sie czuc bede jak zmieni sie moje nastawienie do świata i ze naturalnie o niebo atrakcyjniejsza sie stanę w mig!! po kolejnych 2 miesiacach zycia tym ze idealnym aparatem nadszedl czas... nadeszła ta chwila... wyplata...pedem do sklepu... telefon stoi jak by czekal...jest moj mysle i trak sie stalo.... cala wyplata.poszla nie ma. ale jest on idealny piekny cudowny niezastapiony pierwszy moj wymarzony!! formatowanie baterii pierwsze rozladowanie no nie jestem wstanie jak opowiedziec to uczucie bo to przecierz byl tylko tel... dla wiekszosci dla mnie nie.... to byl TELEFON!!mialo to códo 3 dni.. kiedy kładłam sie spać leżał kolo mnie niczym szczeniaczek.. w nocy sie budzilam burza byla...prąd skakał... pić mi sie chcialo wstawałam nie mogłam spać... Rano sie obudzilam i widze ten moj skarb leży niwinnie w bez ruchu wsadzony do szklanki pełnej soku malinowego.... do dzis nie umiem sobie tego wybaczyc ze tak nie pomyslalam ze tak go stracilam.. nie obylo sie bez łez ale postanowilam wtedy ze zawsze bede miala juz Samsungi ale od tamtej pory nie bylo mnie stać na żaden telefon...chyba lepiej nie miec niż mieć taki który nie jest spełnieniem tego ideału... F300 jest idealny, dlatego bardzo bym chciala go wygrać:) moze bede miala szanse...choć nigdy nic nie wygrałam .. to moze raz sie los i do mnie uśmiechnie!!pozdrawiam:)

enigma10
15-06-2007, 16:15
Kilka lat temu przygarnęłam psa. Psa niszczyciela ;) , który przez wiele tygodni, z upodobaniem obgryzał wtyczkę od telefonu /takiego "tradycyjnego", stacjonarnego - pamiętacie jeszcze takie starodawne aparaty telefoniczne?/

Żartowałam i pytałam psa - czy dzwoni do swoich psich kolegów i umawia się z nimi na spacer w parku? A on tylko merdał ogonem.

W końcu wymyśliłam, że może psu nie podoba się dźwięk, jaki wydaje dzwoniący telefon. A że telefon był mocno wiekowy /jeszcze z tarczą, wykręcało się numer/ to kupiłam nowy telefon, z różnymi bajerami, ze ściszanym dzwonkiem itp.
I rzeczywiście telefon przestał psa interesować....za to strasznie spodobał się kotu i odtąd kot uczył ten nowy telefon latać.
Któregoś upadku z wysokiej półki telefon nie przeżył, więc musiałam zakupić nowy aparat.
Kupiłam - normalnie cud techniki, można powprowadzać numery telefonów i je poopisywać - co oczywiście zrobiłam.

I tak oto pewnego wieczoru dzwoni telefon.
Patrzę na wyświetlacz - numer telefonu mojej mamy.
Podnoszę słuchawkę i mówię:
- Cześć, mamo.
W słuchawce chwila ciszy. A potem niepewny głos mamy:
- Skąd wiesz, że to ja?
- Widzę - odpowiedziałam ze śmiechem.
Zapadła jeszcze dłuższa cisza.
- Widzisz???? A ja się nie uczesałam... - mama na to.

****
Długo nie miałam telefonu komórkowego, broniłam się przed nim rękami i nogami;) Znajomi podśmiewali się ze mnie, że jestem ostatnią osobą we wszechświecie, która nie ma komórki.
No ale ciężko żyć bez komórki, w końcu i ja musiałam ją sobie sprawić.

Tylko nie wiem, czy długo się nią jeszcze będę cieszyć, bo gdy tylko zaczyna dzwonić, to pies biega po domu z obłędem w oczach, jakby się spodziewał, że to do niego ktoś dzwoni. A kot - gdy tylko dorwie komórkę - to nadaje jej prędkości początkowej za pomocą łapy i obserwuje, jak komórka szybuje w powietrzu, a potem, po zetknięciu się z podłożem, malowniczo rozpada się na czynniki pierwsze;)
No cóż, komórka jeszcze działa, ale na ekraniku wystąpiły niepokojące plamy... opadowe? Czyżby mój telefonik dogorywał? ;)

wiki
15-06-2007, 18:33
Moja przygoda z telefonem okazała się niezłą wpadką.
Jakiś czas temu w radiu przeprowadzany był konkurs. Trzeba było zaśpiewać piosenkę i wygrywało się nagrodę rzeczową (np. aparat).
Więc dzwonię i dzwonię. Dodzwonić się nie jest łatwo, ciągle linia zajęta. Mija jakiś czas, jest, jest sygnał. Ktoś podnosi słuchawkę. Słyszę męski głos i nic nie myśląc mówię.
- Witam, chciałam zaśpiewać piosenkę Varius Manx "Orła cień" czy mogę.
- Dawaj.
Śpiewam i po chwili słyszę śmiech. Zaniepokojona pytam.
- Czy to radio?
- Nie, ale tak dobrze ci idzie, że możesz śpiewać dalej.
- ups. :)

kika
15-06-2007, 20:43
To była niedziela. Zapowiadał się upalny dzień więc postanowiliśmy z mężem zorganizować wieczorem grilla dla znajomych. No więc zostało zaproszonych pare zaprzyjaznionych osób w tym także moja kuzynka Kamila (jest stomatologiem), która jest posiadaczką telefonu Samsung X200. Wspomnę że ja również posiadam ten model telefonu (Ja pracuję jako kosmetyczka). Nawet mamy taki sam kolor obudowy. No więc co się stało z tymże telefonem? Już opowiadam. A więc zorganizowaliśmy tego grilla w ogrodzie, każdy zajadał się kiełbaskami, skrzydełkami i innymi specjałami, popijaliśmy procenty i zabawa była superowa. Gdzieś około godziny 1.00 w nocy towarzystwo postanowiło rozejść się do domów w tym także moja przemiła kuzynka Kamila. A więc co dalej z tym telefonem? Otóż - Kamila przed pójściem do swojego domku postanowiła wcześniej skorzystać z toalety i wychodząc z niej po prostu zgarnęła MÓJ TELEFON do torebki, który leżał sobie na szafce w przedpokoju bo myślała że to jej a znowu ten SWÓJ PRAWDZIWY zostawiła w ogrodzie na stole. (a ja myślałam że ten co leży w ogrodzie to jest mój i go sobie przygarnęłam).Tak więc nie wiedząc o tym przypadkowo pozamieniałyśmy się telefonami. No i wtedy to się stało. Jest poniedziałek rano, ja jestem w pracy a tu dzwoni telefon (nie wiedząc że to Kamili odbieram)
Mówię: "tak, słucham? "
Na to głos po drugiej stronie: "Dzień Dobry, czy można się umówić na wizytę do pani w przyszły wtorek?" (facetka myślała że dzwoni do stomatologa!!!)
Ja na to (jestem kosmetyczką!!!): "Ależ oczywiście, może być godzina 12.00?"
Na to głos po drugiej stronie: "Dobrze, wtorek godzina 12.00, będę na pewno. Dziękuję i do widzenia"
Ja na to: "Do widzenia i do wtorku"
I wyszedł z tego niezły pasztet bo pozamieniałyśmy się przypadkowo telefonami i pacjenci Kamili do mnie dzwonili żeby się umówić na wizytę stomatologiczną a znów moi klienci dzwonili do niej żeby się umówić za zabiegi kosmetyczne.
Gdy się skapnęłyśmy to nie mogłyśmy się powstrzymać od śmiechu. I teraz mamy nauczkę żeby uważać na te "nasze" telefony. A ta pani która do mnie dzwoniła oczywiście stawiła się we wtorek o godzinie 12.00 w gabinecie stomatologicznym u Kamili. Tak więc ubaw z tej zamiany był niezły :) :)

giovana8
16-06-2007, 01:36
Miałam wiele przygód z telefonem ale jedną zapamiętałam szczególnie. Dowcip mojego syna wielkiego fana Wisły Kraków, który jako dzwonek ustawił mi piosenkę „wielbiącą” ten zespół i jednocześnie szkalującą Cracovię (oba zespoły słyną z wzajemnej awersji do siebie).
Jadę tramwajem w rejonie słynącym z kibiców Cracovii, wypełnionym po brzegi młodymi ludźmi wznoszącymi okrzyki na cześć i chwałę swojej drużyny. I w tym momencie ich radosne okrzyki zostały przerwane moim nieszczęsnym dzwonkiem…ostrym, słownym najazdem i kulminacją Wisła TS ! Nie mogłam wydostać telefonu z torebki, zamek się zablokował…patrzyłam na grupę silną pod wezwaniem…a piosenka dudniła na cały tramwaj. Nastała cisza, bardzo niezręczna, patrzyłam na nich a oni na mnie niczym na wariatkę. Czułam się jakbym usiadła na gnieździe os, które czekały na sygnał do ataku, rozdrażnione na maksa. Próbowałam się uśmiechać czarująco, trzepotałam rzęsami, strzelałam miny i pragnęłam wysiąść jak najprędzej a dzwonek dudnił i dudnił…Wsłuchani stali i chyba sami nie wiedzieli co mają zrobić z kobieciną. Zamek nie puszczał, telefon wydzwonił wszystkie dźwięki których nie mogłam w żaden sposób zagłuszyć…a mąż rozpoczął następną kawalkadę bo usiłował się ze mną skontaktować. Miałam czarne myśli i marzyłam o chwili kiedy wysiądę…Wysiadając powiedziałam: -Przepraszam…i już mnie nie było.
W domu syn dostał taka burę że popamięta na długie lata…Teraz z tego się śmiejemy, bo jak przypominam sobie ich miny i pełną konsternację to nie mogę się powstrzymać…wzięłam ich przez zaskoczenie i to mnie uratowało przed ich reakcją. Bo kto o zdrowych zmysłach na ich terenie ustawia sobie taki dzwonek…tylko wariat.

Iwlin
16-06-2007, 07:43
Moja opowieść ciągnie się już 3 lata z jednym telefonem, a było to tak.
W roku 2004 zostałam zaproszona do mojej koleżanki, hmmm... tak naprawde przyjaciólki do Ameryki (Nowy Jork) na tydzień bo tylko tyle moglam wtedy mieć wakacji, wtedy pomyslalam ze taka okazja moze sie juz nigdy nie powtorzyc dlugo musialam sie starac aby zorganizowac pieniadze na bilety. Po ok. 2 tygodniach udalo mi sie zebrac odpowiednia sume pieniedzy, wiec nie zastanawiajac sie pobieglam kupic bilety na samolot. Wylot mialam juz nastepnego dnia rano wiec spieszylam sie z pakowaniem itd. Oczywiscie z samego rana prysznic bez sniadania bo pierwszy raz bede leciec samolotem i nie wiem jak to zniose a pozatym do Ameryki. Oczywiscie z calego tego podniecenia nie patrzylam na zegarek noi na lotnisku sie okazalo ze do odprawy mam jeszcze 2 h. gdzy sie juz wszystko zaczelo przechodzac przez bramke wyciagnelam wszystko z kieszeni i nawet nie zorientowalam sie ze nie mam telefonu (Samsung A 400... chyba)jak nigdy nic wsiadlam do samolotu ucieszona . I tu zaczyna sie najwazniejsze bo telefon zostawilam w restauracji na lotnisku gdzie znalazl go pewien chlopak ktory okazalo sie ze tez leci do N.J. tylko 30 min po mnie. Niestety juz mnie nie zlapal ale dal jednej ze stiuardes , oczywiscie tak jak kazdy facet spisal sobie wczesniej moj nr. tel.,twierdzil ze podobno po to by sprawdzic czy dostalam spowrotem ten tel. Tak, dostalam ten tel. ale okazalo sie ze on niestety nie dziala w ameryce bo nie lapal zasiengu czy cos tam podobnego. Ten oto chlopak dzwonil do mnie prubowal mnie znalezc ale na lotnisku nie podali mu moich danych , podobno prubowal tez przez ambasade ale nie znal moich danych itp. itd. Po przylocie do polski wlaczylam tel i naszczescie dzialal, ucieszona wsiadlam do taksowki i patrze dzwoni mi tel. odbieram a tu... odzywa sie znalazca mojego tel. I tak w ramach podziekowania umowilismy sie na piwko w pubie, on kupil kwiaty, ja staralam sie byc mila, i takim to sposobem mam od 3 lat stary choc w dobrym stanie telefon i juz narzeczonego za 7 miesiecy meza. I tak dzieki mojej "komureczce" za ok pol roku wyjde za maz za najukochanszego goscia pod sloncem.

izka
16-06-2007, 10:21
Moja historia z telefonem miała miejsce na imprezie ze znajomymi w dyskotece.
Wybraliśmy się tam aby się troszkę zabawić a mój telefonik wylądował w kuflu z piwem. BUUUU! Tak sobie pływał aż się " utopił".

karaska
16-06-2007, 13:49
Moja koleżanka ma bardzo śmieszne dzwonki na komórkę jeden bardzo mi sie spodobał i był naprawdę śmieszny, więc mi go przesłała. Na drugi dzień przed lekcjami zapomniałam wyłączyć dzwonków i na lekcji polskiego z moją wychowawczynią zadzwonił mi telefon, wszycy zaczeli się śmiać, a ja zrobiłam się czerwona jak burak. Zracji tego że moja wychowawczyni jest bardzo surowa zabrała mi tefefon i wpisała uwagę. Do końca lekcji siedziałam już cicho i nie odezwałam się ani słowem. :)

mXrcin
16-06-2007, 14:50
Heh ja miałem 2 dość ciekawe przygody z moim telefon.
1) Podczas odcedzania kartofelków bawiłem się telefonem i przez omyłkę telefon wpadł mi to klozetu, musiałem go wyjmować i oczyszczać z kału.
2) Kiedyś byłem tak nawalony, że zamiast papieru użyłem telefonu komórkowego.

viki1993
16-06-2007, 15:19
Ja dzięki telefonowi znalazłam chłopaka-trudno uwierzyć lecz to prawda- szłam kiedyś ulicą i nagle znalazłam b ładny telefonik wziełam i długi czas zastanawiałam się co z nim zrobic-gdy juz chcialam wyjsc na ulice,telefon zadzwonil a w nim glos jakiegos chlopaka-mowil ze ten telefon mu sie zgubil wiec dzwoni na ten numer:) potem spotkalam sie z nim aby oddac mu ten telefon.gdy bylismy juz na spotkaniu okazalo sie ze to moj kolega z klasy ktory zawsze mi sie podobał...do dzis jestesmy razem :p :)

anla
16-06-2007, 16:20
Z telefonami nigdy nie miałam żadnych problemów aż do chwili obecnej...dokładnie miesiąc temu gdzieś, kiedy były obchodzone juwenalia 2007 we Wrocławiu postanowiłam się wybrać jako studentka na tą imprezę...ustaliłyśmy z dziewczynami że tylko ja biorę torebkę...no i teraz to już żałuję decyzji. Przed imprezą postanowiłyśmy napić się jakiś babskich %. Kupiłyśmy sobie czerwone wino i babską nalewkę z mniemianiem że usiądziemy sobie gdzieś i wzniesiemy parę toastów ;) no i dziewczyny stwierdziły po kupnie że włożymy dwie butelki do mojej torebki po co nieść...tam też był i mój telefon...samsung k700i na którego zbierałam długo. po przejściu zaledwie 300 m poczułam nagle że puściło ramiączko od torebki. nawet nie zdązyłam złapać jak torebka znalazła się na podłodze i usłyszałyśmy brzdęk rozbijającego się szkła. cóż pierwszy mój krzyk: "portfel! telefon!" --- portfel został uratowany, telefon niestety nie...po wyjęciu go..ciekła z niego zmieszana ciekawa substancja o nieprzyjemnym zapachu. nie pomogło suszenie. cóż...potem mój kolega próbował go ratować ale ostatecznie stwierdził: "słuchaj jesli ja go rozkreciłem i czysciłem wszelkimi sposobami ale po otwarciu moim oczom ukazało się wszystko zalepione cukrem to czego Ty dziewczyno oczekujesz? " :D cóż...zachciało się picia...telefon się zbuntował...

kara
16-06-2007, 16:24
Moja przygoda z telefonem zdarzyła się dość dawno. Chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej. Pod choinkę dostałam swój pierwszy telefon komórkowy - siemens niebieski z klapką, modelu nie pamiętam. Cudo - pierwszy telefon w klasie, ale do rzeczy. Pojechaliśmy z klasą na wycieczkę do Oświęcimia. Po zwiedzaniu mieliśmy czas dla siebie. Gdy opuszczaliśmy budynek mój telefon zaczął dzwonić, ale tak głośno, że wszyscy patrzyli tylko na mnie. Z nerwów nie umiałam wyciągnąć go z plecaka. Lecz gdy już udało mi się go wydobyć ktoś mnie popchnął i mój nowy telefon w dwóch częściach wylądował na chodniku, nadal dzwoniąc. Chwyciłam dwie części do rąk i nie wiedziałam do czego mówić a czego słuchać. Telefon posklejałam taśmą klejącą i oddzwoniłam do mamy, bo kto inny mógłby dzwonić. A za swoją nierozwgę z takim poklejonym telefonem nie mogłam rozstać się przez całe dwa lata.

wichmag
16-06-2007, 16:33
Był to naprawdę pechowy dzień gdy szłam do sklepu akurat padał deszcz a w ręce miałam telefon komórkowy. zapomniałam schować go do torebki bo akurat ktoś dzwonił.więc gdy tak szłam i rozmawiałam przez telefon ktoś mnie popchną i mój telefon wpadł do kałuży i uderzył ob kamień który leżał w tej kałuży i się cały połamał tak się zdenerwowałam że sama wpadłam do kałuży od tamtej pory nie mam telefonu. tak wyglądała moja historia z telefonem.

kr0pka
16-06-2007, 18:18
Na pewno każdy z Was słyszał o filmie "Nieodebrane połączenie". Osobiście uwielbiam azjatyckie horrory i niemal każdy wywołuje u mnie nocne ataki strachu, itp ;> Tym razem jednak za pośrednictwem wspomnianego przeze mnie filmu dość ostro wystraszyłam się w dzień ;> Historia ta jest dość krótka, jechałam z rodzinką samochodem i nagle poczułam wibrrracje.. Patrzę na telefon - numeru nie było w mojej książce telefonicznej, ale przyglądnęłam się cyferkom i skądś wydawał mi się znany ten numer.. Po chwili zorientowałam sie, że był to mój numer! Pokazałam bratu żeby się upewnić czy coś jest nie tak z moim wzrokiem czy coś, ale on potwierdził moje przypuszczenia... Kazał mi odebrać, no ale ja już za bardzo byłam zeschizowana przez te horrory i nie odważyłam się... Wiem, brzmi dziwnie, ale to nie pierwsza taka historia. Innym razem, podczas rodzinnej imprezy nagle zadzwonił mi telefon, patrze a to numer mojego wujka, który siedział obok, a jego telefon był w kurtce, którą zostawił w innym, pustym pokoju... Po chwili telefon przestał dzwonić, na wyświetlaczu pokazało mi się: "nieodebrane połączenie wujek Sławek godz. 15.13", a co najlepsze, była wtedy godzina 21 coś... Coś mnie straszy czy to tylko niedoskonałość owych doskonałych wynalazków ? ;>

Sandrina
16-06-2007, 18:42
Ja i mój chłopak mieliśmy swego czasu takie same telefony. Cudeńko do którego mam sentyment i do dziś go mam, chociaż już od dawna nie używam. Jedynym mankamentem była ciężko zdejmująca się obudowa, do której trzeba było mieć cierpliwość, dużo serca i podejście (najlepiej pod kątem ;) ).
W tym czasie w gronie znajomych odbywał się po ciuchu konkurs na najbardziej ekstrawaganckie miejsce na seks. Kiedy mój chłopak mnie odprowadzał wpadliśmy na pomysł, ze domowa piwnica może być jednym z takich miejsc. Pozostawał problem klucza. Wtedy na ratunek przyszedł nam oporny telefon. Weszłam do domu, w kuchni mam i babcia, ja sięgam po klucz, a na pytanie „Po co ci on?” odpowiedziałam bezceremonialnie : „Nie możemy otworzyć obudowy telefonu, a tym kluczem świetnie się ją podważa.”
Przez dłuższy czas prowadziliśmy w rankingu ekstrawagancji. Jak tu nie mieć sentymentu…

aka
16-06-2007, 20:39
Pewnego dnia dzwoni do mnie koleżanka. Odbieram i słysze jak krzyczy, nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi. Ja mówie spokojnie co sie stało. A ona, że zatrzasła się w windzie. Powiedziałam jej, że zaraz przyjde i zadzwonie po takich ludzi co sie zajmują zatrzaśniętymi windami. Gdy dowiedziałam się w jakiej jest windzie ubralam buty i szybko wyszłam z domu rozmawiając z nią jednocześnie przez telefon. Zaczęła panikować bo mówi mi, że ma klaustrofobie. Odpowiadam jej, że jeszcze będziesz sie z tego śmiała. Gdy dobiegłam do tego bloku patrze i widzę jak ona i koleżanki nagrały tą rozmowę na telefon i się śmiały ze mnie, że się dałam nabrać. A to nie było wcale śmieszne. Następnym razem gdy zadzwoni i powie to samo to jej nie uwierze, a okaże się, że naprawdę siedzi zatrzaśnięta.

Demento
16-06-2007, 23:23
Pamiętam swój pierwszy telefon-PANASONIC!!!!Kupiłam go od kolegi który powinien pracować w reklamie,kosztował 100zł,był długi,cieżki,miał antenke i wielkie rozmiary,ale mój własny i nie posiadałam się z radości że go mam tym bardziej że wiekszość moich znajomych już miała komórki.Wśród tych wszystkich zalet :D jego wadą było to że kazdy przycisk odbierał rozmowę także jeżeli pisałam smsa a w tym czasie ktoś puszczał strzałke tracił kasę a ja traciłam przyjaciela.Pewnego dnia słuchając w radiu listy przebojów lecial hit lata"Narcyz" zespołu Łzy wiec znajac słowa a przynajmiej część tekstu śpiewałam na całe gardło i pisałam smsa po pewnej chwili zorientowałam się że jestem połaczona i na podsłuchu z moim kolegą Arturem wiec ucichłam i się wyłączyłam.Po chwili dostałam od niego smsa z treścia:"Zrób coś dla muzyki-przestań śpiewać:)) teraz kiedy tylko się zobaczymy ja nucę pod nosem......

ushatek19
16-06-2007, 23:46
Moja historia z telefonem nie jest taka klorowa...
Jestem studentką i jak wszystkim wiadomo trwa sesja.Kilka dni temu miałam egzamin,który nie ukrywam był dla mnie bardzo ważny.Egzaminatorem był naprawde nie ciekawy typ...Zastanawiacie sie co ma do tego telefon komórkowy,a wiec to było tak.Z optymistycznym nastawieniem,poszłam na egzamin,jak zwykle torebka w niej telefon bo bez niego w dzisiejszych czasach to jak bez reki.Po drodze telefon do mamy"mamuś nie dzwoń dam znać czy zdalam".Wszystko ok telefon wyciszony wchodzę na sale, wchodziliśmy po trzy osoby.Położyłam torebkę gdzies z boku.Przystąpiłam do egzaminu(ustnego).Wszystko szło w miare ok, poprawne odpowiedzi na pytania...przyśpieszona akcja serca...aż do momętu w którym nie wiem jak i dlaczego mój telefon zaczoł wyć na całą sale...usłyszałam jakąs durną mp3,która posiadałam w swoim telefonie.W tym momęcie zamarłam.Myślałam ze padne i już nie wstane...koszmar.NIE WIEDZIłAM CO ROBIC!Dziewczyny znajdujace sie a sali chciały mi pomóc i wyłaczyc ta PRZEKLETA muzyke...niestety...nie dały rady...zaciął sie!!! Ten głupi durny wredny telefon się zaciął i grał...Profesor zaczął się denrwowć i komentowac, ja stałam i przepraszałam poleciałam do torebki i dopiero po wyjęciu BATERII z telefonu uciszyłam go.Ręce mi drżały więc to troche trwało.Roztrzęsiona jak galaretka przeprosiłam za wszystko i dodałam ze niemam wpływu na złośliwość rzeczy martwych...niestety... to nie pomogło :( profesor powiedział" tak oczywiscie rozumiem pania, dobrze pani idzie i dlatego do zobaczenia we wrzesniu"...Tak o był koszmar.Jako ze jestem wrażliwa osoba zniosłam to bardzo źle.Później przypomniało mi sie ze moj telefon juz mi sie tak zacinał jak np ktos dzwonil on fiksował włanczało sie mp3 i potem wyjecie baterii tylko pomagało. Nienawidzę tego telefonu (motorola E1 ROKR)!!!TAK NAPRAWDE TO WALNELAM NIM TAK O PODłOGE ZE JUZ C SIE NIE NADAJE DO UZYTKU. Ten telefon popsuł mi moje plany, teraz porzyczyłam sie od brata jakis stary model.Jedno wiem -narazie nowego nie bede miec bo nie mam pieniedzy.Rodzice mi nie dadza bo egzamin nie zdany!!!!!!!!A ja wiem jedno na poprawke ide bez telefonu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!A zeby było śmiesznie ten cały dramat byl spowodowany przez telefon babci!!!To była katastrofa. A JAK JA SPOJRZE PROFESOROWI NA POPRACE W OCZY...NIE WIEM...MAM PECHA... EH...

illa
17-06-2007, 03:16
Dawno, dawno temu.. nie, nie! To jedynie 3 lata temu.. Upalne wakacje.. Ja i moja przyjaciółka, z czasów jeszcze beztroskich.. Zostawiła mnie, opuściła! Wyjechała za granicę, na wakacje..! Ponieważ rozmowy międzykrajowe sporo kosztowały, nasz kontakt ograniczał się jedynie do pisania sms-ów i puszczania "sygnałków", "strzałek", "krótkich", czy jakkolwiek inaczej to nazywamy... Męczyłam Ją, straszliwie! Brakowało mi naszych wspólnych rozmów, kobiecych plotek..szczególnie na temat mężczyzn! Było to już po kilku dniach owej tęsknoty, deszczowe popołudnie..jak zwykle puściłam "sygnałka", jednak odpowiedzi na niego się nie doczekałam.. Po chwili rozważań na temat, czym ona jest tak zajęta, usłyszałam dźwięk oznajmujący nadejście nowej wiadomości tekstowej... super! pewnie napisze, że tęskni! Ku swojemu zdziwieniu przeczytałam: "Ty to masz wyczucie! Jesteśmy w restauracji i właśnie chciałem zrobić zdjęcie ładnemu kelnerowi, ale mi przeszkodziłaś, grr!" Hmm.. "Jak to, jak to.. Jacek to miły chłopak - Twój chłopak! On tęskni i czeka, a Ty za innymi się oglądasz, oj wstydź się!" - jak pomyślałam, tak szybko napisałam... Po krótkiej chwili otrzymałam zabawną odpowiedź: "Jacek Cię nasłał? Pilnujesz mnie?! Znów była okazja by zrobić zdjęcie, a tu sms przyszedł i nic z tego!!" Hmm... no tak, ma się to wyczucie, w końcu o szczęście przyjaciółki i jej związek dbać trzeba.. Długo się nie gniewała, a nawet śmiała się z tego, jak wróciła, że jej dobrym aniołem jestem i upilnowałam przed głupotami i błędami młodości... Obecnie, od 3 miesięcy.. Jacuś i Dorota są szczęśliwym małżeństwem.. Nie trudno zgadnąć, co im podarowałam w prezencie.. Tak - telefony!! Jako straże ich wierności i gwarancja miłości.. Dorotka aluzję zrozumiała, Mąż jej określił to - smyczą ich małżeństwa - i chyba nawet nie wie, jak ogromną rację miał, prawda? :)

olka8922
17-06-2007, 08:49
Otoz tatus kupil corusi telefon w czerwcu na Dzien dziecka :) Dluuugo nie moglam sie nim nacieszyc, tym bardziej ze polowalam na niego od jakiegos roku, ale tera kupili bo stara kolekcja i byl za zeta xD Szanowalam, ani razu nie spadl, chroniony byl jak co najmniej jakies diamenty ;P Ktoregos pieknego dnia umowilam sie ze znajomymi na plaze. Mialam zamiar nie brac telefonu, poniewaz balam sie, ze wejdziemy wszyscy do wody, nikt nie bedzie pilnowal i ktos jeszcze ukradnie, lecz siostra chciala wykazac sie inteligencja i wsadzila mi do plecaka jako niespodzianka... Noo tak, poszlismy sie wszyscy kapac, siedzielismy w wodzie dobre 2 godziny... Gdy juz wrocilismy na koc okazalo sie ze niedosc ze nie ma pare plecakow to i ubran! chociaz wracalam z kocem obwiazanych na biodrach to i tak najbardziej bylo mi szkoda telefonu, a siostra? Niedosc ze miala ochrzan ode mnie to i tatus sie dolaczyl xD moj Siemens C60

iwiane
17-06-2007, 10:28
Komórka może wydać się komuś kiepskim sposobem na taką okazję, ale ja tak nie sądzę... Przez komórkę pierwszy raz usłyszałam, że Ktoś mnie kocha i ten Ktoś jest ze mną już od trzech lat i będzie do końca życia :) Lepszej przygody z komórką nie mogłam sobie wymarzyć... :*

Justyne
17-06-2007, 11:14
Witam ;) Tak sobie własnie przez przypadek weszlam na stronke Vivy i tu zaraz na sam poczateczek taki mily konkursik i piekna Beyonce :) Czytam sobie spokojnie historie kolezanek..niektore smieszne... inne niesamowite...czasem smutne...ale wszystkie fantastyczne i zaslugujace na wygranie wspanialej nagrody.Wlasciwie tez moge opowiedziec moja historie, mysle ze kazdy posiadacz telefonu komorkowego mial jakas przygode zwiazana z jego telefonikiem. Moja wygląda trochę na nieprawdziwą...ja jednak zapamiętam ja do końca życia...Zdążyła sie w II klasie liceum...załamana faktem, że chłopak, który strasznie mi sie podoba prawdopodobnie ma kogoś w swoim serduszku, siedziałam sobie w ciepły majowy dzień z niedawno dostany Sagem MyX-1 w rączce <to był mój pierwszy telefon i nadal go posiadam> marzyłam o jakimś przystojniaku i jak to czasem mi sie z nudów zdąża zaczęłam wymyślać jakieś numerki <anóż trafie heh> niestety sie nie udawało: tu jakaś kobieta...albo nie ma takiego numeru...czy tez poczta głosowa...pomyślałam, że to takie dziecinne lepiej pójdę zrobię coś pożytecznego heh po jakiś paru dniach dostaje smska od nieznanego numeru, czytam i jak sie okazuje mój numer zapisał się komuś na poczcie...pomyślałam nawet fajnie może kogoś miłego poznam...Kubuś z Rzeszowa uroczy chłopak <choć zdjęcia nigdy nie dostałam> trochę daleko <ja krk> ale pomyślałam co tam dla tak inteligentnego sympatycznego chłopaka można się wysilić...i sie wysilałam czasem za bardzo...pisaliśmy ze sobą 7 miesięcy nie wiedząc jak wyglądamy, Kuba nie chciał wiedzieć, a ja byłam taka zafascynowana :( to było takie ekscytujące, potrafiliśmy pisać nawet nocami...nigdy nie kończyły nam sie tematy, a ja przy czytaniu każdego smsika czułam "motylki" w brzuchu... niestety Kubuś nie czul tego i chyba nawet nie probował zmienić...zostawił...zapomniał...złamał serduszko i jeszcze trochę boli... zwłaszcza gdy wspominam te smski, które zachowałam, ale nie żałuje i kofam mój stary telefonik i nigdy z telefoniku komórkowego nie zrezygnuje :) pozwolił mi poznać cudowna osobę, która w serduszku będę długo 3mac
Życzę wszystkim osoba, którym uda wygrać sie to cudo aby dzięki niemu mogły nieraz poczuć sie naprawdę ważne i kochane. Pozdrowionka :)

mysha
17-06-2007, 11:36
Małgosia siedzi w pracy. Wpadła na genialny pomysł, że po południu ugotuje obiad (nie często jej się to zdarza) i tymże pomysłem postanowiła się natychmiast podzielić z Jasiem. Małgosia dzwoni do Jasia.

Małgosia: Rybusiu, czy ty masz ochotę na makaron?

Jaś: Z czym?

Małgosia: Z sosem, jak zwykle!

Jaś: Oczywiście kochanie, będę w domu po 19.

Coś Małgosi nie spasowało, bo Jaś nigdy nie zwraca się do niej per ,,kochanie" poza tym Jaś wydał się Małgosi jakiś taki zakatarzony.

Małgosia: Yyy, przepraszam z kim mam przyjemność?

Jaś: Z Rybusią!

Małgosia: Przepraszam, chyba pomyłka. Czy to numer 123 456 789?

Jaś: 123 tak, 789 tak, tylko się w środku pomieszało... ale kolacja aktualna?

Małgosia: Przepraszam najmocniej! Chciałam się połączyć z kimś innym.

Osobnik chcący się załapać na makaron: Nic nie szkodzi, może innym razem.

Małgosia: Innym razem na pewno, zadzwonię i uprzedzę :)

Osobnik chcący się załapać na makaron: Jak pani nie zadzwoni to się upomnę, wyświetlił mi się pani numer :)

Małgosia: Zadzwonię, zadzwonię...

Osobnik chcący się załapać na makaron: Dziękuję, miłego popołudnia życzę.

Małgosia: Dziękuję, wzajemnie :)



Chwilę potem Małgosia dzwoni do Jasia (wyjątkowo dokładnie wybiera numer).

Małgosia: Cześć, możliwe, że na kolacji będziemy mięli gościa...

Fajna historia, szkoda, że splagiatowana z blogu http://jas-i-malgosia.blog.onet.pl/1,AR3_2007-03_2007-03-01_2007-03-31,index.html

mysha
17-06-2007, 11:40
Kilka dni przed chrzcinami naszego synka moja złość na teściową sięgnęła zenitu. Ta kobieta wtrącała się do wszystkiego! Właśnie poinformowała mnie, że bez uzgodnienia z nikim wynajęła restaurację, w której ma się odbyć uroczystość po chrzcinach! Nie ważne, że wcześniej ustaliliśmy coś zupełnie innego! Mało tego, zmieniła w kościele godzinę chrztu, a krawcowi, do ubranka małego, kazała doszyć jakieś idiotyczne kokardki! Kokardki, dla chłopca! Rozumiem, że sama lubi wyglądać słodko i koronkowo jak beza, ale czy uważa, że wszyscy to lubią?!
Byłam tak wkurzona, że dym mi chyba uszami leciał. A że byłam w domu tylko z synkiem, tylko jedna myśl przyszła mi do głowy! Wypłakać się na ramieniu własnej, kochanej mamusi!
Wylewałam swe żale do słuchawki chyba z piętnaście minut, a mama słuchała.
Powiedziałam, że dość mam tej nadętej krowy z menopauzą, że nienawidzę, kiedy do wszystkiego się wtrąca, dyryguje moim życiem, że pewnie zawsze tak traktowała wszystkich w rodzinie i dlatego jej dzieci od niej uciekły. Że marzę, żeby wetrzeć w tę jej nadętą i nalakierowaną koafiurę dwie kostki smalcu i posypać to wszystko jedzeniem dla ptaków, żeby wrony i sikorki zrobiły z nią porządek. I że lepiej za męża by się wzięła, bo teściu tankuje jak mała lokomotywa…
Ufff… Ulżyło mi! Kiedy skończyłam, mama dziwnym głosem szepnęła, że musi kończyć i się rozłączyła. Zaczęłam mieć jakieś złe przeczucia, ale mały właśnie się obudził i musiałam zająć się przewijaniem i karmieniem.
Dopiero popołudniu przeżyłam szok. Okazało się, że mąż przez pomyłkę wziął moją komórkę, a zostawił swoją. A komórki braliśmy w promocji „dla dwojga” i są identyczne.
Różnią się tylko tym, że w jego pod hasłem „mama” kryje się teściowa!!!! A ja zamiast do mamusi zadzwoniłam właśnie do niej i puściłam jej litanię pełną brzydkich obelg.
Nie pomogły przeprosiny, ani prezenty. Mimo, że od tamtego dnia minęły trzy lata teściowa nigdy mi tego nie wybaczyła. Ale, na szczęście, nigdy więcej nie próbowała się wtrącać do naszego życia.

wienka
17-06-2007, 12:12
Moja przygoda z telefonem miała miejsce w czasie zakupów. Poszłam z kolezanką na zakupy i po wybraniu kilku ciuchów poszłam do przymierzalni. Po przymierzeniu ubrań i kupieni kilku pojechałyśmy do domu. A chce powiedziec że mieszkam jakieś 60 km od tego sklepu. Po powrocie do domu zorientowałam się że nie mam telefonu. Zadzwoniłam na swoją komórkę i odebrał ją jakiś pan. okazało sie że w przymierzalni wypadł mi telefon i pracownik sklepu go znalazł nastepnego dnia musiałam pojechac tam by go odebrac

anioola
17-06-2007, 12:33
Kilka lat temu, gdy byłam jeszcze posiadaczką telefonu Nokia 3310 zostałam zaproszona na spotkanie ze znajomymi. Gdy zrobiło się późno i doszłam do wniosku, że wystarczy mi już drinków na ten wieczór, wzięłam telefon ze stolika, kurtkę i torebkę i pojechałam taxi do domu. Przed snem popisalam kilka smsów z moich chłopakiem. Ponieważ nie mam dobrej pamięci do numerów, zawsze wybieram odbiorcę z książki telefonicznej. W tym przypadku "Misiu". Wiadomości od niego były lekko pikantne ;-) Co mnie zdziwiło, bo Wojtek jest raczej nieśmiały, ale nie ukrywam, że było miło z nim w taki sposób porozmawiać :-P
Następnego ranka o godzinie 7 odebrałam telefon od nieznanego numeru: "Cześć Ania, tu Beata - chyba wczoraj pomyłkowo wzięłaś mój telefon ze stolika zamiast swojego. Nie dzwonił może do Ciebie mój chłopak w sprawie wyjazdu?"
Przed ponowną wymianą telefonów, ustaliłam z chłopakiem Beaty, żeby nasze smsowe flirty nie wyszły na jaw ;-)

angelika1306
17-06-2007, 15:28
Zacznijmy od tego że nazywam sie Angelika i pozdrawiam komisje <lizus> ;)
No więc zaczeło się tak: rodzice wyprawili mnie na kolonie do upalnej Grecji. Bylo naprawde fajnie, gdyby nie ta upalna pogoda i klopoty z plywaniem. Naprawde marzylam o tym wyjeździe i nie moglam sie doczekac kiedy juz wyjade i bede sie smażyć na plaży. Wziełam dla szpanu moj telefon nokie 6103, żeby pstrykac zdjecia przystojnym grekom. ;) Pewnego pięknego dnia poszliśmy całą naszą grupą na zakupy, żeby kupić prezenty naszym rodzicom. Telefon miałam schowany w kieszeni i wcale sie o niego nie martwilam, ze mi wypadnie lub coś w tym stylu. Gdy byłam w pewnym sklepie poczułam brak mojego telefonu i zaczełam sie denerwować (rodzice by mnie zabili jak bym zgubila telefon) wiec szybko zaczęłam go szukać- bez skutku. Poszłam do campingu zrezygnowana. Na nastepny dzień nasza pani woła mnie do namiotu i pyta sie czy nie zgubiłam telefonu, a ja odpowiadam, że tak, a pani mówi, że jakiś chłopak przyszedł do campingu i jej dał. I faktycznie to był mój telefon cały i zdrowy. Okazało sie, że zostawiłam go w sklepie z pocztówkami, gdy wyciągałam portfel musiałam również wyjąć telefon i tam go zostawic. Sprzedawca zobaczył zdjecie z naszego campingu i adres wiec napewno poszedł i oddał telefon. Bardzo mu za to dziekuje. :D

Patusia24
17-06-2007, 18:11
Byłam wtedy jeszcze głupiutką dziewczynką,gdy chłopak kupił mi mój pierwszy telefon- siemens MC60, a ponieważ pochodziłam z biedniejszej rodziny była to rzecz dla mnie bardzo wartościowa. Właściwie to był rok,gdy weszłam w dorosłe życie -pierwsza praca, pierwszy chłopak... Rachunki telefoniczne miałam wysokie, ale ponieważ sama ich nie płaciłam nie przejmowałam się tym!
Do czasu...,gdy zostałam sama i żeby zapłacić rachunek musiałam sprzedać mój ukochany telefonik! Kupiłam nowy, najtańszy. Pamiętam tylko,że to był sagem,bo długo się nim nie nacieszyłam. Zwinął mi go kolega z pracy,a ponieważ byłam sprytna,szybko dowiedziałam sie, że to on...
No i ja telefonu nie miałam i on nie miał pracy... ;)

Kamila242
17-06-2007, 18:37
Moja historia jest tak nieprawdopodobna,że czasami mi samej trudno jest w nią uwierzyć.
Wszystko wydarzyło się 3 lata temu.Byłam wtedy na obozie,nad polskim morzem.Miałam ledwo skończone 18 lat,a wiadomo,że w takim wieku chce się szaleć i korzystać z wolności i nieobecności rodziców.Razem z kilkoma znajomymi w nocy wymknęliśmy się na plażę.Telefony były potrzebne,bo nikt z nas nie miał latarki.Okazało się jednak,że takich grupek na plaży jak nasza jest więcej,wiec przemieszczaliśmy się kilka razy.Zbieraliśmy wtedy cały swój ekwipunek,nie było zatem szans,żebym w ogóle mogła zauważyć,że mój telefon po prostu wypadł... Ale w końcu sięgnęłam do kieszeni i co?Nie było go tam!Wpadłam w panikę,ale najgorsze było to,że telefon był tymczasowy i pożyczony od mojej koleżanki.Zaczęła się akcja pod hasłem 'zaginiony telefon'.Każdy przemierzał kilkanaście metrów podświetlając sobie teren swoim telefonem,ale nie było szans,żeby go znaleźć na tak dużym obszarze i wśród tony piachu!Jak na złość nawet próby dzwonienia nie dawały efektów,bo po prostu komórka się wyładowała...
Wróciliśmy zatem do ośrodka,ale następnego dnia poszłam tam z koleżanką.Jeszcze raz przeszłyśmy tą samą trasę,ale bez efektów.Stanęłyśmy koło siebie zrezygnowane i wtedy moja kochana Agusia kopnęła w kupkę piasku leżącą obok niej i...ukazał się tam mój telefon!Szczęście moje nie miało końca.W zasadzie telefonowi nic się nie stało,ale chyba nikogo to nie zdziwi jak dodam,że telefon był właśnie marki Samsung:)

cukierkowa_pl
17-06-2007, 18:48
Zaczęłam od telefonu siemens m35i za którego dałam 399zł nowiutki z salonu ale kiedy to było ho ho.Telefon działa do tej pory moja mama go używa.Potem przerzuciłam sie na chwilę na nokie 3310 lecz jakoś mało ciekawa była, po kilka tygodniach zamieniłam go na nokie 5510 która była trochę cegło fonem ale klawiatura querty była ekstra, eski pisało sie elegancko jak sie doszło do wprawy to żaden słownik t9 nie nadążał za mną :D za tą nokie zapłaciłam 100zl od kumpla dostałam 2 baterie, kabel, słuchawki, program do kapa, przejściówkę do słuchawek i dwie obudowy tyle rzeczy za 100zł.No i teraz dostałam od taty nokie 6230 na razie jest fajna tylko słaby aparat bo 0,3MP i rozdzielczość 128x128 i strasznie ciężko sie przyzwyczaić do słownika jak kiedyś się miało klawiaturę querty. Ten telefon już mi dwa razy pływał.Raz nachylając sie nad wiadrem z wodą wypadł mi z kieszeni a drugi raz już nie pamiętam. Potraktowałem go suszarką, poczekałam aż wysechł i dziwne ze działał nic sie nie działo to chyba cud :) Raz moja kumpelka ze złości na mnie wyrzuciła mój telefon za balkon z... 4 piętra :) i też się nic nie stało! Cudeńko :)

AJSZA
17-06-2007, 19:21
Wracałam którejś nocy z imprezki taksówką, przy okazji podwozilam kolezanke Marte do domu. Marta zdazyla wysiasc z autka,a ja dostalam smsa od kumpeli,ktora jeszcze zostala w klubie "Powiedz Marcie,ze zostawila w mojej torebce swoj telefon". Nie zastanawiając się dlugo napisalam do Marty smsa "Zostawilas swoj telefon w torebce Anki",hihihi. Dodam,że jestem brunetką :p
POZDRAWIAM!

gati
17-06-2007, 20:03
Trzy lata temu- tuż po dostaniu nowego telefonu sony ericsson T68i zauważyłam , że mi się psuje. Wada polegała na tym, że mimo iż połączenia były realizowane- nic a nic nie słyszałam w słuchawce. Tak jakby wysiadł głośnik. Od czasu do czasu telefon w trakcie odbierania połączenia wydawał dziwne odgłosy. Na co mi telefon z którego nie można zadzwonić, pomyślałam.
Cała przygoda zaczęła się od salonu naprawy- telefon jako nowy posiadał gwarancję więc niechętnie zaniosłam go do naprawy. Wiązało to się z przynajmniej 2-tygodniowym jego brakiem i skazaniem na telefon zastępczy. Jakież było moje zdziwienie, gdy po określonym czasie poszłam go odebrać! Otóż w serwisie stwierdzono że telefon jest sprawny!!!! Mimo, iż obsługa salonu zgadzała się ze mną o jego ewidentnej wadze- nie można było dzwonić- nic nie dało się zrobić. Wysłałam go do naprawy po raz drugi. Wynik ten sam- telefon sprawny! Wysłałam go do naprawy po raz trzeci- telefon sprawny! Paranoja! Nie wiedziałam już co mam czynić! Po prostu załamywałam ręce! Nie wiem, co serwis miał na swoje usprawiedliwienie- prawdopodobnie poddawano telefon standardowym testom- które nie wykrywały żadnego błędu! W końcu sprawę wziął w ręce mój tata- może ja jako studentka nie budziłam zbyt wielkiego respektu. W końcu telefon był wysyłany do serwisu aż trzy razy!!!! Wracał zepsuty.
Po rozmowie z kierownikiem salonu (nie z pracownikami jak dotąd) i postraszeniem rozwiązania umowy- telefon został wysłany do naprawy po raz czwarty!!!! Pragnę dodać, że aby wykluczyć błąd określonego serwisu (każdy salon wysyła zepsute telefony do innych serwisów- w zależności od podpisanej umowy) byłam w różnych salonach!! Za czwartym razem badano mój telefon w inny sposób, jednak naprawa uszkodzonej części- najprawdopodobniej był to głośnik albo coś podobnego nie była możliwa. W końcu salon stanął na wysokości zadania i po 1,5 tygodniowym oczekiwania (wcześniej to były dwa- trzy tygodnie) zamienił mi telefon na nowy. Hurra! W końcu. Ile można czekać, aby mieć sprawny telefon? W moim przypadku było to długo!

gati

natalia999
17-06-2007, 20:34
Dziendobry.gdy Zobaczyłam Ten Konkurs Postanowilam Odrazu Napisać.po Pierwsze Dlatego,że Piosenkarka,która Reklamuje To Cudo:)ten Cudowny Telefonik Posiadający Tak Wielkie Możliwości,jest Moją Idolką.po Drugie Jestem Fanka Firmy Samsung I Marze By Posiadać Taki Telefonik.a Po 3 To Chciałabym Się Podzielić Niesamowicie Interesującą Historią Z Mojego życia.historia Z Telefonem To Nic Innego Jak !!!!!milość Mojego życia!!!.zaczeło Się To Następująco.wyjechalam Na Wakacje I Zapomnialam (jak Zawsze Coś:)) Zabrać Ze Sobą ładowarke.niestety Wypad Ten Trwał 2tygodnie Więc Niestety Bez ładowarki Nie Było Możliwości Przeżycia. Postanowiłam Pożyczyć ładowarke.szukając Osoby, Która Ma Taki Sam Telefon Jak Ja,samsung Bo Taki Posiadałam Akurat Poznałam Pewnego Mężczyzne....jak Można Sie Domyślać Jest To Mój Meżczyzna....niesamowite Było To,że Połączylismy Się Przez ładowarke I Telefon Samsung...do Tej Pory Wspominamy Ten Wypad I Powód Dzięki Któremu Się Poznaliśmy I Połączyliśmy.podczas Tego Pobytu Postanowiliśmy ,że Nie Bedziemy Sie Przejmować Faktem Iż Niestety Dzieli Nas Granica 400kilometrów I Spedzimy Jak Najlepiej Te Wczasy.niestety Nie Dało Sie Ukryć Ze Koniec Wakacji Zbliżał Sie Dużymi Krokami I Przyjdzie Czas Rozłąki.wymieniliśmy Sie Numerami Telefonu I Obiecaliśmy Sobie ,że Będziemy W Kontakcie.nie Obylo Sie Bez "zapominajki"...zostawilam Telefon I Wyjechalam....nie Wiem Jakim Cudem To Zrobiłam...widocznie To Oczarowanie Moim Narzeczonym Spowodowało ,że Zostawiłam Telefon.najgorsze Było To,że Telefon Kontaktowy Do Mojego Aktualnego Narzeczonego Był Zapisany Tylko W Telefonie Wiec Załamana W Pociągu Jechałam I Zaczelam Myśleć Co Mam Robić.niestety Nic Juz Nie Można Bylo Zrobić,ponieważ I On I Ja Byliśmy W Trasie.na Szczescie Wojtek Wyszukał W Moim Telefonie Mój Telefon Kontaktowy Domowy I Przedzwonił Do Mnie Nastepnego Dnia By Przekazać,że Ma Mój Telefon I że Napewno Go Prześle.podalam Adres Na Który Miał Przesłać.to Było Miłe Bo Kolejny Raz Go Usłyszałam,ale Cały Czas Myslalam Co Dalej,co Bedzie Z Nami...nastepnego Dnia Zadzwonił Dzwonek Do Domu....nie Mogłam Uwierzyc-w Drzwiach Zobaczyłam Wojtka...przyjechał Specjalnie Do Mnie By Przywieźć Telefon I Powiedzieć,że Bardzo Teskni I Chciałby Spedzic Ze Mna Kolejne Dwa Tygodnie I Kolejne I Kolejne:)oczywiście Zgodziłam Się.po Dwóch Miesiącach Pojechalismy Na Nastepne Cudowne,romantyczne Wczasy I Tak Juz Nasze Dwa Serduszka Zostaly Razem.wojtek Oświadczyl Mi Się Na Tych Wakacjach Teraz Po Roku Mieszkamy Juz Razem:)ja Przeprowadziłam Sie Do Jego Miasta A On Pomógł Mi Znaleźć Pracę.narazie Nie Planujemy Wesela,gdyż Nie Mamy Na To Finansów Ale Kto Wie,kto Wie...nie Zna Się Dnia I Godziny...może Wygramy Jakieś Pieniążki W Lotku I Wtedy Odrazu Wyprawimy Sobie Wesele I Pojedziemy W Romantyczną Podróż Poślubną...mam Nadzieje,że Ta Historia Urzeknie Również Państwa I Będe Szcześliwą Posiadaczką Tego Pieknego Telefoniku.trzymam Kciuki I Pozdrawiam Serdecznie Natalia.

blekitna10
17-06-2007, 20:39
pewnego popołudnia dostałam od nieznajomego numeru smsa takiej treści:
1 sms :"część kochanie!właśnie napisałam ten egzamin i jestem głodna jak wilk może poszedłbyś z nami na kebaba?"
odpisałam:"przykro ,mi ale to pomyłka"
2 sms:"No wiesz ..to może na pizze,będziemy czekać pod skarbonką"
odpisałam:"przepraszam ale pani pomyliła numery"
3 sms:"Marek,ale co ty jaja sobie ze mnie robisz,jak nie chcesz na pizze to możemy na coś innego.."
Nie miałam siły odpisywać i wkrótce zadzwonił mój telefon
ja:tak słucham ?
w telefonie:Kur...Nie dość że,pisze bzdury, to się jeszcze szlaja z jakąś babą !

:))
przez jakiś czas drżałam na samą myśl o tym, do czego potrafią doprowadzić pomyłki ;)

natalia999
17-06-2007, 20:43
:)czasem tak jest:):)najwazniejsze ze wszystko bylo wporzadku:)

nicole19
17-06-2007, 21:29
A wiec moja przygoda z telefonem rozpoczela na plazy podczas upalnego dnia.Z samego rana poszlam na plaze przutloczona,przepelniona smutkiem poniewaz nie mialam zadnej bliskiej osoby z ktora moglabym porozmawiac wszedzie chodzilam sama czulam sie jakby odrzucona przez spoleczenstwo.W ten sloneczny dzien szlam plaza gdy nagle natknelam sie na przepiekny glos muzyki latynoskiej dodam ze zawsze marzylam o milosci takiej jak w dirty dancing gdy doszlam na to miejsce zobaczylam ludzi ktorzy w rytmie latino tancza gdy nagle spotkalam fajnego chlopaka podszedl do mnie i poprosil mnie do tanca.cala noc przetanczylam z nieznajomym.Gdy nagle zniknal mi z oczu a wzraz z nim moj telefon komorkowy.Szukalam go wszedzie ale niestety nigdzie go nie znlazlam.Gdy na drugi dzien po powrocie do domu puka ktos do mych drzwi zapukal on-nieznajomy chlopak z ktorym przezylam najszczesliwsze chwile w ciaga calego mojego zycia.A jak mnie znalazl dzieki mojemu telefonowi ktory mi wypadl.Dzieki Bogu mialam w nim zapisany swoj adres.Jak sie okazalo moj nieznajomy zakochal sie we mnie od pierwszego wejzenia to zupelnie jak ja.Dzieki mojemu telefonowi poznalam milosc na dobre i zle.Jestesmy razem az do dzisiaj.

kamilka770
17-06-2007, 22:02
Moja historia z telefonem nie jest specjalnie nadzwyczajana ale napewno zapamietam ja do konca zycia. Dwa lata temu dostalam telefon od chlopaka bo smial sie ze mnie jak meczylam sie ze swoja stara nokia ktorej bateria byla trzymana przez gumke recepturke by telefon dzialal wlasciwie. Minął tydzien od otrzymania prezentu a ja pierwszy raz zapomnialam go wziasc ze sobą do szkoły. Po powrocie do domku zobaczylam swoj telefon rozebrany na czesci a raczej doszczetnie pogryziony przez mojego najukochanszego pieska. Pozbieralam to co z niego zostalo i zaczelam sie zastanawiac jak mam powiedziec mojej milosci co sie stalo z jego prezentem , nie wymyslilam nic sensownego wiec wydalam swoje odkladane pieniazki i kupilam taki sam. Zadowolona z siebie wrocilam do domu i udawalam ze nic sie nie stalo niestety historia powtozyla sie dwa miesiace pozniej tylko tym razem moj pies zalatwl telefon w nocy jak spalam. Tym razem musialam sie juz przyznac wiec powiedzialam chopakowi owszystkim nawet nie byl zly smial sie ze mnie final byl taki ze wrocilam do swojej starej noki ktorej pies nidy nie dotknal swoimi ząbkami.

Nadka173
17-06-2007, 23:00
Napisałam, bo jestem szczęśliwą posiadaczką samsunga :p , a Beyonce jest jedną z moich ulubionych piosenkarek... Więc rok temu, siedziałam sobie na plaży z kuzynkami i smsowałam z kolegą.. Jedna z nich zaproponowała żebyśmy zbudowały zamek z piasku.. xD Zgodziłyśmy się, bo zaczęło sie nudnawo robić... Oczywiście wzięłam ze sobą komórke.. Nową, bo miała 2 miesiące.. Siedziałam, przyglądałam się im i czekałam na kolejnego sms-a.. Poprosiły mnie żebym im pomogła.. Położyłam telefon obok siebie i zaczęłam pomagać.. Całkowicie o nim zapomniałam i jak skończyłyśmy zaczęłam rozpaczliwie go szukać... Nigdzie nie mogłam go znaleść.. :( W końcu poddałam się... Naszczęście na drugi dzień nie wiem jakim cudem ale znalazłam go.. :) Niestety... nie bardzo nadawał się do użytku... No i dzień po znalezieniu telefonu kolega oczywiście zapytał czemu nie odpisywałam... A gdy mu powiedzialam o zdarzeniu i pokazałam co zostało z komórki, wybuchnął śmiechem.

Basienka10
18-06-2007, 00:02
Swój telefonik mam już ponad 3 latka... :p od samego początku płatał mi figle! Och ile złości i kłopotów przez zawieszanie się, rozładowywanie i felerną klawiaturę musiałam znieść, mimo wszystko sentyment pozostał i tak trzymamy się razem do dziś właśnie, dlatego że dzięki niemu jest z nami ktoś jeszcze. By móc załatwić parę spraw przez telefon musiałam go wcześniej ładować i mieć nadzieję, że znowu się nie zawiesi. :eek: I tak pewnego razu na zakupach gadając bez opamiętania wpadłam na bardzo wesołego chłopaka. Przez moja nieuwagę zderzyliśmy się czółkami, co oboje wprawiło nas i w zakłopotanie i w śmiech! Zawstydzona próbowałam przeprosić a on po prostu poprosił o mój numer. I tu zaczął się kłopot, za każdą próba dodzwonienia się do mnie lub wysyłania smsa, mój telefon po prostu się wyłączał kasując przy tym ostanie połączenie lub treść wiadomości, dlatego nigdy nie podejrzewałam, że to właśnie on mógł zadzwonić. Minęło parę dni a mi totalnie wyleciała z głowy przygoda z zakupów, dlatego ogromną niespodzianką był dźwięk dzwonka i o dziwo telefon się nie zawiesił. Udało mi się wreszcie odebrać i ponownie usłyszeć głos chłopaka od niefortunnej stłuczki! Dziś jesteśmy razem: ja, Paweł i mój „niezawodny” C65 :D Tworzymy zgrana paczkę a telefon przestał płatać figle i pozwala mi odebrać połączenie od chłopaka! Chyba się polubili! :)

basiag6
18-06-2007, 08:29
Moja przyjaciółka dość długo broniła się przed kupnem telefonu komórkowego twierdząc, że nie jest jej potrzebny. Pewnego dnia zadzwonił mój telefon z nieznanego mi numeru. Odebrałam i usłyszałam podekscytowany głos przyjaciółki. - Wiesz, właśnie kupiłam sobie telefon, jesteś pierwszą osobą do której dzwonię.
Ucieszyłam się i spytałam : - a w jakiej sieci masz ten telefon? A ona na to: no wiesz, mam w motoroli.
Zatkało mnie na moment, po czym wybuchnęłam śmiechem. Przyjaciółka się oburzyła, myśląc że wyśmiewam się z jej wyboru. Dziś śmiejemy się z tego przy każdej okazji.

betty6
18-06-2007, 09:22
coż to było dostać telefon! Prawdziwa niespodzianka a jego chwilowa utrata to już zgroza! Poszłam na koncert znanej grupy w moim miescie w znanym lokalu i posiałam gdzies moją motorolę V3i! wróciłam do domu i zamarłam bo telefonu nie było! Więc zaraz biegiem wróciłam do na imprezkę! Po chwili zdumienia od wejścia do lokalu stwierdziłam że moje moto jest na stoliku! Aż mi dech zaparło że jej (motoroli) nikt nie wziął bo była w bardzo widocznym miejscu. Odetchnąłszy z ulgą wróciłam do domu ale w drodze powrotnej co chwilkę sprawdzałam czy mam przy sobie mój ukochany telefon który był troszkę drogi a jego strata byłaby wielka

betty6
18-06-2007, 09:27
coż to było dostać telefon! :D Prawdziwa niespodzianka a jego chwilowa utrata to już zgroza! Poszłam na koncert znanej grupy w moim miescie w znanym lokalu i posiałam gdzies moją motorolę V3i! :eek: wróciłam do domu i zamarłam bo telefonu nie było! Więc zaraz biegiem wróciłam do na imprezkę! Po chwili zdumienia od wejścia do lokalu stwierdziłam że moje moto jest na stoliku! :confused: Aż mi dech zaparło że jej (motoroli) nikt nie wziął bo była w bardzo widocznym miejscu. Odetchnąłszy z ulgą wróciłam do domu ale w drodze powrotnej co chwilkę sprawdzałam czy mam przy sobie mój ukochany telefon który był troszkę drogi a jego strata byłaby wielka :pAle coż era motoroli się juz konczy czas na jakąś nowosć

Gosia_22
18-06-2007, 10:48
Więc moja historia jest bardzo zabawna mam telefon samsung X480 ściągłam sobie na niego dzwonek true tone o dzwięku alarmu(syreny) kiedy jechałam z mamą autem zadzwonil mój telefon a miałam ustawiony właśnie ten dzwonek moja mama gdy usłyszała ten dzwięk zjechała na pobocze :p -ja wtedy zapytałam sie o co chodzi a moja mama na to ze karetka jedzie i trzeba zjechać na bok , gdy powiedziałam jej że to był mój dzwonek to ze śmiechem na twarzy odjechałyśmy -do dzisiaj śmiejemy sie z tej historii i krąży ona po całej naszej rodzinie:)

KaMcIa54
18-06-2007, 16:35
Ukjktfiutjhftu65ugfbdfg

KaMcIa54
18-06-2007, 16:46
Marzy Ci się telefon, który reklamuje Beyonce?

Weź udział w zabawie, i wygraj najnowsze muzyczne telefony SAMSUNG F300 oraz 15 zestawów nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.

Opisz najciekawszą historię, jaka Ci się przytrafiła z telefonem.

Na propozycje czekamy od 13 czerwca do 20 sierpnia 2007

Nagrodzimy najciekawsze pomysły.
Regulamin dostępny na stronie www.f300.polki.pl (http://www.f300.polki.pl/) w zakładce konkursy, przeczytaj: Regulamin konkursu (http://www.f300.polki.pl/)

Zasady konkursu:
1. Konkurs zostanie przeprowadzony na forum polki.pl.
2. Najciekawsze propozycje zostaną wybrane przez Konkursowe Jury.
3. Nagrody główne w postaci 3 telefonów Samsung F300 trafią do trzech osób, których propozycje będą najlepsze, kolejnych 15 osób otrzyma zestawy nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.
4. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Podczas rejestracji na forum należy podać prawdziwy adres mailowy, w celu uzyskania potwierdzenia wygranej.
5. Jury podejmie decyzję 23 sierpnia i prześle informacje do osób nagrodzonych z prośbą o podanie adresu wysyłki nagród. Nagrody wyślemy pocztą po uzyskaniu danych adresowych zwycięzców.





Moja historia jest zywym dowodem ze popisywanie sie jest kompletnie niepotrzebne.Zaczeło sie od tego gdy z moja klasa jechalismy statkiem do Wenecji.Przez pierwsze 10 minut wszyscy sie cieszyli i podziwiali widoki Niestety nietrwao to dlugo po tych 10 minutach chłopcy z mojej klasy musieli sie wyróżnic od tłumu czyli popisac sie.Zaczel wrzucac cos do tego morza (o ile wogłule to było morze) no i ja oczywiscie aby nieodstawac od swojej grupy tez zsie popisywac .Wyciągnełam cos z plecaka byłam pewna ze to baton no wiec rzuciłam.Po chwili zaczełam szukac telefonu ale nigdzie go niebyło.Kumple sie ze mnie smieli wiec zapytałam sie czemu sie tak śmieja.Odpowiedzieli mi że włAśnie przed chwilą własnoręcznie wrzuciłam mój telefon do tego morza .Nieuwierzyłam im ale top była prawda mój telefon teraz leży gdzies tam na dnie.Strasznie załuje ze musialam sie popisac bo był to mój nowy telefon chociaz taki sobie ale nowy .Czasami zastanawiam sie gdzie teraz ten mój telefonik leży KaMcIa

radosna_wiosna
18-06-2007, 17:57
Najdziwniejszą i najbardziej zapadającą w pamięć historię z telefonem miałam dość niedawno, jakieś dwa miesiące temu. Jestem osobą dość roztrzepaną, więc nigdy nie wiem, gdzie co położyłam i czy przypadkiem niczego nie zapomniałam. Mój chłopak o tym doskonale wie i to on najczęściej mówi mi, czego mam gdzie szukać.
Pewnego dnia byliśmy razem w kinie, później poszliśmy na spacer do parku. Było tak przyjemnie, że nie myślałam o niczym a zwłaszcza o telefonie, który gdzieś schowałam. Po kilku godzinach on poszedł na próbę swojego zespołu, ja zaś musiałam jeszcze zajechać do babci, żeby upewnić się, czy niczego nie potrzebuje. Cały dzień miałam głowę zajętą wszystkim, co mnie otaczało. Telefon nie dzwonił, ja też nie miałam żadnych pilnych telefonów do wykonania, więc nie myślałam o nim za dużo. było mi nawet przyjemnie, że nikt nie zasypuje mnie jak co dzień SMS-ami, choć z jednej strony szczerze mówiąc, zdziwiłam się lekko. Nie martwiło mnie to jednak zbyt długo. Zajęłam się tym, co robiłam każdego dnia - spotykaniem się ze znajomymi, pomaganiem mamie w zakupach, jednym słowem nic ciekawego. Dopiero wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi i zobaczyłam, że przed domem stoi mój chłopak. Wpuściłam go i zaczęłam rozmowę. Wtedy on wyjął z kieszeni mój telefon (?) i powiedział, że strasznie długo go szukał, że powinnam sprawdzać, gdzie chowam rzeczy, i że jestem bezmyślna. wtedy zapytałam skąd ma mój telefon a on zrobił oczy jak spodki. "To nie zauważyłaś, że ci się zgubił?" - zapytał. Wtedy opowiedział mi jak to było:
Na próbie zadzwonił do niego ktoś z mojego numeru i powiedział, że znalazł telefon na ławce w parku i postanowił zadzwonić pod najczęściej wybierany numer w historii połączeń. Mój chłopak czym prędzej się z nim umówił, jednak jako, że znalazca w tym czasie pracował(przez park przechodził, żeby mieć bliżej na przystanek), poprosił, żeby spotkali się w miejscu jego pracy, co okazało się drugim końcem miasta. Przedstawił się jeszcze i rozłączył. Mój chłopak powiedział kolegom z zespołu, że musi się urwać i poszedł ku ich niezadowoleniu, żeby znaleźć się w umówionym miejscu. Po drodze autobus, którym jechał nagle się zatrzymał i włączył awaryjne światła, a Kuba(mój chłopak) musiał czekać na kolejny autobus pół godziny. W międzyczasie jakiś pijany motocyklista prawie go nie rozjechał, zjeżdżając na chodnik tak, że minął go zaledwie o cal i sam trafił na ścianę budynku, stojącego przy tej ulicy. Chwilę później przyjechała policja, zaczęła szukać świadków, przy czym Kuba musiał długo wyjaśniać, że przyjedzie na posterunek później, bo teraz nie może. W końcu zmęczony Kubuś dojechał na miejsce, wziął od mężczyzny telefon, dziękując mu serdecznie, pojechał na posterunek, zdał relację z wypadku i zmęczony poszedł prosto do mnie, żebym się nie martwiła telefonem, przy czym bardzo się zezłościł, że tyle zrobił jednego dnia a ja nawet nie zauważyłam zginięcia cennego przedmiotu("Ciesz się, że trafiłaś na uczciwego człowieka, inny wziąłby telefon i pożegnałabyś się z nim na zawsze", "Następnym razem sprawdzaj dokładnie, gdzie go wkładasz, nie mogę być ciągle twoim aniołem stróżem" , "Nie, nie denerwuję się Myszko, wiesz, że Cię kocham").
Od tamtego czasu dokładnie sprawdzam, co gdzie chowam...a raczej staram się. Ilekroć gdzieś wychodzimy pytam Kubę czy widział może telefon. wtedy on patrzy na mnie z udawana złością i wskazuje miejsce położenia rzeczy.(Ależ ja go kocham :-) Mógłby nawet mieć jedno oko i słuchać Maryli Rodowicz a i tak mój Kubuś będzie dla mnie najważniejszy). ot, cała historia :-)

CEO
18-06-2007, 19:10
Miliony lat temu ludzie posługiwali się piktogramami. Z biegiem czasu stawały się one coraz bardziej złożone. Również we współczesnym świecie percepcja obrazu i jego zakodowanego znaczenia jest często substytutem myśli. Doskonałym przykładem tego są obrazkowe SMS-y, wygląd naszego telefonu czy nasz strój.
Znany amerykański antropolog Edward T. Hall zdefiniował kulturę jako komunikację, a komunikację jako kulturę. Normy społecznych interakcji i hierarchia wydarzeń, które zachodzą w danej kulturze, przejawiają się w także w gramatyce danego języka. Członków tej samej kultury łączy przede wszystkim podobny sposób działania oraz przywiązanie do jednakowych metod operowania znaczeniami. Pewnego dnia otrzymałam od koleżanki ze Stanów bardzo zabawnego SMS-a, który wyraźnie wskazywał na postępującą informatyzację kultury amerykańskiej.
SMS był zatytułowany "Chłopak 5.0". A oto jego treść : "W zeszłym roku unowocześniłam wersję mojej aplikacji "Chłopak 5.0" do "Mąż 1.0". Niestety zauważyłam, że nowy program ma ogromne zmiany w module finansowym oraz ogranicza dostęp do kwiatów i biżuterii. Dodatkowo program "Mąż 1.0” zdeistalował automatycznie inne programy jak na przykład : "Romanse 9.9" instalując w zamian "NFL 5.0" i "NBA 3.0" .
Od dzieciństwa uczyłam się języków obcych. Brytyjskiego angielskiego, rosyjskiego, niemieckiego (Hochdeutsch, dialektów alemańskich Schwyzertüütsch) i amerykańskiego angielskiego. Gdy zaczęłam zajmować się profesjonalnie negocjacjami międzykulturowymi i coraz więcej czasu spędzałam na podróżach zagranicznych oraz kontaktach z kontrahentami z różnych kultur zrozumiałam, iż granice naszego języka przesądzają o naszych granicach percepcji rzeczywistości.
Kultowe słowa Stanisława Barei ‘Co mi zrobisz jak mnie złapiesz’ doskonale opisują inną zabawną sytuację jaka zdarzyła mi się z telefonem podczas odprawy celnej. Tuż przed granicą wstąpiłam do sklepie wolnocłowym. Wybór win był ogromny więc zadzwoniłam do znajomego Niemca z prośbą by polecił mi jakieś. Pytałam o smak i liczbę butelek jaka można przewieźć. Mieszanina angielskiego i niemieckiego tzw. Denglisch jakim posługiwaliśmy się podczas rozmowy sprawiła, że doszło do pomyłki. Ale o tym dowiedziałam się dopiero od celnika. Gdy podszedł do mnie zapytał mnie czy mam trzy wina. Potwierdziłam, gdyż mój znajomy twierdził przez telefon, iż ‘dry’ ist ‘OK’. (taki napis ang. ‘dry’ – wytrawne widniał na butelce). Ja zaś skojarzyłam to w pośpiechu, iż mogę przewieźć przez granicę ‘drei’, czyli 3 wina (niem. ‘drei’ – trzy). Celnik wyjaśnił mi, że chociaż ‘dry’ is OK. to przez granicę mogę przewieźć tylko 2 wina. Razem przeanalizowaliśmy całą sytuację i okazało się, że czasem mózg staje się zawodny. Szczególnie, gdy rozmawia się w języku, który nie jest językiem ojczystym dla obu stron. Cała ta sytuacja skłoniła mnie do rozpoczęcia poszukiwania rozwiązania tej interdyscyplinarnej łamigłówki jaką jest uczenie się i rozumienie języka. Jednakże kontakty z native speakerami czy materiały źródłowe okazały się jedynie kamyczkami do mozaiki jaką jest przetwarzanie w mózgu ludzkim danych językowych. Jeżeli bowiem chce się zrozumieć proces rozumienia języka trzeba zastanowić się jakie znaczenie ma gramatyka a jakie słownictwo. Z czasem dotarłam do badań, które wskazywały na 3 fazy posługiwania się językiem. W pierwszej mózg analizuje strukturę gramatyczną zdania. Dopiero w drugiej fazie następuje analiza znaczeniowa wyrazów. W trzeciej fazie mózg 'dopasowuje' wyrazy do ich desygnantów i ustala strukturę zdania. Jeżeli nasz mózg zauważy błąd fazy natychmiast są przezeń powtarzane. Jak okazało się podczas powyżej opisanej przeze mnie rozmowy telefonicznej gorzej, gdy ich nie zauważy ... . Czasem więc lepiej napisać SMS-a.

monikaj5
18-06-2007, 19:25
moja przygoda rozpoczęła się w autobusie... Pewnego dnia, gdy wracałam ze szkoły, na sąsiednie siedzenie dosiadła się do mnie pewna starsza kobieta (troche dziwna, ale szczegół). Zaczęła o sobie opowiadać i o swoich wnukach... Po kilku minutach przerwałam jej rozmowę i przeprosiłam ją, gdyz przyszedł do mnie sms. Zaczęła się pytać, co to takiego jest (ten telefon). wytłumaczyłam jej, że można kontaktować sie z innymi ludxmi bez kabelka i że posłucham ja dalej, jak tylko przeczytam tą wiadomość. Oczywiscie starsza pani zgodziła się i powiedziała, jak skończę to żebym jej powiedziała. Jednak przeczytanie, napisanie sms-a i czekanie na odpowiedź zeszło mi trochę czasu. Starsza pani niecierpliwiła się, że tak długo zajmuje się jej sprawami i postanowiła działać... Gdy dojeżdżaliśmy do pewnej wioski, w której ta pani miała wysiadać zapatrzyłam się w okno, a ona na mnie spojrzała i ... wyrwała mi telefon z ręki, krzycząc, że jej wogóle nie słucham, nie chcę słuchać jej opowieści o wnuków oraz że nie interesuję się jej historią i że ta cytuje: "korurka" do niczego się nie nadaje. Krzyczala na cały autobus. Jednym słowem zrobiła mi jedna wielką kichę. Autobus był pełen ludzi... Wysiadając, pobiegłam za nią, aby oddała mi telefon. Lecz pani upierała się na swoim. Powiedziała, że jeśli zechcę jej wysłuchac, odda moja własność. Zakończenie tej przygody z tą starszą pania było takie, że musiałam wracać do domu na piechotę (20 km), gdyż autobusu juz nie miałam tego dnia. Z różnymi starszymi ludźmi sie spotykałam, ale ta pani przeszła moje najsmielsze oczekiwania. :)

Zuzulanka
18-06-2007, 19:41
Moja historia zdarzyła się mniej więcej rok temu.Właśnie gupiłam sobie nowy telefon,bo stary ktoś ukradł mi razem z torebką.Miałam nowy numer.Znało go tylko pare osób,rodzina,przyjaciele.Zaczełam dostawać różne smsy typu cześć pamiętasz mnie spotkaliśmy się w dyskotece itp.Najpierw myślałam,że to jakiś stary znajomy,ale potem gdy chłopak opisał mi siebie zdałam sobie sprawa,że nikogo takiego nie znam!!(On nie prosił żebym się opisała bo twierdził,że wie jak ja wyglądam).Bardzo miło gadało mi się i smsowało z tym chłopakiem więc kontynuowaliśmy znajomość :) Po pewnym czasie postanowiliśmy się spotkać!W bobliskim parku było kilka par ja usiadłam na ławce i czekałam po pewnym czasie zobaczyłam chłopaka,wysokiego szatyna w ciemnych okularach.Podeszłam i spytałam się czy ma na imię Bartek,powiedział, że tak i spytał się czy jestem koleżanką Zuzy, ja powiedziała że nie.I uświadomiłam mu,że ja jestem Zuzą.Okazało się,że ten koleś poprostu źle spisał numer komórki jakiejś innej Zuzy.Ale postanowiliśmy iść na umówioną randkę było bardzo miło,potem on postanowił zaprośić mnie na kolejną i potem znów.Aż w końcu po 7 miesiącach spotkań postanowił mi się oświadczyć.I dzięki mojemu nowemu numerowi telefonu za miesiąc wychodzę za mąż. :D I to była moja historia z telefonem :D

gostazja
19-06-2007, 01:21
moja historia z telefonem wydarzyła się w ubiegłe wakacje, w czasie gdy byłam na Przystanku Woodstock. Telefon SE K700i włączałam tam sporadycznie, rano i wieczorem aby zadzwonić do rodziców, ponieważ szybko sie rozładowywał...
a zatem z grupą znajomych w piątek przed rozpoczęciem woodstocku przebywaliśmy pod ASP (Akademią Sztuk Przepięknych) i gdy uświadomiliśmy sobie ze jest prawie godz 15 i festiwal rozpoczyna się, puściliśmy sie pędem pod scenę (był to dość spory odcinek). W momencie gdy ludzie zaczęli sie zbierać pod sceną niestety zauważyłam ze zgubiłam telefon, tzn musiał mi wypaść w czasie biegu
hmm...sam fakt zgubienia był dość przykry, ze względu na dużą wartość sentymentalną jakim darzyłam jego zawartość - zdjęcia, które były zrobione na przestrzeni 1,5 roku i niestety nie zrzucone do komputera, były już nie do odzyskania
oczywiście tliła sie we mnie jeszcze nadzieja że telefon odnajdę gdzieś w stercie kurzu, niewidoczny dla przechodniów, niestety poszukiwania okazały sie klęską, telefon przepadł na dobre, a zadzwonić na mój nr takze nie mogliśmy bo tel był wyłączony;/ Codzienne wyprawy do Biura Rzeczy znalezionych też nie były owocne, wiec z SE pożegnałam się na dobre, tzn tak myślałam...
po przyjeździe do domu i uświadomieniu mamy o zgubieniu telefonu (tata został poinformowany na woodstocku z obietnicą że nie powie mamie i pocisnął jej jakieś bajeczki że mi się wyładował) parę dni później na mój adres została dostarczona przesyłka z Wielkopolski w której był mój telefonik ten sam który zgubiłam, z tą samą zawartością. tata chciał mi zrobić niespodziankę i nie powiedział mi o tym że jeszcze w czasie woodstocku zadzwonili do niego ludzie z Poznania i poprosili o adres żeby odesłać SE (telefon taty mieli z mojej listy kontaktów która zapisuje sie automatycznie w telefonie) telefon był także z nienaruszonym stanie
po tym wydarzeniu naprawdę szczerze zaczęłam wierzyć w ludzką uczciwość hmmm...wspaniale jest spotykać na swojej drodze takich ludzi
dotąd wielu ludzi zadziwia fakt że odesłano mi taki telefon, gdyż taka historia i ludzie nie zdarzają się zbyt często.
ale także i innym ludziom życzę szczęścia w razie zgubienia telefonu

pozdrawiam

aguXqa
19-06-2007, 11:39
Moja historia z telefonem była bardzo śmieszna dla moich przyjaciółek, ale nie dla mnie;/

Byłam z kumpelkami w restauracji. Mój nowiutki telefonik wpadł do toalety. Szybko zorientowałam się, co się stało i rzuciłam się ratować mój telefon;p W tej chwili nie myślałam nawet o tym, że muszę ręką "nurkować" w muszli...heheh. Na szczęście udało sie go "wyłowić". Gdy go otwierałam, ze łzami w oczach, patrzyłam jak wylewa się z niego woda;/ Ktoś, kto przyglądał się tej sytuacji powiedział, żebym się nie martwiła, bo z telefonu można będzie zrobić "mini akwarium";p Na szczęście po wysuszeniu działał jeszcze przez krótki czas, w którym był mi bardzo potrzebny. Gdy opowiedziałam tą historię znajomym, wszyscy nie mogli opanować się ze śmiechu. Nazwali mnie "klozetowym ratownikiem";p Teraz zostałam bez komórki.....ale cóż, za błędy trzeba płacić.

lolusia
19-06-2007, 11:46
Może to i jest śmieszne ale ja przez kilka godzin niewiedziałam co z sobą zrobić po utracie mojego telefoniku. Zacznę tak pewnego dnia wybraliśmy sie z moim chłopakiem i moim kotkiem Zuzią na spacer do lasu On po prawej stronie za rączkę a kotka po drugiej na smyczy. Wszystko było w porządku do momentu gdy puściłam Zuzię aby sobie pobiegała (to bardzo grzeczny kot) i sama zaczełam sie wygłupiać z Sebastianem goniliśmy sie wygłupialiśmy aż w pewnym momencie zauważyłam że nie mam telefonu - a las był duży (wcześnij wyłaczyłam głos aby nikt nam nieprzeszkadzał-to był mój błąd :( ).
Niby zaczeliśmy go szukać ale nic z tego nigdzie go niebyło. W dodatku Zuzia też gdzieś pobiegła, byłam już załamana szukając 3 godziny telefonu i kotka....aż w pewnym momencie przybiegła Zuzia niezgadniecie co miała zaczepione na szyi....mój telefon w swoim pokrowcu niewiarygodne? Może i tak ale prawdziwe od tamtej pory nierozstaje sie z pokrowcem w którym jest mój kochany zurzyty staruszek telefonik :p Zuzia w nagrode dostała ulubioną porcje swej karmy ;) Pozdrawiam buziaczki :p

EMOnica
19-06-2007, 13:32
Obiecałam zrobić siostrze na urodziny tort. Siedziałam długie godziny nad książką kucharską, myśląc jaki przysmak powali gości na kolana. W końcu zdecydowałam się zrobić wielkie, piętrowe ciasto. W szczęśliwym dniu osiemnastych urodzin mojej siostry kończyłam ozdabiać tort wisienkami. Tłumy znajomych, jeden chłopak, któremu bardzo chciałam zaimponować. Biorę tort, wychodze do gości, a tu nagle....bip, bip. Dzwonek komórki dochodził z mojego kulinarnego dzieła! Bez zastanowienia zaczełam grzebać w malinowej masie szukając telefonu. Niestety nie dało się go uratować, chociaż ten ładny chłopak:) bardzo próbował pomóc mi go wytrzeć. Goście mieli świetny ubaw, ale zabawa i tak wypadła znakomicie:).

joannagralik
19-06-2007, 14:16
Bardzo pragnęłam mieć telefon komórkowy lecz z jednej pensji trudno było nam żyć co dopiero kupić telefon w dodatku jestem chora i nigdy nie będę pracować .Więc gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy pisać list do Świętego mikołaja moja córeczka wiedziała że maże o telefonie mąż też wiedział więc wszyscy napisaliśmy to samo. Po kolacji Wigilijnej usiedliśmy i zaczęliśmy oglądać prezenty jakie było moje zdziwienie gdy okazało sie że dostałam telefon .Radości nie było końca w pewnym momencie zauważyliśmy że telefon zniknął szukaliśmy go wszędzie ale nie mogliśmy go znaleźć no i nasz Reksio też zniknął nasz piesek szukaliśmy teraz psa i telefon około pół godziny ale znaleźliśmy zguby okazało sie że Reksio wziął telefon i schował sie w wózku z lalkami naszej córeczki cieszyliśmy się ogromnie że odnalazł sie Reksio z telefonu też i tak się skończyła ta historia. :p

Daariaa
19-06-2007, 14:22
A więc. :) moja historia z telefonem zaczeła się tak.
Oczywiście zawsze chciałam mieć telefon :D jak każdy ...
Pewnego zimowego dnia Św.Mikołaj przyniósł mi Samsunga D600
Ahh. jakie to było szczęcie odrazu poszłam do koleżanki i zaczełam się chwalić...
Opowiadałam jaki on to nie jest wspaniały. Ma kolorowy wyświetlacz i dzwonki MP3. Każdy mi zazdroscił patrzyli na mnie z podziwem jak rozmawiam , słucham dzwięków , gram :D
Miną tydzień a ja dalej nie mogłam uwierzyć że mam mój kochany telefon.
Wzdychałam gdy na niego patrzyłam. Lubiłam się nim popisywać.
Moje popisywanie nie skończyło się dobrze..
Pewnego razu wziełam telefon do kościoła.
Byłam z kuzynką która ma 2 lata wszytsko bierze do buźi.
Na kazaniu zaczeła okropnie krzyczeć dałam jej potrzymać mój telefon.
Nagle ona wsadziała go do buzi chcialam jej go wyiągnąć ale ludzie patrzyli na mnie jak na wariatke w końcu Jula ( moja 2 kuzynka) zdenerwowała się i rzuciła telefon na posadzke przed księdzem W ogromnym zdenerwowaniu wyszłam na środek i wziełam telefon on niespodziewaie zaczą dzwonić. w kościele zapanował cisza a ja stałam na środku jak burak nie więdząc co począć spalona ze wstydu wyszłam z kościoła. Rankiem dzowni telefon stacjonarny odebrałam i słysze niech będzie pochwalony jesus chrystus ;/ Ksiądz dzwoni wiedziałałam że będzie ze mną źle. Powiedział żeby moi rodzice przyszli do niego porozmawiać. Wieczorem gdy rodzice wrócili od księdza mieli poważne miny zapytalam co się stało co ksiądz mówił ? On zaczęli się śmiać
Nie wiedziałam o co chodzi. Opowiedzieli mi co się stało. Ksiądz pytał ich gdzie kupiłam taki wypasiony telefon . ; D na początku nie mogłam uwierzyć Powiedzieli że był troche oburzony że miałam telefon w kościele ale strasznie rozśmieszyła go ta sytacja gdy stałam jak śrotka marysia przed ołtarzem cała czerwona.

Daariaa
19-06-2007, 14:39
Święta ; )
No tak moja historia przytrafila się w święta.
A mianowicie było to tak.
Micła przyjechac do mnie rodzina. ogólnie wszyscy.
Przebieg spotkania w gronie rodzinnym zapowiadał się makabrycznie.
Zadzownilam po Koleżanki i poszłyśmy w teren.
Oczywiście wziełam mój telefon ze soba nie rozstaje się z nim.
Poszłyśmy się przejśc do parku oddalonym od mojego domu o 2 km w parku Agnieszce mojej Koleżance zachcialo
się siusiu. ; D a tam nic ani wychodka ani ToiToia. tylko krzaki
No więc poszła w krzaki cóż począć a takim momencie
Korzystając z okazji poszłam z nią połozyłam telefon na ławce.
Skorzystałyśmy i szczę śliwe i dosyć zmarznięte wróciłyśmy do domu. :D
Pokonałysmy już prawie 1,5 km znudzona rozmową z Agą zaczełam szukać telofenu
Szukam po kieszeniach i nic !
Mówie Do Agi
Ja: Aguś nie mam telefonu
Aga: HaHa jaja sobie robisz
Ja: Nie zostawiłam go w parku na ławce
Aga: To Choć wracamy.
Wróciłyśmy przychodzimy a tam jakiś facet po 40 bawi się moim ślicznym telefonem
Krzycze do niego Proszę Pana to mój telefon. a on w nogi zaczą uciekać Aga i ja szybko za nim. Rzucilam się na niego. Obracam go patrze to mój tata.
Okazało się że mnie śledził. Chciał sprawdzić gdzie jestem i dlaczego nie ma mnie z rodziną. Koszystając z okazji że zostawiłam komórke wzią ją i był pewien że po nią wróce. Po tej Histori zawsze Komórke zostawiam w domu.

Daariaa
19-06-2007, 14:51
Jestem osobą która zazwyczaj wszystko gupi. Mam wiele histori śmiesznych z telefonem a mianowicie Pewnego razu poszlam się przejść. Miałam w kieszeni prowiant i telefon szczęśliwa że już wiosna w podskokach gnałam przesz park. Nagle usłuszłąm takie bum byłam pewna że to mój telefon. szukałam go a poniewaz było tam dużo krzaków i pokrzyw stracilam nadzieje że go znajde. Ale szukałąm nadal cała poparzona wróciłam z płaczem wróciłam do domu opowiedziałam wszytsko rodzicom byli wkurzeni ten telefon miał zaledwia 4 miesiące. :( Codziennie chodziłam i go szukałam znalazłam wiele rzeczy np. batona zapalniczke papierosy gume do rzucia i pełną paczkę chipsów.
ale telefonu nie znalazłam. Wieczorem Mama robiła pranie Przychodzi do mnie do pokoju i mówi że znalazła telefon. Zdziwiona i zaciekawiona zapytałam gdzie ? czy była w parku ? Mama odpowiedziała że nie był w moich spodniach w dolnej kieszeni . okazało się że wurzucony przedmiot nie był telefonem tylko czekoladowym batonem :D odrazu mi ulrzyło byłam strasznie szczęśliwa.

n_talia
19-06-2007, 15:45
Uwielbiam długie paznokcie a moje pazurki nie były ostatnio w formie. Kupiłam więc tipsy i przystąpiłam do klejenia. Szło mi trochę nieporadnie, w końcu to był mój pierwszy raz. Po godzinie było po wszystkim. Nagle zadzwoniła moja komórka, mama chciała, żebym ugotowała ziemniaki na obiad. Po skończonej rozmowie uświadomiłam sobie, że nie mogę oderwać ręki od telefonu. Klej, który nie chciał trzymać tipsów świetnie skleił ze soba skórę i obudowe telefonu. Nie mogłam nic zrobić. Bałam się, że rozpuszczalnik zniszczy komórkę, użycie wody też nie wchodziło w grę. Musiałam przez tydzień siedzieć w domu i czekać aż klej straci swoje działanie. Rodzinka i przyjaciele mieli niezły ubaw. Nigdy więcej tipsów!!!

Aurelia1
19-06-2007, 16:05
Ostatniej zimy wraz z przyjaciółmi szukaliśmy jakiegoś przytulnego miejsca w górach na zorganizowanie Imprezy Sylwestrowej. Każdą wolną chwilę spędzałam w Internecie szukając jakiegoś wystrzałowego miejsca na bal. W końcu udało mi się znaleść coś naprawde interesującego, wiec pierwsze co zrobiłam to chwyciłam za tel i napisałam smsa do Majki mojej koleżanki o treści "Cześć! wreszcie udało mi się znaleść piękny, przytulny domek w Zakopanem. Mam nadzieje, że uda mi się go zarezerwować i w sylwestra zaszalejemy całą noc:)". I nie byłoby w tym nic dziwnego, tylko że zapomniiałam, że Maja zmieniła swój nr tel. Nie byłam pewna czy zapisałam ten jej nowy numer czy nie...w każdym razie zostawiłam sprawe ( nie dostając od niej żadnej odpowiedzi) i pomyślałam, że porozmawiam z nią kiedy się spotkamy na Uczelni.
Na drugi dzień dzwoni do mnie ktoś z nieznanego numeru. Odbieram, a tu jakaś wyraźnie zdenerwowana kobieta krzyczy do słuchawki pytając "kim jestem". Na co ja jej spokojnie odpowiadam " A z kim Pani chciała rozmawiać?". W tej chwili zostałam wyzwana od najgorszej ladacznicy co to z jej mężem sypia. Byłam zupełnie zdezorientowana, ale przecież wiem z kim sypiam:), więc odpowiadam rozmówczyni, że nie znam jej męża. Na to ona: " Tak nieznasz! to ciekawe dlaczego umawiasz się z nim na sylwestrowy dziki seks". Dopiero w tej chwili doszło do mnie że to jednak nie był aktualny nr telefonu Majki. Wytłumaczyłam Pani że to było pomyłka ale ona za bardzo nie chciała w to wierzyć ani mnie słuchać. Kilka godzin później dzwonił do mnie jeszcze niezbyt trzeźwy właściciel numeru majaczac coś pod nosem, że go żona zostawiła.
Pomyślałam, że nie ma to jak bezgraniczne zaufanie do swojego męża.
P.S Z tego miejsca chciałabym też zaapelować do operatorów, żeby tak szybko nie udostępniali numerów które jeszcze "chwilę" wcześniej należały do kogoś innego.

Inka56
19-06-2007, 17:13
To było tak: pewnego pięknego dnia 2 lata temu (w moje urodziny) dostałam wreszcie od rodziców nowy telefon. Poprzedni nie miał kolorowego wyświetlacza i takich tam bajerów, więc marzył mi się nowy. I oto jest! Zobaczyłam pięknego sagema my401x. Strasznie się cieszyłam. Praktycznie nie rozstawałam się z nim. Niestety mam niebywałe skłonności do gubienia różnych rzeczy lub po prostu zapominania o nich. I pewnego dnia tak właśnie się stało. Po lekcji wfu zauważyłam, że telefonu nie ma w mojej kieszeni. Spanikowałam i zaczęłam go gorączkowo szukać. Szukałam w szatni, na sali gimnastycznej, a nawet w łazience. Nistety ciągle nic. W akcie desperacji zajrzałam w końcu do wampirowni (tak mówimy na pokoj nauczycielski). I był tam! Leżał na stoliku, koło szafek nauczycieli. W pokoju nie było nikogo, więc pomyślałam, że ktoś znalazł mój telefonik i go tu przyniósł. Cała uradowana, truchcikiem wybiegłam z pomieszczenia. Nie zdążyłam jeszcze zamknąć drzwi, a telefon zadzwonił. Zdziwiłam się, bo nie znałam tego numeru. Odebrałam i usłyszałam jakiś kobiecy głos mówiący coś typu: "kochanie, gdzie jesteś? Przygotowałam pyszną kolację. Dzieci są u babci, więc mamy całą noc dla siebie". Kobieta urwała oczekując na odpowiedź. Spanikowałam i rozłączyłam się. No bo skąd miałam wiedzieć o co jej chodzi? Domyśliłam się dopiero wtedy, gdy usłuszałam głos mojego nauczyciela od wfu za sobą: "nie ładnie podsłuchiwać cudze rozmowy". Zawstydzona wybąkałam coś w stylu: przepraszam, myślałam, że to mój". A wtedy on wyjął z kieszeni mój telefon. Okazało się, że dałam mu go przed lekcją, żeby go popilnował! Kompletnie o tym zapomniałam! Czułam się naprawdę głupio. Ale jednocześnie chciało mi się z niego śmiać, gdy później oddzwonił do żony i tłumaczył jej się dlaczego się rozłączył i, że nie może dzisiaj wrócić wcześniej do domu. No cóż nocne plany nie wypaliły...;)

lososek
19-06-2007, 17:44
Miałam wiele ciekawych przygód z telefonem. Jednak ta jest chyba najciekawsza.
Byłam na wycieczce. To były przeżycia (dla mojego telefonu oczywiście). Schodziliśmy akurat z góry (taką stromą, kamienną drogą, a na samym dole czekał na nas strumyczek, taki wąski).Mieszkam w górach więc myślałam że jestem dość zwinna w chodzeniu po nich i akurat odpisywałam z mojej fajniutkiej Nokii na która składałam od roku. Nagle podwinęła mi się noga i powitałam się z kamyczkami twarzą w twarz. Oj bolało jak spadałam. a jeszcze bardziej bolało kiedy uświadomiłam sobie że tuż przede mną leci mój telefonik. Miałam szczęście w nieszczęściu bo kolega tuż przed strumykiem uratował mnie od wylądowania w potoczku głowa. Ale mój telefonik nie miał tyle szczęścia. wylądował w strumyczku cały potrzaskany.I jakby było mało , to kiedy dochodziłam by go wyjąć z wody nadeszła fala. Mnie oblała całą a telefon zabrała ze sobą. Ale cóż i tak mieliśmy iść z biegiem rzeki. Ja cała mokra szłam po wodzie bo lepiej widziałam czy nie ma w niej części mojej Nokii. Rzeczywiście zbierałam po częściach ten telefon ale w końcu miałam wszystko.Gdy doszliśmy do wynajętego domku postanowiłam sprawdzić czy nie da się wysuszyć mojej komórki. Byłam na tyle rozkojarzona że położyłam tylną klapkę na piecu.Ona od razu się stopiła. ale ja twardo wierzyłam że jeszcze nie wszystko stracone. Wysuszyłam Baterię i resztę telefonu, posklejałam taśmą ale się nie włączył. w dodatku na koniec wypadł mi jeszcze z ręki i rozbił mu się ekranik. To była pierwsza przygoda w której ja zawiniłam popsucia się mojego telefonu. miałam jeszcze przygodę w której kolega stracił mi telefon, albo ktoś mi go ukradł. Ale tamto to nie byłą moja wina. Ta historia była najgorsza. Chyba już nie mam szans na to by rodzice mi kupili telefon. Więc chodzę ze starym uszkodzonym Alkatelem za 4 grosze

justmar
19-06-2007, 21:10
Byliśmy na obozie wakacyjnym z naszą paczką .Dzień przed powrotem do domu kolega w nocy wyszedł do toalety i w czasie zalatwiania się wpadł mu telefon simens do muszli ( oczywiście on otym nie wiedział )załatwił swoje potrzeby ,a po czasie spostrzegł swój obsrany telefon .Wygrzebawszy go z muszli umył pod zlewem .O dziwo telefon działa do dziś.

bartoosz13
19-06-2007, 22:04
dostałem nowy telefon który bardzo chciałem była to motorolla v3. Kiedy wyszedłem z domu i szedłem do znajomych przez tory zauważyłem jadący pociąg zaczołem szybko przechodzić i telefon upadł mi akurat na szyny pociąg zgnótł mi telefon i teraz nie mam żadnego

neblinka
19-06-2007, 22:44
Ostatnio los nie był mi przychylny, miałam ciężkie dni w głowie roiło się mnóstwo pytań bez odpowiedzi :confused: .
Byłam "zakręcona" i "nieobecna" myślami :( do tego stopnia, że rozmawiając z mężem przez telefon gorączkowo zaczęłam go szukać po kieszeniach, przekładając z ucha do ucha.
Trwało to chwilkę w końcu zdenerwowana wykrzyknęłam do męża: "Zadzwoń za chwilkę, bo zgubiłam gdzieś telefon" :eek:
Zdziwiony mężuś zapytał: "A z czego teraz rozmawiasz" :rolleyes:
Nie było mi wtedy do śmiechu, poczułam się jak przysłowiowy Pan Hilary albo i jeszce gorzej.
Dobrze, że chociaż teraz mogę się uśmiechnąć pod noskiem na wspomnienie tej nieodległej historyjki

patika10
19-06-2007, 22:51
Tego co przytrafiło się nam nikt z nas ani z naszych znajomych nie zapomni w grupie mojich znajomych był pewien koleś którego szczerze nie lubiłam , za każdym naszym spotkaniem miałam ochote naprawdę mu przyłożyć . Kłóciliśmy się o byle co naprawie , dla naszych znajomych było to nie do zniesienia . Tak się dziwnie złożyło , że przy spotkaniu w kawiarni okazało się że zarówno ten "dziwoląg" jak i ja w ten sam dzień kupiliśmy sobie ten sam telefon , telefon o którym marzyłam od dawna :cool: myślałam że tego już nie zniosę i nagle w przypływie złości rzuciłam się na niego próbując wyrywać z jego rąk "mój" telefon ... w całej naszej szamotaninie stłukliśmy sporo szklanek aż w końcu nasze usta zetknęły się razem i na środku sali leżeliśmy mokrzy ale cali szczęśliwi całując się bardzo namiętnie :p jest powiedzenie "kto się czubi ten się lubi" a może kocha ?? a teraz łączy nas coś więcej niż ten sam model telefonu , jesteśmy parą i w dodatku parą która prawie nigdy sie nie kłuci , po prostu sie KOCHAMY . Jestem szczęśliwa , że tak się to skończyło

asiqXy16
20-06-2007, 10:25
mam problem z nadwagą i to duża, nie dawno kupiłam sobie nowy telefon który byl moim wymarzonym.Spieszyłam sie do szkoły,gdy nagle okazało sie że mam już wychodzić, a telefonu nigdzie nie ma, szukam i szukam i nic.Zaczełam płakać jak dziecko usiadłam na moje łożko i okazało że mam go w tylniej kieszeni spodni !!Zaczełam sie tak śmiac że nigdy tego nie zapomnę!!postanowiłam schudnąc i nosić telefon tylko w sylnej kieszeni!

Mieszek81
20-06-2007, 13:40
Wszystko zaczęło się w Dniu Zmarłych - wraz z rodzicami poszedłem na cmentarz. Przed wyjściem szybko włożyłem komórkę do kieszeni kurtki. Na miejscu tata poprosił mnie o zapalenie zniczy. Kiedy to uczyniłem, nachyliłem się nad grobem, by je ustawić... I nagle - trach! Telefon wysunął się z kieszeni i roztrzaskał na nagrobku!!! Stojący obok ludzie wybuchnęli śmiechem :( Szybko oddałem telefon do naprawy, kazali mi przyjść za kilka dni... Los chciał, że kilka dni później kumpela zaprosiła mnie na urodziny. W dniu imprezy, kiedy byłem zajęty przygotowaniami, do pokoju wpadł tata i dał mi telefon. Z zadowoleniem włączyłem go i spostrzegłem, że było strasznie późno! Złapałem kurtkę i wybiegłem! W połowie drogi zorientowałem się, że zapomniałem kwiatów... Było za późno, żeby wracać... Akurat przechodziłem koło cmentarza. Rozejrzawszy się dookoła czy nikt mnie nie widzi, zwinąłem ładną wiązankę kwiatów... Kumpela była w niebo wzięta do czasu, gdy dostrzegła wstążkę z napisem "Ostatnie pożegnanie"!!! Nie chciała słuchać wyjaśnień! Wróciwszy do domu spostrzegłem, że zegarek w telefonie się śpieszy... Wszystko przez tę technikę - straciłem i kumpelę i... imprezę :( :( :(

koteczek001
20-06-2007, 14:04
:) zdawalam ezaminy maturalne, wszystkie potrzebne mi materialy mialam na kompie, razem z prezentacja oczywiscie. komp mi sie zwieszał, telaen nawet zaczal wariowac, nie wiem jakim cudem pokasowaly mi sie nry tel w kasiazce a tu nie dosc ze komp siada to tel zaczyna wariowac, sam sie wylacza, wysyla wiadomosci, a ja bezbronna potrzebowalam pomocy, matura byla na dniach do zdawania.jedyny numer mi pomocny skasowany, a byl to nr do goscia ktury naprawia kompy. nie pamietalam dobrze jego nru wiec w ciemno pisalam esy i dzwonilam,oczywiscie nie trafilam na niego. yla to pomylka, ktora okazala sie najszczesliwsza pomyleczka w moim zyciu, przez przypadek skontaktowalam sie z zupelnie obcym chlopakiem, zaczelismy do siebie pisac, po jakims czasie spotkalismy sie, zakochalam sie, i tak jestesmy juz ze soba troche czasu. P.S. mature zdalam, mialam najwspanialszy doping pod słoncem, mojego kochanie , est szcześciem ktore zesłał mi los i muj stary szalony telefonik ;) ;) ;)

cinkowaty
20-06-2007, 15:36
Sarenka (nie mylić z Syrenką) :)
Początek mojej najciekawszej historii z telefonem komórkowym rozpoczął się pewnego pięknęgo, sobotniego popołudnia. Wybraliśmy się z grupką przyjaciół w "plener". Dziewczyny na piknik i grila, chłopaki na penetrację kilku okolicznych jaskiń. Wędrując wzdłuż lini lasu zauważyliśmy biegającą nerwowo sarnę, zakreślając nieduże koła wokół skały. Była to samica. Zaiteresowani niecodzienną sytuacją, postanowiliśmy sprawdzić powód dziwnego zachowanie zwierzęcia. Sarna nie uciekła, kiedy się do niej zbiżyliśmy, tylko czały czas zachowywqała dystans. Poszły w ruch aparaty cyfrowe. Po dojściu do skały ujrzeliśmy otwór i jaskinię. Zaczeliśmy z ciekawości po kolei zaglądać w głąb jaskini (na szczeście mieliśmy latarki wiedząc, że cześć męska miała oglądać jaskinie). Podczas przechylania się przez otwór ujrzalam dość płytką jaskinię z szeroką komora wewnatrz. Nagle poczyłam, że podczas przechylania się "bezpiecznie" ulokowany w górnej kieszonce wpadł do jaskini. Chłopcy tylko na to czekali, na wyścigi oferowali się, że odnajdą zgubę. Jeden z nich asekurowany przez pozostałych opuscił sie na dno jaskini w celu wyciągnięcia telefonu (dobrze że mieli sprzęt). Nagle ekipa znjadujaca sie na górze usłyszała krótki okrzyk (nie powtórzę bo "trzoszke" niecenzuralny) i straszny śmiech. W jednej chwli stało sie jasne zachowanie sarny. Na dnie jaskini w jej ciemnym kącie stała młoda sarenka, dygocząć z przerażenia, a nasz bohaterski badawca jaskiń najadł sie strachu słysząc szmer. Wpólnymi siłami wyciągnęliśmy wystraszone (i pewnie wyczerpane) do granic wytrzyłmalości zwierze. Słaniając się ze zmeczenia udała sie w stronę czekającem matki. Któremyś z kolegów udało się "złapać" aparatem ujęcie jak szcześliwa matka odprowadza nas pełnym podzieki wzrokiem. Po kilku chwilach obie sarenki znikneły w lesie. To był nie zapomniany widok.
PS. telefon upadł na piasek więc poza kilkoma rysami nic mu się nie stalo.
Dzięki paszczystemu dnu jaskini sarenka wyszła z opresji bez większych uszkodzeń.
Cudowny zbiego okoliczności czy opaczność? Niech każdy odpowie na pytanie sobie sam. :o

anna201
20-06-2007, 16:56
Moja historia z telefonem jest ani smieszna ani zachywycająca nie wiem jak. Kiedy posiadałam jeszcze telefon MOTOROLA C350 miałam na nim simlocka i nie mogła włożyć innej karty. Poszłam do sklepu muzycznego i zapytałam ile by kosztowało usunięcie simlocka. Przystojny sprzedawca powiedział że 15zł podziekowałam i wyszłam. na drugi dzień poszłam z telefonem po 10 minutach simlocka juz nie miałam a kiedy zapytałam ile płace usłyszałam 10 zł.
Wieczorem spotkałam sie z koleżanka i powiedziałam jej jak to sciągałam simlocka, koleżanka stwierdziła że musiał zapatrzyc sie w moje ładne zielone, kocie oczy bo mało wziął pieniędzy ode mnie:) Po jakimś czasie ok. pół roku bawiłam się na jego weselu, okazało sie że to był kuzyn mojego chłopaka. Ten przystojny sprzedawca ma na imie Tomasz i jesteśmy przyjaciółmi,zaproponował mi żejezeli bede miec problemy z telefonem jakim kolwiek naprawi mi za darmo :) Od czasu wesela gdy sie widzimy pyta jak tam Panno telefonik:)

madzia219
20-06-2007, 17:50
Moja najciekawsza historia, jaka przytrafiła mi się z telefonem...hmmm...zastanawiam se jaką tu opowiedzieć, gdyż telefon w moim życiu odgrywa bardzo ważną rolę!!! Dla mnie najciekawsza historia to: Pewnego dnia mój budzik w telefonie zadzwonił troszke później niż zwyklę jedym słowem mówiąc zaspałam, więc byłam już spóźniona do pracy... W szybkim tempie porannych przygotowań (ubioru, makijażu, śniadania...itp.) wziełam szybko swoją torebkę i telefon schowałam do niej... jadąc w autobusie pełnym ludzi nagle zadzwonił telefon...sygnał identyczny jak w moim telefonie... no i jak to zwykły ludzki odruch sięgnełam do torebki, żeby sprawdzić czy faktycznie to mój...no i...zamiast telefonu wyciągnełam pilot od telewizora :D Zaczełam sie sama do siebie śmiać...a pan, który siedział obok patrzył się z niedowierzaniem i również uśmiechnoł się... :) Więc przestroga dla innych...uważajmy, żeby w pośpiechu nie wziąść czegoś czego nam się nie przyda :p

madzia219
20-06-2007, 17:51
Moja najciekawsza historia, jaka przytrafiła mi się z telefonem...hmmm...zastanawiam se jaką tu opowiedzieć, gdyż telefon w moim życiu odgrywa bardzo ważną rolę!!! Dla mnie najciekawsza historia to: Pewnego dnia mój budzik w telefonie zadzwonił troszke później niż zwyklę jedym słowem mówiąc zaspałam, więc byłam już spóźniona do pracy... W szybkim tempie porannych przygotowań (ubioru, makijażu, śniadania...itp.) wziełam szybko swoją torebkę i telefon schowałam do niej... jadąc w autobusie pełnym ludzi nagle zadzwonił telefon...sygnał identyczny jak w moim telefonie... no i jak to zwykły ludzki odruch sięgnełam do torebki, żeby sprawdzić czy faktycznie to mój...no i...zamiast telefonu wyciągnełam pilot od telewizora :D Zaczełam sie sama do siebie śmiać...a pan, który siedział obok patrzył się z niedowierzaniem i również uśmiechnoł się... :) Więc przestroga dla innych...uważajmy, żeby w pośpiechu nie wziąść czegoś czego nam się nie przyda :p

PaulaH
20-06-2007, 19:46
To wydarzenie miało miejsce dosyć dawno, nie pamiętam szczerze który to był rok, ale jakoś tak kiedy telefony komórkowe zdobywały popularność. To był okres, w którym wielka cegła z antenką była szczytem marzeń. Ja co prawda jeszcze własnej nie posiadałam, ale miał takową mój tata. To było coś - mieć komórkę... Ale mniejsza o realia minionych lat - skupmy się na opowieści. To był słoneczny dzień - to pamiętam. Wyjeżdżaliśmy nad jezioro. Zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy. W pewnym momencie mój tato zorientował sie że miał telefon a teraz go nie ma... Było ewidentnie widać że zaginął, bo przecież był dość pokaźnych rozmiarów - bylibyśmy w stanie gdzieś go zauważyć. Ale nigdzie go nie było... Nagle tata złapał się za głowę i powiedział, że chyba musiał zostawić telefon na dachu samochodu - położył go tam na chwilę kiedy wkładał torby do bagażnika i później już go stamtąd nie zabrał. Wszyscy byli troszkę zmartwieni - no bo w końcu to była pierwsza i jedyna komórka w rodzinie... Dojechaliśmy, wysiadamy, a na dachu - nasza cegiełka. Wszyscy śmieli się, że w końcu nie jest taka lekka, to jej wiatr nie zdmuchnął ;)

PrincessGroszek
20-06-2007, 20:16
Moja ''telefonowa'' przygoda jest długa. Zaczęło się w grudniowe popołudnie - miałam wtedy zajęcia taneczne. Jak zwykle zostawiłam w szatni moją kurtkę razem z torebką w której mieściła się większość mojego dobytku - w tym telefon komórkowy (Nokia 3100). Niedawno minęły 24 miesiące mojego abonamentu, więc ów telefon był nowym, niedawno otrzymanym.
Po zajęciach wybrałam się do szatni, aby przebrać się i zadzwonić po kogoś, aby po mnie przyjechał. Zaglądam do torebki, wysypuję całą zawartość - telefonu nie ma. Zrozpaczona poszłam pieszo do domu, przez następny tydzień szukałam telefonu po wszystkich osobach, nie zgłaszając kradzieży. Gdy poszłam na policję - powiedzieli mi, że już za późno!
Musiałam za to wziąć w obroty moją starą cegiełkę... Pół roku po kradzieży poszłam oglądać galowy koncert tancerzy. Musiałam skorzystać z ubikacji. Otwarłam torebkę, nie zaglądając do środka sięgnęłam po chusteczki.. cała torebka zalana sokiem owocowym, który miałam w torebce - butelka pusta. Telefon został od razu poddany pierwszej pomocy (czyt. suszeniu, rozebraniu, wycieraniu itp.), uratowano go, lecz do tego czasu na ekranie są kolorowe plamy. :confused:
Nagroda główna z tego konkursu wsparła by mnie, ponieważ w 2007 roku to obciach chodzić z cegiełką, która ma plamy na wyświetlaczu, a do przydzielenia nowego telefonu został jeszcze rok... :rolleyes:
Pozdrawiam :)

sabcia1541
20-06-2007, 22:15
Ja z telefonami miałam wiele przygód. Jedną z najciekawszych było to jak zgubiłam Philipsa w autobusie w drodze powrotnej ze szkoły do domu kiedy byłam bardzo zmęczona;/ . No i po pewnym czasie gdy wysiadłam z autobusu zorientowałam sie ze nie mam prrzy sobie telefonu. Zaczełam dzwonic na mój numer ale nic to nie dało i stwerdziłam ze pewnie juz ktos sobie go weźmie. Ale liczyłam na trohce wspólczucia ze strony kogos i napisałam sms-sa na mój numer z Prosba o zgłoszenie sie w określonym miejscu na dzień następny. I co sie okazało ze jednak są mili i życzliwi ludzie, bo pojawił sie chłopak z moim telefonem a co ciekawsze my zaczelismy sie spotykac i jestesmy ze soba do tej pory- czyli juz rok :)

ewcia35
21-06-2007, 11:13
moja historia z telefonem może się wydać banalna ale mi przyniosła szczęście pewnego dnia odbieram telefon nie znam tego numeru ale ten ktoś się pyta czy to Ewa ja mówie że tak ale niewiem kto to inic nie mówie że to chyba pomyłka isię umawiamy.Spotkanie w kawiarni okazuje się zaskoczeniem dla mojego rozmówcy ale postanawiamy wypić razem kawe iświetnie się nam rozmawia. A wkrótce zostajemy parą wię muszę podziękować mmojej starej motoroli

daro004
21-06-2007, 11:44
Było to w szkole,moja kolerzanka miała taki sam telefon (nokia3510i) i wczasie lekcji piszemy nieraz ściagi bo najlepiej z tym wychodzimy :p i kiedy pisalismy w tym telefonie przyłapał nas nauczyciel że kozystamy z telefonu,chociaż juz niemożna kożystac z telefonów,więc nasza droga pani nauczyciel wzioła moją koleżanke do tablicy ona po kryjomu dała mi swój telefon żebym go przytrzymał więc schowałem swój do lewej kieszeni a koleżanki do prawej . kiedy lekcja się skączyła (naszczęście pały niebyło :D ) dałem koleżance SWÓJ telefon nieświadomie bo pomyliłem się z kieszeniami i jakby nic sie niestało piszemy dalej,gadająć w towarzystwie kolegów i w tym czasie zadzwonił moj telefon który miała moja koleżanka (było napisane mama) i odbiera zadowolona i mów- hej mamo co sie stało po chwili zrobiła wielkie oczy i mówi-a kim pani jest skąd pani ma moj numer dlaczego dzwoni pani z mojej mamy telefonu w tym czasie dzwoni do mnie tez telefon znaczy mojej koleżanki,dzwoni siostra odbieram i mówie-hej siostrzyczko co u ciebie, co sie stało dlaczego masz inny głos,masz chrypke?. a w odpowiedzi słysze że -jestem zdrowa! no co ty marzenka niepoznajesz swojej siostry,a ja? - niejestem marzenka tu darek.ona- a czemu odbierasz jej telefony.Ja spojrzałem na marzenke moja kolezanke która z tym telefonem przy uchu słucha kto dzwoni i mówi. po chwili marzenka czy niepomyliliśmy sie z telefonem ? :eek: (cała klasa patrzy ze zdziwieniem i z usmiechem na twarzy) po chwili marzenka wyrwała mi telefon ja jej i marzenka mówi hej siostrzyczko przepraszam pomyliłam sie z kolegą telefonami-a ja do mamy hej mamo sorry ale z kolezanką pomylilismy sie telefonami! moja mama zła że została obrażona i mówi - ładne to masz towarzystwo!.Od tej pory koleżanka zmieniła swój telefon na inny a ja mam wciąż ten sam i wspominamy niezły ubaw z telefonem nasza klasa również. :D

owca
21-06-2007, 11:50
Moja historia z telefonem byla dośc zaskakująca. Pewnego piątku po nieudanym dniu w pracy oraz kłótni z bratem wróciłam do domu w ponurym nastroju...Nie miałam ochoty z nikim się spotkac a tym bardziej gdzieś wyjśc, ale moi przyjaciele nie dali za wygraną zmusili mnie "groźbą" i prośbą abym dotrzymała im towarzystwa na imprezie domowej.Zgodziłam się ale dosc niechętnie bo nawet nie znalam gospodarza...
Wszyscy bawili sie świetnie tańczyli, gadali, śmiali się, ale mi jakoś nic nie mogło poprawic nastroju,siedzialam w kącie i byłam gotowa już wyjśc.. aż tu nagle dostalam sms od nieznanego nr. "uśmiechnij się, nie dotwarzy ci z taką miną Piękna" odpisalam z dużym przekąsem "ktoś Ty??i co cie to obchodzi?!".. mimo to odpisał.Nasz dialog przez sms rozkręcił się i wręcz mnie zaintrygował.Zapomniałam o wszytskich niepowodzeniach dnia i humor mi się poprawił. Wkońcu nieznajomy postanowił podejśc i się przywitac-okazało się, że to właśnie on jest organizatorem imprezy i to w jego domu właśnie jestem.Postanowiliśmy wyjśc, spacerowaliśmy z 2godziny miedzy ciemnymi ulicami miasta-było bardzo miło i romantycznie...Niestety po powrocie okazało się że zgubiłam telefon :mad: jednak nawet to już nie popsuło mi końca wieczoru..
Z Pawłem spotykamy się od 2tyg i jest cudownie ale niestety nie mamy jak wysyłac sobie sms-ków(to wkońcu one nas połączyły) dlatego ......... ;)

adziak10
21-06-2007, 13:24
Moja historia z telefonem wydarzyła się 5 lata temu. Właśnie zdałam maturę i przede mną były najdłuższe wakacje od kilku lat, gdyż rok akademicki rozpoczynał się dopiero w październiku. Wtedy z okazji zdania egzaminów dostałam od rodziców nowiutką nokię. We wrześniu ze znajomymi pojechaliśmy na spływ kajakowy na Mazury, aby zakończyć sezon wakacyjny. Spakowani w najpotrzebniejsze rzeczy szykowaliśmy się do wypłynięcia. Na pomoście przy którym cumowały nasze kajaki był straszny ruch. Był to przecież znany ośrodek rekreacyjny, do którego przyjeżdzały różne ekipy z całego kraju . Ja miałam płynąć razem ze swoją przyjaciółką Magdą jednym kajakiem. Oczywiście nie mogłam płynąć bez mojej nowej komóreczki, z którą się nie rozstawałam. Miałam ją w tylnej kieszeni spodni dżinsowych. Gdy Magda wsiadała z pomostu do kajaku, ja pochylając się asekurowałam ją. Nagle usłyszałam jak moja komórka odbijając się o deski pomostu wpada do wody. Krzyknęłam " Mój telefon" i czułam jak nagle robi mi się gorąco i nogi uginają mi się z bezradności :eek: . W pewnym momencie ktoś zza moich pleców skoczył do wody by ją ratować. Po chwili wynurzył się trzymając mój telefon w dłoni. Byłam szczęśliwa i załamana jednocześnie. Pomogłam wybawcy wyjść z wody i podałam mu ręcznik bardzo mu podziękując przy tem za poświęcenie, w końcu był przemocznony, bo wskoczył w ubraniu. Telefon zgodnie z zaleceniami znajomych rozebrałam na części i wysuszyłam. To było niezwykłe wydarzenie gdyż mój telefon po 3 dniach suszenia i złożeniu działał bez szwanku, a ja poznałam dzięki niemu mojego dzielnego i nieustraszonego męża Krzyśka :cool: , z którym jesteśmy już 2 lata po ślubie. Tak to za sprawą wymarzonej komóreczki dziewczyna ze Szczecina poznała wymarzonego chłopaka z Gdyni :p

kamlaczka
21-06-2007, 13:25
Moja historia jest troche dziwna, ale jednoczesnie prawdziwa i smieszna...
Moje podwórasko jest kompletnie zbazowane, kiedys była taka historia, ze telefon komus ze znajomych upadł na kostke i nic sie nie stało, więc kazdy z nas niesmiało, ale wyprubował to samo, nic zadnej komórce sie nie stało, później tak mi sie to spodobało, ze próbowałam różnych z nią rzeczy, rzuciłam o drzewo i nic, kilka razy mi spadała, i naprawde nic sie nie stało, później dałam sobie z tym spokój, bo stwierdziałam, ze kiedys jednak sie cos stanie...i stało sie.... :eek:
Moja komórka cały czas sie zacinała, chociaz była kolorowa stawała sie czarno-biała, nie chciała sie włączyc, ale juz nic nie mogła zrobic...teraz uzywam kompletnie innej komórki i jakos sie tym nie przejmuje, jest mi z tym dobrze:P
Moze nikt mi nie uwierzy, ale zapewniam, ze tak było na serio... :D

marzsin
21-06-2007, 13:55
Tak jak częsc z nas ja również mialam kilka ciekawych historyjek z telefonem i ciężko jest podjąc decyzje którą opisac ale wreszcie zdecydowalam się na tą.Często jeżdze ze znajomymi pod namiot, jest to tani i przyjemny sposób na spędzenei wakacji.W zeszlym roku również pojechalismy pod namiot i jak zwykle robilismy sobie psikusy, tylko koledzy postanowili zrobic mi mocny dowcip jak potem się okazalo. Postanowili chowac mi telefon gdzies na polu namiotowym jak się o tym dowiedzialam zaczelam go szukac a oni dla jeszcze lepszej zabawy chodzili ze mną i zaczeli dzwoni do mnie co bym po dzwonku go znalazla i faktycznie uslyszalam moj dzwonek pobiegla do namiotu z ktorego go uslyszalam i nie mysląc o ptywatnoci ludzi ktorych byl to namiot wparowaąlm tam bez zapytania no i niestety zastałam w pozycji jednoznacznej :p oni zaskoczeni ja przerażona wyszłam, byłam cała czerwona, zła, zdenerwowana, koleś za mna wyszedł zaczoł na mnie krzyczeć a ja cóż nawet sie nei tłumaczyłam , moi genialni koledzy też stali jak wryci. Gdy wlasciclec namiotu skonczyl swoj wywod spowrotem sie schowal do namiotu a ja zaczelam krzyczec na kolegów. Suma sumarem telefon był w tym ze namiocie a raczej pod nim i swobodnei mogłam go wyciagnać nie przeszkadzając juz wiecej właścielom... :) i oto moja historia...teraz jak ją wspominam śmieje się do łez...

Inka56
21-06-2007, 15:08
To było wczoraj. Historia jakby specjalnie do tego konkursu;D Zawsze noszę telefon przy sobie, z reguły w tylnej kieszeni spodni. Wczoraj podczas smsowania z moją kuzynką zachciało mi się siusiu. Wzięłam więc telefon z sobą. Po załatwieniu sprawy wstałam z kibelka i chciałam włozyc telefonik do tylnej kieszeni spodni ale....zapomniałam że te spodnie nie mają kieszeni!!!! Zanim sią zorientowałam było juz za późno. Telefon głośno chlupnął to muszli klozetowej :eek: ....na dodatek nie zdąrzyłam jeszcze spuścić wody :o Z obrzydzeniem go wyjęłam.......dzisiaj jeszcze nie działa ale mam nadzieję że uda mi się go ocucić ;)

Terlumterlum
21-06-2007, 16:33
Bardzo lubię swój telefon. Niestety nie należę do ludzi, którzy je szanują... co czasami daje mi się we znaki.

Zeszłe lato spędzaliśmy nad jeziorem. Któregoś dnia wybraliśmy się w bardzo malownicze miejsce: trawa, mały pomościk, czyste kąpielisko, kajaki...

Po południu, kiedy nikomu oprócz mojej pięcioletniej córeczki Zuzi nie chciało się pływac, usiedliśmy całym towarzystwem na tymże urokliwym pomoście i w cieniu pięknego bliżej nieokreślonego gatunku drzewa, moczyliśmy nogi.

Zuzia w małej dmuchanej kamizelce kąpała sie koło nas (nie było głęboko, ale wolałam miec ją na oku).

Wtedy to właśnie dotarła do mnie odkrywcza (żeby nie powiedziec rewolucyjna ;-)) myśl, że jeśli nie daj boże, Zuzia się zachłyśnie, to będę musiała od razu skoczyc9to znaczy zrobic mały krok i zejśc) jej na ratunek, a mam w kieszeni mój ulubiony telefon (wygrywający pięknie 'Who Are You' zespołu "The Who"), żeby uchronic go przed przymusową kąpielą postanowiłam temu zapobiec (ot pragmatyczne myślenie!!)

Wyjęłam telefon z kieszeni i położyłam na gumowe klapki mojej koleżanki (żeby się nie zachlapał na mokrym pomoście). Dosłownie chwilę później, Ania postanowiła pójśc po coś do picia...
Zanim zdążyłam krzyknąc, zobaczyłam (w zwolnionym tempie) jak mój telefon leci do góry, po czym pięknym spadem ukośnym i z uroczym "plum" wpada do jeziora. Co gorsza, nie spadł z krawędzi pomostu, tylko trafił w jedyną szczelinę między deskami i prześliznął się właśnie tamtędy!!

Wszyscy zamarli, po czym nastąpił wybuch śmiechu. Jeden z moich kolegów bohatersko wyłowił telefon z mułu pod pomostem, po czym komisyjnie telefon został wysuszony na słoneczku i powoli (na początku brzmiąc jak w łodzi podwodnej) "The Who" wróciło do repertuaru wycieczki;-)

Najwyraźniej telefon przetrwał to bez większych uszczerbków!!!
Dodam jeszcze dwie rzeczy: Zuzia nawet nie wypiła łyczka jeziornej wody i wyszła z niego (jak zwykle zresztą) bez szwanku, a mój telefon krótko po tym został zalany benzyną (co także przetrwał) , a następnie stłukłam na niego butelkę moich ulubionych perfum!!! I tym razem wymagał jedynie wymiany obudowy!!!

Najwyraźniej mój telefon jest z tytanu, napędzany tajemniczą siłą z kosmosu!!!

I nie muszę chyba dodawac, że jest to aparat marki SAMSUNG... :)))))

KakaXKaQsia
21-06-2007, 19:46
Na dzień kobiet dostałam mój wymarzony telefon. Bardzo się z niego cieszyłam. Niestety pewnego dnia zapomniałam wyciągnąć telefon z kieszeni.Moja mamawzieła te spodnie do prania i włączyła pralkę. Niestety dopiero w mniej więcej środku prania zorientowałam się, że telefon leży w pralce. wbiegłam do łazienki, a w pralce słyszałam dzwięk czegoś co się obija. Szybko wyłączyłam pralkę ale telefon już nigdy więcej nie zadziałał. Poszłam nawet do naprawy ale nie dało się już nic zrobić. Tak straciłam swój ukochany telefon...

agraf9
21-06-2007, 19:55
Moja historia z telefonem jest dośc ciekawa i trwa do dziś.... a było to tak.Pewnego pięknego dnia bardzo się nudziłam, a że wpadł mi w oko pewien chłopak, bardzo chciałam się z nim umówi, ale jak to zrobic...przecież nie zadzwonię i nie zaproszę go na randkę, więc napisałam sms-a o treści:"czes*nbghjts####jhfeopu" a że oczywiście on nie wiedział o co chodzi,więc zadzwonił , ja się tłumaczyłam,że to przez przypadek się stało, bo miałam niezablokowany telefon i czasami mi się tak zdarza ;-)
Nie wiem czy wtedy uwierzył, ale umówiliśmy się a dziś jest moim mężem ;-)

isabelle
22-06-2007, 10:15
Pewnego dnia pojechałam sobie ze znajomymi i z moim 3-letnim synkiem na wycieczkę. Po pełnym dniu wrażeń na zakupach i tym podobnych atrakcjach przyszła kolej na małe conieco. W chińskim barze szybkiej obsługi z torebką, dzieckiem na ręku i telefonem w ręku próbowałam zapłacić za zamówione jedzenie i wtedy moja prawie nowa komóreczka wysunęła mi się z dłoni i z ogromnym hukiem spadła na podłogę. Na szczęście odpadła tylko obudowa - pomyślałam, po czym naprawiłam tą usterkę i zajęłam się dalej jedzeniem. Minęło duużo czasu zanim znaleźliśmy się w samochodzie jadąc w drodze powrotnej do domu. Zerknęłam przypadkiem do torebki, gdzie schowany był mój telefon, który świecił. Zauważyłam, że ktoś od dłuższego czasu próbuje się do mnie dodzwonić. Miałam chyba z 16 nie odebranych połączeń od mojej mamy, która martwi się o nas. Okazało się, że po upadku mój telefon doznał wstrząsu i uszkodzenia dźwięku. Długo się męczyłam, zanim doprowadziłam go do stanu sprzed wypadku. "Babskim" sposobem zaczęłam go okładać i przyciskać i w końcu dzwięk zadziałał. Oddzwoniłam do mojej mamy, która łamiącym głosem cieszyła się że nic nam się nie stało. Do dziś mam problemy z tym dźwiękiem mojego telefonu, ale teraz przynajmniej wiem jak go szybko naprawić.

morelciaa
22-06-2007, 14:32
Wiec.. było to pewnego pochmurnego dnia, kiedy wybrałam się z przyjaciółką na spacer :). Z racji tego, że ja miałam torbę, koleżanka włożyła do niej cały swój asortyment wraz z telefonem.Kiedy szłyśmy pod drzewami nagle zaczeło coś kapać.. Pomyślałysmy że to deszcz..:D ale nagle na nią przestało kapać a ja co chwile musiałam zcierać wodę z nóg. Śmiałyśmy się , że deszcz tylko na mnie pada aż w końcu zorjentowałysmy się ze to woda z mojej torby kapie ... kiedy ją otowrzyłam dosłownie wszystko pływało. Odrazu wyjełyśmy wszystko co w niej było wraz z dwoma telefonami (moim i jej ) . na pierwszy rzut oka telefony dzialay normalnie jednak po krotkim uzytkowaniu sie wylaczyly i juz nie chialy sie wlaczyc.. Kiedy wróciłysmy do domu odrazu je wysuszylysmy suszarką..Mój po woli jakoś do siebie doszedł jednak do dziś troche się zacina a ten drugi.. niestety :) tzreba było kupić nowy ;] ale na przyszłość mam nauczke żeby zawsze sprawdzać czy dobrze zamknełam butelkęz wodą :)

annia_bee
22-06-2007, 15:24
tego pamiętnego dnia dostałam mój od dawien dawna telefon na urodziny od rodziców. nie mogłam się nim długo nacieszyć...moja młodsza siostra również...uradowana, zapytała się mnie czy może sie nim pobawic...zgodzilam sie, chociaz nie wiedzialam, ze ona chce to robic w toalecie. wyszłam z domu, a ona zostawiła do na spłuczce klozetowej. godzinę później wróciłam do domu i nie mogłam uwierzyć w to co się stało;/ mój telefon leżał cały zalany wodą biurku w moim pokoju. od razu wiedziałam, że to pewnie sprawka mojej siostry. już na nią krzyczałam i wtedy moja mama powiedziała mi, że to mój kot(który lubi przebywać w łazience i skakać sobie po toaletach) wskoczył na spłuczkę i telefon razem z nim wpadł do wody. śmiechu było dużo, ale mój telefon niestety nie został uratowany:(

Karlin
22-06-2007, 15:52
Na kilka dni przed maturą, którą zdawałam w ubiegłym roku, z okazji zakończenie nauki w ogólniaku dostałam od rodziców telefon komórkowy. Byłam tak skołowana w pierwszym dniu matury, gdy zdawałam język polski, że zupełnie zapomniałam, iż mam w torebce telefon. Niestety stało się to przed czym kilkakrotnie nas ostrzegano, a mianowicie podczas pisania testu zadzwonił mój telefon, co spowodowało, że zostałam wyproszona z sali. Z płaczem udałam się do domu i powiedziałam mamie co zaszło. Na szczęście mama okazała sie i tym razem moim przyjacielem. Powiedziała mi, że nie ma co rozpaczać, że zdam w następnym terminie i wszystko będzie dobrze. Tak też się stało, w kolejnym terminie zdawałam już bez żadnych przygód i napisałam test tak że dostałam się na wszystkie cztery kierunki uczelnie, gdzie złożyłam dokumenty. Obecnie zdaję egzaminy po pierwszym roku studiów i wiem, że z każdej przykrej sytuacji można wyjść z pomocą bliskich tak, że nie wpłynie to negatywnie na dalsze losy.

edith75
22-06-2007, 16:24
Oj, zdarzyła mi sie kiedyś ciekawa (tak myślę) historia z telefonem.
I to nie jedna. Kiedyś byłam tak zajęta wkładaniem zakupów do samochodu, że odjechałam z telefonem na dachu, ale opowiem inną historię.
Historię, która bardzo zdenerwowała mojego męża (wtedy jeszcze narzeczonego).
Otóż, kiedy jakieś 8 lat temu wyjechaliśmy z mężem na wakacje do Egiptu, przytrafiła sie nam właśnie przygoda z telefonem.
Nadmieniam, że był to nowy telefon, który otrzymałam od męża w dniu urodzin, a była nim Nokia (numeru nie pamiętam, bo było to dość dawno temu) zwana "kameleon". Mąż był z siebie bardzo dumny i zadowolony kiedy mi go podarował, bowiem strasznie się na niego wykosztował (był wyjątkowy jak na tamte lata).

Był jeden z przepięknych, słonecznych dni naszego urlopu, tuż po śniadanku postanowiliśmy spacerować brzegiem morza.
No i wybraliśmy się: ja, mąż i...........telefon!
Kiedy juz bylismy na miejscu, mąż zaproponował abyśmy poskakali przez fale, które rozbijały się o brzeg (też wymyślił zabawę), no ale dobrze, zgodziłam się.
W pewnym momencie.........telefon wpadł mi z kieszeni i wpadł do wody!
Oczywiście tego nie zauważyłam i poszliśmy wygłupiać się dalej:-)
Kiedy wracaliśmy ( szacuję, że było gdzieś od miejsca, gdzie upadł telefon 1,5 godziny drogi) mąż zauważył, że coś błyszczy się pod wodą. Podnosi to i mówi: "Zobacz jakas Pierdoła zgubiła telefon...., kto bierze telefon nad wodę?!!! "Nie działa! Nie wiadomomo czyj on jest, chyba będziesz miała obudowę na wymianę, bo telefon jest taki jak Twój"
A ja na to: "tak, tak, Pierdoła straszna! Bo nawet do domu, do rodziny nie zadzwoni-martwiłam się.
Więc wracalismy sobie do hotelu i przez całą drogę rozmawialiśmy o tej "*************e", która zgubiła "taki fajny telefon"-jak twierdził mąż.
Kiedy byliśmy juz w pokoju hotelowym mąż mówi: "Podaj mi kochanie swój telefon, zobaczymy czy jest identyczny"
No i zaczęły się..................poszukiwania!
"Gdzi jest mój telefon...nie ma, nie ma go.....ktoś chyba mi ukradł" - krzyczałam.
"przecież miałam go przy sniadaniu" - dodałam
A mąż na to surowym głosem: "Przecież po sniadaniu nie wracaliśmy do pokoju! To pewnie Twój telefon! Jak mogłaś go tak załawić?!!! "Ty Pierdoło"
Ciężko mi było pogodzić się z tym, że nazwał mnie "Pierdołą", chociaż muszę się przyznać, że spodziewałam się gorszej reakcji na to co się stało:-))))
Mąż do końca urlopu powtarzał: "taki fajny telefon, taki fajny telefon"- do znudzenia!
Najważniejsze, że mam cudownego męża, który w końcu musiał pogodzić się z tym, że krótki był żywot jego cudownego prezentu.

Ps. Myślałam, że na nastepne urodziny dostanę fajny telefonik ale niestety już nie dostałam:-(((
Mąż stwierdził, że do telefonów mam pecha i dostałam elektryczną szczoteczkę do zębów:-)))

dorota0077
22-06-2007, 16:25
Bardzo długo zbierałam na swoj własny telefon. Rodzice nie chceli mi kupic a moze poprostu nie mogli.... Dlatego tez bardzo sie starałam żeby samemu uzbierać. Dużo zajęło mi to czasu, aż wkońcu kupiłam sobie przepiękny nowiutki telefonik. Niestety..... Nazajutrz, gdy jechałam do szkoły, w tramwaju "pewien człowiek" poprostu wyjął mi go z plecaka :( Tak długo pracowałam na coś, żeby ktoś w chwile mi to odebrał....

1misiek2
22-06-2007, 16:32
Moja historia dotyczy mojego pierwszego telefonu, do którego miałam szczególny sentyment , ponieważ dostałam go od mojego faceta (obecnie męża :p ) po 3 tygodniach znajomości! Dostałam go, ponieważ mój facet nie lubił dzwonić na telefon domowy, bo czuł, że moi rodzice chcąc nie chcąc wszystko słyszeli, bo tel. stał zaraz obok ich pokoju. Tak więc pewnego dnia gdy wracałam ze szkoły i stałam właśnie na przejściu dla pieszych, wyjęłam telefon z kieszeni żeby napisać smsa do Rafała, żeby się z Nim umówić, ale nie było mi dane dokończyć wiadomości, a tym bardziej wysłać jej, ani zadzwonić, bo w trakcie pisania ktoś podjechał z tyłu na rowerze i wyrwał mi go z ręki!!!! Musiał mieć bardzo dobrze dopracowany chwyt, bo ja jak piszę smsa, to trzymam tel. dwoma rękoma! Więc gdy tylko zajarzyłam co się dzieje, pobiegłam co tchu za tym kolesiem, i krzyczałam jak tylko mogłam najgłośniej: "Złodziej! Niech go ktoś zatrzyma! Ukradł mi telefon!!!" Ale oczywiście nikt nie zareagował tak jak na to liczyłam, tylko wszyscy patrzeli na mnie jak na ufo! Biegłam tak za nim przez dłuższy moment, widziałam jak wyrzuca na trawę moją kartę, aż w końcu się poddałam Ze łzami w oczach wracałam na te nieszczęsne pasy. Jak już stałam, to zobaczyłam na drugiej stronie policjantów albo straż miejską, podeszłam do nich i opowiedziałam co się stało, ale nic mi nie pomogli... Powiedzieli tylko, że mogę przyjść na posterunek z papierami od telefonu, oni sobie spiszą dane telefonu, i jeśli kiedyś przy rutynowej kontroli komisów lub ludzi odnajdą mój telefon, to dadzą znać. Chyba nie muszę mówić, że już nigdy nie zobaczyłam mojego ukochanego, w niebieskiej, ale przezroczystej obudowie telefoniku!!! Co prawda dostałam inny, ale tamten był super, chociaż bateria w nim trochę nawalała!!! W tym co mam teraz też nawala, ale tel. mojego mężusia to już zupełnie jest do wywalenia, wyłącza się tylko jak się ktoś próbuje dodzwonić, a i wyświetlacz ma popsuty i smsy może czytać tylko w dzień, więc bardzo bym chciała teraz ja mu sprezentować telefon, bo 7 lipca ma urodzinki!!! ;) Pozdro dla wszystkich, którym przydarzyło się coś podobnego! Beata z Poznania

adas
22-06-2007, 19:08
Kupiłem sobie pierwszy telefon w życiu .Simens C35i,który strasznie piszczał aż do niewytrzymania.Robiłem śniadanie kiedy przyszła moja córka i powiedziała-"tatuśtelefon zrobił bum bum."
Ja ide popatrzyć o co jej chodzi,patrze przes okno i widze że telefon lerzy na
piasku bo moja córka go wyrzyciła przes okno.Ale nic mu sie niestało.szkoda niekupie swobie nowego ALE TEN DO WYGRANIA JEST SUPER CHCIAŁBYM MIEĆ TAKI!!

orchidea1
22-06-2007, 19:29
Poszłam kiedyś na imprezę do klubu z przyjaciółmi. Bawiłam się świetnie, tym bardziej że miałam na oku świetnego faceta który również mi się przyglądał. W pewnym momencie poszłam do toalety żeby "przypudrowac" to i owo. Facet poszedł za mną, myślałam że wreszcie zebrał się na odwagę, ale on zamiast za mną podszedł do mojego stolika (co widziałam katem oka) perfidnie zwinął mój telefon i zginał w tłumie. Jak widac czasem obiekt pożądania nie jest kobietą!!!!!!!!!!!!!!!!! ;) ;)

aldonaczaja
22-06-2007, 20:21
Ciekawa przygode z telefonem miałam w okresie zimowym,kiedy z rana dostałam straszna wiadomosc i tak ona mnie wytrąciła z równowagi,ze byłam cała skołowana.Przed wyjsciem do pracy chciałam jeszcze dołozyc do pieca i przy okazji spalic stary chleb.Po jakims czasie znajomi zaczeli sie skarżyc,ze nieidzie sie do mnie dodzwonic.Dopiero po całym dniu pracy cos mi zaswitało,ze mogłam przez przypadek telefon wrzucic wraz z starym chlebem do pieca,ale przez to takie nieprawdopodobne!A jednak!Po wygaszeniu ognia i oczyszczeniu pieca z popiołu wyłoniły sie resztki obudowy telefonu:-)

zadiar
23-06-2007, 02:00
Pewnego razu wybrałem się do sklepu w Gliwicach, do wielkiego hipermarketu TESCO… Jestem z Rybnika wiec kawałek musiałem dojechać. Po zakupach na kwotę 900zł postanowiłem wydac kolejne 600, ponieważ nie kupiłem wszystkiego co chciałem. Na co dzień nie robie takich zakupów, ale tego dnia miałem do wydania 1500zł. Postanowiłem pojechać do TESCO do Zabrza, bo miałem nadzieje ze tam jest towar którego szukam. Pierwszy raz robiłem robiłem taką trasę (Rybnik-Gliwice, Gliwice-Zabrze) dlatego poprosiłem panią Małgosię o udzielenie informacji. Małgosia, która pracowała w „biurze obsługi klienta” na pierwszy rzut oka nie za bardzo wiedziała jak dojechać do sklepu TESCO w Zabrzu. Była to starsza około 40 lat farbowana blondynka w okularach. Szczupła i raczej zadbana.
Punkt obsługi klienta stał się nagle punktem wyciągania informacji od klienta. Pani Małgosia zaczęła mnie wypytywać czy wiem gdzie są jakieś stadiony i inne stacje benzynowe. Podczas gdy ja prosiłem panią na dobry początek w którą mam skręcić jak wyjadę z parkingu….Zupełnie nie miałem pojęcia, gdzie mogą być te obiekty o które pyta, ponieważ byłem w tym rejonie pierwszy raz. Podsunąłem pani notesik i poprosiłem, żeby narysowała dojazd do TESCO w Zabrzu. Ona się strasznie oburzyła z tego powodu. Zaczęła mówić, że nie ma talentu do rysowania, że nie jest od tego żeby rysować klientom ścieżki. Zaczęła wymachiwać rękoma, a mnie zupełnie wybiła z tropu. Od tego momentu to już była tylko walka kto ma rację ja czy ona. Ja byłem zagubionym klientem szukającym pomocy. Ona bardzo podekscytowana wymachiwała rękoma, że co ja od niej chcę??!! Nie ma mowy, żeby ona coś rysowała!! W czasie jak stałem i patrzyłem na to jak macha rękami zostałem przekwalifikowany na nienormalnego, jakiegoś idiotę. Wszyscy co byli w pobliżu oczywiście patrzyli na sytuację, w której to epicentrum byłem ja. Do tego zaczęła dalej pytać: „wie pan gdzie jest stadion GÓRNIKA ZABRZE??”. Kurde nie mam zielonego…. Odpowiedziałem „że nie, ze co mnie to obchodzi”. Nie interesuje się piłką nożną i do tej pory nie wiem czy w oczach tych wszystkich ludzi, którzy pewnie wiedzieli totalnie się nie skompromitowałem…. Chciałem się zapaść pod ziemię. Najlepiej jakbym wtedy miał pod nogami windę i zjechał sobie poziom niżej. Tak jednak się nie stało… Okazałem się do tego uporczywy w całej tej sytuacji i w swoich dążeniach. Sytuacja rozwijała się tak, ze im bardziej ją prosiłem o narysowanie drogi tym bardziej ona machała rękami, a ja stawałem się coraz większym palantem. Dalej prosiłem ją i tłumaczyłem, że chce dojechać do TESCO w Zabrzu. Nie rozumiem dlaczego miałaby mi nie narysować. Dodatkowo ośmieliłem się zapytać” a może przynajmniej zadzwoni pani do tego TESCO i się dowie czy jest tam towar którego szukam”??. Chciałem się dowiedzieć czy w ogóle jest po co tam jechać. Dobrze pamiętałem jak jeszcze 3 dni wcześniej pewna pani w innym mieście w tym samym hipermarkecie wykonała taki telefon bezproblemowo. Małgosia, którą właśnie teraz prosiłem nie miała zamiaru. Tłumaczyła, ze nie da się zadzwonić poza obręb TESCO. Jak mi powiedziała, że nie da się, to tak jakbym dostał po twarzy 2 razy od niej. Oczywiście nie mówię jak mi się w ogóle moralnie oberwało za to że się zapytałem, za to, że poprosiłem o pomoc. Nie mogłem już znieść tego upokorzenia. Jak tylko zobaczyła, ze znowu mnie zatkało to zaczęła machać rękami i krzątać się po swoim miejscu pracy. Cały czas udowadniała, ze ona ma rację. Była godzina 21:00….. Poprosiłem ją o numer telefonu do przełożonego, bo mnie zirytowała swoim zachowaniem. Nie dała mi go, zamiast tego zaczęła się pytać: „i co zamierza pan zadzwonić do mojego szefa??”. Oczywiście, odpowiedziałem jej ze tak Ona to po prostu zignorowała. Mówiła uparcie, ze nie ma możliwości wykonać telefonu poza TESCO. Pytała : „Jak pan chce, to ja panu podam numer, to sobie pan sam zadzwoni?? Spróbuje pan czy pan zadzwoni poza TESCO…. Dać ten numer??”. Ja chciałem, w sumie jak już robimy scenę to dlaczego miałbym nie spróbować i nie zadzwonić z jej telefonu. „Tak proszę mi napisać-spróbuję” powiedziałem. Wypisała niedbale numer telefonu do TESCO Zabrze i wyrzuciła mi go na ladę mówiąc „to proszę niech pan sobie zadzwoni”.
Wziąłem kartkę i postanowiłem odejść z centrum afery. Już od dawna chciałem się stamtąd wyrwać. Wyszedłem przed sklep i zapaliłem papierosa…. Smakował jakby był zatruty…. Po kilku machach już nie chciało mi się go palić… Zadzwoniłem do sklepu w sąsiednim mieście, ale już ze swojego telefonu. Wolałem zapłacić, gdyż nie chciałem kolejnej kompromitacji.. Po prostu nie znam się na telefonach wewnętrznych i zewnętrznych.. Mnie ta przyjemność kosztowała pare złotych. Za to satysfakcja z tego, ze zadzwoniłem była niewspółmierna!! Ja zapłaciłem pare złotych za rozmowę, ale Małgosię mój telefon kosztował dużo więcej.
Ktoś odebrał słuchawkę… Ze stoickim spokojem zapytałem czy mają ten towar, który chce. Okazało się, że nie mają, ja jeszcze tylko upewniłem się, czy osoba która sprawdzała Tower jest tego pewna i się rozłączyłem. Nie pozwoliłem aby całe to zajście skończyło się w ten sposób. Ostatnie słowo należy do mnie!! Zadzwoniłem jeszcze raz i poprosiłem z zarządem sklepu. Połączyli mnie dokładniej z kierownikiem działu zatrudnienia tak jak prosiłem. Ze stoickim spokojem przedstawiłem sytuację jak się rzeczy mają w sklepie TESCO w Gliwicach. Mówiłem, ze właśnie zrobiłem zakupy za 900zł i jak traktuje mnie pani z „punktu obsługi klienta”. Pan dyrektor mnie poprosił jak kumpel kumpla żebym nie przejmował się takimi osobami. Zażartował sobie rozładowując atmosferę i obiecał ze coś z tym zrobi. Powiedział, żebym poczekał przy tym stoisku i najlepiej ignorował ją. Powiedział, ze zaraz ktoś kompetentny do mnie przyjdzie. Tego razu byłem po raz pierwszy, po raz jedyny raz i pewnie po raz ostatni tak bezwzględnym liczącym się tylko ze sobą samym człowiekiem. PODOBAŁO MI SIĘ!! Przyszło dwóch panów w garniturach. Teraz zajście było podobne do jazdy na rollercosterze. Zupełnie podobne uczucie… Ciekawe jak Ty się czujesz kiedy wiesz, ze za twoją sprawą ktoś dostanie naganę? Całą sprawę podgrzewała powaga na twarzach tych panów w ciemnych garniturach. Obaj około 180cm. Jeden grubszy około110kg, drugi taki średni około 90kg. Ten grubszy pan wziął pania na zaplecze i cos jej tam mówił. Nie wiem co jej mówił, bo byłem skoncentrowany na rozmowie z tym drugim. Ten drugi narysował mi drogę, tłumacząc przy tym co akurat rysuje. W trakcie jak rysował, przyszła ta pani. Przyszła po swoje rzeczy…. Została zwolniona!!!!! Zaczęła robić hałas, bo w furii zbierała swoje manatki. Teraz już jej ruch były bardziej sprecyzowane, ale tok myślenia na pewno nie. Jak się tak zbierała, to wyrzuciła mi to, że ją zwolnili. Powiedziała: ”dziękuje panu bardzo!! Przez pana teraz jestem bez pracy!!”. Ja nic nie odpowiedziałem…. Mój naturalny uśmiech który nosze zawsze na twarzy rozkwitł…. Pomyślałem:” A wystarczyło narysować kilka kresek i połączyć się z biurem, żeby przełączyli na międzymiastową”. Teraz uśmiech na zajmował całą twarz.
Ja tylko słuchałem dalej, gdzie mam jechać. Pan który mi rysował drogę zwrócił jej uwagę, że przeszkadza i żeby się pospieszyła. Droga w sumie była bardzo prosta….Tym razem to ona została pragnieniem.
Jeśli spytacie czy mam wyrzuty sumienia, to przyznam się ze mam. Nie zadręczam się tym, ale gdzieś w głębi mam nadzieje, że szybko znalazła sobie inną pracę. Natomiast jestem przekonany, że ta sytuacja ją czegoś nauczyła. To był by koniec mojej przygody.


Gorąco Pozdrawiam. Tomek

P.S: LENIUCHY... STRZEŻCIE SIĘ!!! :D

misq78
23-06-2007, 07:36
Hmm... to ciekawe, ale nigdy nie wierzyłam że można coś wygrać tylko za pomocą posiadania telefonu... a jednak... udało się... kupiłam telefonik... wypełniłam ankietkę i tak zaczęła się moja przygoda... weekend w luksusowym SPA na Wzgórzach Dylewskich... niezapomniany... komfortowy... a w jego czasie więcej niż oczekiwałam... masaże, hydromasaże, jaccusi, sauna... wizyty u kosmetyczki... i tak bez końca ... relaks, na który nie każdy może sobie pozwolić...a przy tym poznanie wyjątkowego człowieka... z pierwszych stron gazet... rozmowa, kolacja, na luzie... o wszystkim o czym człowiek pomyślał... niby nic a jednak coś wyjątkowego... :) czy to nie przygoda życia... polecam... i szczerze mówiąc chciałabym to przeżyć jeszcze raz... :)

iwonkar87
23-06-2007, 13:52
Około pół roku temu poznałam swojego obecnego chłopaka Tomka.Poznaliśmy sie podczas biwaku u naszego wspólnego znajomego.Od razu przypadliśmy sobie do gustu i cały biwak spędzaliśmy razem.W dzień wyjazdu Tomek dał mi swój numer i odjechał.Na następny dzień Tomek zaproponował mi spotkanie po którym zostaliśmy para.I wszystko było piękne dopóki nie dowiedziałam sie że numer Tomka to tak naprawdę numer jego taty,z którego tomek pisał bo swój telefon miał w naprawie ale zawsze zapominał mi o tym powiedzieć.Mój chłopak opowiedział mi również o tym jaka awantura wybuchła w jego domu kiedy mama przeczytała sms w taty telefonie o treści:cześć misiu spotkamy sie dzisiaj tak jak zawsze Kocham cię.dodam tylko że tata tomka miał w tym dni ważne spotkanie służbowe w które po tym wszystkim mama Tomka nie chciała uwierzyć.Gdy do domu wrócił mój chłopak ze spotkania ze mna napisanego rzekomo do taty zauważył pakującego sie ojca i płaczącą matkę.Gdy mama wyjaśniła synowi o co chodzi ten wybuchnął śmiechem i powiedział że sms był do niego bo taki numer podał mi Rodzice spojrzeli na siebie i Tomka.Przez trzy miesiące nie przychodziłam do domu Tomka bo było mi strasznie głupio spojrzeć w oczy rodzicom mojego chłopaka.

diefee
23-06-2007, 14:19
Mój telefon przeżył już wiele, jego historia to trudy i znoje w moim towarzystwie. spadał z wielu wysokości przypadkowo i nieprzypadkowo, czasem z nerwów, pływał w Bałtyku,jeziorze, opalał sie ze mną na plaży,znajomi wrzucili mi go również do pifka, co nie wpłynęło na jego dlasze użytkowanie, wystarczyło wymienić baterię.Raz przypadkowo wpadł do toalety. po wysuszeniu zaniosłam do specjalisty, wyczyszczony nadal działa :) Niestety po takim incydencie musiałam się z nim rozstać :) Postąpiłam zgodnie z rada znajomego. Kupiłam największe petardy okleilam wszystkie wokół komórki.następnie złączyłam petardy lądem. Włożyłam wszystko do metalowej puszki i podpaliłam. Z komórki nic nie zostało, prawdziwy pogrzeb wikinga :)

kaXkabo
23-06-2007, 15:08
Witam,moja najciekawsza przygoda z telefonem nieodłącznie kojarzy się również z moją mamusią. Oto pewnego dnia moja rodzicielka oznajmiła,że czas najwyższy okiełznać dostępną zdobycz techniki czyli telefon komórkowy. Poprosiła mnie o pomoc w wyborze aparatu i taryfy i po wstępnym wprowadzeniu w temat ruszyłyśmy do centrum. Mama zdecydowała już u jakiego operatora dokona zakupu,zatem zasiadłyśmy przed sprzedawcą i pozostało już tylko z jego pomocą wybrać odpowiedni model. Kiedy i to już było za nami, przyszła pora na uruchomienie nowego nabytku i tu moja mama przeszła samą siebie!! Miły pan w garniturze podał mamuśce kartkę z numerem PIN, który miała wstukać w aparat-niby proste prawda?okazuje się, że nie dla wszystkich:) mama położyła kartkę na biurku i poczęła nerwowo stukać w nią palcami w miejscu cyfr!!nie w telefon, który trzymała w drugiej dłoni a w ten nieszczęsny kawałek papieru!!ja mało nie spadłam z krzesła-ze śmiechu i -co tu dużo mówić- z zażenowania!!za to pan sprzedawca z dyplomacją zwrócił jej uwagę,czym nieco zbił ją z tropu, ale mama jak zwykle zareagowała z wrodzonym poczuciem humoru:)wyszłyśmy stamtąd rozbawione do łez, z nowym telefonem i z poszerzoną wiedzą na temat używania numerów PIN:)na szczęście udało mi się odwieść mamusię od chęci posiadania karty do bankomatu:)

Groszek8
23-06-2007, 15:34
Moja mama pracuje w księgarni ostatnio był tam remont i zrobiono księgarnię samo obsługową ... Mama i jej kolezanka zaczęły sie martwic ze ciężko bedzie patrzec na sklep jak bedzie duzo klientów wiec moga byc kradzierze ... No i te wątpliwości się sprawdziły ... Jest tam takie małe zaplecze i tam były otwarte dzrzwi a mama i Pani Gosia (pracownica,kolezanka)miały duzo klientów wiec nie widziały co sie dzieje na zapleczu ... Pani Gosia miała tam torebke a w niej telefon samsung, dokumenty i 50 zł ... jakis mezczyzna wszedł na zaplecze i zabrał całą torebke ... Pani Gosia chciała zadzwonic do meza patrzy a nie ma torebki ... To moja mama zadzwoniła ze swojego telefonu na telefon Pani Gosi a odebrał ten męzczyzna jak gdyby nigdy nic i sie rozłącza ... Mama napisała mu sms-a "Złodzieju oddaj torebke wiemy ze masz na imie krzyś (powiedział ze jest krzysiek )" Ale nic ... Później jeszcze raz zadzwoniły z Panią Gosia i powiedziały zeby oddał przynajmniej dokumenty bo tam było prawo jazdy , dowód,paszport ... powiedział ze wysle poczta a ze telefonu nie odda bo on jest juz jego telefonem ... ale słowa nie dotrzymał i nie oddał dokumentów :mad: ... Teraz Pani Gosia będzie musiała wszystkie od nowa wyrabiała ... :( :( i to koniec tej historii ,zal mi Pani Gosi ...

patra
23-06-2007, 17:47
Moja historia jest wystarczająco żenująca jak i dająca wiele do myślenia. Otóż … pewnego, pięknego dnia obudziłam się z myślą ze ten dzień będzie piękniejszy od wczorajszego. Odruchem spojrzałam na komórkę i nagle zaczęłam biec w kierunku łazienki. Ktoś mógłby pomyśleć ze chce mi się wymiotować, ale tak nie było. Stwierdziłam ze jest strasznie późno i że spóźnię się do szkoły. Zawsze się wyrabiałam, lecz budzik mnie zawiódł i nie wstałam na czas. Szybko umyłam zęby, ubrałam się, nie zwracajac uwagi, w która strone włożyłam bluzkę i wzięłam ze stolika mój telefon. W dotyku wydawał mi się dziwny. Włożyłam do plecaka i pobiegłam jak najszybciej mogę. Moje koleżanki już dawno poszły wiec sama musiałam iść, raczej biec. Biegnąc słyszałam tylko obijające się o beton pieniądze. Nie chciało mi się już ich zbierać wiec ruszyłam czym prędzej w kierunku szkoły. Nie miałam już siły, ale mówiłam sobie non stop: „zdążę”, „zdążę”. Będąc już na terenie szkoły odetchnęłam z ulga. Czułam w gardle ucisk, tak jakby sto mrówek po mnie chodziło. Otrząsłam się i szybkim krokiem poszłam do klasy. Przez chwile nie wiedziałam gdzie ja jestem i po co. Po krótkim czasie trafiłam na lekcje. Gdy pani czytała moje imię, ja weszłam do Sali i powiedziałam: „obecna”. Po zapierającej dech w piersiach lekcji nastąpiła pięcio minutowa przerwa. Wtedy koleżanka z wielka potrzeba poprosiła mnie żebym pożyczyła jej telefon. Moja mina nie miała żadnego wyrazu. Nie chciałam odmówić, dlatego wyciągnęłam z plecaka komórkę i jej dałam. Nagle wybuchła śmiechem. Okazało się, że zamiast komórki wzięłam pilot do radia. Zrobiłam się czerwona, ale po wytlumaczeniu wszystkim o zaistniałej sytuacji zrozumiały mnie w pełni. Myślę, że moje opowiadanie nie jest zbyt interesujące, ale daje następujący morał, aby: nie śpieszyć się na, tyle aby pomylić sobie komórkę ze zwykłym pilotem. Lepiej spóźnić się pięć minut a mieć porządek w swoich myślach. Zbytni bałagan prowadzi do roztropności. Cieszmy się każdym dniem i budźmy się w miłym nastroju.

PS: Myślę, że moja historia może nie jest bardzo ciekawa, ale stała się na prawdę i to się liczy, ponieważ prawda zwycięża a oszustwo spada na dno.
PS2: Przepraszam za błędy językowe. (Nie umiem ładnie pisać opowiadań i tego typu form.)

Pozdrawiam! :) :) :)

Aniusiaaa85
23-06-2007, 17:53
Przygoda z moim pechowym telefonem zaczeła sie rok temu w święta Bożego Narodzenia...Zawsze robiłam mojej rodzince duze prezenty bo mialam pewniaka ze od rodzicow dostane pod choinke gotoweczke. Lecz na tych świętach bylo zupelnie inaczej...Nakupowalam duzooo prezentów i całkowicie sie splukalam!!!W śwateczny wieczor usiedlismy pod choinke i rozdalismy sobie prezenty, ale pod choinka zostala 1 torebka-nikt nie wiedzial dla kogo. Tata oznajmil ze to dla mnie...otworzylam a tu patrze telefon Nokia z karta na abonament i tylko telefon...a gdzie gotówka!!! Myslalam że ze zlosci wyjde z siebie i stane obok!!! :mad: Jeszcze na dodatek dowiedziałam się ze moj Tatuś zapłacił za nią całą jedną "ZŁÓTÓWKE"!!!!!!!Ale to nie koniec historii mojego telefonu...byłam z moim facetem 6 lat, ale niestety los tak chcial ze zauroczył sie w swojej kolezance. Na pozegnanie pojechalismy na tydzień do Egiptu. Któregoś dnia sie pokłocilismy i wyslalam do tej panny wscipskiego smsa. Moj byly sie tak na mnie zdenerwowal ze wyrzucil moj telefon do morza i do Polski wrociłam juz bez telefonu, niestety do tej pory mam jakiegos gruchota który non stop sie psuje :(
Aha mial mi odkupic telefon ale minelo juz ponad pol roku od tamtego zdarzenia i nadal go nie mam...

goskaM10
23-06-2007, 21:52
Co moze los? Mam telefon od..Zawsze nosze go w torebce.Pewnego dnia pojechalam na zakupy do hurtowni/prowadze sklepik osiedlowy/.Przegladam liste potrzebnych artykolow ktore musze sprowadzic do sklepu, porownuje z towarem na polkach w hurtowni.Dzwoni telefon.Okazalo sie ze to kolezanka jeszcze ze szkoly sredniej.Organizowane jest spotkanie klasowe/nie widzialysmy sie 20 lat/.Nagle staje przed moim koszem z zakupani kobieta i rozmawia przez telefon.A z kim plotkuje?ZE MNA!To dopiero bylo zaskoczenie!Od paru lat robilysmy zakupy w tej samej hurtowni a nie poznalysmy sie.JAK TEN CZAS LECI !Goska M

Zapera
23-06-2007, 23:53
To bylo jakies pol roku temu. Kupilismy sobie nowego psa, ktory bardzo lubil biegac, byl bardzo zywy. Pewnego dnia jednak uciekł..... Wszyscy byli pogrozeni w rozpaczy. Jakis tydzień po tym jechalismy samochodem (nie daleko naszego domu), nagle spostrzeglem, ze na znaku z tym wykrzyknikiem, co pod nim pisze ostrzezenie, zamiast PIESI pisalo PIES. Postanowilem zrobic zdjecie moim Sony Ericssonem K700i. Otworzylam okno wystawilam telefon i nagle, telefon WYPADL przez okno. Na nieszczescie telefon wpadl to rowu. Rów byl bardzo gleboki i zarosniety roznymi pokrzywami, chwastami. Nie udlao mi sie jednak odnalesc mojego telefoniku :(
Postanowilem wiec kupic nowego i tak mialem odlozone troche pieniedzy. Znalazlem fajny telefon na Allego.pl i juz mialem licytowac gdy usłyszałem krzyk mamy i szczekanie psa! Okazalo sie ze to byl moj pies !! WROCIL!! A zgadnijcie co mial w pysku:) Moj TELEFONIk !! Okazalo sie ze dzialal tylko byl troszke usliniony (osuszalem go z godzine).

kkkarinka
24-06-2007, 11:37
Historia , która przytrafiła mi się z telefonem jest może troszeczkę przerażająca,być może to był zwykły przypadek, ale na pewno do dziś nie wiem dlaczego tak się stało...Mieszkam w bardzo dużym domu, nie lubię zostawać w nim sama , bowiem ciągłe dobudowy sprawiły, że ten dom składa się z jakby 2 domów połaczonych przejsciem.Pod nim ciągną się długie korytarze piwnic, do których wejść można przez 3 drzwi, zawsze więc kiedy zostaję w domu sama boje się, że przez jedne z nich wejdzie jakiś "nieproszony gosć" W niedzielny wieczór, 2 lata temu w wakacje oglądałam telewizję będąc sama w domu, bo wszyscy pojechali do babci.Telefon komórkowy miałam na oknie, w mojej miejscowości jest bowiem bardzo słaby zasięg.Obok telewizora stał stolik z telefonem stacjonarnym, drugi telefon stacjonarny (z tym samym numerem) stał w domu obok, za przejściem.Nagle mój telefon zaczął dzwonić , podeszłam do okna i spojrzałam na wyświetlacz... wyswietlila mi się ..."mama i tata"... spojrzałam na stojący przy telewizorze telefon stacjonarny, w ułamku sekundy pomyslałam o stojącym w drugim domu telefonie.i...szybko wybiegłam z domu.Cały wieczór spędziłam u sąsiadki czekając na powrót rodziców, bałam sie sama wejść do domu.Do dzisiaj nie wiem dlaczego tak się stało, czy był to może bład sieci, czy ktoś wiedział, że będe sama w domu i z drugiego telefonu chciał mnie nastaszyć...Niewiem i pewnie nigdy się juz nie dowiem...

1986buziaczek
24-06-2007, 15:07
:rolleyes:

Hej mam na imię Magda i pochodzę z Częstochowy. Moja historia z telefonem była następująca otóż : często bywam w dyskotece "Depo" zna mnie tam dużo osób więc znajomi wiedzą jaki posiadam telefon. Pewnej szalonej nocy w Depo było maxymalnie dużo osób więc jak wiadomo nie było gdzie usiąść i odpocząć troche od tańca, no cóż mówi się trudno ... pomyślałam. Stanęłam przy barierce i obserwowałam ludzi jak się doskonale bawią ... zapatrzona tak na tłum nie poczułam jak ktoś wyciągnął mi komórke z tylniej kieszeni spodni, zorientowałam się dopiero gdy wróciłam do domku że zgubiłam mojego gadżeta ... przeszło mi przez myśl, że napewno znalazła go obsługa dyskoteki i że wróci do mych rączek dnia następnego i poszłam spokojna spać. Okazało się jednak, że nikt nie widział komóreczki :( ... po paru dniach dniach zadzwonił dzonek u mych drzwi, otoworzyłam i zobaczyłam uśmiechniętego, przystojnego, wysokiego bruneta o zielonych oczach, który trzymał w dłoniach mój telefon ... spytał ciepłym głosem : czy przypadkiem go nie zgubiłaś na ostatnim dichu? zaskoczona zajękłam yyyy tak zgubiłam a skąd wiesz, że to mój? ... to ja specjalnie wyciągłem go z twej kieszeni aby móc ci go osobiście oddać ... stałam jak zaczarowana nic nie mówiąć ... podobasz mi się (mówił) i musiałem coś zrobić żebyś w końcu mnie zauważyła i zamieniła choć pare słów, adres zdobyłem od ochroniarza z dyskoteki i jestem ... lecz komórkę oddam jak się zrewanżujesz i dasz się zaprosić na ciacho dziś wieczorem ... i co zrobiłam zgadnijcie, no oczywiście poszłam na spotkanie ale już nie z powodu komórki lecz z powodu tego przystojniaka :) ... było fantastycznie okazał się za***** ... facetem i tak trwam z nim do dnia dzisiejszego ... dzięki komóreczko :) ...

judit
24-06-2007, 15:45
...niedawno( w maju 2007).To był piatek.Po szkole,szykowałam sie do wyjazdu na Mistrzostwa Polski w Karate.Umowiłam sie z trenerem i znajomymi na dwórcu o godzinie 15:00.
Miałam mało czasu,wiec wszystko robiłam w pośpiechu.O mały włos zapomniałabym kimona,a bez tego nieda sie wystartowac w zawodach.
Spakowana,zadowolona wyszłam z domu o 14.20(troche wczesnie, ale na ulicach były roboty drogowe i duze korki)...wsiadłam w autobus...jade...jade..przejechałam dwa przystanki..i przyszło mi cos do głowy,zeby zadzwonić do trenera...siegam reką do kieszeni, aby wyciągnać komórke..a tu... nie ma jej!! zestresowałam sie.. wysiadłam z autobusy...i zaczełam biec spowrotem do domu.
Dobiegłam do domu...cała mokra(straszny upał był ) zaczełam szukac komórki i nie mogłam znalezc.Była 14:45! Babcia mowi zebym w torbie sprawdziła...i okazało sie ze miałam komóreke przy sobie!! zestresowana dzwonie po taksówke. nikt nie odbiera! mysle sobie: "no cholera jak na złość"...zaczełam biec w strone postoju taksówek..stała jedna taksówke.juz byłam jakies 10 m od niej a ta odjechała.Pomyslałam "no koniec" ale zobaczyłam druga taksówke..to szybko podbiegłam zeby zadna babcia mi sie nie wepchneła..i tak zmeczona bieganiem dojechałam na dworzec równo o 15:00! :)

sylwia856
24-06-2007, 17:51
Moja przygoda z telefonem zaczęła się w pewne niedzielne popołudnie. Siedziałam u koleżanki, która poczęstowała mnie obiadem. Ona karmiła swoje bardzo niespokojne dziecko.Nagle jej dziecko uchwyciło się stołu onqa jak najszybciej chciała odstawić piwo które tam stało.Udało się jej ale niestety piwo sie wzburzyło i zaczęło wyciekać z puszki. Ja je chwyciłam w rękę ale zapomniałam ze w drugiej mam telefon i tak mój telefon skąpał sie w piwie, który do dzis wydaje przykry zapach:)

rXeXdXrXuXm
24-06-2007, 17:53
Wydarzyło się to gdy chodziłam jeszcze do liceum ogólnokształcącego. Pewnego dnia, na lekcji historii, mój telefon zaczął nieoczkiwanie dzwonić w mojej torbie. Dzwonki byłi wyłączone, jednak wibracje były wyjątkowo słyszalne. Nauczyciel oczywiście od razu zainteresował się tajemniczym dźwiękiem. Nie szukał winnego zbyt długo - spiekłam takiego raka, że nietrudno było mnie znaleźć. Niestety belfer słynął ze złośliwości i postanowił przy całej klasie odebrać telefon z włączonym głośnikiem. Jakże wielkie było jego zdziwienie gdy okazało się, że rozmawia ze znanym prezenterem radiowym! Bardzo szybko przypomniałam sobie, że rano wysłałam SMSa do pewnej rozgłośni z nadzieją, że zostanę wylosowana... no i udało się, jednak chyba w niezbyt odpowiednim momencie...
Dziennikarz bardzo szybko dowiedział się od profesora o zaistniałej sytuacji, a mimo to zaproponował mu grę. Historyk nie mógł odmówić wobec moich klasowych kolegów, którzy wpatrywali się w niego wyczekująco. W ten sposób znienawidzony profesorwygrał dla mnie płytę mojego ulubionego zespołu. Radiowy DJ wstawił się też za mną u nauczyciela, ofiarując je,u także płytę w ramach przeprosin. Belfer dał się udobruchać kiedy ja również go przeprosiłam. Od tego czasu traktował mnie o wiele milej, a ja zrozumiałam, że nawet najbardziej surowy nauczyciel też potrafi okazać wyrozumiałość :)

zabakarolcia
25-06-2007, 09:32
Telefon- rzecz użytkowa towarzysząca nam od lat. W moim życiu również jest od wielu lat. Jeśli mówimy o telefonie komórkowym to moja przygoda zaczęła się niespodziewanie i była wtedy nie lada wyzwaniem (ze względu na rozmiar i wagę :)). Widziałam kilka razy wielkie teczki ze sprężynkami - tak to były telefony komórkowe do samochodów:). Pamiętam robiły na mnie wrażenie. Pewniego dnia okazało się , że w naszym rodzinnym domu pojawił się taki telefon. Frajda była nieziemska. Było to jakieś 14 lat temu. Nowoczesna wersja telefonu również pojawiła się niespodziewania w moim życiu. Pewnego dnia wracając ze studiów, w pokoju czekał na mnie telefon w kolorze habrowym (moim ulubionym). Miał antenkę i można było wysyłać krótkie wiadomości (sms-y). To były telefony leciutkie jak na tamte czasy i malutkie, chociaż teraz były by kolosami komórkowymi. Byłam podekscytowana chociaż kontaktować się mogłam tylko z bratem, hi hi- tak popularne były wtedy telefony komórkowe. Między innymi od tego zaczęła się moja przygoda z komórką. Potem ja doroślalam, a telefony były coraz nowoczesniejsze z wieloma funkcjami, o których posiadając pierwszy telefon, mi się nie śniło. Telefon- teraz towarzyszy mi każdego dnia. Stał się nieodłączną rzeczą niezbędną do życia- jak klucze od domu i samochodu. Czasami sprawia wiele kłopotu, ale w większości funkcjonowanie z telefonem przyniosło mi wiele korzyści. To przez komórkę przyjmowałam gratulacje ślubne, mogłam sie podzielić szczęściem z powodu narodzin moich pociech. Każdego dnia coś się dzieje. Czasami są to przykre chwile, ale jednak za pomocą telefonu mogłam powiadomić całą naszą klasę o tragicznej śmierci naszych znajomych. To dzięki szybkiemu przepływowi informacji udało nam się towarzyszyć Im w ostatniej drodze. Telefon, również (posiadanie) uratował życie. Dzięki temu, iz "ubrałam" moją nianię w telefon komórkowy udało się dla pogotowia dodzwonić do mnie i ustalić potrzebne dane. Telefon powoli staje sie nie zaprzeczalnie naszym identyfikatorem. Nie mogę opisać jednej przygody z telefonem, ponieważ cały czas się coś dzieje i często związane jest to z życiem moich najbliższych. Zresztą kazda zmianan telefonu to wielka przygoda. Czasami mam wrażenie, że jestem uzależniona od telefonu- jednak myślę, iż jest to pozytywne uzależnienie. Pomogło mi nie jeden raz w życiu rozwiązać kilka problemów. Nie potrafię wybrać tej własciwej przygody i uznałam, że telefon w moim życiu to przygoda!

misiek_28
25-06-2007, 09:47
Moja historia z telefonem zdarzyła się w nocy... w moim pokoju łóżkiem jest materac, z tego względu nie ma przy nim żadnej półki, żadnego stolika i telefon czy inne rzeczy kładę na podłodze, a zwłaszcza telefon żeby można było rano szybko wyłączyć budzik. Tej nocy położyłam się do łóżka dosyć wcześnie i pamiętam że mój telefon a był to sony ericson t230 jak zwykle umieściłam obok łóżka. Gdy jednak obudziłam się rano bardzo się zdziwiłam bo moja komórka znajdowała się pod ścianą, prawie na drugim końcu pokoju i była postawiona. Taka sytuacja zdarzyła mi się tylko raz... nie wiem sama jak można to wytłumaczyć, chociaż jak byłam dzieckiem to podobno lunatykowałam :P więc może i tej nocy coś mi się śniło... i przeniosłam mój telefon na drugi koniec pokoju :)

kasiunka151515
25-06-2007, 10:13
to bylo kilka lat temu. poznalam na wakacjach pewnego chlopaka nazywal sie Michal i bardzo mi sie podobal.kiedys na plazy zagadalam do niego i od tego mometu nasza znajomosc rozwjala sie i bylam z nim szczesliwa. niestety musialam wracac do domu bo wakacja sie konczyly a szkola sie zaczynala.na rozpoczeciu roku szkolnego dostrzeglam chlopaka który byl strasznie podobny do Michala i jak sie pozniej okazalo to byl michal. siedzielismy na przesrwach i ciagle ze soeba bylismy nie odpuszczal mnie na krok.okazalo soe pozniej ze Michal wraz ze swoja rodzinka musi wyjechac do USA. bylam w nim nieszczesliwie zakochana. a na moje nie szczescie nie mialam telefonu i nie milam jhak sie z nim skontaktowac. ndni mijaly bez niego smetnie i wpadlam w deprtesje...pewnego dnia ktos zapukal do miojego pokoju i w drzwiachg stanol Michal!!!. nie mo9glm uwiezyc ze to on!!. przyjechal tylko na tydz zeby spedzic ze mna te chwile i dac mi prezent:0 na kolacji ktora zorganizowala moja mama MIchal oswiadczylo mi sie i powiedzial ze go to nie obchodzi ze ja jestem tutaja on w USA poprostu mnie kocha i chce ze mna byc....dlatego kupil mi telefon komórkowy zebym mogla z nim sie kontakowac....do dzis razem jestesmy z mIchyalem lecz on jest nW USA a ja w polsce lecz nam to nieprzeszkadza wazne ze sie kochamy i tak zawzse bedzie a dzieki komórce bardziej go kocham i gdy slysze jego glos przez tel chce mi sie dalej zyc bo mam dla kogo. DZIEKI ZE WYMYSLILISCIE TELEFON KOMÓRKOW!!!! .

negrita
25-06-2007, 10:52
Zacznę od tego ,że mam tendencje do gubienia i znajdowania telefonów, a tak dokładnie to do jednego telefonu ,do jednego bo gdy zawsze go zgubie to znajduje. Już nawet jeśli mówię znajomym ,że zgubiłam telefon zbytnio się tym nie przejmują bo zawsze go znajduje. Przytoczę historię jak to pierwszy raz zgubiłam mój telefon :P. Moja stara klasa postanowiła zorganizować ognisko .. tak by powspominać dawne czasy. No więc jak postanowiliśmy tak poszliśmy wszyscy na "ognisko" , jakimś dziwnym trafem stwierdziliśmy ,że lepiej zatrzymać się na stacji pkp no cóż czemu nie...Wszyscy fajnie sie bawili i takie tam , w pewnym momencie stwierdziłam z koleżanką , że musimy wyjść gdzieś do toalety , tylko właśnie w tym tkwił problem ,że na stacji akurat wc było czasowo nieczynne jeśli można to tak ująć. Pozostało nam po prostu przejść przez tory na drugą stronę bo tam znajdowała się hmm... jak by to ująć " dogodne miejsce na załatwienie takich spraw".Miałam telefon w kieszeni bluzy szczerze mówiąc zapomniałam o nim, gdy wchodzi :p łam na tory zeskoczyłam z takiego czegoś mniejsza z tym chodzi o to ,że tory były niżej i żeby wejść na nie trzeba było zeskoczyć, no i sobie zeskoczyłyśmy dotarłyśmy tam gdzie miałyśmy zamiar załatwić swoje sprawy i znowu przechodząc przez tory wróciłyśmy.W pewnym momencie gdy chciałam zadzwonić do mamy :D i powiedzieć gdzie jestem , sięgam do kieszeni ...hmm nie ma telefonu , następnie obszukałam cała siebie tzn . moje kieszenie i nigdzie nie ma telefonu ,w padłam w lekką panikę ...obszukałam wszystko i nic . Było już ciemno każdy pomagał mi szukać no ale nic a nic , a ja bardzo inteligęna przed ogniskiem wyłączyłam sobie dzwonki... nawet gdy dzwonili do mnie nie było słychać skąd wydobywa się dźwięk i tym bardziej nie mogłam go znaleźć. Pomyślałam mówi się trudno...wróciłam do domu , byłam pogodzona z myślą ,że już go nie znajdę. 2 i pół miesiąca po tym jak zgubiłam telefon na torach , gdzieś na stacji nie mając zamiaru go znaleźć , wybrałyśmy się z koleżankami na stacje by sprawdzić rozkład pociągów.. któraś chciała gdzieś tam jechać...Jedna z moich kumpeli zapytała "a co byś zrobiła jak byś znalazła telefon?" heh mnie to rozśmieszyło ... jak bym nawet znalazła to przecież po dwóch i pół miesiąca wątpię czy by działał. Jesteśmy na stacji ...heh zabawna sytuacja bo zachciało mi się do wc Jak by nigdy nic nie zdając sobie sprawy tak jak wcześniej poszłam do miejsca tam gdzie zawsze ,gdy mam taką potrzebę na stacji. Przechodzę przez tory itp. tak jak wcześniej, w drodze powrotnej gdy przechodziłam przez tory moja koleżanka, zapytała żartobliwym głosem " I co znalazłaś telefon??" w ułamku sekundy gdy już miałam mówić "nie" Ja się patrze pod nogi i nie moge uwierzyć , centralnie koło mnie na torach leży mój telefon aż mnie zatkało heh. No oczywiście nie byłam taka szczęśliwa bo po tylu burzach i deszczach ,słońcu i przymrozkach wątpiłam w to ,że będzie działał. przyszłam do domu podłączyłam go do ładowarki a tu po 30min przychodze i jakby nigdy nic bateria się ładuje ... dowód na to ,że NOKIE są nie zniszczalne . Tak oto znalazłam mój telefon po dwóch i pół miesiąca i działa do dziś :)

Forward
25-06-2007, 11:39
Pewnego razu oglądałam właśnie kryminalne przygody ‘Miasteczka Twin Peaks’ w reżyserii Luca Bessona. Wartka, pełna tajemnic i namiętności akcja serialu wciągnęła mnie bez reszty.
Lynch jak zwykle, w najmniej oczekiwanych momentach, wplatał do filmu wątki metafizyczne by już po chwili powrócić do fabuły mówiąc "tego nie było, to tylko złudzenie". Gdy na ekranie pojawiła się kolejna scena rodem z tajemniczego świata egzystującego na granicy snu i jawy zadzwonił mój telefon komórkowy. Odebrałam i usłyszałam głos, który zapytał : ”Czy wierzy Pani w duchy ?”. Serce zaczęło mi mocnej bić ”Nie wiem, chyba tak”, odpowiedziałam zaskoczona. ”Ziemia jest przecież żywą planetą a energia produkowana przez istoty żywe jest gromadzona w określonych miejscach, gdzie powstaje pole elektromagnetyczne. Jeżeli wiec dane miejsce lub budulec budynku ma właściwości elektromagnetyczne to miejsca takie są jak urządzenie nagrywające czy rodzaj tkaniny, w której odcisnęły się doświadczenia ludzi w nim żyjących”, dodałam. ”To wiele wyjaśnia”, powiedział do mnie głos w słuchawce. ”Właśnie spotkałem Pani babcię, na której pogrzeb zwalniała się Pani w zeszłym tygodniu”. Wtedy rozpoznałam ów tajemniczy głos, który miał niewiele wspólnego z akcją ”Twin Peaks’, a był po prostu moim szefem. Szok, którego doznałam powoli ustępował. ”Panie Dyrektorze, ale ... zmarli przodkowie brytyjskich Celtów, według dawnych wierzeń tych ludów, nie stawali się bowiem ezoterycznymi istotami z innego świata. Przekraczali w swej ludzkiej postaci granice tego świata, ale ilekroć mieli na to ochotę mogli wracać do świata rzeczywistego”, odparłam. ”Duchy stanowią element każdego liczącego się europejskiego zamku.”, dodałam. ”A my właśnie prowadzimy rozmowy z kontrahentami z Wielkiej Brytanii ... ”. ”Porozmawiamy o tym później”, usłyszałam od szefa. To była iście telefoniczno – metafizyczna przygoda. Myślę, że natchniony duchami podkład dźwiękowy z ”Miasteczka Twin Peaks”, które właśnie oglądałam pomógł mi w odbudowaniu dobrych relacji z szefem. Wszak, jak się okazało potem, nie wszystkie duchy w całości stworzone są ze złych myśli, intencji czy morderstw jak poltergeisty. Lepiej się ich wystrzegać, bo one czerpią energię z ludzi. Są też i takie jak house ghosts czy jiny, które powracają na ten świat by pomagać nam ludziom ... . Na koniec następnej rozmowy szef przyznał, że rzeczywiście jego wiedza na temat duchów była dotąd zbyt wyrywkowa.

galacto
25-06-2007, 12:21
Witajcie,
Moja najciekawsza przygoda z telefonem była naprawdę niezwykła, wstrząsająca i skłaniajaca do przemysleń nt. kruchości ludzkiego życia.
Sobotni, wakacyjny ciepły dzień. Tego dnia miałem wracać ze wczasów. Autobus odjeżdżał o 12.00 z dworca PKS w Gdańsku. Przyznam szczerze, że nie byłem przygotowany do odjazdu. Kilkanaście minut przed przyjazdem taksówki, zacząłem sie pośpiesznie pakować. W końcu uporałem się z walizkami, lecz wciąż nie byłem pewien czy spakowałem wszystkie rzeczy. Gdy wyszedłem z hotelu, taksówka już czekała. Była godzina 11.35. Byłem pewien, że zdążę na autobus. W połowie drogi na dworzec zechciałem zadzwonić do mamy i powiedzieć jej, że niedługo będę z powrotem w mieście. Wtedy zoorientowałem się, że nie mam telefonu. Zrozumiałem, że musiałem zostawić go w hotelu. Pośpiesznie kazałem kierowcy wracać z powrotem. Mialem jeszcze cień nadziei, że zdążę na autobus. Gdy wróciłem do hotelowego pokoju, zobaczyłem swój telefon leżący pod łóżkiem. Zabrałem go i wsiadłem do taksówki.
Niestety... autobus odjechał. Musiałem czekać na następny, który miał przyjechac za kilka godzin.
Na dworcu dowiedziałem się strasznej rzeczy... Otóż autobus, na który nie zdążyłem miał poważny wypadek, a duża część pasażerów leży w szpitalu.
Okazało się, że miałem niesamowite szczęście. Nigdy w życiu, nie czułem się tak jak w tamtej chwili !
Mój telefon uratował moje życie !!!

Veronique
25-06-2007, 16:58
Ja i moja koleżanka Kasia często wpadamy na jakieś głupie pomysły, szczególnie w wakacje :) Pewnego upalnego dnia postanowiłyśmy zostać w domu i porobić sobie żarty telefoniczne. Umówiłyśmy się, że ona będzie dzwonić do moich znajomych, a ja do jej. Zabawa była świetna, trochę szczeniacka, ale wakacje po to są, żeby robić coś dziecinnego :) Nasi rozmówcy często dawali się nabrać, wymyślałyśmy naprawdę ciekawe teksty idealnie dopasowane do rozmówcy. O to jeden z żartów, jaki zaserwowałyśmy szkolnej Barbie:
- Dzień dobhrry, tu Vehronique z agencjiii modelek „Vanessa”.
(Mówiłam to trochę zmienionym, chłodnym głosem, stylizowanym na ton prezenterki czytającej wiadomości, okraszonym lekkim francuskim akcentem :) )
-Yyy... dzień dobry.
- Została pani wyłoniona przez naszych specjalistów, łowców talentów, którzy poszukują nowych twarzy do phrezentacji naszej nowej kolekcji...
- Ja? Naprawdę? ( W tym momencie nastąpiła przerwa na piski, krzyki i tym podobne odgłosy. Inteligentne inaczej dziewczę, nawet nie spytało skąd agencja modelek ma jej numer, co było nam bardzo na rękę :) )
- Tak kolekcja, nazywa się...
- Yyy... to kiedy będziecie mi robić zdjęcia? Mogę przyjść z koleżanką?
- No no, impossible. Nasza nowa kolekcja nosi hasło „Puszyste jest piękne” oczekujemy pani jutro...
- Co? Ale ja nie chcę! Ja nie jestem puszysta! (Po czym nastąpił głośny trzask odkładania słuchawki).

Kiedy skończyły nam się osoby w spisie telefonów, dzwoniłyśmy pod byle jaki numer.
Moja koleżanka wymyśliła tekst o zagubionej kotce. Wybrałyśmy jakiś przypadkowy numer i zaczęłyśmy klepać wyuczony tekst. Nastąpiła chwila ciszy, a później krzyki „Ja wam dam żarty telefoniczne! Oduczycie się w końcu! Skąd macie mój numer?!” Okazało się, bowiem, że nasz rozmówca jest policjantem.„Zaraz zadzwonię do mojego kolegi, ja wam dam żarty!”. Zaczęłyśmy się tłumaczyć, przepraszać, ale policjant odłożył słuchawkę. Po chwili zadzwonił telefon „Tu komenda główna policji w... (nie pamiętam już nazwy miejscowości) mój kolega doniósł mi, że próbowałyście robić żarty telefoniczne. Czy wiecie, czym to się może skończyć?” (Tu przytoczył nam opowieść o nieodpowiedzialnej młodzieży, która dzwoni do szpitali i zgłasza znalezienie bomby itp.) Zaczęłyśmy mówić, że nigdy tak byśmy nie postąpiły, że wiemy, czym to grozi, a nasze żarty były całkiem niewinne i nie robiły nikomu krzywdy. Policjant był jednak nieubłagany. Powiedział, że mój telefon został namierzony, wie skąd dzwonimy i że będzie pod stałą obserwacją policji, że jeszcze jeden żart, a trafimy do poprawczaka itp., po czym rozłączył się. Byłam tak przestraszona, że zaczęłam płakać, moja koleżanka ledwo powstrzymała mnie przed rzuceniem o ziemię telefonem. Wyłączyłam go na całe dwa tygodnie. Policjant chciał nas po prostu nastraszyć, ale od tej pory nigdy więcej nie robiłam żartów telefonicznych.

czarnulka90
25-06-2007, 17:24
Moja historia z telefonem wydarzyła się rok temu w wakacje. Dziadkowie zafundowali mi obóz nad morzem. Wszystko było ok i super fajnie gdyby nie fakt, że moj telefon przeżył koszmar. a było to tak:
Jak codzień zjedliśmy śniadanie i na plażę. Były to moje imieniny więc wzięłam telefon ze sobą z nadzieją smsów imieninowych:). Mój Sony Ericson zaginął podczas mojej kąpieli w morzu. Nie utonął, lecz został zasypany dość głęboko w piasku i to nie przeze mnie. Na obozie mieliśmy jednego bardzo złośliwego kolegę. Ja podczas flirtowania w wodzie z innymi kolegami:D zostawiłam telefon pod ręcznikem. A Adam(złośliwiec) wykopał dość duży dół. W tym dole zakopał mój telefon. Po kąpieli chcąc sprawdzić czy nie przyszedł jakiś sms spojrzałam pod ręcznik telefonu nie było, do kieszeni spodenek brak. Zaczęłam się denerwować, bo telefon miałam dopiero pół roku. Zapytałam czy ktoś go nie widział Adam odpowiedział, żę przysługa za przysługę. Ja: "O co ci chodzi oddaj go!" Adam: "Chodź ze mna na lody a ja oddam ci telefon" Ja sie zgodziłam, po powrocie z lodów przyszliśmy na plaże po mój telefon. Wszystko by się dobrze skończyło gdyby nie fakt, że Adam zapomniał w którym miejscu zakopał mój telefon. Obóz trwał jeszcze przez tydzień- to był okropny tydzień bo bez telefonu. Do tej pory korzystam z starego modelu Sagem MYX 1 Twin. ;)

pamperek111
25-06-2007, 17:28
Moja historia wydarzyła się 2 lata temu w upalne lato. Po tygodniowym pobycie nad jeziorem, tuż przed powrotem do domu poszłam ostatni raz na pomost, pożegnać się ze ślicznym jeziorem. Ubrałam spodenki z kieszeniami i jak zwykle włożyłam do jednej z nich komórkę, żeby być cały czas w kontakcie. W pewnym momencie, kiedy stałam już na pomoście, znienacka podbiegł do mnie ratownik "kolega" i na pożegnanie, całą ubraną wrzucił do wody. Nie muszę chyba opowiadać w jakim byłam szok, który stał się jeszcze większy kiedy okazało się, że wpadłam do wody tuż obok wielkiego, metalowego pręta, który rozdarł mi z boku całe spodenki. Kilka centymetrów obok i cała bym na niego wpadła. Z trudem doczłapałam się do brzegu, było o wiele ciężej z mokrym ubraniem na sobie, i poszłam osuszyć się do domku. Kiedy się przebierałam okazało się, że mam rozdartą kieszeń w której był telefon. Byłam święcie przekonana, że z telefonem mogę się pożegnać, ale coś mnie tknęło ( pomyślałam, że może telefon jest jednak gdzieś w domku ) i zadzwoniłam na niego z komórki koleżanki. Usłyszałam tylko długi sygnał wołania. Smutna i zła zarazem dokończyłam pakowanie. Kilka minut później do domku wpadł mój kolega oznajmiając wszystkim z dumą, że podczas spaceru po plaży nagle zauważył coś świecącego metr od brzegu. Okazało się, że była to komórka - moja komórka. Jakimś cudem musiała "podpłynąć" bliżej brzegu i zaczęła świecić, kiedy na nią dzwoniłam:) Okazało się na dodatek, że po krótkim suszeniu działała w 100%. Jaka była moja radość z odnalezienia w takich okolicznościach telefonu, a jaki smutek kolegi, który już cieszył się z nowego nabytku:D

kwiat03
25-06-2007, 20:37
Dwa lata temu kiedy byłam w trakcie zdawania na prawo jazdy musiałam mieszkać u mojej mamy(ponieważ nie miałam dojazdów do pracy). Mój mąż przebywał w tym czasie w domu i opiekował się naszym psem. Ja natomiast czasami wybierałam się po pracy na spacery z moją koleżanką i plotkowałyśmy do wieczora. Pewnego dnia kiedy odprowadzałyśmy się do domów na wzajem a było już około godz. 23 Monika poprosiła mnie żebym wysłała jej sms-a że doszłam bezpiecznie do domu. Ja natomiast jakby mi było mało pogaduszek postanowiłam zadzwonić że już jestem w domu i przez pomyłkę zamiast do Moniki zadzwoniłam ze swojego SonyErocssona T610 do mojego męża. Jakie było moje ogromne zaskoczenie kiedy po drugiej stronie zamiast usłyszeć głos koleżanki usłyszałam głos mojego męża. Po prostu opadła mi szczęka. I tak nasze niewinne nocne eskapady wydały się a ja w niedługim po tym czasie zdałam prawo jazdy i wróciłam do swojego domu i męża. Tej historii chyba nidy nie zapomnę i do dzisiaj zanim wybiorę numer zastanawiam się dwa razy.
Pozdrawiam serdecznie Agnieszka M.

ANKA14
25-06-2007, 21:29
Moja Historja Z Telefonem Jest Dość Pogmatfana.więc Zaczne Od Początku.mam Nokie Już Dwa Lata.pierwsza Kąpiel Jaką Zaliczyła To Byla Zwykla Woda I Po Tej Kąpieli Naszczęscie Nic Mu Sie Niestało.potem Było Jeszcze Ciekawiej.było Małe Spotkanie Ze Znajomymi I Moj 2-letni Synk Zabrał Telefon Ze Stołu I Wsadził Go Do Dipu Jogurtowo-czosnkowego.powiem Wam Ze I Tą Kapiel Przezył Bez żadnej Usterki.niestety Pewnego Dnia Podczas Najgorszego Dnia Z Zołądkowymi Problemami Telefonik Utopił Się W Herbacie Miętowej I Juz Zaczely Się Problemy Niestety Przestał Dzialać Glosnik.no To Syniu Wiedział Ze Telefonik Jest Klejący Wiec Wzią Go Do łazienki I Wymyl Pod Kranem.mąż Chcąc Uratować Sytuacje Dał Go Do Szklanki Ze Spirytusem Zeby Sie Oczyscil I Wiecie Co On Naprawde Działa!!!! :)

Olivia_26
26-06-2007, 00:52
Byłam z klasą na wycieczce szkolnej w teatrze :) zapowiadał sie bardzo ciekawy spektakl.....
- Nie zapomnijcie wyłączyć telefonów.... Przypominała pani przed rozpoczęciem. Ja oczywiście zapomniałam :eek: W trakcie drugiego aktu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Zanim dotarło do mnie ze dzwoni mój telefon, aktor tak się na tym skupił, że zapomniał tekstu. Ja zostałam wyprowadzona z teatru a przedstawienie zaczęli od nowa.....Nie powiem strasznie była Pani zła, ale za to zwiedziłam sobie miasto I dzwoniła moja mama że ma dla mnie niespodzianke. Ładna mi niespodzianka jak wiedziałam o niej...:) Dostałam psa.... wreście... Może czas zmienić coś jeszcze ??

Maja242
26-06-2007, 07:50
Moja historyjka z telefonem przytrafila mi sie ok 3 lata temu,gdy jeszcze w wieku nastolatki podjelam sie pracy sezonowej.Bylam posiadaczem telefonu nokia i Mezczyzna dla ktorego pracowalam(szef) mial identyczny jak moj.W czasie pracy,a moja praca sezonowa polegala na obslusze klienta w malej pizzeri nad morzem.Ze wgledu na pozwolenie szefa,moglam zostawiac w czasie pracy telefon na ladzie przy kasie fiskalnej.W tym dniu zapowiadal sie dosc ruchliwy dzien poniewaz padal deszcz(nazywamy to pogoda barowa),polozylam swoj telefon na swoje miejsce(kasa fiskalna) i zaczelam obslugiwac klientow.Moj szef wpadal od czasu do czasu z kontrola czy dajemy sobie rade itd.Zauwazyl,ze dziewczyny z ktorymi akurat wtedy pracowalam,maja dosc duzo pracy,a klientow przychodzilo wiecej i wiecej ,wiec postanowil nam pomoc i polozyl swoj telefon kolo mojego.Po dosc ruchliwej godzinie po prostu nas opuscil zabierajac telefon.Wtedy wlasnie zaczely przychodzic dziwne sms na(wtedy jeszcze myslalam,ze moj telefon)telefon.Otwierajac te smsy zastanawialam sie skad te dziwne numery i ,ze ktos sobie robi niesmaczne zarty ze mnie.Jak sie pozniej okazalo byl to telefon mojego szefa ,a smsy okazaly sie od drugiej dziewczyny(o ktorej ,anie jego obecna dziewczyna,ani tym bardziej pracownicy nie mieli pojecia).INTERESUJACE!No coz szef zoorientowal sie,ze ma nie swoj telefon.To byla szybka wymiana!Bylo mu wstyd,nie wiedzial jak sie zachowac,a najlepsze jest to,ze po dwoch dniach zaproponowal mi nie duza,ale ciekawa podwyzke,co bylo mi na reke,dajac do zrozumienia zebym nikomu nie pisnela slowka.

kolonia2000
26-06-2007, 08:10
Mój mąż kupił długo oczekiwany nowy telefon z MP3 i radiem. Cieszył się nim jak dziecko. Poprosiłam go, żeby ściągnął ustawienia ze strony operatora i zainstalował je w telefonie. Miał też ustawić sobie pocztę głosową. Zwykle wracamy razem do domu po pracy. Pewnego popołudnia dzwonię do niego, żeby umówić się na zakupy. Długo nie odbiera telefonu. W końcu sie doczekałam. A tu - o zgrozo - odbiera kobieta. Trochę się zdziwiłam, może pomyliłam numer. Patrzę na wyświetlacz, a na nim zdjęcie mojego ukochanego. Na pewno nie pomyliłam numeru! Pytam więc: "Czy mogę rozmawiać z mężem?". A pani na to, że nie. Zdenerwowałam się bardzo: jak to nie?! Dzwonię do niego a jakaś kobieta odbiera i nie chce mi wyjaśnić czemu mój mąż nie może ze mną rozmawiać! Odłożyłam słuchawkę. Dzwonię jeszcze raz. I znów ten sam głos, a w tle męski śmiech-czyżby to był dowcip? Tego było juz za wiele. Potem odrzucałam każdą próbę połączenia z mężem. Długo próbował się do mnie dodzwonić. Ale ja byłam niewzruszona. Spotkaliśmy się na przystanku. On z miną zbitego psa. Ja zła jak osa. Nie odzywałam się do niego całą drogę. W domu wykrzyczałam mu, że jest okropny, że tak się nie robi, i że bardzo mnie zranił swoim głupim zachowaniem. Zabrałam mu telefon. Pomyślałam, że znajdę tam może połączenia do tej kobiety i wybiję jej z głowy takie żarty. Przy okazji chciałam mu wyłączyć tą przeklęta poczte głosową, której nie znoszę. I wtedy okazało się, że mój kochany mąż wcale nie robił sobie ze mnie żartów. On po prostu nie umiał ustawić sobie tej poczty i wpisał tam jakiś zupełnie przypadkowy numer. Kiedy próbowałam się do niego dodzwonić, poczta przekierowywała mnie właśnie na ten numer! Przeprosiłam męża i spędziliśmy miłe popołudnie. Teraz sama ustawiam mu wszystkie parametry w telefonie.

asiek47
26-06-2007, 08:17
To było cztery lata temu, kiedy byłam jeszcze na studiach....ah to były czasy, ale od początku. W wakacje wybrałam się z koleżanką na miesiąc do Francji, mój narzeczony niestety nie mógł z nami pojechać, ale abym nie zapomniała jak bardzo mnie kocha nagrał mi się na telefon powtarzając " Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham...." wakacje skończyły się w mgnieniu oka..., a we wrześniu czekała mnie poprawka z prawa cywilnego. Przygotowałam się solidnie i pewna siebie pojechałam na egzamin, na sali cisza, słychać tylko brzęczenie much i skrzybanie długopisa o kartke...około 40 osób w skupieniu odpowiada na pytania profesora, nagle kichnełam i nie odwracając głowy( aby nikt nie posądził mnie o ściąganie) zaczełam szukać w torebce chusteczki...nagle- usłyszałam z mojego telefonu i cała sala ze mną " Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham..." o nie włączył mi się telefon z nagraniem!!! ale klapa - pomyślałam...wszyscy spojżeli na siebie badawczo, Profesor spojżał surowo, ale delikatnie uśmiechnął się pod wąsem...egzamin zdałam na 4.0 i do dziś mam to nagranie:)

arleta192
26-06-2007, 08:59
Telefon kom. to naj większy i jedyny przyjaciel jakiego mama. Pewnie się zastanawiasie dlaczego...?? Otóż zawsze jest ze mną. Na wakacjach, w domu, w dobrych i złych chwilach. Zna mnie lepiej niż ja sama siebie. Wie o czym i z kim pisze w danym momęcie. I nigdy mnie jeszcze nie zawiódł.
Pewnego dnia byłam w Gdańsku na zakupacg ze znajomymi i przechdziliśmy koło dziewczyny rozdającej ulotki. Zabrałam tę ulotkę poczym ją schowałam nie przyglądając sie co to jest. Wruciłam do domu i przeglądałam to co kupiłam i znowu wpadła mi w rece ta owa ulotka. Wczytałam się dokładnie i... Spodobała mi się. Była to ulotka promująca szkołe zaoczną oraz kursy. Spodobał mi się pewien kurs i postanowiłam zadzwonić. Dowiedziałam się szczegułów co i jak oraz umówiłam się na spotkanie. W umówionym terminie przyjechałam do Gdańska. Osobiście to nie jestem z trójmiasta i do końca nie wiedziałam gdzie mam dojechać. Chwyciłam za telefon bo wiem że on mi zawsze pomoże. Zadzwoniłam do sekretariatu tej szkoły i z uśniechem i z lekką nutka wstydu poprosiłam tę kobiete o pomoc. Wytłumaczyła mi dokładnie w jaki tramwaj wsiąść, gdzie mam dojechać, gdzie wysiąść i do jakiego budynku się kierować. Oczywiście perfekcyjnie dojechałam na czas. A to mogę zawdzięczyć mojej kom. bo bez niej to raczej bym sie nie ruszyła z miejsca przechodnie nie zawsze wiedzą o co nam chodzi. Spotkanie przebiegło super. Zapisałam się na kurs zapłaciłam daną kwote i przez kolejne trzy niesiące wracałam do Gdańska. Z czego jestem bardzpo zadowolona. Kiedy byłam chra bądz nie mogłam przyjechać to zawsze dzwonilam i informowałam że danego dnia mnie nie będzie bądz się spóźnie. Jeżeli jakieś zajęcia miały być przełożone to też zawsze do mnie dzwonili. Tak że kontakt telefoniczny w tych czasach jest bardzo ważny bo bez tego ani rusz. Kurs skończylam z bardzo dobrym wynikiem. Pracowałam kilka miesięcy u mnie w mieście oczywiście po tym kursie zostalam odrazu przyjęta. A by móc się umówic na stylizacje to klijętki dzwoniły i się zawsze umawiały i ja byłam zadowolona i one. Ostatnio znalazłam ogłoszenie w którym było zapotrzebowanie na fryzjerow. I co zrobiłam...?? Tak chwyciłam za mój telefonik i zadzwoniłam. Pjechałam na spotkanie że znam angielski dostałam prace. Wyjechałam na pół roku. Zarobiłam znacznie większe pieniądze i teraz jest mnie stać na otwożenie wlasnego zakladu. A jak dalej się potoczy mój los z tel...?? Ha tego jeszcze nie wiem. Jak otwoż swój zakład to zadzwonie.... ;)
Tak jak napisałam TELEFON TO NAJ WIĘKSZY MÓJ PRZYJACIEL zawsze mi pomaga :)

naila89
26-06-2007, 09:15
Telefon zabierałam ze sobą wszedzie. Tak,ze gdy pewnego dnia wybrałam sie na przejarzdzke rowerową po parku. Telefon schowałam do kieszeni i ruszyłam w droge. Po około 20 minutach jazdy zadzwoniła moja przyjaciółka. Pogadałam z nia chwile , po czym jak mi sie wydawało schowałam telefon do kieszeni. Ruszyłam w dalsza droge i dojerzdzajac juz do celu wycieczki zorientowałam sie,ze nie mam swojego telefonu !! Pomyślałam,ze musiał mi wypaśc gdy usiłowałam schowac go do kieszeni. Wróciłam sie w to miejsce i ujrzałam młodego mężczyzne schylajacego sie po cos co leżało na ziemi,pomyślałam,ze to napewno mój telefon! Nie zastanawiając sie długo rzuciłam sie na niego krzycząc ,żeby oddał mi telefon ! Wyzywałam go od złodzieji i innych najgorszych.... dopiero po chwili dotarło do mnie,ze mężczyzna podnosi z ziemi nie mój telefon a odtwarzacz mp3,ktory prawdopodobnie spadł mu na ziemie ! Podejrzany mężczyzna skierował wzrok na moją kieszen..... wsadziłam w nią ręke i wyjełam swój telefon ! Nie pomyślałam,ze może on byc w drugiej kieszeni ! Było mi bardzo glupio i jak najszybciej chcialam uciekac z tamtego miejsca. Po wszystkim wymieniłam sie z Radkiem numerami telefonów. Spotykamy sie do dzisiaj :)

aniaXw1
26-06-2007, 09:19
Moja historia jest żywym dowodem na to, że człowiek w sytuacjach kryzysowych często w stesie tworzy sytuacje komiczne. Ale do rzeczy... Był to pewien zimowy dzień, od początku zapowiadał się podły, gdyż z rana obudził mnie telefon od mojej przerażonej mamy, która dzwoniła z wiadomością, że babcie zabrało pogotowie i jest w szpitalu. Ona niestety była w pracy, nie mogła się zwolnić, a i lekarze nie chcieli jej udzielić żadnych konkretniejszych informacji. Kazała mi najpierw pobiec do domu babci i spakować jej rzeczy i koniecznie wziąć telefon komórkowy (starej generacji, tzw cegłe, która hojnie obdarzyli babcię jak skończyła się im umowa). Byłam tak zdenerwowana, że drogę do babcinnego domu pamiętam jak przez mgłę, po prostu wpadłam tam jak burza byle jak wrzuciłam wszytsko do siatki i zgarnęłam tego kloca (czyt.komórkę) do torebki. Wybiegłam na ulicę i złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Wówczas mama do mnie zadzowniła po raz drugi, mówiąc że koniecznie muszę skoczyć jeszcze do kiosku po doładowanie na komórkę babci, ale nie pamiętała z jakiej jest firmy, wieć długo nie myśląc wpadłam do szpitalnego kiosku, za ladą stał taki młody chłopak i ja zziajana po prostu wywaliłam mu telefon na ladę i powiedziałam że chce kartę zdrapkę doładowującą. Trzymając się lady próbowałam złapać oddech gdy ten chłopak wybuchnął śmiechem, na co ja wściekła zaczęłam się na niego drzeć żeby się pośpieszył a nie sobie bekę toczył, bo mi tam babcia umiera. Na co on wyraźnie się speszył i tylko wymruczał przepraszającym głosem "Pani, ale to jest pilot". Z przerażeniem spojrzałam na tą cegłę,która spoczywała w jego dłoni rozpoznając w niej starego pilota do telewizora. Spłoniłam się ze wstydu, wyrwałam mu tego nieszczęsnego pilota z ręki i bez słowa zwiałam na oddział. Z babcią dzięki Bogu wszystko było w porządku, jednak zostawili ją na kilka dni na obserwacji. Podczas moich odwiedzin w tym czasie, omijałam ten kiosk szerokim łukiem. Moja historia stała się rodzinną anegdotą wypominaną mi przy każdej okazji na rodzinnych uroczystościach. Jedynym plusem było to, że rodzice w końcu kupili babci nowy telefon, przypisuje sobie w tym trochę mojej zasługi, bo to się zdarzyło w krótkim czasie po tym incydencie. Tak czy siak jestem pewna, że już nigdy nie będę miała problemu z rozróżnianiem pilota od komórki.
:) :p

bru
26-06-2007, 11:16
Kilka dni temu odwiedziłam moją 85-letnią babcię. Po obiedzie z przyzwyczajenia wyjęłam z kieszeni spodni komórkę. Podłączyłam słuchawki i wsadziłam je do uszu. Chciałam posłuchać muzyki. Moja babcia popatrzyła się na mnie i westchnęła:
- Czasy się zmieniły...
- O tak! - odpowiedziałam - Co ja bym zrobiła bez tego sprzętu...
- Ależ wnusiu - oburzyła się babcia - Co ty pleciesz?! Jestem o ponad pół wieku starsza, a słyszę lepiej od ciebie i nie potrzebuję aparatu słuchowego...
Po czym dodała:
- aparatu słuchowego w połączeniu z tą, jak wy to mówicie, ko-mór-ką!!

zaba
26-06-2007, 11:54
Sama mam Samsunga x200 ale moja przygoda która ciagnie sie do dzis dzień dotyczy starej zasłużonej Noki 3310....pewnego majowego dnia w zeszłym roku wybrałam sie z koleżanka do kina...zakupiłysmy bilety w kasie oraz popcorn i ucieszone z faktu że zaraz bedziemy oglądać film udałyśmy się do sali....i tu się zaczeło :) znalazłyśmy swoje miejsca usiadłysmy a jaaa...na swoim miejscu w stojaczku na kubeczki znalazlam telefon :) po seansie zastanawialysmy sie co z nim zrobic??....wpadlysmy na pomysl po przejrzeniu ksiazki telefonicznej ze widnieje w niej numer o szalenie zwyczajnej nazwie DOM postanowilam tam zadzwonic ..odebral jakis chlopak...bylam troche speszona ta sytuacja ale gdy udalo mi sie tylko mu wyjasnic kim jestem i po co wlasniewie dzwonie..byl tak ucieszony ze w ciagu 15 minut byl juz w kinie..oddalam mu telefon a on chcial sie jakos zrewanzowac wiec zabral mnie na pizze i zeby nie przedluzac napisze ze jestesmy para z Markiem do dziś :)

andziaXandzius
26-06-2007, 14:11
Wieczorem przed spaniem podłączyłam moją komórkę Nokie3100 do ładowarki,bo mi się rozładowała.Rano mnie obudził brat,wiec wstałam.Jak sie juz ubrałam to poszłam po moja komórke,ale ani komórki ani ładowarki nie było.Szukałam ją po całym moim pokoju oraz domu cały bozy dzień.Nawet zaczełam ja wołacz"Komórko,komóreczko,gdzie jesteś,albo tak komórko moje słonko gdzie jesteś??"itp.Mało co sie nie popłakałam,bo tak nagle stracić komórkę to dla mnie jest rzecz tragiczna.Zapytałam się rodzoców czy wiedza gdzie ona jest,ale oni niestety nie wiedzieli.No więc powiedziałam sobie,że stała sie rzecz trodna do przełkniecia.Przyjdzie mi kupic nowa,ale wtedy nie byłam przy kasie i to mnie jeszcze bardziej zdołowało,no ale mówi sie trudno.Zrobiło sie juz pozno i nagle brat od kolegi i dowiedział sie od rodziców co sie stało i wtedy przyszedł do mnie łapie mnie za reke i gdzies ciagnie,poszłam za nim.Prowadził mnie do jadalni i okazało sie,że tam przeniosłam komórke zeby sie naładowała,bo brat chciał sobie naładowac baterie akumolatorki do zabawki.Nadle zaczęłam się śmiać i powiedziałam to rodzica.Byłam szczęśliwa,że ją znalazłam,wrecz skakałam z radości.Okazało sie,ze mam sclerose.

blanda666
26-06-2007, 14:12
No cóż, moja histoira z telefonem jest nadal żywa :) 2 lata temu byłam na fantastycznym koncercie, na którym to było dużo zamieszania, wszędzie przewijali się ludzie i można było się zapomnieć. Zadzwoniła do mnie w tym czsie koleżanka, odebrałam, pogadałam i nie wiem jak to zrobiłam, ale odłożyłam telefon na kanapę w klubie i poszłam pod scenę... wyszłam zadowolona z koncertu, wróciłam do domu, kładę się do łóżka i wtedy wpadłam w panikę, bo przecież w mojej torebce nie ma mojego telefonu!! Było za późno żeby wracać, poza tym to było w innym mieście niż moje... więc chwyciłam za telefon stacjonarny i zadzwoniłam pod swój numer... o dziwo odezwał się miły, męski głos... oczywiście z moim charakterkiem nie dopuszczając faceta do głosu, zaczęłam grozić, że jak nie odda telefonu to rozliczę się z nim w inny sposób itp.... W końcu facet wykrzyczał, że ma zamiar oddać mi ten telefon, bo jest barmanem w tymże klubie i znalazł ten telefon... spotkaliśmy się i oczom nie wierzyłam... to był chłopak, który w czasie tego koncertu bardzo mi się spodobał... miał ten błysk w oczach... do dziś jesteśmy razem... ;)

krystian4
26-06-2007, 14:37
Nie dawno dostałem talefon od starszego brata i byłem nim zachwycony jak każdy kto dostaje talefon za dormo. Po pewnym czasie zabawy talefonem włoż\rzyłem go do kieszeni i poszłem do ubikacji. Zapomniałem że mam go w kieszeni i wpadł mi do klozety, a ja szybko rekę za nim i szukam aż w końcu znalazłem. Nikomu o tym nie powiedziałem i poszedłem go od rzau wysuszyć. Po godzinie suszenia włonczyłem go i działał. Tak się cieszyłem że aż skakałem pod sufit. Lecz na tym kończy się dobro. Po kilku dniach spalił mi sie wyswietlacz. Myślałem że brat mnie zabije, ale na szczęście nikt sie nie dowiedział. Telefon schowałem do szafki i do dzis tam leży. teraz pokótuje za to bo nie mam czym sie ze światem porozumiewać. A wszystko to co sie stało to moja wina!!!!!!!!!!!!!!!!

Martusia001
26-06-2007, 14:38
wyjechalysmy sobie z kolezanka nad jezioro byl fajnie do czasu kiedy nie zachcialo nam sie kapac:)ja prubowałam jakos wejsc do wody a kiedy weszłam zaczelam sie drzec moja kolezanka sie przestraszyla i zaczelam mnie wyciagac kiedy jej sie udało odetchnelysmy z ulga lecz po chwili kiedy sie obruciłysmy telefonu nie bylo zaczelysmy panikowac ujzalysmy jak telefon pływa w jeziorku zaczelismy go wylawiac i na szczescie sie udalo magda szybko poleciala do domku aby go wysuszyc po drodze zgubila klapki i wpadła jej torba do wody na nasze nieszczescie mialysmy w tej torbie moj telefon zaczelam krzyczec jakis chłopak podplynal do mnie i sie spytał co sie stało! natychmiast wskoczył do wody i uratowal moj telefon szybko pobiegłam aby go wysuszyc nastepnego dnia spotkałam mojego bohatera!!zaczełam mu opowiadac co sie stało i o innych rzeczach!naszczescie nasze telefony dzialaly a ja spotkałam chłopaka swoich marzen!!nasz wybawiciel mial na imie Mateusz ktory teraz jest nie tylko moimbohaterem ale tez chłopakiem! :D i mimo ze mialysmy taki tragiczny dzien wszystk siedbrze skonczyło

krystian4
26-06-2007, 14:40
Nie dawno dostałem talefon od starszego brata i byłem nim zachwycony jak każdy kto dostaje talefon za dormo. Po pewnym czasie zabawy talefonem włorzyłem do kieszeni i poszłem do ubikacji. Zapomniałem że mam go w kieszeni i wpadł mi do klozetu, a ja włożyłem szybko rekę za nim i szukam aż w końcu znalazłem. Nikomu o tym nie powiedziałem i poszedłem go od rzau wysuszyć. Po godzinie suszenia włonczyłem go i działał. Tak się cieszyłem że aż skakałem pod sufit. Lecz na tym kończy się dobro. Po kilku dniach spalił mi sie wyswietlacz. Myślałem że brat mnie zabije, ale na szczęście nikt sie nie dowiedział. Telefon schowałem do szafki i do dzis tam leży. teraz pokótuje za to bo nie mam czym sie ze światem porozumiewać. A wszystko to co sie stało to moja wina!!!!!!!!!!!!!!!!

peres83
26-06-2007, 14:44
Jeśli chodzi o moją historie to poczytajcie...

Był ładny słoneczny czerwcowy dzień,gdzieś z rok moze dwa lata temu.W poniedziałek po pracy poszedłem kupic nowy prostro z salonu telefonik sagema my301X.Na drugi dzień oczywiscie poszedłem z nim do pracy.Moja praca polegała na ocieplaniu i uszczelnianiu dachów... Tego dnia pracowaliśmy na wieżowcu i pokazywałem swoim znajomym mój nowy nabytek.Nagle całkiem niechcacy jeden z moich znajomych przechodzac obok sztórchnął mnie i telefon wyleciał z dachu...Zdążyłem tylko krzyknać ( MÓJ TELEFON!!!) a telefon spadał coraz szybciej i szybciej.Na szczęście na dole jakiś przechodzień usłyszał mnie spojrzał w góre i dosłownie w ostatniej chwili go złapał.Gdyby nie on mój nowy telefon roztrzaskał by sie na drobny mak na chodniku... dziękuje

edzka
26-06-2007, 15:01
kupilam tel.na abonament,po jakims czasie doszlam do wniosku ze jest to neoplacalne i wole jak wiekszosc moich kolezanek kontrolowac rozmowy przez tel.na karteoszlam wiec do salonu i zerwalam umowe.Jak to bywa w zyciu kazdej nastolatki zdazaja sie dosc czese imprezy a po jednej z nich gdy sie przebudzilam zauwazylam ze moj telefonik tej nocy nie spal ze mnia:P(zazwyczaj lezy na brzegu lozka)nie moglam go nigdzie znalezc.Zbieglam wiec do salonu i zadzwonilam na moj numer.Odebral jakis chlopak o sympatyczym chociaz nieznamym mi glosie-pierwsza rzecz jaka przyszla mi na mysl bylo to ze ukradl mi moj telefon a teraz uzywa go sobie jak prawny wlasciciel. Zaczelam krzyczec i wyzywac go.byl przerazony.probowal mnie uspokoic i tlumaczyl ze to pomylka ze dostal na 18tke(jakis miesciac wczesniej) od rodzicow telefon. Myslalam ze sie rozplacze!Robil ze mnie wariatke!! dla pewnosci sprawdzilam nr z jakim sie polaczylam na wyswietlaczu telefonu stacjonarnego, numer zostal wybrany bezblednie ale nie byl zapisany i to mnie zastanowilo..po chwili przypomnialam sobie..rzucilam sluchawka. zrobilam z siebie kretynke. kiedy emocje opadly i zaczelam trzezwo myslec postanowilam zadzwonic jeszcze raz pod moj STARY nr. chlopak odebral i uslyszalam "slucham?" tym samym aksamitnym glosem..przeprosilam go i wytlumaczylam cala sytuacje na szczescie byl bardzo wyrozumialy i..w ramach przeprosin smiechem zartem dal zaprosic sie na kawe odpowiedzial ze bardzo chetnie i zebym tylko wybrala miejsce smiechem odparlam ze nie dojdzie do niego poniewaz pewnie mieszka na drugim koncu Polski. okazalo sie ze mieszka jakies 50km ode mnie.. tego spotkania nigdy nie zapomne.. czulam sie jakbym znala go dobre pare lat-Marciz z reszta mial podobne wrazenie:) do tej pory utrzymujemy kontakt i co roku swietujemy dzien kiedy sie zadzwonilam do niego:) a moj telefonik..lezal pod lozkiem:] :D

amarissima
26-06-2007, 16:09
Moje miasto obchodziło swoje doroczne święto i z tej okazji odbywało się wiele koncertów oraz imprez towarzyszących, a także przyjechały obwoźne karuzele. Postanowiłam poszaleć z moich chłopakiem i przyjaciółmi. Wybraliśmy się na karuzelę tzw. ławkę. Zawsze bardzo pilnuję telefonu, a tym bardziej, że akurat 5 dni wcześniej kupiłam nowy aparat. Na karuzeli było świetnie i wszyscy mieliśmy ubaw jak dzieci :D W pewnym momencie moja przyjaciółka poczuła, że coś wpadło na jej siedzenie, okazało się, że to mój telefonik, bo nie zauważyłam, iż podczas wsiadania odpięła mi się torba. Telefon przeskakiwał z siedzenia na siedzenie, a moje przyjaciółki próbowały go złapać, co niestety uniemożliwiały zapięcia karuzeli, musiało to naprawdę zabawnie wyglądać z dołu. :p W końcu spadł na podest, a tam już polował na niego jakiś małolat, na szczęście moja przyjaciółka ma bardzo donośny i piskliwy głos, więc narobiła takiego hałasu, że wszyscy się odwracali żeby zobaczyć, co się dzieje. Po zejściu z karuzeli odzyskałam mój telefonik, który o dziwo oprócz kilku zarysowań nie był uszkodzony. Od tej pory jest on moim oczkiem w głowie i służy mi wiernie od 3 lat.

agnieszka19l
26-06-2007, 16:43
Historia ze znalezieniem mojego fonika !!.Szlismy sobie ''wałami" zaraz nad rzeka plynaca kole parku , bylo strasznie zimno i slisko , przez cala droge usta nam sie nie zamykalygdy tak szlismy zobaczylam na sciezce lezacy telefon nikogo dookola nie bylo wiec podnioslam go okazal sie to byc sony ericson k700 nawet nie macie pojecia jak sie ucieszylam ,w koncu mialam po raz pierwszy jakies szczescie i moglam sobie zmenic tel z dotychczasowowej nokii3100 no i do dzis mam znaleziona kome i przez te prawie pol roku nic w nie j jeszcze nie nawalilo :) hehe spacerujcie wiecej bo zawsze mozna cos znalezc:)buziaczki i pozdrawiam

sylamon
26-06-2007, 17:03
Zgubilam telefon, banalne prawda! Bylam z psem w lesie, trochę biegaliśmy, wracam do domu, wkladam ręke do kieszeni a tu pustka, nie ma telefonu, szybko dzwonię z domowego na mój numer ale nikt nie odbiera, myślę sobie że jest szansa że go odnajdę, wracam do lasu ,idę moją trasą i niestety wracam do domu z pustymi rękami. Jestem strasznie zla na siebie za moją bezmyślność, powoli godzę się z utratą telefonu... nagle dzwoni domowy, odbieram i slyszę ,,czy pani coś zgubila?,,. Wielka radość mnie ogarnęla i nie tylko z faktu że odnalazl się moj telefon ,ale że są jeszcze uczciwi ludzie! Wielkie uklony dla tych co znajdują i oddają!

madzinusia
26-06-2007, 17:54
Kiedy rozpakowałam prezent znaleziony pod choinką, nie kryłam niezadowolonia-" Tyle czasu czekałam na nowy, piękny telefon! Przecież sugerowałam rodzicom, który model bym chciała!"- myślałam oburzona. Już drugiego dnia chciałam sprzedać to nieszczęsne cudo, ale szybko zrezygnowałam, ponieważ nie chciałam zrobić przykrości rodzicielom. "Dobra, fonuś"- powiedziałam do komórki-"Musimy się zakumplować. Ty będziesz grzecznie wysyłał sms-ki, a ja będę cię szanować"- zawarłam przymierze z moim nowym telefonem.
Po świętach wróciłam do szkoły. Komórka spisywała się całkiem dobrze. Pewnego dnia, gdy wracałam po lekcjach do domu, zaczepił mnie "dryblas". Niby z uśmiechem na twarzy zwrócił się do mnie uroczo- "Teee... maleńka, ładny masz plecak"- wyszarpnął mi z ręki torbę i zaczął szybko iść w kierunku parku. Nie wiedziałam co robić, a ponieważ w plecaku miałam całe stypendium, które odebrałam tego dnia w szkole (niestety, mam bardzo głupi zwyczaj trzymania portfela w plecaku, z resztą on jest ogromny!), chciało mi się płakać. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i bez namysłu rzuciłam nią w stronę złodzieja! Traf chciał, że rzut okazał się celny- dryblas dostał w łeb!!-" Uaaa... bez okularów i tak rzucam??"- pomyślałam. Bandzior chwycił się za głowę i upuścił plecak, więc ruszyłam w jego stronę, a on zdezorientowany uciekł w siną dal!! Wzięłam plecak i pozbierałam komórkę " w kupę"- "Biedactwo, poświęciłeś dla mnie swoje życie"- znów zaczęłam gadać do telefonu i spróbałam go uruchomić... Udało się!!! Działał!!!! Był cały i zdrowy, tylko lekko się zarysował- " Moje maleństwo, kocham cię, nigdy cię nie zamienię na inny model"- wyszeptałam tuląc telefon do policzka. Jak powiedziałam tak też zrobiłam...Fonuś służył mi wiernie przez 5 lat. Niestety, wyniku nadmiernej ekspolatacji i starości, musiałam kupić nowy telefon, ale zatrzymałam sobie "mojego wybawcę" na pamiątkę. Do dziś wspominam przygodę ze złodziejem...

Julaaa
26-06-2007, 18:16
Moja przygoda z telefonem...to była raczej zenada do dzisiaj chce mi sie ze mnie śmiać..choć było to juz dość dawno
Wiec to było tak... dostałam na urodzinki świetny telefon...no wiecie klapeczka, mp3 i te rzeczy ;) ...Chciałam się przed wszystkimi tylko chwalic i chwalic(mysle ze mozna to nazwac chwaleniem sie)
Pewnego dnia( nie pamietam dokładnie daty) poszłam po lekcjach ze znajmomą do takiej kawiarenki napic sie czegos zimnego bo było oookropnie gorąco...Po chwili weszło chyba z 5 przystojniaczków Wiec ja zeczełam udawac ze rozmawiam przez mój nowiutki telefon Asia(znajoma) wkurzyła sie... bo tak jakos zawsze bylo ze i tak chłopcy zwracali uwage na mnie a nie na nią (sama nie wiem dlaczego) i powiedziała ze idzie do ubikacji...a ja dalej udawałam ze nawijam przez telefon :D i nagle ja tak gadam gadam a tu naprawe zadzwoniła mi komóra w tym momencie co ja gadałam hehehe chłopaki sie ze mnie wylachali(wszyscy sie zorientowali ze udawałam rozmowe)...myslalam ze sie zapadne pod ziemię...okazało sie ze to Aśka zrobiła mi taki kawał...myslałam ze ją zabije...
Teraz juz wiem ze lepiej sie nie chwalic w taki sposób telefonem ehehe
Było to dawno a pamietam jakby to było wczoraj...co za zenada

sylwusia1003
26-06-2007, 20:20
pewnego dnia,kiedy dostałam nowy telefon na Boże Narodzenie.Od samego poczatku czułam,ze cos jest nie tak poniewaz ciagle sie z nim cos działo.To wypadł mi z reki i wszystkie czesci były na ziemi kazda osobno,to znów wyladował na wigilijnym karpie i był cały tłusty i az w dodatku zadzwonił mi przy wigilijnym stole na moj dopiero co otrzymany numer nieznajomy z wyznaniem miłosnym.Byłam wsciekła bo co to ma byc za dzien pechowy,juz tyle sie wydarzyło i jeszcze takie cos,a mówi sie jaki bedzie wigilijna noc tak cały rok:P wiec wytłumaczyłam panu,ze nie znamy sie,ze co dopiero dostałam numer,ale on sie upierał.Wiec pewnego dnia spotkalismy sie zaraz jakos po świetach i spotykamy sie do dzis,jestesmy zakochana para i jest cudownie.Dziekuje Bogu,ze własnie w taki dzien zesłał mi mojego ukochanego Mateusza,który mieszka 200 metrów dalej ode mnie, nigdy sie nie spotkalismy,a tu takie zdarzenie,a wszystko dzieki temu magicznemu telefonowi,który mam do dzis.I kiedys jak uwazałam,ze jest ten telefon pechowy tak dzis daje mi szczescie co dnia:)

Agusia146
26-06-2007, 20:36
Ja też chce barć udział!

Agusia146
26-06-2007, 20:44
Pewnego dnia w mojej wiśi odbyła się parada festynowa. Ja z moją koleżnką stałyśmy w oknie i robiłysmy zdjęcia naszymi telefonami. Po moim ogródku kręcił się jakiś cudzy owczarek niemiecki. Śmiałyśmy się właśnie bardzo z klauna który brał udział w paradzie gdy nagle moja nowiutka nokia z aparatem wyślizgnęła mi się z rąk. Co sił biegłam po nią, martwiąc sie czy nic jej się nie stało bo przecież była nowa! Gdy dotarałm na miejsce już jej tam nie było. Obcy owczare biegł z nią w pysku. Co sił pobiegłam za nim. Owczarek widząc ze go ścigam, biegł coraz szybciej. Już traciłam siły... gdy nagle owczarek zwolnił! Złapałam go za obroże ale w tym momęcie przyśpieszył. Ciągnał mnie za sobą jakieś 5 metrów i upuścił komórke.... Byłam taka happy że odzyskałam moją nowiśką komórkę! Była ośliniona ale to nic :) Troszkę posoniaczona z oślinioną komórdą wróciłam do domu :)

iLuSia6
26-06-2007, 20:50
Z telefonami komorkowymi mam do czynienia od 2005 roku- wtedy to dostałam moj wymarzony telefon komórkowy (nie był to fascynujący model jak na te czasy) na urodziny.
Była zima i ja jako zapalona amazonka, co tydzien w soboty jezdzilam konno w pobliskiej stadnine koni. Akurat w tą sobote wypadały moje urodziny, z tym, że nie wiedziałam jaką niespodziankę szykują rodzice.
Przybywszy na stadnine poszłam do mojego ulubionego konia i zaczełam go przygotowywać do jazdy...I nagle ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu pod siodłem znalazłam paczkę z moim imieniem. Otwieram a tam - TELEFON KOMÓRKOWY. Włączony nagle zaczął dzwonić (bardzo głośno)-był to mój tata, który sprawdzał czy niespodzianka jest OK. Ale byłaby OK, gdyby nie to, że koń, który stał przy mnie troszkę spanikował i dziabnął moją rękę trzymającą nowiutki telefon. Nowy telefon oczywiscie troszkę się porysował, a mnie bolała ręka. I od tamtej pory nigdy nie biore ze sobą telefonu na stadnine :)

lenioXek
26-06-2007, 20:50
2 tyg. przed Walentynkami rozstałam się z facetem.. byłam załamana, nie chciałam widywać się ze znajomymi a już na pewno miałam uraz psychiczny do związkow i poznawania nowych kolesi...
Na dodatek przerażała mnie wizja samotnie spędzanych walentynek:(
Zostałam zaproszona na urodziny.Nie chciałam isc ale nie mogłam odmówic- w końcu przyjaźń zobowiazuje...
To był koszmarny dzień: od rana lało, w autobusie złapali mnie kanary za jazde bez biletu (ale to z roztrzepania bo myslałam co kupic na prezent) na dodatek zgubiłam klucze do mieszkania...
Podeszłam do baru zamowic soczek(od razu zwróciłam uwagę na siedzacego tam przystojnego bruneta), położyłam telefonik na blacie i w torebce szukałam portfela... w pewnym momencie cała zawartość mojej torebki wyladowała na podłodze- Brunecik uprzejmie pomógł mi pozbierać ,,wnetrzności mojeje torebki", podziękowałam, zapłaciłam za sok, chwyciłam telefon i zwiałam zażenowana....
Na dodatek gdy chciałam zadzwonic po taksowkę spostrzegłam ze tel. sie rozładował... ,,jakby tego wszystkiego było mało na dziś"- pomyslałam...
Po powrocie do domu nie mogłam zasnac- ,,plułam sobie w brodę" że majac taką świetną okazję zeby zagadać do super kolesia, ja zdezerterowałam(!!!).. wycofałam się jak raczek(pewnie równie czerwona na twarzy...)
Rano podłączyłam moją komorkę do ładowania.
Koło południa dostałam sms od OSY : ,,co z wieczorkiem ziom?". Zupełnie zgłupiałam, kim jest Osa?! i co robi w moim telefonie?! i dlaczego nazywa mnie ,,ziomem"?
Siedziałam 15 min. głowiąc się o co w tym wszystkim chodzi i nagle na wyświetlaczu pojawił się numer nie zapisany w mojej książce...
ZARAZ!!! Przecież to moj numer telefonu!!! (????!!)
odebrałam:
-słucham? kto mowi?
- to Ty? - odpowiedział moj rozmówca po chwili ciszy.
Zdębiałam. -kto ja? nierozumiem... z kim rozmawiam??
-tak, to musisz być Ty, wszystko się zgadza, tego głosu nigdy nie zapomnę.:) Słuchaj, Maciek do Ciebie pisze-przeprasza i pyta czy do niego wrócisz?- wypowiedział powaznym tonem nieznajomy
-co?-krzyknęłam- co się dzieje? kim jesteś? mam dosc tej zabawy? natychmiast odpowiedz!!!
Gdy głos w słuchawce skonczył tłumaczyc mi wszystko po koleii- wybuchnęliśmy śmiechem.
Okazało sie ze to Brunecik z baru, mamy identyczne komórki i przez przypadek zabrałam jego tel. a swoj zostawiłam.
Dostalam kolejną sznsę spotkania go-bo przecież musielismy odebrac swoje komóreczki:) I powiem Wam w tajemnicy... ze walentynek nie musiałam spedzać sama... i nie spedziłam ich tez z Mackiem(do ktorego nie wrocilam)... tylko własnie z Brunecikiem...;) i niech mi ktoś powie że telefony nie mają mają magii;) i jak nic na świecie potrafią łaczyć ludzi.... Pozdrawaim!!! :*

P.S. a Osa to super ziom hehe (przyjaciel Brunecika) :D

krova
26-06-2007, 20:53
Moja stara Nokia czesto się zawieszała i po pewnym czasie postanowiłam ją zawieść do naprawy.Wyjęłam kartę SIM i położyłam ją na półce. Kiedy następnego dnia chciałam zawieść mój telefon do salonu okazało się, że go nigdzie nie ma! Przetsząsnęłam cały dom, ale słuch o nim zaginał!
Pare tygodni później przeziębiłam się. Po wyjęciu ostatniej chusteczki z pudełka chciałam je wyrzucić. Kiedy zarzałam do środka (pudełka) znalazłam mój telefon! Widocznie musiałam go strącić z półki. Podczas gdy ja rwałam sobie włosy z glowy podczas poszukiwań, on bezpiecznie leżał w pudełku!

kasiulec8
26-06-2007, 21:16
moja historia jest urocza ze względu na swoja prostotę :) Otóż mój telefon- Nokia 6610i przeżyła już wszystko! Upadki z rożnych wysokości na różnego rodzaju podłoża. Dla przykładu: kiedyś z nerwów cisnęłam nią z cala silą o betonowa ścianę poniemieckiego bunkru i nic! Została już obśliniona przez dziecko, wpadła do kubka z herbata, wykąpała sie ze mną w wannie, kilkakrotnie na nią stanęłam, wysypałam bułkę tratą... Dosłownie niezniszczalny telefon!- tak myślałam... Az pewnego niepozornego dnia, (zupełnie zwyczajnego) siedząc w pokoju ze współlokatorkami... Jedna z nich,zaaferowana swoją opowieścią, potrąciła nogą stojący na podłodze kubek z herbatą, wylewając ją naaaa... materac drugiej. Tak bardzo wybuchnęłam śmiechem ze upadłam łokciem na notatki, a pod nimi leżał telefon. Coś jakby zatrzeszczało, ale pomyślałam: "Eee! Nie takie rzeczy..." Po dwóch godzinach zorientowałam się, że w telefonie pękła szybka i zepsuł sie wyświetlacz. A jednak istnieją granice wytrzymałości Nokii 6610i :-) Ciekawe jak jest z SAMSUNGIEM F300... ;-)

milagros
26-06-2007, 21:37
:rolleyes: moja przygoda z telefonem była bardzo przyjemna. Właśnie dostałam nowy tewlefon z klapka,a marzyłam o tym od dawna. Siedziałam w autobusie i na któryms przystanku wszedł chłopak który mi sie podobał a, ze miejsce siedzące obok mnie było wolne to sie przysiadł. Byłam taka przejęta tym faktem, ze wychodząc nie zauważyłam ze telefon mi sie wysunął z kieszeni. Zadowolona wyszłam z autobusu ,aż nagle czuje czyjąś rękę na ramieniu. Odwracam się i widze mojego ukochanego. Uśmiechnął sie i powiedział "To chyba twoje". Wywiazała siedość długa rozmowa i na tym spotkaniu się nie skonczyło..... :)

maryXia
26-06-2007, 22:57
Z moja komorka wiele sie dzialo...Ale jedna z dziwniejszych przygod wydarzyla sie pary tygodni temu.Moj tato jest policjantem i czasem podwozi mnie radiowozem do domu.Przed jedna z takich przejazdzek dzwonilam do kolezanki.
Wsiadlam do pojazdu i wysiadlam pod domem.Po paru godzinach chcialam wyslac Sms do tej kolezanki ale nie moglam znalezc komorki.Szukalam jej caly wieczor ale nie znalazlam.Rodzice troche sie zdenerwowali bo to byl dosc nowy telefon na abonament.Po paru dniach zapukal do mojego domu znajomy taty dzielnicowy.Powiedzial ze znalezli w radiowozie telefon ale nie sa pewni czyj to.
Bardzo sie ucieszylam i odzyskalam swoj telefon(naszczescie).Musial mi porprostu wypasc w aucie;P

roxana6
27-06-2007, 08:44
To był pochmurny jesienny dzień kiedy nagle nastąpiło oberwanie chmury, a ja w tym czasie akurat znalazłam się w zasięgu nieciekawej pogody...
Zerwał się wiatr i potężna ulewa, a że miałam niedaleko do domu zaczęłam biec i los chciał ze przy samej klatce wypadł mi z kieszeni telefon (jednak wtedy tego nie zauważyłam). Po jakimś czasie chciałam zadzwonić i okazało się że nie mam pojęcia gdzie jest mój telefon... Oczywiście jak to bywa w takiej sytuacji chwyciłam za telefon stacjonarny i zaczęłam dzwonić w popłochu na swój numer, telefon był wyłączony. Dwa dni poźniej postanowiłam znowu zadzwonić i jakie było moje zdziwienie kiedy usłyszałam sygnał... Pomyślałąm że ten bezczelny typ który ukradł mi telefon dodatkowo korzysta z mojej karty i ogarnęła mnie totalna agresja... Usłyszałam głos w słuchawce i nie wytrzymałam zaczęłam krzyczeć i rzuciłam kilka niemiłych sformułowań...Po czym Pan który odebrał telefon poprosił zebym się uspokoiła i podała adres to mi oczywiscie przyniesie mój tel i zaczął tłumaczyć ze znalazł go leżący w kałuży, wysuszył i telefon działa. Podałam adres i nie minęły 2 minuty kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, otwieram, patrzę, a tu sąsiad mieszkający piętro wyżej z moim telefonem w ręku ... Zrobiło mi się totalnie głupio, przeprosiłam za niemiłe słowa i podziękowałam. Na szczęście cała sytuacja zakończyła się happyend-em ale nie chciałabym widzieć wyrazu swojej twarzy :)

WiesiaD
27-06-2007, 09:07
Marzy Ci się telefon, który reklamuje Beyonce?

Weź udział w zabawie, i wygraj najnowsze muzyczne telefony SAMSUNG F300 oraz 15 zestawów nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.

Opisz najciekawszą historię, jaka Ci się przytrafiła z telefonem.

Na propozycje czekamy od 13 czerwca do 20 sierpnia 2007

Nagrodzimy najciekawsze pomysły.
Regulamin dostępny na stronie www.f300.polki.pl (http://www.f300.polki.pl/) w zakładce konkursy, przeczytaj: Regulamin konkursu (http://www.f300.polki.pl/)

Zasady konkursu:
1. Konkurs zostanie przeprowadzony na forum polki.pl.
2. Najciekawsze propozycje zostaną wybrane przez Konkursowe Jury.
3. Nagrody główne w postaci 3 telefonów Samsung F300 trafią do trzech osób, których propozycje będą najlepsze, kolejnych 15 osób otrzyma zestawy nagród: płytę Beyonce, koszulkę oraz smycz.
4. Zwycięzcy zostaną powiadomieni o wygranej drogą mailową. Podczas rejestracji na forum należy podać prawdziwy adres mailowy, w celu uzyskania potwierdzenia wygranej.
5. Jury podejmie decyzję 23 sierpnia i prześle informacje do osób nagrodzonych z prośbą o podanie adresu wysyłki nagród. Nagrody wyślemy pocztą po uzyskaniu danych adresowych zwycięzców.


Pewnego dnia w pracy zauważyłam, że nie mam telefonu w torebce. Zaniepokoiłam się.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, od razu czarne myśli przychodziły mi do głowy.
Bez niego czułam się jak bez ręki. Nie mogłam się skupić i normalnie funkcjonować, bo i tak podświadomie myślałam tylko o nim - moim Sagemie. Nie mogłam się doczekać końca dnia w nadziei, że będę go szukać i może stanie się cud i się odnajdzie.
Po powrocie do domu zaczęłam poszukiwania. Bez rezultatu. Nigdzie go nie było.Pomyślałam, że jak rano kupowałam prasę, to musiał wypaść mi z torebki. Miałam "doła". Wieczorem kładąc się spać, nastawiłam budzik (taki stary, na przycisk) i jak wyjmowałam koszulkę nocną spod poduszki, to nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Ujrzałam mój telefonik. Humor się od razu poprawił i juz miałam kolorowe sny.
Blondie77

easja
27-06-2007, 10:35
Co pomyślałabyś o kimś,kto na środku parkietu dyskoteki,wśród tłumu tańczących wysyła smsy do pewnego chłopaka??IDIOTKA??Nie krępuj się....Jak ja mogłam być taką postrzeloną dziewczyną!!Wybaczam to sobie,bo to okres w którym byłam młodziutką nastolatką,a na dodatek uzależnioną od telefonu komórkowego....Historia z moim telefonem zaczęła się w dyskotece.Wybrałam się tam z paczką znajomych.Zabawa była świetna,klimat klubu zresztą też.Kolorowe migające światła,fajna muzyka,mnóstwo skaczących i bawiących się młodych ludzi...Tańczyliśmy na środku parkietu,centralnie w tłumie.Lubię być w centrum zainteresowania,bo kto tego nie lubi:) Tego dnia wyglądałam znakomicie - biała obcisła mini,krótki top i szpilki.Mówiąc krótko:"odstrzeliłam się".Nagle poczułam,że wibruje mi telefon w kieszeni spódniczki - to był sms.Pomyślałam,że nie ma sensu schodzić na sekundę z parkietu,by zobaczyć,kto i co pisze.Odebrałam sms i strasznie się ucieszyłam.To wiadomość od chłopaka,który od dawna mi się podoba.Chciał mnie zaprosić do kina,więc musiałam od razu odpisać:)"Dalej dziewczyno,odpisz mu słodko tu i teraz.Takie zaproszenie może się więcej nie powtórzyć!" - pomyślałam sobie.Warunki na pisanie nie były najlepsze - ciągle ktoś kogoś deptał,szturchał niechcący....Już naciskałam [WYŚLIJ] kiedy nagle telefon wyślizgnął mi się z dłoni i spadł.......no właśnie - gdzieś na dół!! Nawet się nie zastanawiałam,tylko zrobiłam nura za nim!Po omacku starałam się go znaleźć,klepałam po podłodze dłonią , zaczęłam chodzić na czworaka między tańczącymi...Ten telefon był nowy i bardzo drogi!! To był mały horror - tu zdenerwowana staram się odszukać telefon,tu muszę kontrolować,czy mini zakrywa to,co powinna.Przystawiłam głowę bliżej podłogi i popatrzałam po parkiecie.Było bardzo ciemno,ale właśnie w tym momencie ktoś wysłał sms na mój telefon i wyświetlacz się zaświecił.Znalazłam!!! Ulżyło mi w tym momencie.Poszłam do toalety,by zobaczyć,czy wszystko z nim OK.Nic mu nie było,czego nie można powiedzieć o mnie......Spojrzałam w lustro:twarz jak od Kopciuszka - cała umorusana od brudnej podłogi;biała mini białej już raczej nie przypominała;a palec mojej dłoni chyba zaliczył parę nadepnięć,bo miał kolor buraczany.Jak dobrze,że na dyskotekę ludzie nie zakładają glanów!

benia1
27-06-2007, 12:15
Wszystko zaczęło się dość dawno od tego, że mama zamówiła w sklepie wysyłkowym nowy dywan do mojego pokoju. Przesyłka miała zostać dostarczona kurierem w przeciągu trzech tygodni. Pewnego dna wstałam z łóżka dosyć późno. Zdążyłam je pościelić i tej samej chwili zadzwoniła komórka. Po krótkiej rozmowie włożyłam ją bez zastanowienia do kieszeni szlafroka. Miałam właśnie iść się ubrać, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Przyjechał dywan. A ja w piżamie, potarganych włosach, z resztkami maści na prychole na twarzy. Tragedia. Wyglądałam strasznie. Na szczęście w domu była jeszcze siostra. Poradziła mi, żebym schowała się do łazienki. Oczywiście jej posłuchałam. Poszłam tam. Siedziałam cichutko po ciemku i czekałam, aż sobie pójdzie. Aż tu nagle usłyszałam, jak kurier mówi do mojej siostry:-Czy mogę skorzystać z łazienki? :eek: Że też zawsze coś takiego musi przytrafić się właśnie mi. Niestety nie miałam tam ubrania, żeby się przebrać, więc zaczęłam kombinować, że może położę się do wanny i przykryję ręcznikami. W tej samej chwili zadzwonił mój telefon komórkowy. Cała czerwona ze wstydu wyszłam z łazienki. Facet był chyba w głębokim szoku na mój widok, bo odkręcił gorącą wodę i poparzył sobie ręce. Ciekawe czy zastanawiał się później, co ja tam po ciemku robiłam. Jedno jest pewne moja siostra uśmiała się do rozpuku, a ta anegdota krąży po całej mojej rodzinie do dziś. Teraz, po czasie nawet ja się z niej śmieję. :D

millani
27-06-2007, 12:33
Od dawna marzyłam by wystąpić przed większą publicznościa, niż moja szkolna. Kocham spiewać i dlatego często występuję w róznych przedstawieniach. Pewnego razu pani od muzyki, zaproponowała mi, wystąpienie w konkursie poezji śpiewanej. Zgodziłam się bez wahania. Miałam zaśpiewać solo piosenkę pt."Listy", uwielbiałam ją, znałam ją od dawna i dlatego, było mi łatwiej sie przygotować. Gdy nadszedł dzień konkursu, okropnie się denerwowałam, rozbolał mnie brzuch i przed samym wyjściem na scenę, doszłam do wniosku że nie pamiętam teksu, było już za późno. Pani zagrała przygrywkę na gitarze, a ja miałam zacząć śpiewać. Własnie w tym momecie rozległ się z kieszeni moich spodni, dzowonek mojego telefonu (całkiem zapomniałam go wyłaczyć)a była to właśnie ta piosenka,sama ją nagrałam, kiedy się przygotowywałam, spodobało mi się i ustawiłam ją na dzwonek. Pani zagrała jeszcze raz końcówkę przygrywki i zaczęłąm śpiewać razem z telefonem. Wyniki konkursu były za kilka dni, dostałam drugą nagrodę. Myślałam, że nie mam szans, a tu proszę, taka niespodzianka. Gdy przewodnicząca jury wręczała mi nagrodę, uśmiechnęła się i powiedziała że to za oryginalność i śliczny głos, ale następnym razem mam śpiewać sama :)

kotusia1990@o2.pl

kasiusia7
27-06-2007, 12:57
Historia ta jest dość nieprzyjemna, w szczególności dla mnie… Było to około pół roku temu, kiedy stałam się szczęśliwą posiadaczką ślicznego, różowego Samsunga SGH-X481. Byłam zachwycona, gdyż wcześniej miałam Nokie 3310. Kolorowy wyświetlacz, 40-tonowe dzwonki, 500 pozycji w książce telefonicznej, wszystkie te bajery strasznie mnie fascynowały. Bawiłam się nowym telefonem całymi dniami. Kiedy opanowałam już wszystkie opcje, zadowolona powędrowałam do mojej najlepszej przyjaciółki żeby oczywiście się pochwalić. Komórka podobała jej się tak samo jak mi. 6-letnia siostra przyjaciółki przyglądała się z boku z tajemniczym uśmiechem na twarzy. No ale ile można bawić się telefonem i o nim gadać? Po paru chwilach telefon się rozładował, więc odłożyłyśmy go na półkę i zajęłyśmy się plotkowaniem o naszych babskich sprawach. Tak zajęłam się opowiadaniem o pewnym chłopaku, który strasznie mi się podobał, że nie zauważyłam nawet jak siostra przyjaciółki wzięła mój telefon do zabawy. Bawiła się w sklep- chyba. W każdym bądź razie brała różne najdziwniejsze rzeczy z pokoju, udawała, że dokonuje sprzedaży, po czym pakowała produkty w stare, czarno-białe gazety. Ale jak to w życiu bywa dzieci szybko się nudzą. Mała Zuzia ot tak po prostu poszła do swojego pokoju zostawiając u nas bałagan. Przyjaciółka strasznie się zezłościła, zawołała mamę. Biedna mama cóż miała począć, poszła do kuchni po worek na śmieci i wszystkie poszarpane i porozrzucane gazety zaczęła wrzucać do worka. W końcu miałyśmy trochę spokoju, gadałyśmy i gadałyśmy, no ale zrobiło się późno i zaczęłam się zbierać. Odruchowo sięgnęłam ręką na półkę po mój telefon. Ale co to? Na półce go nie było. Strasznie się zdenerwowałam. W domu zaczęło się wielkie szukanie. Było by nam o wiele łatwiej go znaleźć, gdyby komórka się nie rozładowała- wtedy szukalibyśmy tam, gdzie by dzwoniło, a tak szukaliśmy „igły w stogu siana”. Robiło się coraz później. Myślałam, że zwariuje. Nigdzie go nie było. Jakimś cudem wyszło na jaw, że Zuzia bawiła się różowym telefonem. Myślała, że to zabawka. No tak, ale wszystko czym się bawiła zostało już sprzątnięte. Po chwili namysłu mama przyjaciółki wpadła na troszkę drastyczny pomysł, a mianowicie naszym celem miało być przeszukanie śmieci- bo może to właśnie w nich wylądowała moja komórka. Tylko kto to teraz zrobi? Ja czy przyjaciółka? Obie nie byłyśmy zbyt chętne. Kiedy w końcu podeszłyśmy do kosza na śmieci okazało się, że… kosz jest pusty. Tata przyjaciółki wyniósł worek jakąś godzinę temu. No to co teraz? Bez chwili namysłu ubrałyśmy kurtki i ruszyłyśmy ku kontenerom. Szłyśmy tam, tak naprawdę nie zdając sobie sprawy co nas czeka. Ale przecież to był mój nowiutki telefon. Musiałam to zrobić. No więc wskoczyłam do olbrzymiego kontenera pełnego śmieci, z którego ulatniały się niezbyt ładne zapachy. Cały czas miałam w głowie jedną myśl „a jak go tu nie ma, to po co ja się tak poświęcam”. Niestety możliwość, że telefon jednak tam się znajduje była dość duża. Szukałam, przerzucałam różne obrzydliwe rzeczy, nie będę wymieniała jakie, wszyscy wiedzą co wyrzucają. Poświęcenie z mojej strony było ogromne. Trochę mnie to wkurzało, że to ja siedzę wewnątrz kontenera pełnego śmieci, a nie ktoś inny, w końcu to, że telefon zginął nie było moją winą. Nagle patrzę… Jest!!!! Mój telefonik! Szczerze mówiąc nie myślałam, że jeszcze kiedyś go zobaczę. Wyglądało na to, że wszystko skończy się dobrze, ale gdy wychodziłam ze śmietnika, obok niego przechodził mój wymarzony chłopak, o którym tyle opowiadałam przyjaciółce. Spojrzał na mnie jak na wariatkę. Czułam się potwornie. Zrozumiałam w tamtej chwili, że nie mam już u niego żadnych szans. Tamten dzień był jak koszmar, cale szczęście, że chociaż komórkę znalazłam…..

fox_india
27-06-2007, 14:12
Przed każdym lotem na szybowcu upewniam się czy mam przy sobie telefon. Telefon jest niezbędny! Może uratować skórę kiedy nieoczekiwanie lot zakończy się w szczerym polu a do najbliższego telefonu jest kilka kilometrów. Nikt przecież nie chce zostawić szybowca bez opieki.
Pewnego dnia przygotowując się do lotu sprawdziłam czy mam przy sobie telefon. nawet nie przypuszczałam że może mi się naprawdę przydać. ot powinien być pod ręką tak na wszelki wypadek.
zaplanowałam lot ale po starcie okazało się, że pogoda nie ułatwia zadania i utrzymanie się w powietrzu nie będzie sprawą łatwą.
nie zrażając się jednak zdecydowałam się odlecieć trochę dalej, potrenować i pozwiedzać okoliczne miejscowości. termika do najłatwiejszych nie należała. wiało a szybowcem podrzucało jak na wybojach. niestety po pewnym czasie zapas wysokości zaczął się kurczyć a do lotniska zostało jeszcze kilka kilometrów. chmury nie chciały wyznaczyć drogi powrotnej do domu. Trzeba było szukać dogodnego miejsca do lądowania i to szybko. Jest! Świetne, długie pole. lekki niepokój przed lądowaniem i komunikat do lotniska, że nie uda mi się dolecieć. trudno.
Nie wiem dlaczego decyduję się sięgnąć do tyłu po telefon. Po co sięgać po niego teraz kiedy trzeba skoncentrować się na lądowaniu! Błąd! Telefon wyślizguje się z ręki i wypada przez okienko szybowca. Panika! zero koncentracji, po głowie kołacze tylko myśl o tym, że straciłam właśnie jedyną możliwość kontaktu z kolegami, którzy przyjadą wybawić z opresji.
nie ma innej rady. trzeba wylądować i przejść kilka kilometrów w poszukiwaniu telefonu! po lądowaniu, jeszcze w nienajweselszym nastroju, rozglądam się i nagle słyszę dźwięki bittersweet symphony!!!!!!! znowu panika! nasłuchuję i w duchu proszę żeby dzwonił i dzwonił!! biegnę do miejsca gdzie telefon prawdopodobnie wypadł. jest!!!!!! jest! nawet nie za bardzo pokiereszowany spadł na miękką trawę. zaraz oddzwaniam na lotnisko, że nic mi nie jest. podaję pozycję. czekam na kolegów bardzo bardzo szczęśliwa.

Angelika1986
27-06-2007, 19:20
Moją historię z telefonem wspominam raczej pozytywnie, choć na początku na taką się nie zapowiadała. Jechałam samochodem z przyjaciółką, która była w bardzo złym humorze. Rozstała się z chłopakiem, ponieważ nasza znajoma ze szkoły (to było jeszcze liceum) powiedziała mu, że Kaśka delikatnie mówiąc nie jest mu wierna. Oczywiście nie była to prawda, a owa znajoma była zakochana w tym chłopaku i po prostu chciała go odbić. Przed rozpoczęciem naszej podróży doładowałam telefon na kwotę 50 zł. Moja koleżanka zaczęła opowiadać mi całą historię tej niecnej, skierowanej przeciwko niej intrygi i oczywiście nieźle sobie poużywałyśmy na znajomej. Najprościej mówiąc - pojechałyśmy po niej po całości ;). Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po dotarciu na miejsce wyjęłam telefon i zauważyłam coś dziwnego - nie miałam żadnych pieniędzy na koncie, a przecież przed godziną doładowywałam telefon a w czasie podróży nigdzie nie dzwoniłam. Niestety nie był to koniec niespodzianek. Zobaczyłam, że jednak wykonałam pewne połączenie. Jak łatwo się domyślić mój telefon się odblokował w kieszeni i zadzwoniłam do obgadywanej przez nas znajomej, która odebrała telefon i słyszała każde słowo. Na początku było mi strasznie głupio, ale kiedy zobaczyłam moją przyjaciółkę w świetnym humorze przestałam się tym przejmować. W sumie wyszło na dobre, niech znajoma ma za swoje. Śmiejemy się z tej historii do dziś :D

natala5
27-06-2007, 21:01
Moja komórka jest niezniszczalna! Przekonałam się o tym, gdy wpadła mi pod koła samochodu mojego tatusia...nie jest to ,,maluch",ale duży bus. Kiedy wsiadałam do auta poprostu wypadła mi z kieszeni...poczułam gdy ją zgubilam...ale niestety zdązyla juz doznac bliskiego kontaktu z kołem samochodu. Pech mnie jednak nieskonczyl przesladowac...gdy w pospiechu wysiadalam po komorke wdepłam w ,,minę" po psie sasiadki. moje mysli jednak byly skupione na komorce myslalam ile z niej zostalo czesci i czy karta sim jest dobra? moje zdziwienie bylo wielkie,ze komorka byla cala i dziala do dziesiaj choc minelo troche czasu. kiedy wspominam tamte chwile mysle sobie ze to psie gowno przynioslo mi szczescie!!! :)

natalkaX2
27-06-2007, 21:02
hmm a więc tak...zaczeło się od mojego wyjazdu na wakacje,nareszcie wielka swoboda,luzik czas na welkie wariacje.Więc ja hej plecak na plecy i szybciutko na pociąg,i taki pech jakiś pan chciał sprzedać mi w przedziale korkociąg.Aby tego pana spławić no to ten korkociąg kupiłam.I z jego oczu natychmiast się zmyłam .Hmm męcząca to była droga,ale w końcu dojechałam do Mrągowa.Na stacji na mnie czekały kuzynki,hehna samo powitanie dały mi posmakować soczyste malinki :o .No gdy juz do domku dojechałyśmy,wszystkie trzy się rozpłakałysmy.dlaczego... oh bo zauważyłam,że nie mam swojego telefonu.Musiał mi wypaść gdy wychodziłam z wagonu (pomyslałam) :confused: .No trudno... pech,więc poszłam sobe na ganek posiedziec,korzystać z lata,patrze, a tu nadjeżdża mój tata .Szybciutko do niego poleciałam ,o zgubionym telefonie opowiedziałam.A tato do mnie z lekkim usmiechem."Ty gapcio Kochana moja,tu jest komórka Twoja".No i rzeczywiście zostawiłam ją w domku,gdy sie pakowałam.i całkowicie o tym zapomniałam. ojej gdy sobie przypomne co wtedy przezywałam..

KubaJulka
27-06-2007, 21:02
Witam!! Moja historia z telefonem może nie jest bardzo orginalna, ale prawdziwa. :) Miałam mój wymarzony i wyczekany telefon. Chorowałam na niego prawie dwa lata. Była to nokia 6260, piszę była, bo niestety już jej nie ma....Był to początek tego roku. Właśnie zostałam szczęśliwą mamą (po raz drugi zresztą) pięknego różowego i zdrowego synka. Moja teściowa ciągle ostrzegała mnie żebym nie zostawiał nigdy telefonu samego w sali szpitalnej. Mówiła: "tu wszystko kradnę, a telefony to już napewno". Więc próbowałam się stosować do zaleceń "mamusi" i chodziłam wszędzie z telefonem. Oczywiście w pierwszej dobie życia mego synka całą kartę pamięci w telefonie zapełniłam zdjęciami i filmikami w roli głównej Kubuś. Taka byłam szczęśliwa, dziecko i tefelon, połowa mojej miłości ze mną, czego można chcieć więcej....moje szczęście nie trwało długo, przynajmniej ta radość z telefonu. Poszłam wieczorem następnego dnia do toalety. W kieszeni szlafroka był mój piękny telefon, bo przecież miałam się z nim nie rozstawać. Gdy wstawałam z sedesu mój piękny telefon wypadł z kieszeni i wpadł do toalety. Całkowicie się skąpał. To była tragedia. :mad: Oczywiście w telefonie padła płyta główna i wszystko co na nim było spłynęło w wodzie toalety do ścieków. Nie mogłam w to uwierzyć, a złość :mad: była tak wielka że miałam ochotę walić głową w mur. A później pojawił się lęk, co mąż powie i skąd teraz wezme nowy telefon. Gdy wróciłam do synka od razu lepiej mi sie zrobiło. :p Teraz mam nowy telefon, ale nigdy nie zapomnę przygody w szpitalnej toalecie.

wiktoria62
27-06-2007, 21:10
[CENTER][B]Moja historia zdarzyła się nie tak dawno...
Zacznę od tego, iż jestem drobną kobietą, która pracuję na budowie. Łopata, cement i piasek to moja codzienność. Nie muszę wspominać jaka to ciężka praca, jednak życie czasem płata figle i zmusza do poświęceń. Ale nie o to się tu rozchodzi...
Pewnego dnia pracowalam przy ocieplaniu fundamentów, a dokładnie przy smarowaniu bloczków betonowych izobudem izohanem br - to taka czarna smoła. By zapobiec wybrudzeniu ubrałam kombinezon, a me ręce były chronione rękawicami. Oczywiście w kieszeni miałam komórkę.
W pewnym momencie zadzwonił telefon... Myśląc, że to coś ważnego niezdarnie wyjęłam ją z kieszeni... Niestety nie zdążyłam ujrzeć któż to taki dzwonił, gdyż telefon wyladował w czarnej smole... Nawet nie probowalam go ratować bo zatonął w czarnej otchłani...
Nie mogłam powstrzymać łez...
Płakałam jakbym straciła coś najceniejszego na świecie...
Było mi niezmiernie żal utraconej własności tym bardziej, że tak ciężko na nią zapracowałam...
Teraz zbieram fundusze na nowy telefon by z nim się ZŁĄCZYĆ i POŁĄCZYĆ:)

yatagirl
27-06-2007, 23:33
Wystukując teraz na klawiaturze moją przygodę z komórką czuję się jak amerykański reżyser komedii romantycznej...
Było to kilka miesięcy temu, dość dawno, bo na jesieni. Postanowiłam zrobić mojej siostrze prezent i założyć ogromne akwarium, o którym marzyła. Niestety siostra zachorowała, więc sama musiałam wybrać rybki. W tym celu wybrałam się do sklepu zoologicznego. Gdy weszłam do budynku od razu zauważyłam akwaria z rybkami. Nie wiedziałam, które spodobają się siostrze, więc zaczęłam pstrykać zdjęcia z mojej komórki. Byłam zadowolona bo obok mnie stał mega przystojny sprzedawca! Z tego podniecenia telefon wyśliznął mi się z rąk i wpadł do wody. Od razu powiedziałam o tym przystojniakowi, a on szybko go ,,wyłowił''. Telefon jednak już nie działał. Sprzedawcy zrobiło się głupio (nie powiem jak ja się czułam!), zaprosił mnie na kawę. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia w małej kawiarni. Tam dowiedziałam się, że ma na imię Daniel i jest o rok ode mnie starszy. Później poszliśmy do mojego domu (nie miałam odwagi sama powiedzieć rodzicom, że popsułam moją nową nokię :/). W domu rodzice się śmiali - mama mówiła, że to przeznaczenie i wyjęła ciasteczka o kształcie serc (które upiekłam przed wyjściem), a tata... zanim się zorientowałam umieścił mój telefon w piekarniku! Powiedział, że w piekarniku komórka się wysuszy i wszystko będzie okay. Byłam zła, bo myślałam, że to pogorszy ,,stan zdrowia'' mojej komórki, ale gdy ją wyjął chodziła! Trudno mi było w to uwierzyć, ale tak było. Nokię mam do dzisiaj, a co do Daniela... jesteśmy parą : )
W idać, że wyprawa do zoologicznego z komórką może zaowocować w miłość xD

Aneta8
27-06-2007, 23:48
Moja przygoda z telefonem zaczela sie w lutym 2007roku, a wiec nie dawno.
Wtedy tez zapragnelam miec nowy telefonik, moim pierwszym byl simensik ME45 , a drugi, (ktory mialam juz od 2,5 roku - simens CX65) mialam go juz dosc dlugo zeby mi sie troszke znudzil bo jak wiadomo na rynek wychaca to nowe lepsze, z mp3 i grami java , z aparatem cyfrowym i wieloma innimi wspanialymi funkcjami.Tym bardziej ze zblizaly sie moje urodziny najwazniejsze w wieku mlodzienczym na ktore kazdy czeka, moja 18-tka !
Dziadkowie spytali sie mnie w tedy jaki prezencik chciala bym dostac na moje 18-te bardzo wazne i niepowtarzalne urodzinki, pomyslalam sobie ze poprosze ich o telefonik bo marze o takim z mp3 poniewaz kocham muzyke , od 4 roku zycia tancze do dzis muzyka towarzyszy mi na kazdym kroku a jak tancze muzyka wprowadza mnie tak jak by w trans i dziala na mnie jak "narkotyk" tanczac zapominam o calym swiecie.
To tez na drugi dzien gdy spytali sie mnie ponownie odpowiedzialam im ze moim wymarzonym prezencikiem na 18-tke jest telefon komorkowy, o dziwo byli bardzo zaskoczeni , mysleli ze jak na tak wazny dzien w moim zyciu zazycze sobie kurs prawa jady badz cos innego waznego dla mnie co byloby dla mnie bardzo korzystne, ale oni po prostu nie rozumieja mojej pasji mojego wielkiego zamilowania tak muzyka jak i tancem.
Przekonywalam ich ze marze akurat o telefoniku, po czym dziadek stwierdzil ze jezeli jest taki moj wybor to ok, zgodzil sie porozmawial z moja babcia i doszli do zdania ze jezeli tak bardzo mi na tym zalezy to ok taka jest moja decyzja.
Na drugi dzien bylam akurat przypadkowo w salonie i nagle...wpadl mi w oko niesamowity sliczny ,czarny z duzym wyswietlaczem telefonik(NokiaN70) stwierdzilam ze o takim wlasnie telefoniku marzylam, przejzalam pozniej informacje w internecie na jego temat czytalam jakie ma funkcje ,mial mp3 ktore tak bardzo chialam w telefonie by moj stary model takiej funkcji nie stety nie posiadal, wiedzialam ze to ten, ten "moj wymarzony".
Kiedy nastal marzec jakos nie moglam juz sie doczekac tego telefoniku i stwierdzilam ze poprosze ich o dany prezencik wczesniej, tymbardziej, ze tak mi sie spodobal wizualnie jak i funkcjonalnie ze chaialm miec go juz w swoich rekach.Ale wiedzialam ze przekonanie ich o tak szybkim zakupie prezenciuku urodzinowego graniczy z cudem.
Natomiast tak nie moglam sie doczekac....wiedzialam ze ten telefon jest swietny bo moj kolega mial taki i tez dostal go na 18-tke, wiec moglam przekonac sie o jego swietnych funkcjach.
Robilam do dziadkow "slodkie" oczka "trulam" im 30razy dziennie by ich przekonac ,przekonywalam ze urodzinki mam juz nie dlugo wiec to nie ma roznicy czy teraz czy pozniej i tak im trulam kazdego dnia ze przekonali sie :) a wiec bylam cala w skowronkach :) Okolo 10marca poszlam z dziadziusiem do salonu.Pomyslalam..telefonik o ktorym tak marze bedzie moj? moje marzenie o telefoniku muzycznym sie spelni? bylam bezgranicznie szczesliwa!
Gdy tylko dotarlam do domu koniecznie musialam rozpakowac i nacieszyc sie jak najszybciej moim wymarzonym aparatem telefoicznym, wiedzialam od znajomych ze mozna pobrac z internetu tapety i inne funkcje do telefoniku, to tez zgralam sobie na telefonik super tapetke z motylkami i przede wszystkim....moje ulubione mp3 ! bylam taka szczesliwa :) ! ALe nie na dlugo !!...
Do dnia 20 marca...... w tedy tez wydazylo sie cos okropnego!
Kiedy wyszlam z domu do szkoly i stalam na przystanku czekajac na tramwaj zajzalam jeszce do plecaka w ktorym mialam telefon(poniewaz akurat w tedy nie mialam zadnej kieszeni to schowalam go do plecaka) zeby sprawdzic godzine i zauwazylam ze przez przypadek schowalam tam tez moj stary telefonik(simensa CX65) no nic stwierdzilam...i wsiadlam do tramwaju ktory chwile potem nadjechal.
Kiedy wysiadlam na przystanku na ktorym zawsze wysiadalam do szkoly chcialam sprawdzic godzine i.... zauwazylam ze plecak byl rozciety z tylu !! O nie! pomyslalam! jak ktos mogl mi to zrobic!? ktos mi je ukradl!!!! mialam caly plecak rozciety widocznie ktos kto widzial mnie na przystanku z telefonem chcial zlapac okazje by mi je ukrasc. Bylam tak zalamana ze nie poszlam do szkoly, przede wszystkim dlatego bo tak marzylam o tym telefonie i to byl moj jedyny prezent na 18-tke ktorej doczekalam sie bez wymarzonego prezentu jaki bez starego bo tego dnia akurat przez przypadek wzielam dwa i akurat dwa mi ukradli...bylam tak zalamana ze przez dwa tygodnie nie moglam dojsc do siebie. Mama stwierdzila ze nie ma jak na razie peniazkow zeby dac mi na jaki kolwiek telefon, a wiec jestem bez telefonu do dzis.

skrox
28-06-2007, 00:20
Moja historia z telefonem była dość zabawna ale i chwilami straszna. Bylo to juz kilka lat temu. Bylismy na osiemnastce kolezanki. Poznym wieczorem kiedy impreza juz w pelni sie rozwinela okazalo się ze zabraklo nam piwa. No to z kolegami postanowilismy udać się na stacje CPN i tam zakupić browar, gdyż wszystkie inne sklepy byly juz pozamykane. Bylo to troche na uboczu miasta i sprawa z logistycznego punktu wygladala tak ze CPN byl widoczny z ogrodu kolezanki jednak idac za droga trzeba bylo zrobic okolo 5km natomiast jesli udaloby się przejsc przez ogrodzony sad kolezanki sasiada to bylo okolo 400m. Nie trudno się domyslec jakie rozwiazanie zesmy wybrali :D. Z dwoma kolegami szybko pokonalismy plot i juz maszerujemy sobie po sadzie do tego CPN'U ale nagle slyszymy w oddali jakis szelest sapanie no i nagle SZCZEKANIE!! Okazalo sie ze sadu pilnowaly trzy owczarki niemieckie o czym my oczywiscie nie wiedzielismy :P No to pozostalo nam tylo nawrocic i gonic ile sil w nogach, bo jakby nas dopadly te psy to koniec. Przeskoczylismy w trojke prawie jednoczesnie plot "na szczupaka" bez jego dotkniecia (nawiasem mowiac potem probowalem tak jeszcze przeskoczyc plot ale juz mi sie nie udala ta sztuka - stres i adrenalina robia cuda :D). Po ochlonieciu i spadku emocji udalismy sie okrezna droga po browar. Jednak po jakims 1km zauwazylem ze w mojej kieszeni brakuje Nokii. Oczywscie zaraz najczarniejszy scenariusz, ze zgubilem ja podczas ucieczki. Wrocilismy pod ten nieszczesny plot i kolega zaczal dzwonic na moj telefon. I niestety, swiatlo komorki rozblyslo w odleglosi okolo 50 metrow od plotu <wewnatrz sadu> a komorka byla pilnowana przez trzy "Dangery" jak pozniej zesmy okreslili te psy. Niestety nie znalezlismy odwaznego ktory poszedl by po telefon i trzeba bylo na drugi dizen dzwonić do wlasciciela i tlumaczyc zajscie, aby odzyskac telefon :D Na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo :D A piwo przywiozl nam znajomy :P

magdusss89
28-06-2007, 11:33
Moja historia miała miejsce w szkole. Na lekcji czekałam na ważnego sms-a i nie chciałam wkładać komórki do plecaka, więc włożyłam ją do kieszeni w bluzie, o ile można nazwać to kieszenią to była bardzo malutka kieszonka :D Wkońcu się doczekałam dostałam sms-a przeczytałam i bez namysłu włozyłam telefon spowrótem do tej samej kieszonki. Gdy zadzwonił dzwonek wyszłyśmy z koleżankami z klasy i poszłyśmy w strone schodów. Ja jak zwykle zamiast pomału zejść ze schodów, to w podskokach pokonywałam kolejne stopnie, I stało się telefon wyleciał z kieszonki i spadał ze schodka na schodek, najgorsze było to że od ostatniego schodka było bardzo blisko do balkonu z którego był widok na aulę szkolna. Kiedy telefon pokonał już wszystkie schodki i suną się w kierunki przepaści musiałam się za nim rzucić bo gdyby spadł to by już nic z niego nie zostało. Tak więc na nic nie patrząc rzuciłam sie na kolana aby złapać mój kochany telefonik! Udało się złapałam! Ale wylądowałam pomiędzy nogami u pewnego starszego odemnie o rok przystojniaka który stał tam z kolegami. Oczywiście lali ze śmiechu ale miły i przystojny gość pomógł mi wstać i zapytał się czy nic mi nie boli. Oczywiście powiedziałam że nie bo i tak jego koledzy już się dusili ze śmiechu. Szybko podziekowałam za pomoc i uciekłam do koleżanek. One też ze śmiechu nie mogły złapać tchu. Kolana były posiniaczone, telefon trochę porysowany ( dobrze że wogóle działał), ale za to poznałam super przystojniaka za którym wzdychały wszystkie dziewczyny w szkole :D Po tym incydencie codziennie jak mnie widziął przesyłał miłe usmieszki :) Kto wie może gdybym tak szybko nie uciekła poznała bym go lepiej ;) Ale wtedy o tym nie myślałam.

kasiagrono
28-06-2007, 11:39
Aż trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Ale najlepsze scenariusze pisze samo życie. Do rzeczy...
To był upalny, letni dzień.Szłam przez miasto nawijając przez telefon z moją przyjaciółką. Rozmawiałyśmy o czymś tak pasjonującym, że nawet nie zauważyłam, kiedy wtargnęłam na jezdnię wprost pod nadjeżdżający samochód. Usłyszałam tylko klakson i pisk opon. Ze strachu znieruchomiałam i nie mogłam się ruszyć ani do przodu ani do tyłu, a z przerażenia wypuściłam telefon. Na szczęście kierowca jechał wolno, a samochód miał ABS, także mnie prawie nic się nie stało. Za to moja komóreczka... Roztrzaskała się na części pierwsze. Nie będę się tu rozpisywać o tym, że zaraz zrobił się wokół nas tłumek gapiów, były krzyki (jego) i płacz (mój - ze strachu i po utracie telefonu). W każdym razie , gdy emocje opadły Grzegorz - bo tak miał na imię kierowca i był niewiele starszy ode mnie - odwiózł mnie do domu. W ramach przeprosin zaprosiłam go na kawę, a on zgodził się pokryć połowę kosztów zakupu nowego telefonu. Zaczeliśmy się spotykać. I tak dzięki temu zdarzeniu zyskałam miłość i nowy telefonik.

patysia6
28-06-2007, 12:32
To bYł Zwykły dzień jak co dzień...Wracalam wlasnie ze szkoly ze swoja kumpelą tą samą drogą co zwykle.Prowadzila ona przez glówną jezdnię naszej miejscowości.W pewnym momencie zadzwonil moj telefon(samsungx480 ale to i tak penie niema znaczenia jaki to model:P)..Przechodziłysmy wlasnie przez jezdnie kiedy wyciągnęłam dzwoniący telefon z torebki.Jak zwykle na moje nieszczescie wypadł mi z reki prosto pod jadący z naprzeciwka suter. Myslalam ze to juz koniec.rodzice mnie zabiją i kaput.Ale jakims dziwnym trafem(mimo ze telefon byl rozwalony) to dalej dzwonil<lol2>.Podnioslam rozwalony totalnie telefon z odlecialą klapką ktory nadal dzwonil. Niestety niedłao się go juz odratować.ale przynajmniej bylo smiechu po pachy i toza darmola:D I musialam za swoje oszczedności kupić sobie nowy telefon.I juz nigdy nie wyciągam go z torby przechodząc przez pasy:]

bucza
28-06-2007, 13:34
Mojej przygody z telefonem nie wspominam zbyt miło. Zeszlego lata wybrałam sie na zakupy do Gdańska (mieszkam 60km od Gdańska) po udanych zakupach czekajac na pociąg powrotny do domu i chcąc wyciągnąć i zobaczyc ktora jest godzina na telefonie ujrzalam tylko otwarta kieszen w mojej torbie a co gorsza zauważyłam brak telefonu jak i portfela byłam rozpaczona bo niemialam nawet pieniedzy na bilet pociagowy do domu:(cuz musialam sie jakos wydostac z tego przekletego dworca pomyslalam ze raz kozie smierc najwyzej dostane mandat .gdy wsiadlam do pociagu ucieszylam sie gdy spotkalam tego samego (mlodego)konduktora z ktorym jechalam do gdanska wiec postanowilam porozmawiac z nim i wyjasnic mu sytuacje on okazal sie bardzomily i zaproponowal mi abym usiadła wsrod inych konduktorow i musze przyznac ze to bardzo mili ludzie i tak sympatycznie mijal mi czas az znalzlam siena dworcu w swoim miescie i do tego wszystkiego pan konduktor (mlody)zaprosil mnie na herbatke ...z czego do dzis jestem z tym panem heh a wiec moge powiedziec ze znalazlam szczescie w nieszczesciu :)(ale i tak żałuję ze nie mam tamtego telefony nokia 6101)

marciaar
28-06-2007, 13:59
Moja opowieść nie jest wcale nadzwyczajna,ale myślę,że przytrafiło mi się kilka zabawnych sytuacji. Będąc na wycieczce w górach dzieliłam pokój z kilkoma koleżankami. Niestety nie starczyło dla każdej z nas gniazdek i nie miałam gdzie podładować telefonu. Znalazłam jednak kontakt w łazience i stwierdziłam,że to odpowiednie miejsce. Będąc w toalecie zadzwonił mój telefon. Była to mama,która od dłuższego czasu nie mogła się ze mną skontaktować. Załatwiając swe potrzeby fizjologiczne odebrałam lecz nie byłam w stanie powtrzymać się od śmiechu.Tym bardziej,że w pokoju obok było pełno ludzi i mieli niezły ubaw

cradka1
28-06-2007, 14:57
Moja Pamiętliwa Sytuacja Z Telefonem Miała Miejsce Jakies 4 Lata Temu .pamietam To Dokładnie Ponieważ Jechałam Na Wakacje Za Granice Państwa.myslałam Sobie że Bedzie Lepiej Jak Kupie Sobie Jakis Telefon Byle Jaki Byle Dzwonił Tak Jak Postanowiłam Tak Tez Zrobiłam Kupiłam Motorolle Juz Nie Pamietam Jaką Dokładnie.przyjechałam Do Domu A Za 2 Dni Był Wyjazd Po Rozładowaniu Bateri Podłączyłam Telefon Do Sieci By Sie Naładował Do Pełna Ale W Miedzy Czasie Ktoś Do Mnie Przyszedł A Ja Taka Jestem że Zawsze Telefon Musze Miiec Przy Sobie No I Go Wziełam I Tym Razem Poszłam Z Kumplem Na Dwór Po Powrocie Znów Go Podłączyłam Rano Bateria Była Pełna Wszystko Wskazywało Na To że Jest Ok Ale Wszystko Wyszło Na Jaw Jad Byłam W Hiszpanii Telefon Sie Rozładował I Ani Myslał Sie Naładować Ja Juz Myslałam że Może Prąd Mają Inny Albo Wtyczki Nie Takie Ale Nie !!! Wszystko Było Tak Jak U Nas ...
Co Sie Okazało że Te Motorolki Miały Wade Fabryczna W Baterii .
Ja Miałam Pecha I Problem By Pilnowac Przez 2 Tygodnie Telefonu Z Którego Nie Było Pozytku :((

yarisa
28-06-2007, 15:33
Mam dość nietypową historię zaczyna się tak:
Piątek 13-tego miałam troszke czasu do taxówki więc poszłam z mężem pooglądać promocje w sklepie. Pech chciał że zadzwonił telefon który trzymał mój mąż ja nie zwracając na nic uwagi wyrwałam ten telefon odebrałam a tam: czekam już na Ciebie. Więc wybiegłam ze sklepu krzyczac do męża że Marek już jest (taxówkarz), wsiadłam do taxówki i pojechałam. Co się okazało to nie był mój telefon tylko jakiemuś facetowi zadzwonił :eek: a że mial ten sam dzwonek to złapałam za ten telefon. Ten co dzwonił to w ogóle nie był mój znajomy (zbieg okoliczności sprawił że Pan powiedział "czekam na Ciebie" a mój znajomy taxówkarz faktycznie już stał) :p . Na szczęście mąż widział tę sytuację i zadzwonił z prawdziwej mojej komórki na telefon który "ukradłam", strasznie mi było wstyd, z boku musiało to wyglądać na kradzież. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i od tej pory sama noszę swój telefon przy swoim tyłku :)