PDA

Zobacz pełną wersję : MOJA NERWICA...Jak z nią sobie radzić ??????? porozmawiajmy



koralik24
17-12-2008, 19:01
Witam. zakładam ten wątek by osoby takie jak ja mogły się wyżalić i wzajemnie sobie pomagać. Był już jeden taki wątek ale nie cieszył się popularnością. A szkoda, bo wiem, że kobiet takich jak ja jest wiele i nie mają gdzie porozmawiać. ..Nakreślę wam moją sytuację:

Moja nerwica (przypuszczenie lekarza, który rozpoznał ją po objawach jakie mu przedstawiłam jako 9-letnia dziewczynka) jest ze mną już od szkoły podstawowej...Zawsze wszystkim się mocno denerwowałam, płakałam i leżałam często w szpitalu na nerwicowe bóle głowy czy żołądka....Potem z chwilą wkraczania w okres dojrzewania objawy chwilowo ucichły, żeby powrócić ze zdwojoną siłą w okresie, kiedy byłam na studiach (sama nie wiem jak je skończyłam i to z wyróżnieniem - druga moja cecha to pracoholizm ;/ i przesadna ambicja, może to dlatego). Jestem BARDZO UDANYM w związku już 4 lata, (nie jestem jeszcze mężatką) staramy się rok o dziecko z marnym skutkiem ale ogólnie nie powinnam niczym się przejmować, pracuję dla siebie więc tym bardziej - A JEDNAK siedzi we mnie coś złego....nerwica. Ciągle czymś się przejmuję, błahostkami (nie będę nawet pisać bo aż WSTYD) czasem aż parter mnie nie rozumie, że mogą być takie problemy (nie chodzi o wygląd zaznaczam ale o ogólne stosunki międzyludzkie, o normalne sprawy, którymi normalnie człowiek raczej się nie przejmuje), denerwuję się kolejką w sklepie, tym co widzę w tv albo usłyszę ( np. o maltretowaniu zwierząt) Najczęściej moja nerwica objawia się trzęsieniem rąk, ogólnym roztrzęsieniem, potliwością, szybkim biciem serca i uciskiem na klatkę piersiową aż czasem brak tchu, mam czasem ataki paniki i czasem włącza się u mnie agresja....Nienawidzę tego. Co więcej nie wiem ostatnio co mnie dopadło bo z partnerem nigdy się nie kłoce ale ostatnio wiecznie mam o cos pretensje, prowokuję wiekszość sprzeczek (tego nie mogę nazwać kłotnią bo z nim nie można się kłocić :D) potem idę do pokoju, płaczę pół dnia i mi przechodzi ale zaraz znow mam pretekst i wydaje mi się, że przez tą swoją nerwicę, z którą żyję na co dzień - muszę znaleźć sobie KOZŁA OFIARNEGO którym jest mój biedny partner. na zewnątrz jestem skryta, nieśmiała, cicha, bardzo tajemnicza i strasznie niedostępna i nieufna do ludzi. Nie zawieram nowych znajomości bo ludziom nie ufam (w rzeczywistośći nie chodzi mi o świat wirtualny) a w domu zmieniam się powoli w ZOŁZĘ (chyba muszę odreagować) Najgorsze jest to, że czasem sytuacje nerwowe tłumię w sobie poza domem by wyładować je w domu. Nie mam na kim więc ofiarą jest mój M :( Szkoda mi go bardzo bo czasem jestem aż głupia w swoich "pseudoracjach" Piję melisę i biorę 1 tabletkę persenu ale chyba nie czuję poprawy.....Przerażają mnie święta, wiecznie podąża za mną myśl (CO BĘDZIE GDY....) czasem jest tak, że tak mocno się nakręcę na jakąś przyszłą sytuację, że kiedy ona nadejdzie nie jestem w stanie normalnie funkcjonować - jednym słowem WKRĘCAM SIĘ NEGATYWNIE....Mało się ostatnio śmieję (jest tyle rzeczy które mogłyby mnie cieszyć) nic mi się nie chce. staram się rok o dziecko bezskutecznie....moze to jest problem, że tak się wściekam a po drugie też idzie to w drugą stronę - nie mogę zajść w ciążę bo ciągle mam jakąś nerwówkę :( Eh ciężkie to życie nerwusa :( Zapraszam was nerwowe do szczerej rozmowy. opiszcie jak radzicie sobie ze stresem :) Pozdrawiam was i z niecierpliwością czekam na pierwszy wpis :)

ale
17-12-2008, 20:27
Ja sobie nie radzę nie radzę ze stresem :( Jak czytam ten opis Twój to tak, jakbym czytała o sobie, przejmuję się błahostkami, robię "z igły widły", wszystko potrafi być końcem świata. Też mam tak, że nagle mi słabo, oblewa mnie zimny pot i ciężko mi się oddycha. Wpadam wtedy w histerię, bo boję się, że umrę. Bardzo to głupie, bo przecież nawet gdybym umarła, to nie mam na to wpływu, ale w tej danej chwili, gdy mnie to dopada to jestem pewna, że umrę i bardzo się boję, jest mi zimno, ale jestem cała spocona, dusze się, trzęsę i płaczę. Im bardziej płaczę, tym gorzej bo tym szybciej oddycham, tym bardziej się boję itd.
Jedyny skuteczny sposób to oddychanie: bardzo wolny długi wdech nosem, taki, żeby nabrać jak najwięcej powietrza i potem wolny wydech ustami- tak jakby gasiło się świeczkę. Może wydać się to śmieszne, ale poza lekami to na serio jedyny sposób. Gdy się dotlenisz to aż tak się nie dusisz, poza tym jeśli koncentrujesz się na oddechu, to zapominasz o swoim stanie i jest lepiej.
No i lekarz, chodziłam do psychologa, nie widzę w tym niczego wstydliwego. Bardzo mi ta kobieta pomogła i od paru lat jest lepiej. U mnie najgorzej było w okresie dojrzewania, potem lepiej, po 20-stce jest ok, tylko czasem mnie coś dopada, ale radzę sobie.
Perseny brałam conajmniej dwa, melisą piję non stop litrami ;) czasem miałam tak, że rano i po południu brałam Persen a wieczorem Relanium, do tego 2 paczki fajek, żeby się uspokoić. Efektu żadnego...

koralik24
17-12-2008, 21:03
Wiem, że nie jestem sama z tym problemem i wiem, że dzięki temu, że bedziemy tu pisać bedzie nam łatwiej. Rozumiem wszystko to co przeżywasz bo sama mam tak samo :( Ciężko jest żyć z takim podejściem do życia no ale cóż - jedni rodzą się wiecznymi entuzjastami i optymistami a inni mają wiecznie doła i wkręcają sobie problemy :/

Ja czasami staram się uśmiechnąć w sytuacji stresowej bo prawdę mówiąc to akurat baaardzo mi pomaga i rozluźnia ale najczęściej jestem z nerwów tak mocno spięta, że aż drętwieje mi szyja i uniemożliwia mi normalne poruszanie głową (co nierzadko kończy się zadrganiem głowy - to jest okropne) a po drugie jak tu się zmusić na uśmiech w momencie ta ogromnego stresu ....? Czasem mi się to udaje, mam też tak, że mam lepsze i gorsze dni. Czasem jest tak, że lepiej mi się walczy ze stresem bo wstaję prawą nogą i mam uśmiech na twarzy - wówczas jakoś tak mniej myślę ale to jest chwilowe bo już na drugi dzień rozniosłabym z nerwów mieszkanie :( Dobrze, że mój partner jest taki wyrozumiały - ON TO MÓJ SKARB :) Wszystko mogę mu powiedzieć, on wie o każdym moim lęku i sam radzi mi jak mam go przezwyciężać, ostatnio bardzo często wypłakuję mu się na ramieniu ...dobrze, że mam na czyim :) Ja mam taką cichą nadzieję, że te moje lęki i stresy szybko miną , może z wiekiem...chociaż wiem, że to moja natura i jej nie zmienię ale żeby chociaż tego WSZYSTKIEGO tak bardzo nie przeżywać, starać się olać i nie myśleć o wszystkich i wszystkim ....

Scarlett_666
18-12-2008, 09:54
ja tez mam tego typu problemy może nie jestem agresywna ale bardzo często smutna...
mialam depresję w wieku 16 lat i od tej pory jest troche lepiej z psychiką jednak skutki stresu sieją spustoszenie w moim organizmie.... nie potrafię już nic zjeść normalnie bez późniejszego bólu żołądka...aby załagodzić te objawy biorę mnóstwo leków i musze przyznać że jestem chyba od nich uzależniona:(

pasikonik
18-12-2008, 18:19
CZeść :) TAk przeczytaąłm sobie wasze posty i doszłam do wniosku, że chyba njalepiej to poszukać pomocy specjalistycznej - psycholog, albo psychiatra pomoże Wam sie uporać z tym. JA wiem, ze czasem to ciężko się przemóc, ale z takim napięciem nie da się długo normalnie funkcjonować, a wizyta, czy terapai jest tylko po to ŻEBY WAM SAMYM BYŁO LEPIEJ :) Taki specjalista pomoże Wam radzić sobie ze stresem, a odpowiednia terapia pomogłaby inaczej oceniać rzeczywistość co wpłynęłoby na obniżenie poizomu stresu i lęku. Poza tym dziewczyny pamiętajcie, że to wszytsko odbija sie na Waszym zdrowiu fizycznym i to powinien być kolejny powód do tego żeby szybciutko poszukać pomocy. Trzymam kciuki za Was

ale
18-12-2008, 23:42
Też myślę, że pomaga specjalista, ale... u mnie był taki moment, że poza nerwicą miałam silne stany depresyjne i lękowe. Przepisano mi leki. Wszystko ok, świat nabrał barw. Do tej pory budziłam się jako tako w normalnym stanie, ale z mijaniem dnia było coraz gorzej. Moje życie polegało na pracy (gdzie udawałam, że wszystko jest super) i na leżeniu w łóżku. Przychodziłam z pracy i leżałam, jak miałam na popołudnie to długo spałam, jak na rano to spałam po obiedzie. Gdyby nie praca, to pewnie nie malowałbym się, tylko leżała non stop. Do tego doszedł lęk przed tłumem, tak to określiła lekarka po objawach (w autobusach, na targach i w skelpach robiło mi się słabo, wymiotywałam, mdlałam)
Leki pomogły, normalnie funkcjonowałam, zniknęły wszystkie lęki i mogłam przebywać w tłumie, ale odstawienie tych leków to katorga. To tak jakby nagle ktoś zgasił kolory, walnął w łeb i powiedział: powitaj znów zasrane życie, od teraz będzie kicha. I z reguły tworzy się błędne koło i znów trzeba brać leki. Mam znajomego, który bierze leki już 15 lat, odkąd miał 14 lat i chciał się zabić i on się po prostu boi. Lęka się, że gdy przestanie łykać prochy to sobie coś zrobi... A niektórzy się uzlaeżniają, tak jak Scarlet. Uważać trzeba z tymi lekami :(

Dlatego chyba najlepsze są różne terapie. I pianie jakiegoś pamiętnika, bloga. Nikt tego nie musi czytać :) ja pisałam bloga i potem czytałam za parę miesięcy to czasem się śmiałam, mówiłam sobie: głupia z takich banałów robić takie problemy, chora histeryczka itd. Takie pisanie pomaga nabrać trochę dystansu :)

ale
18-12-2008, 23:48
Koraliku właśnie, ważne, że jest się komu wypłakać. To mój mąż nauczył mnie tego oddychania. Wydaje się to takie banalne, ale za każdym razem gdy miałam atak paniki, on siedział i tłumaczył jak dziecku, jak ma oddychać. Jak oddychałam za szybko to zaraz mi zwracał uwagę i oddychał ze mną :D czułam się jak w szkole rodzenia ;) i to pomaga, i to że mam się komu wypłakać. No i pisanie. Pisałam już wszystko: blogi, pamiętniki, opisywałam sny a potem sama je analizowałam.
Wiem, wiem portret totalnej egocentryczki skupionej tylko na sobie, no ale właśnie tacy ludzie najczęściej mają nerwicę, depresję i inne takie cholerstwa...

koralik24
19-12-2008, 15:00
Wiesz co - jakbym siebie samą widziała z tymi objawami. Boję się, że dlatego nie mogę mieć dzidzi a jak już ją bede mieć w brzuszku to boję się, że przez te moje nerwy poronię. Jak Ty sobie radzisz teraz w tym błogosławionym stanie kiedy wiesz, że jesteś nerwowa a nie powinnaś się denerwować bo przecież negatywnie wpływa to na dzidzię. Czy w czasie ciąży pijesz również meliskę??
Jeśli chodzi o lęk przed tłumem to mam tak samo (pewnie nie ja jedna bo ten świat teraz w ogóle jest pokręcony i ludzie sobie zwyczajnie nie radzą) To się fachowo chyba nazwywa AGORAFOBIA......Myślałam nad tym, żeby iść do lekarza ale jakoś nie moge się zmusić :( Mam takie wrażenie, że psycholog mi nie pomoże - że sama powinnam jakoś przezwyciężać lęki.... że mnie nie zrozumie bo nie siedzi w mojej głowie. Nawet na dzien dzisiejszy nie mogłabym normalnie wytłumaczyć jaki jest ten mój lęk i czego się boję....Ja takich ataków paniki nie mam codziennie - po prostu co jakiś czas przychodzi dzien , w którym jestem jakby bardziej podatna na stres i zaczynam coś sobie wkręcać....
A jakie brałaś tabletki??? Na receptę?

Scarlett_666
19-12-2008, 16:10
Jeżeli chodzi o psychotropy to jeszcze jest taki ich minus że po nich chce się bardzo spać...
Chociaż teraz istnieją też takie, które podobno nie wywołują senności...

anaa82
02-01-2009, 16:18
A czy to może byc jakas nerwica??
Zaczeło sie jakies 3 lata temu. Dzien przed odlotem na wakacje do stanów bylo mi strasznie słabo, jakbym miala zemdleć, nie moglam nawet przejsc pare kroku, wyladowalam w szpitalu na kroplowce, mialam strasznie niski potas, po kroplowce bylo juz wszystko ok. Lekarz powiedzial ze to moze byc taki jednorazowy incydent i wyjechałam. Potem juz mi sieto nie przytrafiało, az przyszly kolejne wakacje. W pociagu zrobilo mi sie strasznie słabo, wymiotowałam. Myslalam ze sie przytrułam albo choroba lokomocyjna, ale tydzien pozniej jak mielismy wracac, w nocy przed wyjazdem znow bylo mi slabo i wymiotowałam, mialam dreszcze cała noc i tez pewnie wyladowalabym w szpitalu ale nie mialam ubezpieczenia ze soba i tak przemordowalam cala noc. Na drugi dzien mi przeszlo, jak wrocilam do domu zrobilam badania i wszytko wyszlo w porzadku. I znow spokoj do tych wakacji. Wyjechalam za granice, tam zemdlałam i znow wyladowalam na kroplowce. I teraz mam schize ze gdziekolwiek jade dalej to sie boje czy przypadkiem mi nie bedzie slabo. Nawet kiedys jak pojechalam do mojego chlopaka na caly dzien to tam mi sie juz zaczelo robic tak dziwnie slabo ze sobie wzielam potas. I teraz juz sie nawet do niego boje jechac bo zaraz mysle ze mi bedzie tam slabo :(

ale
02-01-2009, 18:21
Wiesz co - jakbym siebie samą widziała z tymi objawami. Boję się, że dlatego nie mogę mieć dzidzi a jak już ją bede mieć w brzuszku to boję się, że przez te moje nerwy poronię. Jak Ty sobie radzisz teraz w tym błogosławionym stanie kiedy wiesz, że jesteś nerwowa a nie powinnaś się denerwować bo przecież negatywnie wpływa to na dzidzię. Czy w czasie ciąży pijesz również meliskę??

A jakie brałaś tabletki??? Na receptę?

Brałam Bioksetin, tak takie leki są tylko na receptę.

Melisę można pić w ciąży (rumianek i szałwię też) Radzę sobie normalnie, po prostu wiem, że nie mogę się denerwować i staram się tego nie robić :) na początku ciąży odjechałam totalnie, nerwy mi puściły jak nigdy - kłóciłam się ze wszystkimi i non stop wyłam, ale nic złego się nie stało.
Dużą ulga jest mój mąż gdy mam takie dziwne stany. Pomagają ćwiczenia oddechowe. Teraz mam za wysokie ciśnienie, więc dużo leżę i piję melisę i to pomaga :) głównym źródłem stresu zawsze była praca i szkoła, a teraz jestem na L4, a na uczelnię czasem chodzę, więc dużo stresorów odpadło :)

ale
02-01-2009, 18:25
A czy to może byc jakas nerwica??
Zaczeło sie jakies 3 lata temu. Dzien przed odlotem na wakacje do stanów bylo mi strasznie słabo, jakbym miala zemdleć, nie moglam nawet przejsc pare kroku, wyladowalam w szpitalu na kroplowce, mialam strasznie niski potas, po kroplowce bylo juz wszystko ok. Lekarz powiedzial ze to moze byc taki jednorazowy incydent i wyjechałam. Potem juz mi sieto nie przytrafiało, az przyszly kolejne wakacje. W pociagu zrobilo mi sie strasznie słabo, wymiotowałam. Myslalam ze sie przytrułam albo choroba lokomocyjna, ale tydzien pozniej jak mielismy wracac, w nocy przed wyjazdem znow bylo mi slabo i wymiotowałam, mialam dreszcze cała noc i tez pewnie wyladowalabym w szpitalu ale nie mialam ubezpieczenia ze soba i tak przemordowalam cala noc. Na drugi dzien mi przeszlo, jak wrocilam do domu zrobilam badania i wszytko wyszlo w porzadku. I znow spokoj do tych wakacji. Wyjechalam za granice, tam zemdlałam i znow wyladowalam na kroplowce. I teraz mam schize ze gdziekolwiek jade dalej to sie boje czy przypadkiem mi nie bedzie slabo. Nawet kiedys jak pojechalam do mojego chlopaka na caly dzien to tam mi sie juz zaczelo robic tak dziwnie slabo ze sobie wzielam potas. I teraz juz sie nawet do niego boje jechac bo zaraz mysle ze mi bedzie tam slabo :(

Może być i może nie być. Ja mam od małego chorobę lokomocyjną, tylko na szczęście z wiekiem troszkę mija i teraz już nie rzygam. Może masz takie stany lękowe związane z podróżami, są osoby, które ta mają.
A z tym potasem, sprawdzasz jak jest teraz? To dość ważne, to lepiej czasem sprawdzić.

ale
02-01-2009, 18:31
Jeżeli chodzi o psychotropy to jeszcze jest taki ich minus że po nich chce się bardzo spać...
Chociaż teraz istnieją też takie, które podobno nie wywołują senności...

Mi spać chciało się po zwykłych uspokajających (Relanium itp) ale po przeciwdepresyjnych nie

anaa82
02-01-2009, 20:51
Może być i może nie być. Ja mam od małego chorobę lokomocyjną, tylko na szczęście z wiekiem troszkę mija i teraz już nie rzygam. Może masz takie stany lękowe związane z podróżami, są osoby, które ta mają.
A z tym potasem, sprawdzasz jak jest teraz? To dość ważne, to lepiej czasem sprawdzić.

Jezeli ide sobie zrobic badania ot tak dla siebie to wszystko wychodzi w porzadku, potas i magnes w normie. Najdziwniejsze jest to ze ja wcale nie czuje zdenerowowania, zawsze lubialam podroże, byłam rok wczesniej w USA, leciałam wczesniej samolotem i nic mi nie bylo, nie balam sie wrecz podobalo mi sie latanie, wiec nie wiem co to sie stalo za pierwszym razem, bo ja wtedy dzien przed podróżą obudzilam sie w nocy ze strasznymi zawrotami głowy, wiec nawet sie nic nie zdazylam podenerowac. Za drugim razem też to raczej nie choroba lokomocyjna bo zaczeło sie od krecenia w glowie, potem przez tydzien wszystko ekstra a dzien przed powrotem od nowa. A od ostatniego razu co mi u chlopaka zaczelo sie w glowie krecic to mam takie schizy ze sie boje do niego jechac ze znow mi bedzie slabo i jak mam jechac to biore potas przed jazdą do niego i biore ze soba na wypadek jakby mi bylo slabo u niego. Straszne to. Gdzie to mozna sie wybrać zeby zdiagnozował od czego mi tak słabo sie robi? Jak poszlam do rodzinnego to tylko pokiwał głową, skierował na badania, który wyszły bardzo dobre. No ale to chyba nie jest normalne jak tak mi sie slabo robi jak gdzies jade. Zwlaszcza ze moj chlopak mowi o kolejnych wakacjach a ja juz mam stracha ze co bedzie jak mi bedize słabo.

ale
05-01-2009, 15:40
Może psycholog? Skoro zdrowotnie wszystko jest ok, to widać są inne przyczyny. Staraj się to ingnorować, mówić sobie "pewnie nie tylko mi jest słabo, dużo ludzi tak ma, to nic takiego, zaraz przejdzie" - na mnie działa :)

koralik24
09-01-2009, 14:28
Witam was dziewczynki.

Byłyście w ogóle kiedykolwiek u psychologa???? Ja ostatnio znowu się zastanawiałam, nawet miałam juz nr tel żeby zadzwonić ale coś mnie blokuje - ciągle mam wrażenie, że ja sobie sama pomogę i rozwiążę mój problem i za jakiś czas przychodzi dzień, w którym znowu zaczynają się te objawy i wtedy przypomniam sobie o pomocy specjalisty i tak w kółko....Nie wiem dlaczego boję się tak iść - może boję sie, że mi po prostu nie pomoże, że nie zrozumie o co mi chodzi bo nie będę potrafiła mu tego wytłumaczyć??? :/

malutka24
19-01-2009, 18:27
Dziewczyny pomóżcie!!!!
Od pół roku jetstem mężatką i widze jak moje małżeństwo zaczyna sie rozpadać.
To wszystko przez moje nerwy.jestem bardzo nerwowa osoba,o byle co sie wkurzam i wrzeszcze jak głupia.nie patrze czy ktos jest z nami czy nie.Nie potrafie ukryc moich złych emocji.wiem ze zle robie ale to dociera do mnie po fakcie.jestem uznawana przez znajomych wladca nad fecetem.Znajomi twierdza ze to ja zle robie i moj mąż jest głupi że jest ze mna.pomocy !!!!chce sie zmienic na dobre mam dosyc byc Tą złą babajagą ktorej najlepiej wychodzi darcie się na wszystkich o byle co!!!1wszystko mnie wkurza!!!!! POMOCY!!!!!!!

koralik24
19-01-2009, 19:04
Dziewczyny pomóżcie!!!!
Od pół roku jetstem mężatką i widze jak moje małżeństwo zaczyna sie rozpadać.
To wszystko przez moje nerwy.jestem bardzo nerwowa osoba,o byle co sie wkurzam i wrzeszcze jak głupia.nie patrze czy ktos jest z nami czy nie.Nie potrafie ukryc moich złych emocji.wiem ze zle robie ale to dociera do mnie po fakcie.jestem uznawana przez znajomych wladca nad fecetem.Znajomi twierdza ze to ja zle robie i moj mąż jest głupi że jest ze mna.pomocy !!!!chce sie zmienic na dobre mam dosyc byc Tą złą babajagą ktorej najlepiej wychodzi darcie się na wszystkich o byle co!!!1wszystko mnie wkurza!!!!! POMOCY!!!!!!!

Powinnas próbować panować nad sobą - ja też jestem bardzo nerwowa i często wybucham bez powodu bo tak naprawdę największy powód u mnie to - moja osobowość :( Ostatnio walczę z tym i przymykam oko na wiele rzeczy - staram się rozpatrywać te moje pseudo-problemy na zasadzie - WAŻNE /MNIEJ WAŻNE. Nie robię już awantur o niepomyte gary czy brak pomocy w kuchni, klapę niezamkniętą w ubikacji czy porozrzucane ciuchy....Radzę sobie sama (w tym sprzątanku:)) i staram się czerpać z tego przyjemność ale nie twierdzę, że zawsze mi się udaje nie wrzasnąć na faceta bo przecież on też powinnien mi pomóc lub co nawet ważniejsze docenić to co dla nas robię w domku. Jeśli jesteś zawsze poddenerwowana - polecam Ci herbatkę z melisy i ziołowe (a więc nie uzależniające) tabletki Persen lub syropki do picia :) Ja niestety od pewnego czasu nie funkcjonuje bez choćby jednego z tych wspomagaczy. Jeśli Twoje nerwy są na tyle mocne, że nie potrafisz samodzielnie ich przezwyciężyć - udaj się do psychologa, przeczytaj ksiazkę, dzięki której dowiesz się jak działają te wszystkie mechanizmy i spróbujesz dzięki radom w niej zawartych "uciszyć" napady złości.

Druga sprawa jest taka, że być może sama źle się oceniasz a tak naprawdę jest całkiem odwrotnie - może Twój facet zasługuje na "stawianie go do pionu" a całą winę zrzuca na Ciebie. Może warto najpierw przyjrzeć się waszemu ZWIĄZKOWI ??? Może jest coś, co trzeba zmienić i nie chodzi tu akurat o TWOJĄ PSYCHIKĘ - Pamiętaj, że dobry związek jest wówczas, gdy nie staramy się w nim rządzić ale idziemy sobie często na kompromis i pomagamy sobie zrozumieć siebie, swoje potrzeby i wzajemnie sobie dogadzamy.

I trzecia sprawa - Pamiętaj, że NICZEGO NIE ZAŁATWISZ KRZYKIEM :D Czasami wystarczy normalna rozmowa....Pomyśl nad tym :rolleyes: Pozdrawiam

emes
13-11-2009, 14:14
Witam,
chciałabym się dowiedzieć, czy mam nerwicę..dlatego zwracam się do Was Kochane o pomoc.. po raz kolejny pokłóciłam się..hmm posprzeczałam się z Chłopakiem o błahostkę, mam teraz wyrzuty sumienia, to było niepotrzebne, niczego nie zmieni i nie mam pojęcia dlaczego reaguję tak jak reaguję:( dopiero na tym forum spotkałam się z możliwością, że to może być nerwica a nie moja wina.. otóż..mój Chłopak niedawno założył bloga, wcześniej też robiłam mu awantury o nic..bo poznał jakąś dziewczynę, bo zaczął uważać ją za przyjaciółkę, bo ona będzie dla niego ważniejsza ode mnie..tak sobie teraz myślę, że zachowuję się czasem jak pijawka, a nie chcę tak się zachowywać, nie chcę zabierać Mu powietrza..kontrolować, ale wiem, że to robię. Odkąd założył bloga, tematycznego i poznaje tam ludzi < dziewczyny > nie potrafię tego znieść. Sprawdzam komentarze, jest mi cholernie przykro, wszystko mnie boli, gadamy o tym, sprzeczamy się, do niczego to nie prowadzi, ja histeryzuję, płaczę, tracę apetyt, czuję się winna.. a wiem, że chodzi o głupoty, np. to, że skomentował blog dziewczynie, z którą wymienia maile, a skomentował "że są dobre wróżki" a ona ma imię na blogu "dobra wróżka. I już przykrość, smutek, niezrozumienie, rozmowa w której nie potrafię mu nigdy wytłumaczyć o co mi chodzi bo sama nie wiem.. staram się relaksować, wiem, że mnie Kocha, tak bardzo dba o mnie, ale nie udaje mi się powstrzymać tych fobii i psują nam się przez to relacje. Czy możliwe, że mam nerwicę? Chcę dodać, że często bez powodu płaczę, mam doła, a potem jest dobrze, ale przez sprzeczki nie czuję się sobą. Boję się, że rozwalę ten związek..bez powodu..

antalis
13-11-2009, 14:33
Ludzie nerwice moze zdiagnozowa tylko lekarz !Wiec zamiast szukac Bog wie czego na forum idzcie do lekarza . Nerwice sie leczy farmakologicznie/.

Dla mnie nie jestes znerwicowana tylko chorobliwie zazdrosna i tym niszczysz siebie, jego i Wasz zwiazek.

emes
14-11-2009, 20:47
Dla mnie nie jestes znerwicowana tylko chorobliwie zazdrosna i tym niszczysz siebie, jego i Wasz zwiazek.[/QUOTE]

Żałuję że się tu otworzyłam, nieco histerycznie do tego. Widać głupio jest myśleć, że obce osoby mogą posłużyc dobrą radą;)
pozdrawiam jednak te, które posłużyły:)

meery791
26-06-2012, 13:21
witam. mam 14 lat i ponad rok borykam się z kompulsja, z początku w ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieję później zaczęłam szukać w necie co to może być i dowiedziałam się że jest to kompulsja. W dzieciństwie cierpiałam na tiki, lecz rodzice mnie zaprowadzili do psychiatry i później to ustało. od dzieciństwa uważałam że jest ze mną coś nie tak, ale teraz rozumiem ze jest to choroba i jest wiele ludzi cierpiących tak jak ja.podziwiam ludzi którzy sobie z tym radzą, bo ja nie potrafię są takie dni że chcę z tym walczyć, ale czasami mam już tego dosyć i chęć się z tego uwolnić, już nie wiem co mam robić, moi rodzice nic o tym nie, nie wiem jak mam im o tym powiedzieć. ciągle boję się ze stanie się coś złego, i gdy nie wykonam jakieś czynności to wtedy coś złego się stanie, próbuje patrzeć na świat tak jak patrzą inni, ci zdrowi że tak powiem, ale jakoś to nie pomaga. już nie wiem co mam robić.!!!!!!!!!!!!!!!! tak bardzo chciała bym normalnie żyć. tłumacze sobie że to nie ode mnie zależy co się stanie ale ta choroba jest silniejsza i nie pozwala mi tego zrozumieć.;(;(;(;(;(

MArtyna1974
03-11-2012, 21:31
Osobiście podchodziłam do kwestii wróżki bardzo sceptycznie. Przyjaciółka namówiła mnie do skorzystania z oferty jednej, w Internecie, która jej pomogła.

Byłam samotną matką, wychowującą małego Adrianka! Dzisiaj jestem szczęśliwą mamą, mężatką! Wszystko dzięki Pani Emilii! Jeśli komuś się przyda, to jej blog:
angelemilia.blogspot.com

Naprawdę warto! Podchodzi do ludzi z szacunkiem i profesjonalizmem! Pomaga zarówno w kwestia karmy, nerwic, jak i wróżb!

Pozdrawiam

Hart1
06-11-2012, 06:43
hej, też kiedyś przez coś podobnego przechodziłam. w końcu zamknęłam się w sobie, miałam nerwicę hipochondryczną, natręctw, bałam się wychodzić z domu. w końcu ktoś polecił mi pomoc psychologiczną (http://www.centrumben.pl/) u specjalisty. psycholog bardzo mi pomógł, znów żyję normalnie tak jak przed chorobą. pozdrawiam

amatiz
16-12-2012, 20:07
SUPER PROMOCJE, KONIECZNIE ZOBACZ

http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=24931928

jagna87
23-07-2013, 21:26
Ja również swego czasu nie radziłam sobie z nerwicą.
W końcu wybrałam się do specjalisty - koleżanka doradziła mi lekarza Wojciecha Kuczyńskiego - przyjmuje w Warszawie przy ulicy Gocławskiej, zresztą tutaj można sobie o nim poczytać: http://psychoterapia-kielczyk.pl/zespol-lista/lek-med-wojciech-kuczynski/
I naprawdę to lekarz z powołania. Nie zostawił mnie samej z problemem, przypisując mi jedynie leki a zaproponował terapię która ostatecznie wyciągnęła mnie z choroby ;)
Tak więc kochane nie bójcie się, warto dać sobie pomóc.