PDA

Zobacz pełną wersję : Poronienia i strata dziecka



paulaXrem
17-05-2007, 12:01
Cześć mam problem i proszę o pomoc! Jestem mężatkom od pięci lat i mam już jedno dziecko 4 letnia córcie, półtora roku byłam w ciąży i okazało się ze jest to ciąża martwa bardzo to przeżyłam emocjonalnie.Teraz jestem juz chyba gotowa jeszcze raz spróbować ale się strasznie boje powtórki. Proszę o pomoc może któras z was też miała taki prolem prosze o opis. A dodam jeszcze że lekarz określił że była to wina męża ba miał toksoplazmozę i póżniej brał jakiś antybiotyk i juz miło byc dobrze ale ja nie wiem czy juz jest tak .Wiem że najlepsza byłaby porada lekarza ale?????????

milka9
17-05-2007, 17:33
Cześć,ja też byłam w takiej sytuacji tzn.okazało się ż druga ciąża jest martwa,tylko że u nas nie było żadnej konkretnej przyczyny-po prostu stalo się...Strasznie to przeżylam i cięzko mi było się pozbierać.Długo rozmawialiśmy z mężem ,czy podjąć kolejną próbę, bo oboje bardzo baliśmy się że historia się powtórzy,ale nie naciskał na mnie, powiedział tylko że jakąkolwiek podejmę decyzję to on ją zaakceptuje i będzie mnie wspierał.
No i udało się! W ciąży uważalam na siebie badziej niż zwykle,często miałam chwile zwątpienia i ze strachem patrzyłam na wyniki badań kontrolnych,ale mąż ciągle powtarzał mi jak mantrę że musze być dobrej myśli i że będzie dobrze.Jego wsparcie pozwoliło mi nie zwariować! Do tego miałam świetnego lekarza,który obchodzil się ze mna jak z jajkiem i bardzo mi pomagał. I tak 4 miesiące temu urodziłam śliczną zdrową, córcię która wynagrodziła nam wszystkie stresy.Moja dobra rada:nie zamartwiaj się na zapas i bądź dobrej myśli, a jeśli masz wątpliwości to pytaj o wszystko lekarza,proś o dodatkowe badania. Życze powodzenia!

Becia8
23-05-2007, 22:13
Cześć mam problem i proszę o pomoc! Jestem mężatkom od pięci lat i mam już jedno dziecko 4 letnia córcie, półtora roku byłam w ciąży i okazało się ze jest to ciąża martwa bardzo to przeżyłam emocjonalnie.Teraz jestem juz chyba gotowa jeszcze raz spróbować ale się strasznie boje powtórki. Proszę o pomoc może któras z was też miała taki prolem prosze o opis. A dodam jeszcze że lekarz określił że była to wina męża ba miał toksoplazmozę i póżniej brał jakiś antybiotyk i juz miło byc dobrze ale ja nie wiem czy juz jest tak .Wiem że najlepsza byłaby porada lekarza ale?????????


Jestem w ciąży czwarty raz. Mam jednego syna (5). pierwszą ciąże straciłam, syna leżałam od 8-go tygodnia do końca. zeszłego lata poroniłam. Niby strach, ale teraz jestem w ciąży 17 tyg. I wszystko jest ok. Bałam się do USG, bo mąż leczy się od kilku lat sterydami. Lekarze powiedzieli, że wszystko jest ok. Nie wolno sie tylko przemeczać i podlegasz częstszym kontrolom. Od początku pokierowano mnie na zwolnienie lekarskie. Myślę, że powinnaś spróbować. Wiara i chęci oraz dokładne wypełnianie zaleceń lekarskich góry przenoszą.
Odezwij się, jak będziesz w ciąży. Trzymam kciuki :)

paulaXrem
24-05-2007, 11:04
Dzięki za potrzymanie na duchu .Byłam juz u lekarza powiedział , ze mna wszystko wporządku tylko mąż musi zrobić jedno badanie na obecność toksoplzmozy, ale ostatnio przestliśmy uważać i być może już jestem czekam do czerwca wszystko sie wyjaśni. A lekarz też mi powiedział że jeżeli coś to też od pierwszego dnia muszę iść na zwolnienie. Dzięki za odpowiedz ja też trzymam za ciebie kciuki , podziwim cię za wytrwałość i za to że sie nie poddałaś .NIe wiem czy ja bym miała tyle siły.

alleria
12-06-2007, 12:43
Paula rem napisz co u Ciebie? Jak wyniki męża?
Staracie się już?

milka9
11-07-2007, 16:33
Cześc Paula,dawno nie pisałaś,jak możesz to daj znać czy Wam się udało i czy wszystko w porządku? :confused:

Goder
21-07-2007, 22:08
BYłam w ciąży w 2003r., martwa ciążą i poronienie, kolejny raz zaszłam w ciązę w 2005r., bałam się, że znowu poronię, ale cała ciąża przeszła bez żadnych komplikacji, urodziłam o czasie, córeczkę, któa teraz ma prawie 19mcy. Czasmi lepiej jak organizm odrzuci ciążę, ponieważ płód może być uszkodzony i dziecko urodziłoby się martwe lub zwadami wrodzonymi. Nie oznacza to, że kolejna ciąża też taka będzie.

Linda734
23-07-2007, 11:29
Nigdy nie traccie nadzieji!!!

Opowiem Wam moja historie..Bylo to 14 lat temu.... bylam w ciazy . Na wszystkie badania kontrolne chodzilam sumiennie i dbalam o siebie . Za kazdym razem lekarz mowil ze jest wszystko w porzadku ze dziecko rozwija sie prawidlowo....w 29 tygodniu ciazy okazalo sie ze dziecko ma bardzo powazne wady genetyczne i nie bedzie w stanie samo funkcjonowac. Moja coreczka zmarla przy porodzie w 30 tygodniu ciazy. Byl to bardzo ciezki okres w moim zyciu. Tysiace pytan na ktore nie potrafilam sobie odpowiedziec przychodzily same do glowy. Po czternastu latach postanowilam jeszcze raz sprobowac. Balam sie bardzo, zrobilam badania prenatalne i okazalo sie ze jest wszystko w w porzadku. W tej chwili jestem mama pieciomiesiecznej coreczki Julii i jestem najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi.!

NIGDY NIE TRACCIE NADZIEJI!!!!!!!!!!!

AgAtA36
25-07-2007, 22:18
ja pierwszą ciążę miałam pozamaciczną przez którą omal nie straciłam życia gdyż doszło do przerwania jajowodu i wylewu krwi do jamy brzusznej.w trakcie operacji wycięto mi lewy jajowód i usłyszałam że mogę już nie mieć dzieci.prawie 3 miesiące płkałm non stop.a pół roku po operacji zaszłam w ciążę i strasznie siełam.dopiero gdy na usg wyszło że ciąża jest w macicy odetchnezną siostrzyczkę

AgAtA36
25-07-2007, 22:20
*w tej chwili Weronika ma 4 lata i ma 5 miesięczną siostrzyczką

ewcia287
26-07-2007, 22:54
może mi ktoś pomorze!!Jestem mama 9 letniego syna, 4 lipca urodziłam synka wczesniej poroniłam dwoje dzieci, Piotruś urodził sie w 34 tygodniu ciąży miesiąc przed porodem dowiedziałam sie ze syn jest hipotrofikiem i urodzi sie z niedowaga.Po porodzie doszło do u niego do skazy krwotocznej czyli małopłytkowości. Po 5 dniach synek zmarl mial silny krwotok do mózgu. Nie potrafię poradzić sobie z tym bolem nie wiem jak mam żyć normalnie

ulaXi
27-07-2007, 10:18
:( cześć ...
w sobotę dowiedziałam sie ze niestety mojemu dzidzusiowi nie bije serduszko, pomimo iz dwa tygodnie wcześniej biło i wszystko było ok, nie mogłam w to uwierzyc całą sobotę przepłakałam, moja mama poprosiła znajomego lekarza aby mnie przyjoł w niedziele prywatnie - niestety on takrze potwierdził tą smutna wiadomość i sierował mnie do szpitala. w poniedziałek zrobili mi badania i we wtorek zostałam poddana zabiegowi, a po nim tylko pustka i ból. Moj mąż bardzo mnie wspiera (mimo iż bardzo to przeżył w sobotę płakał razem ze mną), wierze ze kiedy sie zdecydujemy na mastępne dziecko wszystko bedzie ok. Postanowiłam także zmienić lekarza na tego który badał mnie w niedzielę bo on naprawde wytlumaczył mi co sie dzieje. narazie staram się dojść do siebie mimo, że to nie jest łatwe dobija mnie moja teściowa i co tu kryć pracodawca chce zebym wróciła już po tygodniu (musze w pracy dużo i ciężko dzwigać). Przed następną ciążą chce zrobić wszystkie badania i napewno nikomu oprucz mojemu kochanemu mężowi nikomu nie powiem o ty że jestem w ciąży. Bo moja teściow tak sie cieszyła ze cały swiat juz wiedział, i teraz widzę te szepty za moimi plecami. Zastanawiam się też nad zmianą pracy bo to co przeszłam na początku kiedy jeszcze byłam w ciąży bardzo mnie boli ( pracodawca chciał abym poszła na zwolnienie, zrobiłaś man kłopot i itp.). Mam nadzieję i chce w to wierzyć tak jak mówił moj lekarz ze następna ciąża może być całkiem zdrowa i nie mieć komplikacji. teraz czekam na wyniki, a pożniej zaczynam robić wszystkie badania. tak zebym miała pewność ze kiedy juz bedziemy chieli starać się o następne dziecko wszystko bedzie ok. Pozdawiam

kirka
08-08-2007, 14:07
Czytałam wasze historie i płakałam, ponieważ są podobne do moich własnych tragedii. Dwa tygodnie temu straciłam ciążę. W 10 tyg. okazało się, że serduszko nie bije. Byłam chyba w szoku jak to usłyszałam i do dziś myslę,że to był zły sen. Nie chciałam z nikim o tym rozmawiać, weszłam na te strony, napłakałam się i poczułam troche lepiej. Może jest mi łatwiej przez to przejść, bo to była moja trzecia ciąża. Mam synka-7 lat. W 2005 postarałam się o rodzeństwo dla niego. To miał być prezent dla nas wszystkich, nowa słodka dzidzia. Życie troche dało mi i mojemu mężowi w kość, nie mieliśmy łatwo, dlatego gdy burze ustały, pomyślałam nowy człowieczek nowe szczeście. Byłam w niebo wzięta, że jestem w drugiej ciąży, ale jak wiemy nieba na ziemi nie ma. Okazało się, że mam polipa ciążowego, którego najpierw moja gineko. nie mogła zlokalizować. Inna lekarka, która zobaczyła polipa na szyjce macicy, uśpiła moją czujność. Powiedziała, że mozna to usunąć lub zostawić i przy porodzie sam zginie. Polip plamił, jeden lekarz zalecal wycięcie, ale mogłam przy tym stracić dziecko, więc ordynator zasmarowł polipa i ten zniknął. Niestety polip zrobił swoje, uszkodził ciązę, powstał krwiak. Lezałam w szpitalu, krew leciała, skrzepy, myslałam, że zwariuje. Krwiak w końcu się wchłonął, ale to był początek koszmaru. Zaczął boleć mnie brzuch i okazało się, że sączą się wody płodowe. Wiedzialam,że to koniec. Leżałam w klinice, tam takie jak ja to chleb powszedni. Maluszek był odwrócony głową w górę, dlatego miałam cięcie cesarskie. Jakaś siostra na mnie krzyczała, anastezjolog też się cos nie podobało, a ja traciłam swoją dzidzie. Wiedziałam, że to synek mimo, ze nikt mi tego wczesniej nie mowił. Był śliczny, urodził się w 25 tyg., radził sobie dzielnie, myślałam, że z tego wyjdzie, oddychał, nie miał jakiś zakażeń. Niestety po 19 dniach zmarł. Patrzyłam jak odchodzi, kazali mi sie z nim pożegnać. To był najgorszy koszmar w moim zyciu, błagam Boga, abym już nigdy więcej, nie musiała przez coś takiego przechodzić. Mój synek pytał, po co poszłam do szpitala i pozwoliłam tak wcześnie wyciagnać brata z brzucha. Co miałam powiedzieć, że umarlibyśmy razem, gdyby go nie wyjeli? Mam ogromne poczucie winy, że nie przeczułam tego nieszczęscia,że wierzyłam iż donoszę i urodze zdrowego synka. Rzadko odwiedzam cmentarz, nie potrafię znieść tego bólu, gdy tam jadę, widzę wszystkie te małe grobki i wyje.
Kiedyś pewna dziennikarka powiedziała, że narodziny dziecka to żaden cud, może dla niej żaden, ale dla mnie moje pierwsze dziecko jest "cudem", a następne 2 Anioły fruwają gdzieś w niebie.
My kobiety jesteśmy w stanie znieść wiele, więcej niż się nam wydaje. Ja czasem płaczę, a nawet wyje w samotności, a potem zbieram się do kupy i żyje dalej. Po stracie synka byłam na urlopie zdrowotnym, brałam leki od psychiatry, ale czułam się po nich jeszcze gorzej, bo kompletnie nic mi się nie chciało robić. Odstawiłam leki i sama próbowałam sie pozbierać. Czasem chyba lepiej wrócić do ludzi, pracy i zająć czymś myśli.
Teraz siedzę w domu, bo mam urlop do końca sierpnia. Miałam być w ciąży i cieszyc się na nową dzidzią, a tu los chciał inaczej. Wszystko się szybciej skończyło, niż na dobre zaczeło. Zastanawiam się, czy jeszcze raz podejme sie tej walki o nową duszyczkę wśród żywych. Może tak. Pozdrawiam wszystkich i życzę siły, którą każda z nas gdzieś w sobie ma.

mgielka4
16-08-2007, 14:50
mam juz synka ktory 22.07.2007 skonczyl 2 latka... 6 miesiecy temu zaszlam w druga ciaze.. zaczelo sie plamienie i wylądowalam w szpitalu.. okazalo sie ze ciaza jest martwa i trzeba bylo ją usunąć... bylismy z mezem w szoku bo nie spodziewalismy sie tego, tymbardziej ze nasz pierwszy synek urodzil sie zdrowiutki... przyczyna tego poronienia byla nie znana.. poprostu stalo sie... dzis jestem w 5 tygodniu swojej 3 ciazy... niby czuje sie ok ale ciagle przesladuja mnie okropne mysli... trzymam kciuki za wszystkie mamy

adziula73
17-08-2007, 11:14
Witam! Popieram w 100% Linde73- trzeba zawsze miec nadzieje!. Mam syna (13), 4 lata temu zaszłam w ciąże ale poroniłam w 9tygodniu. Tylko kobiety, ktore to przeszły wiedza jak jest potem ciężko. Oczywiscie balam się drugiego podejścia ale....teraz jestem mamą 5 miesięcznej Jagody i moje szczęście nie ma granic gdy na nia patrze. Powtarzaliśmy sobie co chwile, że wszystko będzie dobrze i bylo! Ciąże przechodzilam normalnie (do 6 miesiąca pracowałam), poród silami natury i dzieki Bogu szybko:).
Kobiety trzeba dać losowi szanse i myslec pozytywnie od samego poczatku!
Zawsze jednak myślę o moim małym aniołku w niebie!

Linda734
20-08-2007, 10:30
;) :) ;)

moniaaa10
04-03-2008, 19:38
Cześć mam problem i proszę o pomoc! Jestem mężatkom od pięci lat i mam już jedno dziecko 4 letnia córcie, półtora roku byłam w ciąży i okazało się ze jest to ciąża martwa bardzo to przeżyłam emocjonalnie.Teraz jestem juz chyba gotowa jeszcze raz spróbować ale się strasznie boje powtórki. Proszę o pomoc może któras z was też miała taki prolem prosze o opis. A dodam jeszcze że lekarz określił że była to wina męża ba miał toksoplazmozę i póżniej brał jakiś antybiotyk i juz miło byc dobrze ale ja nie wiem czy juz jest tak .Wiem że najlepsza byłaby porada lekarza ale?????????
ja jestem juz mama od 9 lat,w grudniu ubieglego roku stracilam dwojke dzieci,poronilam.Od poczatku ciazy czulam ze cos jest nie tak jak powinno,mialam zle wyniki morfologii,strasznie puchlam rece,nogi,twarz,mialam zawroty glowy,wymioty.Zglosilam to swojemu ginekologowi,powiedzial ze te opuchniecia to wynik zwiekszonego poziomu hormonu odpowiedzialnego za utrzymanie ciazy,dal ziolowy preparat na przyspieszenie wydalania wody z organizmu.Skutek byl zaden.Zaczelam krwawic,dodam ze leczyl mnie prywatnie,ponoc najlepszy ginekolog w miescie ktorym mieszkam.W dniu w ktorym pojechalam do niego przerazona tym ze tak krwawie,slyszalam jedynie od niego:prosze zglosic sie na izbe przyjec do szpitala,prosilam zeby mi pomogl,pytalam czy moze mi dac cos zeby ratowac dziecko,jego odpowiedz brzmiala:ja nic nie dam,najwyzej bedzie zabieg.Te slowa,ta bezdusznosc dobily mnie.dodam ze potrafil mi robic po 3 usg dopochwowe w ciagu tygodnia i nie zauwazyl ze mam blizniaki,ciagle widzial tylko jedno dziecko,tak bylo do 8 tygodnia ciazy.zmianilam lekarza.Jego slowa brzmialy jak wyrok;dzieci nie zyja,...jaki szok przezylam slyszac te slowa,nie zyly od 2 tygodni,blizniaki.Po 2 dniach mialam zglosic sie do niego na zabieg,nie zdazylam juz.Poronilam w domu.Dotej pory nie moge pogodzic sie ze strata dzieci,nie umiem,wciaz probuje sie doszukac winy w sobie ze cos zle zrobilam,ponoc nie mialy szans na przezycie ,byly wady powazne w budowie,genetyka.Tak bardzo pragne dziecka,moj maz tez,lecz boje sie,tak sie boje.Czy dam rade zniesc znow jakies powiklania,co bedzie,to mnie wykancza.Ponoc moge zajsc w ciaze,tyle ze czeka mnie pradopodobnie lezenie przez 9 miesiecy,gwarancji ze urodze nie ma.Mam 33 lata wiec nie mam duzo czasu.

monisia74
07-03-2008, 11:55
ja do dnia dzisiejszego nie umiem sobie poradzic sama ze soba po stracie naszych blizniakow,maz widzac moja reakcje na czytanie o poronieniach,widok wozkow na ulicy,malutkich dzieci stara sie mnie pocieszyc,wiem ze chce mi pomoc,zawsze byl przy mnie w momentach zalamania.tyle ze ja nie umiem,wyciszyc tego co czuje,czuje bol,zlosc,obwiniam siebie,lekarza,wszystkich.czesto staram sie zachowac dobra mine do zlej gry,tyle ze pozniej po jakims czasie puszczaja mi nerwy i placze,tak strasznie placze.nie radze sobie...wiem ze mialy tylko 8 tygodni,dla innych to pewnie tylko plody dla mnie moje malenstwa na ktore tak czekalismy.boje sie teraz,zaszlam znow w ciaze ,boje sie czy znow nie strace dziecka.staram sie o tym nie myslec,ale to silniejsze niz ja,samo mi wchodzi do glowy.do 5 tygodnia bylo dobrze,pozniej zaczealm plamic,dzieci nie rosly,zanik bicia serduszek,brak tetna,poronienie.do dzis mam uraz do wizyt w wc,poniewaz to tam poronilam,boje sie usiasc na wc,kurczowo zaciskam nogi,nie chce zeby ktokolwiek wchodzil jak tam jestem ,nawet moj maz.pisze teraz i placze,nie wiem jak sobie pomoc,nie umiem sie poskladac.dzieci mialy jakies anomalie genetyczne w budowie,tyle ze ja nie umiem myslec ze moze lepiej ze tak sie stalo,ze nie przezylu bo by sie meczyly.niektorzy tak mi tlumacza,dla mnie to sie nie liczy,to byly moje dzieci,kochalabym je tak samo.dalabym wszystko zeby choc je przytulic ,zobaczyc.teraz czuje pustke,zal,smutek i tyle bolu.mam kochajacego meze ktory mnie ciagle wspiera ,wiem ze jestem w tym sensie szczesciara.

amber123
07-03-2008, 22:35
Witam!
Łączę się w bólu z Wami wszystkimi bo w zeszłym roku mialam obumarły płód.W 8 tyg przeszłam zabieg łyżeczkowania.Przyczyną obumarcia było zaśniedzenie kosmków.Wiem ,że bez względu na długość ciąży ból jest tak samo wielki.Nie wiem co było tego przyczyną ale lekarz powiedział ze to częsta przyczyna. I najgorsze jest to ,że pierwszy raz w zyciu byłam zadowolona że nie jestem jedną na milion tylko jedną z wielu i ze to spoytka wiele kobiet.Dzisiaj wiem że w ten sposób starałam się to odreagować i że było to niesprawiedliwe. Ale chcę się podzielić swoją metodą ratunku przed myśleniem o tym.Zaczęłam to traktować w kategorii szczęscia i myśleć o tym,że natura jest mądrzejsza ode mnie i wiedziala dlaczego mi zabiera moje dziecko.Ze musialo być w tym cudzie życia coś nieudanego jakiś defekt a przecież wszystkie chcemy mieć zdrowe dzieci.W zeszłym roku w sumie poroniłam dwa razy: w marcu( w czwartek dowiedziałam się że jestem w ciązy a w sobotę miałam wypadek samochodowy i straciłam 2 m-ną ciążę) i teraz w grudniu.Może to co napisałam niektórych Was zrani albo uznacie mnie za idiotkę ale ja się wyleczylam z rozpamiętywania i zaczęłam życ.Bo zawsze jest szansa na drugie dziecko,a to co nas spotyka jest tylko kolejnym przystankiem w naszym życiu.I nie wolno na nim zostać,trzeba wsiąść w pociąg życia i jechać dalej,bo moze na następnej stacji spotka nas nagroda za nasze cierpienie????????

jagna251
11-03-2008, 10:51
ja jestem juz mama od 9 lat,w grudniu ubieglego roku stracilam dwojke dzieci,poronilam.Od poczatku ciazy czulam ze cos jest nie tak jak powinno,mialam zle wyniki morfologii,strasznie puchlam rece,nogi,twarz,mialam zawroty glowy,wymioty.Zglosilam to swojemu ginekologowi,powiedzial ze te opuchniecia to wynik zwiekszonego poziomu hormonu odpowiedzialnego za utrzymanie ciazy,dal ziolowy preparat na przyspieszenie wydalania wody z organizmu.Skutek byl zaden.Zaczelam krwawic,dodam ze leczyl mnie prywatnie,ponoc najlepszy ginekolog w miescie ktorym mieszkam.W dniu w ktorym pojechalam do niego przerazona tym ze tak krwawie,slyszalam jedynie od niego:prosze zglosic sie na izbe przyjec do szpitala,prosilam zeby mi pomogl,pytalam czy moze mi dac cos zeby ratowac dziecko,jego odpowiedz brzmiala:ja nic nie dam,najwyzej bedzie zabieg.Te slowa,ta bezdusznosc dobily mnie.dodam ze potrafil mi robic po 3 usg dopochwowe w ciagu tygodnia i nie zauwazyl ze mam blizniaki,ciagle widzial tylko jedno dziecko,tak bylo do 8 tygodnia ciazy.zmianilam lekarza.Jego slowa brzmialy jak wyrok;dzieci nie zyja,...jaki szok przezylam slyszac te slowa,nie zyly od 2 tygodni,blizniaki.Po 2 dniach mialam zglosic sie do niego na zabieg,nie zdazylam juz.Poronilam w domu.Dotej pory nie moge pogodzic sie ze strata dzieci,nie umiem,wciaz probuje sie doszukac winy w sobie ze cos zle zrobilam,ponoc nie mialy szans na przezycie ,byly wady powazne w budowie,genetyka.Tak bardzo pragne dziecka,moj maz tez,lecz boje sie,tak sie boje.Czy dam rade zniesc znow jakies powiklania,co bedzie,to mnie wykancza.Ponoc moge zajsc w ciaze,tyle ze czeka mnie pradopodobnie lezenie przez 9 miesiecy,gwarancji ze urodze nie ma.Mam 33 lata wiec nie mam duzo czasu.
Witam.
Ja też byłam w podobnej sytuacji, gdy test wyszedł pozytywnie pojechałam do "najlepszego" lekarza w mieście, stwierdził że jestem w 8 tygodniu ciąży i wszystko jest ok. Tydzień później leżałam już na ginekologii i nadal ten sam lekarz uważał, że wszystko jest okej, a ja krwawiłam, na drugi dzień po usg dowiedziałam się że " już po wszystkim" i mam się nie martwić bo nie muszę mieć zabiegu. Ta bezduszność personelu, lekarze uważają, że strata dziecka to nic takiego a pielęgniarki są jeszcze gorsze. Ponad pół roku po stracie Fasolki, bo tak mówimy o naszym pierwszym dziecku, zaczęłam podejrzewać, że jestem w ciąż, bardzo długo zwlekałam z wizytą u lekarza, moje przeczucia potwierdziły się byłam w 12 tygodniu ciąży. Dzisiaj ciesze się, że "wpadliśmy", ja nie byłam gotowa na próby ale los chciał inaczej, teraz mamy cudowną 9 tygodniową, zdrową córeczkę. Jest naszym skarbem, ale o naszej Fasolce nigdy nie zapomnimy.
Pozdrawiam wszystkie mamy te co rozpaczają po stracie dzieci, i te co cieszą się swoimi skarbami.

monisia74
24-03-2008, 21:00
ja czasem trace nadzieje,czasem nie mam juz sil na kolejne proby.tak bardzo chce miec dziecko,tak bardzo.swieta bozego narodzenia beda na zawsze mi sie kojarzyc z jednym...tym najgorszym.wczoraj znow plakalam ,to nieprawda ze czas leczy rany,nie takie.tej nie da sie zaleczyc,stracilam blizniaki.staram sie zyc normalnie,udaje przed mezem ze jakos sobie radze ,tyle ze kiepsko mi to wychodzi,nie chce zeby widzial co sie ze mna dzieje,proboje mi pomoc,widze tez jak cierpi gdy ja placze,ze jest bezradny.tlumaczy mi ze wszystko bedzie dobrze,ze jest przy mnie i bedzie zawsze,ze mnie kocha,ze bedzie nawet jesli nie bedziemy mieli dziecka.ale tamta rana boli i nadal krwawi.nie umiem sobie z tym poradzic,ja mam wrecz stop klatki w glowie jak stalam na szpitalnym korytarzy ,czekajac na usg,dotykalam brzucha,jak wybieralam ciuszki ,pozniej jak lezalam w szpitalu na patologii ciazy,krwawienia i slowa lekarza brzmiace jak wyrok;niestety nie mam dla pani dobrych wiadomosci,potrzebny bedzie zabieg,te noc kiedy poronilam dzieci ...to uczucie...

daniell
02-04-2008, 19:47
Witajcie!doznałam już cudu jakim jest macierzyństwo.Rok po ślubie urodziłam pięknego synka nasze szczęście było bardzo krótkie po trzech dniach okazało się ,że maluszek ma bardzo poważną wadę serca.Mimo trzech miesięcy walki ,ton łez i bólu nasz synek umarł na nic zdała się skomplikowana operacja dostarczyła mu ona tylko bólu.Pogrążona w bólu postanowiłam ratować siebie jedyną nadzieją było wypełnienie pustych ramion po roku byłam znowu w ciąży,którą okupiłam ogromnym lękiem ale i nadzieją,że pewnego dnia znów zacznę coś czuć i tak się stało dziś jestem mamą sześciolatka i Bogu dzięki.
Gdy mój synek miał 2 latka postanowiliśmy zatroszczyć się o rodzeństwo dla niego i szybko zaszłam w ciąże niestety w 11tyg poroniłam.Pod koniec października ubiegłego roku ponownie odkryłam ciążę jednak tę straciłam bardzo szybko.Lekarze w tym genetyk który mnie prowadzi uspakajają gdyż wada pierwszego dziecka była wadą izolowaną przypadek mówią.Odnośnie poronień teierdzą ,że w tych czasach aż 70%ciąż kończy się poronieniem nim zostanie odkryta.Dodam ,że druga poroniona ciąża była biochemiczna.A ja wciąż marzę,że kiedyś będę miała jeszcze jedno dziecko,mój synek tak bardzo pragnie mieć brata lub siostrę.Mimo tego,że mam wspaniałe dziecko wciąż czuję pustkę i żal.....Dlaczego?????????????????????????????????? ??????

da_nutka
20-04-2008, 23:44
Na niektóre pytania nie ma dobrych odpowiedzi. Sama często pytałam się "dlaczego",wylałam morze łez,wiele nocy nie przespałam wyobrażałam sobie jakby wyglądały moje dzieci.Poroniłam 2 razy, w 8tc i 12 ale dziś mam 4 miesięczną córcie i starszą 13 letnią.Trzeba bardzo wierzyć,że się uda, nie tracić nadzieji i być dobrej myśli.Życzę powodzenia i wytrwałości

kama2582
21-04-2008, 10:24
Witam!chciałam pocieszyc was!ja jestem mama 7latki i półrocznego chłopczyka.Dziękuje bogu że mam drugiego dzidziusia.Bo to moje 4 dzieciatko.Dwoje stracilam w 8tyg.ciazy.Jedno jak córeczka miała 10mies.i lekarze nie wiedzieli czemu.Drugie 2lata temu i po tamtej stracie lekarze powiedzieli ze juz nie zajde wiecej.A tak bardzo przezylam pierwsza strate ze chcialam dzidzusia.Do tego po drugim poronieniu moj organizm zaczal szalec bo podobno psychiczny stan ciazy zatrzymal mi sie w organizmie.Dwa miesiace po poronieniu przytylam 15kg.Woda mi sie nazbierala w organizmie i owulacji tez nie bylo.Leczono mnie różnymi lekami od których przytyłam jeszcze bardziej.Wogle sie załamalam nic mi sie niechcialo.Lekarz tylko powiedzial ze in vitro moge zajsc.Ale stal sie cud odstawilam wszystkie leki w grudniu 2006 a w styczniu okazało sie ze jestem w ciazy.A lekarz powiedzial ze to niemozliwe.Ciesze sie bardzo ze moj synus byl silny i dal rade.Bylam na zwolnieniu od poczatku i bralam tabletki na podtrzymanie.Dzis jak pomysle o tamtych dzieciaczkach ktore stracilam to tylko usmiechne sie bo wiem ze moje aniolki w niebie czuwaja nade mna.I moj synus bedzie zyl za tych dwoje.Zycze szczęścia i wytrwałości.A wiara w cuda istnieje.

paulaXrem
21-04-2008, 13:25
Dziewczyny wiem że długo nie dawałam znaku ale poprostu nie chciałąm zapeszać. Moje starania o dziecko okazały się owocne. Całoą ciąże bardzo uważałm i miałam ciągłe leki a bo to za mało go czułam albo za mało sie ruszało. Dzisiaj jestem już szcześliwą mamą chłopca Wiktorka, który urodził sie 12.03.2008r i w srodę kończy 6 tydodni.
Dla wszystkich dziewczyn które miały podobne sytuacje nie poddawajcie się . Próbujcie a wszystko na pewno się uda.

da_nutka
21-04-2008, 18:19
Gratulacje wszystkim, którym się udało.Trzymam kciuki za wszystkie, które próbują.Powodzenia

zwirek6
03-05-2008, 14:50
Czesc dziewczyny jestem pierwszy raz tu na forum. Czytałam wiele waszych wypowiedzi na temat straty dzieci.Sama nie dawno straciłam dziecko a moze blizniaki ten ból przerasta mnie nie umiem poradzic sobie z tym nie umiem z meżem rozmawiac.W styczniu po długich staraniach okazało sie ze jestem w ciąży oboje z meżem bardzo cieszylismy sie nie stety nie długo trwało nasze szczescie.kilka tygodni żylismy w nerwach i stresie kilku lekarzy badało każdy miał obawy do prawidłowości ale ja miałam nadzieje po 2tygodniach poroniłam płakałam i obwinałam sie jakosc przeszedlczasi popóltora tygodnia od zabiegu dostałam silnych bolesci pogotowie zabrało mnie z osrodka i od razu na stół operacyjny trafiłam.Okazało sie ze była jeszcze ciąża pozamaciczna nie wiele brakowało a straciłabym zycie. Teraz już mineło 3miesiace a ja nie umiem sie z tym pogodzic jest mi strasznie cieżko płacze po nocach nie umiem sie cieszyc z znajomych szczesciem bo kilka z nich spodziewa sie dzieci jest mi wrecz jeszcze gorzej. Boje sie czy bede miała jeszcze kiedys dzieci...

julik
19-05-2008, 14:05
cześć. Ja mam za sobą dwa poronienia. pierwsze w 12 tc drugie w 21tc (to maleństwo musiałam urodzić). Nie ma większego bólu dla matki niż utrata dziecka i ten ból zostaje na zawsze. Ale nie można się poddawać i załamywać. Ja mam diw córeczki , Starsza ma prawie 11 lat. Potem były dwie stracone ciąże. I kiedy już dałam sobie spokój z próbami poczęcia okazało się że... jestem w ciąży. Julka ma teraz 21 miesięcy i jest dla mnie największą nagrodą za tamte cierpienia.
Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny które straciły swoje maleństwa. Nie dajcie się chociaż wiem że jest Wam ciężko. Ale próbujcie dalej bo warto.

julik
19-05-2008, 14:08
Paula Rem- Gratulacje za wytrwałość i dużo pociechy z maleństwa

magdadomisia
08-06-2008, 23:16
Cześć.Trzy lata temu musiałam urodzić w 20 tygodniu ciąży. Od 13 tygodnia krwawiłam i leżałam w szpitalu. Siedem tygodni walczyliśmy, niestety maleństwo nie przeżyło. Wciąż nie mogę tego zapomnieć.
Ale Dziewczyny nie poddawajcie się! Po ośmiu miesiącach znów zaszłam w ciąże i dziś moja córeczka ma już 20 miesięcy.

Cikitusia
20-06-2008, 19:21
dziewczyny trzymajcie się, wiem że to trudne, ale to jest wasz taki kolejny etap w życiu, za jakiś czas wszystko sie ułoży i będziecie szczęśliwe. POWODZENIA

monisia74
22-06-2008, 15:31
czesc jestem w ciazy po raz 3 ,mam juz dwa poronienia za soba i nadal sie boje...co bedzie?co dalej?teraz niby bylo dobrze ale ,znow jest ale mam nisko łozysko,nastepuja plamienia i krwawienia...czas pokaze co bedzie dalej..

monisia74
23-06-2008, 13:54
nie mam zbyt duzo pojecia na temat łozyska ktore jest nisko...jestem w 15tygodniu ciazy...wiem jedno kazdy dzien to strach,kazda godzina to strach...stracilam juz w wyniku poronienia 2 dzieci,teraz moj maz robi badania genetyczne,ja mam miec badania wstepne prenatalne.pierwsza ciaze stracilam w 8 tygodniu,druga w 5 tygodniu...budowe mam prawidlowa ,lekarz nie widzi przeciwskazan do ciazy ale mimo to ....cos jest nie tak tylko co? czy ktos w was powie mi cos na temat łozyska ktore jest nisko?moze ktoras mialam podobny problem..pozdrawiam

monisia74
26-06-2008, 18:22
witam..u mnie na razie powolutku do przodu,na dzien dzisiejszy nie plamie,nie mam skurczy.nabieram mysli ze tym razem sie uda,ze urodze:)choc przede mna jeszcze wstepne badania prenatalne.co nie znaczy ze nie mysle o maluchach ktore straciłam...

channach
26-06-2008, 19:39
Kochane kobietkli ja tez jestem mamą po przejsiach. wiem co to poronienie i troszkę ten temat przerobiłam. gdybym mogła pomóc w czymś dajcie znać. 3mam kciuki za Waszą psychikę i słoneczne jutro

monisia74
27-06-2008, 12:00
channach mam niezbyt dobre wyniki...dzisiaj byłam u lekarza,ciaza nie wiadomo czy znow donosze ,do tego przyplatała sie anemia i mam podwyzszone mpv -11,8.doszły teperatura,zawroty głowy,obrzeki...mam skierowanie na ocp tyle ze tu do tego szpitala nie pojde.musze czekac do wtorku i czmp łódz.tam tez jeszcze badania prenatalne-powoli sie poddaje.

Asia35
30-06-2008, 20:27
A ja wlasnie swoje malenstwo splukalam w sobote w toalecie i mimo, ze mam juz dwoje dzieci bardzo to przezylam, czuje, ze brakuje mi kogos jeszcze w mojej rodzince. Bardzo chcialabym miec jeszcze jednego skrzata a mam juz niewiele czasu. Mam jednak nadzieje, ze niedlugo znow bede cieszyc sie dzidziusiem w moim brzuchu, chociaz nie zachodze latwo w ciaze.

ciapciuch
01-07-2008, 08:39
Znalazlam to na noworodku,uwazam ze powinnyscie to przeczytac.. http://pomocwsparcie.nmj.pl/viewtopic.php?t=3137

channach
01-07-2008, 13:42
kochane kobietki, w pierwszej ciazy straciliśmy z mezem bliźniaki, serduszka biły i rpzestały bić. zabieg robiony na żywca. druga ciaza ponoć rewelacyjnie zdrowa urodził sie synz wada genetyczną letalna zył 5 tygodni. w tej ciazy ktorej 14 tydzien wlasnie leci zalicyzlam juz krwotok i podejrzneie wady wrodzonej, niedługo amniunkcja. wiem co to strach co to lęk nie wiem co nadzieja.
Monisiu te objawy nie wroża niczgeo dobrego i im szybciej trafisz do lekarza tym lepiej. bo mozę sie oakzac ze bedzie walka ni tylko o dzecko ale i o ciebie

monisia74
02-07-2008, 09:28
ja swoje blizniaki w grudniu...najpierw robili po 2-3 razy tygodniowo usg dopochwowe,i barany nie widzieli ze sa blizniaki!!! jeden z nich u ktorego leczyłam sie prywatnie poprostu na bezczela ciagnal kase a wiedzial ze dzieci sa martwe!!!wyszlam na wlasna reke ze szpitala,ku ich przerazeniu ze dowiem sie pewnie prawdy! poszlam do innego lekarza ,i wyszlo wrecz ze nie jedno dziecko a 2!!!ze od ponad 3 tygodni martwe!!!to bylo 2 dni po moim wyjsciu na wlasne zadanie z tamtego szpita,dodam ze jeszcze przed wyjsciem ten niby moj lekarz na sile chcial mi podac jakis zastrzyk a ja odmowilam!!!podalby mi,dostalabym skurczy i wyczysciliby mnie tam a ja nawet bym nie wiedziala ze dzieci martwe byly od dawna ,ze 2 a nie jednO!!!a robili mi to usg w 3d!!! potem minelo troszke czasu i znow ciaza,znow krwawienie!!!i potem poronienie,teraz znow te problemy.na razie nie krwawie,nie plamie.ale te wyniki.odmowili mi badan genetycznych w czmp bo u mnie nie moga ze wzgledu na moje wyniki i na zagrozenie ciazy.tak naprawde oni sami nie wiedza co maja zrobic.a ja?ja sie panicznie boje.chce zeby juz bylo po wszystkim,zasnac i obudzic sie w grudniu,po porodzie.nie mam juz sil.zastanawiam sie gdzie jest bog?gdzie sprawiedliwosc?inne maja co rok to prorok,cpaja,pija,itp albo podrtzucaja dzieci,albo ich nie chca...boje sie lekarzy.nie wierze w ich pomoc.porod mojej corki byl koszmarem.zostawili mnie na sali,i poszli na impreze oddzialowa,a ja tak lezalam od 8.00 rano do 20.30 mialam rozwarcie ale akcja porodowa stanela,mialam skurcze,tak mnie faszerowali lekami ze dostalam rzucawki.nikt nawet nie zainteresowal sie mna ze chce pic.podlaczyli mnie do ktg i czegos tam jeszcze, musialam tak lezec na plasko tyle godzin,z bolu czasem film mi sie urywal.mala sie zaklinowala,po wyjeciu jej okazalo sie ze obie mamy 40 razy wiecej bialych krwinek niz przewiduje norma,ja cala bylam potrzaskana,w srodku,po zszyciu znow kazali mi samej zejsc na lozko .ale jak jak podali mi zewnatrzoponowew znieczulenie!!! wiec teraz wiecie czemu sie boje lekarzy...ja poprostu im nie wierze

monisia74
02-07-2008, 09:34
zapomnialam dodac ze przy tym porodzie wiedzieli ze jestem chora i lecze sie na astme,ze mam wade serca,mialam miec cesarke poniewaz mala byla ulozona posladkowo,a im nie chcialo sie zawiadomic mojego lekarza prowadzacego.mala zaklinowala sie raczka,poowijana pepowina.a ci denile wiedzieli i zostawili mnie tak.bo impreza wazniejsza.czekali az przyjdzie wieczorna zmiana i zrobi za nich wszystko!!!czy tak wyglada nasza sluzba zdrowia?to nie byl szpital w malej miescinie!tylko czmp!nastawione na tasmowa porodowke!

monisia74
02-07-2008, 09:38
asia mialas tak samo jak i ja.widzisz ja w grudniu,kolejnego dnia po tym usg.mialam stawic sie do szpitala na zabieg.nie zdazylam.zachcialo mi sie siusiu.poszlam do wc,nie poczulam skurczu ale cos takiego jakby chlupniecie.do dzis mam ataki strachu jak ide do wc.boje sie usiasc na muszli.tez mam 2 dzieeci z poprzedniego zwiazku

Asia35
02-07-2008, 10:52
asia mialas tak samo jak i ja.widzisz ja w grudniu,kolejnego dnia po tym usg.mialam stawic sie do szpitala na zabieg.nie zdazylam.zachcialo mi sie siusiu.poszlam do wc,nie poczulam skurczu ale cos takiego jakby chlupniecie.do dzis mam ataki strachu jak ide do wc.boje sie usiasc na muszli.tez mam 2 dzieeci z poprzedniego zwiazku

Mam pytanie czy mialas jakiekolwiek problemy z poprzednimi ciazami?

Asia35
02-07-2008, 11:16
Jesli chodzi o sluzbe zdrowia w Polsce to tez nie jestem zadowolona, przy pierwszym porodzie tez musialam sie meczyc, nie mialam zwyklych skurczy jak to przy porodzie skurcz i przerwa i znowu skurcz, caly czas chyba z 6 godzin bolal mnie brzuch cos podobnego jak przy miesiaczce tylko tysiac razy silniejszy, to oczywiscie po lekach, ktorymi mnie nafaszerowali, jak mowilam do poloznej, ze brzuch boli mnie caly czas to mowila, ze jej na tym urzadzeniu wychodzi, ze mam normalne skurcze, podpieta bylam do kroplowki to musialam sama sobie isc do kranu, z kroplowka, zeby zwilzyc sobie usta. Na koniec tego wszystkiego zle mnie wyczyscili, mialam drugi raz zabieg, stracilam duzo krwi, musieli mi przetaczac. Teraz modle sie, zebym nie musiala miec kolejny raz przetaczanej krwi, bo tak mi zmieszali krew, ze teraz musze dostac dokladnie taka jaka mam, a grupa mojej krwi teraz to 0 RhD + Ccee, pewno wogole o takiej grupie nie slyszlyscie, ja tez nie. No i taka jest sluzba zdrowia w Polsce, ale o zagranicznej tez nie wiem co myslec, pewno gdybym byla teraz w Polsce moze bym nie poronila, tutaj do trzeciego miesiaca ciazy wogole sie nie interesuja czy wszystko jest w porzadku, dopiero jak zaczyna sie cos dziac, na szybko trzeba szukac poloznej, bo tu chodzi sie do poloznej nie do gina.

monisia74
02-07-2008, 17:00
tak asia.z mlodsza corka od 3 miesiaca załozno mi szew,niestety nadal mialam problemy i reszte czasu do porodu spedzilam w szpitalu.pozniej 2 razy poronilam,teraz tez mam znow problemy.wiem jedno ze nie ma tu nic do rzeczy oszczedny i higieniczny tryb zycia bo ja widze po sobie ze to niestety nie ma znaczenia.mimo ze uwazam i tak ciagle mam problemy.pozdrawiam cie 3 maj sie

Asia35
03-07-2008, 08:46
Dzieki monisia za odpowiedz. Wiesz ja nigdy nie mialam zadnych problemow z ciaza i dlatego jakos nie moge sobie poradzic z tym, ze stracilam dziecko, bardzo chcialabym miec jeszcze jednego skrzata, a mam juz niewiele czasu, chcialabym tez kiedys isc wreszcie do pracy, ja jednak uwazam, ze to przez to, ze nie oszczedzalam sie za bardzo, wiedzialam, ze przeginam, ale myslalam, ze mnie nic nie zlamie i kiedy postanowilam przystopowac okazalo sie, ze jest juz za pozno, ale tu gdzie mieszkam ludzie zyja w pospiechu i poronienia sa tu na dziennym porzadku, znam jedna kobiete byla osiem razy w ciazy, z czego cztery poronila. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze Ci powodzenia!

monisia74
03-07-2008, 08:56
asia ja z pierwsza ciaza pracowalam ,normalnie do ok.5 miesiaca.nie mialam problemow.wiesz myslalam ze te poronienia to ze wzgledu na mojego drugiego partnera.robili mi badania.jemu.jednak nie ma przeciwskazan ze nie mozemy miec razem dzieci.w poniedzialek czekaja mnie kolejne badania.usg genetyczne,test potrojny.w klinice w łodzi.boje sie.wiesz dowiedzialm sie tez ze jestem chora.tak naprawde boje sie kazdego kolejnego dnia ,co mi przyniesie.moja przyszlosc jest niepewna.to takie ciagle zycie w strachu.

monisia74
03-07-2008, 08:58
ja tez podobnie jak ty na poczatku rowniez obarczalam sie ze to przeze mnie.bylam troszke czasu samotna mama, z 2 dzieciakow.zycie szybko sie toczylo,czasem moj dzien konczyl sie ok.3ej rano a o 6.00 pobudka.ciagly bieg.zeby zapewnic dzieciom to co potrzebne,

Asia35
04-07-2008, 09:22
monisia wspolczuje, ze tak sie u ciebie to wszystko pogmatwalo, mam nadzieje, ze wszysko dobrze sie skonczy, daj znac jak poszly badania, ja tez zastanawiam sie czy nie jestem czasem chora, badania krwi mialam ostatnio robione 4 lata temu, przez ten czas moglo sie wiele zmienic, cytologii nie robilam jeszcze nigdy i tez sie zastanawiam czy jakas choroba nie jest czasem powodem mojego poronienia.

monisia74
05-07-2008, 19:50
asia mi w grudniu ribili mi cytologie to mialam 2 stopien,teraz juz mam oki.zrob sobie cytologie,nie jest to badanie bolesne.wiesz ja wczesniej bylam zdrowa,poronienia jednak byly.lekarze nie mogli znalezc przyczyny.teraz jeszcze podlapalam jakas infekcje,musze przelozyc badania :usg genetyczne i test potrojny na nastepny tydzien.do tego doklada mi sie w tym samym czasie przeprowadzka do łodzi:)wreszcie bede miec spokoj,sama ,dzieci,mirek.bez osob trzecich w postaci tesciow:)

joannasz
06-07-2008, 14:03
ja też mam za sobą poronienie i naprawde nikomu tego nie zycze. zaszlam w ciąze i oszalalam z radosci. nigdy by mi do głowy nie przyszlo ze mi sie nie uda. bylam normalnie pod opieka lekarza mialam dobra wyniki badan. w 12 tygodniu zaczelam plamić. wsiadlam w samochod i pojechalam do lekarza zrobil mi usg i nie dal nadzieji. wypisal skierowanie do szpitala. w trakcie badania jak mi powiedzial co sie stalo zaczelam tak krzyczec ze moj maz czekajacy w poczekalni juz wiedzial ze cos sie stalo. ja jeszcze jednak mialam nadzieje. pojechalam do innego lekarza ale ten potwierdzil to co mowil poprzedni. pojechalam do szpitala byla juz noc wszycy spali i dopiero rano zobaczylam ze leze na sali z samymi ciezarnymi. myslalam ze mi serce peknie jak lezaca obok mnie kobieta slu8chala przez ktg bicia serca swojego dziecka a ja lezalam ze swoim ktore juz bylo martwe (okazalo sie ze pold byl martwy od 9 tygodnia wiec chodzilam 2 tygodnie z martwym plodem w brzuchu). zrobili mi zabieg i wyslali do domu. prze 1,5 roku nie moglam dojsc do siebie ciagle plakalam i myslalam o moim dziecku. tak strasznie chcialalm je miec ze to az bolalo. dlugo balam sie zajsc w ciaze ale w koncu sie odwazylam. jak juz okazalo sie ze jestem w ciazy blakalam ze strachu czy mi sie uda. ciaza byla koszmarem bo w zasadzie wszystko bylo ok ale tak strasznie sie balam ze cos sie nie uda ze zylam w ciaglym strachu. dzis jestem Mama prawie 2 letniej Dominiki i jestem przeszczesliwa. jest wszystkim o czym moglam snic:) trzymam za was wszystkie kciuki. powodzenia

Asia35
06-07-2008, 15:05
asia mi w grudniu ribili mi cytologie to mialam 2 stopien,teraz juz mam oki.zrob sobie cytologie,nie jest to badanie bolesne.wiesz ja wczesniej bylam zdrowa,poronienia jednak byly.lekarze nie mogli znalezc przyczyny.teraz jeszcze podlapalam jakas infekcje,musze przelozyc badania :usg genetyczne i test potrojny na nastepny tydzien.do tego doklada mi sie w tym samym czasie przeprowadzka do łodzi:)wreszcie bede miec spokoj,sama ,dzieci,mirek.bez osob trzecich w postaci tesciow:)

ja na szczescie mieszkam juz bez tesciow i wcale mi ich nie brakuje, ale dwa razy w roku ich odwiedzamy, ta cytologie chyba sobie zrobie jak bede w Polsce, ale cholernie nie mam na to ochoty, nie lubie chodzic do ginekologa, a jak juz bedziesz wiedziec co z Toba to daj znac, jak wyszly te badania, tak przy okazji, ktory to tydzien ciazy?

monisia74
07-07-2008, 10:28
asia jestem oecnie w 19tc,tak jak i ty nienawidze chodzic do ginekologa.o ile juz sie tam pojawiam a musze na dzien dzisiejszy zawsze wybieram mezczyzne,jest delikatniejszy.z kobietami ginekologami nie mam dobrych wspomnien.jak bylam pierwszy raz w swoim zyciu to byla kobieta,dobrze ze byla ze mna moja mama.wyobraz sobie ze walnela pani doktor najpierw komentarz na temat moich majtek,bo bylo serduszko,zadna koronka,zadne stringi.pozniej weszlam na fotel,balam sie i to bylo krepujace dla mnie mialam 16 lat.a ta kretynka jak mnie.....wiec ja ze boli.a ona :co cie boli,nie przesadzaj,masz lezec spokojnie i cicho!na szczescie mama to slyszala,wpadla do gabinetu powiedziala jej co mysli i zabrala mnie.pozniej mialam jeszcze 2 razy kontakt z kobieta ginekologiem i dziekuje nigdy wiecej nie chce juz!cytologie zrob dla siebie samej i zdrowia,bedziesz czula sie spokojniejsza widzac wyniki.takie gdybanie nie jest dobre.na dzien dzisiejszy narzekam na zabki.kurcze nie mialam takich problemow dotad z nimi.za slodyczami nie przepadam,zabki myje regularnie i dobra pasta.wiec skad te problemy.?panicznie boje sie stomatologa.brrr

monisia74
07-07-2008, 10:33
joannasz co twojej wypowiedzi:nigdy nie zrozumiem co kieruje nasza opieka medyczna,to skandal zeby kobiety po poronieniach lezaly na sali z ciezarnymi,sama sie z tym spotkalam,moja kolezanka tez.ja rozumiem oszczednosc szpitala itp,tyle ze dla kobiety ktora stracila swoje dziecko jest to szokiem!pamietam jak mnie gdy bylam z julka w ciazy,polozyli na sali z ciezarnymi.nie dawali jej szans na urodzenie.non stop plakalam ,odwrocona do sciany,nie chcialam z niki rozmawiac.a na sali same ciezarne.mialam skurcze,krwawienia,pekniecie szyjki.czy to mialo mi pomoc?przeciez to mnie wykonczalo!najlepsze bylo stwierdzenie przelozonej:niech sie pani nie denerwuje ,bedzie pani miala jeszcze dziecko jak nie to to w brzuchu to inne ,jest pani mloda!brak slow.

monisia74
07-07-2008, 10:40
moja przyjaciolke jak zabralo pogotowie polozyli na sali z ciezarnymi,kazali jej czekac do nastepnego dnia,na zabieg.dziecko bylo martwe,na sali same ciezarne.zrobili jej zabieg i polozyli na ta sama sale.popoludniu tego samego dnia zadzwonila do mnie i do swojej mamy zebysmy ja stamtad zabraly bo oszaleje!ona wrocila z zabiegu a na sali kobiety rozmawialy o swoich wynikach z usg,pokazywaly zdjecia,mezowie pytali co maja jeszcze kupic do wyprawki.jak miala sie czuc?!pojechalysmy z jej mama i zabralysmy,wypisala sie na wlasna odpowiedzialnosc,to byla niedziela.tak strasznie cieszyla sie jak zaszla w ciaze,kupowali rzeczy dla malucha,ja tez w tym czasie bylam w ciazy.pamietam ile ja kosztowalo patrzenie jak moj brzuch rosnie,jak ja nie mogla patrzec na nia bo czulam sie zle,ze ja jestem w ciazy a ona stracila swoje dziecko.wiele razy plakalysmy razem,przytulajac sie jak dzieci.

joannasz
07-07-2008, 13:32
pamietam jak pojehcalam na zabieg i jak mnie kladly na ta sale z 7 ciężarnymi to powiedzialy mi ze bedzie mi razniej!!! niz miala bym lezec sama i plakac. ja nie wiem czy w tych szpitalach panuje jakas znieczulica. a i jeszcz jedno wydaje mi sie ze po czym takim jak strata dziecka kobieta powinna byc pod opieka psychologa i to szpital powinien zapewniac taka opieke. zdaje mi sie ze moze taka osoba pomogla by przejsc przez to wszystko, wiem rodzina wspiera ale to chyba nie to samo jak wygadac sie przed kims obcym i kims kto wie jak pomuc. co o tym sadzicie?? ps. tez potwornie boje sie dentysty,:) pozdrawiam

monisia74
08-07-2008, 13:59
zgadzam sie z toba co do opieki psychologa.dzieci kaza rodzic bo niz itd.kosciol trabi ze ludzkie zycie to swietosc.tyle ze tak naprawde nie dba sie o matki!mysla ze jak dadza becikowe to zalatwia tym sprawe.a nasze zasilek rodzinny?to ponizajace,jakie stawki sa w innych krajach?wiadomo!a gdzie tu godne prawo do zycia?moja sasiadka poronila dziecko,jej maz w tym czasie stracil prace,zalamal sie,w tym samym czasie swieta bozego narodzenia.maja chore dziecko.on popelnil samobojstwo.a ona?zostala sama.wychowana w domu dziecka.nie miala osob bliskich.parafia pomogla jej tak:ksiadz dal jej 4 kawalki chleba,przelozone wedlina,jedno jablko!skandal.opieka spoleczna oto wypowiedz pani dyrektor:pani mysli i inne ani podobne ze narobicie sobie dzieci na koszt panstwa i pozniej mamy je utrzymywac?musiala czekac miesiac a zasilek okresowy w wys.76.00zl z tego miala zyc miesiac!maz pracowal na czarno.to smiech.

emilkad4
12-07-2008, 11:55
ja tez poronilam w 11 tyg. ,to jest tragiczne przezycie.To sie stalo 4 dni temu ,koszmar...........

emilkad4
12-07-2008, 12:13
u mnie 11tyg.bylo wszystko ok,gdypojawilo sie plamenie strasznie sie przestraszylam,ryczalam ze strachu ze dzidzi moze sie stac cos zlego ,natychmiast pojechalisny do szpitala,(mieszkam w UK wiec nie mialam szans ma wizyte u gin.),zbadali mnie i powiedzieli ze ok.gdy pojawily sie silniejsze krwawienia pojech.do szpitala ponownie i wymusilismy USG,okazalo sie ze nie ma bicia serca dzidzi,najgorszy dzien w moim zyciu,najgorsze co moze spotkac kobiete....to wlasnie taka wiadomosc.

bweiher
15-07-2008, 19:19
Kochane,ja też poroniłam.Na pierwszą ciąże czekaliśmy 2 lata,aż tu nagle krwawienie,szpital i zabieg.Oczywiście,myśli typu "czemu JA?Co zrobiłam zle"itp.Po roku znowu ciąża znowu krwawienie i... nowy ginekolog.Udało sie,uratował moje maleństwo i teraz syn ma 5 lat.Okazało się że miałam torbiel na jajniku i trzeba go usunąć.3 lata leczenia u mojego lekarza i znowu 2 kreski!!W lutym urodziłam blizniaki,przed czasem ale zdrowe!DZiewczyny,jestem najlepszym przykładem na to,że cierpliwość,miłość męża i dobry lekarz mogą zdziałać cuda.Trzeba wierzyc!!

otnok11
22-07-2008, 12:35
Paula, ja poroniłam 2x, moja przyjaciółka 3x, a teraz mamy zdrowe, fajne dzieci. Warto próbować, mimo, że pewnie całą ciążę będzie towarzyszył Ci strach i obawa przed komplikacjami. Po takich przezyciach już wiadomo, że wizyta u ginekologa to nie zawsze radość a każde najmniejsze nawet bóle podbrzusza wywołują panikę. Ale warto ;)

mbielec
29-07-2008, 13:38
Witam!
Wczoraj miałam usuwaną 9 tygodniową ciążę. To była moja pierwsza ciąża. Staraliśmy się z mężem rok. Kiedy dowiedzieliśmy się że jestem w ciąży był to dla nas najszczęśliwszy dzień. 24 lipca dowieziałam się że dzidziuś nie żyje. Przez 3 dni płakałam non stop. Świat mi się zawalił.
Później okropnie bałam się zabiegu. Ale już po poczułam się lepiej. I psychicznie i fizycznie. Muszę wziać się w garść i żyć dalej. Poczekamy i postaramy się znowu lecz we mnie jest strach czy z kolejną ciążą będzie wszystko w porządku.

myszka2100
13-08-2008, 22:13
witam was czytając wasze wypowiedzi co wszystkie przezyłyście az sie poryczałam chciałam wam powiedziec żeby żadna z was nie traciła nadzieji i kazda prędzej czy poźniej bedzie tulic swojego dzidziusia tak jak ja teraz.
moja ciąża tez nie przebiegała cudnie ciągle w szpitalu i do teraz została po niej znak w postaci zakrzepicy żył jeszcze z rok leczenia przedemną ale z perspektywy czasu patrząc na dzidzię jak się do mnie usmiecha warto było i wam się uda a wiec babeczki głowy do góry bedzie dobrze :)

Vanilia82
25-08-2008, 14:27
Podczas pierwszej ciaży wystapiło ryzyko poronienia-leżalam przez tydzień w łóżku,brałam duphaston i wszystko dobrze sie skonczyło.Urodziłam zdrowego chlopca w 40 tygodniu ciaży.Po trzech latach zapragneliśmy drugiego dziecka-przez rok nam sie nie udawało,w końcu zaszłam w ciażę i bardzo szybko porobiłam...na szczęscie nie musiałam isć na zabieg,bo wszystko oczysciło sie samoistnie...jednak był to bardzo trudny okres dla mnie,myslałam ze juz nigdy wiecej...teraz jestem w 10 tygodniu ciaży i jest dobrze...bardzo o siebie dbam i marze o dziewczynce:)
Nie wolno nam tracic nadziei!!!

anusiaX79
02-09-2008, 08:00
Witam wszystkie dziewczyny,
Niestety muszę dołączyć do Waszego grona po raz drugi. Wczoraj byłam na USG 8 tc i lekarka powiedziała mi, że nie widzi akcji serca w zarodku i ciąża jest martwa czyli poronienie. Pojechałam zaraz do szpitala, żeby sprawdzić na lepszym USG i niestety to samo. W czwartek mam zgłosić się do szpitala na wywołanie poronienia i łyżeczkowanie. Cały świat mi się zawalił. Przeryczałam całą noc. Mój mąż mówi, że mam się nie poddawać i cały czas mnie wspiera. Ale cóż.... Mam 4-letnią córeczkę, piersza ciąża bez komplikacji. Więc w zeszłym roku postanowiliśmy postarać się o rodzeństwo dla naszej Natalki, zaszłam w ciążę, ale szybko zaczęłam krwawić i okazało się, że jest ciąża pozamaciczna. Przeleżałam 4 dni w szpitalu, wszystko samo się usunęło, tylko na koniec było łyżeczkowanie, żeby wszystko było czyściutkie. A teraz znowu SZOK, tak bardzo się cieszyłam, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży a pęcherzyk jest w macicy, a teraz znowu zawód. To jest niesprawiedliwe.......

Moniczkaaa
02-09-2008, 09:18
O mój Boże !!! właśnie takie słowa mi przychodzą na myśl,gdy czytam co napisałyście dziewczyny normalnie aż mi łza popłynęła po policzku i to nie jedna z każdą chwilą jest ich więcej:( no,ale cieszy mnie fakt,że macie cudownych mężczyzn u swego boku,którzy was wspierają,bo przecież to jest w takiej jakże smutnej dla was chwili najważniejsze.Anusia jedyne co mogę Ci powiedzieć to abyś nie traciła nadziei i nie załamywała się.Z całego serca wierze,że uda wam się kobietki zajść w upragnioną ciążę bez żadnych komplikacji a jeśli chodzi o niesprawiedliwość Anusiu to jest w tym przeogromna prawda gdyż np.alkoholiczki często rodzą dzieci zdrowe a takie "małpy" które świadomie porzucają dzieciątko po porodzie nie mają problemów z donoszeniem ciąży.Tyle par pragnie mieć dzieci a kończy się to często fiaskiem a inni z kolei oddają te maleńkie cudeńka do domów dziecka.Do cholery dlaczego nie można zwrócić się do pana Boga z apelacją o wielką NIESPRAWIEDLIWOŚĆ?!!!,która często dotyka niewinnych ludzi...Trzymajcie się babeczki jestem z Wami.Jeszcze zaświeci dla was słoneczko w waszych brzuszkach i na pewno (już) nie zgaśnie;)

mbielec
03-09-2008, 12:49
Anusia głowa do góry. Ja już jestem miesiąc po poronieniu. Lekarz powiedział że wszystko jest ok. Ale ja i tak odczekam parę miesięcy i próbuję znowu. Musimy być silne :)

anusiaX79
03-09-2008, 14:10
Wiem, ze najważniejsze jest się nie poddawać i próbować aż do skutku, ale to strasznie ciężkie. Ale co tam, my kobietki jesteśmy silne i damy radę, bo jak nie my to Kto?

magdadomisia
03-09-2008, 23:34
Dziewczyny na pewno jest Wam ciężko ale nie poddawajcie się. Strata dziecka dla każdej z nas była wstrząsem ale trzeba wierzyć, że się uda. Masz rację anusia 79, jesteśmy silne.

Moniczkaaa
04-09-2008, 10:54
Siła i potęga górą !!! i Pamiętajcie nadzieja umiera ostatnia;) a wiara czyni cuda...więc nie można nigdy,przenigdy się poddawać...Wszystko będzie dobrze i wierze w to,że to czego cholernie pragniemy w końcu od życia dostaniemy:) Pozdr.......:)

mirtillo
08-02-2009, 23:34
Anusia79,przeszlam to co ty,ciaza pozamaciczna ,a nastepna obumarla i poronienie.U mnie jednak w ciazy pozamacicznej wykonano laparoskopie,bede wdzieczzna za wszelkie informacje na ten temat,bo przebywam w Anglii i jestem zdruzgotana sluzba zdrowia tutaj,mysle o powrocie do Polski i badaniach,tylko jakich?

suruweczka83
28-04-2009, 22:07
Każda z nas przeżywa koszmar. Ja na przykład wczoraj spotkałam dziewczynę, która leżał ze mna w szpitalu na podtrzymaniu ale jej udało się. Jak ją zobaczyłam na ulicy, jak szła z brzuszkiem, wszystkie wspomnienia wróciły:(( Tak bardzo jej zazdroszczę. A c do kolejnych ciąży, to ja narazie odpuszczam. Minęło już pół roku, jednak nadal czuję, że nie jestem gotowa. Ja narazie strach jest siliejszy ode mnie!!

April211
31-05-2009, 22:28
Ech ciezko to wspominac ja już 2 razy straciłam dziecko jednak za 3 razem się udało i teraz jestem szczęsliwa mamusia 10 msc Gabrysi. wiem co czuja te kobiety ktore chca mniec dziecko a matka natura im tego odmawia;(

magdag111
26-04-2010, 12:52
Witam serdecznie wszystkich użytkowników forum piszę pracę
licencjacką na temat poronień sama też przyeżyłam tą tragedię i
postanowiłam o tym napisać w swojej pracy przeprowadzam ankietę na
temat poronienień więc jeżeli był by ktoś chętny żeby mi pomuc i
wypełnić ankiete byłabym wdzięczna to mój e-mail magdag111@wp.pl

marcikk
01-11-2010, 13:32
Cześć mam problem i proszę o pomoc! Jestem mężatkom od pięci lat i mam już jedno dziecko 4 letnia córcie, półtora roku byłam w ciąży i okazało się ze jest to ciąża martwa bardzo to przeżyłam emocjonalnie.Teraz jestem juz chyba gotowa jeszcze raz spróbować ale się strasznie boje powtórki. Proszę o pomoc może któras z was też miała taki prolem prosze o opis. A dodam jeszcze że lekarz określił że była to wina męża ba miał toksoplazmozę i póżniej brał jakiś antybiotyk i juz miło byc dobrze ale ja nie wiem czy juz jest tak .Wiem że najlepsza byłaby porada lekarza ale?????????
Ja tez mam 4 letnia coreczke ktora dokladnie 2 lata i 7 miesiacy temu miala miec braciszka...jednak w 20 tygodniu ciazy zmarl.z wynikow wyszlo ze w 13 tygodniu i chodzilam z martwa ciaza.Byl obciazony wada genetyczna ktora podobno maja tylko dziewczynki.po sekcji wyszlo ze tez chlopcy wiec maz byl w szoku.Ciezko to przezylismy i choc bym chciala miec jeszcze dziecko to tez sie boje ze znowu bedzie cos nie tak..a moj maz wogole nie chce rozmawiac na ten temat...